Numer 27 - Konkursy w Rosji. Mikołajki....

W dniach 2-3 grudnia miały odbyć się 2 konkursy indywidualne w Rosji w mieście Niżny Tagił.....
Już w środę wieczorem - 29 listopada Kamil szykował się na samolot...
O 1:00 mieli samolot z Krakowa.... Leci się do Moskwy 3,5 godziny, a następnie z Moskwy do Niżny Tagił prawie cały dzień (23 godziny i jakieś 40 minut)


Ja postanowiłam zająć się tą paczką od mamy, bo nie miałam w ogóle żadnego czasu, aby ją otworzyć.... Leżała sobie spokojnie na komodzie.... Przykryta kurzem...

Gdy otworzyłam paczkę zobaczyłam list i zawinięte coś w reklamówkę.

Pierwsze co,  to otworzyłam list.

"Wiem,  że nawet gdybym zadzwoniła, to byś nie chciała mnie słuchać i muszę spróbować nieco starodawnych metod...
Może nie chcesz moich rad...  Może nie chcesz słuchać... Tego,  że już nie długo  zostaniesz mamą słodkiego chłopczyka,  o twoim uśmiechu i oczkach...a włosach tego pożal się Boże Kamila...
Pamiętam jak byłam w ciąży i ty miałaś przyjść na świat...  Miałam niespełna 21 lat,  kiedy się dowiedziałam,  że na świat przyjdzie moje i twojego ojca dziecko...
Gdybym miała opisać tą radość...  Która mi przy tym towarzyszyła...  To wszystko jest nie do opisania...
Ty również tego doznasz...  Zobaczysz,  jakie to przepiękne uczucie...  Ten uśmiech dziecka...  Te malutkie rączki,  nóżki...  I po kilku miesiącach...  Te pierwsze,  ale jak ważne słowa "Mama" i "Tata".
Sama widzisz,  jaki Kamil jest szczęśliwy z tego, że za kilka tygodni będzie ojcem w wieku 22 lat  ..
Może dorośliście do tego, aby zostać rodzicami...  W końcu odważyliście się, aby to zrobić...  Nikt was do tego nie namawiał...
Ale nie o tym chciałam ci napisać...  Pod listem znajdziesz reklamówkę,  a w niej kilka rzeczy...  Zobaczysz jakie to przepiękne...  Te rzeczy przetrwały 20 lat...  I gdy je pakowałam,  aby ci je przekazać...  Wszystkie wspomnienia wróciły... Ten pamiętny poród w szpitalu,  gdy twój ojciec trzymał mnie za rękę...  Gdy nie mógł się doczekać,  aż powitamy na świecie naszą malutką,  pierwszą córkę - Katarzynę...
Gdy wziął cię na ręce....  Stał się w ogóle innym człowiekiem. Zobaczysz,  Kamil też się zmieni...  Będzie bardziej czuły i opiekuńczy....  A teraz...  Zajrzyj już do tej reklamówki.... Mam nadzieję,  że się ucieszysz...
                                           Mama "

Odłożyłam list i przystąpiłam do obejrzenia tego, co jest w tej tajemniczej reklamówce...

Gdy tylko ją otworzyłam.... Nie powiem... Popłakałam się...
W tej malutkiej niebieskiej reklamówce.... Były moje rzeczy z dzieciństwa.... Mój pluszowy miś - Kubuś...., z którym zawsze spałam..... To była moja jedyna, ale ulubiona zabawka....
Znalazłam tam jeszcze zdjęcie oprawione w ramce... Zdziwiłam się bardzo, ponieważ wszystkie zdjęcia, na których ja byłam miałam w swoich trzech albumach, które mam przy sobie w swoim mieszkaniu... Tych jednak nie miałam....
Na zdjęciu znajdował się mój tata, który trzymał mnie na rękach zaraz po urodzeniu....
Wzruszyłam się bardzo tym zdjęciem, a jeszcze bardziej dopiskiem mamy z drugiej strony
"Mam nadzieję, że już niedługo w twoim albumie również znajdzie się takie zdjęcie... Tym razem będzie tam Kamil i wasz synek..."
Spojrzałam dalej w dół torby..... Znalazłam tam jeszcze kocyk, którym ja dostałam owinięta po urodzeniu oraz kilka moich ubranek....
Znów się popłakałam....

2 grudnia około południa usiadłam przy swoim laptopie i  zaczęłam przeglądać wszystkie zdjęcia.... Chciałam zrobić z nimi jakiś porządek...
Zaczęłam przeglądać wszystkie zdjęcia... Znalazłam tam sporo zdjęć moich i Kamila jeszcze z wyjazdów na Puchar Świata.... Znalazłam tam pamiętne selfie z Planicy i kilka zdjęć moich.... Chciałam zgrać je na pendrive'a , aby później wywołać je u fotografa.... Nagle spojrzałam jeszcze na koniec folderu ze zdjęciami.... Znalazłam tam zdjęcie, jak  w sierpniu Kamil przyjechał do mnie, do mojej rodzinnej miejscowości.. To samo zdjęcie, które mu zrobiłam jak leżał na łóżku i dotykał mojego brzucha..... A dokładnie naszego syna... Postanowiłam, że je również zgram.... Miałabym pamiątkę.... Później takie zdjęcia są cenne.... Dla mnie są raczej najcenniejsze...


O godzinie 16:00 włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać pierwszą serię konkursową z Rosji. Gapiłam się w ekran, jak gdyby w święty obrazek....
- Patrz synku, twój tata teraz skacze.... Musisz trzymać za niego kciuki.  Słyszysz mnie malutki?

Około 18:00 skończył się pierwszy konkurs w Rosji.
Kamil zakończył ten konkurs na 15 pozycji...
Lepiej od niego spisali się Piotrek Żyła i Dawid Kubacki zajmując kolejno 10 i 11 miejsce.



Przed 22:00 Kamil zadzwonił do mnie z pytaniami "Jak się czuję?" i takie tam.... Jednak nic nie wspominał o konkursie.... Na pewno był zły, bo chciał zająć wyższą lokatę...

Nie chciał w ogóle ze mną rozmawiać.  Próbowałam go pocieszyć,  lecz on powiedział,  że nie chce w ogóle z nikim rozmawiać i chciałby,  aby dać mu spokój
- Nie ma takiej opcji...  Jeśli będzie potrzeba,  to wsiądę w samolot i przyjadę tam do ciebie i choćbym miała siedzieć tam w milczeniu z tobą to i tak bym przyjechała, żeby cię wspierać i nie załamuj się.  Nikt nie będzie pamiętać i wskazywać na ciebie palcami,  że to ten Kamil Stoch,  który w konkursie w Rosji był 15, tylko będą mówić,  że to ten Kamil Stoch,  który zdobył Kryształową Kulę za sezon 2016/2017., Wygrał Turniej Czterech Skoczni, jest Mistrzem Świata z 2016 roku.
- Ale Kasia...
- Patrz ilu znakomitych sportowców nie przechodzi do finałowej 30 konkursu... A ty jeśli załamujesz się , o 15 miejsce,  to nie jesteś wart nosić miana najlepszego skoczka świata...
- Naprawdę?
- Musisz być silny...  I się w ogóle nie załamywać! Pomyśl o tym,  że już nie długo na świat przyjdzie twój syn,  który zawsze chciałby widzieć swego ojca szczęśliwego,  a nie załamanego ze zdobycia 15 miejsca...
- Kasiu..
- Jeśli jeszcze raz usłyszę,  że jesteś załamany ze zdobycia 15 miejsca,  to  nawet gdyby zostały mi 2 dni do porodu,  wsiadłabym w ten cholerny samolot i poleciała do ciebie i strzepałabym ci tak tyłek,  żebyś miesiąc nie usiedział...  Musisz być silny...  Nie dawaj po sobie poznać rozgoryczenia.  Media to szybko zauważą....  Musisz się cieszyć z każdego skoku...  Pamiętaj...  Jestem przy tobie.  I nigdy cię nie opuszczę....
- Kasiu...
- Tak..?
- Dziękuję....
Rozłączył się...
Ja postanowiłam wziąć prysznic i położyć się spać....
Następnego dnia w południe odwiedziła mnie Justyna wraz z dziećmi...
Włączyłam dzieciom telewizor,  a same siedziałyśmy w salonie i piłyśmy herbatę....
Nagle zadzwonił do mnie trener... Nie powiem,  bo trochę zszokował mnie tym telefonem
- Halo.
- Halo. Hej Kasiu. Muszę ci coś powiedzieć.
- Coś się stało?
- Chciałbym ci podziękować.
- Za co?
- Wiem,  że to twoja zasługa z Kamilem...  Gdyby nie ty... Myślałem,  że z tego zdenerwowania nie występuje dzisiaj w konkursie,  a on był dzisiaj pierwszy rano na treningu. Cały uśmiechnięty i gotowy, aby wystartować w dzisiejszym konkursie z pełnym optymizmem.
- To nie jest moja zasługa...  Sam musiał to zrozumieć.
- Gdybyś nie dała mu takiego kopa , to nie wiem co by dzisiaj było...  Nie myślałaś o pracy psychologa sportowego? - zaśmiał się
- Nie. Studia pedagogiczne mi w 100% wystarczą..
Zaczęliśmy się śmiać.
- Jeszcze raz ci dziękuję...
- Nie ma za co.  Naprawdę nie ma za co.
- Jednak jest.. Kasiu,  jesteś wielka.

Rozłączył się...
- I co? Jednak Kamil wystartuje? - zapytała Justyna.
- Tak...
- Jesteś jak taka czarodziejka....
- Oj, nie przesadzaj.



Piłyśmy sobie spokojnie herbatę, jak podszedł do mnie Kubuś i zapytał, czy może pograć na laptopie. Oczywiście zgodziłam się. Justyna zobaczyła folder ze zdjęciami "Do fotografa"
- O! Chcesz wywołać jakieś zdjęcia?
- Tak, to jeszcze nie wszystkie...
- A chcesz te z Kubusiem... Bo część jest u mnie. Pamiętasz?
- Tak, przecież dużo zdjęć, nawet i z tobą i Karolinką jest u ciebie na telefonie... To wyślij mi na messengerze. Ok? Ja je sobie prześle na laptopa.
- Ok.
Justyna przesłała mi zdjęcia...
- Ciekawe jak dzisiaj pójdzie naszym chłopcom...? - zapytała
- Najlepiej. Jak zawsze.
 - Wiesz, że tylko to podupadnięcie Kamila wczorajsze, nie wpłynęło jakoś źle na innych.
- Kamil jest silny, a jak przez niego chłopakom nie będzie szło, to dostanie znów ode mnie porządnego kopa w tyłek.
-  Jakie ty drastyczne metody na nim wywierasz..
- Kazałam mu cieszyć się z każdego skoku, a nie zamartwiać się 15 miejscem, jeśli skoki były dobre, udane.... A przeszkodził jedynie wiatr..... Noszenie, to nie jego wina i nie może się aż tak tym przejmować... To co mógł zrobić, to zrobił w 100%.
- Ja nigdy nie podchodzę do Piotrka, gdy jest smutny.... Nie chcę mu dodatkowo wchodzić w drogę.... Niech sobie sam radzi z tymi problemami..... Nie chcę, aby przeze mnie  był jeszcze bardziej dobity.
- Wiem, że lepiej sportowcom nie wchodzić w drogę po złym dniu, jednak czasami trzeba nimi wstrząsnąć... Tak właśnie zrobiłam wczoraj z Kamilem. Powiedziałam mu, że nawet gdyby zostały mi 2 dni do porodu, to był i tak wsiadła w samolot i poleciała do niego i nim mocno, ale to naprawdę mocno wstrząsnąć.
- Widać, że jesteś kobieta ze wsi! - zaśmiała się. - Taka stanowcza i wcale nie jesteś nieśmiała! Ty chodź za niedługo rodzisz, to masz energii jak za troje albo czworo! To naprawdę tylko jedno dziecko?
- Naprawdę, ale Piotruś to nasz skarb, a dokładnie skarb mój i Kamila.... Nasze maleństwo - dotknęłam ręką brzucha..
- Już nie długo przyjdzie na świat..... Pokolenie Stochów.... Czyż to nie cudowne? Ile razy się słyszało, że po sławnych ludziach nie ma w ogóle jakiegoś potomka.... A tu już... Na naszych oczach przyjdzie na świat potomek tego wspaniałego zwycięzcy Kryształowej Kuli.
- Oj nie przesadzaj.... Potem wiesz jakie przez to dziecko ma problemy.... Że jest synem czy córką jakiejś znanej osoby, sportowca.... Nigdy nie chciałam tego przeżyć, ale niestety.... Czasu nie odwrócę...
- Ale to nie tylko Kamila wina, bo tak wnioskuję, po twojej mowie.... Sama przecież byłaś w nim szaleńczo zakochana, chodź ukrywałaś to przed światem...
- Nieprawda..
- A walentynki w Azji? Przepraszam bardzo, ale Kamil publicznie się przyznał, że zrobił ci walentynkę, a potem ty powiedziałaś, że zrobiłaś mu i podsunęłaś pod drzwi pokoju... Walentynki nie robi się dla żartów.... Jakbyś chciała dla żartów, to trzeba było zrobić wszystkim skoczkom....
- Dobra, nie drążmy tego tematu...
- Chcesz mieszkać z Kamilem, lecz nie bierzecie ślubu.... Trochę to dziwne...
- Wiesz... Jestem za młoda na ślub..
- Myślałam, że dalej utrzymujesz tezę, że nie kochasz Kamila..
- To nie tak...
- Wiem, gdybyś go nie kochała, to byś nie poszła z nim do łóżka...
- A jak to było w ogóle z wami, Justyna?
- Z nami, czyli że..?
- Z tobą i Piotrkiem.
- Historia ta rozpoczęła się w pierwszej klasie gimnazjum. Byliśmy młodzi.... Chodziliśmy do jednej szkoły. Był o klasę wyżej.... Był taki inny... Momentami wścibski.... Taki śmieszek z całej szkoły, lecz bardzo wyrozumiały.... Nie lubiłam go, lecz jak pod koniec 1 klasy gimnazjum dostałam jedynkę z chemii, której nie lubiłam... On jako pierwszy podszedł do mnie i powiedział, żeby się nie martwić...
- I co? Już wtedy zaiskrzyło?
- Nie.... Zaczęliśmy się przyjaźnić.... Ale to tak samo jak u was.... Wielka przyjaźń... A potem miłość...
- U nas tak nie ma..
- Ale będzie..
- I co dalej?
- W drugiej klasie gimnazjum dostałam od niego prezent na Mikołajki, a potem jako jedyny  pamiętał o moich urodzinach... Był to miły gest z jego strony.... Pod koniec 3 klasy zaczęliśmy ze sobą chodzić, lecz nasze drogi się rozeszły na końcu gimnazjum.... Kiedy ja skończyłam gimnazjum, on był już w szkole średniej i w ogóle się nie widywaliśmy... Był to straszny cios... Chodził daleko do szkoły  i bałam się, że nasza przyjaźń tego nie przetrwa. Nie widywaliśmy się co dzień, lecz spotkaliśmy się na zakończeniu roku szkolnego w klasie 1 szkoły średniej.... Ja wracałam do domu ze świadectwem, a on czekał pod bramą na mnie... Pamiętam to jak dziś... Rzuciłam się mu na szyję.... Przez całe wakacje byliśmy jak te papużki nierozłączki.... W drugiej klasie liceum codziennie był pod moją szkołą.... aż w końcu..... W dniu moich 17 urodzin oświadczył mi się.... Ja byłam młoda... Miałam 17 lat i według prawa, nie mogłam brać ślubu, więc dlatego odliczaliśmy dni do mojej 18-stki..... Piotrek był już wtedy pełnoletni.... I co? W dniu moich 18 urodzin poszliśmy do księdza ustalić datę ślubu.... A ja jestem z czerwca, więc gdy tylko skończyłam 2 klasę liceum, już końcem sierpnia stanęłam na ślubnym kobiercu.... Jakie wielkie było zdziwienie, że ja... 2 miesiące po 18 urodzinach... Nakładam mężczyźnie mojego życia obrączkę na palec.... I w maju... Kilka dni po maturze... Na świat przyszedł Kubuś.... I teraz... Chodź mam 24 lata, jestem szczęśliwą mamą dwójki dzieci... Kubusia i Karolinki.... Piotrek chciałby mieć też i trzecie dziecko... Przecież jesteśmy młodzi.... Mamy 24, 25 lat... Lecz nie wiem, czy się na to godzić.... Jak ma się dwoje niesfornych maluchów pod dachem... Karolinka za miesiąc skończy rok..... Zacznie już dużo chodzić, mówić... Będzie potrzebować więcej opieki... I tak po prostu mieć trzecie dziecko, to naprawdę spory obowiązek.... Jeszcze Piotrka więcej nie ma, niż jest..... Sama będziesz to przechodzić.....
-Właśnie tego się obawiam, że zostanę z tym zupełnie sama... Jak będzie potrzeba coś załatwić, to Kamil może być na przykład w Japonii, a ja nie mam blisko żadnej rodziny, znajomych... Ty w Wiśle... Marcela w Szczyrku...
- A rodzice Kamila?
- Tylko jego ojciec wydaje się taki normalny... Chce nam pomóc, bo wie, że Kamila długo nie ma... A jego mama to chyba zabiłaby mnie wzrokiem, jakby tylko mogła...
- Aż tak źle...
- Widać, że ona mnie nie lubi...Myśli chyba, że wrobiłam Kamila w to dziecko... A prawda jest taka, że chodź miałam chłopaka przez trzy lata, to dopiero z Kamilem straciłam dziewictwo....
Justyna popatrzyła na mnie...
- Na prawdę?
- Tak... Może to się wydawać dziwne, ale nigdy nie chciałam przeżyć z nim tego pierwszego razu... Najpierw byłam za młoda.... Potem w ogóle się nie widywaliśmy.... A potem od września tamtego roku zaczęło się coś pomiędzy nami psuć i tak jakoś wyszło...
- Czyli Kamil to ten jedyny?
- Taki wyjątkowy...


O 16:00 miał się rozpocząć kolejny konkurs indywidualny w Niżny Tagił. Razem z Justyną kibicowałyśmy naszym chłopcom...
- Musimy się jeszcze kiedyś tak umówić, tylko w trochę większym gronie, na przykład jeszcze dołączy do nas Agnieszka. - powiedziała Justyna
- Masz rację...


Ostatecznie konkurs chłopcy zakończyli na takich miejscach..

7 miejsce - Kamil Stoch
8 miejsce - Maciej Kot
16 miejsce - Piotrek Żyła
19 miejsce - Dawid Kubacki
26 miejsce - Jakub Wolny...


Następnego dnia,  4 grudnia postanowiłam przejrzeć jeszcze raz zdjęcia z pendrive. Spojrzałam na jedno z nich...  Było to pamiętne zdjęcie z inauguracji Pucharu Świata w Wiśle,  na kolacji u Justyny i Piotrka...  Byłam na nim ja z Kamilem....  Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, lecz szybko się znikł...  Zrozumiałam,  że nawet gdybym chciała być z Kamilem, to on tego nie chce....  Tak myślałam...  I żyłam w tym przekonaniu....

Około południa postanowiłam wybrać się do fotografa,  aby wywołał mi te zdjęcia,  a sama udałam się do galerii..  Już za 2 dni Mikołajki,  a ja nie miałam żadnego prezentu dla Kamila...
Postanowiłam kupić mu coś fajnego...
Udałam się do drogerii, aby kupić mu jakiś zestaw ładnych kosmetyków.... Wiem, że Kamil ma w swojej kolekcji dużo perfum, bo chodź to dziwne, to Kamil uwielbia jakoś ładnie wyglądać i.... pachnieć....
Zastanawiałam się nad kilkoma zestawami, lecz w końcu zdecydowałam się i wybrałam ten jedyny....
Kupiłam i wyszłam ze sklepu..

Miałam jeszcze trochę czasu, więc pomyślałam, że wybiorę się do jakiegoś sklepu, aby kupić jeszcze kilka ubranek niemowlęcych... Miałam ich jeszcze mało, a urodzę w zimę, więc nie będę miała jakieś wielkiej pomocy ze strony Kamila, aby popilnował małego, a ja poszłabym na zakupy.... Skorzystałam więc z okazji...
Postanowiłam udać się do jednego z nich... Te wszystkie małe ubranka były wprost prześliczne...

Postanowiłam kupić kilka z nich.


Jednak najlepszym z nich okazały się te body
Zapłaciłam i wyszłam ze sklepu...
Dostałam na SMS-a wiadomość, że już jutro mogę przyjść po odbiór zdjęć.... Bardzo się cieszyłam....
Postanowiłam wejść jeszcze do sklepu z różnymi drobiazgami.  Miałam zamiar kupić jakiś ładny album na te zdjęcia...
Wybrałam ten... Bardzo mi się spodobał.

Postanowiłam w końcu wrócić do mieszkania... Kamil miał wrócić dopiero w nocy z wtorku na środę.... A już w czwartek popołudniem wylatywali na kolejny konkurs Pucharu Świata do Niemiec....



Wróciłam do mieszkania i postanowiłam sobie poukładać ciuchy w szafie... Wiem, że mam tam straszliwy bałagan, ale cóż... Chodź jestem w ciąży i każdy mówi mi, że mam "dużo czasu na wszystko", to tak naprawdę nie mam go w ogóle... Ciągle gdzieś chodzę, jeżdżę... Jestem ciągle zajęta.... Nawet zaniedbałam przez to własną rodzinę.. Niestety, ale takie jest życie... Pełne różnych, nieoczekiwanych zdarzeń....
Poszłam do swej sypialni, gdzie otworzyłam szafę.... Zaczęłam wyjmować z niej wielkie "kopki" ciuchów....
Rzuciłam je wszystkie na łóżko..... Zrobiła się z tego niezła sterta.... Zaczęłam je przeglądać.... Aż smutno mi się zrobiło, gdy popatrzyłam na te moje ulubione bluzki i sukienki o moim ukochanym rozmiarze M.... Wiedziałam, że już nigdy się w nie nie zmieszczę....
Te wszystkie "stare", chodź naprawdę nie były stare, rzeczy odkładałam na osobną kupkę...
Wyrzuciłam prawie połowę szafy.... Niestety, ale po ciąży już nie zmieszczę się w stare ciuchy.....
Musiałam coś z nimi zrobić... Popakowała je w worki i położyłam obok łóżka.... Nie wiedziałam co z nimi zrobić....

Zaczęłam rozmyślać o moich znajomych, których... nie mam... Kaja jest strasznie chuda i u niej totalnie rozmiar XS.... Justyna jest po ciąży i sama opowiadała, że nosi L.... Tak samo jak Marcelina.... Marta jest w ciąży.... Magdą nie utrzymuję jakiś dobrych kontaktów, oprócz tego, że byłam na jej ślubie...
Po chwili wpadłam na pomysł, że może Agnieszka.... Ale stwierdziłam, że raczej nie....
Głupio by to wyglądało, że nazywają nas WAG's, a noszą po sobie ciuchy, lecz chyba sobie to wykrakałam, bo następnego dnia koło południa wpadła do mnie Agnieszka.
- A co ty, nie w szkole?
- Mam wolne..
- Na pewno?
- A dokładnie zrobiłam sobie wolne....
- Aha..

Zrobiłam jej herbatę i zaczęłyśmy rozmawiać....
Gadałyśmy chyba przez 3 godziny, aż w końcu nieśmiale zapytałam...
- Nie obrazisz się, jak cię o coś spytam?
- Nie..
- Mam sporo ubrań sprzed ciąży.... W które niestety się nie zmieszczę.... Może chcesz obejrzeć.... Mam kilka rzeczy nawet z metkami...
- Ok...
Poszłyśmy do sypialni... Nie dawałam jej noszonych przeze mnie rzeczy, lecz to, co jeszcze było z metką, a nawet elegancko spakowane.
Agnieszka wybrała sobie to...
- Ale piękne, skąd to masz?
- Kamil mi kupił jeszcze w Planicy....
- Śliczne....
- Podoba ci się?
- Tak...
Popatrzyła na cenę...
- Ale może oddam ci za to pieniądze, przecież na tej metce jest jeszcze cena.
- Nie oddawaj.... Jeśli ci się podoba, to bierz... Po co mi te ciuchy... I tak się w nie nie zmieszczę, a za kilka miesięcy to będą już bardzo stare i nie modne.... Kto by to chciał...
- Dzięki, jesteś kochana


Wróciłyśmy do salonu....
- Dziękuję, jesteś raz...


Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- Czyżby chłopcy...?
- Raczej nie... Dopiero wracają z wtorku na środę... Dokładnie o 1:00 mają wylądować w Krakowie.. Więc koło 4:00 - 5:00 powinni być w Zakopanem...
- To kto to?
- Nie wiem... Pójdę sprawdzić...
W drzwiach stanął pan Bronisław..
- Witaj kochana! Chciałem sprawdzić jak się czujecie!
- A bardzo dobrze! Zapraszam do środka...
- Z miłą chęcią - spojrzał na Agnieszkę.. - A to może ja przeszkadzam, widzę że masz gościa...
- Nie, ja już idę. - powiedziała Aga.
- Ok.. To pa.
- Pa

Agnieszka wyszła z mieszkania..
- Proszę usiąść... Kawy, herbaty...
- Herbaty jakbyś mogła.
- Ok..
- Byłem w okolicy i pomyślałem, że wpadnę.... Chciałem zobaczyć jak ty się czujesz i jak czuje się mój wnuczek... Ale widzę, że dobrze.
- Tak. Jestem w świetnej formie - uśmiechnęłam się.
- A kiedy wraca Kamil?
- W nocy z wtorku na środę około 1:00 ma być już w Krakowie...
- A kiedy wylatuje do Niemiec?
- W czwartek o 14:00 mają wylot....
- Więc długo w domu nie pobędzie...
- Będzie w Zakopanem koło 5:00, na pewno pojedzie do siebie się wyspać... Wstanie po południu..... Może tu zajedzie, może nie... Wieczorem znów spać.... Wstanie rano.... Poranny trening... I trzeba wracać, bo koło 10:00 już trzeba wyjeżdżać, bo trzeba być wcześniej.
- Czyli się nim nie nacieszysz?
- Nie.... A już w środę Mikołajki i chciałabym mu wręczyć prezent.... Może go spotkam...
- Aj, nie przesadzaj... Znając go, to by zaraz przyleciał, jakby się okazało, że masz rodzić...
- Wiem... Pamiętam w Lahti... Gdy chłopcy zdobyli złoty medal... Zmarła moja babcia, a ja jak najszybciej chciałam przylecieć do Polski... Jednak bilety z dnia na dzień są strasznie drogie, a wylatywać mieliśmy następnego dnia koło 22:00... czy jakoś tak.... Nawet nic nie wiedziałam, a Kamil jakoś ugadał się, porozmawiał, zadzwonił gdzie trzeba  i mieliśmy wylot o 15:00... Te 7 godzin robi wielką różnicę...
- Strasznie wielką.... Ja pamiętam, jak Kamil miał się urodzić... Byłem wtedy w pracy, a Krystyna zadzwoniła z wiadomością, że "zaczęło się..." Chciałem jak najszybciej przyjechać do domu... Na świat miało przyjść moje pierwsze dziecko... Mój pierworodny syn.. A tu nagle wypadek na drodze... O Boże... Wyszedłem z samochodu i się pytam ile zejdzie, aby przejechać, a oni mówią, że w 2 godziny powinni się wyrobić... Więc zamknąłem samochód i poszedłem na piechotę....  Gdy wszedłem do środka, to już rozpoczęła się akcja porodowa... Zadzwoniłem po karetkę, a oni mówią, że droga jest nie przejezdna przez ten wypadek... I ja... Tymi rękoma odebrałam na świat Kamila... Jeszcze nigdy mi za to nie podziękował, bo nie wie ile to nerwów człowieka kosztuje... I czasami mam nadzieję, że kiedyś też przyjdzie czas, że odbierze poród.... Może mi w końcu powie "Wiem, co czułeś.."
- Teraz tak jest... Nie doceniamy tego, co zrobili dla nas rodzice...
- Witajmy w nowoczesności...
 - Ciekawe czy nasz synek doceni to, co dla niego robimy...
- Przepraszam, że pytam, ale Kamil nic nie mówił... Macie zamiar zamieszkać razem?
- Jeszcze nie wiem.... Dla dobra dziecka zrobię wszystko, ale nie wiem, czy jestem gotowa na tak odważny krok z mojej strony...





Była noc z 5 na 6 grudnia... Około 1:00 na lotnisku w Krakowie przyleciał samolot, z którego wyszli uśmiechnięci skoczkowie..
*Kamil*
Postanowiłem wrócić do swego mieszkania... Nie chciałem jechać do Kasi, bo nie chciałem jej budzić, ponieważ w Zakopanem miałem być po 4:00.
Wróciłem do swego mieszkania.... Postanowiłem od razu położyć się spać...
Wstałem o 13:00 i pierwsze co, to postanowiłem wsiąść w samochód i pojechać na zakupy.....
Musiałem zrobić trochę zakupów spożywczych, gdy nagle zauważyłem, że po supermarkecie krąży Mikołaj... Przypomniałem sobie, że dziś 6 grudnia... Wsiadłem więc w samochód i pojechałem do galerii handlowej...
Wszedłem do jednego ze sklepów z perfumami, chciałem wybrać dla Kasi te najpiękniejsze..
Kupiłem do tego torebeczkę prezentową i postanowiłem pojechać do Kasi.
Nagle zauważyłem, jak chodnikiem idzie sobie jakaś zakochana para..... Z wózeczkiem... Uśmiechnąłem się, bo za nie długo i ja zostanę ojcem...
Nagle jeszcze raz na nich spojrzałem... Był to Adrian... - były chłopak Kasi. Aż się zatrzymałem..

- Co ty tu robisz? - zapytał ze zdziwieniem
Spojrzałem na tę kobietę.
- Pani jest z Adrianem?
- Tak..  Adrian to mój chłopak.  A pan kim jest dla Adriana?
- Dawnym znajomym...  A to wasze dziecko?
- Tak...  Ma 1,5 roku...
- Ile?? - aż mnie zatkało.
- To nasz syn...  Adam...
- Rozumiem,  że mieszkacie u Adriana?
- A co cię to obchodzi? - powiedział Adrian.
- Oj kochanie . Nie wściekaj się... Mieszam od pół roku u Adriana..
- Ok... Przepraszam, że was tak zaczepiłem... Życzę wam wiele dobrego...
- Dziękujemy - odpowiedziała dziewczyna...

Wsiadłem do samochodu i nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem....
Podjechałem pod blok Kasi, lecz nie miałem odwagi,aby tam wejść....Czekałem pod blokiem prawie pół godziny, lecz w końcu zebrałem siły i wyszedłem z samochodu... Zapukałem do drzwi mieszkania... Otworzyła mi je uśmiechnięta Kasia...
- No nareszcie - powiedziała i rzuciła mi się na szyję....
- Co nareszcie?
- Nareszcie jesteś....
Przytuliłem ją...
- Kiedy wróciłeś?
- Po 4:00.... Ale późno wstałem...
- Oj... Rozumiem.. Byłeś przecież zmęczony..
- Ale....Mam coś dla ciebie?
- Co.
Wyjąłem z kieszeni torebeczkę....
- Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek!
- Dziękuję! Ja również mam coś dla ciebie!
Dała mi również torebeczkę prezentową , ale już większą..
- Mam nadzieję, że ci się spodoba - powiedziałem...
- Ale nie musiałeś nic kupować..
Kasia otworzyła torebeczkę.... Jej oczy zalśniły dziwnym blaskiem... Chyba bardzo jej się spodobało.
- Dziękuję... Są piękne....
- Nie ma za co...
- Jest za co...


Po około pół godzinach Kasia pokazała mi jakiś album... Trochę się zdziwiłem.... Po co mi album, chyba że jest tam coś ważnego...
Otworzyłem album... Na pierwszej stronie był napis ręcznie napisany.
"Kasia i Kamil 13 stycznia 2017 rok..."
- Ty to napisałaś?
- A co? Brzydko?
- Chodzi o to, że bardzo ładnie...
Zacząłem przeglądać album... Znalazły się tam zdjęcia od konkursu w Zakopanem, aż do ostatniego zdjęcia z Wisły, zrobionego na kolacji u Żyłów... Nie powiem.... Wszystkie wspomnienia wróciły...
Na pierwszej stronie były zdjęcia z Zakopanem... Następnie Willingen... Potem dużo zdjęć z balu z Oberstdorfu... Oglądałem je z wielkim zaciekawieniem.... Wspomnienia odżyły.... Byliśmy tacy szczęśliwi na każdej z fotografii..
Potem zdjęcia z konkursów z Azji... z Lahti i Raw Air... Na kolejnej stronie znajdowały się fotografie , a dokładnie nasze selfie z Planicy....
Kolejne zdjęcia były ze ślubu Dawida i Marty... Stamtąd mieliśmy mało swoich wspólnych zdjęć.... Jednak spojrzałem na sukienkę Kasi... Wyglądała tak przepięknie... Ta jej śliczna sukienka...
Kolejne z nich były już ze ślubu Magdy i Olka... Tam mieliśmy już sporo zdjęć, bo  Kasia była tam ze mną jako osoba towarzysząca... Kilka zdjęć było z oczepin i tych zabaw, w których czynnie uczestniczyliśmy....
Na kolejnej stronie widniały zdjęcia z moich urodzin... Było ich mało, ponieważ Piotrek sięgał za aparat i był zajęty robieniem zdjęć alkoholu...
Nagle w środku albumu znajdowała się wklejona kartka....
"Otwieramy nowy rozdział..."
Pierwszej dwa zdjęcia to zdjęcia USG. Znajdowały się tam również zdjęcia kiedy w sierpniu byłem u Kasi u jej rodziców...
Najpiękniejsze było zdjęcie, jak leżeliśmy na łóżku i ja całowałem jej brzuch, w którym był nasz syn.... Już niedługo przyjdzie na świat....
Przekręciłem kartkę, a na niej znajdowało się zdjęcie z kolacji u Żyłów, jak trzymałem Kasię za brzuch i jednocześnie pocałowałem w policzek.
Na dole strony znajdowało się jeszcze jedno zdjęcie..
Była na nim Kasia z moim ojcem... Zdziwiło mnie to zdjęcie...
Nie było to takie zwykłe zdjęcie, lecz selfie... Byłem zaskoczony, ponieważ mój tata nie znosi takiej formy nowoczesności...
Do końca albumu zostały jeszcze jakieś 10 -12 pustych miejsc na zdjęcia.
 - A tu co będzie?
- A tu będą zdjęcia, naszego malutkiego synka... Który już niedługo przyjdzie na świat....


----------------------------------------------------------------------
                                                   kiki2000







Komentarze