Numer 24 - Inauguracja Pucharu Świata w Wiśle. Wyjazd z Kamilem do Wisły

18 listopada miała odbyć się inauguracja Pucharu Świata, oczywiście skoczkowie mieli pojawić się tam wcześniej, bo aż 15 listopada. Bardzo chciałam dopingować Kamila, jednak ten nie chciał się zgodzić, abym razem z nim tam pojechała... Niestety znalazłam sposób na niego. Powiedziałam, że jeśli się nie zgodzi, to nigdy z nim nie zamieszkam, nawet dla dobra naszego syna. Wiem, że była to bardzo zła groźba, ale podziała! Mogłam pojechać z Kamilem do Wisły na inaugurację! Wiem, że byłam w 34 tygodniu ciąży, ale cóż.... Tak wyszło... Kamil załatwił mi specjalne miejsce dla VIP- ów. Nie chciał, abym oglądała zawody gdzieś z boku, lecz przed samiutką skocznią.
Nie chciałam, aby aż tak się poświęcał dla mnie, ale nie chciał tego zrozumieć.
Już 14 listopada zaczęłam się pakować na ten kilkudniowy wyjazd. Kamil i tak był jeszcze na mnie zły, że chcę jechać z nim do Wisły...
Niestety, nie chciałam sobie odebrać takiej przyjemności... Chciałam tam pojechać i od małego pokazywać synkowi świat skoków narciarskich.
Kamil też chce od małego pokazywać dziecko ten skoczny świat, ale chyba nie chciał, żeby nastąpiło to tak wcześnie.
- Ja już gotowa!
- Ok... Ale na pewno chcesz jechać?
- Tak, a co? Mam jakieś przeszkody?
- Jesteś w ciąży. Za 1,5 miesiąca rodzisz.
- No i? Czuję się na siłach.
- Na pewno?
- Tak.
- Ok... Nie będę się sprzeczać...
- Dobrze myślisz... - uśmiechnęłam się w jego stronę.

Kamil poszedł do swojego mieszkania, a ja postanowiłam wziąć prysznic i położyć się spać.
Następnego dnia mieliśmy wyjechać do Wisły. Mieliśmy wyjechać o 7:00, ponieważ jedzie się tam prawie 3 godziny. Musiałam wstać wcześniej, przecież musiałam się ubrać i umalować. Niestety pobudka o 5:30 była najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji.


O 7:00 Kamil podjechał pod mój blok. Przyszedł po mnie na górę i zniósł mi walizkę. Dziwnie się czułam, gdy ktoś tak mi pomaga i traktuje jak jakąś księżniczkę. Cóż.... Taki jest Kamil.

Poprosiłam go, aby zawiózł mnie prosto do Justyny, a nie do hotelu. Nie chciałam wzbudzać żadnych podejrzeń mediów. Justyna zgodziła się na taki układ. Ja wraz z Agnieszką miałyśmy na ten czas zamieszkać u Justyny i Piotra, chodź Piotrek musi mieszkać w hotelu wraz z pozostałą kadrą.

- I co będziesz tam robić z Justyną?
- A co mam robić? Tak jak kobiety, poplotkujemy sobie przez te kilka dni, będziemy miały czas się wygadać. A czemu pytasz?
- Nic.... Myślałem, że chciałabyś zamieszkać ze mną w hotelu...
- Nie chcę wzbudzać podejrzeń mediów.
- Ale jak się urodzi nasz syn, to mam nadzieję, że nie będziesz się ukrywać.
- Nie..... Nie mogę.... Dla ciebie..
- O co ci chodzi?
- Nic, nic.


Nie rozmawialiśmy ze sobą całą drogę... Wysadził mnie pod domem Justyny.
- Może wejdę z tobą?
- Nie... Nie trzeba....

W drzwiach przywitał mnie uśmiechnięty Kubuś - syn Justyny i Piotra.
- Cześć ciocia! - powiedział do mnie
- Cześć Kubuś! - odpowiedziałam mu.
Był taki wesoły, uśmiechnięty....
Justyna krzątała się po domu, a mała Karolcia miała ochotę już chodzić... Gadała jak najęta w swoim języku i co chwile przeplatała "mama", "tata", "daj".


Za 2 godziny do drzwi zapukała Agnieszka.
- Hej kochane! -powitała nas optymistycznie.
- Hej Agnieszka!  - odpowiedziałyśmy razem.


Justyna przygotowała nam pokoje na górze. Ja poszłam się rozpakować.
- Naprawdę masz siłę, aby przyjechać tutaj w ciąży... - powiedziała Agnieszka
- Wiem, że za 1,5 miesiąca rodzę, ale już to dzisiaj słyszałam...
- Od kogo?
- Od Kamila.
- Nie przejmuj się...
- Ale ja się w ogóle nie przejmuje, tylko jestem zła, że mi wszyscy wypominacie, że za 1,5 miesiąca rodzę i nie powinnam się przemęczać. Właśnie Kamil mnie nie rozumie. Kobieta w ciąży potrzebuje właśnie dużo ruchu.... A jakoś ostatnio jestem głodna świata.... Chciałabym teraz dużo jeździć do rodziny, znajomych.
- Nie przejmuj się kochana.
- Wiem... Nie warto się przejmować, na pewno nie w tym stanie, przecież nie długo rodzę....



Zeszłyśmy na dół, aby pomóc Justynie w przygotowaniu obiadu. Niestety, ale Justyna nie chciała się zgodzić, aby to goście gotowali u niej w domu . Postanowiłyśmy więc zająć się dziećmi. Karolcia jest taka słodka...
Widać było, że mnie polubiła, wyciągała do mnie rączki i raczkowała za mną , gdzie tylko nie poszłam, a Kubuś bawił się swoimi samochodzikami na dywanie.


17 listopada miały odbyć się kwalifikacje do niedzielnego konkursu indywidualnego. Mama Justyny została z Karolcią, a nasza 5 - Agnieszka, Justyna, Kubuś i ja z synkiem poszliśmy na skocznię, bo to niedaleko.

Kamil powitał mnie ciepłym uśmiechem i pocałunkiem w policzek. Ja wraz z dziewczynami udałyśmy się do loży VIP. Kamil z chłopakami zadbali o to, abyśmy czuły się jak najlepiej.
Kwalifikacje oglądało się przecudnie. Stałyśmy i dopingowałyśmy naszych chłopców.
- Ja też będę tak skakać jak tata - powiedział Kubuś, gdy swój skok oddał Piotrek Żyła.
- Na pewno będziesz skakać. Zobaczysz. Też będziesz jeździł na konkursy po całym świecie i mamusia będzie ci dopingować. - powiedziałam mu.
Kuba ucieszył się na te słowa i z jeszcze większym zaciekawieniem oglądał  ostatnią dziesiątkę zawodników.
Kamil zajął dobrą lokatę, bo 7 miejsce. Na pewno nie był z tego miejsca szczęśliwy w 100%, ale i tak dobrze rozpoczął ten sezon.
Po kwalifikacjach udałyśmy się do domu. Postanowiłyśmy, że po konkursie indywidualnym zaprosimy wszystkich skoczków z partnerkami do domu Justyny na kolację. Już od następnego dnia rano zaczęłyśmy przygotowania. Agnieszka przygotowywała menu, bo jako przyszła trenerka personalna stosuje diety i wie, co mogę jeść sportowcy, a co nie, sama przecież trenuję.
Ja z Justyną miałyśmy zająć się przygotowaniem tego wszystkiego. Nie wiedziałyśmy, że zajmie nam to aż tak dużo czasu, a konkurs drużynowy rozpoczynał się o 15:00, a jak wiadomo na skoczni trzeba być wcześniej.
Była godzina 13:30, więc zaczęłyśmy się zbierać, chodź to spacerkiem tylko kilka minut, to i tak trzeba być wcześniej.


O 15:00 miała odbyć się pierwsza seria pierwszego w tym sezonie konkursu drużynowego.
Chłopaki startowali w takiej kolejności:
- Piotrek Żyła,
- Dawid Kubacki,
- Maciej Kot,
- Kamil Stoch.

Czekałyśmy we trzy na skoki naszych chłopców, gdy nagle podeszła do nas Marta. Widać było, że jest w ciąży.
- Hej kochane!
- Hej.... A co ty..? - aż mnie zatkało...
- Wiem.... Jesteśmy dopiero 6 miesięcy po ślubie, ale jestem w szóstym miesiącu ciąży! To będzie dziewczynka!
- Gratuluję! - powiedziałam.
- A ty również w ciąży... Dawid mi opowiadał.
- Czyli Kamil się już chwalił, że zostanie tatusiem.
- Tak....
Spojrzałam na Justynę i Agnieszkę.
- Bardzo się chwalił, jest wprost uradowany, że zostanie ojcem. - powiedziała Agnieszka.
- Mówiłam mu, że nie chcę takiego szumu wokół siebie.
- Zrozum to.... Jest zadowolony, że jest ojcem. - powiedziała Justyna - Piotrek również się cieszył, chodź miał dopiero 19 lat, gdy został ojcem.
- Ale był wtedy młodym skoczkiem, dopiero co powołanym do kadry narodowej.
- Wiem, ale pamiętam, jak chodził po ulicach i krzyczał, że zostanie ojcem, ty masz bardzo komfortową sytuację. Ukrywaliście to wszystko przed ludźmi, mediami. Pochwalił się tylko kolegom i przyjaciołom.
- Może to i racja....
- Nie przejmuj się kochana. Pomyśl o dziecku. A tak w ogóle to jak będzie miał na imię wasz synek?
- Ja bym bardzo chciała, aby był Karol, a Kamil chce Piotrusia..
- Tak jak mój mąż.
- Wiąże się z tym długa historia... To było chyba podczas konkursów w Azji... Kamil mnie wtedy pocałował przed kamerami i później zaczęliśmy się kłócić w moim pokoju hotelowym. I wykrzyczałam mu, że jest taki nienormalny, że może wmówić wszystko, że na przykład będziemy mieli dzieci, weźmiemy ślub i właśnie między innymi, że Piotrek zostanie ojcem chrzestnym naszego dziecka.... Bo podczas konkursów w Azji lekko się posprzeczałam z Piotrkiem, bo zaczął swoje różnorodne spekulacje, że ja i Kamil to zakochana para i takie tam. Podglądał moje SMS-y i po prostu przez te dwa tygodnie strasznie mnie wnerwiał.




Polacy po pierwszej serii zajmowali pierwsze miejsce, lecz w drugiej serii lepsi okazali się Norwegowie i to jednak oni wygrali pierwszy konkurs drużynowy tego sezonu. Polacy zajęli drugie miejsce.
Niestety nie miałam okazji, aby podziękować chłopakom, bo zebrało się wokół nich pełno dziennikarzy, a zaraz po tym konferencja prasowa. Postanowiłam, że zadzwonię do Kamila wieczorem. Rozmawialiśmy prawie 3 godziny. Skończyliśmy rozmawiać po 22:00. Postanowiłam się wykąpać i położyć spać, bo następnego dnia również miały odbyć się zawody, tym razem konkurs indywidualny.

Wszystko miało rozpocząć się o 16:00. Ja wraz z Agnieszką wstałyśmy wcześnie rano i jeszcze kończyłyśmy przygotowania do dzisiejszej kolacji.
O godzinie 13:00 wszystko było przygotowane już na stole. Teraz my zaczęłyśmy się ubierać itd.  Musiałyśmy być również wcześnie, tak jak wczoraj. Wyruszyłyśmy więc  o 15:30 z domu Justyny.

Po pierwszej serii nikt nie widział jakichkolwiek nadziei, aby jeden z Polaków stanął na podium, lecz wszystko się zmieniło po skoku Kamila, który z ósmego miejsca wrócił na drugie i ostatecznie skończył nim konkurs. Wyprzedził go tylko Japończyk.

Po skończonym konkursie zaprosiłyśmy wszystkich na kolację wraz z trenerem, a ja pozwoliłam sobie na selfie z Noriaki' m Kasai' m, które wrzuciłam na swojego Facebooka i instagrama. Również zrobiłyśmy sobie z dziewczynami kilka innych zdjęć podczas konkursu. Najpiękniejsze jest to, gdy stoję sobie i oglądam skoki, a przy mnie stoi syn Justyny i Piotra - Kuba i wygląda tak samo jak ja. Również się tak patrzy. Justyna wrzuciła to na swoje instastory z dopiskiem. "Brakuje jeszcze Karolinki, ale ciocia Kasia umie przekazać te pozy pokoleniu "


Wróciłyśmy do domu, tam przebrałyśmy się w inne ciuchy i wyczekiwałyśmy przyjścia gości.
Miałam przygotowaną jedną sukienkę w walizce, gdyby zdarzyło się jakieś niespodziewane wyjście. Widać, że się przydała. Po około godzinie do drzwi zapukali Maciek , Piotrek i Kamil, a zaraz za nimi Dawid z Martą i Stefan z Marceliną i Milą.
Po pół godziny dołączył do nas Stefan Horngacher.
Ja jednak jakoś nie byłam w humorze siedząc na tej kolacji.
Wszyscy się śmiali. Opowiadali żarty.
- No chłopaki! Takie 2 sukcesy to się rzadko trafiają. Zróbmy sobie jakieś zdjęcia! - powiedziała Agnieszka.
Każdy wyjął telefon, a Agnieszka wyrwały mnie do zdjęć.
Porobiłyśmy sobie kilka selfie, które wrzucałyśmy na nasze profile na portalach społecznościowych, albo na instastory. Oczywiście nie mogło się obyć bez zdjęć z mistrzami. Agnieszka zaproponowała mi i Kamilowi pewne zdjęcie....  Ja stanęłam sobie na środku salonu, a obok mnie Kamil z dzisiejszym trofeum. Ja trzymałam w ręku kwiaty, które również dostał. Kamil objął mnie w pasie prawą ręką, a ja miałam "puścić oczko" do aparatu telefonu, jednak gdy Agnieszka powiedziała
- Już chwilę.... Czekajcie.... 3...2...
W tym momencie Kamil pocałował mnie w policzek, a zdjęcie z tym ujęciem się zrobiło.
- Popatrzcie jakie macie ładne zdjęcie.
Postanowiłam je wrzucić na Facebooka i Instagrama z dopiskiem.
" A na koniec dnia zdjęcie z moim mistrzem i Orzełkiem z Zębu. 
#mistrz #zdjęciezmistrzem #onskaczeonaogląda #uJustynyjestwesoło
#kolacjauŻyłów #kwiatywpodzięcezakibicowanie "
Gdy tylko wrzuciłam je do sieci, to Agnieszka musiała skomentować
"Ładna z was para. Czekam na więcej zdjęć :*"
Kamil oczywiście również wrzucił to zdjęcie na portale społecznościowe, lecz z trochę innym dopiskiem:
"Koniec dnia. Kolacja u Żyłów. Dziękuję, że przybyłaś @kasiawitkowska ze mną do Wisły. #dziękujęzawszystko #zawsparcie
#wygranadziękiniej #kwiatyjakopodziękowanie #jaskaczęaonaogląda #kibicująmiwedwoje 😍😍"

Nagle podszedł do mnie Kubuś i zapytał mnie.
- Ciocia, kiedy ty jedziesz?
- Już jutro.
- Nie możesz zostać, ciociu?
- Nie będzie miał mnie kto przywieźć do Zakopanego, a tak to pojadę jutro z wujkiem Kamilem.
- Jak będę duży, to ja będę cię odwoził samochodem. Obiecuję.
- Trzymam cię za słowo, ale na razie nie masz jak mnie odwieźć.
- Tata cię odwiezie.
- Tata będzie rano zmęczony po takich wyczerpujących konkursach.
- Oj tam...
- Przyjadę kiedyś do was, a może ty mnie odwiedzisz?
- Dobrze ciociu

Dziewczyny  robiły sobie jeszcze zdjęcia, gdy podszedł do mnie ponownie Kuba i zapytał.
- Mama sobie robi zdjęcia z ciocią Agą, a ty nie chcesz zdjęcia ze mną?
- Fajny pomysł powiedziałam.
 Kubuś usiadł obok mnie, a ja zrobiłam nam pamiątkowe selfie, które wrzuciłam na instastory z dopiskiem "Mama robi zdjęcia z ciocią Agą, a ciocia Kasia robi zdjęcia z Kubusiem"


Około 22:00 wszyscy zaczęli się zbierać. Kamil również musiał wracać do hotelu, lecz o 8:00 miał podjechać po mnie pod dom Żyłów.


Rano, gdy weszłam na portale społecznościowe, przecierałam oczy, gdy czytałam komentarze.
"Od kiedy jesteście parą?"
"Czy to dziecko Kamila?"
"Świetnie razem wyglądacie."
"Czy jesteście razem?"
"Chłopiec czy dziewczynka?"
Na to pytanie miałam siłę odpowiedzieć
"Będzie chłopiec, ale na razie zastanawiamy się nad imieniem 😊"

Postanowiłam zjeść śniadanie, gdy po chwili przyjechał po mnie Kamil. Wzięłam walizkę, pożegnałam się ze wszystkimi domownikami i wyruszyłam z Kamilem do Zakopanego, czytając mu po drodze wszystkie komentarze.
- A może by tak nagrać live'a? Każdy by mógł zadawać pytania, nie musimy na wszystkie odpowiadać.
- Moim zdaniem to dziwny pomysł...
- Na przykład w środę wieczorem. Napisalibyśmy na swoich profilach informacje o live i byśmy nagrali kilka minut. Odpowiemy na ich pytania, a potem tego live'a można wstawić na 24 godziny do obejrzenia dla tych, którzy nie mieli jak. Przykładowo o 18:00.
- Ok.... Ale ja mało co będę w tym uczestniczyć.
- Czemu?
- Nie chcę takie rozgłosu wokół mojej osoby.
- Ok...

O 11:00 byliśmy już w Zakopanem. Pożegnaliśmy się pod moim blokiem.


---------------------------------------------------------------------

                                                  kiki2000

Komentarze