Numer 63 - Szczęśliwa niedziela

W niedzielę rano znów miałam odwiedzić Kamila. Tym razem postanowiłam zabrać ze sobą Piotrusia.
A więc o 11:00 wyszliśmy z mieszkania i powędrowaliśmy na parking, gdzie wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala, w którym leży Kamil.
Weszliśmy do sali. Twarz już nie była obwiązana bandażami.... Położyłam rękę na jego policzku.... Na moim zaś spłynęła łza..
- Kochanie.... Co oni ci zrobili... Twoja twarz... Dlaczego... Dlaczego to ty musiałeś to przeżyć?
Nagle do sali wszedł lekarz prowadzący
- Dzień dobry
- Dzień dobry
- Dzisiaj będziemy chcieli wybudzić pani partnera ze śpiączki.
- Dzisiaj?
- Tak
- A o której?
- Za 2 godziny przyjdę tutaj z kolegami.
- Dobrze.
- Jakby coś, to jestem u siebie w gabinecie.
- Dobrze panie doktorze.
Wyszłam z Piotrusiem na korytarz. Udałam się do sali, w której znajdował się Maciek Kot. Pakował się już do wyjścia ze szpitala. Zapukałam do drzwi
- Witaj.
- Hej.
- Przyszliśmy  odwiedzić wujka Maćka.
- A wujek Maciek już za godzinę dostanie wypis
- To nic tylko się cieszyć
- A Kamil?
- Za 2 godziny mają go wybudzać.
- Aha
- A chłopcy? Już w domach?
- Tak, od wczoraj.
- A ty co? Dopiero dzisiaj?
- Tak, niestety. Aga jeszcze.... same problemy..
- Co z Agą?
- No bo Aga zdała maturę bardzo dobrze i teraz będzie studiować AWF w Krakowie, ale...
- Ale.... co?
- Jej  rodzice zabraniają się jej ze mną spotykać, bo podobno mam na nią zły wpływ.
- Przecież to śmieszne
- Właśnie.. Agnieszka bardzo płakała, rozmawiając ze mną przez telefon i teraz nie wiem co mam robić..
- Na pewno twoi rodzice będą ci kazać, abyś został w domu, bo byłeś w szpitalu, więc nic na siłę. Bądź w domu 3-4 dni  i pojedź do niej tak spontanicznie, bez zapowiedzi, aby ona o niczym nie wiedziała, aby była zaskoczona.
- To jest świetny pomysł.
- Przecież oboje jesteście pełnoletni i możecie robić co chcecie.
- Tylko to nie jest takie proste.
- Jak to?
- Mama Agi jest prawniczką i już nie raz słyszałem od Agi, że jak nie podobał się jej mamie chłopak jej starszej siostry, to znalazła na niego takie paragrafy, że ją molestował, przekupywała lekarzy, biła ją, aby ta nie mówiła prawdy i co? I koleś siedzi za kratkami, więc wiesz....
- Niezła ta kobieta.
- Nawet bardzo. Może widziałem ją raz albo dwa na żywo. Nigdy więcej.
- Tylko tyle?
- Nie chcę mieć z tą kobietą jakiegoś większego kontaktu
- A Aga?  Co ona o niej mówi?
- Szczerze?  Aga nie wierzy,  że to jest jej matka i bardzo chciałaby,  aby jej potwierdzenia się sprawdziły
- Czyli co?  Nie lubią się?
- To za mało powiedziane.  One się wprost nienawidzą
- Cóż...  Nie można być ze wszystkimi w zgodzie,  ale zawsze można próbować - westchnęłam
- Nawet gdyby Aga chciała próbować,  to jednak jej mama jest tak specyficzna,  że...  Chyba nie dałaby rady.
Rozmawiałam jeszcze z Maćkiem przez chwilę,  jednak dostał wypis,  po czym się pożegnaliśmy i wyszedł ze szpitala,  gdzie tam czekał na niego tata i pojechali do domu.  Ja wróciłam do sali,  w której leżał Kamil.
Gdy tylko na niego spoglądałam to w uszach brzmiały mi słowa Justyny,  że to przez zemstę Marty,  Kamil tutaj leży,  a na początku walczył o życie.
Po 20 minutach do sali weszło kilku lekarzy,  kilku bardzo młodych,  chyba jacyś statyści.
- Pani Kasiu,  chce pani być przy wybudzaniu? - zapytał się mnie lekarz
- Tak - odpowiedziałam
Czekałam,  jak tylko Kamil się wybudzi. Nie mogłam się doczekać tak ważnej chwili.  Miałam Piotrusia na rękach i głaskałam go po główce. Czekaliśmy tylko na ten moment. Nagle...  Kamil otworzył oczy. Rozejrzał się dookoła
- Gdzie ja jestem?  - spytał
Z moich oczu zaczęły napływać łzy
- Jest pan w szpitalu,  miał pan wypadek - odpowiedział na jego pytanie lekarz
- Ale dlaczego ja jestem w gipsie?
Jednak nie uzyskał odpowiedzi.  Podeszłam do niego i złapałam go za rękę
- Kasia...  - wyszeptał - Dlaczego ty płaczesz?
- To łzy szczęścia kochanie,  łzy szczęścia
- Mam nadzieję - uśmiechnął się w moją stronę
Jednak te chwile przerwał nam lekarz
- Muszę panią wyprosić na chwilę z sali,  kontrolne badania pacjenta,  niedługo pani wróci do swego partnera
- Ok - powiedziałam
Wyszłam z Piotrusiem na rękach na korytarz.
Tak byłam szczęśliwa,  że Kamil się wybudził, że wszystko jest dobrze.
Usiadłam na  krześle na korytarzu . Czekałam z niecierpliwieniem na pozwolenie od lekarzy, aby mogła wejść do sali, w której leżał Kamil

*Kamil*

Tak bardzo się ucieszyłem, że zobaczyłem Kasię i małego Piotrusia, jednak nie pamiętałem, dlaczego znalazłem się w szpitalu
- Panie doktorze... Jaki wypadek? - zapytałem.
- Pan nic nie pamięta?
- Wypadku w ogóle....
- A ostatnie wspomnienie?
- Że jechałem samochodem, byliśmy za Krakowem i wysłałem SMS-a do mojej dziewczyny, że już niedługo będę w Zakopanem.
- Był to bardzo ciężki wypadek i ma pan prawo mieć zaniki pamięci z czasu wypadku.
- Ale może mi pan powiedzieć co się stało i dlaczego jestem w gipsie od pasa w górę? - zacząłem się denerwować.
W tym momencie lekarz wyjął z kieszeni telefon i pokazał mi zdjęcia rozbitego samochodu, którym wracałem do domu.
- Jakiś mężczyzna zajechał wam drogę i uderzyliście w drzewo, najgorzej mieli pasażerowie siedzący po prawej stronie.
- Ale.... Przecież to ja siedziałem od okna po prawej stronie
- Właśnie mówię..
- A chłopaki? Jak oni się czują?
- Już w czwartek prawie wszyscy opuścili szpital
- Jak to?
- Pan ucierpiał najgorzej. Inni mieli tylko jakieś małe zadrapania, może coś zwichnięte  i nic więcej. Tylko pan Maciej Kot dzisiaj dostał wypis i już prawie godzinę temu pojechał do domu.
- A drugi samochód? Przecież za nami jechał drugi samochód, tam był trener
- Ten drugi samochód wjechał do rowu, ale żadna z osób w nim nie ucierpiała i dlatego trener nie był hospitalizowany.
- To dobrze..
- A teraz może przejdźmy do pana stanu...
- Dobrze..
- Przyjechał pan do nas... Ze zmasakrowaną twarzą, krwiakiem w lewym stawie skokowym i prawym stawie barkowym, urazem kręgu, przez co ma pan kołnierz ortopedyczny. Po operacji, gdzie usunęliśmy krwiaki i po prześwietleniu okazało się, że ma pan .... Prawie pęknięte żebro, prawie.... I dla pana bezpieczeństwa musieliśmy zawieźć pana na gips i dlatego pana klatka piersiowa znajduje się w gipsie.
- A kiedy był ten wypadek?
- Tydzień temu, 1 lipca
- A który jest dzisiaj?
- 8 lipca..
- Chce mi pan powiedzieć, że byłem w śpiączce przez cały tydzień?
- Tak
- A ile tutaj jeszcze muszę leżeć?
- Do 2 tygodni, a potem wyjdzie pan do domu, po tygodniu na zdjęcie gipsu i rehabilitacja, co najmniej 3 miesięczna.
- A czy - w moich oczach pojawiły się łzy - A czy ja wrócę  do skoków?
- Na pewno, proszę się oto nie martwić, tylko to Letnie Grand Prix to musi sobie pan w ogóle odpuścić, a do treningów wróci pan w pełnej sprawności końcem października
- Dla pana to niedługo, dla mnie to wieczność....
- Jednak co jest lepsze? Proszę się zastanowić? W ogóle nie móc skakać po wypadku, czy przejść rehabilitację i wrócić na skocznię?
Lekarz zaskoczył mnie tym pytaniem
- Chyba to drugie - odpowiedziałem po chwili zastanowienia
- Właśnie...
- A Kasia.... znaczy moja dziewczyna...
- Pani Kasia? Nie odstępowała pana ani na krok. Gdy tylko dowiedziała się o wypadku w niedzielę, to w szpitalu była szybciej niż karetka z panem. Potem pamiętam, że  czekała prawie 9-10 godzin pod blokiem operacyjnym i spędziła noc w szpitalu na korytarzu i pojechała w poniedziałek wieczorem, ale była lekko nieprzyjemna sytuacja, ponieważ pan.... wystąpił u pana brak akcji serca, przystąpiliśmy do reanimacji, prawie 40 minutowa reanimacja i jedna z pielęgniarek poinformowała pana dziewczynę i po 10 minutach od momentu wyjścia ze szpitala, już wróciła, więc chyba nie wróciła do domu, a teraz to miała "dyżury" z pana tatą. Jak jednej nocy pani Kasia, to raz pana ojcem, to w dzień na
odwrót.
- Czyli chce mi pan powiedzieć, że Kasia była ze mną przez  cały czas?
- Widziałem wiele scen, kiedy żony żegnały swych mężów w przyszpitalnej kaplicy, gdy umierali, a gdy pana dziewczyna płakała, gdy pana reanimowaliśmy.... Czekała na korytarzu pod salą... Przez ostatnie kilka dni, bacznie się jej przyglądałem. Ma pan prawdziwy skarb, mając  taką dziewczynę. Nie tylko wiernie czekała przy panu, ale też pomagała innym skoczkom.
- Naprawdę?
- Ma pan prawdziwy skarb i byłby pan nienormalny, gdy pozwolił pan ten skarb stracić....
Po tych słowach lekarz wyszedł z sali, a zaraz za nim w drzwiach stanęła Kasia, mająca Piotrusia w nosidełku. Położyła go na jednym z łóżek obok i rzuciła się mi na szyję. Przytuliła mnie mocno i zaczęła płakać... Jej łzy, spływające po policzkach, padały jak  krople na moje czoło... Również mocno ją przytuliłem.
- Nie płacz kochanie, nie płacz - powiedziałem...
- Kochanie.... Przez ten tydzień.... Nawet nie jestem w stanie tego opisać.. Dostałam SMS-a, że wracasz, a gdy po kilku minutach biorę pilot i włączam telewizor..... Wypadek. Po chwili napis, że w samochodzie byli polscy skoczkowie. Widziałam, jak chłopcy wychodzili o własnych siłach z samochodów i sami, o własnych nogach wchodzili do karetki. Małe zadrapania, to nic takiego, zawroty głowy. Wszyscy wychodzą cali, a ty? A ciebie nie ma? Nagle reporterka mówi, że jeden z pasażerów jest nieprzytomny i nie ma do niego żadnego dostępu.. Zaczęłam się martwić, bo nie widziałam tam w ogóle ciebie... Nagle... Wynoszą cię z samochodu. Na początku cię nie poznałam, pewnie przez tę twarz.... Była.... Zmasakrowana... Położyli cię na asfalcie i zaczęli reanimować. Oficjalnie ogłoszono, że to ty.... Powiedzieli, gdzie was wszystkich zawożą... Dobrze, że twój tata przyjechał wcześniej, to zostawiłam z nim Piotrusia.... - pocałowałam go w czoło. - Nie wiesz, jak się bałam...
- Kocham cię.
- Ja ciebie też, ale nie rób mi tak nigdy więcej
- Obiecuję kochanie...
- Teraz to się będę bała gdziekolwiek cię puszczać na jakieś wyjazdy, zgrupowania...
- Oj nie przesadzaj.
- Jak mam nie przesadzać, jak o mało cię nie straciłam.
- A ja miałem zabrać was na wakacje i co? I nic z tego nie będzie... Jeszcze 2 tygodnie w szpitalu, potem jeszcze tydzień w gipsie i 3 miesiące ciężkiej rehabilitacji...
- Ale co by się nie stało, zawsze będę przy tobie
- Obiecujesz?
- Obiecuję...
Przytulił mnie jeszcze mocniej
- A co w domu słychać? - zapytał
- Mnóstwo listów do ciebie, pytają się o twój stan zdrowia, jak się czujesz, kiedy się wybudzisz... Po prostu się martwią o ciebie..
- Na prawdę?
- Tak.... Ja też tak miałam, kiedy mój idol miał wypadek, coś się stało w jego życiu. Również to przeżywałam, jednak to były trochę inne czasy, bo nie mogłam napisać do niego listu i poprosić o autograf.
- To bardzo miłe z ich strony
- Ale teraz nie zajmujmy się nimi.... Ty teraz jesteś najważniejszy... Nikt inny, tylko ty...
- Wiesz co? Ja nic nie pamiętam z tego wypadku..
- Jak to?
- Nic a nic. Pamiętam, jak pisałem do ciebie ostatniego SMS-a, którego wysłałem.
- A tego co nie wysłałeś?
- To ja jakiegoś nie wysłałem? - zdziwił się.
- Gdy miałeś operację, to dali mi twoje rzeczy w czarnym worku, jak po jakimś nieboszczyku. Był tam telefon. Pisałeś do mnie SMS-a, bo był do mnie zaadresowany, ale cóż... Nie wysłany.
- Niestety, ale nic nie pamiętam..
- Cóż.... Twoje rzeczy, które dostałam są w mieszkaniu....
- A narty, cały sprzęt z drugiego samochodu?
- Został w tym centralnym ośrodku sportu. Tam wszystko jest w magazynie zamknięte.
 - To dobrze
- Czyli co? Narty najważniejsze? - uśmiechnęłam się.
- Połowicznie
- Czyli?
- Wy jesteście najważniejsi. Ty i Piotruś
Spojrzeliśmy na Piotrusia. Wstałam z łóżka Kamila i podeszłam do naszego synka. Wyjęłam go z nosidełka i zaniosłam do szpitalnego łóżka Kamila. Posadziłam go na swoich kolanach, a malec wyciągnął rękę w jego stronę i położył ją na jego twarzy.... Chyba poczuł, że coś jest nie tak.... Nigdy w życiu nie widziałam takiej twarzy... Przekrwiona, pełna strupów, zadrapań, oczy lekko podpuchnięte, gdybym wcześniej go nie poznała i zobaczyła teraz jego twarz, to złapałabym się za głowę, że ktoś przeżył wypadek, mając taką twarz.
Kamil wyciągnął rękę w jego stronę... Złapał go za tą malutką dłoń.
- Cześć synku - wyszeptał
Z moich oczu płynął korytarz łez.... To nie były łzy zwykłe wzruszenia, tylko płacz. Malec uśmiechnął się. Był za mały, aby odpowiedzieć, lecz z jego niebieskich oczu mogliśmy zobaczyć, że jest szczęśliwy na widok Kamila.
- Kocham cię synku - ponownie wyszeptał Kamil
Nagle do sali weszła pielęgniarka
- Przepraszam państwa,  ale niestety musi pani opuścić salę. Pacjent musi teraz odpoczywać.
- Dobrze - odpowiedziałam.
Wzięłam więc Piotrusia. Włożyłam go do nosidełka. Podeszłam do Kamila i go pocałowałam w policzek
- I co? Nie czujesz obrzydzenia całując mnie w ten przekrwiony, pełen strupów policzek? - zapytał Kamil
- Nie, bo cię kocham - odpowiedziałam
Złapałam za nosidełko i będąc jeszcze w drzwiach, powiedziałam mu
- Przyjadę jutro.
- Ok - odpowiedział
Wychodząc ze szpitala, spotkałam się jeszcze z lekarzem.
- Jakby pani mogła przynieść partnerowi na jutro jakąś piżamę, szlafrok, kapcie, przybory toaletowe.
- Dobrze. Postaram się jutro być przedpołudniem, bo potem będzie trudno, aby ktoś został z małym
- Dobrze - odpowiedział lekarz
Wyszłam więc ze szpitala. Wsiadłam w samochód i pojechałam z Piotrusiem do mieszkania.
Gdy tylko przekroczyłam drzwi, wyjęłam z nosidełka Piotrusia i wraz z nim powędrowałam do sypialni. Położyłam go na łóżku, a sama wyjęłam z szafy małą torbę i tam spakowałam rzeczy Kamila, o które prosił mnie lekarz. Gdy po tym wszystkim, położyłam się obok małego i popatrzyłam na niego... Przypominał mi strasznie Kamila. Wstałam z łóżka. Wyjęłam ładowarkę i naładowałam telefon Kamila, a sama wysłałam do chłopaków z drużyny SMS-a, że Kamil się już obudził. Wszyscy wpadli w pewną euforię, po prostu się cieszyli. Ja też.


---------------------------------------------------------------------------------

                                                    kiki2000

Komentarze

  1. Witam! Chyba coś Ci nie pyłki z nowym rozdziałem. Szkoda bo bardzo czekam na niego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz