W poniedziałek o 15:00 ktoś zapukał do drzwi.... Z wielkiego niechcenia otworzyłam drzwi... W nich stanął Kamil z bukietem kwiatów...
- A to z jakiej okazji? - zapytałam.
Rzucił kwiaty na stół i bez słowa mnie przytulił... Tak po prostu
- Chciałbym cię przeprosić za tą środę.... Wiem... Nie powinienem się tak zachowywać...
- Ale przecież to moja wina... Ja na ciebie niepotrzebnie nakrzyczałam....
- Kasiu... Właśnie dobrze, że nakrzyczałaś.... Zrozumiałem w ten sposób wszystko.... Naprawdę wszystko
- Kamil... Może nie warto jest się tak kłócić? Przez to wszystko zrozumieliśmy, że takie kłótnie nam szkodzą... Dajmy sobie szansę na to, abyśmy nigdy nie krzyczeli... Bo my kłótnią, niczego nie zdziałamy....
- Właśnie... Nie warto w ogóle się kłócić....
- Nie potrzebujemy tego...
Wyjęłam z tylnej kieszeni spodni zdjęcie Kamila z Tauplitz... Poprosiłam znajomego fotografa i mi je wywołał. Dałam je Kamilowi.
- Więc.... Mogę prosić pana o autograf? - uśmiechnęłam się.
- Z rozkoszą
- A dlaczego aż z rozkoszą?
Kamil zaczął się do mnie przybliżyć.... Nasze usta dzieliły jedynie milimetry... Nie chciałam się jakoś opierać.... Przecież jak się mówi raz się żyje... Ale niestety... Naszą romantyczną chwilę przerwał jednak płacz Piotrusia...
Przyłożyłam zdjęcie do klatki piersiowej Kamila i poszłam do Piotrusia...
Od rana daje mi w kość i niestety co chwile płacze.... Przez kilka minut nie mogłam go uspokoić.... Po chwili do pokoju wszedł Kamil..
- Co mu się dzieje? - zapytał
- Od rana tak płacze... Ja już nie mam siły... Przecież zjadł 20 minut temu.... Przebrałam go przed chwilą...
- I co robimy?
- Nie wiem.... Weź go może ty na ręce, a ja zadzwonię do lekarza.
- Ok.... A może go coś boli?
- Właśnie trzeba to sprawdzić...
Zadzwoniłam do zaprzyjaźnionej pani doktor.... Powiedziała, że przyjedzie do nas, aby zbadać małego...
- Przyjedzie do nas za chwilę... - powiedziałam do Kamila
- Dobrze.. Bo już mam dość tego płaczu....
- Nie przesadzaj... Jak ciebie nie ma, to czasami jest gorzej...
- Wyczuwa, że nie ma taty... - powiedział Kamil
Po jakiś 10 minutach do drzwi zapukała pani doktor... Zbadała małego i stwierdziła, że syn ma jakieś problemy z brzuchem... Zaleciła nam, abyśmy go masowali i czuwali całą noc, a jeśli do jutra rana nie przejdzie, to żeby zgłosić się do jej przychodni....
Cały wieczór byłam przy Piotrusiu. Masaże jednak pomagały... Poprosiłam Kamila, aby został na chwilę z małym, a ja poszłam wziąć kąpiel....Gdy wróciłam Kamila w pokoju nie było.
- I tak można zostawić go z dzieckiem! Istna paranoja! Przecież nie byłam w łazience godzinę. Nawet 30 minut mnie nie było!!
Wkurzył mnie tym strasznie.. Wzięłam sobie kocyk i usiadłam sobie na fotelu w pokoju synka... Nie mogłam znaleźć swojej piżamy ze spodenkami, więc założyłam koszulę nocną, a dokładnie to była taka haleczka na cieniutkich ramiączkach, kolor jasny niebieski i było mi trochę zimno.... Doktorka zaleciła, aby czuwać przy małym całą noc, więc co miałam robić? Kamil na pewno jest w salonie , albo w sypialni i na pewno sobie leży i ogląda telewizor.. Chyba, że jest głodny i był w kuchni, ale zegar wybił 22:00, a on nawet nie raczył wejść do pokoju małego... Może się domyślał, że ja tam będę... Ale synka brzuszek boli, a on będzie sobie odpoczywał.... Wiem, że wrócił co z podróży, ale żeby nawet nie wejść do pokoju i nie zapytać, jak się Piotruś czuje?? No szczyt chamstwa! Wiem, że jestem zbyt nerwowa, ale od zawsze taka byłam! I cóż! Kto mi co zrobi??
Przykryłam sobie nogi kocykiem i czuwałam przez noc... Jednak sen był silniejszy i o 3:30 oczy mi się zamknęły i usnęłam na stojąco.... Cóż..
Obudziłam się w innym miejscu.... Otworzyłam oczy.... Moje usta, a usta jakiegoś człowieka.... Dzieliły nas dosłownie milimetry.... Ja trzymałam rękę na jego plecach.... On również miał rękę na moich plecach, ale jego ręka była włożona pod moją halkę.... Nasze nogi był dosłownie poplątane!...Byliśmy tak przytuleni, że ciężko by było nitkę pomiędzy nas włożyć.... Drugą swą rękę miałam wplecione w jego włosy.... Spojrzałam na niego... Był to Kamil!! Obejrzałam się dookoła... To sypialnia.... Nie chciałam nawet dopuszczać myśli co tu się stało..... Co się działo w nocy... Ok.... Wybaczyłabym nam, gdybym miała tylko rękę na jego plecach, a on na moich.. Ale nie włożona jego ręka centralnie pod halkę! Przecież on trzymał ją na mych nagich plecach, a nie tak jak ja u niego na koszulce.... I te nogi... poplątane... I te dzielące nas milimetrowo usta... I moja ręka w jego włosach...
Doznałam wielkiego szoku... Nie powiem... Wystraszyłam się... A dziś chciałam mu powiedzieć, żeby nie robił sobie jakichkolwiek nadziei... Bo po tych kwiatach różne mógł sobie coś wyobrażać.....
Po chwili on też wstał.... Błyskawicznie wysunął rękę spod mojej halki....
- Możesz mi wytłumaczyć, co się w nocy działo.. A dokładnie to dzisiaj, bo usnęłam przed 4:00..... I jak ja się tutaj znalazłam?? - byłam zdenerwowana
- Na pewno było by ci nie wygodnie śpiąc w fotelu na siedząco....
- Ok... Rozumiem, że mogłeś tak uznać... Ale co ty dokładnie zrobiłeś?
- No... Przeniosłem cię....
Lekko ochłonęłam, ale nie do końca....
- Ok..... Mogę to jakoś normalnie przyjąć, że mnie przeniosłeś na rękach do sypialni... Wybaczam ci, że spaliśmy tak blisko przytuleni w jednym łóżku... Przecież jak się śpi, to każdy człowiek się trochę pokręci po łóżku, ale nie wiem po co, dlaczego włożyłeś tą rękę pod moją halkę???!! Ty nienormalny jesteś?? Ja nie jestem w stanie sobie przypomnieć co było w nocy i się zamartwiałam, że do czegoś doszło, bo ja wstaję jeszcze tam, gdzie się nie położyłam.. Z tobą! W objęciach! Nasze usta bliskie pocałunku! Te nogi poplątane, jakbyśmy nie wiadomo co w nocy robili! A w dodatku ta twoja ręka!
Podniosłam się szybko z łóżka... A wprost zerwałam się z niego... Podeszłam do szafy... Wzięłam pierwszą, lepszą bluzę z długim rękawem, jeansy.... I udałam się do łazienki, aby się ubrać... Nie mogłam jakoś tego pojąć, że on coś takiego mi zrobił....
Gdy wyszłam z łazienki on stał pod drzwiami..
- Wiesz co? Ty nie rób sobie jakichkolwiek nadziei z mojej strony... Ja jestem jedynie matką twojego dziecka... I nikim innym.... Ja od dzisiaj śpię w salonie, albo na materacu w pokoju Piotrusia.... Nie będziemy sobie wchodzić tak bardzo w drogę... Nie chcę robić ci żadnych nadziei... Bo ja nie chcę już żadnych związków... Miłości... Wiem, że mam dopiero 21 lat... Nawet nie skończone 21 lat, ale nie chcę pakować się w żaden związek.... Ty nie czekaj, że kiedyś podejdę do ciebie i powiem, że cię kocham i chcę z tobą być... Może wcześniej tak chciałam, ale teraz nie... Moje serce nie umie nawet nikogo pokochać.... Może to cię zaboleć, ale nigdy cię nie pokocha.... Zrozum to... Może znajdziesz sobie jakąś inną dziewczynę... Ja przecież mogę się wyprowadzić z małym... Żeby nie stwarzać ci problemu.. Jesteś młody, chcesz się wyszaleć.. Ja to rozumiem.. Też się chciałam wyszaleć i co? I od tamtej pory jestem mamą.. A może ta kobieta sprawi, że będziesz bardzo szczęśliwy? Przecież nie możesz być wiecznie sam... Ja już mam swojego małego królewicza, który śpi, w pokoju obok, więc może i ty znajdziesz swoją królewnę którą pokochasz całym sercem... Przy której będziesz co wieczór kładł się i wstawał... Która będzie twoim słońcem na niebie... Nie chcesz przeżyć prawdziwej miłości? Nie chcesz znaleźć tej królewny?
- Ja znalazłem taką królewnę.. Rok temu... Na skrzyżowaniu.... Tutaj w Zakopanem.. Wjechała mi swoim autem wprost pod moje koła.... I wiesz co? I ja kocham tą moją małą królewnę... Tą prześliczną brunetkę o niebieskich oczach, którą będę kochał całym sercem, przy której będę zasypiał i się budził, która będzie moim słońcem na niebie i tą gwiazdką, która mnie poprowadzi... Ta królewna stoi przede mną.....- położył rękę na moim policzku.. - I ja nie chcę żadnej innej królewny... Ja chcę tylko ją... Bo wiem, że tylko z nią ułożę sobie szczęśliwe życie... Chcę się z nią zestarzeć.. Ja o nic innego nie proszę... Kto by nie chciał takiej miłości... Ja chcę takiej właśnie... Do grobowej deski... Żeby na moim pogrzebie nie przyszli tylko siostry i syn... I może koledzy... Żeby na tej smutnej ceremonii centralnie przed trumną stała moja żona.. - Katarzyna i ja nic do szczęścia nie potrzebuję... Ja chcę aby tą osobą tam stojącą z obrączką na palcu byłaś ty, a nie inna kobieta... Gdy podczas ślubu podejdę do ołtarza, to pragnę, aby tą kobietą z welonem na głowie, z którą mam spędzić resztę życia jako mąż i żona byłaś ty... Nikt inny.. Nie wyobrażam sobie, aby tam stał ktoś inny.. Może jesteśmy młodzi i niedoświadczeni, ale los dał nam tyle znaków... Ja nie potrafię sobie wyobrazić siebie za 10 lat z inną kobietą u boku... Przy mnie masz stać ty... Przecież ty dostarczasz do mojego życia barw.... Zawsze byłem ponurym człowiekiem... Kto po raz pierwszy sprawił, że się uśmiechnąłem? Kto potrafił wszystko co złe na mój temat wykrzyczeć mi prosto w twarz? Kto potrafi mi skopać tyłek? Kto potrafi tak na mnie nakrzyczeć, abym się nie zamartwiał? Kto potrafi podnieść mnie na duchu? Kto mnie zawsze wspiera? Kto zawsze powtarzał , że trzeba się cieszyć z danego miejsca w konkursie, bo mogło być gorzej? TY! To wszystko ty! I wiesz co? Nawet nie próbuj nic zaprzeczać... Nie próbuj w ogóle!
Spuściłam głowę... Nie wiedziałam co powiedzieć... On to... Tak powiedział z głębi serca.. Pierwszy raz zebrał się na tak szczere wyznania... O przyszłości.. O życiu...
- A teraz cię przepraszam... Muszę jechać na trening... Będę za 3 godziny...
Wyszedł z mieszkania... A ja... Targana wszystkimi uczuciami i nie wiedząc co robić... Usiadłam na kanapie i gapiłam się w te białe ściany..... Wyciągnęłam album....
Przekładając kolejne kartki zauważyłam, że nigdy nie byliśmy smutni... Czy to Oberstdorf, czy Azja, czy to nasze selfie z Planicy, czy zdjęcie z Wisły na kolacji u Żyłów... Nawet to ostatnie zdjęcie w albumie, które zrobił nam Bronisław, które wstawiliśmy na portale, że w Boże Narodzenie urodził nam się syn.. Tam również byliśmy uśmiechnięci... Na każdym zdjęciu... Na każdym bez wyjątku.....
Gdy Kamil wrócił przyznałam mu rację... Nie powinnam tak na niego naskakiwać..... Wiem.. Było to nie mądre... Ale nie było czasu na jakieś długie wybaczania i rozmowy... Dostał telefon i już w środę rano jadą do Niemiec na Mistrzostwa Świata w lotach do Oberstodorfu.. Musieli jechać tak wcześnie,bo samolot odwołany , więc jadą samochodami...
Kamil spakował się i oznajmił mi, że niestety, ale już o 7:00 wyjeżdża...
- Będzie smutno bez ciebie... Bardzo mało. Przyjechałeś wczoraj po południu, a jutro rano wyjeżdżasz
- Co ja poradzę? Ty dziękuj Panu Bogu, że mały urodził się w święta, to chodź Sylwestra spędziliśmy razem... To chyba nasz ostatni wspólny Sylwester..,
- Oj... Nie przesadzaj..
Rankiem pożegnałam się z Kamilem....
On myśli, że to takie fajne, gdy prawie cały tydzień go nie ma? Ja po 2 dniach umieram z tęsknoty.. A co jak nadejdzie lato? Zgrupowania dwu tygodniowe... Na niektóre można zabrać rodziny... Ale ja przecież nie jestem jego rodziną.. A nawet gdyby mnie chciał wziąć co z Przez malutkim dzieckiem wyjeżdżanie jest niebezpieczne, a zostawić go nawet na 2 dni nie mam zamiaru...
Przez te kilka dni Kamil w ogóle do mnie nie dzwonił... Może się obraził? Ale za co? Coś mu zrobiłam? Nie wiedziałam... Ja zamówiłam sobie bilety na konkurs pucharu świata w Zakopanem, które już 27 stycznia... Umówiłam się już z Bronisławem, że przyjedzie do nas w dzień konkursu i będzie opiekował się Piotrkiem, a ja na spokojnie przejdę się pod skocznię...
19 stycznia miały odbyć się mistrzostwa w lotach mężczyzn.... Wzięłam Piotrusia na ręce i obejrzeliśmy sobie konkurs.... Mały był bardzo uparty i obejrzał do końca.... Ku naszemu zdziwieniu - Kamil po pierwszej serii był 2 i tracił w przeliczeniu 10 metrów do prowadzącego Richarda Freitaga.... W drugiej serii skok Kamila był bardzo dobry.. Poleciał daleko i po swym skoku zajął 1 miejsce.. Wszyscy komentatorzy dali by już Richardowi złoty medal, lecz po chwili na ekranie na dole pojawił się napis : "Dyskwalifikacja Richarda Freitaga" Strasznie się zdziwiliśmy... Komentatorzy również... Dostali oni po chwili informację, że ma nieprzepisowy kombinezon.... Przez ten błąd Kamil został złotym medalistą... Już za 2 dnia miały odbyć się mistrzostwa ale drużynowo.... Również czekałam na medal...
Napisała mu SMS-a.
"Wraz z Piotrusiem gorąco gratulujemy!"
Wiedziałam, że w tym momencie nie odpisze, a może nawet i nie odczyta, lecz po chwili ukazał się z nim wywiad na żywo.
- Jak się czujesz po tym niespodziewanym wręcz zwycięstwie?
- Nie powiem... Nie dawałem sobie żadnych szans... Nawet gdybym skoczył 10 metrów dalej,, to zdałem sobie sprawę, że Richard jest w świetniej formie...
- Jak to przyjąłeś, że go zdyskwalifikowano?
- Zrobiło mi się go żal, ponieważ nie wygrałem za to, że jestem w dobrej dyspozycji i oddaję dalekie skoki, ale wygrałem, bo Freitagowi podwinęła się noga....
- Jak oceniasz dzisiejsze skoki?
- Były dobre... Ten pierwszy ... Mogłem z niego trochę więcej wyciągnąć, co było by znać na dłuższej odległości... Ale... Co już było... Nie da się do tego wrócić
- Już dostałeś jakieś gratulacje? Trener, koledzy z kadry?
- Miłe zaskoczenie.... Po informacji, że wygrałem dostałem miłego SMS-a z Polski
- Można wiedzieć od kogo?
- Od Kasi i mojego synka Piotrusia... Maluch wytrwale ogląda telewizor..
- Chce pójść w ślady taty?
- Jeśli tylko chce? Z miłą chęcią. - uśmiechnął się.
- Powiedziałeś tak bardzo oficjalnie... Od Kasi.... Państwo nie jesteście parą?
- Nie, nie jesteśmy.... Może to dla niektórych jeśli jest dziecko, to rodzice muszą być parą, a za chwilę ślub, aby rodzice stworzyli dziecku prawdziwą rodzinę.... My z Kasią mieszkamy razem, ale nie jesteśmy parą... Jesteśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi... Chcemy stworzyć prawdziwy dom dla naszego synka... I udaje się nam to osiągnąć....
- Mam jeszcze pytanie pro po Kasi....
- Ale ja już skończyłem.... Przepraszam, ale muszę iść na dekorację kwiatową...
Zaskoczył mnie trochę tą wypowiedzią....
Około 21:00 zadzwonił do mnie... Rozmawialiśmy dość długo... O skokach, o jego złotym medalu, o Piotrusiu... Podczas rozmowy, leżałam na łóżku w piżamie.... Spojrzałam na zegar... Wybił północ... Nagle powiedział do telefonu...
- Kocham Cię....
Aż mną zamurowało...
- Co?
- Kocham Cię... - był coraz bardziej wystraszony..
Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć..
- Zadzwonię jutro... - powiedział. - Dobranoc
- Dobranoc....
Przez te słowa nie mogłam spać całą noc.... Jego obietnice jednak nie były szczere, bo oczekiwałam na jego telefon cały dzień... I nic... Nie zadzwonił... Wkurzył mnie tym bardzo, bo po każdych zawodach był taki inny... Zawsze dzwonił. A teraz? A teraz nic....
W niedzielę, 21 stycznia miał odbyć się konkurs drużynowy.... Wzięłam małego na ręce i obejrzeliśmy konkurs.... Trzymałam mocno kciuki.... I powiem wam, że chyba za bardzo, bo Kamil w pierwszej serii tak daleko odfrunął, że ustanowił rekord skoczni.... Ucieszyłam się.
- Patrz, jak tatuś skacze.... - powiedziałam....
Z niecierpliwością czekałam na drugą serię... I co? I miałam rację... Chłopaki wygrali! Z ogromną przewagą.. Bo prawie 58 punktów. Położyłam małego na kanapie i zrobiłam mu zdjęcie..... Tak słodko spał....
Wysłałam do Kamila, Dawida, Piotrka i Maćka to zdjęcie z dopiskiem
"Kiedy tata i wujkowie skaczą i wygrywają złoto, ja mam czas spokojnie się wyspać 😂😂"
Chłopcy byli bardzo rozbawieni.... Po wysyłali mi różne emotikony z uśmieszkami...
Obejrzałam w telewizji, jak chłopcy są na rynku i odbierają medale... Następnie porozmawiałam trochę z Kamilem przez telefon, ale nic nie wspominał o tej sytuacji z tym wyznaniem miłości... Może to i dobrze....
----------------------------------------------------------------------
Kochani , chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Zdrowych , pogodnych świąt spędzonych w gronie rodzinnym, smacznego jajka i mokrego dyngusa , życzy
kiki2000
- A to z jakiej okazji? - zapytałam.
Rzucił kwiaty na stół i bez słowa mnie przytulił... Tak po prostu
- Chciałbym cię przeprosić za tą środę.... Wiem... Nie powinienem się tak zachowywać...
- Ale przecież to moja wina... Ja na ciebie niepotrzebnie nakrzyczałam....
- Kasiu... Właśnie dobrze, że nakrzyczałaś.... Zrozumiałem w ten sposób wszystko.... Naprawdę wszystko
- Kamil... Może nie warto jest się tak kłócić? Przez to wszystko zrozumieliśmy, że takie kłótnie nam szkodzą... Dajmy sobie szansę na to, abyśmy nigdy nie krzyczeli... Bo my kłótnią, niczego nie zdziałamy....
- Właśnie... Nie warto w ogóle się kłócić....
- Nie potrzebujemy tego...
Wyjęłam z tylnej kieszeni spodni zdjęcie Kamila z Tauplitz... Poprosiłam znajomego fotografa i mi je wywołał. Dałam je Kamilowi.
- Więc.... Mogę prosić pana o autograf? - uśmiechnęłam się.
- Z rozkoszą
- A dlaczego aż z rozkoszą?
Kamil zaczął się do mnie przybliżyć.... Nasze usta dzieliły jedynie milimetry... Nie chciałam się jakoś opierać.... Przecież jak się mówi raz się żyje... Ale niestety... Naszą romantyczną chwilę przerwał jednak płacz Piotrusia...
Przyłożyłam zdjęcie do klatki piersiowej Kamila i poszłam do Piotrusia...
Od rana daje mi w kość i niestety co chwile płacze.... Przez kilka minut nie mogłam go uspokoić.... Po chwili do pokoju wszedł Kamil..
- Co mu się dzieje? - zapytał
- Od rana tak płacze... Ja już nie mam siły... Przecież zjadł 20 minut temu.... Przebrałam go przed chwilą...
- I co robimy?
- Nie wiem.... Weź go może ty na ręce, a ja zadzwonię do lekarza.
- Ok.... A może go coś boli?
- Właśnie trzeba to sprawdzić...
Zadzwoniłam do zaprzyjaźnionej pani doktor.... Powiedziała, że przyjedzie do nas, aby zbadać małego...
- Przyjedzie do nas za chwilę... - powiedziałam do Kamila
- Dobrze.. Bo już mam dość tego płaczu....
- Nie przesadzaj... Jak ciebie nie ma, to czasami jest gorzej...
- Wyczuwa, że nie ma taty... - powiedział Kamil
Po jakiś 10 minutach do drzwi zapukała pani doktor... Zbadała małego i stwierdziła, że syn ma jakieś problemy z brzuchem... Zaleciła nam, abyśmy go masowali i czuwali całą noc, a jeśli do jutra rana nie przejdzie, to żeby zgłosić się do jej przychodni....
Cały wieczór byłam przy Piotrusiu. Masaże jednak pomagały... Poprosiłam Kamila, aby został na chwilę z małym, a ja poszłam wziąć kąpiel....Gdy wróciłam Kamila w pokoju nie było.
- I tak można zostawić go z dzieckiem! Istna paranoja! Przecież nie byłam w łazience godzinę. Nawet 30 minut mnie nie było!!
Wkurzył mnie tym strasznie.. Wzięłam sobie kocyk i usiadłam sobie na fotelu w pokoju synka... Nie mogłam znaleźć swojej piżamy ze spodenkami, więc założyłam koszulę nocną, a dokładnie to była taka haleczka na cieniutkich ramiączkach, kolor jasny niebieski i było mi trochę zimno.... Doktorka zaleciła, aby czuwać przy małym całą noc, więc co miałam robić? Kamil na pewno jest w salonie , albo w sypialni i na pewno sobie leży i ogląda telewizor.. Chyba, że jest głodny i był w kuchni, ale zegar wybił 22:00, a on nawet nie raczył wejść do pokoju małego... Może się domyślał, że ja tam będę... Ale synka brzuszek boli, a on będzie sobie odpoczywał.... Wiem, że wrócił co z podróży, ale żeby nawet nie wejść do pokoju i nie zapytać, jak się Piotruś czuje?? No szczyt chamstwa! Wiem, że jestem zbyt nerwowa, ale od zawsze taka byłam! I cóż! Kto mi co zrobi??
Przykryłam sobie nogi kocykiem i czuwałam przez noc... Jednak sen był silniejszy i o 3:30 oczy mi się zamknęły i usnęłam na stojąco.... Cóż..
Obudziłam się w innym miejscu.... Otworzyłam oczy.... Moje usta, a usta jakiegoś człowieka.... Dzieliły nas dosłownie milimetry.... Ja trzymałam rękę na jego plecach.... On również miał rękę na moich plecach, ale jego ręka była włożona pod moją halkę.... Nasze nogi był dosłownie poplątane!...Byliśmy tak przytuleni, że ciężko by było nitkę pomiędzy nas włożyć.... Drugą swą rękę miałam wplecione w jego włosy.... Spojrzałam na niego... Był to Kamil!! Obejrzałam się dookoła... To sypialnia.... Nie chciałam nawet dopuszczać myśli co tu się stało..... Co się działo w nocy... Ok.... Wybaczyłabym nam, gdybym miała tylko rękę na jego plecach, a on na moich.. Ale nie włożona jego ręka centralnie pod halkę! Przecież on trzymał ją na mych nagich plecach, a nie tak jak ja u niego na koszulce.... I te nogi... poplątane... I te dzielące nas milimetrowo usta... I moja ręka w jego włosach...
Doznałam wielkiego szoku... Nie powiem... Wystraszyłam się... A dziś chciałam mu powiedzieć, żeby nie robił sobie jakichkolwiek nadziei... Bo po tych kwiatach różne mógł sobie coś wyobrażać.....
Po chwili on też wstał.... Błyskawicznie wysunął rękę spod mojej halki....
- Możesz mi wytłumaczyć, co się w nocy działo.. A dokładnie to dzisiaj, bo usnęłam przed 4:00..... I jak ja się tutaj znalazłam?? - byłam zdenerwowana
- Na pewno było by ci nie wygodnie śpiąc w fotelu na siedząco....
- Ok... Rozumiem, że mogłeś tak uznać... Ale co ty dokładnie zrobiłeś?
- No... Przeniosłem cię....
Lekko ochłonęłam, ale nie do końca....
- Ok..... Mogę to jakoś normalnie przyjąć, że mnie przeniosłeś na rękach do sypialni... Wybaczam ci, że spaliśmy tak blisko przytuleni w jednym łóżku... Przecież jak się śpi, to każdy człowiek się trochę pokręci po łóżku, ale nie wiem po co, dlaczego włożyłeś tą rękę pod moją halkę???!! Ty nienormalny jesteś?? Ja nie jestem w stanie sobie przypomnieć co było w nocy i się zamartwiałam, że do czegoś doszło, bo ja wstaję jeszcze tam, gdzie się nie położyłam.. Z tobą! W objęciach! Nasze usta bliskie pocałunku! Te nogi poplątane, jakbyśmy nie wiadomo co w nocy robili! A w dodatku ta twoja ręka!
Podniosłam się szybko z łóżka... A wprost zerwałam się z niego... Podeszłam do szafy... Wzięłam pierwszą, lepszą bluzę z długim rękawem, jeansy.... I udałam się do łazienki, aby się ubrać... Nie mogłam jakoś tego pojąć, że on coś takiego mi zrobił....
Gdy wyszłam z łazienki on stał pod drzwiami..
- Wiesz co? Ty nie rób sobie jakichkolwiek nadziei z mojej strony... Ja jestem jedynie matką twojego dziecka... I nikim innym.... Ja od dzisiaj śpię w salonie, albo na materacu w pokoju Piotrusia.... Nie będziemy sobie wchodzić tak bardzo w drogę... Nie chcę robić ci żadnych nadziei... Bo ja nie chcę już żadnych związków... Miłości... Wiem, że mam dopiero 21 lat... Nawet nie skończone 21 lat, ale nie chcę pakować się w żaden związek.... Ty nie czekaj, że kiedyś podejdę do ciebie i powiem, że cię kocham i chcę z tobą być... Może wcześniej tak chciałam, ale teraz nie... Moje serce nie umie nawet nikogo pokochać.... Może to cię zaboleć, ale nigdy cię nie pokocha.... Zrozum to... Może znajdziesz sobie jakąś inną dziewczynę... Ja przecież mogę się wyprowadzić z małym... Żeby nie stwarzać ci problemu.. Jesteś młody, chcesz się wyszaleć.. Ja to rozumiem.. Też się chciałam wyszaleć i co? I od tamtej pory jestem mamą.. A może ta kobieta sprawi, że będziesz bardzo szczęśliwy? Przecież nie możesz być wiecznie sam... Ja już mam swojego małego królewicza, który śpi, w pokoju obok, więc może i ty znajdziesz swoją królewnę którą pokochasz całym sercem... Przy której będziesz co wieczór kładł się i wstawał... Która będzie twoim słońcem na niebie... Nie chcesz przeżyć prawdziwej miłości? Nie chcesz znaleźć tej królewny?
- Ja znalazłem taką królewnę.. Rok temu... Na skrzyżowaniu.... Tutaj w Zakopanem.. Wjechała mi swoim autem wprost pod moje koła.... I wiesz co? I ja kocham tą moją małą królewnę... Tą prześliczną brunetkę o niebieskich oczach, którą będę kochał całym sercem, przy której będę zasypiał i się budził, która będzie moim słońcem na niebie i tą gwiazdką, która mnie poprowadzi... Ta królewna stoi przede mną.....- położył rękę na moim policzku.. - I ja nie chcę żadnej innej królewny... Ja chcę tylko ją... Bo wiem, że tylko z nią ułożę sobie szczęśliwe życie... Chcę się z nią zestarzeć.. Ja o nic innego nie proszę... Kto by nie chciał takiej miłości... Ja chcę takiej właśnie... Do grobowej deski... Żeby na moim pogrzebie nie przyszli tylko siostry i syn... I może koledzy... Żeby na tej smutnej ceremonii centralnie przed trumną stała moja żona.. - Katarzyna i ja nic do szczęścia nie potrzebuję... Ja chcę aby tą osobą tam stojącą z obrączką na palcu byłaś ty, a nie inna kobieta... Gdy podczas ślubu podejdę do ołtarza, to pragnę, aby tą kobietą z welonem na głowie, z którą mam spędzić resztę życia jako mąż i żona byłaś ty... Nikt inny.. Nie wyobrażam sobie, aby tam stał ktoś inny.. Może jesteśmy młodzi i niedoświadczeni, ale los dał nam tyle znaków... Ja nie potrafię sobie wyobrazić siebie za 10 lat z inną kobietą u boku... Przy mnie masz stać ty... Przecież ty dostarczasz do mojego życia barw.... Zawsze byłem ponurym człowiekiem... Kto po raz pierwszy sprawił, że się uśmiechnąłem? Kto potrafił wszystko co złe na mój temat wykrzyczeć mi prosto w twarz? Kto potrafi mi skopać tyłek? Kto potrafi tak na mnie nakrzyczeć, abym się nie zamartwiał? Kto potrafi podnieść mnie na duchu? Kto mnie zawsze wspiera? Kto zawsze powtarzał , że trzeba się cieszyć z danego miejsca w konkursie, bo mogło być gorzej? TY! To wszystko ty! I wiesz co? Nawet nie próbuj nic zaprzeczać... Nie próbuj w ogóle!
Spuściłam głowę... Nie wiedziałam co powiedzieć... On to... Tak powiedział z głębi serca.. Pierwszy raz zebrał się na tak szczere wyznania... O przyszłości.. O życiu...
- A teraz cię przepraszam... Muszę jechać na trening... Będę za 3 godziny...
Wyszedł z mieszkania... A ja... Targana wszystkimi uczuciami i nie wiedząc co robić... Usiadłam na kanapie i gapiłam się w te białe ściany..... Wyciągnęłam album....
Przekładając kolejne kartki zauważyłam, że nigdy nie byliśmy smutni... Czy to Oberstdorf, czy Azja, czy to nasze selfie z Planicy, czy zdjęcie z Wisły na kolacji u Żyłów... Nawet to ostatnie zdjęcie w albumie, które zrobił nam Bronisław, które wstawiliśmy na portale, że w Boże Narodzenie urodził nam się syn.. Tam również byliśmy uśmiechnięci... Na każdym zdjęciu... Na każdym bez wyjątku.....
Gdy Kamil wrócił przyznałam mu rację... Nie powinnam tak na niego naskakiwać..... Wiem.. Było to nie mądre... Ale nie było czasu na jakieś długie wybaczania i rozmowy... Dostał telefon i już w środę rano jadą do Niemiec na Mistrzostwa Świata w lotach do Oberstodorfu.. Musieli jechać tak wcześnie,bo samolot odwołany , więc jadą samochodami...
Kamil spakował się i oznajmił mi, że niestety, ale już o 7:00 wyjeżdża...
- Będzie smutno bez ciebie... Bardzo mało. Przyjechałeś wczoraj po południu, a jutro rano wyjeżdżasz
- Co ja poradzę? Ty dziękuj Panu Bogu, że mały urodził się w święta, to chodź Sylwestra spędziliśmy razem... To chyba nasz ostatni wspólny Sylwester..,
- Oj... Nie przesadzaj..
Rankiem pożegnałam się z Kamilem....
On myśli, że to takie fajne, gdy prawie cały tydzień go nie ma? Ja po 2 dniach umieram z tęsknoty.. A co jak nadejdzie lato? Zgrupowania dwu tygodniowe... Na niektóre można zabrać rodziny... Ale ja przecież nie jestem jego rodziną.. A nawet gdyby mnie chciał wziąć co z Przez malutkim dzieckiem wyjeżdżanie jest niebezpieczne, a zostawić go nawet na 2 dni nie mam zamiaru...
Przez te kilka dni Kamil w ogóle do mnie nie dzwonił... Może się obraził? Ale za co? Coś mu zrobiłam? Nie wiedziałam... Ja zamówiłam sobie bilety na konkurs pucharu świata w Zakopanem, które już 27 stycznia... Umówiłam się już z Bronisławem, że przyjedzie do nas w dzień konkursu i będzie opiekował się Piotrkiem, a ja na spokojnie przejdę się pod skocznię...
19 stycznia miały odbyć się mistrzostwa w lotach mężczyzn.... Wzięłam Piotrusia na ręce i obejrzeliśmy sobie konkurs.... Mały był bardzo uparty i obejrzał do końca.... Ku naszemu zdziwieniu - Kamil po pierwszej serii był 2 i tracił w przeliczeniu 10 metrów do prowadzącego Richarda Freitaga.... W drugiej serii skok Kamila był bardzo dobry.. Poleciał daleko i po swym skoku zajął 1 miejsce.. Wszyscy komentatorzy dali by już Richardowi złoty medal, lecz po chwili na ekranie na dole pojawił się napis : "Dyskwalifikacja Richarda Freitaga" Strasznie się zdziwiliśmy... Komentatorzy również... Dostali oni po chwili informację, że ma nieprzepisowy kombinezon.... Przez ten błąd Kamil został złotym medalistą... Już za 2 dnia miały odbyć się mistrzostwa ale drużynowo.... Również czekałam na medal...
Napisała mu SMS-a.
"Wraz z Piotrusiem gorąco gratulujemy!"
Wiedziałam, że w tym momencie nie odpisze, a może nawet i nie odczyta, lecz po chwili ukazał się z nim wywiad na żywo.
- Jak się czujesz po tym niespodziewanym wręcz zwycięstwie?
- Nie powiem... Nie dawałem sobie żadnych szans... Nawet gdybym skoczył 10 metrów dalej,, to zdałem sobie sprawę, że Richard jest w świetniej formie...
- Jak to przyjąłeś, że go zdyskwalifikowano?
- Zrobiło mi się go żal, ponieważ nie wygrałem za to, że jestem w dobrej dyspozycji i oddaję dalekie skoki, ale wygrałem, bo Freitagowi podwinęła się noga....
- Jak oceniasz dzisiejsze skoki?
- Były dobre... Ten pierwszy ... Mogłem z niego trochę więcej wyciągnąć, co było by znać na dłuższej odległości... Ale... Co już było... Nie da się do tego wrócić
- Już dostałeś jakieś gratulacje? Trener, koledzy z kadry?
- Miłe zaskoczenie.... Po informacji, że wygrałem dostałem miłego SMS-a z Polski
- Można wiedzieć od kogo?
- Od Kasi i mojego synka Piotrusia... Maluch wytrwale ogląda telewizor..
- Chce pójść w ślady taty?
- Jeśli tylko chce? Z miłą chęcią. - uśmiechnął się.
- Powiedziałeś tak bardzo oficjalnie... Od Kasi.... Państwo nie jesteście parą?
- Nie, nie jesteśmy.... Może to dla niektórych jeśli jest dziecko, to rodzice muszą być parą, a za chwilę ślub, aby rodzice stworzyli dziecku prawdziwą rodzinę.... My z Kasią mieszkamy razem, ale nie jesteśmy parą... Jesteśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi... Chcemy stworzyć prawdziwy dom dla naszego synka... I udaje się nam to osiągnąć....
- Mam jeszcze pytanie pro po Kasi....
- Ale ja już skończyłem.... Przepraszam, ale muszę iść na dekorację kwiatową...
Zaskoczył mnie trochę tą wypowiedzią....
Około 21:00 zadzwonił do mnie... Rozmawialiśmy dość długo... O skokach, o jego złotym medalu, o Piotrusiu... Podczas rozmowy, leżałam na łóżku w piżamie.... Spojrzałam na zegar... Wybił północ... Nagle powiedział do telefonu...
- Kocham Cię....
Aż mną zamurowało...
- Co?
- Kocham Cię... - był coraz bardziej wystraszony..
Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć..
- Zadzwonię jutro... - powiedział. - Dobranoc
- Dobranoc....
Przez te słowa nie mogłam spać całą noc.... Jego obietnice jednak nie były szczere, bo oczekiwałam na jego telefon cały dzień... I nic... Nie zadzwonił... Wkurzył mnie tym bardzo, bo po każdych zawodach był taki inny... Zawsze dzwonił. A teraz? A teraz nic....
W niedzielę, 21 stycznia miał odbyć się konkurs drużynowy.... Wzięłam małego na ręce i obejrzeliśmy konkurs.... Trzymałam mocno kciuki.... I powiem wam, że chyba za bardzo, bo Kamil w pierwszej serii tak daleko odfrunął, że ustanowił rekord skoczni.... Ucieszyłam się.
- Patrz, jak tatuś skacze.... - powiedziałam....
Z niecierpliwością czekałam na drugą serię... I co? I miałam rację... Chłopaki wygrali! Z ogromną przewagą.. Bo prawie 58 punktów. Położyłam małego na kanapie i zrobiłam mu zdjęcie..... Tak słodko spał....
Wysłałam do Kamila, Dawida, Piotrka i Maćka to zdjęcie z dopiskiem
"Kiedy tata i wujkowie skaczą i wygrywają złoto, ja mam czas spokojnie się wyspać 😂😂"
Chłopcy byli bardzo rozbawieni.... Po wysyłali mi różne emotikony z uśmieszkami...
Obejrzałam w telewizji, jak chłopcy są na rynku i odbierają medale... Następnie porozmawiałam trochę z Kamilem przez telefon, ale nic nie wspominał o tej sytuacji z tym wyznaniem miłości... Może to i dobrze....
----------------------------------------------------------------------
Kochani , chciałabym złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Zdrowych , pogodnych świąt spędzonych w gronie rodzinnym, smacznego jajka i mokrego dyngusa , życzy
kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz