Już w czwartek musiałam pożegnać się z Kamilem... 9 grudnia miał odbyć się konkurs drużynowy w Titisee - Neustadt w Niemczech..
Kamil był bardzo optymistycznie nastawiony do tych zawodów...
Ja również chciałam, aby te zawody były jak najlepsze w wykonaniu naszej reprezentacji...
Niestety... ktoś popsuł mi humor w dniu zawodów....
A dokładnie były to 2 osoby...
9 grudnia wyszła sobie spokojnie z mieszkania na spacer.... Chciałam pójść do ze sklepu z różnymi materiałami... Ostatnio zaczęłam interesować się szyciem. Kupiłam sobie dzień wcześniej maszynę.... Zamówiłam przez internet kilka szablonów... ale też dużo kolorowych nici, guzików, suwaków.... Wstążek... Po prostu mnóstwo rzeczy...
Weszłam do sklepu i zaczęłam przebierać pośród tych wszystkich kolorowych materiałów... Nigdy nie chodziłam na żadne kursy, ale najlepiej jest nauczyć się czegoś samemu.... Trochę się obkupiłam, lecz cóż.... Zakupy poprawiają humor kobiecie w 100%.
Wróciłam do mieszkania i zadzwoniłam do Marceliny po poradę... Wiem, że szyje ona kombinezony, więc krawiectwo ma w jednym palcu.
Trochę nici swoich miałam, suwaków i guzików, więc czekałam tylko na Marcelinę..
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi....
Postanowiłam otworzyć, ale był to mój najgorszy błąd.... Była to Krystyna - mama Kamila.
- Dzień dobry..
- Ja ci dam dzień dobry...
- Coś się stało?
- Powiem ci tyle... Już nie długo koniec tej ciąży i tego wszystkiego... Mam cię dość... Myślisz, że jestem taka głupia, że nie wiem, że chcesz nabrać mojego syna na to nieszczęsne dziecko?? Masz tutaj kopertę... 15 tysięcy... Niestety ciąży nie usuniesz, ale możesz sobie spokojnie wyjechać... Daleko stąd.. Nawet za granicę.. Przecież świetnie znasz angielski, niemiecki... Poradzisz sobie..
- Proszę stąd wyjść... To jest dziecko Kamila i nie dopuszczę, aby ktoś sądził inaczej i wyzywał moje dziecko, że jest nieszczęsne! Nie chcę żadnych pani pieniędzy i proszę opuścić moje mieszkanie!!
Zamknęłam jej drzwi przed nosem!
Zabolało mnie i to strasznie... Osunęłam się na ziemię.... Dlaczego mi to zrobiła...
Zaczęłam płakać... Nie pozwolę, aby moje dziecko było tak traktowane przez..... własną babcię.... Przecież to jest niedorzeczne....
Po jakiś 2 godzinach do drzwi zadzwonił dzwonek.... Wstałam niechętnie z nadzieją, że może być to Marcelina... Niestety... Myliłam się... W drzwiach stanął Adrian...
- Czego ty tu chcesz?
- Nie jesteś na mnie zła?
- Ale o co?
- Że ci nie powiedziałem, jak byliśmy razem...
- Ale czego?
- A to co? Kamil ci nie powiedział??
- Czego??
- Mogę wejść...
- Proszę...
Spojrzał na maszynę...
- A ty co? Będziesz szyć?
- Mam zamiar... Ale powiedz, co miał mi przekazać Kamil...
- Jak byliśmy razem, to nie byłem z tobą do końca szczery..
- Jak to??
- Zerwaliśmy ze sobą początkiem tego roku... W tym momencie, kiedy ja miałem półrocznego synka - Adama...
- Jak to?? To ty miałeś syna??
- Tak... Obecnie jestem w szczęśliwym związku z Anną... Mam 1,5 rocznego syna Adama....
- Ale co Kamil ma z tym wspólnego??
- Kamil nas widział....
- Kiedy? Gdzie?
- 6 grudnia - w środę... Szliśmy sobie chodnikiem... spacerkiem z wózeczkiem, a on nagle się zatrzymał i wypytał Anię, czy ona jest ze mną , czy to mój syn itp... Przyszedłem, bo myślałem, że Kamil ci wszystko powiedział i chciałem to ci wytłumaczyć...
- Nic mi nie powiedział..... A ta stara kobieta, z którą cię przyłapałam?
- Wyrzucili mnie ze studiów... A miałem syna... Musiałem jakoś zarobić....
- I umawiałeś się, ze starymi kobietami za kasę?? Ty jesteś nienormalny....
Zaczęłam płakać...
Adrian bez słowa opuścił mieszkania....
Chciałam być w tym momencie sama...
Nie miałam siły włączyć telewizora, aby obejrzeć konkurs drużynowy...
Jednak się przełamałam i włączyłam telewizor... Akurat skok Kamila!
142,5 metra!
Jednak nie ucieszyłam się . Bardzo mnie zranił tym, że nie powiedział mi o Adrianie...
Usiadłam sobie na kanapie.... Miałam ochotę podrzeć ten album na strzępy, lecz cofnęłam się....
Postanowiłam przeczekać spokojnie na kolejną serię...
Ostatecznie Polacy zajęli 2 miejsce, przegrywając z Norwegami o 0,8 pkt...
Wieczorem Kamil zadzwonił do mnie, lecz ja nie odbierałam... Miałam go dość..
Następnego dnia zadzwoniła do mnie Marcelina i przepraszała mnie, że nie zadzwoniła, że nie przyjedzie... Źle się poczuła i pojechała do lekarza.. Okazało się, że jest w ciąży - 3 tydzień.
- Oj... Ale nam się zdarzyło.... Ja, ty, Marta.
- I Magda jest w ciąży.
- Magda Zniszczoł?
- Tak.
- No to już 4!
Jednak nie miałam ochoty się uśmiechać.
- Przyjadę w poniedziałek..
- Ok.. A wiesz kiedy chłopcy mają przylecieć?
- We wtorek o 4:00 mają samolot z Niemiec...
- Ok. Dzięki... Jeszcze raz gratulacje! Tobie i Stefanowi.
Spojrzałam sobie w telewizor.... Miałam dość tego wszystkiego... Całego życia... Że tak kompletnie wszyscy mnie oszukują....
O 15:30 miał rozpocząć się konkurs indywidualny... Przez pół godziny Kamil próbował się do mnie dodzwonić, lecz ja go olewałam... Spokojnie obejrzałam sobie pierwszą serię... drugą... Kamil ostatecznie był 2... Przegrał o 1,5 punktu nad Richardem Freitagiem...
Wieczorem położyłam się spać.
Następnego dnia około 11:00 przyjechała do mnie Marcelina...
Na początku pokazała mi na swojej córce jak bierze się miarę z dziecka... lub po prostu z osoby...
Potem pokazała mi zupełnie obcy mi świat... Świat szycia... Nie powiem, ale bardzo mnie to zaciekawiło.. Pokazała mi, jak się szyje i Mila wybrała sobie materiał i do roboty!
Usiadłam za maszyną...
- Czuję stres jak na maturze...
- Nie bój się.. Nie będzie aż tak źle...
Przystąpiłam do robienia bluzki dla Mili... Spodobało mi się to....
Po kilku godzinach bluzka była gotowa!
- Proszę. To prezent od cioci!
Kilka godzin niestety minęło, a z Zakopanego do Szczyrku samochodem jest prawie 2 godziny... Była już 15:00.. Niedługo ciemno, a Marcelina boi się jechać po ciemku...
Zebrałam tylko wymiary Marceliny i postanowiłam przysiąść do roboty....
Oczywiście wszystko zostało udokumentowane w postaci zdjęć.... Nawet to, jak robiła Marcelina... Chciałam wrzucić to jako kolejną sesję na moją stronę internetową "Kasia Witkowska Photography"
Wieczorem postanowiłam zająć się właśnie stroną... Dodałam zdjęcia z inauguracji z Wisły...
Spojrzałam na zegarek.. Była 20:00. O 4:00 chłopaki mieli mieć wylot z lotniska... Około 6:00 powinni być w Krakowie, więc koło 10:00 w Zakopanem.
Wstałam przed godziną 8:00... Zjadłam śniadanie, ubrałam się w powyciągany sweter i legginsy.. Włosy związałam w niechlujnego koka..
Usiadłam przy mojej maszynie...
Popatrzyłam na te wszystkie materiały.. Nagle do drzwi zapukał kurier z moimi materiałami i dodatkami...
Tak się rozpędziłam, że nie zamknęłam drzwi na zamek od środka...
Usiadłam sobie wygodnie na krześle. Zebrałam sobie miarę na poduszki i miałam zamiar je uszyć, a dokładnie poszewki. Kurier przyniósł mi dużo materiałów, które sobie zamówiłam, pośród których znajdowały się materiały we wzory świąteczne...
Nie zauważyłam nagle, jak ten czas szybko mija i że ktoś wszedł do mojego mieszkania..
Wystraszyłam się, gdy zobaczyłam Kamila.
- Co ty robisz?? - zapytał mnie.
- A co ty tutaj robisz??
- Pierwszy zadałem pytanie.
- Szyję, a co? Nie widać... A teraz ja.. Co ty tu robisz?
- Drzwi były otwarte...
- No i?
- Dlaczego się do mnie nie odzywasz? Nie odbierasz?
- Widziałeś Adriana z obcą kobietą i jego synem i nic mi o tym nie powiedziałeś.... I ja świecę oczami przed Adrianem, że nic nie wiem...
On przyszedł do mnie w sobotę niby wszystko mi wytłumaczyć... Bo myślał, że mnie poinformowałeś o tym odkryciu...
- Kasiu..
- Będziemy rodzicami... Błagasz mnie, żebyśmy razem zamieszkali, a ty nie jesteś w ogóle ze mną szczery... Jak mam ci wierzyć? JAK? I jeszcze twoja matka przychodzi do mnie z kopertą i prośbą, abym stąd wyjechała jak najdalej, bo ona " niby wie", że cię wrobiłam w to dziecka i ona "wie", że to nie jest twoje dziecko... I co ja mam teraz robić? Co? Może najlepiej odciąć się od tego wszystkiego... Może trzeba było wziąć tą kopertę i naprawdę wyjechać... Albo wyjechać tak po prostu? Przecież nie potrzebuję żadnych pieniędzy. Bo nie mogę na ciebie patrzeć i myśleć, że tak perfidnie mnie oszukałeś... Że nie jesteś ze mną w ogóle szczery... Co ja mam sobie myśleć?? Całe życie będziesz oszukiwać mnie i syna i mówić nam tylko te dobre rzeczy?? Wiesz co... Wynoś się z mojego mieszkania i nie wracaj... Po prostu nie chcę cię widzieć... Zapomnij o mnie.. Bo ja nie mam zamiaru żyć w kłamstwie... Zapomnij o mnie i o naszym dziecku...
- Kasiu...
- Wyjdź!
-----------------------------------------------------------------
kiki2000
Kamil był bardzo optymistycznie nastawiony do tych zawodów...
Ja również chciałam, aby te zawody były jak najlepsze w wykonaniu naszej reprezentacji...
Niestety... ktoś popsuł mi humor w dniu zawodów....
A dokładnie były to 2 osoby...
9 grudnia wyszła sobie spokojnie z mieszkania na spacer.... Chciałam pójść do ze sklepu z różnymi materiałami... Ostatnio zaczęłam interesować się szyciem. Kupiłam sobie dzień wcześniej maszynę.... Zamówiłam przez internet kilka szablonów... ale też dużo kolorowych nici, guzików, suwaków.... Wstążek... Po prostu mnóstwo rzeczy...
Weszłam do sklepu i zaczęłam przebierać pośród tych wszystkich kolorowych materiałów... Nigdy nie chodziłam na żadne kursy, ale najlepiej jest nauczyć się czegoś samemu.... Trochę się obkupiłam, lecz cóż.... Zakupy poprawiają humor kobiecie w 100%.
Wróciłam do mieszkania i zadzwoniłam do Marceliny po poradę... Wiem, że szyje ona kombinezony, więc krawiectwo ma w jednym palcu.
Trochę nici swoich miałam, suwaków i guzików, więc czekałam tylko na Marcelinę..
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi....
Postanowiłam otworzyć, ale był to mój najgorszy błąd.... Była to Krystyna - mama Kamila.
- Dzień dobry..
- Ja ci dam dzień dobry...
- Coś się stało?
- Powiem ci tyle... Już nie długo koniec tej ciąży i tego wszystkiego... Mam cię dość... Myślisz, że jestem taka głupia, że nie wiem, że chcesz nabrać mojego syna na to nieszczęsne dziecko?? Masz tutaj kopertę... 15 tysięcy... Niestety ciąży nie usuniesz, ale możesz sobie spokojnie wyjechać... Daleko stąd.. Nawet za granicę.. Przecież świetnie znasz angielski, niemiecki... Poradzisz sobie..
- Proszę stąd wyjść... To jest dziecko Kamila i nie dopuszczę, aby ktoś sądził inaczej i wyzywał moje dziecko, że jest nieszczęsne! Nie chcę żadnych pani pieniędzy i proszę opuścić moje mieszkanie!!
Zamknęłam jej drzwi przed nosem!
Zabolało mnie i to strasznie... Osunęłam się na ziemię.... Dlaczego mi to zrobiła...
Zaczęłam płakać... Nie pozwolę, aby moje dziecko było tak traktowane przez..... własną babcię.... Przecież to jest niedorzeczne....
Po jakiś 2 godzinach do drzwi zadzwonił dzwonek.... Wstałam niechętnie z nadzieją, że może być to Marcelina... Niestety... Myliłam się... W drzwiach stanął Adrian...
- Czego ty tu chcesz?
- Nie jesteś na mnie zła?
- Ale o co?
- Że ci nie powiedziałem, jak byliśmy razem...
- Ale czego?
- A to co? Kamil ci nie powiedział??
- Czego??
- Mogę wejść...
- Proszę...
Spojrzał na maszynę...
- A ty co? Będziesz szyć?
- Mam zamiar... Ale powiedz, co miał mi przekazać Kamil...
- Jak byliśmy razem, to nie byłem z tobą do końca szczery..
- Jak to??
- Zerwaliśmy ze sobą początkiem tego roku... W tym momencie, kiedy ja miałem półrocznego synka - Adama...
- Jak to?? To ty miałeś syna??
- Tak... Obecnie jestem w szczęśliwym związku z Anną... Mam 1,5 rocznego syna Adama....
- Ale co Kamil ma z tym wspólnego??
- Kamil nas widział....
- Kiedy? Gdzie?
- 6 grudnia - w środę... Szliśmy sobie chodnikiem... spacerkiem z wózeczkiem, a on nagle się zatrzymał i wypytał Anię, czy ona jest ze mną , czy to mój syn itp... Przyszedłem, bo myślałem, że Kamil ci wszystko powiedział i chciałem to ci wytłumaczyć...
- Nic mi nie powiedział..... A ta stara kobieta, z którą cię przyłapałam?
- Wyrzucili mnie ze studiów... A miałem syna... Musiałem jakoś zarobić....
- I umawiałeś się, ze starymi kobietami za kasę?? Ty jesteś nienormalny....
Zaczęłam płakać...
Adrian bez słowa opuścił mieszkania....
Chciałam być w tym momencie sama...
Nie miałam siły włączyć telewizora, aby obejrzeć konkurs drużynowy...
Jednak się przełamałam i włączyłam telewizor... Akurat skok Kamila!
142,5 metra!
Jednak nie ucieszyłam się . Bardzo mnie zranił tym, że nie powiedział mi o Adrianie...
Usiadłam sobie na kanapie.... Miałam ochotę podrzeć ten album na strzępy, lecz cofnęłam się....
Postanowiłam przeczekać spokojnie na kolejną serię...
Ostatecznie Polacy zajęli 2 miejsce, przegrywając z Norwegami o 0,8 pkt...
Wieczorem Kamil zadzwonił do mnie, lecz ja nie odbierałam... Miałam go dość..
Następnego dnia zadzwoniła do mnie Marcelina i przepraszała mnie, że nie zadzwoniła, że nie przyjedzie... Źle się poczuła i pojechała do lekarza.. Okazało się, że jest w ciąży - 3 tydzień.
- Oj... Ale nam się zdarzyło.... Ja, ty, Marta.
- I Magda jest w ciąży.
- Magda Zniszczoł?
- Tak.
- No to już 4!
Jednak nie miałam ochoty się uśmiechać.
- Przyjadę w poniedziałek..
- Ok.. A wiesz kiedy chłopcy mają przylecieć?
- We wtorek o 4:00 mają samolot z Niemiec...
- Ok. Dzięki... Jeszcze raz gratulacje! Tobie i Stefanowi.
Spojrzałam sobie w telewizor.... Miałam dość tego wszystkiego... Całego życia... Że tak kompletnie wszyscy mnie oszukują....
O 15:30 miał rozpocząć się konkurs indywidualny... Przez pół godziny Kamil próbował się do mnie dodzwonić, lecz ja go olewałam... Spokojnie obejrzałam sobie pierwszą serię... drugą... Kamil ostatecznie był 2... Przegrał o 1,5 punktu nad Richardem Freitagiem...
Wieczorem położyłam się spać.
Następnego dnia około 11:00 przyjechała do mnie Marcelina...
Na początku pokazała mi na swojej córce jak bierze się miarę z dziecka... lub po prostu z osoby...
Potem pokazała mi zupełnie obcy mi świat... Świat szycia... Nie powiem, ale bardzo mnie to zaciekawiło.. Pokazała mi, jak się szyje i Mila wybrała sobie materiał i do roboty!
Usiadłam za maszyną...
- Czuję stres jak na maturze...
- Nie bój się.. Nie będzie aż tak źle...
Przystąpiłam do robienia bluzki dla Mili... Spodobało mi się to....
Po kilku godzinach bluzka była gotowa!
- Proszę. To prezent od cioci!
Kilka godzin niestety minęło, a z Zakopanego do Szczyrku samochodem jest prawie 2 godziny... Była już 15:00.. Niedługo ciemno, a Marcelina boi się jechać po ciemku...
Zebrałam tylko wymiary Marceliny i postanowiłam przysiąść do roboty....
Oczywiście wszystko zostało udokumentowane w postaci zdjęć.... Nawet to, jak robiła Marcelina... Chciałam wrzucić to jako kolejną sesję na moją stronę internetową "Kasia Witkowska Photography"
Wieczorem postanowiłam zająć się właśnie stroną... Dodałam zdjęcia z inauguracji z Wisły...
Spojrzałam na zegarek.. Była 20:00. O 4:00 chłopaki mieli mieć wylot z lotniska... Około 6:00 powinni być w Krakowie, więc koło 10:00 w Zakopanem.
Wstałam przed godziną 8:00... Zjadłam śniadanie, ubrałam się w powyciągany sweter i legginsy.. Włosy związałam w niechlujnego koka..
Usiadłam przy mojej maszynie...
Popatrzyłam na te wszystkie materiały.. Nagle do drzwi zapukał kurier z moimi materiałami i dodatkami...
Tak się rozpędziłam, że nie zamknęłam drzwi na zamek od środka...
Usiadłam sobie wygodnie na krześle. Zebrałam sobie miarę na poduszki i miałam zamiar je uszyć, a dokładnie poszewki. Kurier przyniósł mi dużo materiałów, które sobie zamówiłam, pośród których znajdowały się materiały we wzory świąteczne...
Nie zauważyłam nagle, jak ten czas szybko mija i że ktoś wszedł do mojego mieszkania..
Wystraszyłam się, gdy zobaczyłam Kamila.
- Co ty robisz?? - zapytał mnie.
- A co ty tutaj robisz??
- Pierwszy zadałem pytanie.
- Szyję, a co? Nie widać... A teraz ja.. Co ty tu robisz?
- Drzwi były otwarte...
- No i?
- Dlaczego się do mnie nie odzywasz? Nie odbierasz?
- Widziałeś Adriana z obcą kobietą i jego synem i nic mi o tym nie powiedziałeś.... I ja świecę oczami przed Adrianem, że nic nie wiem...
On przyszedł do mnie w sobotę niby wszystko mi wytłumaczyć... Bo myślał, że mnie poinformowałeś o tym odkryciu...
- Kasiu..
- Będziemy rodzicami... Błagasz mnie, żebyśmy razem zamieszkali, a ty nie jesteś w ogóle ze mną szczery... Jak mam ci wierzyć? JAK? I jeszcze twoja matka przychodzi do mnie z kopertą i prośbą, abym stąd wyjechała jak najdalej, bo ona " niby wie", że cię wrobiłam w to dziecka i ona "wie", że to nie jest twoje dziecko... I co ja mam teraz robić? Co? Może najlepiej odciąć się od tego wszystkiego... Może trzeba było wziąć tą kopertę i naprawdę wyjechać... Albo wyjechać tak po prostu? Przecież nie potrzebuję żadnych pieniędzy. Bo nie mogę na ciebie patrzeć i myśleć, że tak perfidnie mnie oszukałeś... Że nie jesteś ze mną w ogóle szczery... Co ja mam sobie myśleć?? Całe życie będziesz oszukiwać mnie i syna i mówić nam tylko te dobre rzeczy?? Wiesz co... Wynoś się z mojego mieszkania i nie wracaj... Po prostu nie chcę cię widzieć... Zapomnij o mnie.. Bo ja nie mam zamiaru żyć w kłamstwie... Zapomnij o mnie i o naszym dziecku...
- Kasiu...
- Wyjdź!
-----------------------------------------------------------------
kiki2000







Chamska mama Kamila
OdpowiedzUsuń