Numer 475 - Maj, czas komunii

Maj był dla nas przepełniony różnymi uroczystościami. Czekały na nas trzy komunie, a także chrzciny naszego wnuka - Pawełka.
Akurat tak się złożyło, że te trzy komunie odbyły się w dwie pierwsze niedziele maja.

3 maja w święto Konstytucji swoją pierwszą komunię święta miała Weronika Wolna, córka Kuby Wolnego i Karoliny.
Zostaliśmy na nią zaproszeni, jednak nasze dzieci nie były jakoś chętne jechać. Wiktoria jednak, jak zwykle już od kilku dni myślała o kreacji, z nami miał również pojechać Karolek, a w ostateczności zdecydował się również Olek.
Nie chciałam Izy i Mateusza zostawiać pod opieką Piotrka i Patrycji, mieli przecież na głowie swojego synka.

Rano więc po śniadaniu zaczęliśmy się szykować do wyjazdu do Bielska-Białej.
Dzień wcześniej kupiłam Weronice srebrne kolczyki, a do tego kartkę, jako pamiątkę Komunii Świętej. Wpisałam w nią życzenia i podpisałam wszystkich, po czym schowałam do środka prezentu.

Założyłam

Włosy rozpuściłam i delikatnie z tyłu upięłam. Założyłam do tego czarne szpilki i byłam już gotowa.
Pomogłam jeszcze założyć Olkowi koszulę, zapinając mu guziki i sznurując buty.
Kamil z Karolem również założyli koszule, a Wiktoria założyła


Wyglądała w tej sukience naprawdę elegancko.
Pożegnaliśmy się z resztą domowników i pojechaliśmy prosto do Bielska-Białej.
Dzieci do przyjęcia tego sakramentu w parafii Wolnych było aż 120.  Wmieszaliśmy się więc w tłum i zajęliśmy miejsce w kościele.

Weronika czytała drugie czytanie i widziałam w oczach jej rodziców - Kuby i Karoliny dumę. To naprawdę pobudza , ale i rozczula rodziców, gdy widzą swoje dzieci w tak ważnych dla nich uroczystościach.

Po mszy i przyjęciu sakramentu dzieci stawały do wspólnych zdjęć. Było kilku fotografów, więc wszystko szło naprawdę sprawnie.

Po wyjściu z kościoła pojechaliśmy do domu Wolnych, gdzie mama Karoliny od samego rana gotowała i przygotowywała całe przyjęcie. Wręczyliśmy Weronice prezent i zajęliśmy miejsce przy stole.
Spędziliśmy czas w bardzo miłej i przyjaznej atmosferze, a po 19:00 zebraliśmy się i wróciliśmy do domu.

W przyszłym tygodniu czekały na nas kolejne uroczystości.

10 maja nasza córka Izabela oraz jednocześnie mój chrześniak - Maciek Kot.

Od rana w niedzielę była bieganina po całym domu. Patrycja poprosiła swoją mamę, aby zajęła się wnukiem, ponieważ razem z Piotrkiem wybierali się do kościoła, a nie chcieli zabierać ze sobą Pawełka. Jak to mówią, dziecko powinno iść do kościoła pierwszy raz na swój chrzest.

Moja mama przyjechała do nas dzień wcześniej, aby nam pomóc w przygotowaniach. Pani Barbara również krzątała się od rana po kuchni, też chciała uczestniczyć.


Na dworze tej niedzieli było ciepło, ale jednak słońce nie chciało wyjść całkiem zza chmur. Założyłam więc


Włosy rozpuściłam i delikatnie podkręciłam na końcach.
Poszłam do pokoju córki, aby to ona wyglądała najpiękniej tego dnia. Pomogłam założyć jej albę oraz rozpuściłam jej długie włosy i zrobiłam delikatne loki. Do tego biały wianek i wyglądała jak prawdziwa księżniczka.

Po chwili do pokoju Izy weszła Wiktoria ubrana

Włosy miała wyprostowane, a na twarzy delikatny makijaż.
- Moje dwie kochane córeczki - powiedziałam - Nawet nie wiecie, jakie mam szczęście, że was mam. Wyglądacie jak prawdziwe księżniczki...

Zeszłyśmy na dół, gdzie czekali na nas wszyscy domownicy. Patrycja siedziała z małym Pawełkiem i swoją mamą na kanapie. Poprosiliśmy Barbarę, aby zrobiła nam wspólne , rodzinne zdjęcie.
Podaliśmy jej telefon, a Patrycja wstała z kanapy i ustawiła się obok nas.
Miała na sobie

I również wyglądała bardzo elegancko. Po wykonaniu zdjęcia wsiedliśmy w samochody i pojechaliśmy do kościoła.

Byłam taka dumna z mojej córki, która czytała pierwsze czytanie, ale także z mojego chrześniaka, który w procesji z darami niósł chleb.


Po mszy świętej , tak jak w każdym kościele przyszedł czas na zdjęcia, najpierw grupowe, potem z rodzicami, rodzicami chrzestnymi, dziadkami, księdzem oraz katechetką.
Ja do zdjęcia stawałam dwukrotnie. Najpierw jako mama Izabeli, a potem jako mama chrzestna Maciusia.

Po zdjęciach wszyscy wróciliśmy do swoich domów.
U nas przyjęcie trwało dość krótko, bo tylko do godziny 18:00, potem goście zaczęli się powoli rozchodzić.
Wiedziałam, że najlepiej byłoby wszystko posprzątać, ale musiałam iść do mojego chrześniaka, dlatego poszliśmy do niego wszyscy i tam siedzieliśmy prawie do 21:00. Wręczyłam Maciusiowi prezent, kupiłam mu rower oraz Ilustrowaną Biblię. Był bardzo zadowolony z prezentu, jak tylko go dostał, rzucił mi się na szyję.


-------------------------------------------------------------------------


                           kiki2000

Komentarze