Numer 223 - Dzień Mamy, szpital

Następnego dnia, z samego rana zostałam obudzona przez moje kochane dzieci. Dostałam od nich wspólną laurkę z okazji "Dnia Mamy" Wycałowałam więc moje ukochane dzieci.
Zeszłam z nimi na dół na śniadanie. Kamil czekał już na nas z przygotowanymi grzankami.
- Złożyliście życzenia? - spytał Piotrusia i Wiktorii
- Tak - odpowiedzieli
- To dobrze - powiedział, po czym usiedliśmy do stołu.
- Pamiętasz , mamo, że dzisiaj mam występ w szkole - powiedział Piotruś
- Pamiętam, pamiętam - odpowiedziałam - 0 11:00
- Akurat zdążę z treningu i zostanę z Karolkiem.
- Tak, tak. Potem wrócę tutaj z dziećmi. - powiedziałam - Twój tata przyjedzie i się nimi zajmie, a my pojedziemy do szpitala z czekiem.
- Mam nadzieję, że obejdzie się bez mediów - powiedział Kamil
- Zrobimy sobie wspólne zdjęcie. Muszę to udokumentować. Wiesz, jacy są hejterzy. Pomyślą, że zrobiłam zbiórkę, zebrałam prawie 2 miliony i wzięłam te pieniądze dla siebie
- Ja jeszcze muszę podziękować fanom za życzenia - powiedział Kamil - Muszę jakieś zdjęcie wstawić
- To coś wybierzesz

Po zjedzonym śniadaniu, Kamil pozmywał naczynia, a ja poszłam do Karolka. Zajęłam się nim przez godzinkę, po czym położyłam go do łóżeczka, gdzie sobie spokojnie spał.
Następnie zeszłam na dół, do salonu. Kamil siedział z telefonem i przeszukiwał zdjęcia w galerii. Zaproponowałam mu, aby wybrał to zdjęcie, na którym jest na łóżku wraz z Karolkiem Piotrusiem i Wiktorią, a na jego nogach znajduje się album, który dostał na prezent.
- Również nad tym myślałem. - powiedział do mnie
Wstawił zatem to zdjęcie
"Dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe. 30-stka! Zmiana kodu na trzy z przodu! Minęła już trzydziestka, mam troje dzieci,  żonę poznałem TRZYnastego stycznia, oświadczając jej się dokładnie dwa lata później...za mną już 3 igrzyska, z jednych przywiozłem 3 złote medale, Oj... ta trójka jest dla mnie bardzo szczęśliwa. Mam nadzieję, że nie wyglądam już tak staro. PS. Córka mówi, że nie, czyli chyba prawda 😂😂 #dziękujęzażyczenia #trzydzieścilatminęło #jakjedendzień "

Kamil pojechał zatem na trening. Ja korzystając z chwili, że Karolek śpi zrobiłam pranie i umyłam okna w salonie. Nie miałam jednak czasu na dalsze sprzątanie, ponieważ Karolek się obudził i domagał się jeść. Gdy go nakarmiłam, zaczęłam się szykować do szkoły. Piotrusiowi założyłam białą koszulę, granatowe spodnie i czerwoną muszkę. Ja postawiłam na zwiewną sukienkę.

Wiktorii zaś założyłam czerwone jeansy i białą bluzkę. W tym momencie Kamil wrócił z treningu. Minęliśmy się zatem w drzwiach.
- Kochanie - powiedziałam do Kamila - Karolek śpi, mleko jest w lodówce, pieluszki są w szafce. Poradzisz sobie, półtorej godzinki i będziemy z powrotem
- Ok
Pojechałam zatem z dziećmi do szkoły. Piotruś poszedł do swojej klasy i jeszcze ze swoją panią wychowawczynią ćwiczył piosenki. Ja zaś z Wiktorią usiadłam bodajże w czwartej ławce. Czekałam na występ.
Było już kilko mam, ale dopiero po kilku minutach zebrało się ich więcej.
O równej 11:00 wszystkie dzieci do klasy 0 do klasy 3 wyszły na środek. Wszystko rozpoczęło się od zaśpiewania piosenki, przeplatane wierszykami i kolejnymi piosenkami. Na koniec dzieci ukłoniły się i zaśpiewały wszystkim mamom przepiękne "Sto lat". Następnie każde z dzieci podeszło do swojej mamy. Piotruś przyszedł i przytulił mnie.
- Zapraszamy teraz wszystkie mamy do klas! -powiedziała jedna z wychowawczyń
Poszłam wraz z Wiktorią i Piotrusiem do sali Piotrusia. Tam był przygotowany poczęstunek, a także dzieciaki podarowały nam własnoręcznie wykonane laurki
- Proszę - powiedziała wychowawczyni - Niech panie się częstują. Proszę!
- My jednak nie zostaniemy - powiedziałam do wychowawczyni - Mały został z Kamilem, zaraz muszę go nakarmić, a za godzinę jadę dalej
- Bardzo nam przykro
Wzięłam więc dzieci za rękę
- Smacznego państwu! Do widzenia!
- Do widzenia! - odpowiedziały mi mamy
Piotruś pożegnał się z kolegami i z koleżankami z pracy , mówiąc "cześć".
Wróciliśmy zatem do domu. Piotruś przebrał się w wygodne spodnie i  koszulkę. Ja zaś nakarmiłam Karolka.
Przebrałam się także z sukienki.
Założyłam spodnie i bluzkę.

Bronisław przyjechał, aby zająć się dziećmi. My zaś pojechaliśmy do szpitala z czekiem, zawożąc przy okazji Piotrusia na trening do klubu.
Weszliśmy do szpitala i swoje pierwsze kroki wraz z czekiem skierowaliśmy do gabinetu dyrektora. Tam oprócz dyrektora było jeszcze dwóch lekarzy z onkologii dziecięcej i rzecznik prasowy szpitala, która zrobiła nam kilka zdjęć, kiedy oficjalnie wręczaliśmy czek. Następnie opuściła pokój.
- Nawet państwo nie wiecie, jak się cieszymy - powiedział do nas wzruszony wręcz dyrektor
- To przede wszystkim zasługa mojej żony - powiedział Kamil
- Właśnie moja żona - powiedział dyrektor - Powiedziała mi o tej aukcji, ale wiecie.. Machnąłem ręką. Wtedy wróciłem roztrzęsiony. Straszny wypadek był tego dnia. 7 dzieci rannych, 5 zabitych w wypadku. Potem dopiero wziąłem to na poważnie. Jednak nie spodziewałem się tak dużej sumy. Tak skrycie myślałem, że będzie około 400 tysięcy, maksymalnie 500 bo to jednak 9 sukien.
- Nas jednak będzie cieszył uśmiech na twarzy tych dzieci, kiedy będą zdrowe. - odezwałam się
 - Dowiedziałem się 2 dni , ile wynosi suma i mamy w planach zakupić specjalistyczny sprzęt, który pomoże nam w leczeniu choroby nowotworowej. To koszt około 1,5 miliona złotych. Pozostałe pieniądze przekażemy na operacje dla najbardziej potrzebujących
- Mamy nadzieję, że sprzęt okaże się pomocny - powiedziałam
- Pomoże on nam w tym średnim stadium, a takich przypadków mamy ponad 60%, więc jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to są państwo naszymi zbawicielami
- Proszę tak nie mówić - speszyłam się
- Wiecie państwo.. Czasami patrzę na twarze tych dzieci. Część z nich jest już zdrowa, mijam ich na ulicach, jak idę do pracy, ale wiecie państwo.... Ciężko jest przebywać z takimi dziećmi... Przejdę się po oddziale, potem pójdę na kolejny, gdzie na przykład nie mają nóg ani rąk, są bez jakiejś kończymy, mają różne choroby, wady wrodzone... Ciężko się wraca do domu. Jednak teraz, wiedząc, że mamy taki sprzęt możemy uratować kilkaset dzieci rocznie - powiedział
- Miejmy nadzieję, że rak przejdzie do historii - powiedział Kamil
- Miejmy nadzieje, chociaż jest już tyle specjalistycznych klinik, badań, że jest to możliwe. Chorych już mamy mniej, bo wyzdrowieją i wracają do swoich domów, rodzin, albo je zakładają... Ostatnio przyszedł do mnie młody mężczyzna z bodajże 7-letnim synem. Nie wiedziałem o co chodzi, a on zwrócił się do syna: "Patrz, dzięki temu panu, żyję i mam ciebie, mamę i twoją ukochaną siostrzyczkę" Myślałem, że się popłaczę


Porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, po czym opuściliśmy szpital. W drodze do domu wstawiłam jedno ze zdjęć na instagrama z objaśnieniem, ile zebraliśmy i co będzie za te pieniądze kupione. Podziękowałam wszystkim, którzy wzięli udział w aukcji i zachęcałam ich, aby oni też pomagali.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                    kiki2000

Komentarze