Numer 1 - Wypadek

*Kasia*
Miałam dzisiaj zajęcia na uczelni, lecz niestety zaspałam. W wielkim biegu zjadłam śniadanie, ubrałam się, uczesałam i umalowałam. Wyszłam z mieszkania i pośpiesznie pobiegłam do samochodu.  Wsiadłam za kółko mojego czerwonego mercedesa i pojechałam na uczelnię, mając cały czas nogę na pedale gazu. Gdy wjechałam na skrzyżowanie, nie obejrzałam się w ogóle i pojechałam. Niestety. Nie obyło się bez stłuczki. Wjechałam wprost pod koła innego białego mercedesa. Było to jednak zderzenie czołowe. Gdy zobaczyłam, że tamtym samochodem kieruje mężczyzna, lekko się przeraziłam. Słyszałam już kilka razy, jak mój chłopak denerwuje się, gdy dziewczyny prowadzące samochód, stwarzają wypadek. Tym razem się nie myliłam. Zobaczyłam, że mężczyzna rusza w moją stronę. Również postanowiłam wyjść z samochodu. Gdy zobaczyłam jego złą minę, tylko się przeżegnałam....
- Jak pani jeździ! - wykrzyknął.
- Przepraszam.... - powiedziałam zakrywając twarz rękami
- Przecież jest skrzyżowanie! Powinna się pani zatrzymać! - był coraz bardziej wkurzony.
- Ja bardzo przepraszam.... Spieszyłam się na uczelnię....
- Ale to pani....
- Wiem, nie usprawiedliwia mnie to....
Mężczyznę chyba lekko zatkało. Spojrzał na mnie.
- Błagam pana, nie wzywajmy policji. - spojrzałam mu prosto w oczy.
Staliśmy jak wryci, patrząc sobie nawzajem w oczy. Jednak po chwili mnie olśniło! Znam go!
- Czy pan jest tym skoczkiem narciarskim? - zapytałam nieśmiało...
- Aż tak to widać? - zapytał śmiejąc się.
Wybuchnęliśmy śmiechem.
- Mówiłaś, że śpieszysz się na uczelnię. Co studiujesz? - zapytał.
- Pedagogikę, lecz interesuję się fotografią.
Spojrzałam na niego. Puścił mi oczko i szeroko się uśmiechnął.
Poczułam, że moje serce bije coraz mocniej. Motylki w brzuchu dały o sobie znać.
- Wiesz.... Jest zima, styczeń. Jest ślisko. To również moja wina. - powiedział.
- Nieprawda. To moja, ja panu wyjechałam pod koła.
- Ja pani zapłacę za wszystkie szkody.
- Ja panu również. - odpowiedziałam.
Przerwał nam telefon. Była to moja kuzynka - Marcelina Hula, żona Stefana Huli.
- Hej Marcela. - powiedziałam.
- Hej Kasia. Chciałabym cię zaprosić dzisiaj do nas na kolację.
- Ok. Wpadnę. O której?
- 0 18:00.
- Będzie tam ktoś jeszcze? - zapytałam.
- Nie wiem kogo Stefan zaprosi.
- Może całą rodzinę skoczków! - zaśmiałam się.
Zorientowałam się, że nadal stoję obok Stocha. Szybko uspokoiłam się.
- Muszę kończyć. Zadzwonię później.
Kamil popatrzył na mnie i powiedział.
- Dogadamy się później. - wsiadł w samochód i odjechał.
Spojrzałam na swój samochód.
- Chyba dziś sobie odpuszczę z uczelnią. - powiedziałam sama do siebie.
Nagle w głowie narodziła się mi myśl.
- Ale spotkanie.... Chodź rodzinę skoczków mam na wyciągnięcie ręki, to moje pierwsze spotkanie z Kamilem Stochem, to wypadek samochodowy, który sam spowodowałam.
*w mieszkaniu*
Chciałam zadzwonić do mojego chłopaka, aby poszedł ze mną na dzisiejszą kolację, lecz nie odbierał. Studiuje administrację, więc myślałam, że jest na wykładach. 
*Kamil*
Pojechałem do swojego mieszkania. Uświadomiłem sobie, że ta dziewczyna jest nieśmiała i bezbronna, a ja tak na nią naskoczyłem. Nagle dostałem telefon. Był to Stefan Hula.
- Hej Stefek!
- Hej Kamil! Chciałbym zaprosić cię na kolację do nas na 18:00.
- Ok! Wpadnę z miłą chęcią! Muszę ochłonąć po dzisiejszych wydarzeniach!
- Stary, jest dopiero 11:00, a ty musisz już ochłonąć!?
- Miałem stłuczkę....
- Kiedy? Gdzie?
- Rano. Na tym skrzyżowaniu obok mojego bloku.
- Aż tak to przeżywasz?
- Dziewczyna wjechała mi pod koła... Zderzenie czołowe...
- Dzwoniłeś na policję?
- Nie. Po co?
- Trzeba było! Jak ci wjechała wprost pod koła!
- Spieszyła się na uczelnię!
- Ale to jej nie usprawiedliwia..... A ile miała lat.
- Nie wiem.... 20?
- To młoda! A ładna?
- Brunetka.... niebieskie oczy.... Wysoka....
- Wyższa od ciebie?
- Co ty?! Ja mam 1,90 m.
- Na pewno....  - zaśmiał się Stefan.
Rozłączyłem się. Nie chciałem słuchać już tych jego bredni.
*Kasia*
*16:00*
W co ja mam niby się ubrać na dzisiejszą kolację? Otworzyłam szafę i zastanawiałam się dość długo. W końcu wybrałam czarną, koronkową sukienkę z długim rękawem, lecz przed kolanko. Do tego czarne, wysokie szpilki, czarna torebka, złote kolczyki, naszyjnik i bransoletka. Włosy rozpuściłam i zrobiłam lekkie loki. Była 17:30 i byłam gotowa do wyjścia na kolację.
Była 17:50. Zapukałam do domu Marceliny i Stefana. Drzwi otworzyła mi uśmiechnięta jak zawsze pani domu.
- Hej Kasia! Ślicznie wyglądasz! - powiedziała Marcelina
- Ty też. - spojrzałam na nią. Była ubrana w granatową sukienkę.
Gdy weszłam do ich domu poczułam się, jak u siebie. Dom był wzorowany na starej góralszczyźnie. Uwielbiałam takie klimaty.
Nikogo więcej nie było. Usiedliśmy przy stole. Gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Stefan poszedł otworzyć. Znów go spotkałam.  Był to Kamil Stoch.
- Poznajcie się - powiedział Stefan - To jest Kasia Witkowska ,  kuzynka mojej żony , a to jest Kamil Stoch.
Kamil podszedł do mnie....  Znów poczułam te motylki w brzuchu.
- My się już znamy. - powiedziałam
- Skąd?  - zapytała Marcelina.
- To ja spowodowałam ten wypadek....  - powiedziałam patrząc na Kamila.
Spojrzałam na niego.  Był ubrany w czarny garnitur.  Włosy ułożone.  Ubrał się lepiej,  niż niektórzy panowie w dniu swojego ślubu.
Podszedł do mnie,  wziął moją rękę i pocałował mnie w nią. Prawdziwy dżentelmen,  nie to co mój chłopak.
Usiedliśmy do stołu.  Posadzili mnie na przeciwko Kamila. 
- A jak twój chłopak?  - zapytał Stefan.
- Dobrze.  Studiuje dalej administrację. Chciałam przyjść z nim dzisiaj,  lecz nie odbierał ode mnie telefonu.
- A jak twoje studia? - zapytała Marcelina.
- No....  - spojrzałam na Kamila,  on na mnie też....  - Ok. 
- A tak w ogóle skąd pochodzisz? - zapytał Kamil.
- Z małej miejscowości pod Krakowem.  W Zakopanem mieszkam od września. 
- Poznasz dzisiaj całą naszą skoczną rodzinę!  - powiedział Stefan.
- Jak to?
- Zgadnij kto dzisiaj przyjdzie jeszcze.
- Nie wiem.....  Gregor Schlierenzauer albo Andreas Wellinger!
- Dlaczego?
- Przecież oni są zabójczo przystojni!
- Ale ty masz chłopaka - zerwała się Marcelina.
- Przecież by się o niczym nie dowiedział....  Przecież nie powiecie.  - zaśmiałam się.
Rozległ się dzwonek do drzwi.  Stefan i Marcelina poszli powitać gości. 
- Od ilu lat jesteście razem? - zapytał Kamil.
- Od 3 lat. 
- O ile jest od ciebie starszy?
- O rok.
Wtedy do salonu weszli goście : Janek Ziobro z żoną,  Maciej Kot z dziewczyną,  Dawid Kubacki z dziewczyną,  Piotrek Żyła z żoną i dziećmi oraz Adam Małysz z żoną.
Zostałam im przedstawiona jako kuzynka Marceliny. Przywitałam się z każdym z osobna.  Gdy podszedł do mnie Piotrek,  zapytał.
- Studiujesz....
- Pedagogikę.
- A co cię kręci?
- Fotografia.
- To bardzo dobrze! Potrzebujemy kogoś,  kto będzie naszym osobistym fotografem drużyny.
- Znając moje szczęście.  Nie będę to ja.  - zaczęłam się śmiać. 
- Zobaczysz.  Ja ci to załatwię.  Pójdę do trenera i powiem,  że tą fotografką jest dziewczyna Kamila.
- Oj nie nie nie.  Tylko tak nie mów.  Ok? - poprosiłam go
- Ok.
Usiadłam sobie na kanapie.  Chłopcy siedzieli na innej z kanap. Dziewczyny w kuchni. Nie chciałam do nich podejść....  Na pewno mają swoje inne tematy do plotek.  Siedziałam i patrzyłam co chwilę na zegarek. 
*Kamil*
Przyglądałem się,  jak Kasia siedzi sama na tej kanapie.  Co chwilę patrzyła na zegarek.  Czekała na kogoś?
- Podejdź do niej.  - zaczęli podpuszczać mnie koledzy. 
- Ale po co?  - spytałem oburzony.
- Cały czas patrzysz się na nią.  Podejdź do niej. 
Nagle stało się coś dziwnego.  Kasia sama wstała z kanapy i udała się w naszą stronę.  Podeszła do Stefana i powiedziała.
- Przepraszam panowie,  że wam przerywam,  ale ja już idę do swojego mieszkania.
- Ok.  - odpowiedział Stefan - Powiedz jeszcze tylko Marcelinie.
- Ok.
- To ja cię odprowadzę. - powiedziałem do Kasi.
Ona jednak nic nie odpowiedziała. Udała się w stronę Marceliny.  Poszedłem za nią.  Gdy dziewczyny się pożegnały, ja pomogłem założyć Kasi płaszcz i wyszliśmy z domu.
Szliśmy nie odzywając się......
- Znudziło ci się tam siedzieć?  - zapytała.
- Trochę tak.
- Ja też już chciałam stamtąd iść dawno, ale nie wypadało mi tak szybko wychodzić.
- Trochę sztywno tam było....  - powiedziałem. 
- No trochę.....
Na chodniku wszędzie znajdował się lód.  Nie dziwię się,  był początek stycznia.  Nagle Kasia stanęła na ten lód i się poślizgnęła. Wpadła wprost na mnie.  Złapałem ją.  Była taka delikatna. 
- Dziękuję.  - powiedziała.
- Nie ma za co.
- Właśnie,  że jest. 
Wyciągnęła rękę.  Chciała dotknąć mojego policzka,  lecz się speszyła,  bo opuściła ją szybko na dół 
- Jeszcze raz chciałabym przeprosić za ten wypadek.
- Ale nic się nie stało.  To nie twoja wina.  Ja jeszcze niepotrzebnie na ciebie naskoczyłem.
Kasia uśmiechnęła się szeroko.
- Dziękuję. 
Spojrzeliśmy na siebie. 
- To jest mój blok.  Tutaj mieszkam - pokazała na jeden z nowoczesnych mieszkań. 
Pożegnaliśmy się.  Kasia zmierzała w stronę swojego bloku. 
- Kasia!  - wykrzyknąłem.
- Tak??
- W sobotę jest konkurs Pucharu Świata....  Tu w Zakopanem....  Gdybyś mogła przyjść.... 
- A bilety?  Na pewno są wyprzedane.
- Mam zapasowe.  Tak na wszelki wypadek.  - uśmiechnąłem się.
- Ok.  Będę....
- Przyjdź godzinę przed konkursem.  Wtedy ci je dam.
- Ok. 
Weszła do bloku.
*Kasia*
Trochę mnie tym zaskoczył. Znam go od dzisiaj,  a już dostałam zaproszenie na skoki.  Czy to nie za wcześnie?  Wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżku.  Całą noc rozmyślałam o tym dzisiejszym spotkaniu.... 


Rankiem obudził mnie niespodziewany telefon.........
--------------------------------------------------------------------------------
Hej kochani! Jest to moje pierwsze opowiadanie na tym blogu!  Myślę, że się wam spodoba!  Zachęcam do czytania również innych moich blogów.  Znajdziecie je na moim profilu.

Komentarze