Sylwester wypadał w piątek, więc w czwartek po południu Wiktoria spakowała swoje rzeczy i pojechała do Arka pociągiem. Umówili się, że będzie on na nią czekał na dworcu. I tak było. Czekał na Wiktorię jak zwykle z bukietem czerwonych róż.
- To dla ciebie - podał jej bukiet i pocałował w policzek na przywitanie
- Dziękuję - uśmiechnęła się i wzięła kwiaty.
Pojechali prosto do jego mieszkania.
Niestety Kraków stał się bardzo zakorkowanym miastem. Stali więc na każdych światłach w korku.... Wiktoria była bardzo zmęczona i położyła głowę na ramieniu Arka.
- Wiesz, że.... śniłeś mi się?
- Naprawdę? - uśmiechnął się do niej
- Tak...
- O czym był sen?
- O nas.... Byliśmy na jakiś wakacjach... chyba egzotycznych.
Weszli więc do mieszkania. Arek od razu zajął się przygotowywaniem kolacji, a Wiktoria położyła się na kanapie... Usnęła, a Arek nie miał sumienia jej budzić... Usiadł obok niej i patrzył się na nią... Była taka piękna i cudowna ...
- Nie zasługuje na mnie - powiedział - Nie zasługuje na tyle cierpień...
Z tych rozmyślań wyrwał go telefon ze szpitala. Odebrał z drżącym głosem... Bał się.... Co mu powiedzą? Co oni mogli w ogóle chcieć? Na badania miał być umówiony w połowie stycznia
- Halo? - odebrał
- Halo, dzień dobry - odezwała się kobieta z recepcji
Wyjaśniła mu krótko, że teraz szpital przeżywa ogromne oblężenie i mają problemy techniczne i organizacyjne, dlatego muszą przełożyć badania na początek lutego...
- Ok - odpowiedział - Na którego dokładnie?
- 4 luty godzina 9:30.
- Ok, dziękuję bardzo
- Do widzenia
- Do widzenia
Odłożył telefon i zaczął przeczuwać najgorsze, że te badania w lutym będą jak wyrok... Tak bardzo się bał... Ale nie o siebie, tylko o Wiktorię... Jednak stwierdził, że nie może sobie tym zaprzątać całkowicie głowy, badania na razie nie wyszły pozytywne, więc obecnie jest zdrowy...
Wziął więc Wiktorię na ręce i zaniósł do sypialni. Następnie zjadł trochę kolacji, a resztę schował do lodówki. Wziął szybki prysznic i położył się obok swojej dziewczyny na łóżku.
Rano wstał około 8:00. Wiktorii nie było obok niego, lecz czuł dobiegający z kuchni . Wstał więc i wyszedł z sypialni... Jednak nie zrobił żadnego kroku do przodu. Oparł się o futrynę pokoju i patrzył, jak Wiktoria ubrana w jego koszulkę gotuje, przy czym tańczy i śpiewa... Jej rozpuszczone, nieułożone włosy dodawały jej dziewczęcego uroku.
- Jak ja ją kocham - pomyślał
Wiktoria nuciła sobie "Psalm kochania"
I za świerszcze nad ranem
Za gwiazdy, gdy w kałużach świecą
Kochaj mnie, kochaj mnie kochany
I za tańce do rana
Za świat, który z Tobą zobaczę
Kochaj mnie, kochaj mnie kochana
Jakże można tak kochać
Jakże można tak kochać
O dziewiątej rano
Jakże można tak kochać
Jakże można tak kochać
O dziewiątej rano
I za śnieg w Zakopanem
I za to, że wciąż obok jestem
Kochaj mnie, kochaj mnie kochany
Wszechmogący Panie
Jakże można tak kochać
Jakże można tak kochać
I w tym momencie odwróciła się, aby położyć śniadanie na stole i zobaczyła Arka
- O! Nie śpisz? - spytała
- Pięknie wyglądasz - powiedział - Mógłbym taki widok oglądać codziennie - podszedł do niej i pocałował ją w policzek na dzień dobry - Pójdę do łazienki . Zaraz wrócę
- Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że wzięłam z szafy twoją koszulkę? - spytała
- Nie.... Możesz ją sobie nawet wziąć . Do twarzy ci - uśmiechnął się do brunetki w tej chabrowej koszulce
Po kilku minutach wyszedł z łazienki i usiedli razem przy stole.... Po śniadaniu oboje ubrali się w normalne ciuchy, Wyszli na spacer po zaśnieżonych krakowskich ulicach
- U was w Krakowie coś mało tego śniegu - zaśmiała się
- Sam widziałem te wasze zakopiańskie zaspy - powiedział Arek
- Mama mi wczoraj powiedziała, że sama mówiłam, że nie będę się z tobą często widywać , bo matura i w ogóle... A tak naprawdę nie mogę bez ciebie żyć. - pocałowała go w usta....
- A ja bez ciebie - odpowiedział jej po chwili
Na obiad stanęli do jednej z restauracji przy rynku, potem znów spacerem wrócili do mieszkania.
- To gdzie mnie dzisiaj zabierasz? - spytała
- Do klubu, w samym centrum Krakowa. Poznasz moich kolegów klubu.
- Mam nadzieję - zaśmiała się - Muszę znać przecież osoby, z którymi spędzasz większość czasu
- Ja też chcę poznać bliżej Magdę z Iwoną - wtrącił
- Nie wiem jednak, czy one są gotowe poznać ciebie - uśmiechnęła się
- A to dlaczego? - spytał, obejmując ją w pasie i uśmiechając się zawadiacko
- Jeszcze by ci któraś wpadła w oko...
- Jesteś moją jedyną... -pocałował ją w czoło
- Jesteś moją miłością nie wyznaną, ukrywaną tyle lat. - zaśpiewała w rytm piosenki Anny German
Nagle Arek złapał ją mocniej w pasie i wylądowali w swoich objęciach na kanapie.
- Arek - śmiała się do rozpuku Wiktoria, jak jej chłopak łaskotał ją po całym ciele
- O! Znasz moje imię! - śmiał się z niej Arek
Jednak te romantyczne chwile przerwał telefon Arka.
Na wyświetlaczu pojawił się napis "Mama". Odskoczył jak oparzony... Wiktoria nie słyszała, co mówi kobieta, ale wdziała zdenerwowaną minę Arka.
- Halo... Co się dzieje? Nie, nie mam zamiaru do ciebie przyjeżdżać. Nie obchodzi mnie, że jest w szpitalu. To twój mąż, nie mój. Nie, nie przyjadę. Radź sobie sama. Cześć
Odłożył telefon
- Co się stało? - spytała Wiktoria
- Stanisław wylądował w szpitalu
- I?
- Mama chce, abym do niej przyjechał, bo nie chce spędzać sylwestra w samotności
- To może pojedziemy do niej?
- Nie! - zdenerwował się Arek - Nie ma takiej opcji
Wiktoria wstała więc i poszła do sypialni, aby powoli szykować się na ostatni wieczór tego roku... Nie lubiła podsumowań. To nie było w jej stylu. Wiedziała tylko, że to był szczęśliwy rok, była w Zambii, odnalazła Arka i są razem szczęśliwi.
Założyła więc
Na głowie zrobiła sobie burzę loków, założyła wysokie szpilki i zrobiła nieco mocniejszy makijaż. Wyszła z sypialni i czekała na Arka, który był w łazience. Po chwili i on wyszedł z pomieszczenia gotowy, miał na sobie czarne jeansy i białą koszulkę polo. Gdy zobaczył Wiktorię, krzyknął wielkie "WOW"
- Wyglądasz niesamowicie - powiedział
- Ty też - zaśmiała się
Przed wyjściem zrobili sobie wspólne selfie i wyszli z mieszkania. Zamówili taksówkę i pojechali na miejsce... Impreza dopiero się zaczynała, ale Wiktoria nie czuła się na niej dobrze. Była bardzo zagubiona. Wyszła oczywiście z Arkiem na parkiet, miał taneczne ruchy, tego nie mogła mu zarzucić... Jednak, żeby się wzmocnić, poszła do baru i zamówiła sobie i Arkowi drinka. Potem już rozruszała się na parkiecie. Alkohol zaczął działać..
Naprawdę z minuty na minutę była coraz śmielsza.. Około 22:00 na parkiet dołączyło się kilku samotnych kolegów Arka. Arek zapoznał ich z Wiktorią.
- Wiktoria Stoch - podała im wszystkich dłoń
- Stoch? - spytał jeden z mężczyzn
- Aż tak dziwi to nazwisko? - zaśmiała się
- Ta Stoch?
- Zależy o kim mówimy?
- Kamil Stoch
- Mój tata - odpowiedziała z uśmiechem
- To Arek! - dotknął jego ramienia - Na biedotę nie trafiłeś!
- Przepraszam! - odezwała się Wiktoria - Nie rozumiem waszych komentarzy...
- Nie ma czego rozumieć...
Arek objął Wiktorię w pasie
- Chodźmy stąd
Przeszli więc w głąb parkietu
- O czym oni mówią?
- Przecież wiesz, że pochodziłem z biednej rodziny
- Ale to nie od razu ma oznaczać, że mają się z ciebie śmiać.
- Nie znasz ich...
Zatańczyli więc do kilku piosenek. Arek poszedł do łazienki, a Wiktoria poszła znów do baru. Nagle przysiadł się do niej jeden z kolegów Arka
- O! Sama jesteś? - spytał
- Nie - odpowiedziała
- Nikogo nie widzę - zaczął robić głupie miny i wychylał się na prawo i lewo
- Nadpobudliwość masz? -spytała
- Nie rozumiem..
- Czyli rozumienie i myślenie jest ci obce? Jaka szkoda!
- Nie rozumiem twoich docinków i komentarzy
- Ale wystarczy, że ja rozumiem, o co tobie chodzi.
- Mi? - spytał - Mi o nic nie chodzi
- To po co tu przyszedłeś, a nie wyrywasz kobiet? Pójdź w ślady swoich kolegów
- Mówią, że kobiety z gór są twarde babki, ale nie wiedziałem, że aż tak - zaczął się śmiać
- O! A ja nie wiedziałam, że piłkarze to takie miękkie faje! - zaśmiała się i wylała mu drinka na głowę, po czym wyszła z klubu.
W korytarzu minęła Arka , który wyszedł za nią
- Co się dzieje? - spytał rozzłoszczoną Wiktorię
- Jeszcze się pytasz? Mam dość tych twoich kolegów...
- Oj tam... Przesadzasz
- Wcale, że nie..
Nagle na ulicy było słychać głośne odgłosy odliczania
- 10! 9! 8!
Arek objął mocniej Wiktorię
- Co ty robisz?
- 5! 4! 3!
- Arek?
-1!
Arek wpił się w usta Wiktorii....
- Szczęśliwego Nowego Roku! - rozległy się krzyki , a niebo zajaśniało od fajerwerków
Arek i Wiktoria oderwali się od siebie.
- Chciałem sprawić najdłuższy pocałunek w naszym życiu... Całowaliśmy się rok - zaśmiał się, a Wiktoria rzuciła mu się na szyję
- Szczęśliwego Nowego Roku! Aby ten 2039 był bardziej szczęśliwszy dla nas!
- Oby.. - westchnął Arek
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz