Bałam się wejść do starego pokoju babci... Strach, że ją spotkam. Naprawdę... Bałam się, że będzie leżała na podłodze.... Spojrzałam na piec..... Prawda była taka, że babcia nie chciała się przeprowadzać z moimi rodzicami i rodzeństwem do mojej cioci po tym nieszczęsnym pożarze... Została w domu.... Moi rodzice również zostali, gdy tylko przyjechali przekonać babcię, żeby pojechała z nimi.... Zostali do tej pory.... Chciałam bardzo im pomóc, lecz nie wiedziałam jak.... Miałam trochę pieniędzy zaoszczędzonych. Nie powiem.... Sporo mi płacili za te zdjęcia i za stronę internetową.....
Moja mama nie chciała nawet słyszeć o jakichkolwiek pieniądzach ode mnie dla nich. Nie wiem dlaczego, ja po prostu chciałam im pomóc.
- Co tak długo?
- Nie było wcześniejszego lotu. I tak przyleciałam trochę wcześniejszym, bo miałam bilet wykupiony na godzinę 21:00. A o tej godzinie to ja w Polsce, u was jestem!
- Jak wcześniejszym?
- Kamil znalazł w internecie wcześniejszy lot i zaproponował trenerowi, abyśmy wszyscy wcześniej wrócili. Zgodził się. Chłopcy mieliby niespodziankę dla swoich rodzin, że są wcześniej.
- Przez babcię cała kadra musiała wrócić wcześniej?
- I tak byśmy siedzieli w hotelu. Przecież treningi nie są wieczorami, czy kiedy trener będzie chciał. Skoczkowie mają ścisły plan .
- To chyba że tak...
Poszłam na górę z walizkami. Rodzice szybko uwinęli się z remontem swojej "połówki" domu. Ja miałam mieć pokój z Julką. Tylko ona była szczęśliwa i chyba dzięki niej rodzice nie załamali się doszczętnie.
Poszłam się przebrać. Nagle dostałam SMS-a.
"Jak się czujesz? Gdybyś czegoś potrzebowała to zadzwoń. Kamil"
Nie chciałam na razie odpisywać na wiadomości.
Moja mama nie chciała nawet słyszeć o jakichkolwiek pieniądzach ode mnie dla nich. Nie wiem dlaczego, ja po prostu chciałam im pomóc.
- Co tak długo?
- Nie było wcześniejszego lotu. I tak przyleciałam trochę wcześniejszym, bo miałam bilet wykupiony na godzinę 21:00. A o tej godzinie to ja w Polsce, u was jestem!
- Jak wcześniejszym?
- Kamil znalazł w internecie wcześniejszy lot i zaproponował trenerowi, abyśmy wszyscy wcześniej wrócili. Zgodził się. Chłopcy mieliby niespodziankę dla swoich rodzin, że są wcześniej.
- Przez babcię cała kadra musiała wrócić wcześniej?
- I tak byśmy siedzieli w hotelu. Przecież treningi nie są wieczorami, czy kiedy trener będzie chciał. Skoczkowie mają ścisły plan .
- To chyba że tak...
Poszłam na górę z walizkami. Rodzice szybko uwinęli się z remontem swojej "połówki" domu. Ja miałam mieć pokój z Julką. Tylko ona była szczęśliwa i chyba dzięki niej rodzice nie załamali się doszczętnie.
Poszłam się przebrać. Nagle dostałam SMS-a.
"Jak się czujesz? Gdybyś czegoś potrzebowała to zadzwoń. Kamil"
Nie chciałam na razie odpisywać na wiadomości.
Zeszłam na dół do rodziców.
- Proszę was.. Tylko nie płaczcie. Spójrzcie na Julcie... Mówicie jej, aby nie płakała, aby się nie przejmowała... Ona robi to co my. Takie dziecko naśladuje swoich rodziców i starszych. Jeśli wy jesteście smutni, płaczecie, to ona będzie robić to samo. Może być nawet najgrzeczniejsza, to w tym względzie was nie posłucha. Dziecko bierze przykład z rodziców, ze starszych...
- Skąd ty takie rzeczy wiesz? - zapytała mama.
- Przecież wysłaliście mnie na studia. Studiuję pedagogikę. Żebyście wiedzieli, że czegoś się uczę, że nie wyjechałam na darmo.
Tata spojrzał się na mnie i w jego oczach pojawiła się radość.
- A ty po tej twojej pedagogice, to co będziesz w życiu robić?
- A co to w ogóle jest ta pedagogika? - zapytała mama.
- Działalność opiekuńczo-wychowawcza dzieci i młodzieży, takie postępowanie wychowawcze.
- Co? - zdziwiła się moja mama.
- Ja studiuję pedagogikę szkolną.
- Czyli co, będziesz uczyć?
- Może tak... Ale pedagogika jest obszernym tematem. Jest dużo kierunków pedagogicznych, np. pedagogika pracy, kultury, opiekuńczo-wychowawcza, historia myśli pedagogicznej..
- Czyli obszerny temat. - powiedział tata.
- Ja studiuję pedagogikę szkolną, ale są, np. pedagogika wczesnoszkolna, gimnazjalna, szkoły wyższej.
- Czyli co, nauczycielka w szkole podstawowej.
- Tak
- A jakiś staż?
- Później... Jakiś powinnam odbyć.
- To może w tej szkole, co ty chodziłaś. Tyle nauczycieli, których ciebie uczyło, nadal tam uczy.
- Co to, to nie. Kilkoro z nich nie lubiłam, więc będą się na mnie odgryzać. A jeśli chodzi o ten staż, to mówili nam ostatnio, żeby do końca marca składać papiery.
- I co? Myślałaś o czymś?
- Tak. Jedna ze szkół w Zakopanem. 10 minut piechotą do szkoły.
- To strasznie blisko.
- Właśnie, nie będę musiała nigdzie jeździć i nic. Jak stąd wrócę do mam iść do szkoły. Muszę się zapytać, czy mnie w ogóle przyjmą.
- To ja już trzymam kciuki - powiedział ojciec
Wyszłam na zewnątrz. W kurtce miałam jakiegoś papierosa. Chciałam się odstresować... Ta śmierć bardzo mnie dobiła.... Strasznie mnie dobiła. Postanowiłam się przejść po wsi. Ludzie patrzyli się na mnie, jakby widzieli ducha. Naprawdę! Nie wiem, czy pokazywali innym, że to ja jestem córką tych i tych, czy może jestem wnuczką........ Nie odwracałam głowy w ich stronę, bo po co? Nie czułam w ogóle takiej potrzeby.
Nagle obok mnie stanął samochód. Przestraszyłam się, aż za bardzo. Odwróciłam głowę w stronę pojazdu.
Był to biały jak śnieg Mercedes najnowszej klasy. Za kierownicą siedział Kamil. Wyszedł z samochodu.
- Co ty tutaj robisz? Przecież kazałam ci nie przyjeżdżać.
- Nie odpisywałaś na mojego SMS-a. Martwię się.
- Raczej nie potrzebnie.
- A co ty. Palisz?
- Miałam jednego w kurtce.
- Skąd?
- Po naszej kłótni w moim mieszkaniu. Trzeba być przygotowanym.
- Czyli mam przyjaciółkę , zawodową palaczkę?
- Wolałabym określenie "przyszła pani pedagog"
- Czyli co? Nie wyjdziemy nigdzie wieczorem na miasto, bo będziesz sprawdzała kartkówki i sprawdziany? - zaśmiał się.
- Jeszcze mi do tego długa droga, lecz jak wrócę stąd, to idę do tej szkoły blisko nas, zapytać się, czy by mnie przyjęli na staż.
- Czyli nie pojedziesz ze mną do Planicy?
- Jadę! Przecież w Planicy kończę współpracę z wami!
- Czyli w kwietniu z nami nie polecisz?
- Jak dostanę staż, to nie. Nie polecę.
- Szkoda.
- Mi też, ale muszę pójść na ten staż. Po studiach będąc chciała iść do pracy, to nie będę miała żadnego doświadczenia.
- To ci wtedy pomogę.
- Nie toleruję pracy przez znajomości.
- Ale jeśli potrzebowałabyś pomocy, to ja pierwszy wyciągnę pomocną dłoń.
- Trzymam cię za słowo.
- Wejdź do samochodu. Podwiozę cię do domu.
- Ok.
*w samochodzie*
- Może trzeba pomóc twojej rodzinie, nawet finansowo?
- Rozmawiałam już o tym z nimi. Nie chcą ode mnie żadnych pieniędzy.
- A jak ten twój dom?
- Jakoś szybko się uwinęli z remontem. Tylko część mieszkalna babci jest jeszcze w stanie... surowym.
- Czyli?
- Trzeba tam umalować ściany, zrobić podłogę.... Mama chce rozdzielić chłopaków, aby mieli osobne pokoje. Przecież Michał ma już dziewczynę i jakby przyszła do nas, to trzeba by było wyganiać Piotrka z pokoju.
- A ten drugi pokój? Babcia miała przecież dwa.
- Nie wiem co oni chcą z nim zrobić, ale z tego drugie pokoju, jest przejście do naszego salonu, więc może zrobią jakiś pokoik. Może jak wnuki będą przyjeżdżać!
Kamil spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Od razu zorientowałam się o co mu chodzi i powiedziałam.
- Wiesz, Kornelia ma przecież jakiegoś na oku. Michał ma dziewczynę, a Piotrek mówi, że idzie się spotkać z kolegami, ale kto wie, gdzie on w ogóle jest. Teraz to tylko Julcia jest z nimi w domu.
- Za kilka lat, to Julka już będzie się za chłopakami oglądać i również gdzieś pójdzie i zostaną sami.
- Teraz mama zabroniła im gdziekolwiek wychodzić. Na czas pogrzebu nie chodzą do szkoły. Z jednej strony ich rozumiem, nie chcą zostać sami z tym wszystkim w domu, a co dopiero zajmować się Julką. Oni będą rozpaczać, a Kornelia będzie zajmować się Julką.
- U nas w domu nigdy tak nie było. Jak zmarł dziadek, to specjalnie dzień przed pogrzebem wysłali nas do szkoły, wiedzieli , że się czymś zajmiemy i nie będziemy o tym wszystkim rozmyślać.
- A ty masz dwie siostry?
- Tak, młodsze. Anna ma 20 lat, a Natalia 15.
- Oo! 15, czyli tyle co mój brat.
- A Anna jest z twojego roku.
- Ej! - zaśmiałam się. - Nie wypominaj mi wieku!
- Ok. - również odpowiedział mi śmiechem Kamil
Podjechaliśmy pod mój dom. Kornelia wybiegła mi na przywitanie.
- Nareszcie mamy spokój. Tata pojechał jeszcze coś załatwić z zakładem pogrzebowym, a mama usnęła. - powiedziała Kornelia
- Nareszcie. - odetchnęłam.
- Zapraszam do środka. - powiedziała Kornelia , zwracając się do Kamila.
Weszliśmy do domu.
- Kawy, może herbaty? - zapytałam Kamila.
- Herbatę.
- Ok. Już wstawiam wodę
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
- Nie, nie. Nawet dobrze, że jesteś. Mam już dość tych ciągłych płaczów... Łez... Ja też nie mogę się z tym pogodzić, lecz co ja mogę zrobić? Nic. Nie potrafię płakać publicznie.... Po prostu nie potrafię. Chodź miałam przeczucie, że babcia mnie nie kocha, jak to było kilka lat temu, to teraz wierzę, że mnie kocha i spogląda na mnie z góry.. Może wierzy we mnie? Śniła mi się nawet ostatnio...
- Coś strasznego?
- Byłam znów w Lahti i zadzwonił ten nieszczęsny telefon, który w rzeczywistości nie odebrałam. We śnie go jednak odebrałam. Dzwoniła do mnie babcia... Płakała, że to już koniec... Powiedziała mi, że ten dom to jest jej własność... Powiedziała, że przez te wszystkie wyrządzone krzywdy przepisuje ten dom na mnie. Od teraz ja mam być jego pierwotnym właścicielem. Rozłączyła się i gdy spojrzałam w górę, to latała na tych niebiańskich skrzydłach wysoko ponad niebem....
- Może to jakaś przepowiednia.
- Skądże. Nie wierzę w takie cuda.
- A ja tak. Może trzeba poszukać jakiegoś testamentu.
- Nie wiem... Nie wiem co o tym sądzić.
- Ja tylko tak sugeruję, a jaka jest prawda, to ci nie powiem.
- Może właśnie trzeba poszukać gdzieś jakiegoś testamentu.
Wtedy usłyszałam wołanie Kornelii.
- Mam tutaj!
Pobiegłam do pokoju babci. Znalazłyśmy testament. Napisany był na starej kartce, pokrytej kurzem.
- Gdzie był?
- Tutaj w książce.
- Jakiej?
Kornelia wskazała mi na biblię.
Rozłożyłam kartkę i zaczęłam czytać.
- JA STANISŁAWA WITKOWSKA PRZEPISUJĘ CAŁY DOM WRAZ Z DZIAŁKĄ ZNAJDUJĄCY SIĘ W MIEJSCOWOŚCI PRUSY 18 NA MOJĄ WNUCZKĘ KATARZYNĘ WITKOWSKĄ - STUDENTKĘ PEDAGOGIKI, LAT 20. DZIAŁKĘ ZNAJDUJĄCĄ SIĘ W MIEJSCOWOŚCI PRUSY 24 PRZEPISUJĘ NA MOJEGO WNUCZKA MICHAŁA WITKOWSKIEGO, UCZNIA GIMNAZJUM, LAT 15, 20 TYSIĘCY ZŁOTYCH ZNAJDUJĄCYCH SIĘ POD MOIM ŁÓŻKIEM PRZEPISUJĘ MOJEJ WNUCZCE KORNELII, LAT 18, POZOSTAŁE 50 TYSIĘCY, KTÓRE RÓWNIEŻ ZNAJDUJĄ SIĘ POD MOIM ŁÓŻKIEM DZIELĘ NA 5. 10 TYSIĘCY OTRZYMA MÓJ SYN KRZYSZTOF WITKOWSKI, 10 TYSIĘCY OTRZYMA MOJA SYNOWA ANNA WITKOWSKA, 10 TYSIĘCY OTRZYMA MOJA WNUCZKA KATARZYNA WITKOWSKA , 10 TYSIĘCY OTRZYMA MOJA NAJMŁODSZA WNUCZKA JULIA WITKOWSKA ORAZ OSTATNIE 1O TYSIĘCY OTRZYMA MÓJ WNUK PIOTR WITKOWSKI. RESZTA MOJEJ RODZINY, CZYLI POZOSTAŁYCH DWÓCH SYNÓW, DWIE CÓRKI I SIOSTRA NIE DOSTANĄ ODE MNIE W SPADKU NIC. CHCIAŁABYM, ABY POCHOWANO MNIE W SPOSÓB TRADYCYJNY. MSZA POGRZEBOWA MA SIĘ ODBYĆ W NASZEJ PARAFII I CHCĘ BYĆ POCHOWANA OBOK GROBU MOICH RODZICÓW. MAM TAM WYKUPIONE MIEJSCE OD 15 LAT.
STANISŁAWA WITKOWSKA
- Czyli to nie był zwykły sen. - powiedział Kamil.
- Trzeba jechać z tym do notariusza. - powiedziałam.
- Ooo! Tata już podjechał. Pojadę z nim.
- Ale..
- Ale co?
- Nie masz jeszcze 18 lat!
- Kończę za miesiąc.
- No i? Ojciec nie pozwoli ci pojechać ze sobą. Jeśli otrzymałaś spadek, to za nim to się ureguluje, to będziesz pełnoletnia, ale w tej chwili twój spadek przejmują rodzice.
- Może powinnaś prawo studiować?
- Wolę pedagogikę. Pogubiłabym się w tych wszystkich kodeksach.
- Masz rację.
- A ty w ogóle co chcesz robić w życiu?
- Fizjoterapia.
- Czyli jakby coś mnie bolało, to wsiadam w samochód i jadę do ciebie na profesjonalny masaż. - zaśmiałam się lekko
- Jeśli tak, to zapraszam.
- Oczywiście. Będę pierwszą klientką.
- Czekam.
- To sobie poczekaj. Za nim przyjadę z Zakopanego.
- Może z dostawą do domu.
- Może.... Kto wie?
----------------------------------------------------------------
Hej! Kochani! Co chcielibyście, aby ukazało się w kolejnych opowiadaniach? Proszę, piszcie swoje propozycje w komentarzach. Będę wdzięczna.
Całuski kiki2000
- Proszę was.. Tylko nie płaczcie. Spójrzcie na Julcie... Mówicie jej, aby nie płakała, aby się nie przejmowała... Ona robi to co my. Takie dziecko naśladuje swoich rodziców i starszych. Jeśli wy jesteście smutni, płaczecie, to ona będzie robić to samo. Może być nawet najgrzeczniejsza, to w tym względzie was nie posłucha. Dziecko bierze przykład z rodziców, ze starszych...
- Skąd ty takie rzeczy wiesz? - zapytała mama.
- Przecież wysłaliście mnie na studia. Studiuję pedagogikę. Żebyście wiedzieli, że czegoś się uczę, że nie wyjechałam na darmo.
Tata spojrzał się na mnie i w jego oczach pojawiła się radość.
- A ty po tej twojej pedagogice, to co będziesz w życiu robić?
- A co to w ogóle jest ta pedagogika? - zapytała mama.
- Działalność opiekuńczo-wychowawcza dzieci i młodzieży, takie postępowanie wychowawcze.
- Co? - zdziwiła się moja mama.
- Ja studiuję pedagogikę szkolną.
- Czyli co, będziesz uczyć?
- Może tak... Ale pedagogika jest obszernym tematem. Jest dużo kierunków pedagogicznych, np. pedagogika pracy, kultury, opiekuńczo-wychowawcza, historia myśli pedagogicznej..
- Czyli obszerny temat. - powiedział tata.
- Ja studiuję pedagogikę szkolną, ale są, np. pedagogika wczesnoszkolna, gimnazjalna, szkoły wyższej.
- Czyli co, nauczycielka w szkole podstawowej.
- Tak
- A jakiś staż?
- Później... Jakiś powinnam odbyć.
- To może w tej szkole, co ty chodziłaś. Tyle nauczycieli, których ciebie uczyło, nadal tam uczy.
- Co to, to nie. Kilkoro z nich nie lubiłam, więc będą się na mnie odgryzać. A jeśli chodzi o ten staż, to mówili nam ostatnio, żeby do końca marca składać papiery.
- I co? Myślałaś o czymś?
- Tak. Jedna ze szkół w Zakopanem. 10 minut piechotą do szkoły.
- To strasznie blisko.
- Właśnie, nie będę musiała nigdzie jeździć i nic. Jak stąd wrócę do mam iść do szkoły. Muszę się zapytać, czy mnie w ogóle przyjmą.
- To ja już trzymam kciuki - powiedział ojciec
Wyszłam na zewnątrz. W kurtce miałam jakiegoś papierosa. Chciałam się odstresować... Ta śmierć bardzo mnie dobiła.... Strasznie mnie dobiła. Postanowiłam się przejść po wsi. Ludzie patrzyli się na mnie, jakby widzieli ducha. Naprawdę! Nie wiem, czy pokazywali innym, że to ja jestem córką tych i tych, czy może jestem wnuczką........ Nie odwracałam głowy w ich stronę, bo po co? Nie czułam w ogóle takiej potrzeby.
Nagle obok mnie stanął samochód. Przestraszyłam się, aż za bardzo. Odwróciłam głowę w stronę pojazdu.
Był to biały jak śnieg Mercedes najnowszej klasy. Za kierownicą siedział Kamil. Wyszedł z samochodu.
- Co ty tutaj robisz? Przecież kazałam ci nie przyjeżdżać.
- Nie odpisywałaś na mojego SMS-a. Martwię się.
- Raczej nie potrzebnie.
- A co ty. Palisz?
- Miałam jednego w kurtce.
- Skąd?
- Po naszej kłótni w moim mieszkaniu. Trzeba być przygotowanym.
- Czyli mam przyjaciółkę , zawodową palaczkę?
- Wolałabym określenie "przyszła pani pedagog"
- Czyli co? Nie wyjdziemy nigdzie wieczorem na miasto, bo będziesz sprawdzała kartkówki i sprawdziany? - zaśmiał się.
- Jeszcze mi do tego długa droga, lecz jak wrócę stąd, to idę do tej szkoły blisko nas, zapytać się, czy by mnie przyjęli na staż.
- Czyli nie pojedziesz ze mną do Planicy?
- Jadę! Przecież w Planicy kończę współpracę z wami!
- Czyli w kwietniu z nami nie polecisz?
- Jak dostanę staż, to nie. Nie polecę.
- Szkoda.
- Mi też, ale muszę pójść na ten staż. Po studiach będąc chciała iść do pracy, to nie będę miała żadnego doświadczenia.
- To ci wtedy pomogę.
- Nie toleruję pracy przez znajomości.
- Ale jeśli potrzebowałabyś pomocy, to ja pierwszy wyciągnę pomocną dłoń.
- Trzymam cię za słowo.
- Wejdź do samochodu. Podwiozę cię do domu.
- Ok.
*w samochodzie*
- Może trzeba pomóc twojej rodzinie, nawet finansowo?
- Rozmawiałam już o tym z nimi. Nie chcą ode mnie żadnych pieniędzy.
- A jak ten twój dom?
- Jakoś szybko się uwinęli z remontem. Tylko część mieszkalna babci jest jeszcze w stanie... surowym.
- Czyli?
- Trzeba tam umalować ściany, zrobić podłogę.... Mama chce rozdzielić chłopaków, aby mieli osobne pokoje. Przecież Michał ma już dziewczynę i jakby przyszła do nas, to trzeba by było wyganiać Piotrka z pokoju.
- A ten drugi pokój? Babcia miała przecież dwa.
- Nie wiem co oni chcą z nim zrobić, ale z tego drugie pokoju, jest przejście do naszego salonu, więc może zrobią jakiś pokoik. Może jak wnuki będą przyjeżdżać!
Kamil spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Od razu zorientowałam się o co mu chodzi i powiedziałam.
- Wiesz, Kornelia ma przecież jakiegoś na oku. Michał ma dziewczynę, a Piotrek mówi, że idzie się spotkać z kolegami, ale kto wie, gdzie on w ogóle jest. Teraz to tylko Julcia jest z nimi w domu.
- Za kilka lat, to Julka już będzie się za chłopakami oglądać i również gdzieś pójdzie i zostaną sami.
- Teraz mama zabroniła im gdziekolwiek wychodzić. Na czas pogrzebu nie chodzą do szkoły. Z jednej strony ich rozumiem, nie chcą zostać sami z tym wszystkim w domu, a co dopiero zajmować się Julką. Oni będą rozpaczać, a Kornelia będzie zajmować się Julką.
- U nas w domu nigdy tak nie było. Jak zmarł dziadek, to specjalnie dzień przed pogrzebem wysłali nas do szkoły, wiedzieli , że się czymś zajmiemy i nie będziemy o tym wszystkim rozmyślać.
- A ty masz dwie siostry?
- Tak, młodsze. Anna ma 20 lat, a Natalia 15.
- Oo! 15, czyli tyle co mój brat.
- A Anna jest z twojego roku.
- Ej! - zaśmiałam się. - Nie wypominaj mi wieku!
- Ok. - również odpowiedział mi śmiechem Kamil
Podjechaliśmy pod mój dom. Kornelia wybiegła mi na przywitanie.
- Nareszcie mamy spokój. Tata pojechał jeszcze coś załatwić z zakładem pogrzebowym, a mama usnęła. - powiedziała Kornelia
- Nareszcie. - odetchnęłam.
- Zapraszam do środka. - powiedziała Kornelia , zwracając się do Kamila.
Weszliśmy do domu.
- Kawy, może herbaty? - zapytałam Kamila.
- Herbatę.
- Ok. Już wstawiam wodę
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
- Nie, nie. Nawet dobrze, że jesteś. Mam już dość tych ciągłych płaczów... Łez... Ja też nie mogę się z tym pogodzić, lecz co ja mogę zrobić? Nic. Nie potrafię płakać publicznie.... Po prostu nie potrafię. Chodź miałam przeczucie, że babcia mnie nie kocha, jak to było kilka lat temu, to teraz wierzę, że mnie kocha i spogląda na mnie z góry.. Może wierzy we mnie? Śniła mi się nawet ostatnio...
- Coś strasznego?
- Byłam znów w Lahti i zadzwonił ten nieszczęsny telefon, który w rzeczywistości nie odebrałam. We śnie go jednak odebrałam. Dzwoniła do mnie babcia... Płakała, że to już koniec... Powiedziała mi, że ten dom to jest jej własność... Powiedziała, że przez te wszystkie wyrządzone krzywdy przepisuje ten dom na mnie. Od teraz ja mam być jego pierwotnym właścicielem. Rozłączyła się i gdy spojrzałam w górę, to latała na tych niebiańskich skrzydłach wysoko ponad niebem....
- Może to jakaś przepowiednia.
- Skądże. Nie wierzę w takie cuda.
- A ja tak. Może trzeba poszukać jakiegoś testamentu.
- Nie wiem... Nie wiem co o tym sądzić.
- Ja tylko tak sugeruję, a jaka jest prawda, to ci nie powiem.
- Może właśnie trzeba poszukać gdzieś jakiegoś testamentu.
Wtedy usłyszałam wołanie Kornelii.
- Mam tutaj!
Pobiegłam do pokoju babci. Znalazłyśmy testament. Napisany był na starej kartce, pokrytej kurzem.
- Gdzie był?
- Tutaj w książce.
- Jakiej?
Kornelia wskazała mi na biblię.
Rozłożyłam kartkę i zaczęłam czytać.
- JA STANISŁAWA WITKOWSKA PRZEPISUJĘ CAŁY DOM WRAZ Z DZIAŁKĄ ZNAJDUJĄCY SIĘ W MIEJSCOWOŚCI PRUSY 18 NA MOJĄ WNUCZKĘ KATARZYNĘ WITKOWSKĄ - STUDENTKĘ PEDAGOGIKI, LAT 20. DZIAŁKĘ ZNAJDUJĄCĄ SIĘ W MIEJSCOWOŚCI PRUSY 24 PRZEPISUJĘ NA MOJEGO WNUCZKA MICHAŁA WITKOWSKIEGO, UCZNIA GIMNAZJUM, LAT 15, 20 TYSIĘCY ZŁOTYCH ZNAJDUJĄCYCH SIĘ POD MOIM ŁÓŻKIEM PRZEPISUJĘ MOJEJ WNUCZCE KORNELII, LAT 18, POZOSTAŁE 50 TYSIĘCY, KTÓRE RÓWNIEŻ ZNAJDUJĄ SIĘ POD MOIM ŁÓŻKIEM DZIELĘ NA 5. 10 TYSIĘCY OTRZYMA MÓJ SYN KRZYSZTOF WITKOWSKI, 10 TYSIĘCY OTRZYMA MOJA SYNOWA ANNA WITKOWSKA, 10 TYSIĘCY OTRZYMA MOJA WNUCZKA KATARZYNA WITKOWSKA , 10 TYSIĘCY OTRZYMA MOJA NAJMŁODSZA WNUCZKA JULIA WITKOWSKA ORAZ OSTATNIE 1O TYSIĘCY OTRZYMA MÓJ WNUK PIOTR WITKOWSKI. RESZTA MOJEJ RODZINY, CZYLI POZOSTAŁYCH DWÓCH SYNÓW, DWIE CÓRKI I SIOSTRA NIE DOSTANĄ ODE MNIE W SPADKU NIC. CHCIAŁABYM, ABY POCHOWANO MNIE W SPOSÓB TRADYCYJNY. MSZA POGRZEBOWA MA SIĘ ODBYĆ W NASZEJ PARAFII I CHCĘ BYĆ POCHOWANA OBOK GROBU MOICH RODZICÓW. MAM TAM WYKUPIONE MIEJSCE OD 15 LAT.
STANISŁAWA WITKOWSKA
- Czyli to nie był zwykły sen. - powiedział Kamil.
- Trzeba jechać z tym do notariusza. - powiedziałam.
- Ooo! Tata już podjechał. Pojadę z nim.
- Ale..
- Ale co?
- Nie masz jeszcze 18 lat!
- Kończę za miesiąc.
- No i? Ojciec nie pozwoli ci pojechać ze sobą. Jeśli otrzymałaś spadek, to za nim to się ureguluje, to będziesz pełnoletnia, ale w tej chwili twój spadek przejmują rodzice.
- Może powinnaś prawo studiować?
- Wolę pedagogikę. Pogubiłabym się w tych wszystkich kodeksach.
- Masz rację.
- A ty w ogóle co chcesz robić w życiu?
- Fizjoterapia.
- Czyli jakby coś mnie bolało, to wsiadam w samochód i jadę do ciebie na profesjonalny masaż. - zaśmiałam się lekko
- Jeśli tak, to zapraszam.
- Oczywiście. Będę pierwszą klientką.
- Czekam.
- To sobie poczekaj. Za nim przyjadę z Zakopanego.
- Może z dostawą do domu.
- Może.... Kto wie?
----------------------------------------------------------------
Hej! Kochani! Co chcielibyście, aby ukazało się w kolejnych opowiadaniach? Proszę, piszcie swoje propozycje w komentarzach. Będę wdzięczna.
Całuski kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz