Już w czwartek Kamil miał wylot z Pekinu, więc około południa powinien być w Krakowie.
Na tę okazję już w środę wieczorem upiekłam dla Kamila ciasto. Torcik czekoladowy, polany białą czekoladą. Do tego zrobiłam gorzką czekoladą kształt pięciu kółek olimpijskich i napis "PEKIN 2022". Przyzdobiłam tort kolorową posypką, a na koniec zrobiłam mu zdjęcie i schowałam do pojemnika i do lodówki.
Wieczorem jeszcze rozmawiałam z Kamilem przez telefon. Oboje nie mogliśmy się doczekać, aż w końcu się zobaczymy i wpadniemy sobie w ramiona.
W czwartek pojechałam zatem na ostatnie już zajęcia z kursu menadżerskiego, podczas którego zostały wyczytywane oceny z ostatniego egzaminu. Bardzo się bałam, ponieważ od tego zależy, czy otrzymam już pełne uprawnienia do pełnienia funkcji menadżera. Gdy wyczytywano osoby po odebranie egzaminu, prawie wszyscy byli jakoś smutni, aby uzyskać uprawnienia, trzeba było zdać na 85%. , a egzamin był naprawdę trudny.
W końcu usłyszałam:
- Katarzyna Witkowska-Stoch
Podeszłam zatem, aby odebrać egzamin i zobaczyłam na nim coś niewiarygodnego (100%). Jeszcze wielki napis : "CELUJĄCY", podpis egzaminatora , a także uśmiechnięta buźka, na ostatniej stronie była jeszcze mała adnotacja od pana Wierzyńskiego
"Aż miło się sprawdzało. Powodzenia w dalszej karierze menadżerskiej"
Usiadłam na swoim miejscu , zrobiłam zdjęcie egzaminu, a dokładnie oceny, procentu i uśmiechniętej buźki, a także adnotacji na ostatniej stronie. Wysłałam to do Kamila.
" Napisałam to! Na 100%" - wysłałam wiadomość do Kamila
Po chwili mi odpisał.
" Gratuluję kochanie Jestem z ciebie dumny" - odpisał mi.
Profesor wręczył egzaminy ostatnim osobą i powiedział:
- Dziękuję państwu za to, że wzięliście udział w tym kursie, osoby, które napisały powyżej 85% mogą nazywać się menadżerami i możecie ubiegać się o to stanowisko u poważnych osób, drużyn. Takich osób mamy 10 na 45 osób. Poziom był bardzo wysoki, więc gratuluję całej dziesiątce, w której jest tylko jedna kobieta - uśmiechnął się w moją stronę profesor - W sobotę o godzinie 11:00 w sali konferencyjnej odbędzie się oficjalne wręczenie wyników, zaświadczenie i dyplom uzyskania wysokich wyników.
Następnie zebrał od nas egzaminy i wszyscy wyszliśmy z sali.
- Pani Witkowska-Stoch, mogę poprosić na moment - powiedział profesor
Gdy wszyscy wyszli z sali, ja zostałam sama z profesorem.
- Serdecznie pani gratuluję. Przeprowadzam te kursy od ponad 20 lat i jeszcze nikt nie napisał ich maksymalnie, a nie ukrywam, że w tym roku było kilka zadań otwartych.
- Dziękuję - powiedziałam
- Co pani myśli dalej z karierą menadżerską?
- Sama nie wiem, do tego kursu namówił mnie mąż i się zgodziłam
- To może menadżerka męża, przecież pięciokrotny mistrz olimpijski potrzebuje kompetentnej osoby.
- Wiem, ale.. zobaczymy
- Więc jeszcze raz serdecznie gratuluję i do zobaczenia w sobotę
- Dziękuję bardzo - po czym uścisnęliśmy sobie dłonie.
Po zajęciach wróciłam do domu i od razu pochwaliłam się mamie, a także teściom i dziewczynom, byłam bardzo podekscytowana, że napisałam egzamin na 100%..
Po 13:00 usłyszałam, że ktoś podjeżdża pod dom. Wyjrzałam przez okno, był to Kamil. Wybiegłam mu więc na spotkanie.
Zobaczyłam go zmęczonego, dźwigającego ogromne torby. Podbiegłam do niego i wzięłam od niego jedną z toreb, którą położyłam w przedpokoju, a później rzuciłam się mojemu mężowi na szyję.
- Nareszcie - wyszeptałam
- Już chciałem szybko wrócić, a w tej Warszawie, na tym nibym oficjalnym przywitaniu zadawali tyle pytań, że miałem już dość.
Dzieciaki zaczęły rzucać się Kamilowi na szyję, przytulały go, całowały, a ja w tym czasie wyjęłam tort z lodówki.
- Wszystkiego najlepszego kochanie, mój mistrzu - powiedziałam, po czym ukroiłam tort.
Usiedliśmy na kanapie i jedliśmy tort, po czym wtuliłam się w Kamila
- Nareszcie cię mam - powiedziałam
- Już od poniedziałku wracam do treningów.
Po chwili powiedział do mnie:
- A tak w ogóle to gratuluję tak napisanego egzaminu - powiedział, po czym pocałował mnie w czoło
- Profesor Wierzyński powiedział mi potem , gdy byliśmy sam na sam, że prowadzi kurs ponad 20 lat i ten był trudniejszy niż pozostałe i jeszcze nikt nie napisał go bezbłędnie
- Ile osób zdało?
- 10, w tym dziewięciu mężczyzn
- Czyli moja żona jest wyjątkowa - uśmiechnął się Kamil
- W sobotę o 10:00 w sali konferencyjnej jest wręczenie wyników, zaświadczeń, dyplomów, że zakończyłam kurs.
- No to oczywiście pojedziemy - powiedział Kamil - Zrobię ci zdjęcia, jak odbierasz te swoje dyplomiki i zaświadczenia.
- Ale nawet nie wiesz, jak się stresowałam wynikami, bo zdawalność była od 85%, a pierwsze 20 osób, jak odchodziło z egzaminem, to wszyscy tacy smutni, posępni, a nas w grupie było 45 osób
- I tylko 10 zdało?!
- Tak
- No to być w tej szczęśliwej dziesiątce to jest coś.
Po chwili spytał:
- Jutro jedziesz na uczelnię?
- Tak, na półtorej godzinki. Jutro mam ćwiczenie i zaliczenie.
Wieczorem położyłam dzieciaki spać, a później wróciłam do Kamila do salonu, gdzie wyjęliśmy sobie wino.
- Za nas - powiedział Kamil, wnosząc toast
- Za nas - również powiedziałam
Kamil podszedł do swojej torby i wyjął z niej trzy piękne opakowania, a do tego drewniane figurki maskotki igrzysk, które dostawali wszyscy medaliści.
Kamil wyjął z pięknych opakować medale, które aż lśniły.
- Medale dla mojej pięknej żony - powiedział, po czym pocałował mnie w policzek.
Wzięłam jeden z medali do rąk.
- Jaki piękny - powiedziałam
Kamil wziął jeden ze złotych medali i trzymał go w ręku.
- Dotarło do mnie, że zdobyłem już tyle w tak młodym wieku, że... ja już nic nie muszę, ja już wszystko zdobyłem... I to dosłownie wszystko... Mam niespełna 27 lat, a wygrałem w skokach to, co było dotychczas do wygrania.... Teraz już nie liczy się walka o medale, tylko o dobre technicznie skoki i żebym czerpał z nich radość... To jest dla mnie najważniejsze.
Po chwili dodał
- Dzwonił do mnie nawet prezydent z gratulacjami i ... zaprosiłem go na spotkanie. Kilku dziennikarzy również chciało przyjechać, ale powiedziałem, że jeszcze nie teraz.
- A kiedy przyjedzie?
- W niedzielę popołudniu, akurat wrócimy z kościoła, odpoczniemy chwilę i porozmawiamy... Bez kamer... Powiedziałem, że nie chcę żadnych kamer, jeśli chce mi pogratulować, to proszę bardzo, porozmawiać... ale nic pod publikę.
W piątek, gdy wróciłam po zajęciach do domu, pojechałam z Kamilem do klubu. Tam dzieciaki pogratulowały Kamilowi tych wszystkich medali.Dzieciaki były szczęśliwe, przecież nie każdy ma możliwość współpracy z pięciokrotnym mistrzem olimpijskim. Prosto z klubu poszliśmy do sklepu, gdzie zajęliśmy się naszymi zamówieniami, a po południu wróciliśmy do domu. Kamil wyciągnął mnie i dzieciaki na długi spacer.
W sobotę Kamil zawiózł rano dzieciaki do swoich rodziców, a później wrócił do domu. Ja szykowałam się do odebrania zaświadczenia, że mogę być już pełnoprawnym menadżerem.
Stanęłam zatem przed lustrem i nie wiedziałam, w co się mam ubrać, aż w końcu do domu wrócił Kamil
- Nad czym się zastanawiasz? - spytał
- Nie mam w co się ubrać.
Kamil stanął przed szafą i zaczął przyglądać się na moje ciuchy.
- Marzysz o spódnicy, sukience, czy spodniach?
- Raczej spódnica - powiedziałam.
Kamil wyjął z mi szafy jakąś spódnicę.
- A ta? - spytał
Nie mogłam uwierzyć, myślałam, że ją kiedyś wyrzuciłam
Wzięłam ją do ręki.
- A skąd ty ją masz? - spytał
- No z szafy! - zaczął śmiać się Kamil
- Kochanie, jesteś wielki - powiedziałam, po czym pocałowałam go w usta.
Wyjęłam uprasowaną wcześnie bluzkę i poszłam do łazienki się przebrać.
Do tego rozpuściłam swoje włosy i zrobiłam sobie lekki makijaż.
Pojechaliśmy zatem na wręczenie dyplomów i zaświadczeń. To nie tylko było wręczenie ukończenia kursu menadżerskiego, ale także wielu innych kursów, więc to, co mnie interesowało było dopiero na sam koniec, czyli po 11:00.
- A teraz kurs, który trwał najdłużej z pozostałych i który przebrnęła tylko dziesiątka z czterdziestopięcio osobowej grupy. - powiedział nasz profesor. Zapraszam zatem na środek naszą wspaniałą dziesiątkę. Andrzej Bryś, Maciej Dąbrowski, Antoni Firlejewicz, Kacper Lasoń, Mariusz Obiegowski, Sebastian Perdek, Katarzyna Witkowska- Stoch - w tym momencie wstałam z miejsca i wyszłam na środek, gdzie stanęłam obok Sebastiana - Mirosław Tapeć, Robert Waga i Krystian Zygmunt. Od dzisiaj ta dziesiątka będzie mogła być menadżerami sportowców, tych mniejszych, ważniejszych, wybitnych. Zanim jednak wręczę dyplomy, to chciałbym wyróżnić jedną osobą, spośród tej dziesiątki... Pracuję tutaj ponad 30 lat, od ponad 20 lat prowadzę kurs menadżerski, który podsumowuję sprawdzianem. W tym roku widząc, ilu jest chętnych, postanowiłem dać nieco trudniejszy test i byłem w szoku podczas sprawdzania jednej pracy. Przez ponad 20 lat, odkąd sprawdzam egzaminy, nikt u mnie nie otrzymał 100% oceny, a w tym roku miałem taką osobę. Jest to nasza jedyna kobieta w tym gronie. Pani Katarzyna Witkowska- Stoch. Duże brawa dla niej! - powiedział nasz profesor
Kamil zaczął bić brawo chyba najgłośniej ze wszystkich. Następnie profesor Wierzyński wręczył nam dyplomy, zaświadczenia, a także wyniki naszych egzaminów.
Po tej małej ceremonii pojechaliśmy prosto do Zębu, gdzie byliśmy zaproszeni na obiad.
Mama Kamila przygotowała świetnego pieczonego dorsza. No po prostu bajka.. Był taki pyszny.
Kamil oczywiście na samym początku wyprzytulał się z rodzicami za te medale.
- Już tyle osób do nas dzwoniło - powiedział Bronisław - Już nawet nie miałem sił, aby odbierać telefony
- Do mnie też dzwoniło wiele osób i dlatego już jutro odwiedzi nas prezydent w naszym domu.
- No to... synu.... gratuluję.
- A sam, czy znowu z kamerami?
- Sam, bez kamer. Sam nawet powiedziałem, że chcę bez.
Po chwili rozmowy zapytałam się się Ani, czy gdzieś pracuje. Odpowiedziała, że nie i nie może znaleźć pracy.
- To mamy dla ciebie propozycję - powiedział Kamil - Potrzebujemy osoby, która zajmie się naszym sklepem, ponieważ nie mamy czasu, aby być od rana do wieczora i dlatego niektóre zamówienia są wysyłane z opóźnieniem. Jeśli mielibyśmy taką osobę na stałe, która będzie w naszym sklepie.
Anna zgodziła się od razu. Powiedziałam jej, że ja będę jej pomagać, jak tylko będę mogła, ale oczywiście nie zawsze mam na to czas, a Anna będzie mogła sobie przez to zarobić, a dzieci są już nawet duże, bo przecież Abdul chodzi już do przedszkola, a Jessica do żłobka, więc Anna całe dnie spędza w domu, bo Alex pracuje w szpitalu jako lekarz.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mojego nowego bloga
https://slowackiwielkipoetablogpolonistyczny.blogspot.com/
kiki2000
Na tę okazję już w środę wieczorem upiekłam dla Kamila ciasto. Torcik czekoladowy, polany białą czekoladą. Do tego zrobiłam gorzką czekoladą kształt pięciu kółek olimpijskich i napis "PEKIN 2022". Przyzdobiłam tort kolorową posypką, a na koniec zrobiłam mu zdjęcie i schowałam do pojemnika i do lodówki.
Wieczorem jeszcze rozmawiałam z Kamilem przez telefon. Oboje nie mogliśmy się doczekać, aż w końcu się zobaczymy i wpadniemy sobie w ramiona.
W czwartek pojechałam zatem na ostatnie już zajęcia z kursu menadżerskiego, podczas którego zostały wyczytywane oceny z ostatniego egzaminu. Bardzo się bałam, ponieważ od tego zależy, czy otrzymam już pełne uprawnienia do pełnienia funkcji menadżera. Gdy wyczytywano osoby po odebranie egzaminu, prawie wszyscy byli jakoś smutni, aby uzyskać uprawnienia, trzeba było zdać na 85%. , a egzamin był naprawdę trudny.
W końcu usłyszałam:
- Katarzyna Witkowska-Stoch
Podeszłam zatem, aby odebrać egzamin i zobaczyłam na nim coś niewiarygodnego (100%). Jeszcze wielki napis : "CELUJĄCY", podpis egzaminatora , a także uśmiechnięta buźka, na ostatniej stronie była jeszcze mała adnotacja od pana Wierzyńskiego
"Aż miło się sprawdzało. Powodzenia w dalszej karierze menadżerskiej"
Usiadłam na swoim miejscu , zrobiłam zdjęcie egzaminu, a dokładnie oceny, procentu i uśmiechniętej buźki, a także adnotacji na ostatniej stronie. Wysłałam to do Kamila.
" Napisałam to! Na 100%" - wysłałam wiadomość do Kamila
Po chwili mi odpisał.
" Gratuluję kochanie Jestem z ciebie dumny" - odpisał mi.
Profesor wręczył egzaminy ostatnim osobą i powiedział:
- Dziękuję państwu za to, że wzięliście udział w tym kursie, osoby, które napisały powyżej 85% mogą nazywać się menadżerami i możecie ubiegać się o to stanowisko u poważnych osób, drużyn. Takich osób mamy 10 na 45 osób. Poziom był bardzo wysoki, więc gratuluję całej dziesiątce, w której jest tylko jedna kobieta - uśmiechnął się w moją stronę profesor - W sobotę o godzinie 11:00 w sali konferencyjnej odbędzie się oficjalne wręczenie wyników, zaświadczenie i dyplom uzyskania wysokich wyników.
Następnie zebrał od nas egzaminy i wszyscy wyszliśmy z sali.
- Pani Witkowska-Stoch, mogę poprosić na moment - powiedział profesor
Gdy wszyscy wyszli z sali, ja zostałam sama z profesorem.
- Serdecznie pani gratuluję. Przeprowadzam te kursy od ponad 20 lat i jeszcze nikt nie napisał ich maksymalnie, a nie ukrywam, że w tym roku było kilka zadań otwartych.
- Dziękuję - powiedziałam
- Co pani myśli dalej z karierą menadżerską?
- Sama nie wiem, do tego kursu namówił mnie mąż i się zgodziłam
- To może menadżerka męża, przecież pięciokrotny mistrz olimpijski potrzebuje kompetentnej osoby.
- Wiem, ale.. zobaczymy
- Więc jeszcze raz serdecznie gratuluję i do zobaczenia w sobotę
- Dziękuję bardzo - po czym uścisnęliśmy sobie dłonie.
Po zajęciach wróciłam do domu i od razu pochwaliłam się mamie, a także teściom i dziewczynom, byłam bardzo podekscytowana, że napisałam egzamin na 100%..
Po 13:00 usłyszałam, że ktoś podjeżdża pod dom. Wyjrzałam przez okno, był to Kamil. Wybiegłam mu więc na spotkanie.
Zobaczyłam go zmęczonego, dźwigającego ogromne torby. Podbiegłam do niego i wzięłam od niego jedną z toreb, którą położyłam w przedpokoju, a później rzuciłam się mojemu mężowi na szyję.
- Nareszcie - wyszeptałam
- Już chciałem szybko wrócić, a w tej Warszawie, na tym nibym oficjalnym przywitaniu zadawali tyle pytań, że miałem już dość.
Dzieciaki zaczęły rzucać się Kamilowi na szyję, przytulały go, całowały, a ja w tym czasie wyjęłam tort z lodówki.
- Wszystkiego najlepszego kochanie, mój mistrzu - powiedziałam, po czym ukroiłam tort.
Usiedliśmy na kanapie i jedliśmy tort, po czym wtuliłam się w Kamila
- Nareszcie cię mam - powiedziałam
- Już od poniedziałku wracam do treningów.
Po chwili powiedział do mnie:
- A tak w ogóle to gratuluję tak napisanego egzaminu - powiedział, po czym pocałował mnie w czoło
- Profesor Wierzyński powiedział mi potem , gdy byliśmy sam na sam, że prowadzi kurs ponad 20 lat i ten był trudniejszy niż pozostałe i jeszcze nikt nie napisał go bezbłędnie
- Ile osób zdało?
- 10, w tym dziewięciu mężczyzn
- Czyli moja żona jest wyjątkowa - uśmiechnął się Kamil
- W sobotę o 10:00 w sali konferencyjnej jest wręczenie wyników, zaświadczeń, dyplomów, że zakończyłam kurs.
- No to oczywiście pojedziemy - powiedział Kamil - Zrobię ci zdjęcia, jak odbierasz te swoje dyplomiki i zaświadczenia.
- Ale nawet nie wiesz, jak się stresowałam wynikami, bo zdawalność była od 85%, a pierwsze 20 osób, jak odchodziło z egzaminem, to wszyscy tacy smutni, posępni, a nas w grupie było 45 osób
- I tylko 10 zdało?!
- Tak
- No to być w tej szczęśliwej dziesiątce to jest coś.
Po chwili spytał:
- Jutro jedziesz na uczelnię?
- Tak, na półtorej godzinki. Jutro mam ćwiczenie i zaliczenie.
Wieczorem położyłam dzieciaki spać, a później wróciłam do Kamila do salonu, gdzie wyjęliśmy sobie wino.
- Za nas - powiedział Kamil, wnosząc toast
- Za nas - również powiedziałam
Kamil podszedł do swojej torby i wyjął z niej trzy piękne opakowania, a do tego drewniane figurki maskotki igrzysk, które dostawali wszyscy medaliści.
Kamil wyjął z pięknych opakować medale, które aż lśniły.
- Medale dla mojej pięknej żony - powiedział, po czym pocałował mnie w policzek.
Wzięłam jeden z medali do rąk.
- Jaki piękny - powiedziałam
Kamil wziął jeden ze złotych medali i trzymał go w ręku.
- Dotarło do mnie, że zdobyłem już tyle w tak młodym wieku, że... ja już nic nie muszę, ja już wszystko zdobyłem... I to dosłownie wszystko... Mam niespełna 27 lat, a wygrałem w skokach to, co było dotychczas do wygrania.... Teraz już nie liczy się walka o medale, tylko o dobre technicznie skoki i żebym czerpał z nich radość... To jest dla mnie najważniejsze.
Po chwili dodał
- Dzwonił do mnie nawet prezydent z gratulacjami i ... zaprosiłem go na spotkanie. Kilku dziennikarzy również chciało przyjechać, ale powiedziałem, że jeszcze nie teraz.
- A kiedy przyjedzie?
- W niedzielę popołudniu, akurat wrócimy z kościoła, odpoczniemy chwilę i porozmawiamy... Bez kamer... Powiedziałem, że nie chcę żadnych kamer, jeśli chce mi pogratulować, to proszę bardzo, porozmawiać... ale nic pod publikę.
W piątek, gdy wróciłam po zajęciach do domu, pojechałam z Kamilem do klubu. Tam dzieciaki pogratulowały Kamilowi tych wszystkich medali.Dzieciaki były szczęśliwe, przecież nie każdy ma możliwość współpracy z pięciokrotnym mistrzem olimpijskim. Prosto z klubu poszliśmy do sklepu, gdzie zajęliśmy się naszymi zamówieniami, a po południu wróciliśmy do domu. Kamil wyciągnął mnie i dzieciaki na długi spacer.
W sobotę Kamil zawiózł rano dzieciaki do swoich rodziców, a później wrócił do domu. Ja szykowałam się do odebrania zaświadczenia, że mogę być już pełnoprawnym menadżerem.
Stanęłam zatem przed lustrem i nie wiedziałam, w co się mam ubrać, aż w końcu do domu wrócił Kamil
- Nad czym się zastanawiasz? - spytał
- Nie mam w co się ubrać.
Kamil stanął przed szafą i zaczął przyglądać się na moje ciuchy.
- Marzysz o spódnicy, sukience, czy spodniach?
- Raczej spódnica - powiedziałam.
Kamil wyjął z mi szafy jakąś spódnicę.
- A ta? - spytał
Nie mogłam uwierzyć, myślałam, że ją kiedyś wyrzuciłam
Wzięłam ją do ręki.
- A skąd ty ją masz? - spytał
- No z szafy! - zaczął śmiać się Kamil
- Kochanie, jesteś wielki - powiedziałam, po czym pocałowałam go w usta.
Wyjęłam uprasowaną wcześnie bluzkę i poszłam do łazienki się przebrać.
Do tego rozpuściłam swoje włosy i zrobiłam sobie lekki makijaż.
Pojechaliśmy zatem na wręczenie dyplomów i zaświadczeń. To nie tylko było wręczenie ukończenia kursu menadżerskiego, ale także wielu innych kursów, więc to, co mnie interesowało było dopiero na sam koniec, czyli po 11:00.
- A teraz kurs, który trwał najdłużej z pozostałych i który przebrnęła tylko dziesiątka z czterdziestopięcio osobowej grupy. - powiedział nasz profesor. Zapraszam zatem na środek naszą wspaniałą dziesiątkę. Andrzej Bryś, Maciej Dąbrowski, Antoni Firlejewicz, Kacper Lasoń, Mariusz Obiegowski, Sebastian Perdek, Katarzyna Witkowska- Stoch - w tym momencie wstałam z miejsca i wyszłam na środek, gdzie stanęłam obok Sebastiana - Mirosław Tapeć, Robert Waga i Krystian Zygmunt. Od dzisiaj ta dziesiątka będzie mogła być menadżerami sportowców, tych mniejszych, ważniejszych, wybitnych. Zanim jednak wręczę dyplomy, to chciałbym wyróżnić jedną osobą, spośród tej dziesiątki... Pracuję tutaj ponad 30 lat, od ponad 20 lat prowadzę kurs menadżerski, który podsumowuję sprawdzianem. W tym roku widząc, ilu jest chętnych, postanowiłem dać nieco trudniejszy test i byłem w szoku podczas sprawdzania jednej pracy. Przez ponad 20 lat, odkąd sprawdzam egzaminy, nikt u mnie nie otrzymał 100% oceny, a w tym roku miałem taką osobę. Jest to nasza jedyna kobieta w tym gronie. Pani Katarzyna Witkowska- Stoch. Duże brawa dla niej! - powiedział nasz profesor
Kamil zaczął bić brawo chyba najgłośniej ze wszystkich. Następnie profesor Wierzyński wręczył nam dyplomy, zaświadczenia, a także wyniki naszych egzaminów.
Po tej małej ceremonii pojechaliśmy prosto do Zębu, gdzie byliśmy zaproszeni na obiad.
Mama Kamila przygotowała świetnego pieczonego dorsza. No po prostu bajka.. Był taki pyszny.
Kamil oczywiście na samym początku wyprzytulał się z rodzicami za te medale.
- Już tyle osób do nas dzwoniło - powiedział Bronisław - Już nawet nie miałem sił, aby odbierać telefony
- Do mnie też dzwoniło wiele osób i dlatego już jutro odwiedzi nas prezydent w naszym domu.
- No to... synu.... gratuluję.
- A sam, czy znowu z kamerami?
- Sam, bez kamer. Sam nawet powiedziałem, że chcę bez.
Po chwili rozmowy zapytałam się się Ani, czy gdzieś pracuje. Odpowiedziała, że nie i nie może znaleźć pracy.
- To mamy dla ciebie propozycję - powiedział Kamil - Potrzebujemy osoby, która zajmie się naszym sklepem, ponieważ nie mamy czasu, aby być od rana do wieczora i dlatego niektóre zamówienia są wysyłane z opóźnieniem. Jeśli mielibyśmy taką osobę na stałe, która będzie w naszym sklepie.
Anna zgodziła się od razu. Powiedziałam jej, że ja będę jej pomagać, jak tylko będę mogła, ale oczywiście nie zawsze mam na to czas, a Anna będzie mogła sobie przez to zarobić, a dzieci są już nawet duże, bo przecież Abdul chodzi już do przedszkola, a Jessica do żłobka, więc Anna całe dnie spędza w domu, bo Alex pracuje w szpitalu jako lekarz.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na mojego nowego bloga
https://slowackiwielkipoetablogpolonistyczny.blogspot.com/
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz