Chodź zaczął się LGP, Kamil chce spędzać ze mną dużo czasu. Ja jednak go odpędzam, a nawet wyganiam z mojego mieszkania. Wiem, że jest już połowa sierpnia i siedzenie w domu nic mi nie da, bo przecież kiedyś tabloidy o ciąży się dowiedzą. Jednak do tej pory to ukrywałam. Przeglądając internet, widziałam, że jeszcze nic nie wiedzieli. Słyszałam o wielu przypadkach, że pisali o aktorce że jest w ciąży, chodź nie była. Dla mnie to był plus, że nie widzieli brzuszka. Był to już 18 tydzień. Byłam niestety skazana na ubrania ciążowe. Jednak nie odpuszczałam sobie jazdy samochodem, chodź Kamil mi tego stanowczo zabronił. I co? Nie jestem jego dziewczyną, żeby mi coś kazał. Widzę po nim, że bardzo by chciał, abyśmy byli razem i stworzyli pełną rodzinę dla naszego syna. Nie powiem, bo też bym tego chciała... Lecz nie potrafię z nim tak po prostu mieszkać i być razem...
Rankiem, około godziny 8:00 wzięłam z komody kluczyki do auta i postanowiłam zrobić niespodziankę Marcelinie. Do domu Marceliny jadę zazwyczaj godzinę, lecz padał deszcz i musiałam jechać wolniej.
Byłam 9:40, gdy podjechałam pod dom Marceliny i Stefana. W oknie stała ich 3 letnia córka - Mila. Wybiegła mi na powitanie.
- Hej ciocia! Przyjechałaś do mnie??
- Tak, ale wchodź do domku, bo pada deszcz.
Weszłyśmy do domu. Powitała mnie Marcelina wraz ze Stefanem.
- Hej kochana!
- Hej Marcela!
- Jak się czujesz? - zapytał Stefan - Mały kopie?
- A może skacze? - zaśmiała się Marcelina
- Na takie niebezpieczeństwo to ja mu nie pozwolę.
- Zobaczymy, rodzice Kamila, a dokładnie mama też nie chciała, aby skakał.
- No i? Jest jeszcze mały.
- Nie chciałabyś, aby poszedł w ślady ojca?
- Nie... Ale wiem że nie mogę decydować o jego przyszłości.
- Jak będzie miał na imię?
- Nie wiem... Nie zastanawiałam się jeszcze.
- A Kamil?
- Co.. Kamil?
- On nic nie mówi? Nie chciałby jakiegoś imienia ? Nie podoba mu się jakieś?
- Nie wiem... Nie rozmawialiśmy o tym w ogóle.. Szczerze? Nie chcę z nim w ogóle rozmawiać.
Wróciłam do mieszkania. Zrobiłam sobie do jedzenia sałatkę i włączyłam telewizor. Przeglądałam różne kanały, ale jak zawsze.. Nic nowego. Wakacje, więc okres powtórek różnych seriali.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stanął Kamil z kwiatami.
- A ty czego tu szukasz?
- Mam pewien plan.
- Wejdź
Usiedliśmy na kanapie, ja kończyłam jeść sałatkę.
- Może pojechaliśmy gdzieś na wspólne wakacje we trójkę?
Zamurowało mnie. Gdzie ja pojadę z tym brzuchem gdziekolwiek na wakacje
- Ty to chyba nie masz rozumu.
- O co ci chodzi?
- Gdzie ja pojadę z tym brzuchem na wakacje?
- A co wstydzisz się go?
- Nie... Ale to że jesteś ojcem...
- A co? Może chciałabyś dziecko z Adrianem?? - wybuchnął złością
- Nie, Z Gregorem.
Wiem że go tym rozzłościłam, ale cóż... On jest agresywny. Powinien nad tym chodź odrobinę panować.
- Taka jesteś??
- Możesz stąd wyjść!!
Nagle złapałam się za brzuch. Poczułam ból.
- Coś ci jest? Zawieźć cię do szpitala?
- Teraz to się o mnie martwisz... Ała - syknęłam z bólu....
- Nie denerwuj się.
- Prawda jest taka, że ty mnie pierwszy zdenerwowałeś... A teraz idź stąd i nie przychodź tu więcej.
Miałam już go serdecznie dość. Zamknęłam się od środka, gdy tylko wyszedł z mojego mieszkania.
Spojrzałam w kalendarz. W poniedziałek było święto - 15 sierpnia. I tak spędziłabym je siedząc w mieszkaniu. Postanowiłam spakować sobie walizkę na kilka dni i pojechać do rodziców. Zadzwoniłam do Justyny, że jadę do rodziców i chcę od wszystkiego odpocząć, więc chciałam ją poprosić aby do mnie nie dzwoniła bo na ten czas wyłączę telefon. Musiałam jej tak powiedzieć, przecież by się martwiła, bo dzwoni do mnie kilka razy dziennie.
Wzięłam walizkę, kluczyki i wsiadłam w samochód. Niestety... Jak to w niedzielę... Korek goni korek na drodze. Dojechałam dopiero na 17:00, a wyjechałam o 11:00. To 2 razy dłużej niż zawsze.
Mama wybiegła mi na spotkanie.
- Córeczko... A co się stało, że przyjechałaś?
- Jutro święto, a co? Sama będę siedziała w mieszaniu... Tak to przyjechałam na kilka dni
- A Kamil gdzie?
- Został w Zakopanem. Wiesz.... Ciągle treningi i takie tam...
- Ok...
Weszłyśmy do domu. Położyłam walizkę, tata akurat jadł obiad i oglądał telewizor, bo właśnie był nadawany Sport.
- Tato.. A co tam oglądasz? - zapytałam
- Sport. Akurat jest o skoczkach.
Usiadłam obok niego. Był akurat wywiad z Kamilem.
"
- Teraz macie wolne od treningów. Jak zamierza pan w spędzić te kilka dni wolnego?
- Usiądę sobie w domu przed kanapą. Będę leniuchował i oglądał telewizor... Żartuję. Chciałem pojechać na wakacje...
- Przepraszam , że przerywam... Ale z kim na te wakacje?
- No sam... A z kim?
- Nic tylko tak się pytam... Bo ostatnio nie ma żadnego słychu o panu i pani Kasi Witkowskiej... Czy to już za Wami ?
- Przypomnę panu, że pomiędzy nami nic nie było. Zwykła relacja przyjaciół i proszę skończyć ten temat...
- Życzę więc udanego wypoczynku.
- Dziękuję, wzajemnie "
Ojciec spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem...
- To co? Wy nie jesteście razem??
- Nie... Przyjaźnimy się...
- Jesteś z nim w ciąży i się z nim tylko przyjaźnisz?
- A co?? Nie potrafię teraz zbudować jakiegoś związku...
- Powinniście wziąć ślub, aby dziecko miało oboje rodziców, a nie.... Wymyślacie nie wiadomo co....
- Oj tato... Przestań... Proszę...
- Jak mam się nie denerwować, skoro jesteś w ciąży z facetem... Gwiazdą i nie chcesz z nim być bo co? To jest to gwiazda... On codziennie może mieć inną. Jak będziecie żyć bez ślubu to którego dnia kopnie cię w tyłek i pójdzie do jakiejś wymalowanej laluni i zostawi się samą z dzieckiem, bez pieniędzy i pomocy przy maluchu...
- Nie mów tak... Kamil taki nie jest...
- Właśnie wiem jaki jest.. Poznałaś go w styczniu, a w marcu zrobił ci dziecko.
- O nie! Tak nie będziemy rozmawiać o Kamilu.
Wyszłam z domu... Chciałam się przejść... Odetchnąć... Zawsze przerabiam z ojcem ten temat... Nawet przez telefon. Mam już tego dość... Po prostu dość....
Nie powinien tak traktować Kamila, przecież to ojciec jego wnuka.. Nawet w się nim nie zainteresował. Nie zapytał jak mały... Jak będzie miał na imię.. Nic.. Żadnego zainteresowania. Interesuje się bardziej Kamilem, niż wszystkie kolorowe gazety razem wzięte... Nadawał by się na jakiegoś dziennikarza, śledzącego życie gwiazd... Po prostu byłby w tym najlepszy.
Zostało mi jeszcze jedno... Kamil nie wie o tym, że jestem u rodziców. Wiem, że się o mnie martwi, lecz ja nie potrzebuję jego troski. Sama sobie świetnie poradzę.
Był 15 sierpnia - poniedziałek. Postanowiła założyć bluzkę trochę większą i chciała pójść do kościoła wraz z moimi rodzicami.
- A ty gdzie masz zamiar iść tak ubrana? - zapytała mama.
- No do kościoła.
- Tak??
- A jak? Nie mam przecież ze sobą jakiejś sukienki w walizce.
- Nawet spódnicy?
- Nawet spódnicy, nie mam nic, tylko kilka bluzek i 3 pary spodni.
- To dobrze, to już idź tak...
- A co? Źle?
- Niech już będzie.
Poszliśmy wszyscy do kościoła pieszo, bo to tylko 10 minut spacerkiem.
Wszyscy patrzyli na mnie, jakby widzieli kogoś zupełnie innego. Może się zdziwili, bo mnie dawno na wsi nie widzieli.
Jednak po mszy postanowiłam wrócić sama do domu, rodzice poszli do znajomych, a ja po prostu chciałam wrócić sama i przemyśleć całą sytuację. Była to chyba zła decyzja, bo gdy tak szłam z rękoma w kieszeniach usłyszałam, że jedzie za mną samochód, lecz bardzo wolno. Odkręciłam się, aby zobaczyć kto to. Niestety, to był czarny mustang Kamila. Wysiadł z samochodu ubrany w granatowy garnitur. Wyglądał bardzo elegancko.
- Co chcesz? - zapytałam - Jak mnie tu znalazłeś?
- Nie było to takie trudne.
- Po co tu przyjechałeś?
- Uciekłaś tak po prostu z Zakopanego, bez słowa, martwiłem się.
- Nie potrzebnie.
- Jesteś w 5 miesiącu , a dokładnie to w połowie 5,5 miesiącu.
- No i?
- Nie powinnaś tak chodzić i znikać bez słowa, to już trochę niebezpieczne.
- Od kiedy tak się martwisz o innych? Sportowcy mają to do siebie, że liczą pieniądze w domu.
- Myślisz, że my nie mamy uczuć?
- Skąd mam to wiedzieć, przecież najwięcej spotykaliśmy się w twoim miejscu pracy - skocznia, hale treningowe.
- Może to nie idealne miejsca na spotkania, ale cóż...
Spojrzałam na te wszystkie "mohery", które gapiły się w Kamila i we mnie jak w święty obrazek.
- Lepiej chodźmy do domu. Zaraz się okaże, że jakiejś bajeczki sobie te babki usnują.
- To może cię podwiozę.
- Nie, przejdę się.
- Nie ma tak, jedziesz ze mną.
- Nie.
- Jedziesz, bo cię siłą wepchnę do samochodu i dopiero te babki będą gadać.
- Ok.
Podjechaliśmy pod dom. Wyjęła klucze z kieszeni i otworzyłam drzwi wejściowe.
- A to co? Rodziców nie ma w domu?
- Jednak nie ma... Poszli do znajomych.
- Aha.
Poszliśmy do mojego pokoju na górę. Ja zmęczona położyłam się na łóżku z telefonem w ręce.Kamil położył się obok mnie. Również wyjął telefon.
Popatrzył się na mnie i na mój brzuch. Był już wyraźnie zaokrąglony. Kamil podniósł moją bluzkę do góry i położył delikatnie palce na brzuchu. Patrzył na brzuch . Widział w nim coś niezwykłego, nigdy nie spotykanego.
- Łaskocze -powiedziałam.
- To nie ja. - powiedział Kamil.
- Wiem... Maluszek łaskocze w brzuchu.
Kamil położył rękę na brzuchu.
- Co dokuczasz mamie? - uśmiechnął się do brzucha. - Mamusia musi teraz odpoczywać. Nie łaskocz mamusi.
Położył palec na brzuchu i zaczął mówić.
- Ciekawe czy będziesz też sportowcem jak tatuś, bo urodę to odziedziczysz po mamusi. Kocham Cię synku, wiesz? Razem z mamusią cię kochamy.... Na pewno mnie nie słuchasz, ale kiedyś to docenisz.... Zobaczysz.... Mówi się, że dzieci w tym wieku mogą słuchać muzyki... Ciekawe czy pójdziesz w ślady mamy- muzyka klasyczna, czy moje - mocna muzyka rockowa?
Popatrzyłam na niego... Tak słodko wyglądał. Rozmawiał z naszym synem leżąc na łóżku w garniturze....
- Wiesz co? Zrobię wam zdjęcie - powiedziałam.
- Widzisz kochanie, mamusia zrobi nam zdjęcie - powiedział do brzucha. - Tylko tak z góry, żeby było widać brzuszek.
- Ok - powiedziałam - Od kiedy ty taki miłośnik fotografii?
- Od zawsze. - uśmiechnął się
Zrobiłam im zdjęcie. Słodko wyglądali.
- Jak wrócę do Zakopanego, to pójdę do fotografa i niech mi wywoła te zdjęcia, przecież mam ich sporo, m. in. nasze selfie z Lahti, jak wygraliście złoto oraz nasze wspólne selfie ze ślubu Marty i Dawida oraz Magdy i Olka. Naszych wspólnych zdjęć, to mam chyba ze 40.
- A właśnie... Kiedy masz zamiar wrócić do Zakopanego?
- W środę a co?
- Bo ja mam wolne od treningów do czwartku i może....
- Może co?
- Zostałbym z wami tutaj, jeśli się zgodzisz i twoi rodzice się zgodzą, bo to przecież ich dom.
- Nie wiem... Jeśli rodzice się zgodzą.
Kamil dotknął ponowie brzuszka i zaczął delikatnie go masować..
- Słyszysz mały.... Może zostanę z wami na trochę jak babcia się zgodzi.
Nagle poczułam jak mały delikatnie mnie kopnął.
- O! Kopie!
Na naszych twarzach pojawił się uśmiech.
Nagle do pokoju wszedł Piotrek. Gdy tylko nas zobaczył, to od razu wybiegł z pokoju i zaczął krzyczeć do rodziców!
- Jest u niej w pokoju! Mamo! On dotyka brzucha, w którym jest dzidziuś!
Popatrzyliśmy na siebie z Kamilem i wybuchnęliśmy śmiechem...
- Naprawdę? - zapytał nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- Więc co? Dalej chcesz zostać z nami do środy?
- Tak, chodź oderwę się od tej rzeczywistości, bo u ciebie w domu to można jakiś pomysł na kabaret stworzyć.
- Tylko jest mały problem...
- Jaki?
- Bo moim zdaniem, to mama się zgodzi, ale tata... Tu może być problem....
- Czyli co? Aż tak mnie nie nawidzi?
- Widział wywiad z tobą .
- I co?
- Jest wściekły, że nie jesteśmy parą, jego zdaniem, że jak będzie dziecko to musi być ślub, a ja mu mówię, że przecież nie jestem gotowa.. Brzuch coraz większy, jaką bym sukienkę znalazła, przecież coś wymyślić musiałam... Powiedziałam, że jesteśmy przyjaciółmi, jakbym mu powiedziała, że nie mieszkamy razem i momentami nie chcę ciebie znać, to bym dopiero miała kazanie...
- Czyli aż tak źle?
Nie zdążyłam jednak odpowiedzieć, bo to pokoju zapukał Michał.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale.. Kasia... Mogę cię na moment prosić??
- Tak.
Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju.
- Co się dzieje?
- Ojciec cię woła, nie jest dobrze.
Zeszłam z Michałem na dół.
- Tak? - zapytałam - Chcieliście coś?
Ojciec popatrzył na mnie złowrogim wzrokiem.
- On tutaj ma czelność przyjechać?
- Jeszcze lepiej, on tutaj zostanie do środy, bo w środę jadę.
- Z nim?
- Przecież przyjechałam swoim samochodem, co nie?
- I gdzie on będzie spać?
- No jak gdzie? No ze mną? Przecież nie możesz przeżyć, że nie jesteśmy parą, to może czas to zmienić.
- Nie będziesz tak do mnie mówić, on ma zniknąć z mojego domu.
- Nie chcę nic mówić, ale babcia nie przepisała domu na ciebie.
Wyszłam z kuchni i udałam się do pokoju na górze, zauważyłam, że na schodach stał Kamil.
- Słyszałem... Nie możesz się tak denerwować...
Nagle usłyszałam, jak ojciec biegnie po schodach na górę.
Złapałam Kamila za rękę i weszliśmy do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi od środka.
Ojciec zaczął się dobijać do drzwi.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem.
- Ale ja już skończyłam - powiedziałam przez drzwi.
- Może ja z nim porozmawiam? - zapytał Kamil.
- Lepiej nie.
- Może tak.
Otworzył drzwi, a mojemu ojca szczęka opadła, gdy go zobaczył.
- Przepraszam pana bardzo, ale pańska córka jest w ciąży i stres nie jest w jej stanie wskazany. Chyba nie chce pan, aby wnuk urodził się chory lub miał jakiekolwiek problemy zdrowotne.
- No nie...
- Więc bardzo proszę, aby nie krzyczał pan na córkę. Nic więcej od pana nie chce.
- Ale ja chce.
- Co?
- Ja znam takich co dziecko zrobili i się cieszyli, a gdy przyszło wychować to uciekali, bo ślubu nie mieli.
- Nie jestem taki jak ci, których pan zna.
Zamknął mu drzwi.
- I co? I po kłopocie. - powiedział do mnie.
Podszedł bliżej i delikatnie mnie objął.Przystawił swoje czoło do mojego czoła.
- Wiesz co? Cokolwiek by się stało to i tak będę was bronił.... Nigdy was nie opuszczę.... Pójdę teraz do samochodu. Mam tam torbę z rzeczami, bo jeszcze nie wypakowałem po treningach. Mam tam kilka ubrań... Jeśli mogę zostać...
- Oczywiście, że możesz.
Kamil wyszedł z pokoju do samochodu po torbę. Ja czekając na niego zaczęłam przeglądać zdjęcia w telefonie.
Miałam wiele zdjęć z Kamilem... Wiedziałam, że już nigdy się od niego nie uwolnię...
Wieczorem Kamil poszedł wziąć prysznic. Ja leżałam na łóżku. Czytałam książkę.
Stanął przede mną w samych bokserkach i patrzył się na mnie.
- Co tak na mnie patrzysz? Potrzebujesz czegoś?
- Wiesz co? Strasznie boli mnie tu ramię. Może mi wymasujesz? - uśmiechnął się
- Ok.
Odłożyłam książkę na półkę.
- Połóż się....
- Wiesz, nie chcę cię jakoś obciążać...
- Myślisz, że nie umiem masować? - uśmiechnęłam się...
- Nie.... U nas w kadrze jest taka Agnieszka, ale ona jest raz na dwa tygodnie, a tak to mamy takiego Tomka, który po prostu nie umie masować, ale cóż....
- Dobra nie marudź.... Połóż się na brzuchu....
- Ok.
Zaczęłam go masować.
- Masz talent.... Jak taki skarb dałem wypuścić z rąk.....
- Nie gadaj.... Masz się odprężyć, a nie rozmawiać jak te babki na ławeczce przed domem.
- Ok.
Po masażu położyliśmy się spać....
Złapałam się za brzuch.
- Coś ci jest?? - zapytał z przerażeniem Kamil.
- Dotknij - wskazałam na brzuch.
- Coś nie tak?
- Dotknij. Poczuj jak kopie.
- Nie da ci spać...
- Już kilka nocy nie przespałam....
Kamil usnął po chwili. Był chyba bardzo śpiący.... Spojrzałam na niego. Tak słodko wyglądał, chciałam go dotknąć.... Nawet jego włosów, lecz bałam się, że go obudzę.... Po chwili ja również usnęłam.
17 sierpnia, środa, rano
Wstałam rano . Ubrałam się i zeszłam na dół, aby spakować resztę rzeczy. Kamil jeszcze spał.
- A Kamil? -zapytała mama
- Jeszcze śpi.
Pobiegłam do samochodu, aby spakować walizkę. Gdy tylko z niej wyszłam, za mną stał już Kamil.
- Wyspany?
- Z tobą? W 100%
- Wiesz co? Ja już muszę jechać....
- Coś pilnego?
- Tak.... Marcelina do mnie dzwoniła, czy bym nie została z małą po południu.
- Ok. Ja też już jadę.
Wsiadłam do samochodu, lecz nie chciał mi odpalić.
- Kurde!
- Co się stało? - zapytał Kamil
- Nie odpali mi! Patrz.
Kamil wsiadł za kółko mojego samochodu. Chciał odpalić, lecz bezskutecznie.
- Zostaw ten samochód. Zadzwonię do znajomego, zholują go do Zakopanego. A ty pojedziesz ze mną. Ok?
- Ok.
Wzięłam walizkę ze swojego samochodu i włożyłam ją do bagażnika Kamila.
Przed 12:00 byliśmy już w Zakopanem.
- Może wejdziesz do mnie? - zapytałam.
- Ok.
Zrobiłam mu herbatę, usiedliśmy na kanapie...
- Nasze małe maleństwo może będzie miało jakieś imię?
- Nie wiem... Mi się podoba Karol.
- A mi Piotr?
- Dlaczego Piotr?
- Pamiętasz, jak krzyczałaś, że Piotrek zostanie ojcem chrzestnym naszego dziecka?
- Kiedy to było?
- W Azji...
- Racja.... Było coś takiego....
- To co? Może Piotrek?
- Ja upieram się przy Karolu.
- Zobaczymy - uśmiechnął się.
A teraz odpoczywaj.....
----------------------------------------------------------------------
kiki2000
Rankiem, około godziny 8:00 wzięłam z komody kluczyki do auta i postanowiłam zrobić niespodziankę Marcelinie. Do domu Marceliny jadę zazwyczaj godzinę, lecz padał deszcz i musiałam jechać wolniej.
Byłam 9:40, gdy podjechałam pod dom Marceliny i Stefana. W oknie stała ich 3 letnia córka - Mila. Wybiegła mi na powitanie.
- Hej ciocia! Przyjechałaś do mnie??
- Tak, ale wchodź do domku, bo pada deszcz.
Weszłyśmy do domu. Powitała mnie Marcelina wraz ze Stefanem.
- Hej kochana!
- Hej Marcela!
- Jak się czujesz? - zapytał Stefan - Mały kopie?
- A może skacze? - zaśmiała się Marcelina
- Na takie niebezpieczeństwo to ja mu nie pozwolę.
- Zobaczymy, rodzice Kamila, a dokładnie mama też nie chciała, aby skakał.
- No i? Jest jeszcze mały.
- Nie chciałabyś, aby poszedł w ślady ojca?
- Nie... Ale wiem że nie mogę decydować o jego przyszłości.
- Jak będzie miał na imię?
- Nie wiem... Nie zastanawiałam się jeszcze.
- A Kamil?
- Co.. Kamil?
- On nic nie mówi? Nie chciałby jakiegoś imienia ? Nie podoba mu się jakieś?
- Nie wiem... Nie rozmawialiśmy o tym w ogóle.. Szczerze? Nie chcę z nim w ogóle rozmawiać.
Wróciłam do mieszkania. Zrobiłam sobie do jedzenia sałatkę i włączyłam telewizor. Przeglądałam różne kanały, ale jak zawsze.. Nic nowego. Wakacje, więc okres powtórek różnych seriali.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stanął Kamil z kwiatami.
- A ty czego tu szukasz?
- Mam pewien plan.
- Wejdź
Usiedliśmy na kanapie, ja kończyłam jeść sałatkę.
- Może pojechaliśmy gdzieś na wspólne wakacje we trójkę?
Zamurowało mnie. Gdzie ja pojadę z tym brzuchem gdziekolwiek na wakacje
- Ty to chyba nie masz rozumu.
- O co ci chodzi?
- Gdzie ja pojadę z tym brzuchem na wakacje?
- A co wstydzisz się go?
- Nie... Ale to że jesteś ojcem...
- A co? Może chciałabyś dziecko z Adrianem?? - wybuchnął złością
- Nie, Z Gregorem.
Wiem że go tym rozzłościłam, ale cóż... On jest agresywny. Powinien nad tym chodź odrobinę panować.
- Taka jesteś??
- Możesz stąd wyjść!!
Nagle złapałam się za brzuch. Poczułam ból.
- Coś ci jest? Zawieźć cię do szpitala?
- Teraz to się o mnie martwisz... Ała - syknęłam z bólu....
- Nie denerwuj się.
- Prawda jest taka, że ty mnie pierwszy zdenerwowałeś... A teraz idź stąd i nie przychodź tu więcej.
Miałam już go serdecznie dość. Zamknęłam się od środka, gdy tylko wyszedł z mojego mieszkania.
Spojrzałam w kalendarz. W poniedziałek było święto - 15 sierpnia. I tak spędziłabym je siedząc w mieszkaniu. Postanowiłam spakować sobie walizkę na kilka dni i pojechać do rodziców. Zadzwoniłam do Justyny, że jadę do rodziców i chcę od wszystkiego odpocząć, więc chciałam ją poprosić aby do mnie nie dzwoniła bo na ten czas wyłączę telefon. Musiałam jej tak powiedzieć, przecież by się martwiła, bo dzwoni do mnie kilka razy dziennie.
Wzięłam walizkę, kluczyki i wsiadłam w samochód. Niestety... Jak to w niedzielę... Korek goni korek na drodze. Dojechałam dopiero na 17:00, a wyjechałam o 11:00. To 2 razy dłużej niż zawsze.
Mama wybiegła mi na spotkanie.
- Córeczko... A co się stało, że przyjechałaś?
- Jutro święto, a co? Sama będę siedziała w mieszaniu... Tak to przyjechałam na kilka dni
- A Kamil gdzie?
- Został w Zakopanem. Wiesz.... Ciągle treningi i takie tam...
- Ok...
Weszłyśmy do domu. Położyłam walizkę, tata akurat jadł obiad i oglądał telewizor, bo właśnie był nadawany Sport.
- Tato.. A co tam oglądasz? - zapytałam
- Sport. Akurat jest o skoczkach.
Usiadłam obok niego. Był akurat wywiad z Kamilem.
"
- Teraz macie wolne od treningów. Jak zamierza pan w spędzić te kilka dni wolnego?
- Usiądę sobie w domu przed kanapą. Będę leniuchował i oglądał telewizor... Żartuję. Chciałem pojechać na wakacje...
- Przepraszam , że przerywam... Ale z kim na te wakacje?
- No sam... A z kim?
- Nic tylko tak się pytam... Bo ostatnio nie ma żadnego słychu o panu i pani Kasi Witkowskiej... Czy to już za Wami ?
- Przypomnę panu, że pomiędzy nami nic nie było. Zwykła relacja przyjaciół i proszę skończyć ten temat...
- Życzę więc udanego wypoczynku.
- Dziękuję, wzajemnie "
Ojciec spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem...
- To co? Wy nie jesteście razem??
- Nie... Przyjaźnimy się...
- Jesteś z nim w ciąży i się z nim tylko przyjaźnisz?
- A co?? Nie potrafię teraz zbudować jakiegoś związku...
- Powinniście wziąć ślub, aby dziecko miało oboje rodziców, a nie.... Wymyślacie nie wiadomo co....
- Oj tato... Przestań... Proszę...
- Jak mam się nie denerwować, skoro jesteś w ciąży z facetem... Gwiazdą i nie chcesz z nim być bo co? To jest to gwiazda... On codziennie może mieć inną. Jak będziecie żyć bez ślubu to którego dnia kopnie cię w tyłek i pójdzie do jakiejś wymalowanej laluni i zostawi się samą z dzieckiem, bez pieniędzy i pomocy przy maluchu...
- Nie mów tak... Kamil taki nie jest...
- Właśnie wiem jaki jest.. Poznałaś go w styczniu, a w marcu zrobił ci dziecko.
- O nie! Tak nie będziemy rozmawiać o Kamilu.
Wyszłam z domu... Chciałam się przejść... Odetchnąć... Zawsze przerabiam z ojcem ten temat... Nawet przez telefon. Mam już tego dość... Po prostu dość....
Nie powinien tak traktować Kamila, przecież to ojciec jego wnuka.. Nawet w się nim nie zainteresował. Nie zapytał jak mały... Jak będzie miał na imię.. Nic.. Żadnego zainteresowania. Interesuje się bardziej Kamilem, niż wszystkie kolorowe gazety razem wzięte... Nadawał by się na jakiegoś dziennikarza, śledzącego życie gwiazd... Po prostu byłby w tym najlepszy.
Zostało mi jeszcze jedno... Kamil nie wie o tym, że jestem u rodziców. Wiem, że się o mnie martwi, lecz ja nie potrzebuję jego troski. Sama sobie świetnie poradzę.
Był 15 sierpnia - poniedziałek. Postanowiła założyć bluzkę trochę większą i chciała pójść do kościoła wraz z moimi rodzicami.
- A ty gdzie masz zamiar iść tak ubrana? - zapytała mama.
- No do kościoła.
- Tak??
- A jak? Nie mam przecież ze sobą jakiejś sukienki w walizce.
- Nawet spódnicy?
- Nawet spódnicy, nie mam nic, tylko kilka bluzek i 3 pary spodni.
- To dobrze, to już idź tak...
- A co? Źle?
- Niech już będzie.
Poszliśmy wszyscy do kościoła pieszo, bo to tylko 10 minut spacerkiem.
Wszyscy patrzyli na mnie, jakby widzieli kogoś zupełnie innego. Może się zdziwili, bo mnie dawno na wsi nie widzieli.
Jednak po mszy postanowiłam wrócić sama do domu, rodzice poszli do znajomych, a ja po prostu chciałam wrócić sama i przemyśleć całą sytuację. Była to chyba zła decyzja, bo gdy tak szłam z rękoma w kieszeniach usłyszałam, że jedzie za mną samochód, lecz bardzo wolno. Odkręciłam się, aby zobaczyć kto to. Niestety, to był czarny mustang Kamila. Wysiadł z samochodu ubrany w granatowy garnitur. Wyglądał bardzo elegancko.
- Co chcesz? - zapytałam - Jak mnie tu znalazłeś?
- Nie było to takie trudne.
- Po co tu przyjechałeś?
- Uciekłaś tak po prostu z Zakopanego, bez słowa, martwiłem się.
- Nie potrzebnie.
- Jesteś w 5 miesiącu , a dokładnie to w połowie 5,5 miesiącu.
- No i?
- Nie powinnaś tak chodzić i znikać bez słowa, to już trochę niebezpieczne.
- Od kiedy tak się martwisz o innych? Sportowcy mają to do siebie, że liczą pieniądze w domu.
- Myślisz, że my nie mamy uczuć?
- Skąd mam to wiedzieć, przecież najwięcej spotykaliśmy się w twoim miejscu pracy - skocznia, hale treningowe.
- Może to nie idealne miejsca na spotkania, ale cóż...
Spojrzałam na te wszystkie "mohery", które gapiły się w Kamila i we mnie jak w święty obrazek.
- Lepiej chodźmy do domu. Zaraz się okaże, że jakiejś bajeczki sobie te babki usnują.
- To może cię podwiozę.
- Nie, przejdę się.
- Nie ma tak, jedziesz ze mną.
- Nie.
- Jedziesz, bo cię siłą wepchnę do samochodu i dopiero te babki będą gadać.
- Ok.
Podjechaliśmy pod dom. Wyjęła klucze z kieszeni i otworzyłam drzwi wejściowe.
- A to co? Rodziców nie ma w domu?
- Jednak nie ma... Poszli do znajomych.
- Aha.
Poszliśmy do mojego pokoju na górę. Ja zmęczona położyłam się na łóżku z telefonem w ręce.Kamil położył się obok mnie. Również wyjął telefon.
Popatrzył się na mnie i na mój brzuch. Był już wyraźnie zaokrąglony. Kamil podniósł moją bluzkę do góry i położył delikatnie palce na brzuchu. Patrzył na brzuch . Widział w nim coś niezwykłego, nigdy nie spotykanego.
- Łaskocze -powiedziałam.
- To nie ja. - powiedział Kamil.
- Wiem... Maluszek łaskocze w brzuchu.
Kamil położył rękę na brzuchu.
- Co dokuczasz mamie? - uśmiechnął się do brzucha. - Mamusia musi teraz odpoczywać. Nie łaskocz mamusi.
Położył palec na brzuchu i zaczął mówić.
- Ciekawe czy będziesz też sportowcem jak tatuś, bo urodę to odziedziczysz po mamusi. Kocham Cię synku, wiesz? Razem z mamusią cię kochamy.... Na pewno mnie nie słuchasz, ale kiedyś to docenisz.... Zobaczysz.... Mówi się, że dzieci w tym wieku mogą słuchać muzyki... Ciekawe czy pójdziesz w ślady mamy- muzyka klasyczna, czy moje - mocna muzyka rockowa?
Popatrzyłam na niego... Tak słodko wyglądał. Rozmawiał z naszym synem leżąc na łóżku w garniturze....
- Wiesz co? Zrobię wam zdjęcie - powiedziałam.
- Widzisz kochanie, mamusia zrobi nam zdjęcie - powiedział do brzucha. - Tylko tak z góry, żeby było widać brzuszek.
- Ok - powiedziałam - Od kiedy ty taki miłośnik fotografii?
- Od zawsze. - uśmiechnął się
Zrobiłam im zdjęcie. Słodko wyglądali.
- Jak wrócę do Zakopanego, to pójdę do fotografa i niech mi wywoła te zdjęcia, przecież mam ich sporo, m. in. nasze selfie z Lahti, jak wygraliście złoto oraz nasze wspólne selfie ze ślubu Marty i Dawida oraz Magdy i Olka. Naszych wspólnych zdjęć, to mam chyba ze 40.
- A właśnie... Kiedy masz zamiar wrócić do Zakopanego?
- W środę a co?
- Bo ja mam wolne od treningów do czwartku i może....
- Może co?
- Zostałbym z wami tutaj, jeśli się zgodzisz i twoi rodzice się zgodzą, bo to przecież ich dom.
- Nie wiem... Jeśli rodzice się zgodzą.
Kamil dotknął ponowie brzuszka i zaczął delikatnie go masować..
- Słyszysz mały.... Może zostanę z wami na trochę jak babcia się zgodzi.
Nagle poczułam jak mały delikatnie mnie kopnął.
- O! Kopie!
Na naszych twarzach pojawił się uśmiech.
Nagle do pokoju wszedł Piotrek. Gdy tylko nas zobaczył, to od razu wybiegł z pokoju i zaczął krzyczeć do rodziców!
- Jest u niej w pokoju! Mamo! On dotyka brzucha, w którym jest dzidziuś!
Popatrzyliśmy na siebie z Kamilem i wybuchnęliśmy śmiechem...
- Naprawdę? - zapytał nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- Więc co? Dalej chcesz zostać z nami do środy?
- Tak, chodź oderwę się od tej rzeczywistości, bo u ciebie w domu to można jakiś pomysł na kabaret stworzyć.
- Tylko jest mały problem...
- Jaki?
- Bo moim zdaniem, to mama się zgodzi, ale tata... Tu może być problem....
- Czyli co? Aż tak mnie nie nawidzi?
- Widział wywiad z tobą .
- I co?
- Jest wściekły, że nie jesteśmy parą, jego zdaniem, że jak będzie dziecko to musi być ślub, a ja mu mówię, że przecież nie jestem gotowa.. Brzuch coraz większy, jaką bym sukienkę znalazła, przecież coś wymyślić musiałam... Powiedziałam, że jesteśmy przyjaciółmi, jakbym mu powiedziała, że nie mieszkamy razem i momentami nie chcę ciebie znać, to bym dopiero miała kazanie...
- Czyli aż tak źle?
Nie zdążyłam jednak odpowiedzieć, bo to pokoju zapukał Michał.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale.. Kasia... Mogę cię na moment prosić??
- Tak.
Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju.
- Co się dzieje?
- Ojciec cię woła, nie jest dobrze.
Zeszłam z Michałem na dół.
- Tak? - zapytałam - Chcieliście coś?
Ojciec popatrzył na mnie złowrogim wzrokiem.
- On tutaj ma czelność przyjechać?
- Jeszcze lepiej, on tutaj zostanie do środy, bo w środę jadę.
- Z nim?
- Przecież przyjechałam swoim samochodem, co nie?
- I gdzie on będzie spać?
- No jak gdzie? No ze mną? Przecież nie możesz przeżyć, że nie jesteśmy parą, to może czas to zmienić.
- Nie będziesz tak do mnie mówić, on ma zniknąć z mojego domu.
- Nie chcę nic mówić, ale babcia nie przepisała domu na ciebie.
Wyszłam z kuchni i udałam się do pokoju na górze, zauważyłam, że na schodach stał Kamil.
- Słyszałem... Nie możesz się tak denerwować...
Nagle usłyszałam, jak ojciec biegnie po schodach na górę.
Złapałam Kamila za rękę i weszliśmy do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi od środka.
Ojciec zaczął się dobijać do drzwi.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem.
- Ale ja już skończyłam - powiedziałam przez drzwi.
- Może ja z nim porozmawiam? - zapytał Kamil.
- Lepiej nie.
- Może tak.
Otworzył drzwi, a mojemu ojca szczęka opadła, gdy go zobaczył.
- Przepraszam pana bardzo, ale pańska córka jest w ciąży i stres nie jest w jej stanie wskazany. Chyba nie chce pan, aby wnuk urodził się chory lub miał jakiekolwiek problemy zdrowotne.
- No nie...
- Więc bardzo proszę, aby nie krzyczał pan na córkę. Nic więcej od pana nie chce.
- Ale ja chce.
- Co?
- Ja znam takich co dziecko zrobili i się cieszyli, a gdy przyszło wychować to uciekali, bo ślubu nie mieli.
- Nie jestem taki jak ci, których pan zna.
Zamknął mu drzwi.
- I co? I po kłopocie. - powiedział do mnie.
Podszedł bliżej i delikatnie mnie objął.Przystawił swoje czoło do mojego czoła.
- Wiesz co? Cokolwiek by się stało to i tak będę was bronił.... Nigdy was nie opuszczę.... Pójdę teraz do samochodu. Mam tam torbę z rzeczami, bo jeszcze nie wypakowałem po treningach. Mam tam kilka ubrań... Jeśli mogę zostać...
- Oczywiście, że możesz.
Kamil wyszedł z pokoju do samochodu po torbę. Ja czekając na niego zaczęłam przeglądać zdjęcia w telefonie.
Miałam wiele zdjęć z Kamilem... Wiedziałam, że już nigdy się od niego nie uwolnię...
Wieczorem Kamil poszedł wziąć prysznic. Ja leżałam na łóżku. Czytałam książkę.
Stanął przede mną w samych bokserkach i patrzył się na mnie.
- Co tak na mnie patrzysz? Potrzebujesz czegoś?
- Wiesz co? Strasznie boli mnie tu ramię. Może mi wymasujesz? - uśmiechnął się
- Ok.
Odłożyłam książkę na półkę.
- Połóż się....
- Wiesz, nie chcę cię jakoś obciążać...
- Myślisz, że nie umiem masować? - uśmiechnęłam się...
- Nie.... U nas w kadrze jest taka Agnieszka, ale ona jest raz na dwa tygodnie, a tak to mamy takiego Tomka, który po prostu nie umie masować, ale cóż....
- Dobra nie marudź.... Połóż się na brzuchu....
- Ok.
Zaczęłam go masować.
- Masz talent.... Jak taki skarb dałem wypuścić z rąk.....
- Nie gadaj.... Masz się odprężyć, a nie rozmawiać jak te babki na ławeczce przed domem.
- Ok.
Po masażu położyliśmy się spać....
Złapałam się za brzuch.
- Coś ci jest?? - zapytał z przerażeniem Kamil.
- Dotknij - wskazałam na brzuch.
- Coś nie tak?
- Dotknij. Poczuj jak kopie.
- Nie da ci spać...
- Już kilka nocy nie przespałam....
Kamil usnął po chwili. Był chyba bardzo śpiący.... Spojrzałam na niego. Tak słodko wyglądał, chciałam go dotknąć.... Nawet jego włosów, lecz bałam się, że go obudzę.... Po chwili ja również usnęłam.
17 sierpnia, środa, rano
Wstałam rano . Ubrałam się i zeszłam na dół, aby spakować resztę rzeczy. Kamil jeszcze spał.
- A Kamil? -zapytała mama
- Jeszcze śpi.
Pobiegłam do samochodu, aby spakować walizkę. Gdy tylko z niej wyszłam, za mną stał już Kamil.
- Wyspany?
- Z tobą? W 100%
- Wiesz co? Ja już muszę jechać....
- Coś pilnego?
- Tak.... Marcelina do mnie dzwoniła, czy bym nie została z małą po południu.
- Ok. Ja też już jadę.
Wsiadłam do samochodu, lecz nie chciał mi odpalić.
- Kurde!
- Co się stało? - zapytał Kamil
- Nie odpali mi! Patrz.
Kamil wsiadł za kółko mojego samochodu. Chciał odpalić, lecz bezskutecznie.
- Zostaw ten samochód. Zadzwonię do znajomego, zholują go do Zakopanego. A ty pojedziesz ze mną. Ok?
- Ok.
Wzięłam walizkę ze swojego samochodu i włożyłam ją do bagażnika Kamila.
Przed 12:00 byliśmy już w Zakopanem.
- Może wejdziesz do mnie? - zapytałam.
- Ok.
Zrobiłam mu herbatę, usiedliśmy na kanapie...
- Nasze małe maleństwo może będzie miało jakieś imię?
- Nie wiem... Mi się podoba Karol.
- A mi Piotr?
- Dlaczego Piotr?
- Pamiętasz, jak krzyczałaś, że Piotrek zostanie ojcem chrzestnym naszego dziecka?
- Kiedy to było?
- W Azji...
- Racja.... Było coś takiego....
- To co? Może Piotrek?
- Ja upieram się przy Karolu.
- Zobaczymy - uśmiechnął się.
A teraz odpoczywaj.....
----------------------------------------------------------------------
kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz