Numer 193 - Tak miało być....

Byliśmy pod szpitalem w prawie 8 minut. Kamil kilkakrotnie przekroczył prędkość. Nie upominałam go jednak. Wiedziałam, że tak zawsze jest, gdy umiera ktoś najbliższy.
Z wielkim hukiem wyszedł z samochodu i pobiegł do szpitala.
Biegł chyba szybciej niż sam Usain Bolt. Aż w końcu był pod właściwą salą. Wbiegł. Tam już czekał na niego zapłakany ojciec, lekarz i Krystyna na łóżku, która zaraz miała być przykryta białym prześcieradłem
- Nie udało się nam jej uratować - powiedział lekarz - Możecie się z nią pożegnać
Kamil odepchnął lekarza i rzucił się na ciało zmarłej matki.
W tym momencie do sali wszedł drugi z lekarzy, aby wypisać kartę zgonu pacjentki.
- Mamo... mamo.... - powiedział płaczący Kamil, który z całej siły przytulał się do zmarłej matki - Mamo... Słyszysz mnie? Wybaczam ci wszystko.. Wszystko co zrobiłaś. Kocham Cię, mamo... - wtulił się w nią jeszcze mocniej
Wiem, że w takich momentach nie warto odciągnąć kogoś od zmarłej, bliskiej mu osoby. Wiem to po sobie, kiedy mój ojciec umierał. Mój tata umierał jednak, trzymając mnie mocno za rękę. Kamil nie zdążył się z nią nawet pożegnać. To był okropny widok. Bronisław zamknął oczy i płakał stojąc przed łóżkiem.
- Proszę wpisać... data śmierci 7 stycznia 2024 r. godzina 20:58.  - powiedział jeden z lekarzy do drugiego.
To był tak przykry widok.
- Proszę zostawić nieboszczkę -  powiedział jeden z lekarzy do Kamila
- Mamo...  - mówił Kamil głaszcząc ją po głowie - Mamo...
- Kamil... Nie warto - odezwał się do niego Bronisław
- To jest twoja żona! - krzyknął mu prosto w twarz
- I co z tego! Jeszcze nigdy tak mnie nie zranił przez całe życie! - powiedział Bronisław, który wyszedł z sali, trzaskając drzwiami
Lekarze złapali Kamila pod pachy i odsunęli od Krystyny. Podeszłam do niego i przytuliłam mojego męża.
- Kamil... Ci... - zaczęłam głaskać go po głowie - Wszystko będzie dobrze
Po chwili podszedł do nas lekarz. Dotknął ramienia Kamila
- Proszę przyjąć moje kondolencje - po chwili dodał - Muszą się państwo zająć pogrzebem.
- Dobrze - odpowiedziałam
Stałam tak, przytulając Kamila.
- Wszystko będzie dobrze - powtarzałam mu przez cały czas
- Czemu ona... Dlaczego ona?
- Kamil... Tak miało być
- Ale dlaczego ona? Nie ma kogoś innego?!
- Kamil... to nie jest zależne od nas. Musimy teraz zrobić wszystko co w naszej mocy, aby inni mogli żyć jak najdłużej.

Lekarze nakryli Krystynę białą płachtą, a ja i Kamil wyszliśmy z sali. Mój mąż załamany siedział na korytarzu , schował twarz w dłonie. Ja zaś wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Alexa.
- Alex... Jak tam dzieciaki? Śpią?
- Tak, śpią. A jak sytuacja u was?
- Wiesz... Płacz, lament.... Opowiemy ci wszystko później
- Dobra... Trzymajcie się tam jakoś.
Rozłączyłam się.
Znalazłam Bronisława. Zapytałam go o kilka spraw pogrzebowych. Zadzwoniliśmy pod znajomy numer jednego z zakładów pogrzebowych. Miła pani właściciel - pani Małgorzata wraz ze swoją ekipą przyjechała do szpitala, aby odebrać ciało. Ja zaś z Kamilem wróciliśmy do domu.
Kamil swoje pierwsze kroki pokierował na górę. Położył się spać. Nawet nie spojrzał na Alexa, który stał w korytarzu.
- Nie wstały w ogóle. Śpią jak aniołki - powiedział Alex
- Dzięki ci bardzo, że zostałeś z nimi
- Nie ma za co
- A Ania? Czemu nie było jej w szpitalu
- Znasz Anię. Strasznie uparta. Powiedziała, że nie pojedzie i już...
- A Natalia wie?
- Tak, wie
- Jeszcze raz ci dzięki
- Nie ma za co
- Cześć
- Cześć
 Alex wyszedł z domu. Ja zaś poszłam na górę. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do dyrektora szkoły. Powiadomiłam go o sytuacji, która nas spotkała. Dostałam jeden dzień wolnego na załatwienie wszystkich spraw związanych z pogrzebem
Następnego dnia wstałam wcześniej. Kamila nie było obok mnie. Zeszłam więc na dół. Był w kuchni. Pił kawę
- Musimy powiedzieć dzieciom - powiedziałam do Kamila
- Tak, tak...
- Dzwoniłam do dyrektora. Dostałam dzisiaj dzień wolnego. Pojadę więc z tobą i tatą, aby pozałatwiać wszystkie sprawy pogrzebowe.
- Muszę zadzwonić do rodziny. Tata pewnie tego nie zrobi.
Otworzyłam więc lodówkę. Wyjęłam z niej jajka i przygotowałam jajecznicę
- Ja nie będę jadł - oznajmił mi Kamil, gdy wbijałam jajka.
- Nie możesz nie jeść. Musisz jeść.
- Kasia...
- Nie możesz się załamywać. Wiem, że to ciężka dla ciebie sytuacja. Dla mnie też. W końcu była twoją mamą, a moją teściową i babcią dla naszych dzieci. Była również w jakiś sposób mi bliska, ale nie możemy się załamywać. Ni możemy nie wychodzić z domów. Musimy się podnieść.
Podeszłam do Kamila i położyłam rękę na jego barku
- Przejdziemy przez to razem. Nie martw się. Ja zawsze byłam, jestem i będę przy tobie.
Przygotowałam jajecznicę i wyłożyłam ją na talerze. Następnie poszłam na górę, aby zejść z dzieciakami na śniadanie. Wiktoria była strasznie zaspana.
Zjedliśmy śniadanie w ponurej atmosferze. Gdy wszyscy zjedli, Piotruś chciał już pójść na górę, aby ubierać się do szkoły, lecz ja powiedziałam:
- Zostań Piotruś
- A ja? - spytała Wiktoria
- Ty też zostań - powiedziałam do naszej córeczki
Usiadłam ponownie przy stole
- Musimy wam coś powiedzieć - zaczęłam
- Co? - przerwała mi od razu Wiktoria
- Babcia Krysia.... nie żyje. - powiedziałam  - Babci Krysi już nie ma
- Jak to nie ma? - spytała Wiktoria
- Nie ma jej.... Niedługo pójdzie do nieba.
- A kiedy pójdzie do nieba?
- Niedługo...
- A nie będzie jej tam smutno? - zapytał Piotruś
- Nie będzie jej smutno.

Piotruś wstał bez słowa i poszedł na górę
- Mamo! - krzyknął, gdy był na schodach - Ja się muszę do szkoły ubrać!
Poszłam więc za nim na górę. Przebrałam go z piżamki w ubrania. Następnie zeszłam na dół, zrobiłam mu kanapkę do szkoły i zrobiłam picie, które wsadziłam do jego małego plecaczka. Zawiozłam go do szkoły.
Wróciłam do domu, a następnie pojechałam z Kamilem, aby pozałatwiać wszystkie sprawy związane z pogrzebem i ogólnie śmiercią Krystyny.
Zajęło nam to całe przedpołudnie. Następnie pojechaliśmy do Zębu. Bronisław podarował nam ulubiony naszyjnik Krystyny, abyśmy zawieźli go do zakładu pogrzebowego. Bronisław chciał, aby Krystyna była w nim pochowana.
Pojechaliśmy więc i zawieźliśmy naszyjnik. W drodze powrotnej odebraliśmy Piotrusia ze szkoły i pojechaliśmy do Zębu.
Każdy był pogrążony w głębokiej żałobie. Jednak Annie to było na rękę. Zawsze kłóciła się ze swoją matką. Bronisław jakoś też bardzo nie płakał. Poszedł do kuchni, gdzie zrobił nam herbatę.
Gdy siedzieliśmy tak w salonie do domu wbiegła Natalia wraz z Michałem. Była wstrząsnięta.
- Tato... Bracie - powiedziała, rzucając się na szyję najpierw Bronisławowi a potem Kamilowi. - Jak to się stało? - spytała zrozpaczona.
Kamil opowiedział jej wszystko. Bronisław milczał.
- Wczoraj w nocy nie mieliśmy jak przyjechać - powiedziała
- Nic się nie stało - odpowiedział jej Bronisław, który poszedł do kuchni i tam w milczeniu spędził kilka kolejnych minut. Wrócił dopiero po chwili.
My zaś po godzinie wróciliśmy do domu.



W środę przyszedł czas na pogrzeb. Miał odbyć się o godzinie 14.00. Nie zawoziłam więc Piotrusia do szkoły.
Rano zjedliśmy śniadanie i całe przedpołudnie spędziliśmy w milczeniu.
Około południa zaczęliśmy się szykować na pogrzeb.
Kamil założył czarny garnitur i czarną koszulę. Piotrusiowi założyłam granatową koszulę. Wiktorii założyłam granatowe spodnie i bluzkę.
Ja zaś założyłam czarny kombinezon.




O 13.00 wyjechaliśmy z domu. Pojechaliśmy prosto do kościoła. Ciało Krystyny spoczywało w kaplicy. Stanęliśmy przed trumną. Obok czekały już jakieś starsze kobiety, które śpiewały pieśni pogrzebowe. Ja również przyłączyłam się do nich. Kamil stanął obok trumny z ciałem Krystyny. Złapał ją za rękę i pogłaskał po głowie.
Po chwili do kaplicy wszedł Bronisław. Podszedł do niej i tak jak Kamil, złapał ją za rękę.
Zaraz po nim do kaplicy weszła Anna z Alexem i dzieciakami, a później Natalia z Michałem.
Przed 13.00 pojawił się ksiądz, który wykonał kilka modlitw i obrzędów, a następnie wyszliśmy z kaplicy i udaliśmy się do kościoła.
Wśród zgromadzonych w kościele ludzi zauważyłam kuzynów Kamila, jego ciotki i wujków.
Była również moja mama wraz z Julką, a także Maciek Kot z Agnieszką, Piotrek z Justyną, Stefek z Marceliną, Jakub z Karoliną, Krzysiek Miętus z Magdą, Olek z Magdą, trener Maciek z naszego klubu wraz ze swoją narzeczoną.

Usiedliśmy w pierwszej ławce na przeciwko trumny. To było ogromnie straszne przeżycie. Kamil był wpatrzony w trumnę jak w obrazek. Był  w swego rodzaju transie, z którego nie mogłam go wyrwać.
W pewnym momencie odwróciłam się za siebie w kościele i.... zobaczyłam dwóch fotoreporterów. Zdenerwowało mnie to. Wiem, że to ich praca, ale nie byli w stanie uszanować, że to szczególny dzień dla całej naszej rodziny.


Zaczęła się msza pogrzebowa.  W naszych uszach rozbrzmiewał marsz żałobny Fryderyka Chopina.
Przyszedł czas na kazanie.
- Drodzy Bracia i Siostry! Dzisiaj żegnamy wspólnie razem naszą siostrę - Krystynę. Krystyna Stoch przyszła na świat 1 kwietnia 1972 r. Od początku nie miała łatwego życia. Jako mała dziewczynka musiała zmagać się z problemami dorosłego już życia. Została odrzucona przez własnych rodziców. Trafiła do domu dziecka. W wieku 4 lat została adoptowana. Przyjęła nazwisko nowych rodziców.Jako ta  mała dziewczynka musiała stawić czoło wszystkim problemom, które mogły przytłoczyć tak małą istotę. Będąc w rodzinie zastępczej nie miała łatwo. Musiała zmagać się z odrzuceniem i niechęcią do własnej osoby. Jednak wiedziała od samego początku, że ona nigdy nie da po sobie poznać, że ją to boli. Żyła jednak w tym środowisku... do pewnego momentu. Do momentu, aż poznała obecnego męża. Wzięła ślub, założyła rodzinę i wszystko mogłoby wydawać się kolorowe, że ułożyła sobie życie... Ale jednak tak nie było. Wiem, bo często rozmawiałem ze świętej pamięci Krystyną. Opowiadała mi, jak ciężkie jest życie, kiedy ciągle ktoś się kłóci. Sama była prowodyrką tych kłótni. Opowiadała mi, że z własnej bezradności specjalnie wywoływała kłótnie czy to z dziećmi czy z mężem. To było dla niej ukojeniem bólu.  Jednak wszystko się zmieniło, kiedy poznała swoją przyszłą synową. Mówiła mi, że nigdy nie pokazywała jej tego, jak bardzo ją lubiła i darzyła przedziwnym uczuciem, jakby to była jej własna córka. Jednak pokochanie kogoś zupełnie obcego, który pojawia się w twoim domu, nie wiedząc o tym nic... Jest ciężkie. Nasza siostra Krystyna przez to właśnie przechodziła, gdy została zaadoptowana.  Drodzy bracia i siostry... Dzisiaj żegnamy naszą siostrę Krystynę, która osiągnie życie wieczne, gdzie Chrystus przyjmie ją do swojego Królestwa. Pamiętajcie jednak o mocy rodziny. O mocy, która przezwycięża wszystkie trudności. I nie bójcie wyjawiać uczuć. Nie bójcie się tego... AMEN.


Skończyła się msza pogrzebowa. Miała odbyć się część na cmentarzu. Tam pochowaliśmy Krystynę w grobie.
Gdy wychodziliśmy z cmentarza, Bronisław zaprosił nas na kawę. Pojechaliśmy zatem do domu w Zębie. Był tam obecny Bronisław, jak Kamil, nasze dzieci, Natalia, Michał, Anna, Alex i ich dzieciaki.
Bronisław zrobił nam herbatę. Usiedliśmy w salonie.
- Wiem, że nie powinienem tego mówić, ale...- zaczął Bronisław - Nawet nie wiem od czego mam zacząć.
- Od początku - odezwał się Kamil
Bronisław poszedł po coś do pokoju. Wrócił z białą teczką, którą wręczył Kamilowi
- Zobacz sobie sam.
Kamil otworzył tajemniczą teczkę. Było tam mnóstwo papierów. Kamil wyjął każdy  z nich i zaczął czytać pod nosem. Każdą kartkę czytał z coraz większym zakłopotaniem i zdenerwowaniem.
- Co to jest? - spytałam
Nie uzyskałam jednak odpowiedzi.
- Chcesz mi powiedzieć - zwrócił się do swojego ojca  - że moja matka chciała mnie oddać do domu dziecka?!
- Chciała, ale ja się na to nie zgodziłem. Za moimi plecami wypełniała te dokumenty, ale ją powstrzymałem.
- Teraz mi to mówisz? - oburzył się Kamil
- A kiedy ci miałem to powiedzieć?!
- Od samego początku! Ja, mając niespełna 29 lat dowiaduję się, że moja matka chciała oddać mnie do domu dziecka. Świetnie!
Kamil wstał z oburzeniem z krzesła.
- Idziemy! - powiedział Kamil
Wzięłam więc dzieciaki za rękę i wyszliśmy z domu. Pojechaliśmy do Zakopanego.





----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                  kiki2000

Komentarze