*Wiktoria*
Był już początek lutego.
Rano po śniadaniu poszłam na górę, aby się przebrać z piżamy. Założyłam.
Pojechałam do szkoły. Tego dnia akurat nie miałam zajęć wokalnych w szpitalu.
W szkole, dzień jak co dzień, po 6 godzinach , chciałam iść na przystanek, aby pojechać do szpitala.
Jak zwykle spotkałam się z Kamilem pod szafkami.
- Co tam znowu? - spytałam oschle
- Może.... Dasz się zaprosić gdzieś.... ? - zaczął
- Gdzie? - spytałam
- Gdzie tylko chcesz...
- Nie masz konkretnych propozycji, więc ja nie mam czasu dla ciebie, śpieszę się.
- Gdzie? Do domu? - zaśmiał się
- Nie, do szpitala
- Nie masz gitary.. - zauważył
- Myślisz, że w szpitalu tylko gram?
Nie dostałam od niego odpowiedzi. Spuścił głowę
- Nie mam czasu, śpieszę się na autobus
- Może pójdziemy razem? - zaproponował
- Nie mam ochoty
Odeszłam, ale on zdążył złapać mnie za rękę. Widziałam, że zrobił się lekko nerwowy.
- Czemu ty taka jesteś? - spytał
Spojrzałam się na niego i zapytałam:
- Jaka?
- Czemu nie zauważasz, że od dawna się staram, aby ci powiedzieć, że cię kocham?! - wykrzyczał to na cały korytarz i dopiero teraz zauważyłam, że moja mama miała dyżur
- Ty jesteś nienormalny! - krzyczałam i zapłakana wybiegłam ze szkoły.
Widziałam, że wybiegł za mną, ale nie miałam ochoty z nim rozmawiać, poszłam na przystanek i wsiadłam w autobus. Wysiadłam prosto pod szpitalem. Mama napisała mi SMS-a, abym się do niej odezwała, ale odpisałam jej, że nie jestem w humorze. Miałam dość tej szkoły.
Weszłam do szpitala, udałam się szatni. Zostawiłam kurtkę, zmieniłam buty i przypięłam plakietkę "Wolontariusz".
Przeszłam się po kilku oddziałach dla zabicia czasu. Była już 16:00. A ja powoli odwiedziłam wszystkie sale i z każdym dzieciakiem zamieniłam kilka słów, ich rozpromienione twarze sprawiły, że ja też się uśmiechałam, ale dalej wyznanie Kamila brzmiało mi w uszach.
Poszłam jeszcze na onkologię. Przeszłam się po kilku salach i już miałam wejść do ostatniej, gdy... jakaś wewnętrzna siła kazała mi zostać... Usiadłam na krzesłach przed salą i powoli oddychałam... Wdech wydech.... Nagle z sali wyszło pełno lekarzy. Nie zauważyli mnie, tylko ciągle rozmawiali.
- Musimy zrobić kolejne badania - odezwał się jeden
- Myślisz, że to coś da? To prawie pewne
- Ale nie w 100%
- Myślicie, że to niedokrwistość aplastyczna?
- Jak to wykluczymy, to mamy już pewne, że to ostra białaczka szpikowa...
- Jakie dalsze leczenie?
- Albo przeszczep szpiku, albo .... chemioterapia. Nie mamy innego wyjścia
- Chłopak jest piłkarzem, on chce walczyć!
- Jak mu to powiedzieliśmy, to on już nie chce walczyć...
- Ale nawet nie mamy kontaktu z matką, nie odbiera telefonów!
- A chłopak niedługo skończy 18 lat...
- Ale te 3 tygodnie mogą wiele przesądzić, nieleczona ostra białaczka szpikowa prowadzi do zgonu między 2-3 miesiącem nieleczenia
Aż znieruchomiałam... W tym momencie zrobiło mi się słabo... Arek miałby umrzeć? Nie wiem, dlaczego tak zareagowałam? Przecież miałam dość tego gbura, ale jednak...
Lekarze odeszli, a ja weszłam do sali... Było mi nadal słabo.. Ledwo co stałam na nogach. Kacpra jednak nie było. Arek leżał na łóżku, patrzył się w sufit
- Cześć - powiedziałam
- Cześć - odpowiedział mi
- Jak się czujesz? - spytałam
- A jak mam się czuć...
- Kacper na badaniach?
- Tak..
Usiadłam na krześle obok łóżka Kacpra.
- Będą ci robić jakieś badania?
Arek spojrzał się na mnie nieco dziwnie
- Chyba, nie wiem...
Po chwili milczenia, gdy ja patrzyłam się w podłogę, a on w sufit, spytał mnie...
- Ty naprawdę nazywasz się Stoch?
- A jak miałabym się nazywać? - uśmiechnęłam się
I widziałam kątem oka, że również jego usta ułożyły się w krzywy uśmiech, ale szybko znikł. Do sali wjechał Kacper.
Przywitałam się z nim, przeczytałam mu jedną z bajek, po czym wróciłam do domu.
Wieczór spędziłam przeglądając wiele informacji na temat Arka w internecie. Pełno było artykułów na temat jego znakomitych goli, ale zastanawiał mnie jeden fakt. On wstawiał mnóstwo zdjęć ze swoją Jessicą, a ona ani jednego...
Zobaczyłam tylko jej datę urodzenia.... 5 lat starsza od Arka. Czy to nie wielka przesada?
Zapomniałam nawet o wyznaniu miłości Kamila. W głowie miałam tylko białaczkę Arka.
Następnego dnia założyłam zwykle jeansy i granatową bluzkę z długim rękawem. Mama chciała ze mną porozmawiać o wczorajszym incydencie z Kamilem, ale ja nie miałam odwagi.. Zrozumiałam, że życie jest naprawdę kruche...
Pojechałam do szkoły autobusem. Szłam korytarzem pełnym ludzi, gdy nagle zauważyłam w oddali Kamila. Poczułam dziwne ukłucie w brzuchu... Czy na pewno chcę do niego podejść? Co ja w ogóle chcę zrobić..
Podbiegłam więc do niego i nie zważając na to, że stał razem ze swoimi kolegami.... pocałowałam go.... Delikatnie, ale jednak zmysłowo... Nie wiedziałam, dlaczego, po co... Nie zastanawiałam się, co ludzie o nas pomyślą... Widziałam zdziwienie w jego oczach, ale gdy się w końcu oderwaliśmy od siebie... Kamil spojrzał się na mnie i uśmiechnął, a ja szepnęłam do ucha
- Przepraszam za wczoraj.....
I uciekłam. Jak ostatnia idiotka. Pobiegłam pod swoją salę i nikomu nie chciałam się przyznać, co zrobiłam...
Na lekcji Kamil napisał mi wiadomość
"Dzisiaj idziemy razem na przystanek? ❤"
Odpisałam mu zdawkowo
"Może... Nie wiem, nie mam teraz czasu"
Gdy skończyłam zajęcia starałam się unikać Kamila. Przesiedziałam kilka minut w łazience, aby pojechać kolejnym autobusem. Choć Juszczak do mnie pisał, to nie wyświetlałam jego wiadomości.
Poszłam więc w spokoju na przystanek i pojechałam do szpitala. Miałam wręcz ochotę spotkać się z Arkiem. Poszłam więc od razu na onkologię i pierwsze kroki skierowałam do jego sali. Jak się okazało, Kacper znowu był na jakiś badaniach... Coraz często go zabierali
- Hej - powiedziałam
- Cześć - odpowiedział mi
Jak nigdy usiadłam przy nim.
- Co ty robisz? - spytał
- Nie lubię rozmawiać z dalekich odległości - odpowiedziałam, lekko się uśmiechając
- Nie masz swojego życia? - spytał grubiańsko
- Mam, a ty nie?
- Też mam..
- Dziewczynę też - westchnęłam
- Mam
- A ja jej tutaj ani razu nie widziałam... Nie wie, że tu jesteś?
- Nie twój zasrany interes.
- Interesuję się po prostu. Wstawiasz z nią pełno zdjęć, a ona z tobą ani jednego, to cię nie dziwi?
- A ty możesz przestać interesować się moim życiem? - krzyknął
- A do czego była ci informacja, że mam na nazwisko Stoch?
- Chcę wiedzieć
- Ale po co ci ta informacja?! To by jakoś zmieniło nasze życie?
- Nasze? - spytał, jakby nie dowierzał, że to powiedziałam
- Nasze... Czego nie rozumiesz w tym zaimku?
- Wielka polonistka się znalazła!
- A żebyś wiedział, jak w przyszłości będę tępić twoje dzieci i kazać im nauczyć się przez dzień całej Inwokacji!
- A ja twoim dam taki wycisk na treningu, że zobaczysz! - aż się poderwał na łóżku i nagle upadł na poduszkę z ogromnym grymasem bólu.. Jego mina wyrażała naprawdę wiele... Coś złego się działo.. Trzymał się za brzuch i zwinął się w kulkę..
Przestraszyłam się...
- Boli cię? - spytałam
- A ciebie by nie bolało?! - warknął
- Jesteś w takim stanie, że... -ale nie dokończyłam, bo mi przerwał
- W jakim stanie?! - ryknął wręcz - Mam białaczkę.. Ostrą białaczkę szpikową, mogę tego nie przeżyć, skąd mogłem wiedzieć, że tamten trening był ostatnim w moim życiu?! Nie wiesz, jak to jest być w życiu niekochanym, odtrąconym! Ty tego po prostu nie wiesz! I się nie dowiesz!
A ja stałam jak wryta i widziałam, jak Arek wije się z bólu i krzyczy. Wybiegłam więc na korytarz. Zawołałam pielęgniarkę, ale sama już nie wróciłam do sali..
Po drodze postanowiłam porozmawiać z jednym z onkologów o Arku i jego szansach..
- Szanse nie są małe, ani też duże... Zależy jak na to spojrzymy... Na razie chcemy poszukać dawców szpiku wśród najbliższej rodziny... Dzwonimy do matki, ale nie odbiera...
- Kto może oddać szpik, każdy?
- Jeśli chodzi ci tak ogólnie, to każdy, jeśli jesteś niepełnoletnia, potrzebujemy zgody twojej i twoich rodziców, a także szerszych badań, że wszystko z tobą ok...
- Dziękuję , doktorze..
- Nie ma za co.. Ale radzę ci... Abyś lepiej zajęła się Arkiem.
- Ja? - spytałam niedowierzająco
- Tak, wolę, żebyś to ty zrobiła... On naprawdę potrzebuje bliskości rówieśnika...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz