*Kasia*
O 13:30 naszego polskiego czasu miał odbyć się pierwszy konkurs na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich. Jednak po tej chamskiej odzywce Kamila, to miałam już dość tych skoków. Dosłownie! Nie miałam ochoty w ogóle tego oglądać!
Jednak po chwili do drzwi mieszkania zapukał Bronisław. Przyjechał, bo chciał, abyśmy razem obejrzeli skoki narciarskie.. No po prostu świetnie...
Zrobiłam nam herbatę. Wzięłam małego na ręce i usiadłam z nim przed telewizorem.
- Ciekawe jak mu pójdzie... - powiedział Bronisław
- Zadzwonił do mnie Stefan Hula z wiadomością, że bardzo boli go głowa i zwija się z bólu. Zadzwoniłam więc do niego. Kazałam mu trochę odpocząć, bo to tempo na igrzyskach i nerwy... To wszystko jednak robi swoje.
- Oby nic poważnego... On jest jeszcze młody i taka presja może źle odbić się na jego skokach.
- Chodź jest młody, to jednak nabrał trochę tego doświadczenia. Jest doświadczonym zawodnikiem. Wie, jak się wygrywa imprezy... Wygrał Turniej Czterech Skoczni, ostatnio 2 miejsce, prowadzi w Pucharze Świata, ma już Kryształową Kulę i jeszcze tą małą za loty. Jest mistrzem świata, wygrał Willingen Five. Znakomity Raw Air. Mistrz świata w lotach, czego chcieć więcej?
- Olimpijskiego złota. Na dużej, na małej skoczni i w drużynówce.
- Ale to nie jego pierwsze igrzyska...
- Tak.. Był na nich już 4 lata temu w Soczi. Jako 19 - letni, mało co doświadczony... Był bardzo daleko. Na małej skoczni zajmował 9 pozycję, a na dużej już 6 pozycję, do tego razem z innymi zajął 4 miejsce w konkursie drużynowym...
- Ma potencjał...
- Może mały Piotruś też zostanie sportowcem, jak tata?
- Zobaczymy.
- Wiesz... Piotruś jest teraz synem prawdziwego fenomenu sportowego, prawdziwej gwiazdy sportu
- Żeby tylko ta sława ojca nie odbiła się na Piotrusiu źle...
- Tak zazwyczaj jest... Ile dzieci gwiazd wychowuje się na jakiś narkomanów, alkoholików, przestępców
- Ale to nie tylko chodzi o rodzica sportowca. To w dużej mierze zależy od wychowania
- Właśnie.... Ale jak ma taką wspaniałą mamę.... - pochylił się nad Piotrkiem - Wiesz.... Masz wspaniałą mamusię - powiedział do Piotrusia
Zaczęliśmy oglądać skoki narciarskie....
- Słyszałaś o tym młodym Słoweńcu, który zakwalifikował się na Igrzyska?
- Tak... Przecież on ma dopiero 17 lat...
- Im młodszy, tym bardziej agresywny, ale szybciej nabierze doświadczenia.... Pamiętam jak Kamil miał 19 lat i był na mistrzostwach świata.... Zajął wtedy w kwalifikacjach odległą 64 pozycję i wrócił stracony do domu... Pierwszy raz w życiu podszedł do Krystyny i zapłakany przytulił ją... Serce się kroiło.. Zapytał się jej, co on ma teraz zrobić? Wszyscy składali w nim nadzieję na te mistrzostwa.. Ponieważ wcześniej wysoko punktował w Pucharze Świata. 10 - 15 miejsce... Krysia, jak to Krysia odpowiedziała, że nie zostawi te skoki i niech się zajmie czym innym.... Kamil wtedy z poważną miną odpowiedział.... "Mamo... Wcale mi nie pomogłaś!" Poszedł na górę do pokoju i płakał w poduszkę.... 2 dni.... Ale powiem ci, że tylko Ania była w stanie go zrozumieć i wysłuchać... Chodź była młodsza, to na prawdę żyli jak rodzeństwo, aż za bardzo...
- Chodź młody, to był ambitny...
- Bardzo ambitny....
- Ja od zawsze oglądałam skoki, ale jakoś nigdy nie interesowali mnie ci młodsi zawodnicy.... Którzy wysoko nie punktowali... Nie byli znani... Adam Małysz.... Sven Hannawald....Martin Schmitt.... Na tych większość osób skupiała uwagę... Nie dawno odszedł przecież Thomas Morgenstern..
- To były gwiazdy..
- A teraz mamy Kamila.... - uśmiechnęłam się....
Na ekranach pojawił się Stefan Hula, który zasiadał na belce...
- Marcelina już trzyma na pewno kciuki. - powiedziałam
- Marcelina też fajna dziewczyna... Podobno twoja rodzina?
- Tak.... To córka mojej cioci - siostry Taty.....
- Czyli wszystko zostaje w rodzinie. - powiedział Bronisław
- Tak.... Ona wyszła za skoczka....
- Ty też chciałabyś wyjść za mąż za skoczka? - zapytał mnie Bronisław..
Jednak nic nie odpowiedziałam.....
Oglądałam w skupieniu skok Stefana! Poleciał daleko! Objął prowadzenie!
- Marcelina już skacze z radości . - powiedziałam
- Na pewno!
Przez długi czas Stefan utrzymywał się na pierwszej pozycji.... Sporo skoczków nie było w stanie go wyprzedzić.Zdołał to osiągnąć Maciek Kot, który również długo prowadził w pierwszej serii. Atmosfera wydawała się wprost gorąca. Walka o podium chodź w pierwszej serii zawsze jest pełna emocji... Nawet Stefan Kraft i Andreas Wellinger nie byli w stanie wyprzedzić Maćka... Ostatecznie zrobił to jednak Kamil, który prowadził po pierwszej serii konkursowej.... Drugi był Maciek, a trzeci Andreas Stjermen.
- Wow! - powiedziałam
- Jestem zachwycony Maćkiem... Ale popatrz na to! Stefan traci 0,2 do Andreasa Stjermena - powiedział Bronisław
- Na razie spisali się znakomicie! Piotrek 8 miejsce! Dawid 11! Lepiej być nie mogło! I to na Igrzyskach!
- Chodź dopiero pierwsza seria, to jednak jesteśmy na dobrej pozycji!
Mały zrobił się głodny, więc postanowiłam go nakarmić, a następnie zrobił się śpiący, więc położyłam go spać. Gdy wróciłam do salonu, już zaczęli skakać w drugiej serii.
- Mam do pana pytanie... Ma pan jakiś kontakt z Anią, oprócz tego, że wysłała list w grudniu?
- Nie..... A dlaczego pytasz?
- Pan tak dużo opowiadał, że mieli tak świetny kontakt, a gdy powiedział pan, że wysłała list... Gdy byliście państwo w szpitalu, to Kamilowi nie było tak radośnie i szczęśliwie, że został wujkiem... Miał chyba za złe, że Ania nie utrzymuje z nim jakiegoś kontaktu i chciałabym może zainicjować coś, żeby może jakoś doszło do tego, że w końcu Kamil się ucieszy, że jego ukochana siostra ma z nim jakiś kontakt....
- Wiesz.... Gdybym nawet napisał list z taką prośbą, to dopiero dotarłby do niej za miesiąc .... może dwa... Za nim odpisze..... Chcesz czekać prawie 4 miesiące na odpowiedź... A jak w ogóle nie odpowie?
- A nie warto spróbować? Może nawet nie wie o tym, że jej brat ma syna....
- Nie wiem czy warto.. Gdyby sami chcieli odnowić swe relacje, to by sami zainicjowali, że chcą odnowić to co było wcześniej.
- Nie warto spróbować?
- Rób jak chcesz Kasiu, bo ja nie mam zamiaru się wtrącać....
- Ale ja mam... Jak wróci z Igrzysk to na pewno wezmę sprawy w swoje ręce.
Czekaliśmy na skoki naszych reprezentantów... Chłopcy spisywali się znakomicie . Każdy z nich oddawał coraz to lepsze skoki... Obejrzeliśmy skok Andreasa Stjermena. Prowadził po swoim skoku i już nikt nie miał wątpliwości, że Andreas zostanie medalistą tych igrzysk na małej skoczni..
Kolejny skok był Maćka Kota. Trzymałam za niego mocno kciuki, lecz uplasował się za Andreasem, przegrał z nim o 0,7 pkt.
Czekałam już tylko na skok Kamila... Serce waliło mi strasznie...Strasznie trzymałam za niego kciuki! I powiem wam! Zrobił to! Chodź skoczył metr krócej od Andreasa, to były to gorsze warunki od niego i dostał 4 punkty dodane, a nie tak jak w przypadku Andreasa tylko 0,8. Skoczyłam z radości! Zaczęłam płakać! Były to łzy szczęścia! Naprawdę!
Popłakałam się i to bardzo
- On ma medal! Złoto! - zdążyłam z siebie wypowiedzieć...
Popatrzyliśmy na siebie z Bronisławem i w milczeniu oglądaliśmy dekorację kwiatową i wysłuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego w Korei.... Widziałam w oczach Kamila łzy... On też się wzruszył.... Po wszystkim podeszło do niego gromada dziennikarzy , którzy chcieli zrobić z nim wywiad... Tylko wywiad przeprowadzony dla Polskiej stacji był transmitowany
- Kamil...Pierwsze złoto! Czyż to nie cudowne?
- Bardzo... - ocierał jeszcze łzę wzruszenia - To coś przepięknego, cudownego.... Jestem z siebie naprawdę dumny.. Wiem, że włożyłem w to dużo pracy i jestem pewien, że moje skoki są na bardzo dobrym poziomie
- Trzecie miejsce o dziwo Maciej Kot. Przegrał o 0,7 pkt.
- Szkoda, że to nie drugie miejsce, ale dwóch Polaków na podium Igrzysk Olimpijskich, to naprawdę wyczyn jak w naszym sporcie... My Polacy dopiero w ostatnich latach jesteśmy jedną z najlepszych potęg w tej dyscyplinie.
- Kamil... Powiem, ci że to jest naprawdę miłe zaskoczenie dla kibiców i chyba nie jednemu z nich spłynęła łza wzruszenia... Przyznam się, że mi też, gdy usłyszałem Mazurka Dąbrowskiego.
- Wiem, że kibice tak reagują gdy sportowcy wygrywają. To miłe z ich strony
- Taki sukces to naprawdę wyczyn.... To lata przygotowań, sezonów...
- Chciałbym podziękować za to trenerowi, całemu sztabowi szkoleniowemu, psychologom, którzy podtrzymywali mnie na duchu... Moim rodzicom, którzy zawsze mnie wspierali.... Kasi.... Kasiu - zwrócił się do kamery - Dziękuję ci za wszystko co dla mnie robisz, że mnie wspierasz, że jesteś moją ostoją w trudnych chwilach, że potrafisz mnie postawić do pionu, gdy się załamuję, dzięki tobie zrozumiałem, co najważniejszego jest potrzebne do życia.... Dziękuję ci za to, że jesteś.... To złoto dedykuję właśnie tobie i naszemu synkowi - Piotrusiowi... który na pewno już śpi, ale w większości konkursach wspiera tatę najlepiej jak może... To złoto jest dla was.... Kocham Was oboje..... - posłał nam całusa w stronę ekranu....
- Ja ciebie też.... - odpowiedziałam szeptem....
Przyznam się, że po jego wywiadzie znów polała się łza...
Poszłam do pokoju do Piotrusia i pocałowałam go w czoło..... Po chwili przyszedł do mnie Bronisław i powiedział, że za 3 godziny będzie ceremonia medalowa na rynku.
- Ja muszę już iść.. Krystyna już dzwoniła
- Dobrze, my sobie poradzimy
Poszłam odprowadzić go do drzwi.
Wróciłam do pokoju Piotrusia... Nie wiedziałam, czy wysyłać Kamilowi jakiegoś SMS-a, może jest zajęty...... Jednak sam rozwiał moje wątpliwości, bo sam do mnie napisał
"Kasiu... Dziękuję ci za wszystko co dla mnie robisz... za to, że jesteś, że mnie wspierasz w każdych sytuacjach, że umiesz podnieść mnie na duchu... Dziękuję ci za to, że mogę budzić się rano, wiedząc , że zawsze będziesz mnie wspierać i cokolwiek by się stało, to będzie przy mnie.. Kasiu... Kocham cię...."
Odpowiedziałam na głos
: "Ja ciebie też"
Po chwili wysłałam mu SMS-a
"Gratuluję zwycięstwa. Wraz z Piotrusiem jesteśmy z ciebie dumni!
Mały dzielnie oglądał pierwszą serię, ale sen był silniejszy!"
Nie pisałam z nim jednak długo, bo za kilka minut jechał na odebranie medalu. Ja również usiadłam przed telewizorem, aby obejrzeć tak ważną chwilę.
Poszłam więc do salonu i włączyłam telewizor. Każda stacja huczała, że Kamil Stoch wygrał złoto. Ekscytowali się tym najbardziej na świecie.... Było to strasznie miłe. Wspominali również o mnie, bo Kamil bardzo mi dziękował przed kamerami
Obejrzałam w końcu wręczenie medalu.... Strasznie się cieszyłam... To coś do nie opisania.. To nie tylko zwykły sportowiec, którego znam ze szklanego ekranu.... To wspaniały człowiek, z którym mieszkam, z którym dzielę każdą chwilę mojego życia, z którym mam wspaniałego syna - Piotrusia.
Razem z nimi odśpiewałam Mazurka Dąbrowskiego. Tak strasznie się cieszyłam z jego zwycięstwa... Zasłużył sobie na to. Swoją ciężką pracą... Całym swoim życiem.... Wszystkim....
Jednak po chwili zgasło światło....
- O nie! - aż wykrzyknęłam... Późny wieczór... Nie ma światła. Podeszłam do okna.. Na ulicy nie ma....Wyszłam z mieszkania i zapukałam do sąsiadki....Pani Ani.
- Przepraszam... U pani też nie ma światła?
- Nie ma kochana.... Tobie też przerwano transmisję medalową Kamila?
- W takim momencie...
- Ciekawe co się stało?
- U mnie na wsi to normalne, że nie było światła, bo coś przepinali, albo przez śnieg... A tu? Miasto... I jak patrzyłam przez okno to dookoła nie ma w ogóle... Ciemno wszędzie... To przepraszam i pędzę do mieszkania, bo mały śpi..
- Ok....
Poszłam do mieszkania... Nagle zadzwonił mój telefon. Był to Bronisław.
- Halo
- Hej Kasiu... U was jest światło?
- Nie ma. A co? U państwa też?
- Właśnie nie ma dookoła
- To co się w ogóle stało?
- Nikt nie wie... Może śnieg?
- Jak śnieg ostatnio to rano padał.
- A kto wie...
Nagle usłyszałam płacz Piotrusia.
- Przepraszam, muszę kończyć, mały płacze.
- To leć do niego. Pa
- Pa
Poszłam do pokoju małego.Lecz gdy tylko wzięłam go na ręce, to momentalnie przestał płakać.
- Ty chcesz, aby cię tylko nosić? - zaśmiałam się.
Spojrzałam na zegarek. Była 22:30. Zapaliłam świeczkę i poszłam się wykąpać. Następnie położyłam się obok łóżeczka na materacu.
Wstałam rano przed godziną 7:00. Pierwsze co, to podeszłam do włącznika prądu... Niestety.. Nie zapaliło się. No cóż... Poszłam się umyć, ubrać i uczesać. Następnie zrobiłam sobie śniadanie. Piotruś jeszcze spał.
Po chwili zadzwonił do mnie Kamil
- Halo
- Hej Kasiu. Co u was słychać? Pisałem do ciebie na messengerze i nic....
- Nie ma u nas światła, więc ruter padł.
- To od kiedy nie ma prądu?
- Od wczoraj. Oglądałam, jak wręczano ci medal i .... wszystko zgasło. Na całym osiedlu. Dookoła. Twój tata dzwonił. U nich też nie było wczoraj.
- No to kiepsko... A co robi mały?
- Jeszcze śpi.
- Może po tym zwycięstwie? - zaczął śmiać się Kamil
- Na pewno. - również zaczęłam się śmiać.
- A co? Nie wierzysz?
- Wierzę. Jak tatuś tak dobrze skacze, to synek musi oglądać. Jakby nie inaczej!
- No właśnie!
Zaczęliśmy się śmiać.
- Jak wrócę to zrobisz sobie zdjęcie z tym medalem na szyi - powiedział Kamil
- Już nie mogę się doczekać.
16 lutego odbyły się kwalifikacje, które skończyły się bardzo dobrze dla naszych zawodników. Wszyscy przebrnęli je i wkroczyli do 50, więc wystartują w konkursie kolejnego dnia. Największym zaskoczeniem było to, że Stefan Kraft był dopiero 54 i niestety, ale nie miał szans, na wystąpienie w konkursie.
17 lutego miał odbyć się konkurs na dużej skoczni.
Przez ten czas byłam aż atakowana przez dziennikarzy. Każdemu odpowiadałam, że bardzo cieszę się ze złota, jestem dumna z Kamila, zasłużył sobie na to i trzymam kciuki, aby w kolejnych konkursach poszło mu coraz lepiej.
Byłam na wielu celownikach magazynów. Każdy z nich robił o mnie jakiś artykuł, w którym publikował moje zdjęcia, najczęściej te z Gali Mistrzów Sportu.
Oczywiście zaczęto interesować się też naszym synem. Nie wiem, po co ta wielka ekscytacja, ale co chwilę dzwonią do mnie, jak to wychowywać syna mistrza olimpijskiego. Dla mnie to nienormalne!
To jest normalne dziecko, a to, że Kamil jest mistrzem olimpijskim, to tak... w pakiecie!
Wieczorem odbył się drugi konkurs na Igrzyskach Olimpijskich. Niestety, tym razem Bronisław nie mógł oglądać konkursu z nami, bo Krystyna nie chciała, abym w ogóle miała kontakt z jej mężem. Jakiś obłęd....
Oglądałam pierwszą serię na stojąco. Przez cały ten czas Piotruś chciał być noszony na rękach, a gdy tylko go położyłam, to od razu zaczął płakać.
Druga seria to samo... W końcu się uspokoił.... Zostało jeszcze 5 skoczków, a Kamil był drugi po pierwszej serii. Prowadził przed nim jedynie Austriak Stefan Kraft.
Kamil prowadził jednak po swoim skoku. Stefan nie wytrzymał chyba presji, jaka na nim ciążyła, że mógłby wygrać i po swoim skoku zajmował 3 miejsce... I ostateczne ogłoszenie wyników konkursu mężczyzn na dużej skoczni! Kamil Stoch złoto! Andreas Wellinger srebro! Stefan Kraft brąz!
5. Piotr Żyła
7. Maciej Kot.
9. Dawid Kubacki
15. Stefan Hula
Znów się ucieszyłam i znów poleciała mi łza po policzku. Pocałowałam Piotrusia w czółko
- Twój tata znów wygrał.... Jest znów mistrzem olimpijskim. Wiesz??
Byłam bardzo szczęśliwa i wzruszona, że Kamil znów wygrał. Wysłałam mu SMS-a.
"Jesteśmy z ciebie dumni. Gratulujemy zwycięstwa. Dziś Piotruś dzielnie walczył do końca!"
Wiedziałam, że szybko mi nie odpisze, bo przecież nadal był na skoczni. Obejrzałam wraz z małym dekorację kwiatową na skoczni. Następnie usnął, gdy był na rękach, po czym położyłam go do łóżeczka.
Po chwili dostałam SMS-a od Marty.
Wysłała mi zdjęcie małego dzieciątka ubranego w czapkę uszu królika... Tak słodko spało na różowym kocyku
"Dzisiaj 0 18:30. na świat przyszedł nas najsłodszy, malutki skarb.... Joanna.... Nasza wspaniała córka. Moja i Dawida"
Radość pojawiła się na mojej twarzy.....Odpisałam jej
"Serdeczne gratulacje!"
Obejrzałam jeszcze wywiady z Kamilem. Po chwili poszłam do kuchni zrobić sobie kanapki. Nagle usłyszałam jakiś dźwięk, jakby sygnał dobiegający z laptopa. Podbiegłam szybko. To powiadomienie ze Skype'a. Dzwonił Kamil
Poprawiłam włosy i odebrałam
- Hej! Gratulacje! - powiedziałam
- Dziękuję.
- Piotruś dzielnie oglądał tatę. - powiedziałam
- A gdzie on teraz jest?
- Śpi... Na szczęście
- A co? Aż tak strasznie? - zaśmiał się
- Cały konkurs. Całe dwie serie nosiłam go na rękach. Myślałam, że normalnie ręce mi odpadną! A jak go położyłam czy na kocu, czy w łóżeczku, to tak zaczął płakać. Już mu powiedziałam, że jak tata wróci z Igrzysk to będzie go nosił nawet i cały dzień.Nie ma cię prawie 1,5 tygodnia, a ja dostaję jakiejś nerwicy... Chodź ma dopiero 7 tygodni, to jest dosyć ciężki.... Co to będzie później?
- Poradzimy sobie
- A pro po dziecka... Pogratuluj Dawidowi córki!
- Jak to? - zszokował się Kamil
Kamil rozmawiał w domku, w którym mieszkają, a dokładnie w salonie, więc wszyscy , którzy tam byli to słyszeli. Nawet Dawid. Aż podbiegł do laptopa.
- Jak to? Marta urodziła?? - również był zszokowany
- Tak, wysłała mi przecież SMS-a
- Jak to?
- Poczekajcie.
Podeszłam do stolika po telefon. Weszłam w SMS-y i pokazałam im do kamerki zdjęcie małej Joasi z opisem
- Nic mi nie wysłała - powiedział Dawid
- Może wie, że jesteś na skoczni. Ostatnio wróciliście o wiele później.
- Może....
- Dawid, nie denerwuj się. - powiedziałam
Po chwili usłyszałam dźwięk telefonu... Nie był to jednak mój. To u Dawida.Podszedł sprawdzić i na głos wykrzyknął
- To Marta!
- No widzisz! - powiedziałam. - Na pewno wszystko ci powie!
Kamil wziął laptopa i poszedł z nim do swojego pokoju
- Rozmawianie przy nich to był chyba wielki błąd - powiedział
- Nie przesadzaj. Zawsze mogłoby być gorzej.
- Dostałem propozycję, aby kilka dni po Igrzyskach, jak wrócę, aby wystąpić w sesji z medalami... Zgodziłem się, ale pod jednym warunkiem
- Jakim?
- Nie chcę nudnej sesji z medalami, tylko sesję żywą i kolorową. I powiedziałam, że to nie tylko sesja z medalami, ale sesja rodzinna. Naszej trójki.
- Co?
- Tak. Pojedziemy. Ja, ty i Piotruś.
-Ale...
- Nie ma żadnego ale....
- Jest! - stanowczo zaprzeczyłam, że Kamil się zdziwił
- Jakie?
- Popełniłam wielką głupotę, której teraz bardzo żałuję, że wzięłam udział w sesji bez słowa... Więc nie chcę, abyś ty decydował za moimi plecami, gdzie ja mam wystąpić, czy w której sesji mam wziąć udział. Chcesz mi pokazać, że ty też możesz, czy chcesz wymierzyć mi karę za moją głupotę?
- Nic z tych rzeczy. Po prostu chcę sesję z osobami, które kocham
- Miłość można okazywać inaczej, a nie przez zdjęcia
- Nie chciałabyś takiego zdjęcia? Za kilka lat, jak nasz syn będzie dorosły, to otworzymy album... To takie miłe wspomnienie
- Nie jestem przekonana... Porozmawiamy o tym,, jak wrócisz z Korei. A tak dokładnie, to kiedy w ogóle wracasz?
- 19 mamy konkurs drużynowy, a 21 mamy wylot.. Mamy wrócić w nocy.
- Ok.
Usłyszałam, jak Piotruś płacze
- Piotruś wstał, przepraszam, ale muszę iść do niego.
Zakończyłam rozmowę.
Poszłam do małego.... Był głodny... Nakarmiłam go... Po chwili dostałam SMS-a od mamy.
"Tata jest w szpitalu...."
Aż złapałam się za serce.. Zadzwoniłam do niej, lecz nie odbierała w ogóle.
Zadzwoniłam więc do Kornelii.. Ona zapłakanym głosem powiedziała, że stan jest ciężki.... Był w szpitalu w Krakowie...
Zadzwoniłam do Bronisława... Opowiedziałam mu całą sytuację o moim ojcu... Przyjechał po kilku minutach.... Powiedziałam mu, co gdzie jest. Ja wzięłam jedynie kluczyki, telefon, portfel i wsiadłam do samochodu.... Chyba dwukrotnie przekraczałam prędkość, lecz mój ojciec jest w szpitalu. Chyba to zrozumiałe... Wbiegłam na odpowiedni oddział..... Tam wszyscy siedzieli przed salą... Mama płakała, a Kornelia i Michał byli bardzo załamani
- Co się stało? Co z ojcem? - byłam poddenerwowana
- Wylew... - tyle zdążyła powiedzieć Kornelia....
- Co???
- Jego stan jest ciężki..... - powiedział Michał..
Ja cała załamana usiadłam na krześle....
W szpitalu spędziłam całą noc.... Rankiem poszłam sobie do szpitalnego bufetu po kawę.... Dostałam SMS-a od Bronisława
"Z małym wszystko ok.... Spał grzecznie całą noc.... Teraz go nakarmiłem.... Patrzymy sobie przez okno..... A jak u ciebie?"
"Tata miał wylew.. Na razie nic nie wiemy... Czekamy..."
"Przepraszam.... Nic nie wiedziałem..."
"Nic się nie stało, skąd pan miał wiedzieć...."
Po chwili z sali operacyjnej wyjechał tata... Obok niego lekarza... Tak bardzo się martwiłam, lecz nie mogliśmy nawet podejść i go zobaczyć. Po chwili podszedł do mnie lekarz
- Pani jest córką?
- Tak.
- To poproszę za mną do gabinetu.
- Ok.
Poszłam za tym doktorem. Zdziwiło mnie bardzo, że nie wezwał mamy do siebie....
Usiadłam na krześle.
- Na pewno interesuje panią, dlaczego to właśnie panią wezwałem, a nie żonę pacjenta...
- No właśnie
- Pani ojciec przeszedł bardzo ciężką operację... Podczas której przyszła pielęgniarka... z mało istotnymi badaniami, które podczas wylewu są prawie nie istotne.. Nie tym razem...
- To coś poważnego?
- Tak.
Oczy moje zalały się łzami.
- Badania wykazały, że w ciele pańskiego ojca są obecne... Wielka ilość komórek nowotworowych.
Zaczęłam płakać.
- To rak płuc...
- Ale ojciec mało co palił....
- Jest mechanikiem i jednak to wszystko jakoś szkodliwie działa.. Niestety to ostatni, bo trzeci stadium choroby... I nie daję pani ojcu wiele miesięcy życia..
- Ale jak to?
- Wiem, że może być to dla pani ciężkie.... Ale trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej..
- Jak on 2 lutego skończył 43 lata.... Dopiero co w grudniu urodził mu się wnuk.... Mój maleńki synek w życiu nie spotka swojego dziadka? A moja siostra? Ona ma dopiero 4 lata... Nawet nie skończone 4 lata.
- Przykro mi....
- Wie pan, jak to jest powiedzieć trzyletniemu dziecku, że twój tatuś nie żyje...?? Wie pan? Albo nawet niecałemu dwumiesięcznemu dziecku, że dziadek odwiedzić go raz i on u niego był raz i to już koniec? Ja mam 4 rodzeństwa... Kornelia będzie miała 19 lat. Michał skończył 16, a Piotrek skończył 14....
- Niech pani się nie denerwuje, bo to tylko pogarsza sytuację.
- Jak mam się nie denerwować? Jak???
- Tutaj nerwy nic nie dadzą
- Ani nawet nie pomogą. Jak mam to teraz powiedzieć własnej matce, że już nie długo z jej życia zniknie człowiek, z którym spędziła 22 lata swojego życia..... W lipcu mieli mieć rocznicę...
- Niech pani się nie załamuje... Wiedziałem, że dla pani mamy byłoby to zbyt ciężkie.
- Ale jak ja mam jej to powiedzieć? Jak?
- Nie pomogę pani
- I właśnie wszyscy faceci są tacy sami! Najpierw oni rozpoznają problem, a potem podejdą do kobiety i radź sobie z tym sama! Świetne podejście do życia panowie!
- Proszę się opanować!
- Ale jak?! A szczerze? Moja wizyta tutaj nie ma chyba najmniejszego sensu.... - wyszłam z gabinetu trzaskając drzwiami
Udałam się prosto do łazienki... Tam oparłam się o ścianę i zaczęłam płakać.... Zakryłam rękoma twarz...
Ile bym teraz dała, aby Kamil był obok...
Wzięłam telefon..... Gdy nagle zaczęła dzwonić do mnie Kornelia.... Odrzuciłam połączenie, a sama wyłączyłam telefon.
Wyszłam z łazienki i udałam się do mamy.. Mocno ją przytuliłam i opowiedziałam o tym, co powiedział mi lekarz... Wszyscy wybuchnęli płaczem.
Dlaczego to jego spotkało..... Po chwili do sali wbiegł lekarz.... Krzyknął tylko, że się wybudza! Jednak nie mogliśmy wejść do środka... Obserwowaliśmy wszystko przez szklane drzwi.
Po kilku minutach zauważyliśmy, że tata płacze.... Lekarz wyszedł z sali
- Powiedziałem mu o istnieniu komórek rakowych... Musimy zrobić jeszcze dużo badań.... Jednak nie daję mu wiele miesięcy... Przykro mi...
Po czym odszedł
Dostaliśmy pozwolenie, aby wejść do sali, w której leży tata...
Wbiegłam tam, po czym usiadłam obok niego i złapałam go za rękę...
- Ja zawsze będę przy tobie! Możemy z tym walczyć razem! Rozumiesz? Zapytam się Kamila, może zna jakiegoś onkologa?
- Córeczko.... Nie trzeba
- Trzeba! Musisz żyć! Przecież jesteś jeszcze młodym człowiekiem!
- Ja już swoje przeżyłem...
- Jesteś jeszcze młody. Całe życie przed tobą! Przecież masz dla kogo żyć. Masz 5 wspaniałych dzieci. Najmłodsze ma niespełna 4 lata... Do tego masz małego wnuczka.
- Kochanie... Przyszedł już na mnie czas.
- Co ty gadasz? Ja ci nie pozwolę tak mówić!
- Ale nie płacz kochanie....
- Jak mam nie płakać... Jak za nie długo nie mogę zobaczyć mojego ojca.
- Los tam u góry chciał, aby nastal już mój koniec.
- Co ty?! Jak dopiero życie ludzkie zaczyna się po 40 -stce.
- Proszę was... Chcę teraz odpocząć....
Nagle zadzwonił do mamy telefon
- Odbierz kochanie....
Ja spojrzałam na zegarek. 9:30.
- A ty jedź do małego Piotrusia. Na pewno czeka już na mamę. - powiedział do mnie tata....
- Ale tato..
- Jedź.... Bo cię o to proszę.
Wyszłam z sali..... Wsiadłam do samochodu... Nawet nie miałam siły, aby odpalić... Znów zaczęłam płakać.... Jednak odpaliłam i pojechałam do Zakopanego.... Byłam tam przed 12:00... Weszłam do mieszkania... Spuściłam głowę..
- Oo! Jesteś już! - powiedział Bronisław.
- Patrz mamusia już przyjechała! - powiedział do Piotrusia....
Po chwili podniosłam głowę..
- Tak... Jestem już....
- A ty? Płakałaś??
Potwierdziłam głową.
- Aż tak źle?
Podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu.
- Tak...
Wybuchnęłam płaczem.
Bronisław przytulił mnie...
- A co się stało??
- Wykryto u niego komórki nowotworowe.... Zostało mu parę miesięcy życia....
- A to...
- Rak płuc, jeśli o to chodzi.
Po chwili milczenia powiedział
- Kamil dzwonił do mnie... Podobno nie odbierałaś od niego telefonu
- Miałam wyłączony... Ale pan powiedział....
- Nie... Powiedziałem, że pojechałaś na zakupy.... I zostałem z małym.
- Ok... Bardzo dziękuję.
- Nie ma za co....
Poszłam do łazienki wziąć prysznic i się przebrać...
Gdy z niej wyszłam, to na stole czekała na mnie gorąca herbata.
- Bardzo dziękuję. - powiedziałam do Bronisława
- To zapewne dla ciebie jakiś szok.
- I to wielki.. Najgorsze jest to, że tata nic sobie z tego nie robi....
- W jakim sensie?
- Ja mogę zapłacić wszystkie swoje pieniądze na najlepszego onkologa w tym kraju, żeby się go poradzić, czy coś.... A on nic nie chce... Stwierdził, że Bóg już chciał, aby to właśnie on odszedł już z tego świata.... Ale on skończył 43 lata....
- Nie możesz się teraz tak przejmować. Masz przecież syna....
- Wiem... Ale gdy widzę, że mój ojciec umiera, to mi się serce kraje...
Wyjęłam z kieszeni telefon i go włączyłam.
- O Boże! 9 nieodebranych od Kamila!
- Może oddzwoń.
- Ok.
Puściłam mu sygnałka.
Po chwili oddzwonił
- Hej. - powiedziałam.
- Hej... A co ty masz taki dziwny głos?
- Jaki dziwny głos?
- No tak jakoś...
- Wydaje ci się.
- Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało.
- Naprawdę?
Jednak pękłam....
- Boże Kamil... - zaczęłam płakać...
- Coś się stało?? Kasiu? Powiedz.. - zaczął się denerwować.
- Bo... bo mój tata....
- Coś się stało?
- Miał wylew... Pojechałam do niego wieczorem..... I... okazało się, że..... że ma komórki nowotworowe.... To rak płuc i dają mu naprawdę mało miesięcy życia....
- Kochanie... Nie płacz... Proszę...
- Jak mam nie płakać.... Jak?? Jak widziałam wprost umierającego mojego ojca w szpitalu, który mówi, że to już jego koniec... Przecież on dopiero co skończył 43 lata.... On ma małą, niespełna 4 letnią córeczkę....
- Proszę cię kochana... Nie płacz... Nie warto... Musisz się wziąć w garść....
- Ale jak?
- Ile ja bym dał, aby być tam teraz przy tobie... Tak mocno się przytulić.
- Kamil... Brakuje mi ciebie.... Ta rozłąka to chyba coś najgorszego, co mogło mi się przytrafić....
- Kasiu... Musisz być silna... Pamiętasz, jak zawsze mówiłaś, że jesteś silna babka!
Rozmawiałam z nim jeszcze pół godziny...
- I co? Lżej na sercu? - zapytał Bronisław, który był obecny przy całej rozmowie
- O wiele....
Bronisław posiedział jeszcze chwile, po czym pojechał do domu... Chciał zostać, ale powiedziałam mu, żeby pojechał... Krystyna zabroniła mu tutaj przyjeżdżać, a przeze mnie spędził całą noc poza domem. Jeszcze sobie nagrabiłam u niej.
Poszłam do Piotrusia. Wzięłam go na ręce.. Mały uśmiechnął się....
- Wiesz... Twój dziadek jest w szpitalu w ciężkim stanie.... Bardzo źle z nim jest.... Wiesz? Ma bardzo ciężką i straszną chorobę... I zostało mu już mało życia.... Wiesz? Bardzo źle z nim jest.... A widziałeś go tylko 2 razy... Może być tak, że w ogóle go nie zobaczysz....
Znów z moich oczu zaczęły płynąć łzy.... Poszłam do salonu i wyjęłam jeden ze swoich albumów... Pierwsze zdjęcia, gdy tata trzymał mnie na rękach... Miałam niespełna 4 dni wtedy... I potem mój roczek... Dwa latka... Prawie na każdych moich urodzinach, gdy dmuchałam świeczki, to tata mnie trzymał, jak byłam mała... A potem stał obok mnie.... I na każdych urodzinach miałam z nim zdjęcie... Znów zaczęłam płakać... Nie chodziło już o mnie, jak sobie poradzę, bo mam już niespełna 21 lat, ale martwiłam się o Julcię.... Nie ma nawet 4 lat, a może stracić ojca.... I co? Ona jest mała i mało co rozumie.... Powiedzą, że już nie ma tatusia i koniec.... Zaczęłam się martwić o mamę.... No bo.... Pracuje, ale to jednak nie wystarcza... Kornelia ma 19 lat.... A dokładnie w kwietniu skończy 19 lat... Będzie pisała maturę w tym roku... Przecież to odbije się na jej psychice.... Michał skończył 16, a w tym roku egzamin gimnazjalny.... Śmierć... Utrata tak bliskiej osoby, na pewno się też odbije... Piotrek.. 14 lat.... Pierwszy rocznik 7 klasy... Nowe przedmioty... Szkoła odgrywa na nich dużą rolę.... A mała Julia... Babcia co zmarła w marcu.... Więc ledwo co sobie sami radzili utrzymać czwórkę dzieci.... A co dopiero sama mama... Bez pomocy.... Kornelia matura, Michał egzamin.. Sporo nauki, a jej pensja pracownicy w banku.... Przecież to będzie ludzki horror....
Zamknęłam album.... Położyłam się na kanapie... Przykryłam się kocem i leżałam....Nagle dostałam SMS-a. Od Piotrka
"Jest źle.... Nie dają mu nawet miesiąca życia... Siostra, pomóż..."
Moje oczy znów zalały się łzami....
"Ale jak? Co ja mogę zrobić? Jak ja leżę tutaj z malutkim dzieckiem w mieszkaniu i płaczę do poduszki i nie mogę pojąć myśli, że już nie długo nie zobaczę taty w ogóle... Wiem jaki był... Jak nie nawidził mnie i Kamila.. Jak wyzywał mnie od puszczalskich lasek, bo zaszłam w ciążę... Jak nie mógł pojąć tego, że nie chcę w ogóle ślubu z Kamilem.. Jednak to mój tata i takiego go kochałam, kocham i będę kochać.... "
Usnęłam.. Nawet nie pamiętam kiedy.... Wstałam przed godziną 6:00... Spojrzałam na telefon... Dostałam SMS-a o 23:00 od Justyny...
"Piotrek dzwonił i mi wszystko mówił... To musi być dla ciebie straszne, że twój tata ma raka.... To wieli cios dla ciebie.... Jeszcze jak mało mu zostało.. Jeśli mogłabym jakoś pomóc.... Dzwoń kochana... I trzymaj się!"
Takie miłe słowa z rana zawsze podtrzymują na duchu... Jednak długo sobie nie poleżałam na kanapie, bo Piotruś już zaczął płakać.... Musiałam się nim zająć... Nagle dostałam SMS-a , tym razem od Bronisława..
"Wraz z Krystyną pragniemy zaprosić cię na obiad o 13:30. Mamy nadzieję, że wpadniesz z małym... Taka odskocznia od problemów rodzinnych, to chyba coś dobrego. Zapraszamy!"
Aż się zszokowałam... Krystyna również chce mnie zaprosić? Cóż się stało? Jaka przemiana!
Odpisałam
"Z miłą chęcią wpadniemy!"
Poszłam do małego... Nakarmiłam go i przebrałam, po czym wzięłam na ręce.
- Wiesz kochanie, że pojedziemy do dziadków na obiad... Zobaczysz babcię Krysię, bo widziałeś ją raz, jak się urodziłeś, to stała w drzwiach... A byłeś tam, jak jeszcze byłeś w brzuszku mamusi.
Ja poszłam do łazienki, aby się odświeżyć.... Potem zjadłam śniadanie, gdy napisał do mnie Kamil na messengerze
"Hej. Jak się czujesz?"
"Dobrze, a ty?"
"Też ok"
"Twój tata wraz z twoją mamą zaprosili mnie i Piotrusia na obiad na 13:30"
"Że co?"
"Też dziwne..."
"Aż za bardzo"
"Właśnie wiem"
"Może to jakiś podstęp?"
"No co ty!"
Wysłałam mu screena SMS-a od jego taty
"Sam widzisz"
"No... To jednak jest podejrzane! Przecież moja mama nigdy się nie zmieni, chodź bardzo bym tego chciał"
"Ale wiesz... Wszystko jest możliwe"
"Ale nie przemiana mojej matki, że tak nagle będzie cię uwielbiać!"
"Skąd możesz wiedzieć?"
"Znam ją 23 lata i po całej sytuacji z Anną, to ona może być zdolna do wszystkiego"
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi
"Poczekaj, ktoś dzwoni do drzwi"
"Ok"
Poszła otworzyć. To listonosz.... Był to list... Odebrałam go....Spojrzałam na nadawcę. "Anna Al-Churi.... Afryka"
Podeszłam do telefonu i zadzwoniłam do niego, a dokładnie kliknęłam wideo rozmowę
- No halo Kasiu. Co się dzieje?
Pokazałam nadawcę do kamery.
- To list od Anny. Chyba to twoja siostra!
- Naprawdę? - rozpromienił się - To otwórz!
- Mogę otworzyć?
- No tak! Dawaj!
Otwarłam kopertę... Znajdował się w niej długi list
- Czytaj na głos.
- Ok
" Drogi Kamilu 15,01,2018 r.
To ja, twoja siostra Anna. Możesz mnie nie poznawać po nazwisku, ale chyba najwyższa pora się przyzwyczaić... Od wielu miesięcy nie nazywam się Anna Stoch, tylko Anna Al- Churi, od nazwiska mojego męża Ragheb'a Al- Churi'ego.Na pewno słyszałeś, że mamy dziecko... 23 listopada 2017 roku na świat przyszedł mój i Ragheb'a syn- Abdul Bari (dwuczłonowe imię). Jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale jednak tutaj w Afryce nie jest nam wesoło... Brakuje mi jednak tej normalności, którą miałam w Polsce... Dlatego postanowiliśmy już na święta Bożego Narodzenia przyjechać do Polski.. Mamy w planach, że na stałe, ale kto wie, jak się życie ułoży! U nas w Afryce jest problem z pracą. To nie wygląda tak, jak te wszytkie programy w telewizji, że nie ma wody itd. My mieszkamy w małym miasteczku niedaleko stolicy i powiem ci, że wygląda ono lepiej niż nie jedna wieś. Ragheb nie może znaleźć pracy, a tutaj w Polsce mam nadzieję, że żyło by się nam lepiej i to chyba o wiele. Mamy co do tego wielkie plany. A co tam u ciebie słychać? Dalej samotny od wielu lat, czy w końcu jakaś zawładnęła twoim sercem? Chyba już czas. Chodź nie długo skończysz 23 lata, to może jednak czas na pierwszą miłość. Jak twoje skoki? U nas nie ma telewizji, a jak jest, to niestety nie mamy swoich przedstawicieli w skokach, więc nie ma ich na żadnych kanałach. Jak pisałam bardzo dawno do taty, to chwalił się, że w poprzednim roku wygrałeś Turniej Czterech Skoczni! Wielkie gratulacje bracie! Od zawsze w ciebie wierzyłam! I teraz żałuję, że nie ma mnie blisko ciebie.... Brakuje mi tego śniegu... Pamiętasz, jak co roku jeździliśmy na nartach, a ty sam budowałeś skocznię za domem? Zawsze skakałeś najdalej i wygrywałeś... Wtedy wygrywałeś ze mną (osobą nie mającą zielonego pojęcia o skokach) i moją koleżanka Marysią. A teraz? Wygrywasz z zawodnikami z całego świata. Największymi sławami w tej dyscyplinie.... Jestem z ciebie taka dumna. Wiesz? I byłabym z ciebie jeszcze bardziej dumna, gdybyś założył rodzinę i twoje dzieci wrodziły się do takie mistrza. Obecnie trzymam kciuki za Igrzyska Olimpijskie, bo piszę do ciebie ten list w styczniu, chodź wiem, że dotrze on do ciebie raczej po Igrzyskach w Korei. Zajrzyj teraz kochany bracie, bo tam mam dla ciebie 3 zdjęcia. Jedno to zdjęcie naszego domu, drugie to zdjęcie naszego syna Abdula-Bari,a trzecie to zdjęcie naszej trójki. Mam nadzieję, że w końcu poznasz moją małą rodzinę. Mojego męża i synka. Mam nadzieję, że napisz do mnie wkrótce.
Anna Al - Churi"
- Wow! Nie spodziewałem się, że w ogóle się do mnie odezwie. - powiedział Kamil
- Ja się kiedyś zastanawiałam, żeby zainicjować takie spotkanie między wami, żebyście się w końcu tak dobrze dogadali, bo wasza mama was rozdzieliła, podzieliła ciebie i Annę.
- I widzisz? Sama się odezwała. Jak wrócę, to jej odpiszę również listownie - powiedział podekscytowany Kamil - Może zrobisz jakieś zdjęcie Piotrusiowi i je wywołasz. Wywołasz może u fotografa też swoje zdjęcie z Balu Mistrzów Sportu, chyba, że wyślemy trochę później, to wyślemy te zdjęcia z tej naszej rodzinnej sesji.
- Zobaczymy. Ale zrobię małemu jakieś zdjęcia i jutro pójdę do fotografa.
- Ok.
O 13:30 byłam już pod domem Bronisława i Krystyny.
Ubrałam się w:
zwykły sweter i jeansy.
Weszłam do domu
- Witaj kochana! Jak się masz? - powiedział Bronisław
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Usiedliśmy przy stole. Krystyna podała obiad... Na pierwsze danie był rosół, zaś na drugie gołąbki. Na początku siedzieliśmy w milczeniu...
- Jak z twoim ojcem? - zapytał Bronisław
- Nie dają mu nawet miesiąca... - twarz mi posmutniała..
- To czego to jest nowotwór? - zapytała Krystyna
- Płuc....
- A to był palaczem? - zapytała chamsko Krystyna
- Nie.... Nie palił od jakiś 20 lat.... Jest mechanikiem.
- Aha....
- A rozmawiałaś w ogóle z Kamilem? - zapytał Bronisław
- Tak... I powiem państwu, że podczas naszej rozmowy do drzwi zadzwonił listonosz i wręczył mi list zaadresowany do Kamila. Akurat rozmawiałam z nim przez wideo rozmowę i to był list od Anny Al- Churi.
- I co? Otwierałaś? - zapytała Krystyna
- Zapytałam się Kamila, czy otworzyć, czy niech to sam zrobi, ale chyba tak był zdenerwowany, że poprosił, abym to ja zrobiła.
- I co? - zapytał Bronisław
- Pisała, jak im się żyje, gdzie mieszkają i takie tam.... Wysłała Kamilowi zdjęcie ich synka, ich całej trójki i ich domu.
- A sama chciałaś zainicjować spotkanie między nimi
- Wiem, a tu taka niespodzianka, jeszcze w dniu konkursu drużynowego!
- A no właśnie! Skoki! - powiedział Bronisław.
Pobiegł szybko do salonu, aby włączyć konkurs drużynowy w telewizji
- A ty sama siedzisz w mieszkaniu? - zapytała Krystyna
- Tak. Ja z Piotrusiem. Ale Kamil dzwoni codziennie. Rozmawiam, ze znajomymi partnerkami skoczków, jeszcze Marcelina Hula, jest moją kuzynką... Nawet nauczyła mnie szyć na maszynie!
- Naprawdę?
- Tak... Jak były ostatnie tygodnie ciąży, to właśnie szyłam, ale teraz już przestałam... Czas wolny mam tylko jak mały śpi, więc w tym czasie zawsze są pełne ręce roboty.... Jak Piotruś jest "na nogach", to cały świat krąży się wokół niego.Tylko cały czas przy nim... A to go przebrać, przewinąć, nakarmić i nosić na rękach, bo ostatnio płacze w łóżeczku i tylko nosić by się chciał.Więc jak w końcu uśnie, to biorę się za pranie, sprzątanie itp...
- Znam to, ja też to przechodziłam, tylko lżej, bo Bronisław pracował codziennie, ale o 17:00 był w domu.
- A tutaj wyjeżdża już w czwartek, lub piątek, a wraca w poniedziałek.
- Właśnie i na pewno jest zmęczony po zawodach, więc cały dzień odpoczywa, następne dwa dni z rana to wyjazd na trening... Wraca w południe... Zje obiad.. Zmęczony po treningu.... I tylko wieczór ma wolny.... Przechodziłam to, jak jeszcze mieszkał z nami
- A pro po? Gdzie jest Natalia?
- Umówiła się z koleżanką.
- Jeszcze ostatnio zakolegowała się z moim bratem. Wiem, bo mi Michał opowiadał
- Ona też coś opowiadała o Michale.... Masz może jego zdjęcie?
- Tak. Oczywiście.
- No.... Przystojny kawaler. A mam pytanie... Ile ty masz rodzeństwa?
- 4. Ja najstarsza, bo 5.
- Jakbyś mogła...
- Najstarsza jestem ja- Kasia- zaśmiałam się, następnie Kornelia - lat 19 skończy w tym roku, Potem Michał - 16, Piotrek 14 i Julia 4.
- A masz ich zdjęcia?
- Tak.
- To jest Kornelia
- To Piotrek
- A to Julia
- Jaka słodka
Uśmiechnęłam się.
Po chwili Bronisław zawołał nas do salonu na skoki..
- Chodźcie, bo zaraz Piotrek Żyła.
Wzięłam małego na ręce i wraz z Krystyną obejrzałyśmy pierwszą serię... Polacy zajmowali drugie miejsce, ale tracili niespełna 1 pkt do pierwszych Norwegów.
- Srebro mamy. Na bank! - powiedziała Krystyna
- Ja jednak wierzę w chłopaków... Wiem, że mogą się zmobilizować, żeby ten nie cały punkt odrobić. - powiedziałam
- Moi zdaniem Kasia ma rację. - poparł mnie Bronisław.
Oglądaliśmy drugą serię i już w trzecim skoku Polaków wyszliśmy na prowadzenie, a dokonał tego Maciek Kot.
- Wow! - wykrzyknęłam.
- Chyba to mamy! - powiedziała Krystyna
- Wszystko w rękach Kamila! - wykrzyknął Bronisław
Czekaliśmy z niecierpliwieniem na skok Kamila..... i .... udało się! Mamy złoto! Gdy widziałam radość chłopaków, to serce mi się krajało.
Łza spłynęła mi po policzku.
- Przecież on wróci z trzema złotymi medalami Igrzysk Olimpijskich z Korei... Ja po prostu nie wierzę... - powiedziałam...
Wszyscy byliśmy tak uradowani... Gdy nagle do Bronisława zadzwonił telefon.... To Kancelaria Prezydenta. Prezydent chciał 21 lutego przyjechać do Zębu na rozmowę z jego rodzicami, a dzień później na rozmowę z Kamilem...Bronisław się zgodził.
Byłam bardzo szczęśliwa, po czym obejrzeliśmy wywiad z chłopakami.
- Chciałbym podziękować mojej żonie i dzieciom, że są ze mną. - zaczął Piotrek
- A ja mojej żonie i dziecku, że są... - powiedział Kubacki
- Ja mojej dziewczynie i rodzicom, że są zawsze przy mnie - powiedział Kot
- Ja zaś chciałbym podziękować moim rodzicom, mojemu synowi i tobie Kasiu, za to, że jesteście przy mnie cały czas, że mogę na was polegać, że mnie wspieracie i właśnie te wszystkie 3 moje złote dedykuję właśnie wam. - zakończył Kamil
Obejrzeliśmy dekorację kwiatową, a o 19:00 naszego czasu miała odbyć się ceremonia na rynku.
- Przepraszam, że zapytam, ale co jutro robią państwo?
- Siedzimy w domu. A co? - powiedziała Krystyna
- Bo jutro chciałabym pojechać do mojego taty... Podobno, mają przewieźć go do domu, więc...
- Nie ma sprawy... Weźmiemy małego. - powiedział Bronisław
- Bardzo państwu dziękuję...
- Nie ma za co
Po chwili zaczęłam się zbierać wraz z Piotrusiem...Pojechaliśmy do mieszkania... Mały poszedł spać, a ja napisałam do Kamila, że bardzo mu gratuluję wygranej i napisałam, że wizyta przebiegła pomyślnie...
Potem wieczorem obejrzałam rozdanie medali... Następnie wzięłam kąpiel i rozmawiałam z Kamilem przez prawie 2 godziny.. Opowiedziałam mu, że jego mama była dość miła.... Potem położyłam się spać....
-----------------------------------------------------------------------------
kiki2000
O 13:30 naszego polskiego czasu miał odbyć się pierwszy konkurs na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich. Jednak po tej chamskiej odzywce Kamila, to miałam już dość tych skoków. Dosłownie! Nie miałam ochoty w ogóle tego oglądać!
Jednak po chwili do drzwi mieszkania zapukał Bronisław. Przyjechał, bo chciał, abyśmy razem obejrzeli skoki narciarskie.. No po prostu świetnie...
Zrobiłam nam herbatę. Wzięłam małego na ręce i usiadłam z nim przed telewizorem.
- Ciekawe jak mu pójdzie... - powiedział Bronisław
- Zadzwonił do mnie Stefan Hula z wiadomością, że bardzo boli go głowa i zwija się z bólu. Zadzwoniłam więc do niego. Kazałam mu trochę odpocząć, bo to tempo na igrzyskach i nerwy... To wszystko jednak robi swoje.
- Oby nic poważnego... On jest jeszcze młody i taka presja może źle odbić się na jego skokach.
- Chodź jest młody, to jednak nabrał trochę tego doświadczenia. Jest doświadczonym zawodnikiem. Wie, jak się wygrywa imprezy... Wygrał Turniej Czterech Skoczni, ostatnio 2 miejsce, prowadzi w Pucharze Świata, ma już Kryształową Kulę i jeszcze tą małą za loty. Jest mistrzem świata, wygrał Willingen Five. Znakomity Raw Air. Mistrz świata w lotach, czego chcieć więcej?
- Olimpijskiego złota. Na dużej, na małej skoczni i w drużynówce.
- Ale to nie jego pierwsze igrzyska...
- Tak.. Był na nich już 4 lata temu w Soczi. Jako 19 - letni, mało co doświadczony... Był bardzo daleko. Na małej skoczni zajmował 9 pozycję, a na dużej już 6 pozycję, do tego razem z innymi zajął 4 miejsce w konkursie drużynowym...
- Ma potencjał...
- Może mały Piotruś też zostanie sportowcem, jak tata?
- Zobaczymy.
- Wiesz... Piotruś jest teraz synem prawdziwego fenomenu sportowego, prawdziwej gwiazdy sportu
- Żeby tylko ta sława ojca nie odbiła się na Piotrusiu źle...
- Tak zazwyczaj jest... Ile dzieci gwiazd wychowuje się na jakiś narkomanów, alkoholików, przestępców
- Ale to nie tylko chodzi o rodzica sportowca. To w dużej mierze zależy od wychowania
- Właśnie.... Ale jak ma taką wspaniałą mamę.... - pochylił się nad Piotrkiem - Wiesz.... Masz wspaniałą mamusię - powiedział do Piotrusia
Zaczęliśmy oglądać skoki narciarskie....
- Słyszałaś o tym młodym Słoweńcu, który zakwalifikował się na Igrzyska?
- Tak... Przecież on ma dopiero 17 lat...
- Im młodszy, tym bardziej agresywny, ale szybciej nabierze doświadczenia.... Pamiętam jak Kamil miał 19 lat i był na mistrzostwach świata.... Zajął wtedy w kwalifikacjach odległą 64 pozycję i wrócił stracony do domu... Pierwszy raz w życiu podszedł do Krystyny i zapłakany przytulił ją... Serce się kroiło.. Zapytał się jej, co on ma teraz zrobić? Wszyscy składali w nim nadzieję na te mistrzostwa.. Ponieważ wcześniej wysoko punktował w Pucharze Świata. 10 - 15 miejsce... Krysia, jak to Krysia odpowiedziała, że nie zostawi te skoki i niech się zajmie czym innym.... Kamil wtedy z poważną miną odpowiedział.... "Mamo... Wcale mi nie pomogłaś!" Poszedł na górę do pokoju i płakał w poduszkę.... 2 dni.... Ale powiem ci, że tylko Ania była w stanie go zrozumieć i wysłuchać... Chodź była młodsza, to na prawdę żyli jak rodzeństwo, aż za bardzo...
- Chodź młody, to był ambitny...
- Bardzo ambitny....
- Ja od zawsze oglądałam skoki, ale jakoś nigdy nie interesowali mnie ci młodsi zawodnicy.... Którzy wysoko nie punktowali... Nie byli znani... Adam Małysz.... Sven Hannawald....Martin Schmitt.... Na tych większość osób skupiała uwagę... Nie dawno odszedł przecież Thomas Morgenstern..
- To były gwiazdy..
- A teraz mamy Kamila.... - uśmiechnęłam się....
Na ekranach pojawił się Stefan Hula, który zasiadał na belce...
- Marcelina już trzyma na pewno kciuki. - powiedziałam
- Marcelina też fajna dziewczyna... Podobno twoja rodzina?
- Tak.... To córka mojej cioci - siostry Taty.....
- Czyli wszystko zostaje w rodzinie. - powiedział Bronisław
- Tak.... Ona wyszła za skoczka....
- Ty też chciałabyś wyjść za mąż za skoczka? - zapytał mnie Bronisław..
Jednak nic nie odpowiedziałam.....
Oglądałam w skupieniu skok Stefana! Poleciał daleko! Objął prowadzenie!
- Marcelina już skacze z radości . - powiedziałam
- Na pewno!
Przez długi czas Stefan utrzymywał się na pierwszej pozycji.... Sporo skoczków nie było w stanie go wyprzedzić.Zdołał to osiągnąć Maciek Kot, który również długo prowadził w pierwszej serii. Atmosfera wydawała się wprost gorąca. Walka o podium chodź w pierwszej serii zawsze jest pełna emocji... Nawet Stefan Kraft i Andreas Wellinger nie byli w stanie wyprzedzić Maćka... Ostatecznie zrobił to jednak Kamil, który prowadził po pierwszej serii konkursowej.... Drugi był Maciek, a trzeci Andreas Stjermen.
- Wow! - powiedziałam
- Jestem zachwycony Maćkiem... Ale popatrz na to! Stefan traci 0,2 do Andreasa Stjermena - powiedział Bronisław
- Na razie spisali się znakomicie! Piotrek 8 miejsce! Dawid 11! Lepiej być nie mogło! I to na Igrzyskach!
- Chodź dopiero pierwsza seria, to jednak jesteśmy na dobrej pozycji!
Mały zrobił się głodny, więc postanowiłam go nakarmić, a następnie zrobił się śpiący, więc położyłam go spać. Gdy wróciłam do salonu, już zaczęli skakać w drugiej serii.
- Mam do pana pytanie... Ma pan jakiś kontakt z Anią, oprócz tego, że wysłała list w grudniu?
- Nie..... A dlaczego pytasz?
- Pan tak dużo opowiadał, że mieli tak świetny kontakt, a gdy powiedział pan, że wysłała list... Gdy byliście państwo w szpitalu, to Kamilowi nie było tak radośnie i szczęśliwie, że został wujkiem... Miał chyba za złe, że Ania nie utrzymuje z nim jakiegoś kontaktu i chciałabym może zainicjować coś, żeby może jakoś doszło do tego, że w końcu Kamil się ucieszy, że jego ukochana siostra ma z nim jakiś kontakt....
- Wiesz.... Gdybym nawet napisał list z taką prośbą, to dopiero dotarłby do niej za miesiąc .... może dwa... Za nim odpisze..... Chcesz czekać prawie 4 miesiące na odpowiedź... A jak w ogóle nie odpowie?
- A nie warto spróbować? Może nawet nie wie o tym, że jej brat ma syna....
- Nie wiem czy warto.. Gdyby sami chcieli odnowić swe relacje, to by sami zainicjowali, że chcą odnowić to co było wcześniej.
- Nie warto spróbować?
- Rób jak chcesz Kasiu, bo ja nie mam zamiaru się wtrącać....
- Ale ja mam... Jak wróci z Igrzysk to na pewno wezmę sprawy w swoje ręce.
Czekaliśmy na skoki naszych reprezentantów... Chłopcy spisywali się znakomicie . Każdy z nich oddawał coraz to lepsze skoki... Obejrzeliśmy skok Andreasa Stjermena. Prowadził po swoim skoku i już nikt nie miał wątpliwości, że Andreas zostanie medalistą tych igrzysk na małej skoczni..
Kolejny skok był Maćka Kota. Trzymałam za niego mocno kciuki, lecz uplasował się za Andreasem, przegrał z nim o 0,7 pkt.
Czekałam już tylko na skok Kamila... Serce waliło mi strasznie...Strasznie trzymałam za niego kciuki! I powiem wam! Zrobił to! Chodź skoczył metr krócej od Andreasa, to były to gorsze warunki od niego i dostał 4 punkty dodane, a nie tak jak w przypadku Andreasa tylko 0,8. Skoczyłam z radości! Zaczęłam płakać! Były to łzy szczęścia! Naprawdę!
Popłakałam się i to bardzo
- On ma medal! Złoto! - zdążyłam z siebie wypowiedzieć...
Popatrzyliśmy na siebie z Bronisławem i w milczeniu oglądaliśmy dekorację kwiatową i wysłuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego w Korei.... Widziałam w oczach Kamila łzy... On też się wzruszył.... Po wszystkim podeszło do niego gromada dziennikarzy , którzy chcieli zrobić z nim wywiad... Tylko wywiad przeprowadzony dla Polskiej stacji był transmitowany
- Kamil...Pierwsze złoto! Czyż to nie cudowne?
- Bardzo... - ocierał jeszcze łzę wzruszenia - To coś przepięknego, cudownego.... Jestem z siebie naprawdę dumny.. Wiem, że włożyłem w to dużo pracy i jestem pewien, że moje skoki są na bardzo dobrym poziomie
- Trzecie miejsce o dziwo Maciej Kot. Przegrał o 0,7 pkt.
- Szkoda, że to nie drugie miejsce, ale dwóch Polaków na podium Igrzysk Olimpijskich, to naprawdę wyczyn jak w naszym sporcie... My Polacy dopiero w ostatnich latach jesteśmy jedną z najlepszych potęg w tej dyscyplinie.
- Kamil... Powiem, ci że to jest naprawdę miłe zaskoczenie dla kibiców i chyba nie jednemu z nich spłynęła łza wzruszenia... Przyznam się, że mi też, gdy usłyszałem Mazurka Dąbrowskiego.
- Wiem, że kibice tak reagują gdy sportowcy wygrywają. To miłe z ich strony
- Taki sukces to naprawdę wyczyn.... To lata przygotowań, sezonów...
- Chciałbym podziękować za to trenerowi, całemu sztabowi szkoleniowemu, psychologom, którzy podtrzymywali mnie na duchu... Moim rodzicom, którzy zawsze mnie wspierali.... Kasi.... Kasiu - zwrócił się do kamery - Dziękuję ci za wszystko co dla mnie robisz, że mnie wspierasz, że jesteś moją ostoją w trudnych chwilach, że potrafisz mnie postawić do pionu, gdy się załamuję, dzięki tobie zrozumiałem, co najważniejszego jest potrzebne do życia.... Dziękuję ci za to, że jesteś.... To złoto dedykuję właśnie tobie i naszemu synkowi - Piotrusiowi... który na pewno już śpi, ale w większości konkursach wspiera tatę najlepiej jak może... To złoto jest dla was.... Kocham Was oboje..... - posłał nam całusa w stronę ekranu....
- Ja ciebie też.... - odpowiedziałam szeptem....
Przyznam się, że po jego wywiadzie znów polała się łza...
Poszłam do pokoju do Piotrusia i pocałowałam go w czoło..... Po chwili przyszedł do mnie Bronisław i powiedział, że za 3 godziny będzie ceremonia medalowa na rynku.
- Ja muszę już iść.. Krystyna już dzwoniła
- Dobrze, my sobie poradzimy
Poszłam odprowadzić go do drzwi.
Wróciłam do pokoju Piotrusia... Nie wiedziałam, czy wysyłać Kamilowi jakiegoś SMS-a, może jest zajęty...... Jednak sam rozwiał moje wątpliwości, bo sam do mnie napisał
"Kasiu... Dziękuję ci za wszystko co dla mnie robisz... za to, że jesteś, że mnie wspierasz w każdych sytuacjach, że umiesz podnieść mnie na duchu... Dziękuję ci za to, że mogę budzić się rano, wiedząc , że zawsze będziesz mnie wspierać i cokolwiek by się stało, to będzie przy mnie.. Kasiu... Kocham cię...."
Odpowiedziałam na głos
: "Ja ciebie też"
Po chwili wysłałam mu SMS-a
"Gratuluję zwycięstwa. Wraz z Piotrusiem jesteśmy z ciebie dumni!
Mały dzielnie oglądał pierwszą serię, ale sen był silniejszy!"
Nie pisałam z nim jednak długo, bo za kilka minut jechał na odebranie medalu. Ja również usiadłam przed telewizorem, aby obejrzeć tak ważną chwilę.
Poszłam więc do salonu i włączyłam telewizor. Każda stacja huczała, że Kamil Stoch wygrał złoto. Ekscytowali się tym najbardziej na świecie.... Było to strasznie miłe. Wspominali również o mnie, bo Kamil bardzo mi dziękował przed kamerami
Obejrzałam w końcu wręczenie medalu.... Strasznie się cieszyłam... To coś do nie opisania.. To nie tylko zwykły sportowiec, którego znam ze szklanego ekranu.... To wspaniały człowiek, z którym mieszkam, z którym dzielę każdą chwilę mojego życia, z którym mam wspaniałego syna - Piotrusia.
Razem z nimi odśpiewałam Mazurka Dąbrowskiego. Tak strasznie się cieszyłam z jego zwycięstwa... Zasłużył sobie na to. Swoją ciężką pracą... Całym swoim życiem.... Wszystkim....
Jednak po chwili zgasło światło....
- O nie! - aż wykrzyknęłam... Późny wieczór... Nie ma światła. Podeszłam do okna.. Na ulicy nie ma....Wyszłam z mieszkania i zapukałam do sąsiadki....Pani Ani.
- Przepraszam... U pani też nie ma światła?
- Nie ma kochana.... Tobie też przerwano transmisję medalową Kamila?
- W takim momencie...
- Ciekawe co się stało?
- U mnie na wsi to normalne, że nie było światła, bo coś przepinali, albo przez śnieg... A tu? Miasto... I jak patrzyłam przez okno to dookoła nie ma w ogóle... Ciemno wszędzie... To przepraszam i pędzę do mieszkania, bo mały śpi..
- Ok....
Poszłam do mieszkania... Nagle zadzwonił mój telefon. Był to Bronisław.
- Halo
- Hej Kasiu... U was jest światło?
- Nie ma. A co? U państwa też?
- Właśnie nie ma dookoła
- To co się w ogóle stało?
- Nikt nie wie... Może śnieg?
- Jak śnieg ostatnio to rano padał.
- A kto wie...
Nagle usłyszałam płacz Piotrusia.
- Przepraszam, muszę kończyć, mały płacze.
- To leć do niego. Pa
- Pa
Poszłam do pokoju małego.Lecz gdy tylko wzięłam go na ręce, to momentalnie przestał płakać.
- Ty chcesz, aby cię tylko nosić? - zaśmiałam się.
Spojrzałam na zegarek. Była 22:30. Zapaliłam świeczkę i poszłam się wykąpać. Następnie położyłam się obok łóżeczka na materacu.
Wstałam rano przed godziną 7:00. Pierwsze co, to podeszłam do włącznika prądu... Niestety.. Nie zapaliło się. No cóż... Poszłam się umyć, ubrać i uczesać. Następnie zrobiłam sobie śniadanie. Piotruś jeszcze spał.
Po chwili zadzwonił do mnie Kamil
- Halo
- Hej Kasiu. Co u was słychać? Pisałem do ciebie na messengerze i nic....
- Nie ma u nas światła, więc ruter padł.
- To od kiedy nie ma prądu?
- Od wczoraj. Oglądałam, jak wręczano ci medal i .... wszystko zgasło. Na całym osiedlu. Dookoła. Twój tata dzwonił. U nich też nie było wczoraj.
- No to kiepsko... A co robi mały?
- Jeszcze śpi.
- Może po tym zwycięstwie? - zaczął śmiać się Kamil
- Na pewno. - również zaczęłam się śmiać.
- A co? Nie wierzysz?
- Wierzę. Jak tatuś tak dobrze skacze, to synek musi oglądać. Jakby nie inaczej!
- No właśnie!
Zaczęliśmy się śmiać.
- Jak wrócę to zrobisz sobie zdjęcie z tym medalem na szyi - powiedział Kamil
- Już nie mogę się doczekać.
16 lutego odbyły się kwalifikacje, które skończyły się bardzo dobrze dla naszych zawodników. Wszyscy przebrnęli je i wkroczyli do 50, więc wystartują w konkursie kolejnego dnia. Największym zaskoczeniem było to, że Stefan Kraft był dopiero 54 i niestety, ale nie miał szans, na wystąpienie w konkursie.
17 lutego miał odbyć się konkurs na dużej skoczni.
Przez ten czas byłam aż atakowana przez dziennikarzy. Każdemu odpowiadałam, że bardzo cieszę się ze złota, jestem dumna z Kamila, zasłużył sobie na to i trzymam kciuki, aby w kolejnych konkursach poszło mu coraz lepiej.
Byłam na wielu celownikach magazynów. Każdy z nich robił o mnie jakiś artykuł, w którym publikował moje zdjęcia, najczęściej te z Gali Mistrzów Sportu.
Oczywiście zaczęto interesować się też naszym synem. Nie wiem, po co ta wielka ekscytacja, ale co chwilę dzwonią do mnie, jak to wychowywać syna mistrza olimpijskiego. Dla mnie to nienormalne!
To jest normalne dziecko, a to, że Kamil jest mistrzem olimpijskim, to tak... w pakiecie!
Wieczorem odbył się drugi konkurs na Igrzyskach Olimpijskich. Niestety, tym razem Bronisław nie mógł oglądać konkursu z nami, bo Krystyna nie chciała, abym w ogóle miała kontakt z jej mężem. Jakiś obłęd....
Oglądałam pierwszą serię na stojąco. Przez cały ten czas Piotruś chciał być noszony na rękach, a gdy tylko go położyłam, to od razu zaczął płakać.
Druga seria to samo... W końcu się uspokoił.... Zostało jeszcze 5 skoczków, a Kamil był drugi po pierwszej serii. Prowadził przed nim jedynie Austriak Stefan Kraft.
Kamil prowadził jednak po swoim skoku. Stefan nie wytrzymał chyba presji, jaka na nim ciążyła, że mógłby wygrać i po swoim skoku zajmował 3 miejsce... I ostateczne ogłoszenie wyników konkursu mężczyzn na dużej skoczni! Kamil Stoch złoto! Andreas Wellinger srebro! Stefan Kraft brąz!
5. Piotr Żyła
7. Maciej Kot.
9. Dawid Kubacki
15. Stefan Hula
Znów się ucieszyłam i znów poleciała mi łza po policzku. Pocałowałam Piotrusia w czółko
- Twój tata znów wygrał.... Jest znów mistrzem olimpijskim. Wiesz??
Byłam bardzo szczęśliwa i wzruszona, że Kamil znów wygrał. Wysłałam mu SMS-a.
"Jesteśmy z ciebie dumni. Gratulujemy zwycięstwa. Dziś Piotruś dzielnie walczył do końca!"
Wiedziałam, że szybko mi nie odpisze, bo przecież nadal był na skoczni. Obejrzałam wraz z małym dekorację kwiatową na skoczni. Następnie usnął, gdy był na rękach, po czym położyłam go do łóżeczka.
Po chwili dostałam SMS-a od Marty.
Wysłała mi zdjęcie małego dzieciątka ubranego w czapkę uszu królika... Tak słodko spało na różowym kocyku
"Dzisiaj 0 18:30. na świat przyszedł nas najsłodszy, malutki skarb.... Joanna.... Nasza wspaniała córka. Moja i Dawida"
Radość pojawiła się na mojej twarzy.....Odpisałam jej
"Serdeczne gratulacje!"
Obejrzałam jeszcze wywiady z Kamilem. Po chwili poszłam do kuchni zrobić sobie kanapki. Nagle usłyszałam jakiś dźwięk, jakby sygnał dobiegający z laptopa. Podbiegłam szybko. To powiadomienie ze Skype'a. Dzwonił Kamil
Poprawiłam włosy i odebrałam
- Hej! Gratulacje! - powiedziałam
- Dziękuję.
- Piotruś dzielnie oglądał tatę. - powiedziałam
- A gdzie on teraz jest?
- Śpi... Na szczęście
- A co? Aż tak strasznie? - zaśmiał się
- Cały konkurs. Całe dwie serie nosiłam go na rękach. Myślałam, że normalnie ręce mi odpadną! A jak go położyłam czy na kocu, czy w łóżeczku, to tak zaczął płakać. Już mu powiedziałam, że jak tata wróci z Igrzysk to będzie go nosił nawet i cały dzień.Nie ma cię prawie 1,5 tygodnia, a ja dostaję jakiejś nerwicy... Chodź ma dopiero 7 tygodni, to jest dosyć ciężki.... Co to będzie później?
- Poradzimy sobie
- A pro po dziecka... Pogratuluj Dawidowi córki!
- Jak to? - zszokował się Kamil
Kamil rozmawiał w domku, w którym mieszkają, a dokładnie w salonie, więc wszyscy , którzy tam byli to słyszeli. Nawet Dawid. Aż podbiegł do laptopa.
- Jak to? Marta urodziła?? - również był zszokowany
- Tak, wysłała mi przecież SMS-a
- Jak to?
- Poczekajcie.
Podeszłam do stolika po telefon. Weszłam w SMS-y i pokazałam im do kamerki zdjęcie małej Joasi z opisem
- Nic mi nie wysłała - powiedział Dawid
- Może wie, że jesteś na skoczni. Ostatnio wróciliście o wiele później.
- Może....
- Dawid, nie denerwuj się. - powiedziałam
Po chwili usłyszałam dźwięk telefonu... Nie był to jednak mój. To u Dawida.Podszedł sprawdzić i na głos wykrzyknął
- To Marta!
- No widzisz! - powiedziałam. - Na pewno wszystko ci powie!
Kamil wziął laptopa i poszedł z nim do swojego pokoju
- Rozmawianie przy nich to był chyba wielki błąd - powiedział
- Nie przesadzaj. Zawsze mogłoby być gorzej.
- Dostałem propozycję, aby kilka dni po Igrzyskach, jak wrócę, aby wystąpić w sesji z medalami... Zgodziłem się, ale pod jednym warunkiem
- Jakim?
- Nie chcę nudnej sesji z medalami, tylko sesję żywą i kolorową. I powiedziałam, że to nie tylko sesja z medalami, ale sesja rodzinna. Naszej trójki.
- Co?
- Tak. Pojedziemy. Ja, ty i Piotruś.
-Ale...
- Nie ma żadnego ale....
- Jest! - stanowczo zaprzeczyłam, że Kamil się zdziwił
- Jakie?
- Popełniłam wielką głupotę, której teraz bardzo żałuję, że wzięłam udział w sesji bez słowa... Więc nie chcę, abyś ty decydował za moimi plecami, gdzie ja mam wystąpić, czy w której sesji mam wziąć udział. Chcesz mi pokazać, że ty też możesz, czy chcesz wymierzyć mi karę za moją głupotę?
- Nic z tych rzeczy. Po prostu chcę sesję z osobami, które kocham
- Miłość można okazywać inaczej, a nie przez zdjęcia
- Nie chciałabyś takiego zdjęcia? Za kilka lat, jak nasz syn będzie dorosły, to otworzymy album... To takie miłe wspomnienie
- Nie jestem przekonana... Porozmawiamy o tym,, jak wrócisz z Korei. A tak dokładnie, to kiedy w ogóle wracasz?
- 19 mamy konkurs drużynowy, a 21 mamy wylot.. Mamy wrócić w nocy.
- Ok.
Usłyszałam, jak Piotruś płacze
- Piotruś wstał, przepraszam, ale muszę iść do niego.
Zakończyłam rozmowę.
Poszłam do małego.... Był głodny... Nakarmiłam go... Po chwili dostałam SMS-a od mamy.
"Tata jest w szpitalu...."
Aż złapałam się za serce.. Zadzwoniłam do niej, lecz nie odbierała w ogóle.
Zadzwoniłam więc do Kornelii.. Ona zapłakanym głosem powiedziała, że stan jest ciężki.... Był w szpitalu w Krakowie...
Zadzwoniłam do Bronisława... Opowiedziałam mu całą sytuację o moim ojcu... Przyjechał po kilku minutach.... Powiedziałam mu, co gdzie jest. Ja wzięłam jedynie kluczyki, telefon, portfel i wsiadłam do samochodu.... Chyba dwukrotnie przekraczałam prędkość, lecz mój ojciec jest w szpitalu. Chyba to zrozumiałe... Wbiegłam na odpowiedni oddział..... Tam wszyscy siedzieli przed salą... Mama płakała, a Kornelia i Michał byli bardzo załamani
- Co się stało? Co z ojcem? - byłam poddenerwowana
- Wylew... - tyle zdążyła powiedzieć Kornelia....
- Co???
- Jego stan jest ciężki..... - powiedział Michał..
Ja cała załamana usiadłam na krześle....
W szpitalu spędziłam całą noc.... Rankiem poszłam sobie do szpitalnego bufetu po kawę.... Dostałam SMS-a od Bronisława
"Z małym wszystko ok.... Spał grzecznie całą noc.... Teraz go nakarmiłem.... Patrzymy sobie przez okno..... A jak u ciebie?"
"Tata miał wylew.. Na razie nic nie wiemy... Czekamy..."
"Przepraszam.... Nic nie wiedziałem..."
"Nic się nie stało, skąd pan miał wiedzieć...."
Po chwili z sali operacyjnej wyjechał tata... Obok niego lekarza... Tak bardzo się martwiłam, lecz nie mogliśmy nawet podejść i go zobaczyć. Po chwili podszedł do mnie lekarz
- Pani jest córką?
- Tak.
- To poproszę za mną do gabinetu.
- Ok.
Poszłam za tym doktorem. Zdziwiło mnie bardzo, że nie wezwał mamy do siebie....
Usiadłam na krześle.
- Na pewno interesuje panią, dlaczego to właśnie panią wezwałem, a nie żonę pacjenta...
- No właśnie
- Pani ojciec przeszedł bardzo ciężką operację... Podczas której przyszła pielęgniarka... z mało istotnymi badaniami, które podczas wylewu są prawie nie istotne.. Nie tym razem...
- To coś poważnego?
- Tak.
Oczy moje zalały się łzami.
- Badania wykazały, że w ciele pańskiego ojca są obecne... Wielka ilość komórek nowotworowych.
Zaczęłam płakać.
- To rak płuc...
- Ale ojciec mało co palił....
- Jest mechanikiem i jednak to wszystko jakoś szkodliwie działa.. Niestety to ostatni, bo trzeci stadium choroby... I nie daję pani ojcu wiele miesięcy życia..
- Ale jak to?
- Wiem, że może być to dla pani ciężkie.... Ale trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej..
- Jak on 2 lutego skończył 43 lata.... Dopiero co w grudniu urodził mu się wnuk.... Mój maleńki synek w życiu nie spotka swojego dziadka? A moja siostra? Ona ma dopiero 4 lata... Nawet nie skończone 4 lata.
- Przykro mi....
- Wie pan, jak to jest powiedzieć trzyletniemu dziecku, że twój tatuś nie żyje...?? Wie pan? Albo nawet niecałemu dwumiesięcznemu dziecku, że dziadek odwiedzić go raz i on u niego był raz i to już koniec? Ja mam 4 rodzeństwa... Kornelia będzie miała 19 lat. Michał skończył 16, a Piotrek skończył 14....
- Niech pani się nie denerwuje, bo to tylko pogarsza sytuację.
- Jak mam się nie denerwować? Jak???
- Tutaj nerwy nic nie dadzą
- Ani nawet nie pomogą. Jak mam to teraz powiedzieć własnej matce, że już nie długo z jej życia zniknie człowiek, z którym spędziła 22 lata swojego życia..... W lipcu mieli mieć rocznicę...
- Niech pani się nie załamuje... Wiedziałem, że dla pani mamy byłoby to zbyt ciężkie.
- Ale jak ja mam jej to powiedzieć? Jak?
- Nie pomogę pani
- I właśnie wszyscy faceci są tacy sami! Najpierw oni rozpoznają problem, a potem podejdą do kobiety i radź sobie z tym sama! Świetne podejście do życia panowie!
- Proszę się opanować!
- Ale jak?! A szczerze? Moja wizyta tutaj nie ma chyba najmniejszego sensu.... - wyszłam z gabinetu trzaskając drzwiami
Udałam się prosto do łazienki... Tam oparłam się o ścianę i zaczęłam płakać.... Zakryłam rękoma twarz...
Ile bym teraz dała, aby Kamil był obok...
Wzięłam telefon..... Gdy nagle zaczęła dzwonić do mnie Kornelia.... Odrzuciłam połączenie, a sama wyłączyłam telefon.
Wyszłam z łazienki i udałam się do mamy.. Mocno ją przytuliłam i opowiedziałam o tym, co powiedział mi lekarz... Wszyscy wybuchnęli płaczem.
Dlaczego to jego spotkało..... Po chwili do sali wbiegł lekarz.... Krzyknął tylko, że się wybudza! Jednak nie mogliśmy wejść do środka... Obserwowaliśmy wszystko przez szklane drzwi.
Po kilku minutach zauważyliśmy, że tata płacze.... Lekarz wyszedł z sali
- Powiedziałem mu o istnieniu komórek rakowych... Musimy zrobić jeszcze dużo badań.... Jednak nie daję mu wiele miesięcy... Przykro mi...
Po czym odszedł
Dostaliśmy pozwolenie, aby wejść do sali, w której leży tata...
Wbiegłam tam, po czym usiadłam obok niego i złapałam go za rękę...
- Ja zawsze będę przy tobie! Możemy z tym walczyć razem! Rozumiesz? Zapytam się Kamila, może zna jakiegoś onkologa?
- Córeczko.... Nie trzeba
- Trzeba! Musisz żyć! Przecież jesteś jeszcze młodym człowiekiem!
- Ja już swoje przeżyłem...
- Jesteś jeszcze młody. Całe życie przed tobą! Przecież masz dla kogo żyć. Masz 5 wspaniałych dzieci. Najmłodsze ma niespełna 4 lata... Do tego masz małego wnuczka.
- Kochanie... Przyszedł już na mnie czas.
- Co ty gadasz? Ja ci nie pozwolę tak mówić!
- Ale nie płacz kochanie....
- Jak mam nie płakać... Jak za nie długo nie mogę zobaczyć mojego ojca.
- Los tam u góry chciał, aby nastal już mój koniec.
- Co ty?! Jak dopiero życie ludzkie zaczyna się po 40 -stce.
- Proszę was... Chcę teraz odpocząć....
Nagle zadzwonił do mamy telefon
- Odbierz kochanie....
Ja spojrzałam na zegarek. 9:30.
- A ty jedź do małego Piotrusia. Na pewno czeka już na mamę. - powiedział do mnie tata....
- Ale tato..
- Jedź.... Bo cię o to proszę.
Wyszłam z sali..... Wsiadłam do samochodu... Nawet nie miałam siły, aby odpalić... Znów zaczęłam płakać.... Jednak odpaliłam i pojechałam do Zakopanego.... Byłam tam przed 12:00... Weszłam do mieszkania... Spuściłam głowę..
- Oo! Jesteś już! - powiedział Bronisław.
- Patrz mamusia już przyjechała! - powiedział do Piotrusia....
Po chwili podniosłam głowę..
- Tak... Jestem już....
- A ty? Płakałaś??
Potwierdziłam głową.
- Aż tak źle?
Podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu.
- Tak...
Wybuchnęłam płaczem.
Bronisław przytulił mnie...
- A co się stało??
- Wykryto u niego komórki nowotworowe.... Zostało mu parę miesięcy życia....
- A to...
- Rak płuc, jeśli o to chodzi.
Po chwili milczenia powiedział
- Kamil dzwonił do mnie... Podobno nie odbierałaś od niego telefonu
- Miałam wyłączony... Ale pan powiedział....
- Nie... Powiedziałem, że pojechałaś na zakupy.... I zostałem z małym.
- Ok... Bardzo dziękuję.
- Nie ma za co....
Poszłam do łazienki wziąć prysznic i się przebrać...
Gdy z niej wyszłam, to na stole czekała na mnie gorąca herbata.
- Bardzo dziękuję. - powiedziałam do Bronisława
- To zapewne dla ciebie jakiś szok.
- I to wielki.. Najgorsze jest to, że tata nic sobie z tego nie robi....
- W jakim sensie?
- Ja mogę zapłacić wszystkie swoje pieniądze na najlepszego onkologa w tym kraju, żeby się go poradzić, czy coś.... A on nic nie chce... Stwierdził, że Bóg już chciał, aby to właśnie on odszedł już z tego świata.... Ale on skończył 43 lata....
- Nie możesz się teraz tak przejmować. Masz przecież syna....
- Wiem... Ale gdy widzę, że mój ojciec umiera, to mi się serce kraje...
Wyjęłam z kieszeni telefon i go włączyłam.
- O Boże! 9 nieodebranych od Kamila!
- Może oddzwoń.
- Ok.
Puściłam mu sygnałka.
Po chwili oddzwonił
- Hej. - powiedziałam.
- Hej... A co ty masz taki dziwny głos?
- Jaki dziwny głos?
- No tak jakoś...
- Wydaje ci się.
- Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało.
- Naprawdę?
Jednak pękłam....
- Boże Kamil... - zaczęłam płakać...
- Coś się stało?? Kasiu? Powiedz.. - zaczął się denerwować.
- Bo... bo mój tata....
- Coś się stało?
- Miał wylew... Pojechałam do niego wieczorem..... I... okazało się, że..... że ma komórki nowotworowe.... To rak płuc i dają mu naprawdę mało miesięcy życia....
- Kochanie... Nie płacz... Proszę...
- Jak mam nie płakać.... Jak?? Jak widziałam wprost umierającego mojego ojca w szpitalu, który mówi, że to już jego koniec... Przecież on dopiero co skończył 43 lata.... On ma małą, niespełna 4 letnią córeczkę....
- Proszę cię kochana... Nie płacz... Nie warto... Musisz się wziąć w garść....
- Ale jak?
- Ile ja bym dał, aby być tam teraz przy tobie... Tak mocno się przytulić.
- Kamil... Brakuje mi ciebie.... Ta rozłąka to chyba coś najgorszego, co mogło mi się przytrafić....
- Kasiu... Musisz być silna... Pamiętasz, jak zawsze mówiłaś, że jesteś silna babka!
Rozmawiałam z nim jeszcze pół godziny...
- I co? Lżej na sercu? - zapytał Bronisław, który był obecny przy całej rozmowie
- O wiele....
Bronisław posiedział jeszcze chwile, po czym pojechał do domu... Chciał zostać, ale powiedziałam mu, żeby pojechał... Krystyna zabroniła mu tutaj przyjeżdżać, a przeze mnie spędził całą noc poza domem. Jeszcze sobie nagrabiłam u niej.
Poszłam do Piotrusia. Wzięłam go na ręce.. Mały uśmiechnął się....
- Wiesz... Twój dziadek jest w szpitalu w ciężkim stanie.... Bardzo źle z nim jest.... Wiesz? Ma bardzo ciężką i straszną chorobę... I zostało mu już mało życia.... Wiesz? Bardzo źle z nim jest.... A widziałeś go tylko 2 razy... Może być tak, że w ogóle go nie zobaczysz....
Znów z moich oczu zaczęły płynąć łzy.... Poszłam do salonu i wyjęłam jeden ze swoich albumów... Pierwsze zdjęcia, gdy tata trzymał mnie na rękach... Miałam niespełna 4 dni wtedy... I potem mój roczek... Dwa latka... Prawie na każdych moich urodzinach, gdy dmuchałam świeczki, to tata mnie trzymał, jak byłam mała... A potem stał obok mnie.... I na każdych urodzinach miałam z nim zdjęcie... Znów zaczęłam płakać... Nie chodziło już o mnie, jak sobie poradzę, bo mam już niespełna 21 lat, ale martwiłam się o Julcię.... Nie ma nawet 4 lat, a może stracić ojca.... I co? Ona jest mała i mało co rozumie.... Powiedzą, że już nie ma tatusia i koniec.... Zaczęłam się martwić o mamę.... No bo.... Pracuje, ale to jednak nie wystarcza... Kornelia ma 19 lat.... A dokładnie w kwietniu skończy 19 lat... Będzie pisała maturę w tym roku... Przecież to odbije się na jej psychice.... Michał skończył 16, a w tym roku egzamin gimnazjalny.... Śmierć... Utrata tak bliskiej osoby, na pewno się też odbije... Piotrek.. 14 lat.... Pierwszy rocznik 7 klasy... Nowe przedmioty... Szkoła odgrywa na nich dużą rolę.... A mała Julia... Babcia co zmarła w marcu.... Więc ledwo co sobie sami radzili utrzymać czwórkę dzieci.... A co dopiero sama mama... Bez pomocy.... Kornelia matura, Michał egzamin.. Sporo nauki, a jej pensja pracownicy w banku.... Przecież to będzie ludzki horror....
Zamknęłam album.... Położyłam się na kanapie... Przykryłam się kocem i leżałam....Nagle dostałam SMS-a. Od Piotrka
"Jest źle.... Nie dają mu nawet miesiąca życia... Siostra, pomóż..."
Moje oczy znów zalały się łzami....
"Ale jak? Co ja mogę zrobić? Jak ja leżę tutaj z malutkim dzieckiem w mieszkaniu i płaczę do poduszki i nie mogę pojąć myśli, że już nie długo nie zobaczę taty w ogóle... Wiem jaki był... Jak nie nawidził mnie i Kamila.. Jak wyzywał mnie od puszczalskich lasek, bo zaszłam w ciążę... Jak nie mógł pojąć tego, że nie chcę w ogóle ślubu z Kamilem.. Jednak to mój tata i takiego go kochałam, kocham i będę kochać.... "
Usnęłam.. Nawet nie pamiętam kiedy.... Wstałam przed godziną 6:00... Spojrzałam na telefon... Dostałam SMS-a o 23:00 od Justyny...
"Piotrek dzwonił i mi wszystko mówił... To musi być dla ciebie straszne, że twój tata ma raka.... To wieli cios dla ciebie.... Jeszcze jak mało mu zostało.. Jeśli mogłabym jakoś pomóc.... Dzwoń kochana... I trzymaj się!"
Takie miłe słowa z rana zawsze podtrzymują na duchu... Jednak długo sobie nie poleżałam na kanapie, bo Piotruś już zaczął płakać.... Musiałam się nim zająć... Nagle dostałam SMS-a , tym razem od Bronisława..
"Wraz z Krystyną pragniemy zaprosić cię na obiad o 13:30. Mamy nadzieję, że wpadniesz z małym... Taka odskocznia od problemów rodzinnych, to chyba coś dobrego. Zapraszamy!"
Aż się zszokowałam... Krystyna również chce mnie zaprosić? Cóż się stało? Jaka przemiana!
Odpisałam
"Z miłą chęcią wpadniemy!"
Poszłam do małego... Nakarmiłam go i przebrałam, po czym wzięłam na ręce.
- Wiesz kochanie, że pojedziemy do dziadków na obiad... Zobaczysz babcię Krysię, bo widziałeś ją raz, jak się urodziłeś, to stała w drzwiach... A byłeś tam, jak jeszcze byłeś w brzuszku mamusi.
Ja poszłam do łazienki, aby się odświeżyć.... Potem zjadłam śniadanie, gdy napisał do mnie Kamil na messengerze
"Hej. Jak się czujesz?"
"Dobrze, a ty?"
"Też ok"
"Twój tata wraz z twoją mamą zaprosili mnie i Piotrusia na obiad na 13:30"
"Że co?"
"Też dziwne..."
"Aż za bardzo"
"Właśnie wiem"
"Może to jakiś podstęp?"
"No co ty!"
Wysłałam mu screena SMS-a od jego taty
"Sam widzisz"
"No... To jednak jest podejrzane! Przecież moja mama nigdy się nie zmieni, chodź bardzo bym tego chciał"
"Ale wiesz... Wszystko jest możliwe"
"Ale nie przemiana mojej matki, że tak nagle będzie cię uwielbiać!"
"Skąd możesz wiedzieć?"
"Znam ją 23 lata i po całej sytuacji z Anną, to ona może być zdolna do wszystkiego"
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi
"Poczekaj, ktoś dzwoni do drzwi"
"Ok"
Poszła otworzyć. To listonosz.... Był to list... Odebrałam go....Spojrzałam na nadawcę. "Anna Al-Churi.... Afryka"
Podeszłam do telefonu i zadzwoniłam do niego, a dokładnie kliknęłam wideo rozmowę
- No halo Kasiu. Co się dzieje?
Pokazałam nadawcę do kamery.
- To list od Anny. Chyba to twoja siostra!
- Naprawdę? - rozpromienił się - To otwórz!
- Mogę otworzyć?
- No tak! Dawaj!
Otwarłam kopertę... Znajdował się w niej długi list
- Czytaj na głos.
- Ok
" Drogi Kamilu 15,01,2018 r.
To ja, twoja siostra Anna. Możesz mnie nie poznawać po nazwisku, ale chyba najwyższa pora się przyzwyczaić... Od wielu miesięcy nie nazywam się Anna Stoch, tylko Anna Al- Churi, od nazwiska mojego męża Ragheb'a Al- Churi'ego.Na pewno słyszałeś, że mamy dziecko... 23 listopada 2017 roku na świat przyszedł mój i Ragheb'a syn- Abdul Bari (dwuczłonowe imię). Jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale jednak tutaj w Afryce nie jest nam wesoło... Brakuje mi jednak tej normalności, którą miałam w Polsce... Dlatego postanowiliśmy już na święta Bożego Narodzenia przyjechać do Polski.. Mamy w planach, że na stałe, ale kto wie, jak się życie ułoży! U nas w Afryce jest problem z pracą. To nie wygląda tak, jak te wszytkie programy w telewizji, że nie ma wody itd. My mieszkamy w małym miasteczku niedaleko stolicy i powiem ci, że wygląda ono lepiej niż nie jedna wieś. Ragheb nie może znaleźć pracy, a tutaj w Polsce mam nadzieję, że żyło by się nam lepiej i to chyba o wiele. Mamy co do tego wielkie plany. A co tam u ciebie słychać? Dalej samotny od wielu lat, czy w końcu jakaś zawładnęła twoim sercem? Chyba już czas. Chodź nie długo skończysz 23 lata, to może jednak czas na pierwszą miłość. Jak twoje skoki? U nas nie ma telewizji, a jak jest, to niestety nie mamy swoich przedstawicieli w skokach, więc nie ma ich na żadnych kanałach. Jak pisałam bardzo dawno do taty, to chwalił się, że w poprzednim roku wygrałeś Turniej Czterech Skoczni! Wielkie gratulacje bracie! Od zawsze w ciebie wierzyłam! I teraz żałuję, że nie ma mnie blisko ciebie.... Brakuje mi tego śniegu... Pamiętasz, jak co roku jeździliśmy na nartach, a ty sam budowałeś skocznię za domem? Zawsze skakałeś najdalej i wygrywałeś... Wtedy wygrywałeś ze mną (osobą nie mającą zielonego pojęcia o skokach) i moją koleżanka Marysią. A teraz? Wygrywasz z zawodnikami z całego świata. Największymi sławami w tej dyscyplinie.... Jestem z ciebie taka dumna. Wiesz? I byłabym z ciebie jeszcze bardziej dumna, gdybyś założył rodzinę i twoje dzieci wrodziły się do takie mistrza. Obecnie trzymam kciuki za Igrzyska Olimpijskie, bo piszę do ciebie ten list w styczniu, chodź wiem, że dotrze on do ciebie raczej po Igrzyskach w Korei. Zajrzyj teraz kochany bracie, bo tam mam dla ciebie 3 zdjęcia. Jedno to zdjęcie naszego domu, drugie to zdjęcie naszego syna Abdula-Bari,a trzecie to zdjęcie naszej trójki. Mam nadzieję, że w końcu poznasz moją małą rodzinę. Mojego męża i synka. Mam nadzieję, że napisz do mnie wkrótce.
Anna Al - Churi"
- Wow! Nie spodziewałem się, że w ogóle się do mnie odezwie. - powiedział Kamil
- Ja się kiedyś zastanawiałam, żeby zainicjować takie spotkanie między wami, żebyście się w końcu tak dobrze dogadali, bo wasza mama was rozdzieliła, podzieliła ciebie i Annę.
- I widzisz? Sama się odezwała. Jak wrócę, to jej odpiszę również listownie - powiedział podekscytowany Kamil - Może zrobisz jakieś zdjęcie Piotrusiowi i je wywołasz. Wywołasz może u fotografa też swoje zdjęcie z Balu Mistrzów Sportu, chyba, że wyślemy trochę później, to wyślemy te zdjęcia z tej naszej rodzinnej sesji.
- Zobaczymy. Ale zrobię małemu jakieś zdjęcia i jutro pójdę do fotografa.
- Ok.
O 13:30 byłam już pod domem Bronisława i Krystyny.
Ubrałam się w:
zwykły sweter i jeansy.
Weszłam do domu
- Witaj kochana! Jak się masz? - powiedział Bronisław
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Usiedliśmy przy stole. Krystyna podała obiad... Na pierwsze danie był rosół, zaś na drugie gołąbki. Na początku siedzieliśmy w milczeniu...
- Jak z twoim ojcem? - zapytał Bronisław
- Nie dają mu nawet miesiąca... - twarz mi posmutniała..
- To czego to jest nowotwór? - zapytała Krystyna
- Płuc....
- A to był palaczem? - zapytała chamsko Krystyna
- Nie.... Nie palił od jakiś 20 lat.... Jest mechanikiem.
- Aha....
- A rozmawiałaś w ogóle z Kamilem? - zapytał Bronisław
- Tak... I powiem państwu, że podczas naszej rozmowy do drzwi zadzwonił listonosz i wręczył mi list zaadresowany do Kamila. Akurat rozmawiałam z nim przez wideo rozmowę i to był list od Anny Al- Churi.
- I co? Otwierałaś? - zapytała Krystyna
- Zapytałam się Kamila, czy otworzyć, czy niech to sam zrobi, ale chyba tak był zdenerwowany, że poprosił, abym to ja zrobiła.
- I co? - zapytał Bronisław
- Pisała, jak im się żyje, gdzie mieszkają i takie tam.... Wysłała Kamilowi zdjęcie ich synka, ich całej trójki i ich domu.
- A sama chciałaś zainicjować spotkanie między nimi
- Wiem, a tu taka niespodzianka, jeszcze w dniu konkursu drużynowego!
- A no właśnie! Skoki! - powiedział Bronisław.
Pobiegł szybko do salonu, aby włączyć konkurs drużynowy w telewizji
- A ty sama siedzisz w mieszkaniu? - zapytała Krystyna
- Tak. Ja z Piotrusiem. Ale Kamil dzwoni codziennie. Rozmawiam, ze znajomymi partnerkami skoczków, jeszcze Marcelina Hula, jest moją kuzynką... Nawet nauczyła mnie szyć na maszynie!
- Naprawdę?
- Tak... Jak były ostatnie tygodnie ciąży, to właśnie szyłam, ale teraz już przestałam... Czas wolny mam tylko jak mały śpi, więc w tym czasie zawsze są pełne ręce roboty.... Jak Piotruś jest "na nogach", to cały świat krąży się wokół niego.Tylko cały czas przy nim... A to go przebrać, przewinąć, nakarmić i nosić na rękach, bo ostatnio płacze w łóżeczku i tylko nosić by się chciał.Więc jak w końcu uśnie, to biorę się za pranie, sprzątanie itp...
- Znam to, ja też to przechodziłam, tylko lżej, bo Bronisław pracował codziennie, ale o 17:00 był w domu.
- A tutaj wyjeżdża już w czwartek, lub piątek, a wraca w poniedziałek.
- Właśnie i na pewno jest zmęczony po zawodach, więc cały dzień odpoczywa, następne dwa dni z rana to wyjazd na trening... Wraca w południe... Zje obiad.. Zmęczony po treningu.... I tylko wieczór ma wolny.... Przechodziłam to, jak jeszcze mieszkał z nami
- A pro po? Gdzie jest Natalia?
- Umówiła się z koleżanką.
- Jeszcze ostatnio zakolegowała się z moim bratem. Wiem, bo mi Michał opowiadał
- Ona też coś opowiadała o Michale.... Masz może jego zdjęcie?
- Tak. Oczywiście.
- No.... Przystojny kawaler. A mam pytanie... Ile ty masz rodzeństwa?
- 4. Ja najstarsza, bo 5.
- Jakbyś mogła...
- Najstarsza jestem ja- Kasia- zaśmiałam się, następnie Kornelia - lat 19 skończy w tym roku, Potem Michał - 16, Piotrek 14 i Julia 4.
- A masz ich zdjęcia?
- Tak.
- To jest Kornelia
- A to Julia
- Jaka słodka
Uśmiechnęłam się.
Po chwili Bronisław zawołał nas do salonu na skoki..
- Chodźcie, bo zaraz Piotrek Żyła.
Wzięłam małego na ręce i wraz z Krystyną obejrzałyśmy pierwszą serię... Polacy zajmowali drugie miejsce, ale tracili niespełna 1 pkt do pierwszych Norwegów.
- Srebro mamy. Na bank! - powiedziała Krystyna
- Ja jednak wierzę w chłopaków... Wiem, że mogą się zmobilizować, żeby ten nie cały punkt odrobić. - powiedziałam
- Moi zdaniem Kasia ma rację. - poparł mnie Bronisław.
Oglądaliśmy drugą serię i już w trzecim skoku Polaków wyszliśmy na prowadzenie, a dokonał tego Maciek Kot.
- Wow! - wykrzyknęłam.
- Chyba to mamy! - powiedziała Krystyna
- Wszystko w rękach Kamila! - wykrzyknął Bronisław
Czekaliśmy z niecierpliwieniem na skok Kamila..... i .... udało się! Mamy złoto! Gdy widziałam radość chłopaków, to serce mi się krajało.
Łza spłynęła mi po policzku.
- Przecież on wróci z trzema złotymi medalami Igrzysk Olimpijskich z Korei... Ja po prostu nie wierzę... - powiedziałam...
Wszyscy byliśmy tak uradowani... Gdy nagle do Bronisława zadzwonił telefon.... To Kancelaria Prezydenta. Prezydent chciał 21 lutego przyjechać do Zębu na rozmowę z jego rodzicami, a dzień później na rozmowę z Kamilem...Bronisław się zgodził.
Byłam bardzo szczęśliwa, po czym obejrzeliśmy wywiad z chłopakami.
- Chciałbym podziękować mojej żonie i dzieciom, że są ze mną. - zaczął Piotrek
- A ja mojej żonie i dziecku, że są... - powiedział Kubacki
- Ja mojej dziewczynie i rodzicom, że są zawsze przy mnie - powiedział Kot
- Ja zaś chciałbym podziękować moim rodzicom, mojemu synowi i tobie Kasiu, za to, że jesteście przy mnie cały czas, że mogę na was polegać, że mnie wspieracie i właśnie te wszystkie 3 moje złote dedykuję właśnie wam. - zakończył Kamil
Obejrzeliśmy dekorację kwiatową, a o 19:00 naszego czasu miała odbyć się ceremonia na rynku.
- Przepraszam, że zapytam, ale co jutro robią państwo?
- Siedzimy w domu. A co? - powiedziała Krystyna
- Bo jutro chciałabym pojechać do mojego taty... Podobno, mają przewieźć go do domu, więc...
- Nie ma sprawy... Weźmiemy małego. - powiedział Bronisław
- Bardzo państwu dziękuję...
- Nie ma za co
Po chwili zaczęłam się zbierać wraz z Piotrusiem...Pojechaliśmy do mieszkania... Mały poszedł spać, a ja napisałam do Kamila, że bardzo mu gratuluję wygranej i napisałam, że wizyta przebiegła pomyślnie...
Potem wieczorem obejrzałam rozdanie medali... Następnie wzięłam kąpiel i rozmawiałam z Kamilem przez prawie 2 godziny.. Opowiedziałam mu, że jego mama była dość miła.... Potem położyłam się spać....
-----------------------------------------------------------------------------
kiki2000





Komentarze
Prześlij komentarz