Nadszedł czwartek 18 lutego. Ze względu na zaistniałą sytuację w świecie skoków międzynarodowa federacja narciarska postanowiła przesunąć konkurs. W czwartek zorganizowano mistrzostwa świata pań, w sobotę zaś miał odbyć się planowany konkurs indywidualny na normalnej skoczni.
Cały narciarski świat miał zjawić się w czwartek w Nowym Targu, aby pożegnać Dawida. Ceremonia pogrzebowa miała odbyć się o 14:00.
Rano wstałam przed godziną 6:00. Nie mogłam spać. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, dlatego też ubrałam się ciepło, wzięłam łopatę z garażu i poszłam odśnieżać wjazd.
Nie wiedziałam, jak chcę pożegnać Dawida. Było to dla mnie ciężkie. Sama nie wiedziałam, kim on dla mnie tak naprawdę jest. Czy znajomym, czy kolegą Kamila.
W tym momencie zadzwoniła do mnie moja mama. Zdziwiło mnie to, że dzwoni do mnie o 6:30.
Odebrałam
- Halo - powiedziałam
- No hej kochanie - była zła
- Coś się stało?
- Miałam do ciebie dzwonić wczoraj, ale dowiedziałam się dopiero o 22:00. Nie chciałam ci w nocy głowy zawracać.
- Ale co się stało?
- Kornelia jest w ciąży!
Nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia.
- Wczoraj ci powiedziała?
- Tak - po chwili jednak dodała. - A ty co, nie jesteś zdziwiona?
- Nie.
- A dlaczego?
- Jest młoda, sama decyduje o własnym życiu. Ostatnio nawet mówiła, że myśli o dzieciach. Trzeba się cieszyć mamo.
- Ale ona jest jeszcze za młoda!
- Mamo.... Nie przesadzaj. I tak będzie starszą mamą ode mnie! Ma 22 lata. Ja jak urodziłam Piotrusia, miałam 20 lat. Mnie wspierałaś, więc dlaczego na nią się denerwujesz?
- Ona jeszcze nie dorosła do tego, aby być matką. Ja nawet nie wiem, czy ten jej partner, to będzie dobrym ojcem.
- A skąd wiedziałaś, że Kamil będzie świetnym ojcem?!
- Widać było po nim.
- Przed tym, jak ci powiedziałam o ciąży, widziałaś go na żywo?
- No nie..
- Właśnie mamo. Wtedy nie byłam nawet z Kamilem parą. Mieszkaliśmy osobno, dopiero po narodzinach Piotrusia zamieszkaliśmy razem, dla dobra dziecka. Kornelia jest w lepszej sytuacji. Podobno ten jej partner ma dużo rodzeństwa, młodszego rodzeństwa i jak jego mama pracowała, to on się nimi zajmował, więc ma lepsze doświadczenie. Kornelia z nim mieszka, a ja? Ja miałam najgorzej.
- Ja wiem kochanie, ale ciebie ja dobrze znałam i od początku wiedziałam, że sobie poradzisz z byciem mamą, choć mówiłam na początku inaczej. U Kornelii nie mam tej pewności.
- A jak ciocia Janina dowiedziała się, że jest w ciąży, to się cieszyłaś. Masz pewność, że będzie dobrą mamą i sobie z tym poradzi? Sama mówiłaś, że jak się Michał urodził, to nie chciała brać go na ręce, a jak było z Piotrkiem i z Julcią, to sama dobrze pamiętam.
- Wiem, ale to już jest dorosła kobieta.
- A Kornelia nie jest dorosła? Studiuje fizjoterapię w Krakowie, jest też doświadczona przez życie. Mamo, daj się jej wykazać... Pokaż, że jesteś za nią, bo ona naprawdę nie ma nikogo, w kim mogłaby mieć oparcie.
- Kochanie, ale...
- Wiesz dobrze, jak mi było ciężko, a jak ty byłaś za mną i mnie wspierałaś, to było mi tak jakoś cieplej na sercu. Chociaż i Kornelia i Michał byli za mną i mnie wspierali, to nic tak bardziej nie cieszy, jak wsparcie własnej matki, w dodatku pamiętasz, co robił ojciec i jakie miał zdanie na ten temat.
Porozmawiałam z mamą przez jeszcze 10 minut, a potem się rozłączyłam. Dokończyłam odśnieżać i wróciłam do domu. Zrobiłam nam obojgu kawę i usiadłam przy stole. Kamil akurat zszedł z dołu.
- Oj.. - powiedział, patrząc na kubek kawy - Ale ja teraz idę odśnieżać, jak wrócę, to będzie zimna.
- Ale już nie musisz odśnieżać. Ja to zrobiłam.
- Naprawdę?
- Tak, naprawdę.
- Kochana jesteś - powiedział Kamil, po czym usiadł przy stole, trzymając w ręku kubek z kawą.
- Mama do mnie dzwoniła. Kornelia dopiero wczoraj jej powiedziała o swojej ciąży.
- A który to już miesiąc?
- 3.
- No to się jakoś nie śpieszyła.
-A co, dziwisz się jej?
- No właśnie nie...
- Mama jest zła.
- Za co, przecież będzie miała kolejnego wnuka lub wnuczkę, powinna się cieszyć.
- Jej zdaniem Kornelia jest jeszcze za młoda na matkę. Chociaż ja jej mówiłam, że Kornelia będzie wiekowo starszą matką niż ja, ale to do mojej mamy nie dociera.
- Może twojej mamie nie chodzi o to , że jest za młoda wiekowa, tylko za młodo intelektualnie i psychicznie. Przecież dużo kobiet dorasta psychicznie do takiej roli i decydują się na dziecko dopiero po 30-stce
- Wiem, ale... cóż ja mogę zrobić.
- Nic nie możemy zrobić. Możesz tylko wspierać swoją siostrę.
- Ale cóż jej po tym wsparciu, jak najważniejsze jest dla niej wsparcie własnej matki.
- To pokaż, że jesteś tą starszą siostrą i wesprzyj ją tak, żeby poczuła, że może na ciebie liczyć. Może się otworzy?
- Nie wiem sama... Nie mówiłam mamie, że ten Bartek, czy jak mu tam, nie chce mieć dziecka.... Kornelia jest więc z tym wszystkim sama. U nas nie było takiej sytuacji.
- Ale może jak zobaczy takie maleństwo, to zmieni zdanie?
- Miejmy taką nadzieję.
Po wypiciu kawy, poszłam na górę zająć się dziećmi.
Wiktoria potrafi już spokojnie siedzieć, więc gdy mała siedziała, jak nakładałam Piotrusiowi bluzeczkę, w tym momencie Piotruś wykrzyknął:
- Mamo, Wiktoria!
Szybko się odwróciłam i w ty momencie zobaczyłam, że mała, trzymając się zagłówka fotela, próbuje wstawać. Szybko ją złapałam i pokazałam jej palcem, że tak nie wolno.. Cóż, taka to nasza mała rozrabiaczka. Zeszłam z dziećmi na dół, gdzie tam zjedliśmy wspólne śniadanie.
Następnie przenieśliśmy się do salonu. Kamil włączył poranne wiadomości, a przed nim na dywanie nasze dzieci zaczęły się bawić. Ja w tym momencie pozmywałam naczynia.
- W czym dzisiaj idziesz? - spytałam
- Nie wiem.
- Tę czarną koszulę mam ci uprasować?
- Może być.
Wiktoria przez cały czas sobie gaworzyła, ale jak zobaczyła, że nie ma mnie w pobliżu, bo akurat poszłam do łazienki, wybuchnęła płaczem. Nigdy taka nie była. Była małym rozrabiakiem, ale nigdy nie płakała, jak straciła mnie z pola widzenia. Cóż, dzieci się zmieniają
Gdy wyszłam z łazienki, wzięłam malutką na rączki.
- Nie płacz kochanie - powiedziałam, po czym ją przytuliłam.
- Ja to chyba się nie będę do dziewczynek tykał - powiedział Kamil, lepiej mi idzie z chłopcami.
- Oj, nie przesadzaj. Jak chcesz mieć pięcioro dzieci, to się przyzwyczajaj - uśmiechnęłam się
Kamil również się uśmiechnął, a następnie zwrócił ręce ku górze i powiedział:
- Boże spraw, aby pozostała trójka, to byli chłopcy.
Mi tak jednak do śmiechu nie było.
Nadeszła 11:00. Zaczęliśmy się wszyscy zbierać. Piotrusiowi założyłam jeansy i popielatą koszulę. Wiktorii założyłam czarne spodnie, ale do tego różową bluzkę i szarą kurtkę.
Kamil również założył czarną koszulę i czarne spodnie, a do tego czarne okulary przeciwsłoneczne, ponieważ po 11:00 zza chmur wyszło bardzo ostre, rażące słońce.
Ja zaś założyłam czarną sukienkę.
Do tego czarne szpilki i czarne rajstopy. Założyłam na siebie jeszcze czarną kurtkę.
Byliśmy już gotowi do wyjścia. O 13:20 wyjechaliśmy z domu i udaliśmy się do Nowego Targu.
Przed świątynią byliśmy przed 14:00. Weszliśmy więc do kościoła, gdzie na środku stała trumna, a na niej tabliczka "Dawid KUBACKI żył lat 29. zm. 14.02.2021"
Obok trumny znajdowało się ogromne , czarno-białe zdjęcie Dawida, przepasane czarną wstęgą.
W pierwszej ławce siedziała rodzina Dawida, a wraz z nimi jego dziewczyna. Po drugiej stronie siedział prezydent Polski, premier i minister sportu. Za nimi działacze z FIS-u i Polskiego Związku Narciarskiego. My usiedliśmy dopiero w szóstej, albo siódmej ławce obok pewnej starszej pani.
Wiktoria była bardzo spokojna. Nie płakała, nie krzyczała, nie gaworzyła w swoim języku. Bacznie rozglądała się tylko po zabytkowym, góralskim kościele.
W naszych uszach zabrzmiała żałobna melodia. Cała rodzina była pogrążona w ogromnym płaczu. Starsza pani obok nas też. Zauważyłam, że trzymała ona w ręku zdjęcie małego Dawida... Ciągle powtarzała, że to "jej Dawidek". Sugerowałam więc, że to będzie pewnie babcia Dawida, jednak uważałam za niestosowne, aby się o to zapytać.
Gdy przyszedł czas na kazanie. Ksiądz podszedł do trumny, stanął nad nią, wziął mikrofon i zaczął mówić:
- Zawsze go podziwiałem. Podziwiałem go w telewizji. Strasznie cieszyły mnie jego sukcesy sportowe. Był taki radosny.. Ostatnio oglądałem z nim wywiad, w którym powiedział, że bardzo podziwia kolegów z drużyny, a najbardziej młodszego od niego Kamila Stocha. Choć pomiędzy nimi są tylko 3 lata różnicy, to jednak widać, że ten młodszy był wzorem dla tego starszego... Jednak my nic nie możemy na to poradzić. Ludzie życie zawsze przemijało.... Narodziliśmy się, aby umrzeć i spotkać Boga w niebie, a także dosięgnąć zbawienia. Może teraz Dawid patrzy się na nas z góry? Tego nigdy nie wiemy, ale za to, każdy z nas będzie dumny, że miał tak wspaniałego syna, brata, partnera, kolegę.... To coś cudownego... I choć nie ma teraz Dawida z nami, to ciągle jest w naszych sercach, dlatego... módlmy się....
I to był już koniec kazania.
- Nie za krótkie? - spytałam Kamila
- Może jeszcze inni będą przemawiać.
Kamil miał rację. W tym momencie do ambony podszedł prezydent Polski - Andrzej Duda.
On również powiedział kilka słów od siebie, tak samo , jak i minister sportu. Do ambony podszedł również Walter Hofer, dyrektor Pucharu Świata, a następnie, usłyszeliśmy pieść "Wśród tylu dróg"
Następnie po komunii świętej zabrzmiała melodia "Anielski orszak niech twą duszę przyjmie"
Na koniec usłyszeliśmy "Wieczny odpoczynek"
Gdy wyszliśmy z kościoła, podszedł do nas trener - Stefan Horngacher.
- Kamil, zmiana planów... Jedziemy dzisiaj o 19:00.
- Ale jak to? - zdziwił się Kamil
- No po prostu. Jedziemy dzisiaj wieczorem. Musimy być wcześniej w Oberstdorfie.
- Ale...
Trener mu jednak przerwał
- Nie gadaj. Jedziesz, czy zostajesz w domu przez całe mistrzostwa?
- Jadę.
- To dobrze. Idę powiedzieć reszcie.
Pieszo udaliśmy się na cmentarz, gdzie złożony do grobu został Dawid. Wszyscy zaczęli płakać, a z magnetofonu można było usłyszeć marsz żałobny odegrany na trąbce....
Po pogrzebie wróciliśmy do domu.
Kamil od razu zaczął się pakować. Była już przecież 16:00. Ja zaś przebrałam dzieci i siebie, a następnie przystąpiłam do robienia obiadu.
Gdy tak siedzieliśmy razem przy stole, powiedział Kamilowi, że ta kobieta była babcią Dawida.
- Dawid zawsze był zżyty z babcią - powiedział Kamil - Sam nam nawet opowiadał.
Kamil spakował się do końca, sprawdził, czy wszystko ma, a o 19:00 podjechał pod nasz dom samochodów, w który wsiadł i pojechał na mistrzostwa świata do Oberstdorfu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję za to, że byliście ze mną przez ten rok. Nie chciałam kończyć go tak smutno, ale mam nadzieję, że kolejny rok będzie dla nas szczęśliwszy! A już od jutra trzymajmy kciuki za naszych skoczków w 2. konkursie 68. TCS w Ga-Pa :)
kiki2000
Cały narciarski świat miał zjawić się w czwartek w Nowym Targu, aby pożegnać Dawida. Ceremonia pogrzebowa miała odbyć się o 14:00.
Rano wstałam przed godziną 6:00. Nie mogłam spać. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, dlatego też ubrałam się ciepło, wzięłam łopatę z garażu i poszłam odśnieżać wjazd.
Nie wiedziałam, jak chcę pożegnać Dawida. Było to dla mnie ciężkie. Sama nie wiedziałam, kim on dla mnie tak naprawdę jest. Czy znajomym, czy kolegą Kamila.
W tym momencie zadzwoniła do mnie moja mama. Zdziwiło mnie to, że dzwoni do mnie o 6:30.
Odebrałam
- Halo - powiedziałam
- No hej kochanie - była zła
- Coś się stało?
- Miałam do ciebie dzwonić wczoraj, ale dowiedziałam się dopiero o 22:00. Nie chciałam ci w nocy głowy zawracać.
- Ale co się stało?
- Kornelia jest w ciąży!
Nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia.
- Wczoraj ci powiedziała?
- Tak - po chwili jednak dodała. - A ty co, nie jesteś zdziwiona?
- Nie.
- A dlaczego?
- Jest młoda, sama decyduje o własnym życiu. Ostatnio nawet mówiła, że myśli o dzieciach. Trzeba się cieszyć mamo.
- Ale ona jest jeszcze za młoda!
- Mamo.... Nie przesadzaj. I tak będzie starszą mamą ode mnie! Ma 22 lata. Ja jak urodziłam Piotrusia, miałam 20 lat. Mnie wspierałaś, więc dlaczego na nią się denerwujesz?
- Ona jeszcze nie dorosła do tego, aby być matką. Ja nawet nie wiem, czy ten jej partner, to będzie dobrym ojcem.
- A skąd wiedziałaś, że Kamil będzie świetnym ojcem?!
- Widać było po nim.
- Przed tym, jak ci powiedziałam o ciąży, widziałaś go na żywo?
- No nie..
- Właśnie mamo. Wtedy nie byłam nawet z Kamilem parą. Mieszkaliśmy osobno, dopiero po narodzinach Piotrusia zamieszkaliśmy razem, dla dobra dziecka. Kornelia jest w lepszej sytuacji. Podobno ten jej partner ma dużo rodzeństwa, młodszego rodzeństwa i jak jego mama pracowała, to on się nimi zajmował, więc ma lepsze doświadczenie. Kornelia z nim mieszka, a ja? Ja miałam najgorzej.
- Ja wiem kochanie, ale ciebie ja dobrze znałam i od początku wiedziałam, że sobie poradzisz z byciem mamą, choć mówiłam na początku inaczej. U Kornelii nie mam tej pewności.
- A jak ciocia Janina dowiedziała się, że jest w ciąży, to się cieszyłaś. Masz pewność, że będzie dobrą mamą i sobie z tym poradzi? Sama mówiłaś, że jak się Michał urodził, to nie chciała brać go na ręce, a jak było z Piotrkiem i z Julcią, to sama dobrze pamiętam.
- Wiem, ale to już jest dorosła kobieta.
- A Kornelia nie jest dorosła? Studiuje fizjoterapię w Krakowie, jest też doświadczona przez życie. Mamo, daj się jej wykazać... Pokaż, że jesteś za nią, bo ona naprawdę nie ma nikogo, w kim mogłaby mieć oparcie.
- Kochanie, ale...
- Wiesz dobrze, jak mi było ciężko, a jak ty byłaś za mną i mnie wspierałaś, to było mi tak jakoś cieplej na sercu. Chociaż i Kornelia i Michał byli za mną i mnie wspierali, to nic tak bardziej nie cieszy, jak wsparcie własnej matki, w dodatku pamiętasz, co robił ojciec i jakie miał zdanie na ten temat.
Porozmawiałam z mamą przez jeszcze 10 minut, a potem się rozłączyłam. Dokończyłam odśnieżać i wróciłam do domu. Zrobiłam nam obojgu kawę i usiadłam przy stole. Kamil akurat zszedł z dołu.
- Oj.. - powiedział, patrząc na kubek kawy - Ale ja teraz idę odśnieżać, jak wrócę, to będzie zimna.
- Ale już nie musisz odśnieżać. Ja to zrobiłam.
- Naprawdę?
- Tak, naprawdę.
- Kochana jesteś - powiedział Kamil, po czym usiadł przy stole, trzymając w ręku kubek z kawą.
- Mama do mnie dzwoniła. Kornelia dopiero wczoraj jej powiedziała o swojej ciąży.
- A który to już miesiąc?
- 3.
- No to się jakoś nie śpieszyła.
-A co, dziwisz się jej?
- No właśnie nie...
- Mama jest zła.
- Za co, przecież będzie miała kolejnego wnuka lub wnuczkę, powinna się cieszyć.
- Jej zdaniem Kornelia jest jeszcze za młoda na matkę. Chociaż ja jej mówiłam, że Kornelia będzie wiekowo starszą matką niż ja, ale to do mojej mamy nie dociera.
- Może twojej mamie nie chodzi o to , że jest za młoda wiekowa, tylko za młodo intelektualnie i psychicznie. Przecież dużo kobiet dorasta psychicznie do takiej roli i decydują się na dziecko dopiero po 30-stce
- Wiem, ale... cóż ja mogę zrobić.
- Nic nie możemy zrobić. Możesz tylko wspierać swoją siostrę.
- Ale cóż jej po tym wsparciu, jak najważniejsze jest dla niej wsparcie własnej matki.
- To pokaż, że jesteś tą starszą siostrą i wesprzyj ją tak, żeby poczuła, że może na ciebie liczyć. Może się otworzy?
- Nie wiem sama... Nie mówiłam mamie, że ten Bartek, czy jak mu tam, nie chce mieć dziecka.... Kornelia jest więc z tym wszystkim sama. U nas nie było takiej sytuacji.
- Ale może jak zobaczy takie maleństwo, to zmieni zdanie?
- Miejmy taką nadzieję.
Po wypiciu kawy, poszłam na górę zająć się dziećmi.
Wiktoria potrafi już spokojnie siedzieć, więc gdy mała siedziała, jak nakładałam Piotrusiowi bluzeczkę, w tym momencie Piotruś wykrzyknął:
- Mamo, Wiktoria!
Szybko się odwróciłam i w ty momencie zobaczyłam, że mała, trzymając się zagłówka fotela, próbuje wstawać. Szybko ją złapałam i pokazałam jej palcem, że tak nie wolno.. Cóż, taka to nasza mała rozrabiaczka. Zeszłam z dziećmi na dół, gdzie tam zjedliśmy wspólne śniadanie.
Następnie przenieśliśmy się do salonu. Kamil włączył poranne wiadomości, a przed nim na dywanie nasze dzieci zaczęły się bawić. Ja w tym momencie pozmywałam naczynia.
- W czym dzisiaj idziesz? - spytałam
- Nie wiem.
- Tę czarną koszulę mam ci uprasować?
- Może być.
Wiktoria przez cały czas sobie gaworzyła, ale jak zobaczyła, że nie ma mnie w pobliżu, bo akurat poszłam do łazienki, wybuchnęła płaczem. Nigdy taka nie była. Była małym rozrabiakiem, ale nigdy nie płakała, jak straciła mnie z pola widzenia. Cóż, dzieci się zmieniają
Gdy wyszłam z łazienki, wzięłam malutką na rączki.
- Nie płacz kochanie - powiedziałam, po czym ją przytuliłam.
- Ja to chyba się nie będę do dziewczynek tykał - powiedział Kamil, lepiej mi idzie z chłopcami.
- Oj, nie przesadzaj. Jak chcesz mieć pięcioro dzieci, to się przyzwyczajaj - uśmiechnęłam się
Kamil również się uśmiechnął, a następnie zwrócił ręce ku górze i powiedział:
- Boże spraw, aby pozostała trójka, to byli chłopcy.
Mi tak jednak do śmiechu nie było.
Nadeszła 11:00. Zaczęliśmy się wszyscy zbierać. Piotrusiowi założyłam jeansy i popielatą koszulę. Wiktorii założyłam czarne spodnie, ale do tego różową bluzkę i szarą kurtkę.
Kamil również założył czarną koszulę i czarne spodnie, a do tego czarne okulary przeciwsłoneczne, ponieważ po 11:00 zza chmur wyszło bardzo ostre, rażące słońce.
Ja zaś założyłam czarną sukienkę.
Do tego czarne szpilki i czarne rajstopy. Założyłam na siebie jeszcze czarną kurtkę.
Byliśmy już gotowi do wyjścia. O 13:20 wyjechaliśmy z domu i udaliśmy się do Nowego Targu.
Przed świątynią byliśmy przed 14:00. Weszliśmy więc do kościoła, gdzie na środku stała trumna, a na niej tabliczka "Dawid KUBACKI żył lat 29. zm. 14.02.2021"
Obok trumny znajdowało się ogromne , czarno-białe zdjęcie Dawida, przepasane czarną wstęgą.
W pierwszej ławce siedziała rodzina Dawida, a wraz z nimi jego dziewczyna. Po drugiej stronie siedział prezydent Polski, premier i minister sportu. Za nimi działacze z FIS-u i Polskiego Związku Narciarskiego. My usiedliśmy dopiero w szóstej, albo siódmej ławce obok pewnej starszej pani.
Wiktoria była bardzo spokojna. Nie płakała, nie krzyczała, nie gaworzyła w swoim języku. Bacznie rozglądała się tylko po zabytkowym, góralskim kościele.
W naszych uszach zabrzmiała żałobna melodia. Cała rodzina była pogrążona w ogromnym płaczu. Starsza pani obok nas też. Zauważyłam, że trzymała ona w ręku zdjęcie małego Dawida... Ciągle powtarzała, że to "jej Dawidek". Sugerowałam więc, że to będzie pewnie babcia Dawida, jednak uważałam za niestosowne, aby się o to zapytać.
Gdy przyszedł czas na kazanie. Ksiądz podszedł do trumny, stanął nad nią, wziął mikrofon i zaczął mówić:
- Zawsze go podziwiałem. Podziwiałem go w telewizji. Strasznie cieszyły mnie jego sukcesy sportowe. Był taki radosny.. Ostatnio oglądałem z nim wywiad, w którym powiedział, że bardzo podziwia kolegów z drużyny, a najbardziej młodszego od niego Kamila Stocha. Choć pomiędzy nimi są tylko 3 lata różnicy, to jednak widać, że ten młodszy był wzorem dla tego starszego... Jednak my nic nie możemy na to poradzić. Ludzie życie zawsze przemijało.... Narodziliśmy się, aby umrzeć i spotkać Boga w niebie, a także dosięgnąć zbawienia. Może teraz Dawid patrzy się na nas z góry? Tego nigdy nie wiemy, ale za to, każdy z nas będzie dumny, że miał tak wspaniałego syna, brata, partnera, kolegę.... To coś cudownego... I choć nie ma teraz Dawida z nami, to ciągle jest w naszych sercach, dlatego... módlmy się....
I to był już koniec kazania.
- Nie za krótkie? - spytałam Kamila
- Może jeszcze inni będą przemawiać.
Kamil miał rację. W tym momencie do ambony podszedł prezydent Polski - Andrzej Duda.
On również powiedział kilka słów od siebie, tak samo , jak i minister sportu. Do ambony podszedł również Walter Hofer, dyrektor Pucharu Świata, a następnie, usłyszeliśmy pieść "Wśród tylu dróg"
Następnie po komunii świętej zabrzmiała melodia "Anielski orszak niech twą duszę przyjmie"
Na koniec usłyszeliśmy "Wieczny odpoczynek"
Gdy wyszliśmy z kościoła, podszedł do nas trener - Stefan Horngacher.
- Kamil, zmiana planów... Jedziemy dzisiaj o 19:00.
- Ale jak to? - zdziwił się Kamil
- No po prostu. Jedziemy dzisiaj wieczorem. Musimy być wcześniej w Oberstdorfie.
- Ale...
Trener mu jednak przerwał
- Nie gadaj. Jedziesz, czy zostajesz w domu przez całe mistrzostwa?
- Jadę.
- To dobrze. Idę powiedzieć reszcie.
Pieszo udaliśmy się na cmentarz, gdzie złożony do grobu został Dawid. Wszyscy zaczęli płakać, a z magnetofonu można było usłyszeć marsz żałobny odegrany na trąbce....
Po pogrzebie wróciliśmy do domu.
Kamil od razu zaczął się pakować. Była już przecież 16:00. Ja zaś przebrałam dzieci i siebie, a następnie przystąpiłam do robienia obiadu.
Gdy tak siedzieliśmy razem przy stole, powiedział Kamilowi, że ta kobieta była babcią Dawida.
- Dawid zawsze był zżyty z babcią - powiedział Kamil - Sam nam nawet opowiadał.
Kamil spakował się do końca, sprawdził, czy wszystko ma, a o 19:00 podjechał pod nasz dom samochodów, w który wsiadł i pojechał na mistrzostwa świata do Oberstdorfu.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję za to, że byliście ze mną przez ten rok. Nie chciałam kończyć go tak smutno, ale mam nadzieję, że kolejny rok będzie dla nas szczęśliwszy! A już od jutra trzymajmy kciuki za naszych skoczków w 2. konkursie 68. TCS w Ga-Pa :)
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz