Numer 300 - Tylko nie to...

Był początek lipca. Piękny, słoneczny dzień. Jak co dzień zrobiłam rodzinne śniadanie. Obudziłam dzieci, które zaspane zeszły na dół. Zrobiłam Kamilowi kawę w ulubionym kubku i położyłam na stole. Po chwili do kuchni wszedł mój mąż. Powitał mnie pocałunkiem w policzek i wraz z dziećmi usiadł przy stole. Przygotowałam omleta, którego tak Kamil uwielbiał. Była środa, a już w niedzielę po południu miał wyjechać na zgrupowanie do Hinterzarten na dwa tygodnie. Zjedliśmy zatem śniadanie, Kamil pożegnał się z nami wszystkimi. Miał jechać na trening. Ja zaś dokończyłam z dziećmi śniadanie i pozmywałam naczynia. Piotruś i Wiktoria poszli sami na górę do swoich pokoi, aby przebrać się ze swoim piżam w normalne ciuchy. Ja ubrałam Karolka i Izabelkę w krótkie spodenki i bluzeczki, a sama założyłam białą koszulkę i pomarańczowe krótkie spodenki..
Piotruś wraz z Wiktorią poszli do sąsiadki, aby pobawić się z jej dziećmi. Zaprowadziłam więc ich, a ja w tym czasie zajęłam się sprzątaniem w domu. Poszłam do sypialni i posadziłam na łóżku Karolka i Izabelkę. Wyciągnęłam z szafy wszystkie moje ubrania i zaczęłam je przeglądać. Wszystkie za małe już na mnie ubrania spakowałam w czarne worki i położyłam przy drzwiach. Było tam też kilka moich długich sukni. Postanowiłam znowu wystawić je na aukcję. Chciałam ponownie pieniądze z ich  sprzedaży przekazać na onkologię dziecięcą. Zrobiłam więc zdjęcia sukien i wstawiłam je na aukcję wraz ze zdjęciami, kiedy to ja miałam je na sobie. Poinformowałam o aukcji na swoim profilu na facebooku i instagramie, podając link do aukcji, która miała trwać do końca sierpnia.
Gdy zrobiłam porządek ze swoimi ubrania, poszłam do pokoju Piotrusia, a następnie Wiktorii, Karolka i Izabelki. W ich szafach również zrobiłam porządek. Niektóre niezniszczone rzeczy do Piotrusiu i Wiktorce zostawiłam, ponieważ mogły mi się przydać, a dokładnie dla Karolka czy Izabelki.  Jednak te wszystkie zniszczone, bądź brudne postanowiłam schować w worki i wyrzucić na śmieci. Ubrania za małe na Karolka i Izabelkę schowałam w worki. Postanowiłam zanieść je do domu dziecka. Dyrektorka i opiekunki z chęcią przyjmują takie rzeczy dla ich podopiecznych. Moje za małe już na mnie rzeczy postanowiłam oddać do domu samotnej matki, który znajdował się na drugim końcu miasta.
Gdy skończyłam już porządek z ubraniami, wzięłam worki i schowałam do pustego pokoju na górze. Chciałam się tym zająć trochę później, teraz nie miałam czasu. Uśpiłam Izabelkę i wyszłam z Karolkiem na zewnątrz. Bawił się na podwórku piłką, a ja siedziałam w "kuli" na tarasie i czytałam książkę. Już nawet nie pamiętałam, kiedy ostatnio wzięłam jakąś książkę do ręki, aby ją przeczytać, no chyba, że był to podręcznik do historii :). Chociaż książka była naprawdę stara, jak to mówią, ale bardzo się w nią wciągnęłam. Może kojarzycie Nicholas Sparks i jego przecudowne książki? Ja zakochałam się w książce "Bezpieczna Przystań". Nie mogłam się od niej oderwać. Jednak z tego "transu" obudził mnie dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Była to Agnieszka z małym Maciusiem. Zaprosiłam ją do środka i zaprosiłam na taras.
- Gdzie masz Izabelkę? - spytała
- Śpi. Uśpiłam ją, bo coś marudna była...
- Może coś ją boli?
- Nie płakała o dziwo, więc nie  wiem - odpowiedziałam
Poszłam do kuchni i przyniosłam nam po herbacie.
- Jaka dobra.. - powiedziała Agnieszka po jednym skosztowanym łyku - Gdzie ją kupiłaś?
- W galerii jest nowo otwarta herbaciarnia i była promocja na właśnie owoce herbaty, że jak się kupi dwie, to trzecia jest za 1 grosz i tak wzięłam na spróbowanie i powiem ci, że nawet nam smakuje.
- Właśnie to sama miałam powiedzieć, taka dobra. Muszę się wybrać i kupić. Może Maćkowi też zasmakuje - uśmiechnęła się
- Jak Kamil się do niej przekonał, to naprawdę jest święto - zaśmiałam się
Agnieszka spojrzała na książkę.
- A co to? - wzięła ją do ręki
- Kiedyś kupiłam, bo była w promocji , jak zamawiałam książeczki do czytania dla Karolka i Wiktorii i tak dodałam do koszyka i powiem ci, że naprawdę fajne. Jak skończę, to mogę ci dać.
- Kiedy ja książkę czytałam - mówiła, czytając opis z tyłu
- Ja też... - westchnęłam
- Ale opis z tyłu wydaje się naprawdę fajny.
- Właśnie wiem i to mnie zaintrygowało.
Agnieszka spojrzała na okładkę.
- Ale przystojniak..
- Ale stoi  bokiem.
- Ale to już widać, że jest przystojny.
- Masz przecież męża - zaczęłam się śmiać
- Oj tam, oj tam.. Pomarzyć zawsze sobie można. - roześmiałam ją
- Marzyć zawsze można - powtórzyłam w lekko zmienionej wersji słowa Agnieszki
- A wczoraj cię w ogóle nie widziałam, co robiłaś?
- Pojechałam do klubu - powiedziałam - Zabrałam dziećmi i wraz z nimi ćwiczyliśmy na sali gimnastycznej
- To fajnie, ale w ogóle cię nie widziałam, co robiłaś potem?
- Wróciliśmy koło 13:00 do domu, zrobiłam obiad i akurat przyjechał Kamil i siedzieliśmy w domu, Marta przyprowadziła Majkę i Kamilka do nas, bo Igorek był z jej mamą na zakupach, a starsze nie chciały jechać.
- To chociaż fajnie macie, bo dzieci się wybawią, mają blisko siebie kolegów, koleżanki.
- Tak... Ja do koleżanek trochę miałam. Trzy domy dalej była - zaśmiałam się
- To ja w swoim bloku nie miałam w ogóle, dopiero w tym na przeciwko - zaczęła się śmiać Agnieszka
W tym momencie zadzwonił do mnie telefon. Był to Kamil
- Halo, kochanie - odebrałam
- Halo, Kasiu. Samochód nie chce mi odpalić. Chyba się popsuł.
- Ale jak to się popsuł?
- No nie wiem. Nie chce odpalić .
- A nie możesz zabrać się z Maćkiem?
- Ale Maciek już pojechał.
- To gdzie ty jesteś?
- Pod sklepem. Miałem taką ochotę na takie dobre cukierki, co kiedyś ostatnio kupiłaś no i pojechałem.
- I pod tym sklepem jesteś?
- Tak, pod tym.
- Dobra, to ja jadę.
Rozłączyłam się. Wytłumaczyłam Agnieszce, co się stało i poprosiłam ją, aby została z dziećmi. Zgodziła się. Poszłam do garażu, wsiadłam w mój samochód. Przekręciłam kluczyk i nic... Mój również nie mógł odpalić. Był jeszcze drugi samochód Kamila, jednak kluczyki do niego zawsze miał przy sobie, do jednego breloczka miał dwoje kluczyków.
- No nie... - zdenerwowałam się
Zadzwoniłam do Kamila, aby mu powiedzieć, że mój samochód też nie chce odpalić.
- Dobra, to nie denerwuj się. Zadzwonię do taty i po mnie przyjedzie, ok?
- Ok, czekam
Wróciłam do domu
- I co? - spytała Agnieszka - Już nie jedziesz?
- Nie, mój też nie chce odpalić.
- A ten drugi samochód Kamila?
- Kluczyki ma przy sobie.
- To jak on wróci?
- Mówił, że zadzwoni po tatę.
Poszłam wraz z Agnieszką i dziećmi do kuchni. Zaczęłam gotować ziemniaki i miałam robić sos. Sięgnęłam do półki i ..
- Nie mam sosu w torebce - powiedziałam
- Jak to?
- No nie mam. Myślałam, że jeszcze jest, kupowałam tydzień temu.. No nie..
- Ja nie mam - powiedziała Agnieszka - Może Marta ma?
Poszłam po telefon i zadzwoniłam do sąsiadki. Wszystko już prawie miałam, prócz tego sosu i musiałam go zrobić, bo nie chciałam marnować produktów. Niestety, ale Marta nie miała sosu.
- To pojadę do sklepu - powiedziałam
- Ale twój samochód.
- Spokojnie, mam rower. Zostaniesz z dziećmi? Skoczę do tego na rogu - powiedziałam - Nie chce mi się dalej jechać
- Ok.
Wyszłam z domu i poszłam do garażu po mój rower. Akurat pod dom podjechał Maciek
- Agnieszka jest u mnie, pilnuje dzieci, zaraz wrócę.
- Dobra, nie śpieszy się -  powiedział Maciek - Wejdę tylko po klucze
- Ok
Sprawdziłam jeszcze, czy mam w torebce telefon i portfel, po czym wsiadłam na rower i pojechałam do sklepu. Zaparkowałam rower, kupiłam już na zaś 3 torebki sosu . Wsiadłam ponownie na rower i miałam wrócić do domu. Z oddali widziałam samochód Bronisława. Czyli Kamil również wracał do domu. Zbliżało się skrzyżowanie. Ja miałam jechać prosto, miałam akurat drogę z pierwszeństwem. Miałam jeszcze daleko aby przez nie przejechać. Po prawej stronie jechał Bronisław z Kamilem. Byli już przy samym skrzyżowaniu i mieli skręcać w naszą ulicę, gdy z mojej lewej strony z zawrotną prędkością jechał granatowy samochód, który również skręcał. Bronisław skręcał pierwszy i gdy już prawie wjechał w naszą ulicę, granatowy samochód z prędkością światła uderzył w ich tył tak, że przekoziołkował i wylądował na dachu, cały rozbity i do tego w rowie. Podjechałam szybko rowerem, jak tylko mogłam. Ani Bronisław, ani Kamil nie wychodzi z samochodu.
- Co jest z nimi? - pytałam w duchu
Rzuciłam rower na drodze i podbiegłam do męża i teścia. Kamil łapał się za głowę, a Bronisław? A Bronisław leżał nieprzytomny z twarzą na kierownicy. Otworzyłam szybko drzwi.
- Kamil, Kamil.. - mówiłam, kładąc ręce na jego twarzy
- Nic mi nie jest kochanie - położył swoją rękę na moim lewym policzku
Kamil odpiął pas i spojrzał się na ojca. Przyłożył dwa palce do sprawdzenia pulsu. Żył.
- Ja pójdę do tamtego samochodu. - powiedziałam
Podbiegłam do granatowego samochodu.  Cały przód był zmasakrowany. Nie mogłam się dostać do niego w ogóle. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po odpowiednie służby. W tym czasie Kamil wyciągnął z samochodu swojego ojca i położył go na jezdni. Bagażnik samochodu Bronisława  był również cały zmasakrowany. Kamil przystąpił do resuscytacji, bo nagle Bronisław przestał oddychać. Wokół zbiegło się nagle strasznie dużo ludzi, którzy wręcz nas otoczyli. Po 2 minutach przyjechała straż pożarna, która zajęła się granatowym samochodem, a zaraz za nią 3 karetki pogotowia, ratownicy z jednej z nich podeszli do Bronisława.
- Wrócił - powiedzieli , po czym wsadzili Bronisława na nosze i do karetki.
Pojechali z nim do szpitala. Druga karetka wzięła do siebie Kamila, jednak jemu nic nie było. Zalecili jednak, aby również zgłosił się do szpitala, ponieważ jakiś uraz głowy mógł dać o sobie znać później niż po wypadku. Kamil powiedział, że się zgłosi, chociaż w nic się nie uderzył podczas wypadku. Spoglądałam jednak na ten granatowy samochód... Poszłam trochę w bok i spojrzałam z tyłu na markę i numery rejestracyjne... Granatowa mazda.... Numery się zgadzają..
- Czy to nie samochód Bartka? - spytał nagle Kamil
Ja dopiero po chwili milczenia odpowiedziałam mężowi
- Tak... To jego samochód... - powtórzyłam jeszcze raz - To jego samochód!
I dopiero wtedy dotarło do mnie, kto mógłby być w tym samochodzie. Podbiegłam bliżej. Strażacy wyciągnęli samochód.
- Mamy! - kiwnął jeden z nich
Podbiegłam bliżej, aby zobaczyć połowiczne szczątki samochodu . Nie wiedziałam jednak, kogo oni tutaj mają.
- Proszę się odsunąć - powiedział do mnie strażak
- Ale to samochód mojego szwagra !
- Proszę się odsunąć.
W tym momencie zadzwoniła do mnie Kornelia.
Spojrzałam na wyświetlacz ekranu i na szczątki samochodu
- Halo - odebrałam telefon lekko zapłakana
- Hej siostra, ten mój Bartek jest już u was?
- A co?
- Pojechał w waszą stronę , bo miał zobaczyć jakieś mieszkanie, które chcieliśmy wynająć i przy okazji miał do was zajrzeć, poprosiłam go o to. Miał coś przekazać Piotrusiowi.
- Kornelia... Nie wiem, jak ci mam to powiedzieć, ale.... Bartek miał wypadek.....
Cisza z drugiej strony telefonu, ja również nie odezwałam się ani słowem, dopiero po minucie ciszy wyjaśniłam wszystko zapłakanej mojej siostrze i gdy ją uspokajałam, że wszystko będzie dobrze, strażacy wynieśli z wraku samochodu ciało mężczyzny. Nawet nie byłam w stanie z daleko zobaczyć, czy to naprawdę Bartek.
- Nie żyje - powiedział jeden ze strażaków - Nie miał szans
Popłakałam się do słuchawki telefonu.... Kornelia się rozłączyła z ogromną histerią.
Ciało Bartosza zostało nakryte czarnym workiem, a ja wybuchnęłam płaczem i wtuliłam się w Kamila. Podszedł do nas jeden z policjantów. Kamil opowiedział mu wszystko, jak to było, jednak nie miałam już siły patrząc na zwłoki mojego szwagra, które były strasznie poturbowane. Stanęłam z boku przy swoim rowerze i patrzyłam, jak go zabierają i gdzieś zawożą. Wróciliśmy z Kamilem do domu i poprosiliśmy Maćka, aby pożyczył nam samochód. Chcieliśmy pojechać do szpitala do Bronisława. Ja zaś poprosiłam Agnieszkę, aby została jeszcze przez chwilę z dziećmi. Zgodziła się. Wsiedliśmy zatem w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Bronisław już przytomny leżał na zwykłej sali w szpitalu. Miał zabandażowaną głowę.
- Nic mi nie jest - powiedział - Jednak chcą zrobić jeszcze tomograf, aby się upewnić
Kamil złapał go za rękę
- Na szczęście tobie nic się nie stało. - powiedział do swojego ojca
- A co z tym drugim samochodem? - spytał
Czułam, jak moje serce rozwala się na kawałki. Kamil opowiedział wszystko Bronisławowi.
- To ten Bartek? - spytał z niedowierzaniem
- Tak, ten - odpowiedziałam

Wyszłam z sali i zadzwoniłam do mamy, aby ją o wszystkim poinformować. Obie płakałyśmy przez telefon. Następnie wróciłam wraz z Kamilem do domu. Akurat Piotruś i Wiktoria wrócili już od sąsiadki. Powiedziałam im o tym, że wujek Bartek nie żyje. Byli jeszcze młodzi, aby cokolwiek rozumieć, jednak byli smutni, że już więcej nie zobaczą wujka. Powiedziałam Kamilowi, że muszę jechać do mojej siostry i wspierać ją w tym trudnym dla niej czasie. Kamil to rozumiał i stwierdził, że nie ma sensu, abyśmy jechali razem. Dzieci nie powinny oglądać tej rozpaczy. Postanowił zostać z nimi w domu. Ucałowałam więc go, pożegnałam się z dziećmi. Wzięłam kluczyki od drugiego samochodu Kamila i pojechałam do Krakowa. Kamil napisał mi SMS-a, że był w garażu i mój samochód odpalił bez problemu. Może to był jakiś znak, że wtedy nie chciał odpalić? Może tak właśnie miało być, że trochę to zeszło, zanim Bronisław poszedł do po samochód i pojechał pod Kamila? To wszystko w rękach Boga, a nam nic do tego. Około 17:00 byłam w Krakowie. Weszłam do mieszkania Kornelii  i gdy tylko ją zobaczyłam, przytuliłam się  do niej, a ona natychmiast zaczęła płakać. W jej mieszkaniu była już moja mama z Julką oraz Michał.
- Nie płacz, kochana - powiedziałam - Nie płacz
Weszłyśmy do salonu. Kornelia pobiegła jednak do łazienki
- Piotrek zaraz będzie - powiedział Michał
- A Natalia?
- Została w mieszkaniu z Antosiem
- To tak jak Kamil z dziećmi. Nie było sensu ich tutaj przywozić. Nie w tym momencie
Usłyszałam jak w pokoju obok  któreś z dzieci płacze. Poszłam sprawdzić. Był to mały Tomaszek. Wzięłam go na ręce i uśpiłam w łóżeczku.
- A Szymonek? - spytała moja mama
- Śpi także

Wszyscy nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało. Opowiedziałam wszystkim, jak to wyglądało z naszej perspektywy i była to oczywista wina Bartka w tym wypadku, ale jednak..
- A może gdyby ten mój samochód odpalił? - spytałam - A może gdyby Bronisław wyjechał chociażby 10 sekund później?
- Teraz już nie ma co gdybać. Tak miało być i koniec... Kornelia jest jeszcze młoda. Ma 29 lat.... I to mnie najbardziej martwi.
- Już została wdową - szepnęłam do siebie
W tej chwili z łazienki wyszła Kornelia. Usiadła obok mnie na kanapie i zaczęła znów płakać i histeryzować. Przytuliłam ją ponownie z całej siły.
- Już go przywieziono - powiedziałam - Będzie miał jutro sekcję zwłok .... Dość szybko  - i ponownie histerycznie płakała.
Po jej drugiej stronie usiadła moja mama i Michał. Wszyscy ją wspieraliśmy, Julka poszła do pokoju chłopców. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to Piotrek. Przywitałam się z nim i zaprosiłam do salonu. Wszyscy wspieraliśmy Kornelię, a po chwili dołączyła się do nas Julka i razem byliśmy z Kornelią w tej tragicznej chwili
- Co by się nie działo... Masz nas.. Wspaniałych Witkowskich  -powiedziała moja mama -  A ja jestem z was dumna, że tak pięknie wychowałam całą moją piątkę na wspaniałych ludzi - po czym nas przytuliła




----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Dziękuję Wam, że byliście ze mną przez te 300 opowiadań. Życzę Wam wytrwałości przy kolejnych opowiadaniach, a sobie życzę kolejnych 300! Dziękuję, dziękuję, dziękuję


                                                                    Wasza kiki2000


Komentarze