Numer 11 - Kolacja przeprosinowa i Mistrzostwa Świata w Lahti

Nie mogłam nacieszyć się jednak długo dniami wolnymi. We wtorek rano mieliśmy wylot z Krakowa do Finlandii na Mistrzostwa Świata w Lahti.
O 17:00 zaczęłam się ubierać. Założyłam białą sukienkę z koronkowymi plecami. Do tego szpilki, lekki makijaż, trochę biżuterii. Byłam już gotowa.
Wyszłam z mieszkania. Uśmiechnięta udałam się do mieszkania Kamila. Otworzył mi je również uśmiechnięty pan domu.
- Jak miło cię widzieć. - powiedział.
- Ciebie również.
Przywitaliśmy się pocałunkiem w policzek. Zostałam zaproszona do kuchni.
- Za takiego to można za mąż wyjść. - powiedziałam, gdy spojrzałam na stół zastawiony smakołykami.
Spojrzał się na mnie.
- Dlaczego?
- Mężczyzna, który tak gotuje to skarb dla kobiety.
Popatrzył się na mnie.
- Chciałbym cię przeprosić za ten pocałunek i tą walentynkę.
- Nic się nie stało.
- Ale wtedy tak na mnie naskoczyłaś...
- Jesteśmy kwita.
- Ale jak to?
- Ja też zrobiłam Walentynkę dla ciebie.
- Czyli to ty?
- No... dobra . Przyznaję się. Tak to ja.
- Przepraszam, że pytam, ale czy ty... Dobra... Głupie pytanie.
- Ale nie wstydź się, mów.
- Ok. Domyślasz się kto zrobił dla ciebie walentynkę?
Spojrzałam na niego.
- Ty?
- No.... tak.
- Na początku były takie podejrzenia co do ciebie, lecz na śniadanie siedziałam blisko chłopaków i Stefan powiedział, że chyba nie robiłeś walentynki , a jakbyś robił to byś mu powiedział.
- Więc zwątpiłaś?
- Tak.
- Nie chciałem mu mówić miała być to tajemnica.
- Jest jeszcze coś...
- Co?
Wyjęłam z torebki list od Adriana...
- On po tym wszystkim myśli, że wrócę do niego.
- Kiedy to wysłał?
- Dostałam list już w Korei. Był na recepcji w hotelu..
- Skąd on wiedział, że jesteś w Korei?
- Nie wiem..
- Dobra, rozumiem, może interesuje się skokami, ale nikt nie podaje hotelu.
- No właśnie... Ja nawet sama nie wiedziałam.. Dopiero tam w Korei...
- To jest za bardzo podejrzane...
- Zbyt za bardzo...
Po jakiś kilku minutach milczenia zapytałam.
- Chciałbyś mieć dzieci?
Aż go zatkało.
- Kamil, zadałam ci pytanie.
Obudził się z transu.
- Jakie pytanie?
- Czy chciałbyś mieć dzieci?
- Nie... nie wiem..
- To nie  czy nie wiesz?
- Nie wiem. A dlaczego pytasz?
- Bo byłyby śliczne.
- Twoje też...
- To może ja już pójdę?
- Nie, nie idź... - złapał mnie za rękę.
- Dlaczego?
- Bo mam dla ciebie niespodziankę, ale jutro.
- Jaką?
- Bądź gotowa rano o 9:00 przed blokiem. Ok?
- Ok, ale powiesz mi?
- Pojedziemy na wycieczkę.
- Ok.
- A gdzie mieszkają twoi rodzice?
- W Prusach. Jakieś 30 minut od Krakowa.
- Ok. To ja będę czekał.
- Ok. Ja również.
Na pożegnanie pocałowałam go w policzek. Pożegnał mnie również tak samo. Uśmiechnęliśmy się i wróciłam do mieszkania.
Wzięłam prysznic i położyłam się spać.
Rano wstałam przed siódmą. Ubrałam się w jeansy i koszulkę. Włosy rozpuściłam. Umalowałam się i założyłam czarne botki. Przed 9:00 wyszłam przed blok. Kamil podjechał po mnie swoim białym Mercedesem.
- A co to za zmiana, że tym samochodem?
- A tak jakoś.
- To gdzie jedziemy?
- Do Krakowa.
- Do Krakowa?
- Wiem, że w Krakowie już byłaś wiele razy, ale od takiej strony zapewne nie.
- Nie wiem co ty będziesz mi tam pokazywał.
- Dużo rzeczy.
Po dwóch godzinach byliśmy w Krakowie. Przyznam, że chodź Kraków miałam na wyciągnięcie ręki, to nigdy nie zwiedzałam tego miasta. W ogóle.
Jakieś Muzea,  zabytkowe kościoły....  Wszytko takie piękne.  Następnie obiad w restauracji.
- Zaprosiłem cię tutaj,  bo chciałbym ci coś powiedzieć.
- Zamieniam się w słuch.
- Chciałbym wybudować dom.
- Świetna decyzja.
- Taki góralski....
- A mieszkanie?
- Zostawię.  Może będzie dla dzieci. Przecież wykupiłem je na własność.
- Kiedy masz zamiar się budować?
- Nie chciałem ci mówić,  ale już mam plan domu
- A działka?
- Rodzice mi przepisali dwie działki.  Tą większą biorę na dom.
- Czyli ty masz już wszystko zaplanowane?
- No tak. Domek piętrowy.  Na dole salon,  kuchnia,  jadalnia,  łazienka,  kotłownia, spiżarnia. Na górze dwie łazienki i 5 sypialni.
- 5?!
- No... Jak będzie gruby melanż to gdzie się wszyscy podzieją?
- W tych sypialniach...
- No właśnie - zaśmiał się. - Jeszcze jedno.. Chciałbym odwiedzić twoich rodziców.
- Ale po co?
- No tak po prostu.  Zadzwoń do nich,  że przyjdziesz w odwiedziny.  Mnie zobaczą w pakiecie.
- Ok. Bardzo przystojny będzie ten pakiet.
Zadzwoniłam do mamy.  Bardzo się ucieszyła, że przyjadę ich odwiedzić. Ja również.
Wsiedliśmy do samochodu i wyruszyliśmy. 
- Stresuję się. - powiedziałam
- Czym?
- Wszystkim....  Co oni sobie pomyślą,  jak nas zobaczą razem? Przecież widzieli ten pocałunek....
- Nie zastanawiaj się, ok?
- Ok.
Po 30 minutach byliśmy już pod moim domem.  Zwykły domek z mieszkalnym poddaszem.
- Tutaj mieszkają?
- Ja tutaj mieszkałam kilka miesięcy temu.
Spojrzałam na niego.. Miał taki dziwny wzrok.. Tak jakby był to dla niego jakiś dramat... Jakby ten dom wskazywał na jakąś niższość społeczność, biedotę....
- Nie tego oczekiwałeś?
- Nie... Po prostu jak opisywałaś ten dom to wydawał mi się jakiś zwykły drewniany.
- Zaskoczenie?
- Trochę.

Zapukałam do drzwi. Otworzyła je moja mama.
- Ooo nie mówiłaś, że przyjedziesz ze znajomym. 
- Spontaniczna decyzja.
- Zapraszam was..  Wchodźcie kochani. 
- Dziękujemy. - odpowiedzieliśmy.
- Kawy,  herbaty?
- Ja herbatę.  - powiedziałam
- Ja również.
- A co was tutaj sprowadza?
- Byliśmy na małej wycieczce w Krakowie...  I tak jakoś wyszło.- powiedziałam
- Słyszałam,  że niedługo mistrzostwa świata Kamilu. 
- Tak. We wtorek już wylatujemy.
- Ty córeczko też lecisz? 
- Tak.  Żebym znowu nie musiała oglądać twoich pocałunków w telewizji. 
- Oj mamo.. Przestań.
- Mnie nie obchodzi co wy tam robicie w tych pokojach hotelowych, tylko nie przed kamerami,  bo ja potem świecę na wsi oczami, gdy się pytają,  czy moja najstarsza córka to jest dziewczyną Kamila Stocha.
- Ok. Dobra przestań. 
- No co... To trochę niemiłe jak plotkują o twoich dzieciach. Na pewno niedługo tego zaznasz.
- Oj mamo.... Nie skończyłam jeszcze 20 lat!
- Ja miałam niespełna 21, jak cię urodziłam. W wieku 20 lat w lipcu to ja już w białej sukni pod kościołem czekałam!
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że już mam sobie suknię kupować?
- A czemu by nie? Potem to będziesz zabiegana.
- Jak ja nie mam w ogóle chłopaka. Jestem wolnym singlem!
- Ale mówiłaś przed kamerami, że dostałaś Walentynkę, więc może....
- W szkole również dostawałam walentynki, a w liceum to nawet prezenty... I co? Jestem z którymś z nich w związku? Nie.
- No dobra...  Już nic nie mówię. 
- Ciężko jest pani wychować tyle dzieci? 
- Dzieci to nie jest dla mnie obowiązek,  lecz przyjemność.


Do domu weszła moja siostra Kornelia. 
- O Boże siostra, nie gadaj,  że z nim przyjechałaś!!! - powiedziała Kornelia
Spojrzałam na nią.
- Tylko mi nie mdlej. - zaśmiałam się.
- Ok. - odpowiedziała mi również śmiechem.
- A ty? O której to się wraca? Gdzie bracia?
- U znajomych, ale już po nich zadzwoniłam. A ja byłam u przyjaciela.
- U przyjaciela? Czy przyjaciółki?
- Przyjaciela.
Lekko zarumieniła się.
- To tylko przyjaciel? - zapytałam.
- Czysta przyjaźń jak wasza.... chodź wy już się całowaliście, ale jesteś starsza. - powiedziała Kornelia.
- Kasia w twoim wieku, to już miała chłopaka. - powiedziała moja mama.
- Właśnie... miałam. Już z nim nie jestem. - powiedziałam.
- Ale byłaś z nim długie 3 lata.
- Ale Adrian to przeszłość i jak możesz mówić, że 3 lata do długo, jak ty z tatą jesteście małżeństwem od 21 lat.
- No...
- Ile w ogóle miałaś lat, jak się poznaliście?
- 18. W wieku 19 lat mi się oświadczył.
- No właśnie... 18 lat.... Jesteście ze sobą 23 lata.. To 20 lat dłużej niż ja z Adrianem.
Naszą rozmowę przerwali jednak moi bracia, którzy weszli do domu.
- Tak to narzekają, że nie przyjeżdżam, a jak przyjadę to idą do znajomych. - powiedziałam.
Chłopcy uśmiechnęli się, lecz największa radość pojawiła się na ich ustach jak zobaczyli siedzącego w kuchni przy stole Kamila.
Moja mama zaparzyła herbaty i zaniosła je do salonu.
- Zapraszam pana do salonu. Nie będziemy przecież w kuchni siedzieć.
Poszliśmy do salonu.
- A gdzie Jula? - zapytałam.
- Bawi się.
- Gdzie?
- W swoim pokoju?
- Jak to w swoim?
- Twój stary pokój przejęła Kornelia, więc Jula została w tym co wcześniej.
- A chłopcy?
- Dalej razem. Chcielibyśmy, aby babcia dała nam jeden z pokoi. Przecież ma 2 . Moglibyśmy rozdzielić chłopaków. To już ten trudny wiek się zaczyna. Ten bunt... Sama go przechodziłaś, jak uciekałaś z domu...
Kamil popatrzył na mnie.
- To ja mam przyjaciółkę z charakterem. - zaśmiał się.
Kornelia poszła na górę, aby wziąć Julę i z nią zejść na dół.
Julka gdy mnie zobaczyła, to  od razu pobiegła w moją stronę.
- A gdzie tata?
- Zaraz przyjdzie. Poszedł do Józefa, aby zrobił mu siekierę.
- Aha.
Popatrzyłam na Kamila.
- Może ci pokażę pokoje na górze.
- Ok.
Poszliśmy na górę.
- Tu jest pokój, w którym jest obecnie Jula. Wcześniej mieszkała w nim Kornelia z Julką. - pokazałam pierwszy z nich.
- A ten? - wskazał na pokój na przeciwko.
- Tutaj mają pokój chłopcy.
Przeszliśmy do ostatniego z pokoi.
- Tu był mój pokój... Teraz jest to pokój Kornelii.
- Ładny...
- Nic się nie zmieniło.

Zeszliśmy na dół. Mój ojciec wrócił już do domu.
- Ooo! Przyjechałaś do nas!
- Czekaliście, to przyjechałam!

Posiedzieliśmy z moimi rodzicami, jeszcze kilka minut.
- Wiesz co... Chciałabym jeszcze do babci pójść.
- Ok.
Poszliśmy do przedpokoju i zapukaliśmy do drugich drzwi.
- Proszę. - usłyszeliśmy głos.
Otworzyłam drzwi.
- Witaj babciu!
- Witaj skarbie! A co to za przystojny młodzieniec? Czyżby moja najstarsza wnuczka już niedługo zostanie żoną przystojnego kawalera?
- Nie... Nie jesteśmy razem.
- Tylko tak mówisz.
- Oj babciu przestań.
- Może herbatki?
- Nie, piliśmy już u rodziców.
- Co u ciebie słychać?
- A nic... Studiuję, mieszkam w Zakopanem.
Nagle spojrzałam na stary piec babci. Paliło się w nim, a drzwiczki były całkowicie otwarte.
- Może zamkniesz te drzwiczki?
- Po co? Przecież nic się nie stanie. Cieplej jest wtedy.
- Rób jak chcesz, ale może lepiej zamknij.


Babcia od kilku lat miała problemy z głową, nie chciała jednak leczyć się u neurologa.

Wzięła mnie i Kamila za rękę.
- Jakby co, to macie moje błogosławieństwo - powiedziała.

Pożegnaliśmy się jednak i pojechaliśmy do naszych mieszkań.
- Wiesz co, zjadłbym jakiegoś kebaba . -powiedział Kamil.
Zajechaliśmy do jednej z knajp pod Krakowem.
Po zjedzonym posiłku ruszyliśmy w drogę do Zakopanego. Nagle zadzwonił mój telefon. Była to moja mama.
- Halo mamo.
- Hej córeczko. - cała drżała.... chyba płakała...
- Co się stało? Ty płaczesz?
- Gdzie jesteście?
- Pod Krakowem.
- Przyjeździe proszę.
- Po co? 
- Dom się pali!
- Ale jak to?!
- Nie wiem... 
Rozłączyła się. 
- Kamil musimy zawrócić. 
- Po co? 
 - Dom się pali!  - wybuchnęłam płaczem. 
Kamil zdziwił się bardzo,  lecz bez słowa zawrócił. 
Dojechaliśmy na miejsce. Wybiegłam z samochodu prosto do mojej mamy,  która stała z babcią, ojcem i rodzeństwem na podwórku. 
- Jak to się stało?  - zapytałam nie mogąc zapanować nad łzami. 
- Babci piec....
- Mówiłam!  
Podszedł Kamil. 
- Straż Pożarna jest w drodze.  Już ją widać. 
- I słychać. - powiedziałam 
Spojrzałam na moje rodzeństwo. 
- A gdzie Jula? 
- Nie ma jej tu? 
Mama obejrzała się dookoła. Wszyscy zaczęli wołać Julkę. 
- Chyba jest w domu - powiedział Piotrek. 
- Jak to?  - zapytałam 
Straż zaczęła gasić pożar. Kamil podszedł do strażaków. 
- W domu jest dziecko. - powiedział 
- Po standardowych procedurach można wejść do budynku.
- Ale tam jest małe dziecko! 
- Za chwilę. 
Kamil zdenerwowany zdjął kurtkę i zakrył nią usta. 
- Co ty robisz?- zapytałam
Kamil wbiegł do domu.  Zaczęłam płakać i krzyczeć. 
- Kamil.... Boże Nie!!! 
Uklęknęłam na śniegu przed domem.
Po kilku minutach znów zaczęłam płakać,  bo Kamil nie wracał. Spuściłam głowę. Jednak Kamil wybiegł z domu z Julką na rękach. Spojrzałam na mamę.  Źle się poczuła.
- Zaraz mi przejdzie. - powiedziała. 
Jeden ze strażaków wezwał pogotowie. Ja podeszłam do Kamila i rzuciłam mu się na szyję. 
- O Boże...  Nic ci się nie stało? - położyłam rękę na jego policzku. 
- Wszystko ok. 
- Na pewno?
- Tak, ok.

Spojrzałam na dom...
- Gdzie się teraz podziejecie? - zapytałam rodziców.
- Nie wiem...
-Może do mnie?
- Nie. Dzieci chodzą do szkoły. Nie wyobrażam sobie dojazdów.
- A ciocia Iza? Przecież ma pusty dom.
- Nie wiem... Poradzimy sobie.
- Ale jak?
- Nie mam teraz głowy. Daj mi spokój. Jedź do mieszkania.
- Dom się pali, strażacy gaszą, a ty mi każesz jechać do domu?!
- Jedź, proszę.
- Nie ma mowy. Ja tu zostaję.
- Ale Kamil na pewno chciałby jechać.
- Jeśli chciałby, to by  mi powiedział, a ja nie mam nic przeciwko. Niech sobie jedzie. Przecież kursują tutaj pociągi.
- Ale musisz się spakować na wtorkowy wylot.
- Nie będę się pakować 4 godziny!
- Jedź, proszę.
- Nie.
- Jedź.
- Nigdzie nie jadę. Koniec kropka.
- Oh... Po kim ty  jesteś taka uparta...?
- Po tobie mamo.


Podeszłam do mojej siostry.
- Nie płacz... - próbowałam ją pocieszyć.
- Jak mam nie płakać...?
- Wiesz....
- Tam było tyle moich rzeczy... Twoich zdjęć....
- To przez piec babci, może nie wszystko zostało zajęte przez ogień...
- Właśnie, może...
- Nie płacz siostra...
Ta jednak się odwróciła plecami i wyciągnęła telefon.
- Dzwonię do Bartka.. Może przyjedzie...
- To ten przyjaciel?
- Tak.
- Uuu.
- Możesz nie komentować. Ja też powinnam mówić, że kochasz Kamila, lecz wiem, że to zaprzeczysz. Sama siebie okłamujesz.
- O co ci chodzi?
- Kochacie się oboje z wzajemnością, lecz boicie się to sobie wyznać.
- O czym ty mówisz?
- Widać to. Kochasz go, lecz boisz się jak on zareaguje. Boisz się jak zareagują media, że wysokiej klasy skoczek spotyka się ze zwykłą studentką pedagogiki pochodzącej ze wsi.
- Coś ci się uroiło.
- On też cię kocha.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Chyba ten pocałunek w Korei nie był waszym pierwszym pocałunkiem.
- Skąd wiesz?
- Czyli się przyznałaś!
- Nie, skądże!
- Ja się nie będę dziwiła, jak za miesiąc wylądujecie w łóżku.
- No co ty!
- A potem powiesz, że jesteście tylko przyjaciółmi. A jak urodzi się wam dziecko to co?! Też będziecie się przyjaźnić?
- Możesz przestać!
- Nie, nie mogę. Sama się dziwię, że taki przystojny facet do ciebie zarywa, a ty go po prostu odrzucasz! Nie zdziwię się, jak za kilka miesięcy będzie miał dziewczynę " z botoksu"!



Po kilku godzinach straż już ugasiła pożar. Ja z Kamilem wróciliśmy do Zakopanego. Kamil stanął pod moim blokiem.
- Może zostanę z tobą?
- Jeśli mógłbyś....
Weszliśmy do mojego mieszkania.
- Ja idę wziąć prysznic.
- Ok. Czekam.

Poszłam wziąć prysznic.
Wyszłam z łazienki.
- Dziękuję, że tak mi pomagasz...
- To nic takiego.
- Zajmujemy się moimi problemami... A ty? Każdy młody człowiek nie może być taki uśmiechnięty przez cały czas.
- Jestem dowodem, że można.




We wtorek rano mieliśmy wylot.
- Mam nadzieję, że wrócisz z trzema medalami do Zakopanego.
- Jak będzie  złoto, to powiem, że dedykuję go tobie.
- Trzymam cię za słowo. - uśmiechnęłam się.


W środę odbyła się odprawa techniczna. O 13:00 miała odbyć się jedna z serii treningowych , lecz została odwołana.
Odbyła się dopiero w czwartek o 16:30.

W piątek o 17:30 odbył się pierwszy konkurs skoków narciarskich mężczyzn na normalnej skoczni. Strasznie się bałam, bo poprzedniego dnia Kamil skarżył mi się na ból głowy. Poszedł spać bardzo wcześnie, a późno wstał. Rano jednak nie chciał mi nic powiedzieć, jak się czuje.
- Wszystko ok? - zapytałam przed startem pierwszej serii.
Nic mi jednak nie odpowiedział.
Wystartował w konkursie, mimo zakazów lekarza. Byłam na niego zła, że zbagatelizował silne bóle głowy. Ku mojemu zdziwieniu Kamil prowadził po pierwszej serii.
Był jednak blady, gdy przechodził obok mnie.
- Źle się czujesz? - zapytałam.
- Wszystko ok.
- Przecież widzę.
- Wydaje ci się.
- Nic mi się nie wydaję. Jesteś cały blady. Boli cię ta głowa?
- Idź już stąd! Daj mi w końcu święty spokój!
Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem.
- Co tak się patrzysz?! Nie jesteś w stanie zrozumieć?! Idź sobie! Nie chcę cię w ogóle widzieć!
Odeszłam , zakryłam twarz rękoma... Z oczu poleciała mi łza...
Kamil popatrzył się na mnie i odszedł....
Wytarłam oczy chusteczką i wzięłam aparat do ręki. Wszyscy polscy skoczkowie znaleźli się w pierwszej "30".
Czekałam przy barierce z aparatem. Byłam zła na Kamila, że tak mnie potraktował, lecz cieszę się , że prowadził po pierwszej serii..

Wszyscy czekali na skok lidera po pierwszej serii. Ludzie dopingowali go. Krzyczeli "Kamil Stoch". Unosili polskie flagi wysoko do góry!
Ja również dopingowałam Kamila.
Leciał daleko i wygrał!!!! Wygrał złoto! Wylądował i dojechał do tablicy pokazującej wyniki. Zdjął google i kask. Złapał się za głowę. Przeczuwałam najgorsze... Upadł.... Przeskoczyłam barierki i dotarłam do niego pierwsza, niż służby medyczne.
-  O Boże...  Nic ci nie jest? 
Spojrzałam na niego.  Był nieprzytomny.  
- Szybciej!  - popędzałam ratowników. 
Wzięli go na nosze i pojechali z nim do szpitala. Ja nie zastanawiając się nic, "złapałam " taksówkę i pojechałam do szpitala.  
Został zawieziony na ostry dyżur.  Pojawiła się u niego gorączka. Nie chcieli mnie jednak wpuścić do niego.  Po 1,5 h przewieziono go na zwykłą salę,  lecz nie pozwolono mi do niego wejść.  Na szczęście dziennikarze mieli wstęp wzbroniony do szpitala. Około 0:00 podszedł do mnie lekarz  
- Może pani pójdzie do domu.  Jego stan jeszcze nie jest do końca ustabilizowany.
- Nigdzie nie pójdę. 

Co godzinę pochodzili do mnie lekarze, czy pielęgniarki,  z proźbą, abym poszła do domu,  lecz zawsze się im sprzeciwiałam.

Była 8:00. 
- Pani nadal tutaj?  - zapytał jeden z lekarzy.
- Tak. 
- Musi być dumny,  że ma taką dziewczynę. 
- Najpierw trzeba być tą dziewczyną 
- To państwo nie jesteście parą?
- Nie. 
- A to przepraszam. 

Wszedł do sali,  gdzie znajdował się Kamil. 

*Kamil*

Byłem w szpitalu. Nawet nie wiedziałem,  jak się tam znalazłem. Byłem podpięty do tych wszystkich urządzeń. Do mojej sali wszedł lekarz. 
- Panie doktorze,  co się ze mną stało?
- Zemdlał pan po swoim skoku.
- W pierwszej serii?
- Nie,  w drugiej. 
- I jak mi poszło?  Byłem w pierwszej "5"?
- Wygrał pan.
- Jak to?
- Jest pan mistrzem świata na normalnej skoczni. 
- I dlatego zemdlałem?
- Dostał pan następnie gorączki i drgawek.  Był pan na ostrym dyżurze.
- Wszystko ok? Mogę wracać na skocznię?
- Nie wiem.. 
- Bo jeśli wygrałem,  to dzisiaj jest dekoracja na rynku. 
- Nie wiem,  czy weźmie pan w niej udział.
- Ale jak to?! 
- Proszę się nie denerwować.  Czeka na pana pewna osoba.
- Kto? 
- Przyjechała zaraz za karetką.  Spędziła noc w szpitalu śpiąc na tych krzesłach.
- Kto to? 
Lekarz uchylił drzwi. 
- Zapraszam do pacjenta. 
Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach stanęła Kasia. Lekarz wyszedł z sali. 
- Przepraszam....  Poniosło mnie. - spuściłem głowę. 
Kasia podeszła do mnie i.....  Pocałowała mnie! 
- Na szczęście nic ci nie jest!  Martwiłam się o ciebie!
- Lekarz mówił,  że czekałaś.
- Nikt nawet nie zadzwonił. 
- Martwiłaś się o mnie,  chodź tak na ciebie nakrzyczałem.
- Nic się nie stało. 
- Jak to się nic się nie stało?? Płakałaś przecież!
- Skąd wiesz? 
- Wiem... 
Spojrzała na mnie. 
- Czy to prawda,  że wygrałem?
- To ty nie pamiętasz? 
- Nie....
- Wygrałeś, zdjąłeś kask, google i złapałeś się za głowę. Upadłeś.
- Rano bolała mnie głowa.
- A jak się pytałam, to mi nie odpowiedziałeś.
- Bo znając ciebie, to byś kazała mi leżeć w łóżku lub pójść do lekarza.
- Bo tak by było.
- Dzisiaj jest ceremonia medalowa. Muszę się na niej pojawić... A ta ceremonia kwiatowa, to co? Kto wyszedł za mnie na podium?
- Nie wiem. Gdy tylko podbiegłam do ciebie, to nie patrzyłam na skocznię. Pojechałam taksówką za wami , no i jestem!
- Ale ja muszę na niej być!
- Jak się nie będziesz denerwować, to cię dziś popołudniem wypuszczą.
- Naprawdę???
- Tak.
- Możesz podać mi telefon. Leży na szafce.
- Ok. -  podała mi go.
Wziąłem go do ręki i wpisałem szybką frazę "Kamil Stoch". Już pierwszy artykuł był na temat pierwszego omdlenia.
"Kamil Stoch upada, Kasia Witkowska przy nim pierwsza, niż służby medyczne. WIDEO"
Zacząłem czytać ten artykuł, lecz najbardziej interesowało mnie to wideo. Znajdowało się na samym dole artykułu.
Włączyłem je. Oglądałem je z niedowierzaniem. Z jaką szybkością Kasia przeskoczyła barierkę i już po 3 sekundach była pochylona nade mną.
Pokazałem jej to.
- Naprawdę?
- To nic takiego. Każdy by tak zrobił, gdyby chodziło o przyjaciela.
- Uwierz mi, nie każdy.
- Jeśli nie każdy, to ta osoba nie zasługuje na miano najlepszego przyjaciela.
- Ale tobie, to mogę nawet medal dać.
- Ten złoty? - zapytała śmiechem.
- Nawet i ten złoty!
Wybuchnęliśmy śmiechem.


Kasia była w szpitalu, aż do momentu wypisania mnie  z niego. Gdy wyszedłem z sali, to czekała na mnie na korytarzu.
- Mam już wypis! - powiedziałem ucieszony.
-  Nareszcie! - powiedziała.
Wyszliśmy ze szpitala. Taksówka już czekała, a wokół niej masa fotoreporterów!
- Czekali już od momentu przywiezienia cię do szpitala.
- Naprawdę?
- Tak. Ale wsiadaj do samochodu. Nie będziemy tak stać wokół nich.
- Ok.
Wsiedliśmy do taksówki. Zawiozła nas pod hotel.

- O 19:00 jest ceremonia na rynku. Będziesz? - zapytałem.
- Oczywiście. Będę stała w pierwszym rzędzie. - puściła mi oczko.
- Mam nadzieję.

Weszliśmy do hotelu.
- Nikt się mną nie zainteresował?
- Tylko trener i moja matka.
- Myślałem, że swoją mamę powiesz pierwszą.
- Nie... Aż tak to nie! - zaśmiała się.


O 19:00 odbyła się ceremonia medalowa. Łzy płynęły mi z oczu, gdy Kamil stanął na pierwszym stopniu podium, a ludzie zgromadzeni na rynku odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego.
Następnie odbyła się konferencja prasowa. Jednak nie trwała długo, bo następnego dnia rano miał być trening.

Trening odbył się o 9:00. Kamil bał się trochę wystartować,  bo nie wiedzieliśmy od czego miał tak silne bóle głowy. 
Poprosiłam go i się zgodził.
Na treningu był trzeci.


Następnego dnia Kamil nie wystartował na treningu. Chciał odpocząć przed kwalifikacjami do skoków na dużej skoczni.


1 marca odbyły się seria próbna i kwalifikacje przed konkursem. Kamil był 3 w kwalifikacjach. Bardzo się cieszyłam, chodź ostatnio była bardzo smutny, blady i to mnie jedynie zamartwiało.

2 marca odbył się konkurs skoków narciarskich na dużej skoczni. Bardzo kibicowałam chłopakom z naszej drużyny, ponieważ aż pięcioro z nich znalazło się w pierwszej dziesiątce po skończeniu pierwszej serii.
Chciałam , aby Kamil znów wygrał dzisiejszy konkurs. Wiatr mówił mi jednak inaczej...
Kamil ostatecznie skończył na 2 miejscu w dzisiejszym konkursie. Po ceremonii kwiatowej podeszłam do niego i powiedziałam.
- Gratulacje!
Jednak nic nie odpowiedział.
- Dlaczego jesteś taki struty?
- Mogłem być pierwszy... Gdyby nie ten wiatr.
- Nie możesz winić się o to, że jesteś drugi.
- Ok... Daj mi na razie spokój.
- I będzie tak jak wtedy?
Spojrzał się na mnie.
- I co? A potem będziesz mi dziękować, że podbiegłam do ciebie, chodź godzinę temu nakrzyczałeś na mnie? Nie chcę tego przeżywać kolejny raz. Mogę nawet kolejny raz nie podbiec do ciebie.
Odeszłam.
Nawet nie poszedł za mną. Nie wiem. Może to koniec naszej przyjaźni? Nie wiedziałam o co może mu chodzić.

Następnego dnia na rynku głównym odbyła się ceremonia medalowa. Oczywiście musiałam się na niej pojawić. Obok mnie stał Maciek.
- Jakaś kłótnia? - zapytał.
- Ale o co ci chodzi?
- Nic o tobie nie wspominał wczorajszy wieczór. Tak to zawsze jakieś zawiłe historie z waszego życia.



4 marca miał odbyć się konkurs Mistrzostw Świata drużynowy .Chłopcy byli bardzo silni psychicznie w porównaniu z innymi kadrami zagranicznych skoczków.

Przed 17:00 wyruszyłam na skocznię. Pierwsza seria konkursowa odbyła się rewelacyjnie! Polacy prowadzili o 23 punkty nad drugimi Austriakami.
Byłam bardzo szczęśliwa do tego stopnia, że gdy się dowiedziałam, że prowadzimy po pierwszej serii to pocałowałam każdego z naszych zawodników w policzek!
- A to za co? - zapytał Maciek.
- Prowadzimy! - podskoczyłam z radości.


Podczas drugiej serii stałam już maksymalnie pod skocznią. Chciałam każdemu pogratulować za skok.


Nadszedł czas na ostatni skok w tym konkursie. Był to skok Kamila. Wrzawa na skoczni była ogromna. Ile by nie skoczył, to i tak byśmy wygrali.
Wylądował!!! Mamy medal! Mamy złoto drużynowe mistrzostw świata! Wraz z chłopakami wybiegłam na skocznię.
Nie wiem co we mnie zadziałało, lecz rzuciłam się Kamilowi na szyję.
- Gratuluję. - wyszeptałam.
- To dzięki tobie. - odpowiedział.
Nagle zadzwonił mi telefon. Popatrzyłam na ekran. Była to moja mama.
Odrzuciłam jednak połączenie.
Udaliśmy się na dekorację kwiatową i wysłuchaliśmy Mazurka Dąbrowskiego. Pod koniec Mazurka znów zadzwonił mi telefon. Odebrałam.
- Halo mamo.
- Halo. - powiedziała drżącym głosem.
- Mamo, co się stało?
- Gdzie jesteś?
- Na skoczni.
- To idź gdzieś w jakieś ciche, spokojne miejsce.
- A co się stało?
- Proszę, przejdź.
- Ok.
Przeszłam do jednej z budek polskich skoczków.
- No, jestem już. Możesz powiedzieć?
- Uspokój się.
- Ale jak tak do mnie mówisz, to się gorzej denerwuję.
 - Babcia nie żyje.
- Ale jak to? - moje oczy zalały się łzami.
- Nie żyje.
Zaczęłyśmy obie głośno płakać.Wyjęłam z kieszeni kurtki chusteczki.
- Ale to nie możliwe.... Jak to się stało?
- Była młoda. Miała 69 lat....
- Jak to się stało?
- Upadła na podłogę.... Karetka przyjechała. Stwierdziła zgon....
- Kiedy to się stało?
- Jak dzwoniłam pierwszy raz to wtedy upadła..
- Jaka byłam głupia, że nie odebrałam...
- A co robiłaś?
- Byłam na skoczni. W pracy. Robiłam zdjęcia.
- Zdjęcia nie są najważniejsze.
- Ale nie mogę odebrać telefonu na skoczni...
- Wiem... Przepraszam...
- Kiedy pogrzeb?
- We wtorek. Będziesz?
- Tak. Ja się już zaraz pakuję i lecę.
- A bilet?
- Mogę kupić. Nawet gdyby kosztował 2 tysiące na jedną osobę, to kupię, aby być już jutro z wami.
- Dziękuję...
- O której ten pogrzeb?
- O 14:00.
- Będę na pewno....
Rozłączyła się... Ja jeszcze gorzej zaczęłam płakać... Osunęłam się na ziemię... Schowałam głowę miedzy kolana. Ktoś do mnie zadzwonił. Był to Kamil. Odrzuciłam połączenie i wyłączyłam całkowicie telefon.
- Dlaczego? - powiedziałam na głos...
Nie miałam już chusteczek... Cały makijaż spłynął po mojej twarzy. Ktoś nagle otworzył drzwi. Był to Dawid.
- Kasia?! Co się stało?! - powiedział, gdy mnie zobaczył.
Wyszedł i krzyknął.
- Chłopaki! Znalazłem ją!
Pierwszy w drzwiach stanął Kamil. Podbiegł do mnie i kucnął przy mnie.
- O Boże! Kasia! Co się stało?! Dlaczego płaczesz?
- Bo....
Jeszcze gorzej zaczęłam płakać....
- Cichutko... - przytulił mnie i zaczął głaskać mnie po głowie..
- Babcia nie żyje.
- Ale jak to?
- Upadła... Ale ona była młoda.. Miała 69 lat...
- Cichutko ... Nie płacz.... Jak to się stało?
- Upadła.... Po prostu.....
Popatrzył się na mnie. Chyba też to jakoś przeżył.
-  Ja muszę się pakować... Muszę tam jechać....
- Pojedziemy jutro razem...
- Kiedy ceremonia medalowa?
- Jutro przedpołudniem.
- Pojedziesz ze mną?
- Tak.....
Odprowadził mnie do pokoju hotelowego. Położyłam się spać... Nawet nie poczułam, jak Kamil położył się obok mnie.
Rano wstałam i wspomnienia z wczorajszego  wieczornego telefonu. Poszłam wziąć prysznic i ubrałam się w powyciąganą bluzę i legginsy.
Popatrzyłam na śpiącego obok Kamila, a następnie na zegarek. Była 8:00.
- Kamil... Wstawaj.... Jest już 8:00.
Kamil zerwał się z łóżka.
- 8:00?
- Tak.
- To trzeba iść na śniadanie.
- Ja nie idę. Nie jestem głodna.
- Musisz coś zjeść..
- Ale jestem nieubrana...
- Jak to nie?
- Ale to nie pasuje..
- A ktoś ci mówił, że w każdym wyglądasz pięknie?
 Popatrzyłam na niego. Wziął mnie za rękę i zaprowadził na dół na stołówkę.
- Wykupiłem nam bilety. Wylot o 15:00 z lotniska, na który przylecieliśmy.
- A reszta drużyny?
- Oni lecą również z nami.
- To jak to "wykupiłeś"?
- Tak powiedziałem... Miałem powiedzieć, że załatwiłem nam u trenera wcześniejszy wylot, bo planowo mieliśmy lecieć o 21:00.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Dla ciebie wszystko. 
- Może nie powinieneś się tak poświęcać. Mój wyjazd szkodzi drużynie. 
- O co ci chodzi?
- Przeze mnie drużyna wraca wcześniej 
- To chyba dobrze.  Szybciej zobaczą się z rodzinami.
- Chce ci tylko powiedzieć, że ja,  gdy wysiądziemy z samolotu to jadę prosto do domu rodziców.  Nie powinni być z tym sami.
- Pojadę z tobą.
- Lepiej nie... Chciałabym przeżyć to z rodziną. Nie potrzebujemy osób z zewnątrz.
- Ok.


Poszłam się spakować. Następnie wyruszyliśmy w drogę na lotnisko.
Lot miał trwać około 4,5 godzin z jedną przesiadką.
O 15:00 wystartowaliśmy, jak było mówione. O 19:40 przylecieliśmy do Polski do Krakowa.

Pożegnałam się z chłopakami i wsiadłam w taksówkę.
Do mojej rodzinnej miejscowości samochodem to niecałe 30 minut.
Zapłaciłam taksówkarzowi. Wzięłam walizki i weszłam na podwórko.



--------------------------------------------------------------------
                             kiki2000


Komentarze