Numer 487 - Niespodzianka

 Po powrocie z Zambii Wiktoria wróciła do domu w zupełnie odmienionym stanie... Była bardzo wyciszona, spokojna, to zupełnie nie ta dziewczyna. Arek dał jej spokój, nie pisał nie dzwonił, więc miała dużo czasu, aby sobie wszystko spokojnie przemyśleć...

Czy ona chciała być w związku z Arkiem? Trudno powiedzieć... Jak sama to argumentowała

Po pierwsze ma dopiero albo aż 18 lat... Arek jest 2 lata starszy..... Czy to dobry wiek? Może i tak... Pomiędzy jej rodzicami również jest taka różnica... Ale czyżby czasy się trochę nie zmieniły?

Po drugie... Nie widziała Arka przez 2 lata.. Czy można mu tak od razu zaufać? Nie znała szczegółów jego życia z okresu w szpitalu, dlaczego matka była aż taka okrutna i zabierała mu telefon, zabraniając kontaktów z bliskimi i przede wszystkim z nią, którą kochał... Bo Wiktoria czuła po prostu, że Arek ją kocha... A ona jego? Ale czy miłość wystarczy aby móc być razem? Na to pytanie nie była sobie w stanie racjonalnie odpowiedzieć..


Tego dnia wstała jak nigdy dość wcześnie... Pogoda była przepiękna. Słońce już od dawna świeciło.. Zapowiadał się piękny górski letni dzień... 

Usiadła na brzegu łóżka i zastanawiała się, co dziś założy.. Miała w końcu spędzić cały dzień z Magdą i Iwoną i była bardzo ciekawa co się wydarzy dalej.... Wiedziała jedno.. Że jak Magda zaplanuje dzień to nie zapomni go do końca życia... I tak było... Chociaż nie było to z powodu Magdy. 


Założyła więc. 


Poszła do łazienki, spięła włosy w koka i zeszła na dół.. Wszyscy jeszcze spali. Tak jej się bynajmniej wydawało, ale w kuchni przy stole siedziała Patrycja.. Ubrana w szlafrok siedziała na krześle z przyciągniętymi do klatki piersiowej kolanami. W ręku trzymała kubek z kawą.. Nie wyglądała dobrze.. Wszyscy wiedzieli jak ostatnim czasem zachowuje się Piotrek i choć tata kilka razy chciał z nim porozmawiać, unikał go.. A Patrycja musiała znosić kaprysy jej brata.. Wiktorii aż było żal Patrycji... Przecież oby były młode, ale Patrycja była już matką i żoną. Na początku czuła się szczęśliwa.. Ale dlaczego nagle Piotrek zaczął się tak zachowywać? Dlaczego nagle zaczął mówić Patrycji że wygląda okropnie, że powinna o siebie zadbać... A przecież ona nie miała czasu dla siebie... Okres po ciąży znosiła naprawdę źle... ... Nikomu nie mówiła, że ma depresję poporodową, a od męża słyszała tylko słowa, że przesadza... 

Gdy do kuchni weszła Wiktoria, blondynka od razu wyprostowała się na krześle. 

-A co ty już nie śpisz? - spytała Patrycja 

-Zaraz wychodzę.. 

-Jak to zaraz? Jest dopiero 6.50.... Nawet twoi rodzice jeszcze śpią..  Nie wspominając o moim małym Pawełku

-Nie zapominaj, czyim jest chrześniakiem - zaśmiała się Wiktoria i podeszła do kuchenki, aby zrobić sobie herbatę. 

Usiadła obok niej 

-Jak tam noc? - spytała Wiktoria 

-Jak zwykle - odpowiedziała jej blondynka, tłumiąc w myślach to, że Pawełek płakał, Piotrek krzyczał, żeby ucieszyć tego bachora, po czym prawie zepchnął ją z łóżka, aby zajęła się dzieckiem, a na koniec kazał jej założyć coś na bieliznę, ponieważ nie może patrzeć na jej ciało - Mały trochę płakał.. To już kolejna taka noc 

-Piotrek jutro wyjeżdża to chociaż możemy spędzimy jakoś ten wieczór? Może babski wieczór? Zaproszę Magdę i Iwonę.. 

-Zobaczę, jak będę się jutro czuła.. Czasami mam ochotę nie wstawać z łóżka (to dlatego że Piotrek ciągle nie może znaleźć miejsca na łóżku i ciągle się wierci) 


W tym momencie do kuchni weszła Kasia. Szybkim krokiem zrobiła sobie kawę i usiadła obok córki i synowej

-Jak mały płacze, a chcecie sobie pospać to ja z chęcią do niego wstanę - powiedziała do Patrycji - Teraz mam wakacje to nie muszę się martwić tym że nie wyśpię się idąc do szkoły... - po chwili zastanowienia dopowiedziała - Zabrzmiało to tak jakbym chodziła do szkoły i miała jej dość? 

Wiktoria uśmiechnęła się i przytaknęła głową

Kasia wybuchnęła natomiast śmiechem 

-No cóż.. Zawsze marzyłam o pracy w szkole, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy też będę narzekać, że muszę chodzić do szkoły i wstawać wcześnie rano.. Chociaż jakoś zbytnio nie narzekałam.. Chodząc do szkoły średniej mieszkałam u dziadka w Krakowie, więc do domu przyjeżdżałam tylko na weekendy.. I tak nie na każdy weekend. Wtedy życie w Krakowie było naprawdę czymś wyśnionym, a Kraków nocą tętnił życiem 

Wiktoria spojrzała się na mamę 

-Chcesz mi mamo powiedzieć, że prowadziłaś imprezowy tryb życia? - nawet sama była zaskoczona, że wypowiedziała takie pytanie w stronę swojej matki 

-Jeśli tak to chcesz ująć. To tak.. 

-Nie znałam cię od tej strony 

-Stwierdziłam, że czas aby się wyszaleć, to właśnie szkoła średnia... 

-A ja mam już 18 lat i nie byłam w żadnym klubie - westchnęła 

-Spokojnie jeszcze te czasy nadejdą, może ty później będziesz dorastać niż ja. Tata na przykład nigdy nie lubił imprezować

W tym momencie do kuchni wszedł Kamil 

-A skąd wiesz że nie lubiłem? - zaśmiał się i ucałował żonę na dzień dobry - Byłem w szkole podstawowej na Andrzejkach. Tańczyłem wtedy z Sylwią. Pamiętam to do dzisiaj, bo nadepnęła mi na buty 

-Oj tam- zaśmiała się Kasia - Ile razy ja komuś nadepnęłam.. To przecież nic strasznego - wstała z krzesła i zaczęła przygotowywać śniadanie z pomocą Wiktorii 

-A gdzie ty się wybierasz? - Kamil spytał Wiktorię

-Spędzam babski dzień z Magdą i Iwoną. 

-Ja dzisiaj wyruszam na zakupy - wtrąciła się Patrycja... - I mam takie pytanie... Czy nie mógłby Pan... - spojrzała się na Kamila, ale ten zmierzył ją wzrokiem.. Nie lubił jak ktoś mówi do niego na Pan - czy mógłby Tata... - Kamil uśmiechnął się - Zostać dzisiaj z Pawełkiem? Wyjadę jakoś po 10.. Koło 11.

Kamilowi uśmiech nie schodził z ust 

-Co to za pytanie czy mógłbym zająć się wnukiem !!! Ja nim mogę się zajmować 24 godziny na dobę... 

-Albo jak chłopi którzy odrabiali pańszczyznę 8 dni w tygodniu - odwróciła się od blatu Wiktoria i zaśmiała się 

Kasia przybiła jej piątkę.. Już wiedziała, że geny humanistyczne w rodzinie nie zginą, a Kamil z Patrycją nie wiedzieli o co w ogóle chodziło i na czym miał polegać żart.. Ale Kasia nie miała najmniejszej ochoty zajmować się wyjaśnieniem tego zjawiska.. Robiła dalej śniadanie.. 


Po wspólnym posiłku Wiktoria wzięła torebkę z pokoju, wsiadła w autobus i pojechała prosto na spotkanie z dziewczynami. A umówiły się pod skocznią ❤️❤️

Magda ubrana w bardzo krótkie spodenki, top i białe trampki robiła sobie mnóstwo selfie w oczekiwaniu na dziewczyny. Pierwsza przybyła Wiktoria. Przywitały się więc uściskiem.

- Nie ma jeszcze Iwony? - spytała Wiktoria

- Nie... Napisałam do niej, odpisała, że stoi w korku, ale zaraz wysiądzie...

- Co dzisiaj dla nas przygotowałaś?

- Oj! - zaśmiała się - Nie mogę ci tak od razu powiedzieć, przecież to jest niespodzianka!

Po chwili przybiegła do nich od przystanku Iwona. Przywitała się z nimi uściskiem

- Biegłaś tak, jakbyś do kościoła się spóźniła - zaśmiała się Magda

-Skąd możesz wiedzieć... Muszę być o 17:00 w domu, bo o 18:00 masz msze za dziadka..

- No to spędziłyśmy miło cały dzień - westchnęła Magda

- Magda, jest dopiero 8:30! Mamy naprawdę cały dzień dla siebie. Możemy też spotkać się jutro

- Jutro jestem umówiona z Krystianem

- Kim?! - spytały w jednym momencie Iwona z Wiktorią

- Krystianem

- Kim jest Krystian?

- Nowy kolega

- Tylko kolega? - zaśmiała się Wiktoria

- Ja się nie pytam kim dla ciebie jest Arek, bo i tak wiem, że mi nie odpowiesz

- Bo sama jeszcze nie wiem.... Chyba za ostro go potraktowałam od momentu jak byłam w Zambii i nie odzywa się do mnie już w ogóle... Straciłam już jakiekolwiek nadzieje.

- To napisz do niego?

- Jak to teraz będzie wyglądało?

- Ale że co?

- Że co do  niego mam napisać? Najpierw go tak ostro potraktowałam, a teraz na co mam czekać?

 - Aż los sam do ciebie się uśmiechnie - westchnęła Iwona

 

 

*Kamil*

Zostałem sam z dziećmi w domu... Piotrek pojechał jak zwykle w złym humorze na trening, do tego Patrycja pojechała na zakupy razem z Kasią.... Iza umówiła się z koleżanką.... A ja zostałem z czterema chłopakami w domu... Ja sam z Karolem, który zaszył się w swoim pokoju, Olkiem, który ogląda coś w telewizji obok niego siedzi Mateusz grając na telefonie, a ja chodziłem z Pawełkiem na rękach, ponieważ cały czas był bardzo... smutny i wystarczyła chwila, aby się rozpłakał na amen... I  tak się stało z momentem, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Pawełek eksplodował... Płakał niemiłosiernie , smoczek nie pomógł, a ja niosąc i bawiąc go na ręku podszedłem do drzwi

- Zobaczymy kto to do nas przyszedł? - spytałem  Pawełka, ale ten rozpłakał się jeszcze bardziej, a gdy otworzyłem drzwi  to mnie aż zamurowało, ponieważ nigdy nie spodziewałem się takiego gościa w naszym domu, chociaż kilkakrotnie gościłem samego Prezydenta RP.




Tymczasem czarny mercedes wyjechał po 6:00 z Krakowa... Pędził ile się dało w stronę Zakopanego... A głos w głowie ciągle mu powtarzał, że musi się z nią spotkać, bo on po prostu nie może bez niej żyć... Nie wiedział gdzie mieszka, lecz wiedział, czyją jest córką, a miejscowi ludzie na pewno mu pomogą.... Co wiedział o jej rodzinie? Nic prócz tego, że ma cudownego ojca, mamę, po której zachowała uśmiech, bo widział w Internecie i rodzeństwo... A ile rodzeństwa? W jakim wieku? To go nie interesowało. Ważna była tylko ona!


Gdy po 8:00 wjechał do Zakopanego, zatrzymał się na stacji benzynowej. Kupił sobie kawę i jechał przed siebie... Postanowił zatrzymać się na jednym z przystanków autobusowych. Stała tam grupka kilku osób około 40-stki

- Prepraszam bardzo.. - zaczął - Czy wiecie może , gdzie znajduje się dom Kamila Stoch?

- Pan wielkim fanem? - spytała jedna z kobiet

- Można tak powiedzieć

- Musi Pan jechać prosto, cały czas, na rondzie w prawo i cały czas prosto... Dojedzie pan do takiego miejsca, gdzie od tej głównej ulicy będą odchodzić kolejne poboczne... Na jednej z nich , tak bardziej w głębi mieszka Stoch.

- Dziękuję pani bardzo! Życie mi Pani ratuje!

- Nie ma za co!


I pojechał tak, jak go pokierowała ta kobieta i dojechał do miejsca, gdzie od głównej ulicy odbiegało po 6 ulic w lewo  i 6 w prawo... Stanął więc na poboczu.... Czy będzie tak jeździł w kółko i czekał? 

Nagle ulicą szła jakaś dziewczyna - miała około 20 lat. Chłopak wysiadł z samochodu, przeczesał włosy ręką dla lepszego wrażenia i podszedł do dziewczyny.

- Przepraszam! - powiedział, a ona gdy go tylko zobaczyła, od razu uległa jego urokowi osobistemu

- Tak? - spytała zalotnie

- Gdzie znajduje się dom Kamila Stocha?

- Kolejny stary kibic? - zaśmiała się

- Można tak powiedzieć

- Trzecia uliczka po prawej , jakoś mniej więcej w połowie ulicy po lewej stronie... Szybko pan odnajdzie dom, wygląda jak iście królewski pałac góralski....

- Dziękuję pani bardzo!

- Nie ma za co!

Chłopak wsiadł więc do samochodu i z piskiem opon pojechał tam, gdzie nawigowała go dziewczyna.

Znalazł w końcu ten dom. Dziewczyna mówiła prawdę to prawdziwa willa zakopiańska! Te żłobienia, te wykończenia i precyzja biła już, jadąc ulicą... Dom był postawiony na jednym z wzniesień, więc można było go dostrzec już początku ulicy... Wyglądał niesamowicie, zapierał aż dech w piersiach. Zostawił samochód pod bramą i podszedł pod same drzwi.. Zadzwonił dzwonkiem.... Po kilku sekundach drzwi momentalnie się otworzyły, a w drzwiach stał sam Kamil Stoch z półtorarocznym dzieckiem na rękach, które bardzo płakało... Czy gdy o trudnych momentach w życiu, o których mówiła Wiktoria... Miała na myśli to, że urodziła dziecko?

- Dzień dobry - powiedział chłopak - Jestem Arkadiusz Markiewicz - wyciągnął rękę

- Och... Proszę nie przez próg - powiedział Kamil, zapraszając gościa do domu

Gdy Arek wszedł, Kamil podał mu rękę

- Kamil Stoch

- Przepraszam, że tak tutaj przyjeżdżam... Jestem...

- Wiem, kim pan jest.. I w świecie sportu i w świecie mojej córki..

- Ja przyjechałem właśnie do Wiktorii 

- Proszę usiąść - zaprosił Arka do salonu

Arek usiadł więc na kanapie.

- Chłopaki, przedstawcie się - powiedział Kamil do synów

- Olek jestem! - powiedział pierwszy z nich i podał mu rękę

- Arek!

- Mateusz - powiedział niechętnie drugi

- Arek

Ale Mateusz szybko uciekł do swojego pokoju

- A ty się nie przywitasz? - zaśmiał się Kamil do Pawełka

Nachylił się nad Arkiem , który delikatnie złapał rękę malca

- Pawełek jestem - powiedział Kamil lekko dziecięcym głosem - Mój wnuk - powiedział dumnie - Dzisiaj dziadek się mną zajmuje - zaczął znowu mówić dziecięcym głosem - Bo tatuś na treningu, a mamusia pojechała na zakupy, babcia też

Kamil posadził Pawełka na dywanie

- Napije się pan czegoś?

- Nie dziękuję...

- Ok

Kamil usiadł więc na przeciwko niego

- Czy Wiktoria jest w domu?

- Nie, nie ma jej..

- Przyjechałem tutaj z Krakowa, chciałbym się z nią zobaczyć

- Trzeba było zadzwonić i się umówić

- Nie jestem pewien, czy Wiktoria chciałaby odebrać ode mnie telefon

- No właśnie - powiedział kpiąco Kamil - Dlaczego?

- Wiktoria chciała sobie dużo przemyśleć w życiu...

- Wiktoria jest moją najstarszą córką , nie ukrywam córeczką tatusia i pragnę powiedzieć, że jeśli wyrządzi pan jakąś krzywdę mojej córce, będzie pan miał ze mną do czynienia

- Mogę pana zapewnić, że nie skrzywdzę Wiktorii.

- Ale ja i tak ci nie wierzę... Będziesz miał w przyszłości swoją córkę, to zrozumiesz to... A Wiktoria ma dopiero 18 lat.

- Wiem

- A pan?

- 20 

- Taka sama różnica, jak między mną a Kasią, moją żoną - zamyślił się

- Czy jest jakaś szansa, abym spotkał się dziś z  Wiktorią

- Wątpię...

- Dlaczego?

- Jest na zakupach

Nagle Arek aż podskoczył.. Wiktorii nie ma jest na zakupach, a on powiedział do tego dziecka, że.... mamusia jest na zakupach... Spojrzał na Pawełka, był podobny do taty Wiktorii.. Uderzająco.

- Przepraszam... że spytam... Czy ten mały Pawełek... Jest synem Wiktorii? - spytał drżącym głosem

- Tak - odpowiedział pewnie Kamil, a Arkowi zrobiło się gorąco - Można tak powiedzieć

- Nie rozumiem - spytał zmieszany Arek

- Pawełek jest synem chrzestnym Wiktorii. Pawełek jest synem mojego najstarszego syna - Piotrka

- Ufff

- Nieźle pana nastraszyłem - zaśmiał się Kamil

- No tak - powiedział Arek

Kamil przesiadł się i usiadł obok niego

- Mam nadzieję bliżej Pana poznać

- Ja też - zaśmiał się Arek

I Arek opowiedział krótko o tym co go spotkało, jak poznał Wiktorię, o tym, że jego matka zabraniała mu kontaktów, że nie ma ojca, ponieważ odszedł... Nie wiadomo co się z nim dzieje, najprawdopodobniej zapił się na śmierć.. Kamil w spokoju słuchał opowieści Arka

- Przepraszam, że tak wyciągam tak wiele informacji od ciebie, ale chcę wiedzieć, kim jest chłopak mojej córki

- Nie jesteśmy parą

- Jak to?

- Po tym jak wyjechałem do Niemiec nie miałem kontaktu, spotkaliśmy się w Krakowie, rozmawialiśmy długo ze sobą, Wiktoria powiedziała, że nie wie, czy może mi zaufać... Rozmawiałem z nią, jak była w Zambii, powiedziała, że mnie kocha, ale musi się zastanowić co dalej... A ja nie mogą tak siedzieć w milczeniu i czekać na nie wiadomo co.... Ja zapewniam Pana, że kocham Wiktorię do szaleństwa i tylko z nią chcę być

- Wierzę ci, ale nie wiem, co na to Wiktoria

W tym momencie Kamil wyciągnął telefon i zadzwonił do córki.

- Wiktoria.... Co robisz?

- Właśnie idziemy z dziewczynami na Krupówki, dopiero co dotarłyśmy do miejsca...

- Mogłabyś przyjechać?

- A to co? Patrycja już pojechała?

- Niestety tak.... Pojechała wcześniej, mama też, a Pawełek mnie wykańcza

- Naprawdę? - zaśmiała się - Już nie chcesz zajmować się wnukiem?

- Przed chwilą okropnie płakał, ma chwile spokoju i dalej płacze.... Nie daję rady...Nie chce jeść.... Nie chcę dzwonić do Patrycji, wyszła w końcu z domu, więc niech ma chwilę czasu dla siebie.

- Dobra, będę za maksymalnie pół godziny

- Dobra, czekam córeczko.... Uważaj na siebie

- Pa, tato!


Kamil rozłączył się i powiedział do Arka:

- Będzie maksymalnie za pół godziny

- Poczekam...

- Mam nadzieję - uśmiechnął się Kamil - To może jeszcze raz spytam... Napije się pan czegoś? - chciał stworzyć naprawdę miłą atmosferę.

W oczekiwaniu na przyjazd Wiktorii, Kamil zaprosił Arka do swojego pokoju, gdzie trzymał swoje puchary


-Czy jest to możliwe, aby być w tak dobrej dyspozycji przez lata? 

-Miałem chwile słabości...  Kontuzje.... Ale po nich człowiek wraca o wiele silniejszy... Tak... O wiele silniejszy

Arek oglądał z zaciekawieniem puchary i medale.... Ale najbardziej jego wzrok przykuły złote medale olimpijskie

- Jakie to uczucie wygrać igrzyska?

- Chyba to uczucie pozostanie ze mną aż do śmierci, chyba że wcześniej nie stracę pamięci na starość - zaśmiał się - Nie można tego opisać... Wygrywasz zawody o najważniejsze randze, które odbywają się raz na 4 lata, tylko nieliczni mogą na nich wystąpić... Nieliczni czyli ci najlepsi, a ty jesteś najlepszym z najlepszych...

Nagle do domu wbiegła wręcz zdyszana Wiktoria

- Tato?! - mówiła głośniej - Tato? Gdzie jesteś? Co to za samochód przed domem?

Kamil mrugnął do Arka, a młody chłopak wyszedł z pokoju.  Spotkali się oboje w salonie... Twarzą w twarz, oba serca zaczęły bić szybciej

- Niespodzianka! - powiedział Arek

I Wiktoria wybiegła z domu!


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                                                                        kiki2000

Komentarze