Nadeszła Wielkanoc. Skoczkowie wrócili z pobytu na Karaibach wcześniej niż planowano. Ja ostatnim czasem czułam się źle. Bolała mnie głowa i brzuch, lecz przed Wielkanocą "cudowne ozdrowienie". Znów jestem pełnią życia.
Był 16 kwietnia. Wielkanoc. Jak wszyscy udałam się rano do kościoła na Mszę Świętą. Jednak gdy z niego wyszłam zadzwonił do mnie telefon. Był to Kamil.
- Hej.
- Hej.
- Gdzie jesteś?
- Pod kościołem.
- Jak to?
- Przecież dzisiaj Wielkanoc.
- Racja i właśnie w tej sprawię dzwonię do ciebie.
- A coś się stało?
- Mają odwiedzić mnie rodzice.
- I co?
- Pomożesz mi coś upiec, bądź ugotować.
- A skąd ja ci coś wezmę ze sklepu, przecież dziś wszystko jest zamknięte.
- Nie przejmuj się. Mam plan.
- Ok. To ja idę do ciebie.
- Pa.
- Pa.
Nie poszłam nawet do swojego mieszkania, lecz wprost do mieszkania Kamila.
Zapukałam do drzwi.
- Hej. Proszę wejdź.
- Dziękuję.
- A co? Nie umiesz gotować?
- Umiem, lecz z pieczeniem jest kiepsko, a nie długo mają przyjechać, więc lepiej by było, gdy już ciasto było w piekarniku.
- Ok, to coś wykombinujemy.
- Dzięki, jesteś cudowna...
Sprawdziłam szybko co ma w kuchni i najprostsze co mi przyszło do głowy to .... babka piaskowa, a dokładnie babka cytrynowa.
Zrobiłam szybko co potrzeba i włożyłam dwie babki do piekarnika.
Oparłam się o blat i westchnęłam.
- Oh... Nigdy tak szybko nie piekłam.
- Jaki to był sprint. - powiedział, podając mi kubek gorącej kawy.
- Tego było mi trzeba. Kawa....
- Kasiu....
- Tak...
- Chciałbym cię przeprosić za to co się wydarzyło w Planicy po tej imprezie....
Przerwałam mu.
- Zapomnijmy o tym. Ok?
- Ok. - powiedział, lecz widziałam w jego oczach smutek....
Mogliśmy już wyjąć babki z piekarnika. Postawiłam je na stole.
- Jak pachną.... - powiedziałam.
- Szczerze? Mam ochotę je zjeść teraz.
- Teraz nie. Musimy je jakoś ozdobić.
- Ale jak?
- Pobiegnę szybko do siebie. Ok?
- A nie będzie lepiej jak cię zawiozę?
- Nie. Ty tu czekaj na swoich rodziców.
Wzięłam torebkę i pobiegłam do swojego mieszkania.
Wzięłam jakieś posypki i różne elementy jadalnej dekoracji, aby przyozdobić te świąteczne babki. Zamknęłam mieszkanie i pobiegłam do Kamila.
Nawet nie zapukałam, lecz po prostu złapałam za klamkę i wchodząc jak do siebie powiedziałam.
- Już jestem. Wzięłam co potrzeba.
Nie zastanawiając się, co dzieje się w mieszkaniu. Na kanapie siedziało jakieś małżeństwo, a na jednym z foteli Kamil.
- Przepraszam.... Może ja przeszkadzam. - powiedziałam speszona.
- Nie, nie zapraszamy. - powiedział mężczyzna.
- Poznaj moich rodziców. - powiedział Kamil.
Serce zabiło mi jak szalone. Spotkałam rodziców Kamila w dość nietypowy sposób.
- Dzień dobry. - powiedziałam do nich i się lekko uśmiechnęłam.
- Dzień dobry. - odpowiedział ojciec Kamila
- Dzień dobry... Oj Kamilku przestań... nawet sprzątaczki pracują u ciebie w święta? Dał byś im trochę wolnego - powiedziała matka Kamila.
Ja zrobiłam się czerwona na twarzy i złość mnie ogarnęła. Kamil również zrobił się czerwony jak burak.
- To nie jest moja sprzątaczka. - powiedział z lekkim oburzeniem Kamil.
- A co kucharka? - jego matka udawała zdziwioną.
- Nie, to moja przyjaciółka. - powiedział.
- To co? Twoja niby przyjaciółka nie ma swojej rodziny, tylko musi ciebie nawiedzać? - zapytała Kamila, lecz nie dała mu odpowiedzieć - Niech ta twoja przyjaciółka nauczy się kultury, na pewno ze wsi, popatrz synu, jak ona się ubrała! Jakby miała iść gnój wyrzucać! - spojrzała na mnie.
Pomyślałam : "Nikt nie będzie mnie tak traktować". Wyjęłam z torebki , te różne posypki i dekoracje, rzuciłam je na stół i powiedziałam.
- Masz te posypki, do tych twoich babek. Niech twoi rodzice zobaczą, jak pysznie umiesz piec ciasta! - spojrzałam na Kamila złowrogo - Życzę smacznego - powiedziałam zwracając się do jego rodziców.
Wyszłam z mieszkania trzaskając drzwiami...
Biegłam ile miałam sił w nogach, nie chciałam być w pobliżu tego mieszkania... Jednak ktoś mnie gonił. Był to Kamil. Złapał mnie za rękę, lecz ja wyrwałam mu się, Zakryłam twarz chusteczką....
- Przepraszam cię za moją mamę.
- To raczej ona powinna mnie przeprosić, a nie ty.
- Nie wiem co w nią wstąpiło...
- Może ja naprawdę wyglądam, jak jakaś sprzątaczka, bądź kucharka, bo jeśli obcy człowiek skwitował, że wyglądam jak ze wsi, to musi być prawda.....
- Proszę... Nie mów tak.... Nie powinna się tak zachować..
- Wiesz co? Opinia twojej matki dała mi wiele do zrozumienia... Wiesz co mnie urzekło?
- Co?
- Twój ojciec nawet nie zareagował.... Mam pewność, że jej opinia nie była błędem. Nawet milczeniem twój ojciec przyznał jej rację...
- Nie mów tak...
- Daj mi spokój.... Chcę pobyć sama.... I wiesz co? Przyznaj im rację. Jestem kuchareczką, a dokładnie cukiernikiem, przecież upiekłam dwie babki cytrynowe.
Odeszłam bez słowa....
Nie chciałam słuchać jakiś durnych, bezsensownych tłumaczeń Kamila....
Wróciłam do swego mieszkania.
Wzięłam laptopa i zaczęłam przeglądać serwisy społecznościowe. Natchnął mnie pewien pomysł.... STWORZĘ WŁASNĄ STRONĘ INTERNETOWĄ! "Fotografia by Katarzyna Witkowska". Poszukałam w internecie kilka pomysłów oraz instrukcję, jak stworzyć taką stronę... Zmobilizowałam się i przystąpiłam do tworzenia własnej strony. Nie wiedziałam, że jest to tak bardzo pracochłonne. Miałam kilka swoich zdjęć, więc wybrałam jedno z nich i wrzuciłam do zakładki "o mnie".
Znalazłam kilka zdjęć skoczków z ostatniego treningu przed zawodami w Planicy. Wydrukowałam więc specjalne oświadczenia, że skoczkowie zgadzają się na opublikowanie ich zdjęć na mojej stronie. Nie chciałam ich jednak sama wysyłać do chłopaków, lub ich odwiedzać. Wiedziałam, że 19 mają pierwszy poświąteczny trening w COS. Postanowiłam, że właśnie wtedy się tam wybiorę.
Następnego dnia rano zadzwoniła do mnie Marcelina.
- Hej.
- Hej.
- Może wpadniesz do nas na święta?
- Z miłą chęcią. Już się szykuję. A będzie ktoś?
- Wszyscy!
- Jak to wszyscy?
- No... Skoczkowie i zaprosiłam jeszcze Michała - twojego brata.
- Ale jak on tu przyjedzie?
- No.... Przyjechał ze Stefanem wczoraj przed północą.
- I ja nic nie wiem, że mój brat jest w Zakopanem! Ja już się zbieram. Będę za 2 godziny.
- Czekamy.
Postanowiłam się jakoś ogarnąć. Była 14:00, a powiedziałam, że o 16:00 będę i chciałabym się tego dotrzymać.
Umalowałam się, włosy rozpuściłam i założyłam jedną z moich sukienek.
Wzięłam torebkę, kluczyki i ruszyłam do mego samochodu. Pojechałam do Marceliny i Stefana.
Była 15:50. Zapukałam do drzwi ich domu. Był duży, bardzo duży... Kochałam w nim przebywać...
Drzwi otworzyła uśmiechnięta jak zawsze Marcelina.
- Witaj kochana!
- Hej! Jak dawno się nie widziałyśmy!
- Dawno... W Planicy!
Weszłam do domu.
- Nikt jeszcze nie przyszedł? - zapytałam.
Nagle poczułam, jak ktoś kładzie ręce na moich oczach od tyłu.
- A kto to? - zapytałam.
Odwróciłam się, a za mną stał Michał!
- Michał! Ale mi niespodziankę zrobiłeś!
- Taki był zamiar!
- A nie chciałbyś spać u mnie? Będziesz zawracał Marcelinie i Stefanowi głowę...?
- To co? Już dzisiaj mogę się do ciebie wprowadzić?
- Tak, ale co z twoją szkołą?
- Nauczyciele zachorowali na święta... Ale pech... Jakaś epidemia i mam do końca tego tygodnia wolne!
- No to super!
Rozległ się dzwonek do drzwi. Był to Piotrek z żoną i dziećmi oraz Maciek z dziewczyną. Następnie przyszli Janek z żoną, Dawid z narzeczoną i na samym końcu Kamil.
Usiedliśmy wszyscy przy stole.
Wstałam od stołu i zaczęłam mówić.
- Chciałabym wam coś powiedzieć.... - wszyscy zaczęli na mnie patrzeć - Stworzyłam swoją własną stronę internetową na temat fotografii i chciałabym na niej dodać zdjęcia z treningów i konkursów podczas pobytu w Planicy. Mam przygotowane dla was pisemne zgody, że wyrażacie udział na przetwarzanie moich zdjęć. - rozdałam kartki zawodnikom. - Jeśli będzie potrzeba, rozdam kartki dziewczynom. Możecie mi wysłać odpowiedź e-mailem, przyjść do mnie, lecz ja będę 19 w COS, bo muszę podać taką zgodę trenerowi, bo też na niektórych tych zdjęciach się znajduje.
- A adres strony, bo może chciałbym zajrzeć. - powiedział Dawid.
- Masz na tej zgodzie, na dole.
- Ok. Dzięki bardzo.
- Nie ma za co.
- Nie wiedziałem, że masz taką stronę. - powiedział z nutą rozczarowania Kamil.
- Nie musisz wiedzieć o wszystkim. - powiedziałam mu w twarz.
Spędziłam mile czas w towarzystwie skoczków i ich rodzin. Dawid z Maćkiem od razu potwierdzili mi , że mogę opublikować zdjęcia z ich udziałem.
Na koniec zostałam z Kamilem.
- Przepraszam za zachowanie moich rodziców.
- Pamiętaj... Nie możesz przepraszać za kogoś...
- Ale moi rodzice chyba nie mają zamiaru cię przeprosić.
- Więc ty nie przepraszaj za nic. Proszę. - złapałam go za rękę.
- Zgadzam się na te zdjęcia, lecz...
- Lecz co?
- Kiedy stworzyłaś tą stronę?
- Wczoraj...
- Po tym wszystkim....
- Tak... I co? Smakowało??
- Co?
- Te babki.
- Szczerze? Nawet nie spróbowałem... Tacie smakowało. Mama nie jadła..
- Napracowałam się, a zjadł tylko twój tata...
Kamil chciał coś powiedzieć, lecz w tym momencie podszedł do nas Michał z walizką.
- I jak? Jedziemy?
- Za chwilę. Ok?
- Ok. Poczekam.
- Przepraszam... Muszę jechać...
- Coś się stało?
- Epidemia u Michała, więc przyjechał tu na święta... Przespał się u Marceliny i teraz na tydzień przenosi się do mnie.
- Czyli co? Młodszy brat pod opieką?
- Na to wygląda.
- Świetnie się nim zajmiesz.
- Dlaczego?
- Będziesz świetną matką. Masz podejście do małych dzieci.
- Michał nie jest mały. Ma 15 lat.
- Ale i tak masz ten instynkt.
- Wiesz co? Ty już lepiej nic nie mów o dzieciach.
- A dlaczego? - wystraszył się...
- Nic, nic.
- Ale Kasia...
- Michał, idziemy....
- Ok.
Pojechaliśmy z Michałem do mojego mieszkania.
- Szczerze? Ja jeszcze nigdy u ciebie nie byłem...
- Wiem, więc teraz sobie pomieszkasz.
- Ok.
- Będziesz spał na kanapie...
- Dobra. Mi pasuje
Otworzyłam drzwi mieszkania.
- Wow! Jakie fajne mieszkanie!
- Dopiero zobaczyłeś przedpokój! - zaśmiałam się.
- Wiem, ale przedpokój jest fajny.
Weszliśmy dalej.
- Możesz się rozpakować. Ta szafka jest wolna.
- Ok. Dzięki.
Poszłam po pościel, aby dać ją Michałowi. Musiał niestety spać w salonie.
Następnego dnia rano, wstałam bardzo wcześnie.... Poszłam po pieczywo. Nie byłam przyzwyczajona do takich śniadań...
Wróciłam rano. Michał już nie spał.
- Już wstałeś?
- Tak. A co?
- Nie za wcześnie?
- No co? Jest 6:00.
- Masz wolne, możesz się spokojnie wysłać.
- Jakoś dziwnie mi się śpi. Może przez ten klimat?
- Jest tutaj tak spokojnie.
- Ale dziwnie..
- Dlaczego dziwnie? Zawsze chciałeś pojechać w góry. Co się stało?
- Wszystko jest dziwne.
- Przyzwyczaisz się.
- Wątpię.
- A co ty taki nie w humorze?
- Tak jakoś.
- Coś się stało?
- Tęsknię.
- Za czym? Za domem?
- Za dziewczyną.
- A właśnie, kim jest ta twoja wybranka?
- Maja.
- Jaka Maja?
- No... Jakby ci to wytłumaczyć?
- Ta... Córka tej prawniczki?
- Tak.
- Chłopak. czy ty oszalałeś? Oni każdemu stwarzają problemy.
- No i?
- Głupie pytanie.
- O co ci chodzi?
- Stwarzali każdemu problem, na każdego mieli jakieś nagrania. Matka prawniczka, ojciec sędzia. Myślisz, że co? Że na ciebie czegoś nie mają? Oni czekają na okazję. Po kilku latach zerwiesz z nią, to nie będziesz miał życia przez nich na wsi. Znajdą cię wszędzie.
- O co ci chodzi?
- Zrozum, wylecz się z tej miłości.
- To ty się wylecz z tej chorej miłości do Stocha! Jest na każde twoje kiwnięcie palcem! Kupuje ci co chcesz! Robi co chcesz! Troszczy się o ciebie! A ty w tym momencie udajesz niedostępną! Potem się role odmieniają! Ty go całujesz, a on powie, że nie może! Wasza miłość też jest chora! Bardzo chora!
- O czym ty w ogóle mówisz! Daj spokój!
- To ty daj spokój!
- Musimy się uspokoić!
- O co ci teraz chodzi?
- A ty tylko to umiesz zapytać??
Skończyliśmy jak najszybciej tę kłótnię. Miałam tego serdecznie dość.
Po śniadaniu postanowiłam wybrać do COS. Chciałam, aby trener podpisał zgodę na opublikowanie zdjęć z jego udziałem.
Weszłam na halę. Chłopaki już trenowali.
- Mogę przeszkodzić? - zapytałam.
- Tak, trochę. - odpowiedział trener.
- Nie chcę przeszkadzać.
- Proszę, na chwilę.
- Stworzyłam swoją własną stronę internetową i chciałabym, aby podpisał pan zgodę na przetwarzanie swoich danych , dokładnie wizerunku... Oj.... Pogubiłam się.
- Na spokojnie.
- Stworzyłam stronę.
- To już mówiłaś.
- Chcę, aby podpisał pan zgodę, na to, że mogę opublikować zdjęcia z pana udziałem - wręczyłam kartkę - Ja jutro po nią przyjdę. - oddaliłam się w stronę drzwi.
- Zaczekaj.
- Tak?
Wyjął długopis i podpisał zgodę.
- Proszę.
- Dziękuję.
Chciałam już wyjść.
- Poczekaj.
- Tak?
- Nie chcesz zrobić zdjęć?
- A mogę?
- Tak, proszę. Będzie ciekawa pamiątka.
- Dziękuję.
- Chłopaki! Chodźcie do mnie! - zawołał trener.
Wszyscy ustawili się w rzędzie , Kamil patrzył się na mnie jakby ze złością.
Nagle zrobiło mi się niedobrze. Bez słowa uciekłam do łazienki zwymiotować.
- Kasia, co się stało? - usłyszałam jeszcze głos Kamila. Jakby martwił się o mnie.
Pobiegł za mną pod same drzwi łazienki. Gdy z niej wyszłam usłyszałam.
- Co ty? Wymiotujesz?
- Jakaś chora ostatnio jestem....
- Idź do lekarza, a nie.
- Nie mam co innego do roboty, tylko po lekarzach chodzić???
---------------------------------------------------------------
Życzę Wam wszystkim radosnego świętowania święta niepodległości 😚 kiki2000
Był 16 kwietnia. Wielkanoc. Jak wszyscy udałam się rano do kościoła na Mszę Świętą. Jednak gdy z niego wyszłam zadzwonił do mnie telefon. Był to Kamil.
- Hej.
- Hej.
- Gdzie jesteś?
- Pod kościołem.
- Jak to?
- Przecież dzisiaj Wielkanoc.
- Racja i właśnie w tej sprawię dzwonię do ciebie.
- A coś się stało?
- Mają odwiedzić mnie rodzice.
- I co?
- Pomożesz mi coś upiec, bądź ugotować.
- A skąd ja ci coś wezmę ze sklepu, przecież dziś wszystko jest zamknięte.
- Nie przejmuj się. Mam plan.
- Ok. To ja idę do ciebie.
- Pa.
- Pa.
Nie poszłam nawet do swojego mieszkania, lecz wprost do mieszkania Kamila.
Zapukałam do drzwi.
- Hej. Proszę wejdź.
- Dziękuję.
- A co? Nie umiesz gotować?
- Umiem, lecz z pieczeniem jest kiepsko, a nie długo mają przyjechać, więc lepiej by było, gdy już ciasto było w piekarniku.
- Ok, to coś wykombinujemy.
- Dzięki, jesteś cudowna...
Sprawdziłam szybko co ma w kuchni i najprostsze co mi przyszło do głowy to .... babka piaskowa, a dokładnie babka cytrynowa.
Zrobiłam szybko co potrzeba i włożyłam dwie babki do piekarnika.
Oparłam się o blat i westchnęłam.
- Oh... Nigdy tak szybko nie piekłam.
- Jaki to był sprint. - powiedział, podając mi kubek gorącej kawy.
- Tego było mi trzeba. Kawa....
- Kasiu....
- Tak...
- Chciałbym cię przeprosić za to co się wydarzyło w Planicy po tej imprezie....
Przerwałam mu.
- Zapomnijmy o tym. Ok?
- Ok. - powiedział, lecz widziałam w jego oczach smutek....
Mogliśmy już wyjąć babki z piekarnika. Postawiłam je na stole.
- Jak pachną.... - powiedziałam.
- Szczerze? Mam ochotę je zjeść teraz.
- Teraz nie. Musimy je jakoś ozdobić.
- Ale jak?
- Pobiegnę szybko do siebie. Ok?
- A nie będzie lepiej jak cię zawiozę?
- Nie. Ty tu czekaj na swoich rodziców.
Wzięłam torebkę i pobiegłam do swojego mieszkania.
Wzięłam jakieś posypki i różne elementy jadalnej dekoracji, aby przyozdobić te świąteczne babki. Zamknęłam mieszkanie i pobiegłam do Kamila.
Nawet nie zapukałam, lecz po prostu złapałam za klamkę i wchodząc jak do siebie powiedziałam.
- Już jestem. Wzięłam co potrzeba.
Nie zastanawiając się, co dzieje się w mieszkaniu. Na kanapie siedziało jakieś małżeństwo, a na jednym z foteli Kamil.
- Przepraszam.... Może ja przeszkadzam. - powiedziałam speszona.
- Nie, nie zapraszamy. - powiedział mężczyzna.
- Poznaj moich rodziców. - powiedział Kamil.
Serce zabiło mi jak szalone. Spotkałam rodziców Kamila w dość nietypowy sposób.
- Dzień dobry. - powiedziałam do nich i się lekko uśmiechnęłam.
- Dzień dobry. - odpowiedział ojciec Kamila
- Dzień dobry... Oj Kamilku przestań... nawet sprzątaczki pracują u ciebie w święta? Dał byś im trochę wolnego - powiedziała matka Kamila.
Ja zrobiłam się czerwona na twarzy i złość mnie ogarnęła. Kamil również zrobił się czerwony jak burak.
- To nie jest moja sprzątaczka. - powiedział z lekkim oburzeniem Kamil.
- A co kucharka? - jego matka udawała zdziwioną.
- Nie, to moja przyjaciółka. - powiedział.
- To co? Twoja niby przyjaciółka nie ma swojej rodziny, tylko musi ciebie nawiedzać? - zapytała Kamila, lecz nie dała mu odpowiedzieć - Niech ta twoja przyjaciółka nauczy się kultury, na pewno ze wsi, popatrz synu, jak ona się ubrała! Jakby miała iść gnój wyrzucać! - spojrzała na mnie.
Pomyślałam : "Nikt nie będzie mnie tak traktować". Wyjęłam z torebki , te różne posypki i dekoracje, rzuciłam je na stół i powiedziałam.
- Masz te posypki, do tych twoich babek. Niech twoi rodzice zobaczą, jak pysznie umiesz piec ciasta! - spojrzałam na Kamila złowrogo - Życzę smacznego - powiedziałam zwracając się do jego rodziców.
Wyszłam z mieszkania trzaskając drzwiami...
Biegłam ile miałam sił w nogach, nie chciałam być w pobliżu tego mieszkania... Jednak ktoś mnie gonił. Był to Kamil. Złapał mnie za rękę, lecz ja wyrwałam mu się, Zakryłam twarz chusteczką....
- Przepraszam cię za moją mamę.
- To raczej ona powinna mnie przeprosić, a nie ty.
- Nie wiem co w nią wstąpiło...
- Może ja naprawdę wyglądam, jak jakaś sprzątaczka, bądź kucharka, bo jeśli obcy człowiek skwitował, że wyglądam jak ze wsi, to musi być prawda.....
- Proszę... Nie mów tak.... Nie powinna się tak zachować..
- Wiesz co? Opinia twojej matki dała mi wiele do zrozumienia... Wiesz co mnie urzekło?
- Co?
- Twój ojciec nawet nie zareagował.... Mam pewność, że jej opinia nie była błędem. Nawet milczeniem twój ojciec przyznał jej rację...
- Nie mów tak...
- Daj mi spokój.... Chcę pobyć sama.... I wiesz co? Przyznaj im rację. Jestem kuchareczką, a dokładnie cukiernikiem, przecież upiekłam dwie babki cytrynowe.
Odeszłam bez słowa....
Nie chciałam słuchać jakiś durnych, bezsensownych tłumaczeń Kamila....
Wróciłam do swego mieszkania.
Wzięłam laptopa i zaczęłam przeglądać serwisy społecznościowe. Natchnął mnie pewien pomysł.... STWORZĘ WŁASNĄ STRONĘ INTERNETOWĄ! "Fotografia by Katarzyna Witkowska". Poszukałam w internecie kilka pomysłów oraz instrukcję, jak stworzyć taką stronę... Zmobilizowałam się i przystąpiłam do tworzenia własnej strony. Nie wiedziałam, że jest to tak bardzo pracochłonne. Miałam kilka swoich zdjęć, więc wybrałam jedno z nich i wrzuciłam do zakładki "o mnie".
Znalazłam kilka zdjęć skoczków z ostatniego treningu przed zawodami w Planicy. Wydrukowałam więc specjalne oświadczenia, że skoczkowie zgadzają się na opublikowanie ich zdjęć na mojej stronie. Nie chciałam ich jednak sama wysyłać do chłopaków, lub ich odwiedzać. Wiedziałam, że 19 mają pierwszy poświąteczny trening w COS. Postanowiłam, że właśnie wtedy się tam wybiorę.
Następnego dnia rano zadzwoniła do mnie Marcelina.
- Hej.
- Hej.
- Może wpadniesz do nas na święta?
- Z miłą chęcią. Już się szykuję. A będzie ktoś?
- Wszyscy!
- Jak to wszyscy?
- No... Skoczkowie i zaprosiłam jeszcze Michała - twojego brata.
- Ale jak on tu przyjedzie?
- No.... Przyjechał ze Stefanem wczoraj przed północą.
- I ja nic nie wiem, że mój brat jest w Zakopanem! Ja już się zbieram. Będę za 2 godziny.
- Czekamy.
Postanowiłam się jakoś ogarnąć. Była 14:00, a powiedziałam, że o 16:00 będę i chciałabym się tego dotrzymać.
Umalowałam się, włosy rozpuściłam i założyłam jedną z moich sukienek.
Wzięłam torebkę, kluczyki i ruszyłam do mego samochodu. Pojechałam do Marceliny i Stefana.
Była 15:50. Zapukałam do drzwi ich domu. Był duży, bardzo duży... Kochałam w nim przebywać...
Drzwi otworzyła uśmiechnięta jak zawsze Marcelina.
- Witaj kochana!
- Hej! Jak dawno się nie widziałyśmy!
- Dawno... W Planicy!
Weszłam do domu.
- Nikt jeszcze nie przyszedł? - zapytałam.
Nagle poczułam, jak ktoś kładzie ręce na moich oczach od tyłu.
- A kto to? - zapytałam.
Odwróciłam się, a za mną stał Michał!
- Michał! Ale mi niespodziankę zrobiłeś!
- Taki był zamiar!
- A nie chciałbyś spać u mnie? Będziesz zawracał Marcelinie i Stefanowi głowę...?
- To co? Już dzisiaj mogę się do ciebie wprowadzić?
- Tak, ale co z twoją szkołą?
- Nauczyciele zachorowali na święta... Ale pech... Jakaś epidemia i mam do końca tego tygodnia wolne!
- No to super!
Rozległ się dzwonek do drzwi. Był to Piotrek z żoną i dziećmi oraz Maciek z dziewczyną. Następnie przyszli Janek z żoną, Dawid z narzeczoną i na samym końcu Kamil.
Usiedliśmy wszyscy przy stole.
Wstałam od stołu i zaczęłam mówić.
- Chciałabym wam coś powiedzieć.... - wszyscy zaczęli na mnie patrzeć - Stworzyłam swoją własną stronę internetową na temat fotografii i chciałabym na niej dodać zdjęcia z treningów i konkursów podczas pobytu w Planicy. Mam przygotowane dla was pisemne zgody, że wyrażacie udział na przetwarzanie moich zdjęć. - rozdałam kartki zawodnikom. - Jeśli będzie potrzeba, rozdam kartki dziewczynom. Możecie mi wysłać odpowiedź e-mailem, przyjść do mnie, lecz ja będę 19 w COS, bo muszę podać taką zgodę trenerowi, bo też na niektórych tych zdjęciach się znajduje.
- A adres strony, bo może chciałbym zajrzeć. - powiedział Dawid.
- Masz na tej zgodzie, na dole.
- Ok. Dzięki bardzo.
- Nie ma za co.
- Nie wiedziałem, że masz taką stronę. - powiedział z nutą rozczarowania Kamil.
- Nie musisz wiedzieć o wszystkim. - powiedziałam mu w twarz.
Spędziłam mile czas w towarzystwie skoczków i ich rodzin. Dawid z Maćkiem od razu potwierdzili mi , że mogę opublikować zdjęcia z ich udziałem.
Na koniec zostałam z Kamilem.
- Przepraszam za zachowanie moich rodziców.
- Pamiętaj... Nie możesz przepraszać za kogoś...
- Ale moi rodzice chyba nie mają zamiaru cię przeprosić.
- Więc ty nie przepraszaj za nic. Proszę. - złapałam go za rękę.
- Zgadzam się na te zdjęcia, lecz...
- Lecz co?
- Kiedy stworzyłaś tą stronę?
- Wczoraj...
- Po tym wszystkim....
- Tak... I co? Smakowało??
- Co?
- Te babki.
- Szczerze? Nawet nie spróbowałem... Tacie smakowało. Mama nie jadła..
- Napracowałam się, a zjadł tylko twój tata...
Kamil chciał coś powiedzieć, lecz w tym momencie podszedł do nas Michał z walizką.
- I jak? Jedziemy?
- Za chwilę. Ok?
- Ok. Poczekam.
- Przepraszam... Muszę jechać...
- Coś się stało?
- Epidemia u Michała, więc przyjechał tu na święta... Przespał się u Marceliny i teraz na tydzień przenosi się do mnie.
- Czyli co? Młodszy brat pod opieką?
- Na to wygląda.
- Świetnie się nim zajmiesz.
- Dlaczego?
- Będziesz świetną matką. Masz podejście do małych dzieci.
- Michał nie jest mały. Ma 15 lat.
- Ale i tak masz ten instynkt.
- Wiesz co? Ty już lepiej nic nie mów o dzieciach.
- A dlaczego? - wystraszył się...
- Nic, nic.
- Ale Kasia...
- Michał, idziemy....
- Ok.
Pojechaliśmy z Michałem do mojego mieszkania.
- Szczerze? Ja jeszcze nigdy u ciebie nie byłem...
- Wiem, więc teraz sobie pomieszkasz.
- Ok.
- Będziesz spał na kanapie...
- Dobra. Mi pasuje
Otworzyłam drzwi mieszkania.
- Wow! Jakie fajne mieszkanie!
- Dopiero zobaczyłeś przedpokój! - zaśmiałam się.
- Wiem, ale przedpokój jest fajny.
Weszliśmy dalej.
- Możesz się rozpakować. Ta szafka jest wolna.
- Ok. Dzięki.
Poszłam po pościel, aby dać ją Michałowi. Musiał niestety spać w salonie.
Następnego dnia rano, wstałam bardzo wcześnie.... Poszłam po pieczywo. Nie byłam przyzwyczajona do takich śniadań...
Wróciłam rano. Michał już nie spał.
- Już wstałeś?
- Tak. A co?
- Nie za wcześnie?
- No co? Jest 6:00.
- Masz wolne, możesz się spokojnie wysłać.
- Jakoś dziwnie mi się śpi. Może przez ten klimat?
- Jest tutaj tak spokojnie.
- Ale dziwnie..
- Dlaczego dziwnie? Zawsze chciałeś pojechać w góry. Co się stało?
- Wszystko jest dziwne.
- Przyzwyczaisz się.
- Wątpię.
- A co ty taki nie w humorze?
- Tak jakoś.
- Coś się stało?
- Tęsknię.
- Za czym? Za domem?
- Za dziewczyną.
- A właśnie, kim jest ta twoja wybranka?
- Maja.
- Jaka Maja?
- No... Jakby ci to wytłumaczyć?
- Ta... Córka tej prawniczki?
- Tak.
- Chłopak. czy ty oszalałeś? Oni każdemu stwarzają problemy.
- No i?
- Głupie pytanie.
- O co ci chodzi?
- Stwarzali każdemu problem, na każdego mieli jakieś nagrania. Matka prawniczka, ojciec sędzia. Myślisz, że co? Że na ciebie czegoś nie mają? Oni czekają na okazję. Po kilku latach zerwiesz z nią, to nie będziesz miał życia przez nich na wsi. Znajdą cię wszędzie.
- O co ci chodzi?
- Zrozum, wylecz się z tej miłości.
- To ty się wylecz z tej chorej miłości do Stocha! Jest na każde twoje kiwnięcie palcem! Kupuje ci co chcesz! Robi co chcesz! Troszczy się o ciebie! A ty w tym momencie udajesz niedostępną! Potem się role odmieniają! Ty go całujesz, a on powie, że nie może! Wasza miłość też jest chora! Bardzo chora!
- O czym ty w ogóle mówisz! Daj spokój!
- To ty daj spokój!
- Musimy się uspokoić!
- O co ci teraz chodzi?
- A ty tylko to umiesz zapytać??
Skończyliśmy jak najszybciej tę kłótnię. Miałam tego serdecznie dość.
Po śniadaniu postanowiłam wybrać do COS. Chciałam, aby trener podpisał zgodę na opublikowanie zdjęć z jego udziałem.
Weszłam na halę. Chłopaki już trenowali.
- Mogę przeszkodzić? - zapytałam.
- Tak, trochę. - odpowiedział trener.
- Nie chcę przeszkadzać.
- Proszę, na chwilę.
- Stworzyłam swoją własną stronę internetową i chciałabym, aby podpisał pan zgodę na przetwarzanie swoich danych , dokładnie wizerunku... Oj.... Pogubiłam się.
- Na spokojnie.
- Stworzyłam stronę.
- To już mówiłaś.
- Chcę, aby podpisał pan zgodę, na to, że mogę opublikować zdjęcia z pana udziałem - wręczyłam kartkę - Ja jutro po nią przyjdę. - oddaliłam się w stronę drzwi.
- Zaczekaj.
- Tak?
Wyjął długopis i podpisał zgodę.
- Proszę.
- Dziękuję.
Chciałam już wyjść.
- Poczekaj.
- Tak?
- Nie chcesz zrobić zdjęć?
- A mogę?
- Tak, proszę. Będzie ciekawa pamiątka.
- Dziękuję.
- Chłopaki! Chodźcie do mnie! - zawołał trener.
Wszyscy ustawili się w rzędzie , Kamil patrzył się na mnie jakby ze złością.
Nagle zrobiło mi się niedobrze. Bez słowa uciekłam do łazienki zwymiotować.
- Kasia, co się stało? - usłyszałam jeszcze głos Kamila. Jakby martwił się o mnie.
Pobiegł za mną pod same drzwi łazienki. Gdy z niej wyszłam usłyszałam.
- Co ty? Wymiotujesz?
- Jakaś chora ostatnio jestem....
- Idź do lekarza, a nie.
- Nie mam co innego do roboty, tylko po lekarzach chodzić???
---------------------------------------------------------------
Życzę Wam wszystkim radosnego świętowania święta niepodległości 😚 kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz