Zostałam wybrana przez dyrekcję, aby w tym roku szkolnym przygotować uroczystą akademię z okazji kolejnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Przygotowania zaczęłam od razu w październiku, zaraz po Dniu Nauczyciela.
Rano wstałam, zrobiłam śniadanie, które zjedliśmy wspólnie.
-Dzisiaj mam sprawdzian z historii - powiedziała Wiktoria
-A z czego?
- Z pierwszych dni wojny.. Trochę się boję.
-Nie masz czego się bać, na pewno sobie poradzisz...
-Myślisz?
-Musisz wiedzieć bitwy kampanii wrześniowej, to jest najważniejsze. Dokładne daty oczywiście, jak ja pisałam sprawdzian z tego działu w liceum i napisałam że bitwa nad Bzurą skończyła się 21 września, a skończyła się 22. Mój profesor się oburzył, że nie wiem takich ważnych rzeczy i postawił mi 4+...
-Tylko za jeden dzień? - zdziwił się Karolek
-Jeden dzień w historii znaczy bardzo wiele. Dlatego jeśli ktoś interesuje się historią, powinien ją wręcz kochać. W szafie ostatnio znalazłam pełno książek jeszcze z czasów jak chodziłam do liceum i je kupowałam, ale też na studiach.. Możesz Wiktorka poczytać w wolnej chwili, piękna jest książka "Miłość '44, czyli 44 historie powstańczej miłości"
-Wiesz, mamo, że ja przepadam bardziej za językiem polskim niż historią.
-Wiem, ale powinna cię zainteresować i zaintrygować. Jest tam historia miłości poety Krzysztofa Kamila Baczyńskiego z Barbarą, ale też jest "Czarny Jaś" z "Kamieni na szaniec"
-Dopiero co zaczęłam je omawiać.
-To poznałaś "Czarnego Jasia", jego koledzy wspominali, że gdyby "Alek" zrobiłby ślub, to dywany mieliby z flag III Rzeszy - zaśmiałam się razem z Wiktorią, ale reszta nie wiedziała o czym my mówimy.
- "Alek" był taki właśnie, bardzo pomysłowy.
-Ale to "Rudy" wpadł na pomysł wiecznego pióra - zauważyłam
-Ale też "Alek" był bardzo odważny, przecież nie wiem, kto by się odważył w tych czasach zdjąć niemiecką tablicę z pomnika Kopernika
-Ale on ją zdejmował przez kilka dni, odkręcał trochę każdą śrubę, a potem przeniósł ją na sankach i porzucił gdzieś w zaspie.
-Albo "Ludu Warszawy, jam jest tu, Kiliński Jan"
-Książka Kamińskiego wywarła spore wrażenie, opisywała prawdziwe wydarzenia. Będziesz uczyła się o akcji pod Arenałem, książki od historii przedstawiają fakty i szczegóły, ty na języku polskim mówisz o uczuciach... Dlatego my możemy rozmawiać o tym samym z dwóch różnych perspektyw.
Kamil patrzył się na nas i się uśmiechał pod dwudniowym zaroście
-To może ja już pójdę - zaśmiał się - Nawet nie wiem o czym mówicie
-Tato! Jak można nie znać "Kamieni na szaniec"??
-Może to omawiałem, ale na pewno nie czytałem.. Nie miałem czasu na czytanie książek
-To tak jak ja - powiedział Piotrek
-Ja też nie będę czytała książek! - krzyknęła Izabela
-Ja naprawdę nie wiem, do kogo się wrodziłam z tym językiem polskim. - westchnęła Wiktoria
-Do prababci - powiedziałam
-Jak to?
-Babcia Maria się nie chwali, ale chciała uczyć języka polskiego.
-Naprawdę?
-Ma pochowane w domu książki. Jeśli do niej pojedziemy to możesz się spytać. Znajdziesz piękne wydania kanonu polskich lektur. Nawet wydanie "Pana Tadeusza" z 1937 roku, jeszcze sprzed wojny.. Ale też cała Trylogia Sienkiewicza, tylko to już chyba 1948 albo 1949
Wiktorii aż zaświeciły się oczy.
-Kiedy pojedziemy do babci?!
-Zobaczymy - powiedziałam
-Może w któryś weekend - zaproponował Kamil
Po śniadaniu poszłam na górę, pomogłam się ubrać Izie do szkoły, a sama założyłam
Wsiadłam w samochód i pojechałam do szkoły. Chociaż zaczynałam o 8.50 to w szkole byłam przed 8.00. Chciałam zrobić organizacyjne zebranie z osobami, które miały wziąć udział w akademii. Postawiłam przede wszystkim na klasy humanistyczne, ale szukałam także osób uzdolnionych muzycznie. Myślałam, że może ktoś z pierwszaków, ale ja uczyłam tylko klasę 1a. Z pomocą innych nauczycieli dotarłam do ucznia klasy 1g, który gra na akordeonie.
Po spotkaniu udałam się na lekcje.
Następnego dnia założyłam
Pojechałam do szkoły. Dzień zaczynałam z klasą 4e, miałam z nimi aż dwie godziny pod rząd. Przygotowałam dla nich pewną niespodziankę.
Weszłam na lekcje z ogromny pudełkiem
- A co to Pani dla nas ma? - spytał Wojtek
- Może jakiś bilet do kina za dobrą naukę? - zaśmiał się Michał
- Jesteśmy przy tematyce 2 wojny światowej, dlatego postanowiłam, że coś wam pokażę. Dzisiaj mamy tematy o życiu codziennym ludzi.
Zdjęłam wieko pudełka.
- Mój pradziadek - Władysław Różański urodził się w 1910 roku, a zmarł 2010. Jak wybuchła I wojna światowa uciekał ze swoją rodziną, osiedli w Strawczynie w województwie świętokrzyskim. Gdy wybuchła II wojna światowa miał 29 lat. Więc na tamte czasy był już starym kawalerem.Zaciągnął się do wojska, aby bronić ojczyzny. Walczył w Kielcach. Był dumny, że walczy w tym mieście, ponieważ jego ojciec, a mój prapradziadek walczył w Legionach Piłsudskiego w Kielcach. Brał udział w wielu akcjach przeciwko Niemcom, był w Armii Krajowej i to właśnie w niej spotkał łączniczkę - Eleonorę, z którą wziął ślub wiosną 1941 roku. Razem mieli czwórkę dzieci , Stanisława, Władysławę, Waldemara oraz Marię - moją babcię. Mówię to, dlatego że nie znałam tej historii, dowiedziałam się dopiero o tym jakieś 10 lat temu, może trochę więcej. Mówili mi tylko, że dziadek walczył. Nie wiedziałam, że to on był sam i zastrzelił 5 Niemców, że wyniósł moją prababcię Eleonorę z płonącego szpitala, że oświadczył jej się podczas jednej z akcji. Moja babcia jako ukochana córka pradziadka dostała od niego prezent na 18-te urodziny. Wiedziała, że władza rosyjska ścigała żołnierzy należących do Armii Krajowej, dlatego prezent zakopała na podwórku.... Dopiero po 1990 odkopała go.... I teraz ja weszłam w jego posiadanie.
- Co to? - spytał zaciekawiony Wojtek
Wyjęłam z pudełka ostrożnie mundur. Klasa zrobiła ogromne "wow"
- To jest mundur mojego pradziadka, gdy nastała III Rzeczpospolita został kilkukrotnie odznaczony, dlatego tutaj macie te odznaczenia - pokazałam na nie palcem - Dostał też odznaczenie podczas wojny od samej Armii Krajowej. Mówię to wam nie tylko, aby się pochwalić. Nie dlatego lubiłam historię, ja już byłam żoną i matką kiedy się o tym dowiedziałam, ale mówię, abyście i wy poszukali w domu albumów, jeśli macie jeszcze dziadków, albo pradziadków, spytajcie. Może nie walczyli, ale może pomagali na wojnie, może ukrywali kogoś, może po prostu pracowali, ale wychodzili każdego dnia z domu i nie wiedzieli, czy już wrócą. Ważne jest, aby znać historię swojej rodziny. Ja na pogrzebie pradziadka miałam 3 latka. Mam kilka zdjęć z nim. - wyjęłam je z pudełka i dałam klasie do obejrzenia. - Na jednym mam roczek, na drugim 2 latka, a na kolejnym 2,5 , to były urodziny pradziadka. Nawet na urodzinach nosił swój mundur, ponieważ nie musiał się już chować, ukrywać, że był żołnierzem Armii Krajowej, w III RP mógł z dumą nosić ten mundur, nawet na ulicy.
Po obejrzeniu zdjęć, wrócili do mnie.
- Obecnie nikt nie zorientowałby się, że Władysław Różański jest moim pradziadkiem. Moja babcia wyszła za mąż za Jana Ujejskiego, mając 18 lat, moja mama za Krzysztofa Witkowskiego, a ja za Kamila Stocha - uśmiechnęłam się - Dlatego nazwiska w naszej rodzinie są naprawdę różne i obecnie nikt by się nie połapał. Mam dwuczłonowe nazwisko, więc chociaż mam w sobie również cząstkę mojej panieńskości - zaśmiałam się
Zamknęłam pudełko z mundurem
- A teraz przechodzimy do tematu lekcji. "Życie kobiet w okupowanej Polsce"
- Co? - spytał Wojtek - Kobiety?
- Wojtuś, kobiety również miały swój udział w II wojnie światowej, mówiłam wam o mojej prababce - Eleonorze, która była łączniczką, a takich kobiet było tysiące. Powiemy sobie dzisiaj, co takiego kobiety robiły, jak się zachowywały, miały wiele ról. Wiecie, że na przykład prowadziły Warszawy dla Żydów, aby Żydówki umiały się zachować na ulicy? Kobieta, która idzie ulicą ze spuszczoną głową od razu nie podobała się Niemcom. Polki chodziły po ulicy dumnie, wyprostowane, często się uśmiechały do Niemców, poprawiały fryzurę, robiły makijaż
- Ale to jest niedorzeczne!
- Wojtek, popatrz na to inaczej, wtedy mogły zwrócić na siebie uwagę Niemców, a inne kobiety, z którymi współpracowały, przenosiły wielkie paczki, często będąc niezauważane! Czytałam historię jednej z kobiet, fryzjerki, która dzięki urokowi osobistemu uratowała skład "bibuły" na zapleczu. Uśmiechała się, umalowała ładnie i gdy przyszli Niemcy i spytali się "Co tam jest?" Odpowiedziała, że tam śpi i spytała "Czy chcą Panowie zobaczyć"? Speszeni Niemcy powiedzieli , że nie i dlatego uratowała jeden z większych składów "bibuły" w stolicy. Ale kobiety były łączniczkami, nauczycielkami na tajnych kompletach, w Powstaniu, o czym będziemy mówić walczyły ramię w ramię z mężczyznami, albo były sanitariuszkami, czy przewodniczkami po kanałach. Nie możemy jednak powiedzieć, że często padały ofiarą gwałtów czy mordów ze strony Niemców.... Może ktoś z was oglądał stary już serial, "Czas honoru"?
Wojtek podniósł rękę
- Jest to mój ulubiony serial wojenny - powiedziałam - Mam w domu książki o bohaterach, więc wiesz pewnie, że Wanda, ukochana Bronka padła ofiarą gwałtu w więzieniu na Pawiaku. Ale też kobiety były niekiedy egzekutorkami, jeśli tylko dobrze strzelały. Ruda, ukochana Władka w czwartym sezonie była... "panią do towarzystwa", udawała tylko, przychodziła do mieszkania Niemca, wyciągała pistolet z torebki i kilka strzałów. Potem robiła znak lampką i wchodziła jej "obstawa" i wynosiła z mieszkania Niemca, co najważniejsze. Dlatego nie możecie powiedzieć, że kobiety nic nie robiły, ich rola również była wielka! A w niektórych momentach robiły więcej niż mężczyźni!
Po zajęciach wróciłam do domu.
Następnego dnia założyłam do pracy
W szkole trwały ogromne przygotowania do akademii 11 listopada. Ja również robiłam próby i spotkania. Tego dnia, a był to piątek , postanowiłam zrobić niespodziankę i włączyć 4e jeden z odcinków "Czasu honoru"
- Chcę wam pokazać, że seriale nie do końca niosą ze sobą prawdę - powiedziałam do uczniów. - Obejrzymy dzisiaj jedną z większych akcji żelaznej serialowej czwórki, czyli napad na Reichsbank.
Obejrzałam z nimi cały odcinek.
- Ten jest przystojny - Nina wskazała na aktora Macieja Zakościelnego
- Ten piękniejszy - powiedziała Julka wskazując aktora Jakuba Wesołowskiego
- A ja kochałam się w tych dwóch pozostałych - uśmiechnęłam się, myśląc o Antonim Pawlickim i Janem Wieczorkowskim- Teraz ci aktorzy są już naprawdę wiekowi - zaśmiałam się - Maciej Zakościelny obchodził w tym roku już 54 lata, Antoni Pawlicki 51 lat , Jakub Wesołowski 49 lat , a Jan Wieczorkowski to już 62-latek ...Wszyscy mają żony, dziec, rodziny. Dlatego w niektórych przypadkach, to spóźniłyście się, kochane prawie 3 dekady... Najmłodszy Wesołowski i najbardziej po nim nie widać, że ma tyle lat
- A jakie filmy o tej tematyce by nam Pani poleciła? - spytał Wojtek
- "Kamienie na szaniec" pewnie omawialiście w szkole podstawowej, bo moja najstarsza córka właśnie omawia... Ale jeśli chodzi o filmy, to "Dywizjon 303", "Kurier", może obejrzymy sobie "Miasto 44", zobaczę jak tam z programem się ułożymy.
Po tej lekcji zajęłam się próbą do akademii.
Chciałam nie tylko przygotować akademię, czyli wiersze, narratorzy i pieśni, ale także zrobić wielkie przedstawienie, żołnierzy idących na wojnę, polskie wiersze... Jeśli chodzi o recytację i narrację tutaj oddałam pałeeczkę polonistce, ja zaś zajęłam się stroną muzyczną, ale także miałam za zadanie "skleić" wszystko razem
Po pierwszej recytacji, a także narracji przyszedł czas na "O mój rozmarynie". Śpiewałam razem z chórem, który utworzyłam na potrzeby akademii. Wojtek oczywiście ze swoim niskim głosem musiał się w nim znaleźć.
Potem już w połowie scenariusza chciałam wprowadzić małe zmiany, aby wykonać coś na typ musicalu, aby wykonać "Przybyli ułani pod okienko" oraz "Ułani, ułani"
Po próbie byłam bardzo zadowolona, dlatego o 13:00 wróciłam do domu.
11 listopada wypadał w sobotę, dlatego akademię postanowiliśmy zorganizować w piątek - 10 listopada.
Założyłam rano
Włosy rozpuściłam, założyłam szpilki.
- A ty, kochanie, taka wystrojona idziesz? - spytał Kamil
- Tak, w końcu jestem odpowiedzialna za tę akademię
- Pełno chłopaków z maturalnych klas wokół ciebie się kręci - powiedział bardzo poważnie
- Jesteś o nich zazdrosny? - zaśmiałam się
- Zawsze jestem o ciebie zazdrosny
- Chłopcy z 4e pytali się, czy córka jest podobna do mnie, więc powinieneś martwić się o Wiktorię - uśmiechnęłam się
- Co?! Nasza Wiktoria?!
Pocałowałam męża w policzek i wyszłam z domu.
Akademia wyglądała cudownie. Zrobiłam sobie po niej pamiątkowe zdjęcie ze wszystkimi uczniami. Gdy już miałam iść do domu, podszedł do mnie Wojtek, a za nim cała klasa 4e
- Pani profesor, może zrobimy sobie z Panią pamiątkowe zdjęcie?
- Ależ oczywiście! - powiedziałam
Zrobiłam sobie z nimi zdjęcie - jedno poważne, a drugie , na którym bardzo się "wygłupialiśmy". Potem podeszła do mnie jeszcze moja klasa.
Też zrobiłam sobie z nimi kilka zdjęć.
- Uwielbiam was! - powiedziałam, posyłając im całusy w powietrze i wróciłam do domu.
Tak jak obiecałam, postanowiłam zabrać klasę 4e do muzeum. Chciałam osadzić to w naszej obecnej tematyce, dlatego już 15 listopada zorganizowałam wycieczkę do Warszawy do Muzeum Powstania Warszawskiego. Zabrałam jeszcze ich polonistkę oraz wychowawcę.
Wyjazd spod szkoły był zaplanowany na 6:00 rano autokarem. Dlatego wstałam tuż przed 5:00.
Założyłam
Włosy rozpuściłam, założyłam czarny płaszcz i pojechałam pod szkołę. Zjawiła się cała klasa 4e. Wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy do Warszawy. O 6:00 nie było aż takich korków na Zakopiance ani też na drodze do Krakowa. O 13:00 byliśmy więc na miejscu.
Wiedziałam, że wizyta w takim miejscu dla osób, które uwielbiają historię jest czymś niezwykłym. Ja znowu poczułam magię tego miejsca, jak za pierwszym razem, gdy byłam tutaj z Kamilem i dziećmi.
Zwiedzanie zajęło nam 2 godziny. Nie obyło się bez pamiątkowych zdjęć. W Zakopanem byliśmy dopiero po 23:00. Zmęczona pożegnałam się z uczniami, zapraszając ich do szkoły następnego dnia, ponieważ dzień o 8:00 zaczynałam z nimi i dwiema godzinami lekcyjnymi :)
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000





Komentarze
Prześlij komentarz