Numer 355 - Święta Bożego Narodzenia, chrzciny Aleksandra i Mateusza

Nadszedł czas świąt. To właśnie w Boże Narodzenie postanowiliśmy ochrzcić naszych synków. Aleksander i Mateusz rośli jak na drożdżach. Od momentu ich narodzin w ogóle nie byłam aktywna na żadnych mediach społecznościowych. Ostatnie zdjęcie jakie wstawiłam , to w dniu narodzin Olusia i Mateuszka. "Fani" lub po prostu różne gazety plotkarskie bardzo się interesują, dlaczego się nie udzielam w Internecie. Gdybym chciała się udzielać, to naprawdę nie mam na to w ogóle czasu... Piotruś i Wiktoria chodzą sami do szkoły, albo podjeżdżają sobie miejskimi autobusami. W domu zostaję sama z czwórką dzieci - Karolkiem i Izabelką, którzy są w stanie sami się jakoś zabawić oraz Oluś i Mateuszek, nad którymi muszą ciągle być i ciągle ich pilnować, nie spuszczając z oka ani na moment.

Przed chrztem musieliśmy dokonać wspólnego wyboru rodziców chrzestnych dla naszych synów. Przy Aleksandrze wybór nasz padł na Agnieszkę  i Maćka Kotów, którzy zgodzili się od razu.
Gorzej mieliśmy przy wyborze kolejnych rodziców chrzestnych. Nasz wybór padł jednak na Jakuba Wolnego oraz moją kuzynkę Jolę Bakalarską. Oni również się zgodzili zostać rodzicami chrzestnymi naszego najmłodszego synka.


Przyszła Wigilia, którą mieliśmy spędzić w kolejnym, powiększonym gronie. To nie tylko nasi bliźniacy, ale kolejny syn Michała i Natalii - Jasiu.
Do nas do domu na Wigilię miała przyjechać moja mama z Julką, babcia, Bronisław, a także Michał z Natalią i dwojgiem synów - Antosiem i Jankiem. Piotrek postanowił spędzić tegoroczną Wigilię u rodziny swojej żony, a Kornelia wraz z synami została sama w Krakowie. Chociaż wszyscy próbowaliśmy ją przekonać, że powinna przyjechać do nas, a nie siedzieć sama z dziećmi w pustym mieszkaniu, to jednak nie dało się jej namówić.

Mama z babcią i Julką przyjechały do Zakopanego w Wigilię z samego rana. Najpierw nacieszyły się widokiem Olusia i Mateuszka, a następnie zabrały się do pracy w kuchni. Chciały same przygotować całą wieczerzę wigilijną i chociaż chciałam im pomóc, za każdym razem zostałam przez nie "odpychana", bo one chciały się wszystkim zająć, a ja miałam pilnować dzieci i chociaż im mówiłam, że na przykład Olek i Mateuszek śpią, a Karolek z Izabelką bawią się pod okiem Kamila, to zawsze znajdowały dla mnie jakąś wymówkę, abym coś zrobiła.
Wraz z Kamilem i dziećmi ubraliśmy więc choinkę, a następnie Kamil wyszedł wraz z Piotrusiem, Wiktorią i Karolkiem na zewnątrz, aby ozdobić dom kolorowymi lampkami.
Już po 15:00 wszystko było gotowe na Wigilię. Usiedliśmy wszyscy w salonie i piliśmy herbatę.
Uwaga mojej mamy i babci była cały czas skupiona na naszych najmłodszych synów.
- Chyba zawsze będą się mylić... - uśmiechnęła się moja babcia - Który to Oluś, a który to Mateuszek?
W pomocy rozwiązaniu tego sporu przyszła Wiktoria. Każdy z chłopców miał na rączce delikatną wstążkę. Oluś miał niebieską, a Mateuszek zieloną.
- A który jest starszy? - spytała babcia
- Oluś - odpowiedziała ponownie Wiktoria - I to o  całe 8 minut!

Po wypiciu herbaty rozpoczęliśmy kolejny etap przygotować do Wigilii. Kamil wraz z moją mamą nakryli do stołu, a ja poszłam na górę, aby się odświeżyć i przebrać. Założyłam na tę okazję
Musiałam jakoś ukryć swoje niedoskonałości po ciąży.
Po godzinie 18:00 wszyscy zebrali się w naszym domu. Spoglądałam ukradkiem na Olusia i Mateuszka, którzy spali sobie smacznie... To było takie cudowne.
Na samym początku wieczerzy podzieliliśmy się wszyscy opłatkiem i złożyliśmy sobie nawzajem życzenia, następnie mogliśmy zasiąść do stołu.
- Z roku na rok grono nam się powiększa - uśmiechnęła się moja babcia
- Tylko czekać, jak zostanę wujkiem - uśmiechnął się Michał - Tym razem u Piotrka
- Piotrek jest jeszcze za młody - wtrąciła się mama
- Co za młody? Jest już po ślubie, ma żonę, więc może zakładać swoją własną rodzinę. - powiedziałam
- Wiem, wiem... Ale moim zdaniem on nie jest aż tak dojrzały psychicznie, aby zakładać własną rodzinę. Może ta Karolina go zmieni, ale on w środku jest jeszcze nastolatkiem, który musi się wyszaleć za wszystkie czasy i sobotę zamiast spędzić z żoną w kinie, czy nawet w domu jedząc pizzę, to on by wolał iść do klubu  z chłopakami i wrócić nad ranem.
- Mamo, ale Piotrek ma 26 lat - odezwał się Michał
- Wy w jego wieku byliście już bardziej dojrzalsi - westchnęła
- A co? Chciałabyś mieć więcej wnuków? - zaśmiał się Michał - Myślałem, że 10 ci starczy
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać...
- Jakby nie patrząc, też mam 10 wnuków - uśmiechnął się Bronisław
"Jakby nie patrząc" - to dawało nam do myślenia... Nie wiedzieliśmy co dalej dzieje się z Anną. Zero kontaktu... Nic kompletnie.. Ukochana siostra mojego męża zostawiła w taki sposób własną rodzinę .
- Ale na ten cudowny wynik , czyli 10 mam tylko dwie wnuczki - powiedziała moja mama
- To u Piotrka będzie trzecia - uśmiechnęłam się
- Albo u Julki - odezwał się Michał i spojrzał się na naszą najmłodszą siostrę, która ma już 16 lat...
- Tylko bez takich niespodzianek - moja mama zwróciła się w stronę Julki

Wigilię spędziliśmy naprawdę cudownie. Po zjedzonej wieczerzy przeszliśmy wszyscy do salonu, gdzie śpiewaliśmy wspólnie kolędy. Najbardziej śpiewała je Wiktoria, która moim zdaniem ma naprawdę cudowny głosik. Kamil postanowił nagrać nawet , jak śpiewała solo "Gore Gwiazda"
Po zaśpiewaniu kolędy zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie, jak wszyscy siedzimy na kanapie, stoimy obok, siedzimy na podłodze przed nią... Rodzinne selfie z Wigilii zawsze musi być. To już taka nasza mała, kolejna tradycja.
Następną naszą tradycją, to nasze zdjęcie na tle choinki. Ja i Kamil stanęliśmy do zdjęcia jako pierwsi. Ja na rękach miałam Aleksandra, a Kamil Mateuszka. Przed nami stali : Piotruś, Wiktoria, Karolek i Izabelka.
Po  naszym wspólnym zdjęciu, każdy ustawiał się do zdjęć na tle choinki. Moja babcia nie mogła odmówić sobie zdjęcia z kolejnymi już prawnukami.

Późnym wieczorem wszyscy rozeszli się - Michał i Natalia nocowali w  Zębie, a moja mama, Julka i babcia u nas w domu.

Następnego dnia - w Boże Narodzenie mieliśmy podwójne świętowanie. To przede wszystkim chrzest Aleksandra i Mateuszka oraz urodziny Piotrusia.
Z samego rana złożyliśmy naszemu synowi życzenia i wręczyliśmy mu prezent. Gdy spojrzałam się na naszego syna, to już nie był ten mały Piotruś, to już był Piotrek - nastolatek, który wygrał już ponad 10 konkurs w skokach narciarskich i zaraz po Nowym Roku jechał na kolejny turniej, a w tym sezonie po raz kolejny był w formie. Dostał nawet propozycję, aby wystartować jako przedskoczek na zawodach Pucharu Świata w Zakopanem. Nasz syn zgodził się bez wahania... Patrząc się jednak na naszego Piotrka uświadomiłam sobie, że czas płynie zdecydowanie za szybko... Przecież to już nastolatek, tego dnia obchodził swoje 13. urodziny...

Po zjedzonym śniadaniu rozpoczęliśmy przygotowania do chrzcin i urodzin. Chrzest miał odbyć się w naszym parafialnym kościele - Cudownego Medalika. Jak to stwierdził  Kamil, że to w nim wzięliśmy ślub, w nim ochrzciliśmy nasze dzieci, w nim przystąpiły do Pierwszej Komunii Świętej.. Ten kościół zna całe nasze życie..

Moja babcia zaczęła przygotowania do obiadu. Ja zaś ubrałam w tym czasie  Aleksandra i Mateuszka w białe ubranka... Ubrałam ich bardzo ciepło, przecież to grudzień. Kamil założył białą koszulę i czarny krawat. Piotruś i Karolek również mieli białe koszule i czarne spodnie. Wiktoria założyła granatową sukienkę, a Izabelce założyłam czerwoną sukienkę.
Ja zaś postawiłam na biel. Założyłam zatem

Do tego na głowie miałam fryzurę

Przed mszą w kościele, w naszym domu zjawili się jeszcze rodzice chrzestni naszych synków. Maciek Kot ubrany elegancko w białą koszulę, czarny garnitur i granatową muchę, która pasowała pod kolor sukienki Agnieszki.
Agnieszka założyła na chrzest naszych synów - i jednocześnie swojego chrześniaka Aleksandra


Jakub Wolny również ubrany był w czarny garnitur i koszulę, zaś Jola moja kuzynka założyła

Pojechaliśmy zatem do kościoła. Ku mojemu zdziwieniu, Aleksander i Mateusz nie płakali. Wiktoria śpiewała w swoim chórze. Może to ich uspokajało?

Po mszy świętej , gdy wszyscy wyszli z kościoła, my jeszcze zostaliśmy, aby zrobić sobie kilka zdjęć na pamiątkę z tego wydarzenia. Każdy z naszych najmłodszych synków miał zdjęcie z rodzicami, rodzeństwem, dziadkami, rodzicami chrzestnymi na tle pięknego ołtarza. Następnie wyszliśmy z kościoła i wróciliśmy do domu, gdzie zrobiliśmy sobie jeszcze kilka zdjęć. Położyłam zmęczonych synków spać i wróciłam do salonu do gości. Nie tylko świętowaliśmy chrzest, ale także urodziny Piotrusia. Nie obyło się bez tortu i zaśpiewania "sto lat"
Późnym wieczorem wszyscy rozeszli się do domów.
Następnego dnia w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia po zjedzonym śniadaniu postanowiliśmy  pojechać najpierw do kościoła, a potem do Bronisława, do Zębu.
Założyłam zatem


Gdy weszliśmy do kościoła, zajęliśmy miejsce w jednej z ławek, a Wiktoria weszła na chór.
Gdy miała rozpocząć się msza usłyszałam, że chyba ktoś inny gra na organach, niż nasza pani organistka, ponieważ ktoś grał dłużej, w skupieniu, jakby ktoś nowy.
Wszystkie pieśni, a nawet psalm zaśpiewała nasza córeczka Wiktoria,co bardzo mnie zdziwiło, ponieważ zawsze wszystko śpiewał ten dziecięcy chórek. I dopiero na koniec mszy świętej wszystko się wydało. Ksiądz proboszcz powiedział z ambony:
- Chciałbym podziękować dzisiaj naszej wspaniałej, małej Wiktorii Stoch, która dzisiaj dzielnie zastąpiła naszą panią organistkę, która spędza święta z rodziną w drugiej części Polski oraz za to, że zastąpiła cały chórek dziecięcy. Z mojej strony mogę powiedzieć, że mamy godną następczynię Pani Małgorzaty - uśmiechnął się ksiądz

Po wyjściu z kościoła Wiktoria podbiegła do nas i spytała:
- I jak? Podobało się wam?
- Było cudownie - odpowiedział Kamil
- Czemu nie powiedziałaś, że będziesz grać? - spytałam
- Nie chciałam zapeszyć
- Czego? - dopytał Karolek
- Niespodzianki. To miała być niespodzianka dla was - powiedziała, po czym nas przytuliła.

Wsiedliśmy zatem do samochodu i pojechaliśmy do Zębu.



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                         kiki2000

Komentarze