Numer 496 - Sylwester. Witaj 2039!

 Sylwester wypadał w piątek, więc w czwartek po południu Wiktoria spakowała swoje rzeczy i pojechała do Arka pociągiem. Umówili się, że będzie on na nią czekał na dworcu. I tak było.  Czekał na Wiktorię jak zwykle z bukietem czerwonych róż. 

- To dla ciebie - podał jej bukiet i pocałował w policzek na przywitanie

- Dziękuję - uśmiechnęła się i wzięła kwiaty. 

Pojechali prosto do jego mieszkania. 

Niestety Kraków stał się bardzo zakorkowanym miastem. Stali więc na każdych światłach w korku.... Wiktoria była bardzo zmęczona i położyła głowę na ramieniu Arka.

- Wiesz, że.... śniłeś mi się?

- Naprawdę? - uśmiechnął się do niej

- Tak... 

- O czym był sen?

- O nas.... Byliśmy na jakiś wakacjach... chyba egzotycznych.

 

Weszli więc do mieszkania. Arek od razu zajął się przygotowywaniem kolacji, a Wiktoria położyła się na kanapie... Usnęła, a Arek nie miał sumienia jej budzić... Usiadł obok niej i patrzył się na nią... Była taka piękna i cudowna ...

- Nie zasługuje na mnie - powiedział - Nie zasługuje na tyle cierpień...

Z tych rozmyślań wyrwał go telefon ze szpitala. Odebrał z drżącym głosem... Bał się.... Co mu powiedzą? Co oni mogli w ogóle chcieć? Na badania miał być umówiony w połowie stycznia

- Halo? - odebrał

- Halo, dzień dobry - odezwała się kobieta z recepcji

Wyjaśniła mu krótko, że teraz szpital przeżywa ogromne oblężenie i mają problemy techniczne i organizacyjne, dlatego muszą przełożyć badania na początek lutego...

- Ok - odpowiedział - Na którego dokładnie? 

- 4 luty godzina 9:30.

- Ok, dziękuję bardzo

- Do widzenia

- Do widzenia

 

Odłożył telefon i zaczął przeczuwać najgorsze, że te badania w lutym będą jak wyrok... Tak bardzo się bał... Ale nie o siebie, tylko o Wiktorię... Jednak stwierdził, że nie może sobie tym zaprzątać całkowicie głowy, badania na razie nie wyszły  pozytywne, więc obecnie jest zdrowy...

Wziął więc Wiktorię na ręce i zaniósł do sypialni. Następnie zjadł trochę kolacji, a resztę schował do lodówki. Wziął szybki prysznic i położył się obok swojej dziewczyny na łóżku.


Rano wstał około 8:00. Wiktorii nie było obok niego, lecz czuł dobiegający z kuchni . Wstał więc i wyszedł z sypialni... Jednak nie zrobił żadnego kroku do przodu. Oparł się o futrynę pokoju i patrzył, jak Wiktoria ubrana w jego koszulkę gotuje, przy czym tańczy i śpiewa... Jej rozpuszczone, nieułożone włosy dodawały jej dziewczęcego uroku.

- Jak ja ją kocham - pomyślał

Wiktoria nuciła sobie "Psalm kochania"

Za ogień, co kuli się w piecu
I za świerszcze nad ranem
Za gwiazdy, gdy w kałużach świecą
Kochaj mnie, kochaj mnie kochany
 
Za serce, co przez płotki skacze
I za tańce do rana
Za świat, który z Tobą zobaczę
Kochaj mnie, kochaj mnie kochana
 
W gazetach pytano
Jakże można tak kochać
Jakże można tak kochać
O dziewiątej rano
 
W gazetach pytano
Jakże można tak kochać
Jakże można tak kochać
O dziewiątej rano
 
Za lato i kompot z agrestu
I za śnieg w Zakopanem
I za to, że wciąż obok jestem
Kochaj mnie, kochaj mnie kochany
 
Kochaj mnie, kochaj mnie kochany
Wszechmogący Panie
Jakże można tak kochać
Jakże można tak kochać


I w tym momencie odwróciła się, aby położyć śniadanie na stole i zobaczyła Arka

- O! Nie śpisz? - spytała

- Pięknie wyglądasz - powiedział - Mógłbym taki widok oglądać codziennie - podszedł do niej i pocałował ją w policzek na dzień dobry - Pójdę do łazienki . Zaraz wrócę

- Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że wzięłam z szafy twoją koszulkę? - spytała

- Nie.... Możesz ją sobie nawet wziąć . Do twarzy ci - uśmiechnął się do brunetki w tej chabrowej koszulce 


Po kilku minutach wyszedł z łazienki i usiedli razem przy stole....  Po śniadaniu oboje ubrali się w normalne ciuchy, Wyszli na spacer po zaśnieżonych krakowskich ulicach

- U was w Krakowie coś mało tego śniegu - zaśmiała się 

- Sam widziałem te wasze zakopiańskie zaspy - powiedział Arek

- Mama mi wczoraj powiedziała, że sama mówiłam, że nie będę się z tobą często widywać , bo matura i w ogóle... A tak naprawdę nie mogę bez ciebie żyć. - pocałowała go w usta....

- A ja bez ciebie - odpowiedział jej po chwili


Na obiad stanęli do jednej z restauracji przy rynku, potem znów spacerem wrócili do mieszkania.

- To gdzie mnie dzisiaj zabierasz? - spytała

- Do klubu, w samym centrum Krakowa. Poznasz moich kolegów klubu.

- Mam nadzieję - zaśmiała się - Muszę znać przecież osoby, z którymi spędzasz większość czasu

- Ja też chcę poznać bliżej Magdę z Iwoną - wtrącił

- Nie wiem jednak, czy one są gotowe poznać ciebie - uśmiechnęła się

- A to dlaczego? - spytał, obejmując ją w pasie i uśmiechając się zawadiacko

- Jeszcze by ci któraś wpadła w oko...

- Jesteś moją jedyną... -pocałował ją w czoło

- Jesteś moją miłością nie wyznaną, ukrywaną tyle lat. - zaśpiewała w rytm piosenki Anny German

Nagle Arek złapał ją mocniej w pasie i wylądowali w swoich objęciach na kanapie. 

- Arek - śmiała się do rozpuku Wiktoria, jak jej chłopak łaskotał ją po całym ciele

- O! Znasz moje imię! - śmiał się z niej Arek

Jednak te romantyczne chwile przerwał telefon Arka.

Na wyświetlaczu pojawił się napis "Mama". Odskoczył jak oparzony... Wiktoria nie słyszała, co mówi kobieta, ale wdziała zdenerwowaną minę Arka.

- Halo... Co się dzieje? Nie, nie mam zamiaru do ciebie przyjeżdżać. Nie obchodzi mnie, że jest w szpitalu. To twój mąż, nie mój. Nie, nie przyjadę. Radź sobie sama. Cześć

Odłożył telefon

- Co się stało? - spytała Wiktoria

- Stanisław wylądował w szpitalu

- I?

- Mama chce, abym do niej przyjechał, bo nie chce spędzać sylwestra w samotności

- To może pojedziemy do niej?

- Nie! - zdenerwował się Arek - Nie ma takiej opcji



Wiktoria wstała więc i poszła do sypialni, aby powoli szykować się na ostatni wieczór tego roku... Nie lubiła podsumowań. To nie było w jej stylu. Wiedziała tylko, że to był szczęśliwy rok, była w Zambii, odnalazła Arka i są razem szczęśliwi.


Założyła więc




Na głowie zrobiła sobie burzę loków, założyła wysokie szpilki i zrobiła nieco mocniejszy makijaż. Wyszła z sypialni i czekała na Arka, który był w łazience. Po chwili i on wyszedł z pomieszczenia gotowy, miał na sobie czarne jeansy i białą koszulkę polo. Gdy zobaczył  Wiktorię, krzyknął wielkie "WOW"

- Wyglądasz niesamowicie - powiedział

- Ty też - zaśmiała się

Przed wyjściem zrobili sobie wspólne selfie i wyszli z mieszkania. Zamówili taksówkę i pojechali na miejsce... Impreza dopiero się zaczynała, ale Wiktoria nie czuła się na niej dobrze. Była bardzo zagubiona. Wyszła oczywiście z Arkiem na parkiet, miał taneczne ruchy, tego nie mogła mu zarzucić... Jednak, żeby się wzmocnić, poszła do baru i zamówiła sobie i Arkowi drinka. Potem już rozruszała się na parkiecie. Alkohol zaczął działać..

Naprawdę z minuty na minutę była coraz śmielsza.. Około 22:00 na parkiet dołączyło się kilku samotnych kolegów Arka.  Arek zapoznał ich z Wiktorią. 

- Wiktoria Stoch - podała im wszystkich dłoń

- Stoch? - spytał jeden z mężczyzn

- Aż tak dziwi to nazwisko? - zaśmiała się

- Ta Stoch?

- Zależy o kim mówimy?

- Kamil Stoch

- Mój tata - odpowiedziała z uśmiechem

- To Arek! - dotknął jego ramienia - Na biedotę nie trafiłeś! 

- Przepraszam! - odezwała się Wiktoria - Nie rozumiem waszych komentarzy... 

- Nie ma czego rozumieć...

Arek objął Wiktorię w pasie

- Chodźmy stąd

Przeszli więc w głąb parkietu

- O czym oni mówią? 

- Przecież wiesz, że pochodziłem z biednej rodziny

- Ale to nie od razu ma oznaczać, że mają się z ciebie śmiać.

- Nie znasz ich...

Zatańczyli więc do kilku piosenek. Arek poszedł do łazienki, a Wiktoria poszła znów do baru. Nagle przysiadł się do niej jeden z kolegów Arka

- O! Sama jesteś? - spytał

- Nie - odpowiedziała

- Nikogo nie widzę - zaczął robić głupie miny i wychylał się na prawo i lewo

- Nadpobudliwość masz? -spytała

- Nie rozumiem..

- Czyli rozumienie i myślenie jest ci obce? Jaka szkoda!

- Nie rozumiem twoich docinków i komentarzy

-  Ale wystarczy, że ja rozumiem, o co tobie chodzi.

- Mi? - spytał - Mi o nic nie chodzi

- To po co tu przyszedłeś, a nie wyrywasz kobiet? Pójdź w ślady swoich kolegów

- Mówią, że kobiety z gór są twarde babki, ale nie wiedziałem, że aż tak - zaczął się śmiać

- O! A ja nie wiedziałam, że piłkarze to takie miękkie faje! - zaśmiała się i wylała mu drinka na głowę, po czym wyszła z klubu. 

W korytarzu minęła Arka , który wyszedł za nią

- Co się dzieje?  - spytał rozzłoszczoną Wiktorię

- Jeszcze się pytasz? Mam dość tych twoich kolegów...

- Oj tam... Przesadzasz

- Wcale, że nie..

Nagle na ulicy było słychać głośne odgłosy odliczania

- 10!  9! 8!

Arek objął mocniej Wiktorię

- Co ty robisz?

- 5! 4! 3!

- Arek?

-1!

Arek wpił się w usta Wiktorii....

- Szczęśliwego Nowego Roku! - rozległy się krzyki , a niebo zajaśniało od fajerwerków

Arek i Wiktoria oderwali się od siebie.

- Chciałem sprawić najdłuższy pocałunek w naszym życiu... Całowaliśmy się rok - zaśmiał się, a Wiktoria rzuciła mu się na szyję

- Szczęśliwego Nowego Roku! Aby ten 2039 był bardziej szczęśliwszy dla nas!

- Oby.. - westchnął Arek

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

                                                            kiki2000


Komentarze