W poniedziałek wstałam wcześnie, chociaż zajęcia zaczynałam o 8:50. Wiktoria i Piotrek zjedli śniadanie i pojechali autobusem do szkoły. Piotrek nie odzywał się od samego poranka. Czułam się trochę winna, ponieważ może.... przeszkodziliśmy mu i Patrycji?
Wiedziałam, że te tematy są trudne dla Piotrka, zdawałam sobie z tego sprawę, ponieważ...to jego pierwsza miłość .... i to w dodatku jaka miłość.
Po zjedzonym śniadaniu założyłam
Pożegnałam się z mężem pocałunkiem w policzek, ucałowałam Olusia z Mateuszkiem i zawiozłam najpierw Karola i Izę do szkoły, a później pojechałam do pracy.
Miałam jeszcze 10 minut do rozpoczęcia zajęć, wzięłam więc klucz z portierni i udałam się do sali.
Swój dzień pracy rozpoczynałam godziną wychowawczą.
Zaraz po dzwonku moja klasa weszła do sali. Przywitaliśmy się "dzień dobry" i zaczęłam sprawdzać listę
- Adamczak, Adamska, Babik, Babiński, Czajkowska, Czech, Dąbek, Dobosz, Drozd, Fąfara, Filipiak, Franczak, Frankiewicz, Fronek, Gąsienica, Górska, Gruszka, Iwanicka, Juszczak, Kamińska, Kania, Karpińska, Kozak, Lato, Lipiec, Lipka, Mazur, Osińska, Piątek, Przybysz, Raczyńska, Stoch, Traczyk, Wesołowska
Wszyscy byli, więc na początku przypomniałam o spotkaniu z rodzicami i chciałam trochę zaciekawić uczniów godziną wychowawczą.
Wiem, że dla niektórych z nich godzina wychowawcza jest do pogadania z kolegami z ławki, spisaniem pracy domowej, czy przejrzeniu mediów społecznościowych i wstawienie na swój profil kolejne selfie.
- Chciałabym wam coś opowiedzieć. Jesteście w nowej szkole, czujecie się obco wśród nowych twarzy, pełno nowych ludzi, ja też to przechodziłam, idąc do liceum do Krakowa, a pochodzę z małej miejscowości niedaleko Krakowa, gdzie mieszka około 300 osób, więc taki skok do takiego miasta był ogromny.. A więc... - podeszłam do torebki i wyjęłam z niej portfel. Otworzyłam go i wyjęłam z niego 50 złotych - Kto z was chciałby dostać ten banknot? - widziałam, że cała klasa podniosła ręce. - Mam zamiar dać komuś z was ten banknot, ale najpierw coś z nim zrobię - zaczęłam miąć banknot - Kto w dalszym ciągu go chce? - spytałam . Wyłamały się może 4 osoby z całej klasy, reszta dalej podniosła ręce - A gdybym zrobiła to? - spytałam, po czym rzuciłam banknot na podłogę i podeptałam go butami -A teraz kto chce pieniądze? - spytałam, ale tylko połowa klasy podniosła rękę - Moi drodzy, ci którzy do tej pory podnosili rękę odebrali bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia, co ja robiłam z tym banknotem, ciągle chcieliśmy go dostać, ponieważ nie zmniejszyłam jego wartości. Wiele razy w życiu jesteście powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w błoto przez decyzję, które kiedyś podjęliście. Czujemy się przez to mniej warci. Nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie. Wy nigdy nie stracicie swojej wartości. Brudny czy czysty, zmięty, czy w dobrej formie, jesteście bezcenni dla tych, którzy was kochają. Wartość naszego życia nie wynika z tego co robimy, anie nie zależy od tego, kogo znamy, lecz od tego ,kim jesteśmy! Pamiętajcie, jesteście wyjątkowi! Nigdy o tym nie zapominajcie! Proszę was.... - dałam te 50 złotych Jankowi, który siedział w drugiej ławce - Idź na przerwie do sklepiku i kup całej klasie to wielkie pudełko cukierków. Poczęstujcie siebie, innych nauczycieli i wszystkich, których spotkacie dzisiaj na swojej drodze.... - Opowiem wam coś.... Podczas suszy mieszkańcy pewnej afrykańskiej wioski postanowili, że pomodlą się o deszcz.... Kiedy wszyscy się zebrali, tylko jeden mały chłopiec przyszedł z parasolem..... To jest nadzieja.... Kiedy podrzucacie swoje dziecko, ono się śmieje, mój Oluś zawsze się uśmiecha.... , ale wiecie dlaczego takie dziecko się uśmiecha? bo ono wie, że je złapiemy.... To jest właśnie zaufanie. Codziennie kładziemy się spać, nie wiedząc, czy następnego dnia wciąż będziemy żyć, a mimo to ustawiamy budzik, to jest nadzieja.... Planujemy wielkie rzeczy, nie posiadając żadnej wiedzy na temat przyszłości. To jest pewność. Widzimy ilości cierpienia na świecie, ale pomimo tego bierzemy ślub i mamy dzieci, sami kiedyś założycie swoje rodziny... Tym jest miłość... Na koszulce starszego mężczyzny widniał napis : "Nie mam 80.lat - jestem 16-latkiem z 64. latami doświadczenia" To się nazywa dystans. Niech te historie pomogą Wam skupić się na największych wartościach w Waszym życiu. Przekażcie je dalej!
I w tym momencie zadzwonił dzwonek na przerwę. Uczniowie zamurowani opuścili salę. Zostałam w tej sali do końca dnia. Najpierw klasa 2g, potem 2e - rozszerzenie i na sam koniec 2f.
- Dzień dobry - powiedziałam do 2f
- Dzień dobry - odpowiedzieli mi
Spojrzałam się na Patrycję. Była wyraźnie smutna.
- Patrycja? - spytałam
- Tak? - spojrzała się na mnie
- Źle się czujesz?
- Nie...
Podeszłam więc do biurka
- Sprawdziłam wasze kartkówki, ponieważ jutro jest zebranie z rodzicami, więc bardzo bym chciała, aby te oceny znalazły się na kartkach z ocenami dla waszych rodziców. Jednak wiecie, oceny nie są za dobre, a dla mnie to bardzo dziwne, bo wiem, jak pracowało mi się z wami w zeszłym roku i byłam z was naprawdę zadowolona. Jest tylko jedna piątka i jedna czwórka... Mogę czytać nazwiska? -spytałam
- Tak, usłyszałam od klasy
- Piątka Sobczak Patrycja , czwórka Dudek Zoja, jest dużo trójek i dwójek i naprawdę sporo jedynek, a przecież powiedziałam wam, z jakich konkretnie tematów zrobię tę kartkówkę. Ja wiem, że macie przedmioty rozszerzone i to na nich się skupiacie, ale jednak.... na kolejną nauczcie się tak, aby poniżej 3 nie było ok? Ja nie chcę wam wystawiać dwójek na półrocze! Bo ja nie jestem tutaj po to, aby stawiać same jedynki od góry do dołu, bo to mi wcale nie sprawia przyjemności. Ja jestem tutaj, aby przekazać wam wiedzę w sposób zrozumiały i naprawdę jest mi przykro , jak muszę wystawiać takie oceny, bo to nie jest wasza ocena, tylko ocena mojej pracy.
Po skończonych zajęciach wróciłam do domu....
Dzieciaki były jeszcze w szkole, Kamil bawił się na podwórku z Olusiem i Mateuszkiem
- Hej! - powiedziałam
A Oluś oderwał się od zabawy i podbiegł do mnie, rzucając mi się w ramiona.
- Mama! - krzyknął - Tęskniłem...
- Ja też, kochanie.. - przytuliłam syna
Mateuszek podbiegł po chwili i również mnie przytulił
- Co robicie? - spytałam
- Bawimy się - powiedział Oluś
- z tatą - dodał Mateuszek
- A w co?- spytałam
- W berka - odpowiedział Oluś.
Złapałam Olusia za jego lewą rączkę, a Mateuszka za prawą i wróciliśmy do Kamila
Pocałowałam męża na przywitanie w policzek.
- Ile dzisiaj masz sprawdzianów do sprawdzenia?
- Jeszcze dwie klasy i kartkówka.... Do tego przygotowanie do wywiadówki... Masakra jakaś... Pracowniczy wieczór mnie czekaj
Położyłam torbę w altanie i z zaskoczenia podbiegłam do męża i dotknęłam jego ramienia
- Berek! - krzyknęłam i zaczęłam biec w stronę garażu
- Co?! - wykrzyknął wystraszony Kamil i obejrzał się za siebie, po czym zaczął mnie gonić
Ganialiśmy się po całym podwórku, aż w końcu Kamil złapał mnie tak mocno, że upadłam na trawę, a Kamil wylądował na mnie....
Popatrzył się na mnie tymi swoimi wielkimi oczami... Odgarnął kosmyki włosów z mojej twarzy
- Wiesz, że z wiekiem jesteś coraz piękniejsza i z wiekiem dostrzegam coraz więcej atutów twojej urody...
- Kamil.... - szepnęłam - Dzieci się patrzą..
- Czemu ty się wstydzisz naszej miłości przed dziećmi
- Nie wstydzę się - oburzyłam się lekko
- Nie?
- Nie
I w tym momencie Kamil wpił się w moje usta.... A ja nadal po tych 16 latach znajomości czułam smak tych ust, jak za pierwszym razem.
- Mama i tata się całują! - wykrzyknął Olek, a ja w tym momencie oderwałam się od męża i zrozumiałam, że dzieci temu się przyglądają
- Tak właśnie tatuś kocha mamusię - powiedział Kamil, schodząc ze mnie i całując mnie w policzek
- Chodźcie, idziemy - powiedziałam do Olusia i Mateuszka - Mamusia zaraz jakiś obiad ugotuje.
Wzięłam torbę z altany i weszłam z dziećmi do domu. Umyłam najpierw z nimi ręce. Kamil poszedł z nimi do ich pokoju, aby się bawić, a ja robiłam obiad.
W tym momencie zadzwoniła do mnie Agnieszka, czy może wpaść na szybką kawę, bo Maciek zabrał dzieci na wycieczkę.
Zgodziłam się i po 5 minutach Agnieszka stała już w drzwiach. Przywitałyśmy się w drzwiach uściskiem i zaprosiłam ją do kuchni. Ja krzątałam się przy kuchence, a Aga siedziała przy stole.
- A co ty tak wcześnie dzisiaj? - spytała
- Jak w każdym poniedziałek.
- Na uczelnię już ruszyłaś?
- Tak.... W tym roku niby mamy mieć praktyki, ale z racji tego, że pracuję w zawodzie, to mam już je zaliczone....
Opowiedziałam Adze o sytuacji z Piotrkiem i Patrycją.
- I co chcecie teraz zrobić?
- Nie wiem...
- Obyście z tego jakiś wnuków nie mieli - uśmiechnęła się
- Jeszcze tego by brakowało - oburzyłam się - Mam małe dzieci w domu , bliźniaki, trzylatki , myślisz, że potrzebuję wejść znowu w te pieluchy? Dopiero co z nich wyszłam.
- Jedziecie na tę galę w grudniu tych najlepszych sportowców 25-lecia?
- Tak, jedziemy, a wy?
- Tak, my też
- Ja nawet nie wiem, kto jest tam nominowany.... Ale nawet nie mam czasu, aby myśleć nad sukienką. W styczniu przecież też czeka nas Gala Mistrzów Sportu. Dzisiaj jeszcze mam dwa sprawdziany i kartkówkę do sprawdzenia. Muszę wydrukować wiele rzeczy, bo jutro wywiadówka..... Moja pierwsza w życiu w roli wychowawcy.
Pogadałam jeszcze przez jakieś 20 minut z Agą, gdy zauważyła w oknie, że jej mąż przyjechał z dziećmi, a ona zamknęła dom na klucz. Pożegnałyśmy się więc uściskiem.
Po chwili Kamil wsiadł w samochód i pojechał do szkoły po Wiktorię, Karola i Izę. Piotrek kończył zajęcia o 15:00, a następnie miał trening do 19:00.
Gdy mąż wrócił z dziećmi zasiedliśmy do obiadu. Po nim Wiktoria pozmywała naczynia, a ja usiadłam w jadalni z laptopem i stosem sprawdzianów. Wzięłam do ręki czerwony długopis i zaczęłam sprawdzać, wpisując od razu oceny na elektroniczny dziennik.
Wiktoria dosiadła się do mnie.
- Co robisz? - spytała
- Sprawdzam sprawdziany 2e.
- Rozszerzenie?
- Tak...
Wiktoria wzięła jeden ze sprawdzianów.
- Jakie to trudne... - westchnęła - Skąd oni mają wiedzieć o korzyściach dla Polski w 15 wieku wynikających z zakończenia wojny trzynastoletniej z zakonem krzyżackim?
- Będziesz miała podobne tematy, to na pewno zrozumiesz, jakie wynikają korzyści - uśmiechnęłam się
- Co jeszcze dzisiaj będziesz robić?
-Jeszcze mam sprawdziany 4f i kartkówki 2g oraz przygotować sobie wszystko na wywiadówkę, jutro będę w domu po 12:00, a o 16:30 spotkanie mam z rodzicami.
- Tata pojedzie do mnie? - spytała niepewnym głosem
- Tak, a co?
- Nic, tak się pytam
- Coś się dzieje? - spytałam
- Nie, nic... Idę lekcje odrobić....
I poszła na górę.
O 15:20 Kamil wyjechał z domu i pojechał do szkoły na spotkanie z rodzicami.
Ja zaś dokończyłam sprawdzenie tylko sprawdzianów i musiałam na chwilę przerwać, bo przybiegł do mnie Karolek z książką. Miał 2 strony podsumowania z odejmowania, które musiał zrobić na następny dzień, więc zrobiliśmy je razem, a później wróciłam do sprawdzenia kartkówek.
Gdy już nareszcie to skończyłam, musiałam wydrukować sobie kilka dokumentów. Mamy w domu 2 drukarki. Jedna w pokoju Wiktorii, a druga w pokoju Piotrka.
Słyszałam, że od kilku minut Wiktoria gra na pianinie, więc postanowiłam jej nie przeszkadzać.
Piotrka jeszcze nie było w domu, bo był na treningu. Położyłam swojego laptopa na biurku, ale wyskakiwał jakiś błąd, więc zgrałam wszystko na pendrive'a i postanowiłam wydrukować z laptopa syna.
Zdziwiłam się bardzo, gdy zobaczyłam, że na tapecie miał zdjęcie swoje i Patrycji z Krupówek.Uśmiechnęłam się sama do siebie i po 10 minutach miałam już wszystko wydrukowane. Popakowałam to w koszulki i teczki i wyszłam z pokoju.
Wróciłam do jadalni i tam usiadłam przy kolejnych papierach, spoglądając co chwilę na Olusia i Mateuszka
- Mamo! - krzyknął nagle Oluś
- Co, kochanie?! - aż podskoczyłam na krześle
- Bo mi Mateusz zabrał zabawkę.
Podeszłam do dzieci, aby wyjaśnić spór, ale i jeden i drugi był nieugięty w swoich racjach i nie dowiedziałam się, czyja tak naprawdę jest ta zabawka.
Wróciłam więc do swojej pracy.
Około 17:45 pod dom podjechał samochód
- Tata wrócił! - wykrzyknął Oluś
Po chwili do domu wszedł Kamil
- Już jestem!
- I jak tam? - spytałam
- Wiktoria! - krzyknął Kamil
I wtedy nie wiedziałam, co tak naprawdę działo się na tej wywiadówce. Byłam przekonana, że raczej wszystko będzie ok.
Wiktoria wystraszona zeszła po schodach.
- Co się dzieje? - spytała
-Wysłałyście mnie na wywiadówkę, a ja tam usiadłem i świeciłem oczami. Wszyscy się na mnie patrzyli i jak to teraz wygląda, że ja nic nie wiem o własnym dziecku?
- Co się wydarzyło? - spytałam męża
- Usiadłem spokojnie w ławce, ten twój wychowawca się przedstawił i on na początku chciałby mi serdecznie pogratulować, bo jako jedyna uczennica wiedziała jak postąpić , gdy jeden z uczniów klasy 2 zadławił się kawałkiem kanapki. Podobno podbiegłaś od tyłu, złapałaś to dziecko i je uratowałaś, zastosowałaś ten chwyt....
- Chwyt Heimlicha....
- Właśnie to... - Kamil spojrzał się na córkę z zaciekawieniem, widziałam, że to nie koniec historii - Podszedł do mnie, podał mi rękę i powiedział, że jest zaskoczony postawą mojej córki i że Wiktoria na pewno jeszcze w przyszłości nas zaskoczy, a ty mnie zaskoczyłaś ponownie, gdy ten twój wychowawca wręczał kartki z ocenami i powiedział, że w 7 klasie nie masz żadnej oceny dobrej, same bardzo dobre i celujące... I że on się nie dziwi, dlaczego zostałaś przewodniczącą samorządu szkolnego
- Co?! - zdziwiłam się
- Dzisiaj były wybory, zostałam zgłoszona przez kolegów z klasy i wygrałam, inni przeciwnicy nie mieli żadnych głosów, ale mi się jakoś ta funkcja nie podoba
- Dlaczego ty nam nie mówisz o takich rzeczach? - spytałam
- Bo to nic takiego.
- Wiktoria, jeśli ty chcesz przed nami tyle faktów ukrywać, to w naszej rodzinie będą ciągłe konflikty, a chyba tego nie chcemy
- No nie.... - westchnęła
- Ale to jeszcze nie koniec- powiedział Kamil
- Co znowu? - już byłam w takim stanie, że teraz to mogłam przyjąć do świadomości dosłownie wszystko i żadna wiadomość o naszej córce by mnie nie zdziwiła.
- Szkoła zainwestowała w sprzęt muzyczny, chcą stworzyć własny zespół i nawet mnie już nie dziwi, że Wiktoria zajmie się całą organizacją wraz z Panem od muzyki, ale to Wiktoria będzie czuwała nad wszystkim, będzie przeprowadzała casting, kto się nadaje, a kto nie.
Spojrzałam się na córkę i się po prostu załamałam.... Gdzie my, rodzice, popełniliśmy błąd, że Wiktoria nic nam nie mówi.
- Dlaczego ty, kochanie, nic nam nie powiedziałaś? - spytałam
- Wiecie, po co miałam wam mówić. Dla mnie to są mało znaczące sprawy
- Kochanie, jesteś w szkole rozchwytywana, wszyscy się znają, bierzesz udział w wielu akcjach
- Aktywistka - uśmiechnął się Kamil
I wtedy zrozumiałam, że Kamilowi już złość minęła
- Przepraszam, ale jakoś dla mnie to coś normalnego, wy nigdy się nie udzielaliście w szkole?
- Ja w szkole w ogóle nie bywałem - uśmiechnął się Kamil - Ale i tak jesteśmy dumni - podszedł i pocałował córkę w czółko, przecież jesteś moim małym słoneczkiem, moją Wikusią... Nigdy nie zapomnę, jak się cieszyłem, gdy się dowiedziałem, że będę miał córkę....
- A ja jestem szczęśliwa, że mam tak cudownych rodziców - po czym Wiktoria przytuliła nas oboje..
I w tym momencie uświadomiłam sobie, jak wielką pełnię rolę w swoim życiu... Rolę matki...
Następnego dnia zaczynałam zajęcia o godzinie 8.. Pięć godzin lekcyjnych, wszystkie to rozszerzenia.... Naprawdę czekał mnie ciężki dzień. Do tego zebranie z rodzicami mojej klasy.
Założyłam więc do pracy
Włosy splotłam w warkocza, delikatnie się podmalowałam.
Zjadłam z dziećmi i mężem rodzinne śniadanie, zawiozłam od razu Piotrka do szkoły.
- Dzisiaj zebranie? - spytał
- Trochę się stresuję...
- Nie masz czym.... - powiedział - Będzie dobrze, wierzę w Ciebie, mamo..
- Dziękuję, synku.
- Ja w poniedziałek wyjeżdżam na zgrupowanie...
- Naprawdę? Nic nie mówiłeś?
- Zapomniałem... Na 2 tygodnie, do Austrii..
- Zapomniałeś o dwutygodniowym zgrupowaniu do Austrii?
- Wczoraj miałem sprawdzian z matematyki, myślałem tylko o nim....
- I jak ci poszło?
- Myślę, że 3 będzie! - powiedział uradowany
- Też mam nadzieję- uśmiechnęłam się , a Piotrek wysiadł z samochodu
Następnie podjechałam pod swoją szkołę.
Po skończonych zajęciach o 11:25, przypominając mojej klasie chyba trzy razy o spotkaniu z rodzicami, wróciłam do domu.
Stres zjadał mnie ogromnie, do tego Kamil popsuł pralkę, bo chciał zaoszczędzić mi problemów i postanowił zrobić to za mnie. W rezultacie przysporzył mi więcej problemów. Powycierałam łazienkę i wszystko posprzątałam, ale pralki tego dnia nie mieliśmy jak kupić, zaraz musiałam przygotować się na spotkanie z rodzicami. Na czarną bluzkę Olek wylał mi swój pomarańczowy sok, do tej pory nie wiem, jak on to zrobił. Musiałam więc uprasować inną, tym razem białą
Spakowałam wszystkie rzeczy do torebki i zaczęłam się szykować. Założyłam
Do tego włosy rozpuściłam, wyprostowałam i zrobiłam delikatny makijaż. Założyłam złotą bransoletkę i zegarek na lewy nadgarstek.
Pożegnałam się z dziećmi i mężem i pojechałam ponownie do szkoły. Spojrzałam na drzwiach wejściowych na kartkę,w której na pewno jestem sali.
- 26 - powiedziałam sama do siebie.
Wzięłam kluczyk z portierni i udałam się do pokoju nauczycielskiego.
10 minut przed rozpoczęciem spotkań z rodzicami każdy z wychowawców poszedł już pod swoją salę. Pod 26 stało już kilkoro rodziców. Szybko zliczyłam, że było ich 18. Otworzyłam więc drzwi i zaprosiłam do środka.
- Zostało jeszcze 7 minut - powiedziałam do rodziców i usiadłam na krześle przy biurko - Więc jeszcze poczekamy, zapewne pozostali rodzice zaraz się pojawią.
Po chwili zjawiło się jeszcze około 10 rodziców.
Gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca, wstałam i stanęłam na środku.
- Możemy już zaczynać - spojrzałam na zegarek - Dzień dobry, państwu! Nazywam się Katarzyna Witkowska-Stoch i jestem wychowawczynią Pańskich dzieci. Nowa szkoła, nowa klasa, dużo nowych rzeczy przed nimi, przede mną też. Pracuję w tej szkole krótko. To dopiero mój drugi rok szkolny w tej placówce , a pierwszy w roli wychowawcy. Jeśli będziemy mi dane, będę się spotykać z Państwem aż do końca klasy 4. Chciałabym na początku sprawdzić listę obecności.
Podałam kartkę pani w pierwszej ławce przy biurku.
- Jeśli nie mieliby państwo długopisów, to położę tutaj - położyłam około 10 sztuk na pierwszej ławce w środkowym rzędzie, która była wolna
Trochę się stresowałam, lecz z każdą minutą było coraz lepiej. Mówiłam śmielej, uśmiechałam się, a stres mijał. Poczułam, że rodzice moich wychowanków również mnie polubili, niektórzy zadawali różne pytania, ja podawałam im zgody na różne wydarzenia, wyjaśniałam, zapoznałam z planem zajęć godzin wychowawczych.
Po godzinnym spotkaniu z rodzicami, rozstaliśmy się w miłej atmosferze. Ja zostałam jeszcze chwilę w sali, wszystkie dokumenty spakowałam, po czym zamknęłam salę i wróciłam do domu.
W salonie czekali na mnie wszyscy z talerzem naleśników.
- Nie wierzę, że zrobiliście naleśniki - uśmiechnęłam się
- Wiktoria zrobiła - powiedział Karolek
- Tata jej pomagał - dopowiedziała Izabelka
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się i ucałowałam wszystkich. - Moje kochane.... Co ja bym bez was zrobiła?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Wiedziałam, że te tematy są trudne dla Piotrka, zdawałam sobie z tego sprawę, ponieważ...to jego pierwsza miłość .... i to w dodatku jaka miłość.
Po zjedzonym śniadaniu założyłam
Pożegnałam się z mężem pocałunkiem w policzek, ucałowałam Olusia z Mateuszkiem i zawiozłam najpierw Karola i Izę do szkoły, a później pojechałam do pracy.
Miałam jeszcze 10 minut do rozpoczęcia zajęć, wzięłam więc klucz z portierni i udałam się do sali.
Swój dzień pracy rozpoczynałam godziną wychowawczą.
Zaraz po dzwonku moja klasa weszła do sali. Przywitaliśmy się "dzień dobry" i zaczęłam sprawdzać listę
- Adamczak, Adamska, Babik, Babiński, Czajkowska, Czech, Dąbek, Dobosz, Drozd, Fąfara, Filipiak, Franczak, Frankiewicz, Fronek, Gąsienica, Górska, Gruszka, Iwanicka, Juszczak, Kamińska, Kania, Karpińska, Kozak, Lato, Lipiec, Lipka, Mazur, Osińska, Piątek, Przybysz, Raczyńska, Stoch, Traczyk, Wesołowska
Wszyscy byli, więc na początku przypomniałam o spotkaniu z rodzicami i chciałam trochę zaciekawić uczniów godziną wychowawczą.
Wiem, że dla niektórych z nich godzina wychowawcza jest do pogadania z kolegami z ławki, spisaniem pracy domowej, czy przejrzeniu mediów społecznościowych i wstawienie na swój profil kolejne selfie.
- Chciałabym wam coś opowiedzieć. Jesteście w nowej szkole, czujecie się obco wśród nowych twarzy, pełno nowych ludzi, ja też to przechodziłam, idąc do liceum do Krakowa, a pochodzę z małej miejscowości niedaleko Krakowa, gdzie mieszka około 300 osób, więc taki skok do takiego miasta był ogromny.. A więc... - podeszłam do torebki i wyjęłam z niej portfel. Otworzyłam go i wyjęłam z niego 50 złotych - Kto z was chciałby dostać ten banknot? - widziałam, że cała klasa podniosła ręce. - Mam zamiar dać komuś z was ten banknot, ale najpierw coś z nim zrobię - zaczęłam miąć banknot - Kto w dalszym ciągu go chce? - spytałam . Wyłamały się może 4 osoby z całej klasy, reszta dalej podniosła ręce - A gdybym zrobiła to? - spytałam, po czym rzuciłam banknot na podłogę i podeptałam go butami -A teraz kto chce pieniądze? - spytałam, ale tylko połowa klasy podniosła rękę - Moi drodzy, ci którzy do tej pory podnosili rękę odebrali bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia, co ja robiłam z tym banknotem, ciągle chcieliśmy go dostać, ponieważ nie zmniejszyłam jego wartości. Wiele razy w życiu jesteście powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w błoto przez decyzję, które kiedyś podjęliście. Czujemy się przez to mniej warci. Nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie. Wy nigdy nie stracicie swojej wartości. Brudny czy czysty, zmięty, czy w dobrej formie, jesteście bezcenni dla tych, którzy was kochają. Wartość naszego życia nie wynika z tego co robimy, anie nie zależy od tego, kogo znamy, lecz od tego ,kim jesteśmy! Pamiętajcie, jesteście wyjątkowi! Nigdy o tym nie zapominajcie! Proszę was.... - dałam te 50 złotych Jankowi, który siedział w drugiej ławce - Idź na przerwie do sklepiku i kup całej klasie to wielkie pudełko cukierków. Poczęstujcie siebie, innych nauczycieli i wszystkich, których spotkacie dzisiaj na swojej drodze.... - Opowiem wam coś.... Podczas suszy mieszkańcy pewnej afrykańskiej wioski postanowili, że pomodlą się o deszcz.... Kiedy wszyscy się zebrali, tylko jeden mały chłopiec przyszedł z parasolem..... To jest nadzieja.... Kiedy podrzucacie swoje dziecko, ono się śmieje, mój Oluś zawsze się uśmiecha.... , ale wiecie dlaczego takie dziecko się uśmiecha? bo ono wie, że je złapiemy.... To jest właśnie zaufanie. Codziennie kładziemy się spać, nie wiedząc, czy następnego dnia wciąż będziemy żyć, a mimo to ustawiamy budzik, to jest nadzieja.... Planujemy wielkie rzeczy, nie posiadając żadnej wiedzy na temat przyszłości. To jest pewność. Widzimy ilości cierpienia na świecie, ale pomimo tego bierzemy ślub i mamy dzieci, sami kiedyś założycie swoje rodziny... Tym jest miłość... Na koszulce starszego mężczyzny widniał napis : "Nie mam 80.lat - jestem 16-latkiem z 64. latami doświadczenia" To się nazywa dystans. Niech te historie pomogą Wam skupić się na największych wartościach w Waszym życiu. Przekażcie je dalej!
I w tym momencie zadzwonił dzwonek na przerwę. Uczniowie zamurowani opuścili salę. Zostałam w tej sali do końca dnia. Najpierw klasa 2g, potem 2e - rozszerzenie i na sam koniec 2f.
- Dzień dobry - powiedziałam do 2f
- Dzień dobry - odpowiedzieli mi
Spojrzałam się na Patrycję. Była wyraźnie smutna.
- Patrycja? - spytałam
- Tak? - spojrzała się na mnie
- Źle się czujesz?
- Nie...
Podeszłam więc do biurka
- Sprawdziłam wasze kartkówki, ponieważ jutro jest zebranie z rodzicami, więc bardzo bym chciała, aby te oceny znalazły się na kartkach z ocenami dla waszych rodziców. Jednak wiecie, oceny nie są za dobre, a dla mnie to bardzo dziwne, bo wiem, jak pracowało mi się z wami w zeszłym roku i byłam z was naprawdę zadowolona. Jest tylko jedna piątka i jedna czwórka... Mogę czytać nazwiska? -spytałam
- Tak, usłyszałam od klasy
- Piątka Sobczak Patrycja , czwórka Dudek Zoja, jest dużo trójek i dwójek i naprawdę sporo jedynek, a przecież powiedziałam wam, z jakich konkretnie tematów zrobię tę kartkówkę. Ja wiem, że macie przedmioty rozszerzone i to na nich się skupiacie, ale jednak.... na kolejną nauczcie się tak, aby poniżej 3 nie było ok? Ja nie chcę wam wystawiać dwójek na półrocze! Bo ja nie jestem tutaj po to, aby stawiać same jedynki od góry do dołu, bo to mi wcale nie sprawia przyjemności. Ja jestem tutaj, aby przekazać wam wiedzę w sposób zrozumiały i naprawdę jest mi przykro , jak muszę wystawiać takie oceny, bo to nie jest wasza ocena, tylko ocena mojej pracy.
Po skończonych zajęciach wróciłam do domu....
Dzieciaki były jeszcze w szkole, Kamil bawił się na podwórku z Olusiem i Mateuszkiem
- Hej! - powiedziałam
A Oluś oderwał się od zabawy i podbiegł do mnie, rzucając mi się w ramiona.
- Mama! - krzyknął - Tęskniłem...
- Ja też, kochanie.. - przytuliłam syna
Mateuszek podbiegł po chwili i również mnie przytulił
- Co robicie? - spytałam
- Bawimy się - powiedział Oluś
- z tatą - dodał Mateuszek
- A w co?- spytałam
- W berka - odpowiedział Oluś.
Złapałam Olusia za jego lewą rączkę, a Mateuszka za prawą i wróciliśmy do Kamila
Pocałowałam męża na przywitanie w policzek.
- Ile dzisiaj masz sprawdzianów do sprawdzenia?
- Jeszcze dwie klasy i kartkówka.... Do tego przygotowanie do wywiadówki... Masakra jakaś... Pracowniczy wieczór mnie czekaj
Położyłam torbę w altanie i z zaskoczenia podbiegłam do męża i dotknęłam jego ramienia
- Berek! - krzyknęłam i zaczęłam biec w stronę garażu
- Co?! - wykrzyknął wystraszony Kamil i obejrzał się za siebie, po czym zaczął mnie gonić
Ganialiśmy się po całym podwórku, aż w końcu Kamil złapał mnie tak mocno, że upadłam na trawę, a Kamil wylądował na mnie....
Popatrzył się na mnie tymi swoimi wielkimi oczami... Odgarnął kosmyki włosów z mojej twarzy
- Wiesz, że z wiekiem jesteś coraz piękniejsza i z wiekiem dostrzegam coraz więcej atutów twojej urody...
- Kamil.... - szepnęłam - Dzieci się patrzą..
- Czemu ty się wstydzisz naszej miłości przed dziećmi
- Nie wstydzę się - oburzyłam się lekko
- Nie?
- Nie
I w tym momencie Kamil wpił się w moje usta.... A ja nadal po tych 16 latach znajomości czułam smak tych ust, jak za pierwszym razem.
- Mama i tata się całują! - wykrzyknął Olek, a ja w tym momencie oderwałam się od męża i zrozumiałam, że dzieci temu się przyglądają
- Tak właśnie tatuś kocha mamusię - powiedział Kamil, schodząc ze mnie i całując mnie w policzek
- Chodźcie, idziemy - powiedziałam do Olusia i Mateuszka - Mamusia zaraz jakiś obiad ugotuje.
Wzięłam torbę z altany i weszłam z dziećmi do domu. Umyłam najpierw z nimi ręce. Kamil poszedł z nimi do ich pokoju, aby się bawić, a ja robiłam obiad.
W tym momencie zadzwoniła do mnie Agnieszka, czy może wpaść na szybką kawę, bo Maciek zabrał dzieci na wycieczkę.
Zgodziłam się i po 5 minutach Agnieszka stała już w drzwiach. Przywitałyśmy się w drzwiach uściskiem i zaprosiłam ją do kuchni. Ja krzątałam się przy kuchence, a Aga siedziała przy stole.
- A co ty tak wcześnie dzisiaj? - spytała
- Jak w każdym poniedziałek.
- Na uczelnię już ruszyłaś?
- Tak.... W tym roku niby mamy mieć praktyki, ale z racji tego, że pracuję w zawodzie, to mam już je zaliczone....
Opowiedziałam Adze o sytuacji z Piotrkiem i Patrycją.
- I co chcecie teraz zrobić?
- Nie wiem...
- Obyście z tego jakiś wnuków nie mieli - uśmiechnęła się
- Jeszcze tego by brakowało - oburzyłam się - Mam małe dzieci w domu , bliźniaki, trzylatki , myślisz, że potrzebuję wejść znowu w te pieluchy? Dopiero co z nich wyszłam.
- Jedziecie na tę galę w grudniu tych najlepszych sportowców 25-lecia?
- Tak, jedziemy, a wy?
- Tak, my też
- Ja nawet nie wiem, kto jest tam nominowany.... Ale nawet nie mam czasu, aby myśleć nad sukienką. W styczniu przecież też czeka nas Gala Mistrzów Sportu. Dzisiaj jeszcze mam dwa sprawdziany i kartkówkę do sprawdzenia. Muszę wydrukować wiele rzeczy, bo jutro wywiadówka..... Moja pierwsza w życiu w roli wychowawcy.
Pogadałam jeszcze przez jakieś 20 minut z Agą, gdy zauważyła w oknie, że jej mąż przyjechał z dziećmi, a ona zamknęła dom na klucz. Pożegnałyśmy się więc uściskiem.
Po chwili Kamil wsiadł w samochód i pojechał do szkoły po Wiktorię, Karola i Izę. Piotrek kończył zajęcia o 15:00, a następnie miał trening do 19:00.
Gdy mąż wrócił z dziećmi zasiedliśmy do obiadu. Po nim Wiktoria pozmywała naczynia, a ja usiadłam w jadalni z laptopem i stosem sprawdzianów. Wzięłam do ręki czerwony długopis i zaczęłam sprawdzać, wpisując od razu oceny na elektroniczny dziennik.
Wiktoria dosiadła się do mnie.
- Co robisz? - spytała
- Sprawdzam sprawdziany 2e.
- Rozszerzenie?
- Tak...
Wiktoria wzięła jeden ze sprawdzianów.
- Jakie to trudne... - westchnęła - Skąd oni mają wiedzieć o korzyściach dla Polski w 15 wieku wynikających z zakończenia wojny trzynastoletniej z zakonem krzyżackim?
- Będziesz miała podobne tematy, to na pewno zrozumiesz, jakie wynikają korzyści - uśmiechnęłam się
- Co jeszcze dzisiaj będziesz robić?
-Jeszcze mam sprawdziany 4f i kartkówki 2g oraz przygotować sobie wszystko na wywiadówkę, jutro będę w domu po 12:00, a o 16:30 spotkanie mam z rodzicami.
- Tata pojedzie do mnie? - spytała niepewnym głosem
- Tak, a co?
- Nic, tak się pytam
- Coś się dzieje? - spytałam
- Nie, nic... Idę lekcje odrobić....
I poszła na górę.
O 15:20 Kamil wyjechał z domu i pojechał do szkoły na spotkanie z rodzicami.
Ja zaś dokończyłam sprawdzenie tylko sprawdzianów i musiałam na chwilę przerwać, bo przybiegł do mnie Karolek z książką. Miał 2 strony podsumowania z odejmowania, które musiał zrobić na następny dzień, więc zrobiliśmy je razem, a później wróciłam do sprawdzenia kartkówek.
Gdy już nareszcie to skończyłam, musiałam wydrukować sobie kilka dokumentów. Mamy w domu 2 drukarki. Jedna w pokoju Wiktorii, a druga w pokoju Piotrka.
Słyszałam, że od kilku minut Wiktoria gra na pianinie, więc postanowiłam jej nie przeszkadzać.
Piotrka jeszcze nie było w domu, bo był na treningu. Położyłam swojego laptopa na biurku, ale wyskakiwał jakiś błąd, więc zgrałam wszystko na pendrive'a i postanowiłam wydrukować z laptopa syna.
Zdziwiłam się bardzo, gdy zobaczyłam, że na tapecie miał zdjęcie swoje i Patrycji z Krupówek.Uśmiechnęłam się sama do siebie i po 10 minutach miałam już wszystko wydrukowane. Popakowałam to w koszulki i teczki i wyszłam z pokoju.
Wróciłam do jadalni i tam usiadłam przy kolejnych papierach, spoglądając co chwilę na Olusia i Mateuszka
- Mamo! - krzyknął nagle Oluś
- Co, kochanie?! - aż podskoczyłam na krześle
- Bo mi Mateusz zabrał zabawkę.
Podeszłam do dzieci, aby wyjaśnić spór, ale i jeden i drugi był nieugięty w swoich racjach i nie dowiedziałam się, czyja tak naprawdę jest ta zabawka.
Wróciłam więc do swojej pracy.
Około 17:45 pod dom podjechał samochód
- Tata wrócił! - wykrzyknął Oluś
Po chwili do domu wszedł Kamil
- Już jestem!
- I jak tam? - spytałam
- Wiktoria! - krzyknął Kamil
I wtedy nie wiedziałam, co tak naprawdę działo się na tej wywiadówce. Byłam przekonana, że raczej wszystko będzie ok.
Wiktoria wystraszona zeszła po schodach.
- Co się dzieje? - spytała
-Wysłałyście mnie na wywiadówkę, a ja tam usiadłem i świeciłem oczami. Wszyscy się na mnie patrzyli i jak to teraz wygląda, że ja nic nie wiem o własnym dziecku?
- Co się wydarzyło? - spytałam męża
- Usiadłem spokojnie w ławce, ten twój wychowawca się przedstawił i on na początku chciałby mi serdecznie pogratulować, bo jako jedyna uczennica wiedziała jak postąpić , gdy jeden z uczniów klasy 2 zadławił się kawałkiem kanapki. Podobno podbiegłaś od tyłu, złapałaś to dziecko i je uratowałaś, zastosowałaś ten chwyt....
- Chwyt Heimlicha....
- Właśnie to... - Kamil spojrzał się na córkę z zaciekawieniem, widziałam, że to nie koniec historii - Podszedł do mnie, podał mi rękę i powiedział, że jest zaskoczony postawą mojej córki i że Wiktoria na pewno jeszcze w przyszłości nas zaskoczy, a ty mnie zaskoczyłaś ponownie, gdy ten twój wychowawca wręczał kartki z ocenami i powiedział, że w 7 klasie nie masz żadnej oceny dobrej, same bardzo dobre i celujące... I że on się nie dziwi, dlaczego zostałaś przewodniczącą samorządu szkolnego
- Co?! - zdziwiłam się
- Dzisiaj były wybory, zostałam zgłoszona przez kolegów z klasy i wygrałam, inni przeciwnicy nie mieli żadnych głosów, ale mi się jakoś ta funkcja nie podoba
- Dlaczego ty nam nie mówisz o takich rzeczach? - spytałam
- Bo to nic takiego.
- Wiktoria, jeśli ty chcesz przed nami tyle faktów ukrywać, to w naszej rodzinie będą ciągłe konflikty, a chyba tego nie chcemy
- No nie.... - westchnęła
- Ale to jeszcze nie koniec- powiedział Kamil
- Co znowu? - już byłam w takim stanie, że teraz to mogłam przyjąć do świadomości dosłownie wszystko i żadna wiadomość o naszej córce by mnie nie zdziwiła.
- Szkoła zainwestowała w sprzęt muzyczny, chcą stworzyć własny zespół i nawet mnie już nie dziwi, że Wiktoria zajmie się całą organizacją wraz z Panem od muzyki, ale to Wiktoria będzie czuwała nad wszystkim, będzie przeprowadzała casting, kto się nadaje, a kto nie.
Spojrzałam się na córkę i się po prostu załamałam.... Gdzie my, rodzice, popełniliśmy błąd, że Wiktoria nic nam nie mówi.
- Dlaczego ty, kochanie, nic nam nie powiedziałaś? - spytałam
- Wiecie, po co miałam wam mówić. Dla mnie to są mało znaczące sprawy
- Kochanie, jesteś w szkole rozchwytywana, wszyscy się znają, bierzesz udział w wielu akcjach
- Aktywistka - uśmiechnął się Kamil
I wtedy zrozumiałam, że Kamilowi już złość minęła
- Przepraszam, ale jakoś dla mnie to coś normalnego, wy nigdy się nie udzielaliście w szkole?
- Ja w szkole w ogóle nie bywałem - uśmiechnął się Kamil - Ale i tak jesteśmy dumni - podszedł i pocałował córkę w czółko, przecież jesteś moim małym słoneczkiem, moją Wikusią... Nigdy nie zapomnę, jak się cieszyłem, gdy się dowiedziałem, że będę miał córkę....
- A ja jestem szczęśliwa, że mam tak cudownych rodziców - po czym Wiktoria przytuliła nas oboje..
I w tym momencie uświadomiłam sobie, jak wielką pełnię rolę w swoim życiu... Rolę matki...
Następnego dnia zaczynałam zajęcia o godzinie 8.. Pięć godzin lekcyjnych, wszystkie to rozszerzenia.... Naprawdę czekał mnie ciężki dzień. Do tego zebranie z rodzicami mojej klasy.
Założyłam więc do pracy
Włosy splotłam w warkocza, delikatnie się podmalowałam.
Zjadłam z dziećmi i mężem rodzinne śniadanie, zawiozłam od razu Piotrka do szkoły.
- Dzisiaj zebranie? - spytał
- Trochę się stresuję...
- Nie masz czym.... - powiedział - Będzie dobrze, wierzę w Ciebie, mamo..
- Dziękuję, synku.
- Ja w poniedziałek wyjeżdżam na zgrupowanie...
- Naprawdę? Nic nie mówiłeś?
- Zapomniałem... Na 2 tygodnie, do Austrii..
- Zapomniałeś o dwutygodniowym zgrupowaniu do Austrii?
- Wczoraj miałem sprawdzian z matematyki, myślałem tylko o nim....
- I jak ci poszło?
- Myślę, że 3 będzie! - powiedział uradowany
- Też mam nadzieję- uśmiechnęłam się , a Piotrek wysiadł z samochodu
Następnie podjechałam pod swoją szkołę.
Po skończonych zajęciach o 11:25, przypominając mojej klasie chyba trzy razy o spotkaniu z rodzicami, wróciłam do domu.
Stres zjadał mnie ogromnie, do tego Kamil popsuł pralkę, bo chciał zaoszczędzić mi problemów i postanowił zrobić to za mnie. W rezultacie przysporzył mi więcej problemów. Powycierałam łazienkę i wszystko posprzątałam, ale pralki tego dnia nie mieliśmy jak kupić, zaraz musiałam przygotować się na spotkanie z rodzicami. Na czarną bluzkę Olek wylał mi swój pomarańczowy sok, do tej pory nie wiem, jak on to zrobił. Musiałam więc uprasować inną, tym razem białą
Spakowałam wszystkie rzeczy do torebki i zaczęłam się szykować. Założyłam
Do tego włosy rozpuściłam, wyprostowałam i zrobiłam delikatny makijaż. Założyłam złotą bransoletkę i zegarek na lewy nadgarstek.
Pożegnałam się z dziećmi i mężem i pojechałam ponownie do szkoły. Spojrzałam na drzwiach wejściowych na kartkę,w której na pewno jestem sali.
- 26 - powiedziałam sama do siebie.
Wzięłam kluczyk z portierni i udałam się do pokoju nauczycielskiego.
10 minut przed rozpoczęciem spotkań z rodzicami każdy z wychowawców poszedł już pod swoją salę. Pod 26 stało już kilkoro rodziców. Szybko zliczyłam, że było ich 18. Otworzyłam więc drzwi i zaprosiłam do środka.
- Zostało jeszcze 7 minut - powiedziałam do rodziców i usiadłam na krześle przy biurko - Więc jeszcze poczekamy, zapewne pozostali rodzice zaraz się pojawią.
Po chwili zjawiło się jeszcze około 10 rodziców.
Gdy już wszyscy zajęli swoje miejsca, wstałam i stanęłam na środku.
- Możemy już zaczynać - spojrzałam na zegarek - Dzień dobry, państwu! Nazywam się Katarzyna Witkowska-Stoch i jestem wychowawczynią Pańskich dzieci. Nowa szkoła, nowa klasa, dużo nowych rzeczy przed nimi, przede mną też. Pracuję w tej szkole krótko. To dopiero mój drugi rok szkolny w tej placówce , a pierwszy w roli wychowawcy. Jeśli będziemy mi dane, będę się spotykać z Państwem aż do końca klasy 4. Chciałabym na początku sprawdzić listę obecności.
Podałam kartkę pani w pierwszej ławce przy biurku.
- Jeśli nie mieliby państwo długopisów, to położę tutaj - położyłam około 10 sztuk na pierwszej ławce w środkowym rzędzie, która była wolna
Trochę się stresowałam, lecz z każdą minutą było coraz lepiej. Mówiłam śmielej, uśmiechałam się, a stres mijał. Poczułam, że rodzice moich wychowanków również mnie polubili, niektórzy zadawali różne pytania, ja podawałam im zgody na różne wydarzenia, wyjaśniałam, zapoznałam z planem zajęć godzin wychowawczych.
Po godzinnym spotkaniu z rodzicami, rozstaliśmy się w miłej atmosferze. Ja zostałam jeszcze chwilę w sali, wszystkie dokumenty spakowałam, po czym zamknęłam salę i wróciłam do domu.
W salonie czekali na mnie wszyscy z talerzem naleśników.
- Nie wierzę, że zrobiliście naleśniki - uśmiechnęłam się
- Wiktoria zrobiła - powiedział Karolek
- Tata jej pomagał - dopowiedziała Izabelka
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się i ucałowałam wszystkich. - Moje kochane.... Co ja bym bez was zrobiła?
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000



Komentarze
Prześlij komentarz