Numer 71 - Jedziemy do Grecji

Nie zwracaliśmy uwagi,  że była już połowa września.  W Grecji sezon wypoczynkowy trwał w najlepsze. W środę był wylot,  a my w poniedziałek zadecydowaliśmy że lecimy.  We wtorek rano zaczęłam się pakować,  Kamil również.  W tym stanie tymczasowe przerwanie rehabilitacji było możliwe,  bo pomagała ona mu bardzo szybko i już niedługo ma nastąpić jej koniec. Początkiem października Kamil wraca na treningi z kadrą. Zdaje sobie sprawę,  że teraz będzie robił większą robotę,  chodź nie oznacza ona samych wysokich lokat, bo chłopaki trenują od sierpnia,  więc Kamil ma 2 tygodnie w plecy i na pewno chłopcy z kadry są w coraz to lepszej dyspozycji od Kamila. Jednak on nie przejmował się tym.  Chciał robić to,  co kocha,  czyli skakać,  a przecież nikt mi tego nie zabroni.
W poniedziałek wieczorem zaczęłam nas pakować.  Nas...,   bo Kamil ma do tego dwie lewe ręce..
Ostatnio nawet zaczęła do niego mówić pieszczotliwie "Kamyk", a on zaś do mnie lekko humorystycznie "Kaśka". Nie przeszkadzało to nam,  a wręcz przeciwnie.  Czuliśmy się tak jakoś normalnie,  jak stare, dobre małżeństwo,  a nie jak para kochanków,  którzy poznają siebie od podstaw.
We wtorek w nocy,  gdy było bardzo ciemno,  zachciało mi się pić.  Pragnienie spowodowało, że musiałam wstać z łóżka.  Zdziwiło mnie,  że Kamila nie było obok na łóżku.  Poszłam do kuchni,  po cichutko,  nawet nie zapalając światła.  Wyjęłam z szafki kubek,  wzięłam butelkę wody, wlałam napój do naczynia,  oparłam się o blat i piłam wodę.  Odłożyłam szklankę do zlewu i chciałam wrócić do sypialni,  lecz księżyc świecił tak jasną łuną,  że musiałam podejść do okna i na niego popatrzeć.  Nagle poczułam,  że jakaś postać za mną położyła swoje ręce na moich biodrach i zaczęła całować mój prawy bark,  delikatnie ściągając z niego ramiączko od  halki, w której spałam.... Wziął swoją prawą rękę i odgarnywał moje włosy...
- Kaśka...  - wyszeptał mi do ucha...
Nie opowiedziałam mu
- Kaśka... - powiedział mi na głos do ucha.
- Tak?  - spytałam.
Nagle złapał mnie za bark i odwrócił w swoją stronę. Przybliżył się do mnie. Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem.
- Kochasz mnie?  - spytał po chwili milczenia.
- Wolałabym jednego ciebie,  niż miliony mężczyzn na świecie razem wziętych. - odpowiedziałam mu dość poważnie.
Ten jednak spuścił głowę i powiedział:
- Udowodnij.
Bez chwili zastanowienia rzuciłam się mu na szyję i zaczęliśmy się całować. Wylądowaliśmy na stole.
- Kocham cię - wyszeptałam do niego.
Moglibyśmy trwać tak wiecznie, jednak zbudził nas płacz Piotrusia.
Musiałam do niego pójść i go przebrać,  zmienić pieluchę.  Jednak szybko położyłam się spać w sypialni,  bo o 9:00 mieliśmy wylot,  więc przed 6:00, najpóźniej,  powinniśmy wyjechać z Zakopanego do Krakowa
Rankiem, już przed godziną 6:00 wyjechaliśmy z Zakopanego. Udaliśmy się stamtąd na lotnisko, wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy do Grecji. Lot trwał 2,5 godziny. Więc po 11:30  wylądowaliśmy w Grecji,. Pojechaliśmy taksówką do naszego hotelu, a to prawie 1,5 godziny drogi.. Weszliśmy do hotelu, rozpakowaliśmy się i zeszliśmy na dół na obiad. Spróbowaliśmy greckich przysmaków, a Kamil zadbał o nasz pobyt, dokładnie analizując, gdzie i kiedy co zwiedzimy. Pogoda nam dopisywała. Mieliśmy jeszcze kilka godzin "wolnych", więc pojechaliśmy we trójkę do Partenonu.

Było cudownie, ja sięgałam za aparat, robiliśmy sobie zdjęcia, a na koniec poprosiliśmy przechodnia, aby zrobił nam rodzinne zdjęcie na tle Partenonu. Wieczorem wróciliśmy do hotelu, gdzie zjedliśmy kolację, a Kamil zamówił nam do pokoju wspaniałe, greckie wino.  Wypiliśmy po lampce wina, a na koniec dnia, Kamil zrobił zdjęcia naszych kieliszków i wstawił to zdjęcie na swoje Instastory z emotikonem serduszka.
Rankiem, po śniadaniu wybraliśmy się do Wąwozu Samaria. Były to przecudne widoki. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć....
- Wiesz, co.... Chyba nie spodziewaliśmy się takich wakacji.
- Bo takie spontaniczne wakacje są chyba najlepsze. - odpowiedziałam mu.



- Zawsze takie planowane wyjazdy wydają się nudne, bo ty o tym wiesz, co będziesz zwiedzać, ciekawi cię, jak to wygląda, więc oglądasz zdjęcia w Internecie.... I co? I już po ciekawej zabawie.. A takie wyjazdy, które są nieplanowane, to są najpiękniejsze, a cudowne są wtedy, gdy masz ukochaną osobę przy boku..... - powiedział Kamil.
Poprosiłam Kamila, aby zrobił mi zdjęcie, na tle tych skał w wąwozie. Stanęłam przodem do aparatu, a ręce uniosłam w górę i na dodatek podskoczyłam.
Miałam na sobie kombinezon, więc wiatr rozbujał go tak bardzo, że zdjęcie miało bardzo ciekawy, końcowy efekt.

Po całodobowej wycieczce , Kamil zabrał nas na kolację do restauracji.

Następnego dnia , Kamil, jako nasz grecki przewodnik, zaproponował, abyśmy poszli na tajemnicze Meteory.... Cóż... Nazwa mnie dość zdziwiła, bo obecnie meteor znaczy co innego, jednak zgodziłam się wyciągnąć w to miejsce.... Były to góry, jednak dość specyficzne, niż te, które znamy w Polsce. Tutaj wjechaliśmy w takich dużych "koszach" na linie. Na górze znajdowały się liczne kaplice, klasztory, jednak widok stamtąd był przecudowny....
- Skąd ty znasz, te wszystkie miejsca? - zapytałam Kamila
- Słodka tajemnica - odpowiedział.







W drodze powrotnej wstąpiliśmy do świątyni Zeusa.



Nadeszła sobota, w ciągu ostatnich kilku dni lubiliśmy sobie pochodzić ulicami miasta... Wszystko wyglądało tak przepięknie, tak uroczo... Zakochałam się w Grecji. Na aparacie, na telefonie miałam mnóstwo zdjęć z wyjazdu, a nasz pobyt tutaj się jeszcze nie skończył.... Była tutaj tak wspaniale... Z dala od jakiegokolwiek zgiełku. Nikt nie wiedział, oprócz rodziców Kamila, że tutaj jesteśmy.... Nawet znajomi... Kompletnie nikt. Mogliśmy sobie spokojnie spacerować ulicami, wiedząc, że nikt nas nie spotka i nie poprosi Kamila o autograf, czy zdjęcie. Media również nie wiedziały o naszych spontanicznych wakacjach. Nawet Justynie i Agnieszce się nie przyznałam. Kamil chłopakom z drużyny również. Mogliśmy tutaj poczuć spokój i prawdziwą radość z życia...
W sobotę wraz  Kamilem wyruszyliśmy leniuchować na plażę. Wybraliśmy się na Balos... Cudowne miejsce.. Chodź była sobota, to plaża była prawie pusta, brak jakichkolwiek innych osób.. Czuliśmy się bardzo komfortowo. Ja założyłam strój kąpielowy.
Założyłam do tego swoje okulary przeciwsłoneczne.
- Wyglądasz cudnie - powiedział mi Kamil.
Opalaliśmy się w blasku greckiego słońca.
Balos to cudowne miejsce... Piękne widoki, którymi nie mogłam się wręcz nacieszyć. Zrobiliśmy sobie nawet z Kamilem kilka pamiątkowych zdjęć a tle krajobrazu, na plaży, a na koniec weszliśmy we trójkę do morza... Było zjawiskowo ciepłe
- Porównaj sobie nasze morze, a to - powiedział do mnie Kamil
- Cóż, ja nad Bałtykiem nigdy nie byłam.
- Nigdy? - zdziwił się
- Tak, nigdy nie byłam nad polskim morzem - odpowiedziałam.






Wieczorem wypiliśmy lampkę wina do kolacji, a Kamil postanowił pochwalić się naszym zdjęciem , jak stoimy we trójkę w morzu na Balos. Zdjęcie zrobił nam przechodzień - turysta, również Polak, ale na szczęście nas nie rozpoznał. Kamil wstawił to zdjęcie na swoje profile na portalach społecznościowych z dopiskiem.
"Spontaniczne wakacje zawsze są najlepsze - Balos, Grecja. @kasiawitkowska #familytime #grecja #balos #cudownie #wspaniale #nareszciewakacje #cóżżewewrześniu"


W niedzielę wybraliśmy się tyldo do Sunion. Chcieliśmy również tylko poleniuchować w pokoju, więc całe popołudnie spędziliśmy właśnie w swoim pokoju hotelowym.


Są to ruiny pewnej świątyni...

Został nam tylko tydzień w Grecji, w niedzielę - 30 września mieliśmy już wracać do Polski. Kamil znalazł jeszcze wiele ciekawych miejsc do zwiedzania, na przykład we wtorek byliśmy na Wyspach Jońskich .




W środę odwiedziliśmy miejski rynek, znajdujący się w samym centrum Aten, które nazywa się Monastiraki




W piątek powędrowaliśmy do pewnej Jaskini Melissani. To również cudowne miejsce. Nie mogłam się nadziwić, jak natura sama coś takiego była stworzyć. To było coś niebywałego.
Dla nas, którzy nie widzieli takich rzeczy, to coś niezwykłego, lecz dla Greków to coś normalne, że mają takie rzeczy "na wyciągnięcie ręki".





A na ostatni dzień naszego pobytu zostawiliśmy sobie Imerovigli. Tutaj również mogłam poczuć prawdziwą Grecję, czyli to, o czym się ciągle opowiada. Te słynne "budowle" są znane wszędzie i gdy ktoś powie hasło "Grecja", od razu ma na myśli te budowle. To cudowne miejsce znajduje się na wyspie Santorini.







Nasz pobyt dobiegł już końca... O 8:00 czasu lokalnego mieliśmy wylot z tamtejszego lotniska. Mieliśmy wylądować w Krakowie... Cóż... Nasza wspaniała przygoda z Grecją się już skończyła, ale nie żałuję tego wyjazdu.
Już po 10:00 byliśmy na lotnisku w Krakowie... Zostawiliśmy tam swoje wspomnienia, lecz było warto. Nigdy nie byłam na takich wakacjach, aby odpocząć. Jedyne moje wyjazdy za granicę to były  podczas Pucharu Świata, gdzie tylko chodziłam od hotelu na skocznię i podczas nieszczęsnej rozprawy w sądzie w Niemczech o Gregora.... Było wspaniale...
Po 12:00 wróciliśmy do Zakopanego, rozpakowaliśmy swoje bagaże, a ja położyłam Piotrusia do łóżeczka, bo nam usnął w drodze powrotnej.
Kamil usiadł sobie na kanapie i wyjął z kieszeni telefon.
- Wiesz co, już media obiegła informacja, że byliśmy na wakacjach. - powiedział do mnie Kamil
- Wiesz, przecież kiedyś to musiało się wydać. Nigdy nie ukryjemy, że byliśmy na wakacjach, czy gdziekolwiek. - odpowiedziałam.
Ja również wstawiłam swoje zdjęcie z wąwozu, gdzie  mając ręce w górze, podskoczyłam.
"Wakacje już dobiegły końca, ale mając ukochaną osobę przy boku wszystko staje się wspaniałe i kolorowe...... @kamilstochofficial #wakacje #grecja #rodzinnie #family #kochamgo #wakacjewetrójkę"

 Odłożyłam telefon.


---------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                         kiki2000

Komentarze