Numer 9 - Przyjazd rodziców

Przez ten czas nie utrzymywałam kontaktu z Kamilem... Nie chciałam wykonywać pierwszego kroku i do niego dzwonić... Przecież to ja na niego naskoczyłam w środę...
Była sobota.  Dziś mieli odwiedzić mnie rodzice. Wsiadłam w samochód i pojechałam do sklepu, aby zrobić zakupy. Pod sklepem zauważyłam Kamila... Szybko schowałam się w samochodzie, aby mnie nie zauważył. Pojechałam do mieszkania. Zaczęłam przygotowywać jedzenie. Chciałam pokazać się im z dobrej strony.
Upiekłam ciasto. Przygotowałam marynowane papryczki i wiele, wiele innych... Położyłam wszystko na stole i poszłam do łazienki, aby się jakoś przygotować na to spotkanie. Ostatnio byłam u nich na święta, a oni u mnie początkiem września... Więc trochę dawno.
Ubrałam się w czarną sukienkę do kolan.  Do tego czarne szpilki,  a włosy rozpuściłam.
Po jakiejś godzinie rozległ się dzwonek do drzwi.  Poszłam otworzyć.  W drzwiach stali moi rodzice,  a na rękach mieli moją 3-letnią siostrę,  Julię.
- Witajcie kochani!
Wyściskałam ich w drzwiach.
- Wejdźcie!  - powiedziałam.
Usiedli w salonie.
- Ładnie mieszkasz córko. - powiedział ojciec
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
Julka bawiła się na dywanie lalką,  którą wzięła ze sobą. 
- Jaki jest powód waszej wizyty?
- Chcieliśmy odwiedzić naszą najstarszą córkę. 
- To chyba nie jest prawdziwy powód wizyty?
- Co cię z nim łączy?  - zapytała wprost matka.
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- Widzieliśmy zdjęcia w Internecie.
- Jakie zdjęcia?
- Te w tej sukience....  Wasze twarze...  To jak na siebie patrzyliście,  te pozy na ściankach...   Oraz ostatni artykuł.
- Jaki artykuł.
Mama wyjęła z torebki gazetę. 
Wyrwałam ją jej z ręki.
Widniało na niej zdjęcie , jak Kamil wychodzi z mojego bloku... Potem jak pali papierosa na ulicy. I ten nagłówek "Co takiego powiedziała mu "przyjaciółka ", że Kamil Stoch wychodzi z jej mieszkania wkurzony i pali papierosy? "
- Jaka jest data artykułu?
- Środa.
Przypomniało mi się.... Wszystko. 
- Dlaczego posmutniałaś?
- Nic,  nic. 
- Jak się poznaliście?
- Historia trochę głupia.
- Dlaczego?  - zapytał ojciec.
- Spowodowałam wypadek...  Stłuczkę.  Zderzenie czołowe... Tym drugim samochodem kierował Kamil... Nakrzyczał na mnie...
- I tak go poznałaś?
- Pokrzyczeliśmy na siebie i wróciliśmy do domów.  Potem zadzwoniła do mnie Marcelina. Zostałam zaproszona do nich na kolację. 
- I tam znowu go spotkałaś?
- Skąd wiedziałaś?
- Przecież Stefan też jest skoczkiem.
- Racja...
- A ta twoja praca?
- Rozmawiałam z Piotrkiem.
Ojciec mi przerwał.
- Z Piotrkiem Żyłą?
- Tak, tak.... I opowiadałam mu, że lubię fotografować i zaśmiał się, że znajdzie mi pracę u nich jako ich prywatny fotograf. Również odpowiedziałam śmiechem, że się zgadzam... Myślałam, że żartuję, bo był pijany. Jednak nie, bo następnego dnia wraz z Kamilem podjechali pod moją uczelnię. Głupio było mi odmówić. Zawieźli mnie do COS i tam czekała mnie rozmowa z Horngacherem.  Już o wszystkim wiedział, więc się nie wycofywałam.
- I tak się rozpoczęła twa kariera....
- Ale chcę ją szybko zakończyć.
- Dlaczego?
- Do Planicy i koniec. Teraz jest czas na naukę.
- Wreszcie mądrze mówisz.  To Zakopane nie zrobiło ci wody z mózgu.
Nagle mama odezwała się.  
- Co cię naprawdę łączy z nim?
- Nic.  Kompletnie nic.  
- Na pewno?
- Tak.  Co jest dziwnego w przyjaźni damsko-męskiej?
- Nie istnieje.  W końcu jedno z was się zakocha. Widząc Was to z wzajemnością.
- Możesz już nic mi nie mówić na jego temat. Proszę  
- Dobrze.
Nagle ojciec mnie zapytał
- A co z Gregorem? Widziałem wasze zdjęcia, a podobno miał jakąś rozprawę o gwałt.
- Tak. Podobno to się stało w Oberstdorfie. Dostał prawdopodobnie 5 lat, ale to nie był gwałt, tylko próba gwałtu.
- Próba?
- Podobno tą dziewczynę uratował jej przyjaciel....
- Skąd to wiesz?
- Wiesz... Plotki się szybko roznoszą. Stefan Kraft mówił coś, przecież miał pokój obok niego.
- Bujasz się w takim towarzystwie, że ja już naprawdę nie wierzę...
- Gdyby nie babcia, to studiowałabym bliżej i byłabym u was w każdy weekend, a nawet mogłabym przyjeżdżać do was po wykładach, a tak to co? Znowu mam być przez nią poniżana? Nie mam zamiaru tam wrócić! Mam 4 rodzeństwa, które babcia wprost uwielbia! Co miesiąc po rencie dostają jakieś pieniądze, a ja byłam przez nią bita i wyzywana. Właśnie przez nią nie chciałam zapraszać do nas do domu koleżanek i kolegów.
- Czyli twoim jedynym problemem jest babcia?
- Tak.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
 - Kto to może być? - zapytała mama.
- Nie wiem.
Poszłam otworzyć. W drzwiach stanął Kamil.
- Hej.
- Hej.
- Sama jesteś?
- Nie.
Nagle odezwała się mama.
- Córeczko, kto to?
- Czyli lepiej, żebym nie wchodził?
- Przepraszam cię.
 - Ok. Nic się nie stało.
Nagle podeszła do mnie mama.
- Ooo! Jakiego masz gościa! Zapraszamy, zapraszamy!
- Ale państwo przyjechali do córki w odwiedziny, to ja nie będę przeszkadzał...
- Ale nie przeszkadza pan! Zapraszamy.
Kamil spojrzał na mnie,  a ja zasugerowałam, żeby wszedł.
Usiadł na kanapie.
- Mieć taką córkę,  to skarb. - powiedział Kamil do moich rodziców. 
- Dziękujemy. - odpowiedzieli. 
Nagle moja mama powiedziała.
- A dlaczego nie ma tutaj Adriana? 
- Bo ja się z nim rozstałam. 
- Dlaczego??? 
- Nie pasowaliśmy do siebie
- Dlaczego???
Nagle oczy zalały mi się łzami. 
- Nie płacz. - powiedział Kamil. 
- Co on ci zrobił? - zapytała mama 
- Zdradzał mnie.  
- Z kim??? 
- Ze starszą o jakieś 30 lat kobietą. 
- Przecież to do niego nie podobne.  
- A jednak - powiedział Kamil. 

Kamil wspierał mnie jak tylko mógł.  Zauważyli to moi rodzice.  Aż za bardzo. 
Wstali i powiedzieli.
- Idziemy się przejść.  Bierzemy Julkę .
Wyciągnęli ręce w stronę Julii,  lecz ta nie chciała iść.  Bawiła się wspaniale .
- Jak nie chce iść to ją zostawcie.  Niech się bawi. - powiedziałam.
Julka grzecznie bawiła się na dywanie... Bardzo spokojne dziecko...
- Przez to wszystko nawet nie zaproponowałam ci herbaty....
- Nie denerwuj się.... Przyjechali rodzice i chcesz wypaść jak najlepiej, a swoimi pytaniami wyprowadzają cię z równowagi.... To normalne....
- Czyżby mój przyjaciel był filozofem? - zaśmiałam się...
- Nie, skądże... Przeżyłem to, jak rodzice pierwszy raz odwiedzili mnie w moim nowym mieszkaniu....
- Też tak chciałeś, aby wszystko było idealne?
- Właśnie tak...
- Najgorsze są pytania o ciebie...
- Dlaczego?
- Myślą, że jesteśmy razem, a gdy próbujesz im to uświadomić... Nie są tego w stanie zrozumieć.
- U mnie są pytania : "Masz już jakąś na oku?"
- I co odpowiadasz? 
- Że tak.
- Ooo..  Muszę poznać tę szczęściarę. 
- Mam nadzieję,  że już nie długo. 
- A tobie się któryś podoba? 
- Może....  A jeśli tak,  to będziesz pierwszą osobą,  która się o tym dowie. 
- Trzymam cię za słowo. 
Zaczęliśmy się śmiać.

Po jakiś 30 minutach do mieszkania wrócili moi rodzice.Mieli już jechać do domu. Na pożegnanie moja mama powiedziała.
- Mam nadzieję, że nas odwiedzisz na tej starej wsi?
- Na pewno, jak będę miała wolny weekend, bo teraz wyjeżdżam do Korei i Japonii.
- Przyjedziesz z jakimś przystojnym kawalerem?
- Nie wiem.... Może wezmę sobie jakiegoś pijaka ze wsi. - zaśmiałam się.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
Rodzice wyszli z mieszkania.
- Już we wtorek mamy wylot.
- Nie jestem oblatana w tych tematach, ale... Ile tam się leci?
- Długo... Więcej niż 24 godziny.
- To ja już się muszę pakować! - zaśmiałam się.
- Wylot 7 lutego, a powrót 18.
- I co ta twoja biedna dziewczyna zrobi, jak nie będzie cię przez prawie 2 tygodnie?
- Leci ze mną.
Serce złamało mi się na pół.  Poczułam bardzo dziwne ukłucie w sercu... Czyżby to zazdrość? Jednak od razu wybiłam to sobie z głowy.





--------------------------------------------------------------------------------------
                                       kiki2000







 

Komentarze