Numer 512 - Komunia św. Olka i Mateusza

 5 czerwca rodzina Stochów przeżywała swoje małe święto. Aleksander i Mateusz mieli przeżyć swoją pierwszą komunię świętą. Wcześniej w parafii doszło do kilku problemów, o których księża nie chcieli dokładnie opowiadać, dlatego przeniesiono tę uroczystość na pierwszą niedzielę czerwca.


Od kilku dni w domu Stochów była istna "nerwówka". Kasia biegała po domu, przygotowując wszystko do tego dnia. Wiktoria pomagała jej jak tylko mogła, ale i tak było im ciężko we dwójkę, więc niezawodna okazała się babcia Ania, która w piątek po południu przyjechała do Zakopanego

- Ja zawsze wiedziałam  - mówiła Kasia, zmywając naczynia - że choćbym chciała być w życiu samodzielna, to i tak sobie nie poradzę bez ciebie, mamo....


Nadeszła niedziela. Kasia od samego rana ponownie biegała po całym domu. Anna zajęła się jeszcze sprawami w kuchni. Wiktoria od rana stała przy żelazku i prasowała ubrania dla całej rodziny. Jednak za alby wzięła się Kasia, która chciała, aby wszystko było naprawdę idealnie. 

Pomogła ubrać się Olkowi i Mateuszowi w alby. Następnie sama poszła do sypialni. Kamil był już ubrany w spodnie, a w ręku miał białą koszulę

- Zbieraj się! - powiedziała do niego żona

- Nie ekscytuj się - powiedział do żony spokojniejszym głosem

- Mamy mało czasu, a nawet ja nie jestem gotowa - mówiąc to , zgarnęła sukienkę z wieszaka i poszła do łazienki.


Po kilku minutach wyszła z niej już gotowa


Włosy wyprostowała i delikatnie podkręciła na końcach. Na twarzy miała delikatny makijaż i ze szlafrokiem w ręku weszła do sypialni. 

- Kochanie - zwrócił się do niej mąż , gdy tylko ją zobaczył

- Nie gadaj, że się gdzieś ubrudziłam! - spojrzała na męża gniewnie

- Nie - zaśmiał się

- A co? - wystraszyła się

- Wyglądasz pięknie - powiedział, posyłając jej całusa na odległość

Kasia uśmiechnęła się i odłożyła szlafrok do półki.

- Czemu zawsze się zawstydzasz, gdy mówię ci komplementy?  - spytał Kamil - Jesteśmy małżeństwem od X lat

- Od ilu? - zaśmiała się - Nie wiesz, ile już jesteśmy razem?

- Yyy - Kamil zrobił słodką minę - Wiem, ale nie chcę wypominać nam.... obojgu - mówił to tak powoli, zważając na każde słowo - ile tak naprawdę mamy lat

- Niech ci będzie - zaśmiała się Kasia i wyszła z sypialni. Zajrzała do pokoju najmłodszych synów, którzy już zaczęli szykować się do swojej uroczystości.

- Gotowi? - spytała

Olek zakładał właśnie koszulę

- Prawie tak - odpowiedział mamie

Kasia spojrzała na wiszące alby na wieszakach.

- Jak będziecie chcieli założyć alby, to zawołajcie mnie - powiedziała i wyszła z pokoju


Na schodach minęła się z Wiktorią, która była ubrana w



- Córeczko - zwróciła się do Wiktorii - Jak ty pięknie wyglądasz!

- Oj, mamo - uśmiechnęła się

- A to już nie mogę powiedzieć komplementów mojej córce? - spytała

- Reaguję tak samo jak ty na słowa taty - zwróciła słuszną uwagę Wiktoria, która zniknęła za drzwiami swojego pokoju


Po 30 minutach cała rodzina była już gotowa , wsiedli więc w samochód i pojechali do kościoła.

 

Cała msza przebiegła dość szybko i sprawnie. Po niespełna 2 godzinach wszyscy wrócili do domu. Ania nadal biegała od kuchni do jadalni, a gdy zobaczyła przez okno wjeżdżające na podwórko samochody, mocno się zestresowała. Wiedziała, że nie wszystko jest jeszcze gotowe.

 

Do domu pierwsza weszła Kasia, która swoje pierwsze kroki poczyniła ku kuchni.

- I jak tam, mamo? - spytała

- Yyy - westchnęła Anna - Jeszcze nie wszystko zrobiłam. Patrycja jest u siebie, źle się poczuła, a taka była chętna do pomocy. 

- Piotrek, jak zawsze musi wyjechać, jak coś się dzieje z Patrycją - machnęła ręką Kasia - A ona ma niedługo termin... Oby zdążył wrócić.

Kasia już miała wychodzić z kuchni, gdy nagle zatrzymała ją mama

- Kasiu.. - powiedziała 

- Tak?

- Nie chcę się wtrącać, bo nie wiem do końca, co się dzieje w waszym domu, ale...mam wrażenie, że Piotrek ... że on tak do końca nie wie, co zrobić ze swoim życiem. 

- Co masz na myśli? - spytała Katarzyna

- Za każdym razem jak tutaj jestem, Piotrek zachowuje się dość sztucznie i .... porozmawiajcie z nim.

- Myślisz, że do niego można dotrzeć?  - machnęła rękoma - Ile razy Kamil chciał z nim porozmawiać, to uciekał, ale osobiście uważam, że teraz.. zachowuje się już normalniej, ogarnął się. Wie, że niedługo po raz drugi zostanie ojcem, że ma rodzinę i to powinno być dla niego najważniejsze.

- Ale i tak spróbujcie z nim porozmawiać, bo... przeczuwam, że to się źle skończy.


Kasia wróciła do gości, lecz przez cały dzień nie była w humorze. Kątem oka spoglądała na mamę oraz na Patrycję. Nie wiedziała już sama, czy z Piotrek coś się dzieje, czy też nie, a samej Patrycji o to pytać nie chciała. 



***

Wiktoria w trakcie rodzinnego spotkania wyszła na zewnątrz. Od kilku minut telefon wibrował jej w torebce. Zobaczyła na ekranie imię Dominika. Odwróciła się jedynie w stronę rodziców, aby sprawdzić, czy nikt nie podsłuchuje jej rozmowy i odebrała.

- Halo, Dominik , co się dzieje? - spytała - Mówiłam ci przecież, że dziś jestem zajęta

- Wiem.. - powiedział zdyszany - Przepraszam, ale nie miałem do kogo zadzwonić

- Co się dzieje?  - zestresowała się na samą myśl, że coś się stało

Nie usłyszała nawet, jak za jej plecami znalazł się Olek, naczelny redaktor Arka, który poczuł, że rozmowa Wiktorii przez telefon jest bardzo ważna i nie mógł tego przegapić. 

- Moja mama zasłabła, zadzwoniłem po karetkę i ... nie mam z kim zostawić Kuby. Byłem u sąsiadki, ale... odmówiła. Jeśli nie masz czasu, rozumiem. Sama mówiłaś, że masz jakąś rodzinną uroczystością.

- Oczywiście,że się zajmę! Ale jeśli będzie chciał. 

- Myślę, że będzie chciał. Muszę pojechać z mamą karetką. 

- Rozumiem... To ja już wsiadam w samochód i go przywiozę. Mam nadzieję, że... nie będzie się wstydził i bał. W domu jest trochę gości..

- Myślę, że będzie bez problemu. Kuba lubi jak coś się dzieje.

- Dobrze, to ja jadę do ciebie. Będę za 15 minut. - rozłączyła się i wrzuciła telefon do torebki. Weszła do domu i podeszła do taty. 

Nachyliła się nad nim i szepnęła do ucha.

- Znajomy ma problemy, mama musi jechać do szpitala, nie ma z kim zostawić młodszego brata. Pojadę po niego. Wezmę kluczyki

Kamil zmierzył córkę wzrokiem. Aż tak dużo informacji nie mógł do siebie przyswoić.

- Przywiozę go tutaj.. Proszę cię. Powiedz innym o sytuacji, nie chcę, aby przy nim mówili co się stało i zadawali jakieś głupie pytania. 

- Dobrze - odpowiedział Kamil - Ile ma lat?

- Siedem 

- Dobrze, jedź. Ja wszystko powiem.

- Dziękuję


Wiktoria wyszła z domu, biorąc z szafki kluczyki do samochodu. Tymczasem Kamil powiedział wszystkim przy stole o nowym gościu i tak jak prosiła Wiktoria, zwrócił się do gości, aby nie patrzyli dziwnie na chłopca i nie zadawali różnych pytań, które mogłyby go urazić. 


Wiktoria po 15 minutach była już pod domem Dominika. Zaparkowała trochę dalej, aby nie wzbudzać podejrzeń i nie tarasować drogi dla ratowników, którzy już stali ze swoją karetką na chodniku.


***


I na tym kończy się ta historia. Wszystkie posty, które pibkokowałam bardzo szybko w przeciągu 3 miesięcy zostały napisane prawie 2 lata temu. Jeszcze wtedy posiadałam ponad 300 postów na zapas i niczym się nie martwiłam, az do teraz... Zaczęłam mnóstwo innych historii na Wattpadzie a ta historia ciągnąca się przez ponad 500 części przestała mnie intrygować. Od dawna wiedziałam, jak to się skończy i pisanie kolejnych rozdziałów nie było już tak przyjemne. 


Wiktoria miała pojechać z Dominikiem na ślub Gabriela, a gdy jej weselny partner się zatrul się i pojechała do szpitala, na korytarzu miała spotkać Bartka i dowiedzieć się prawdy o Arku. Została dawca dla Arka, po czym zostali parą, żyli długo i szczęśliwie i mieli zostać rodzicami 4 dzieci 


Piotrek nadal miał skakać od żony do kochanki, aż w końcu spłodzić dziecko tej drugiej i po kilku latach Ola miała zapukać do domu Stochów z dziećmi. Patrycja się wyprowadzi, ale po prawie roku wróci do męża. Olka znajdzie innego frajera, który zaadoptuje dzieci i da im nazwisko. 


Akcja miała przenieść się o wiele lat do przodu. Karol zostałby mężem Ewy, mieliby dwójkę synów, lecz Ewa zmarłaby na zawał. A on zostałby wdowcem z 2letnim synem Karolem i kilkumiesiecznym Piotrem. 


Izabela zaszłaby w ciążę z instruktorem jazdy, który miał ja porzucić, gdy tylko się dowiedział o ciąży, a ona kilka lat później została ukochana Wiktora - Przyjaciela Karola. 


Olek i Mateusz rywalizowaliby o dziewczynę, która ostatecznie zostanie żona Olka - siatkarza polskiej reprezentacji i mieli zostać szczęśliwymi rodzicami dwóch córek 

A Mateusz został mechanikiem, zamieszkał w starym domu prababci w strawczynie i tam poznał przyszła żonę. 


Miała2m w planach pójść o kolejne pokolenie do przodu i jedna z córek arka i Wiktorii podczas wymiany studenckiej zakochalaby się w Niemcu, z którym zaszła w ciążę... Ale to już daleko idącą fantazja... 


No cóż.. Ciężko mi się rozstać z czymś co pisałam przez kilka lat, jako mała smarkula, która nie zna się na życiu a tymbardziej na pisaniu. 


Teraz mogę już ostatecznie się pożegnac i napisać Do widzenia... 


Albo do zobaczenia na Wattpadzie 

https://www.wattpad.com/user/KLisowska16


Pozdrawiam po raz ostatni.


kiki2000

Komentarze

  1. Szkoda, że to koniec bo lubiłam to opowiadanie, to była moja odskocznia i rozrywka. Wiem,że nic nie trwa wiecznie ale czuję teraz pustkę , bo wiem, że nie będzie kolejnego rozdziału �� Szkoda bo to tak naprawdę jedno z nielicznych opowieści o skokach, które było aktywne i coś się działo. Teraz nie będzie nic �� życzę powodzenia i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj to było moje ulubione opowiadanie. Szkoda, że już koniec. Mam nadzieję, że go nie usuniesz , bo napewno do niego powrócę. Napiszesz jeszcze coś o skokach? Co ja teraz będę czytać a potem przeżywać? Tyle lat ze mną było to opowiadanie a teraz pozostanie pustka. Tu zawsze coś się działo. Można było się pośmiać i popłakać. Wielkie dzięki za tą historię i szkoda, że to już naprawdę koniec. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się chce płakać, że to już koniec i nie będzie więcej nowych rozdziałów. To było coś za czym czekałam a teraz nie mam już na co czekać. Do tego ostatnio wszystko jest nie tak jak powinno i mam pod górkę i to wielką. Pozdrawiam i trzymaj się

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz