Numer 29 - Chwila przerwy... Cisza... Konkursy w Engelbergu

Kamil dzwonił do mnie codziennie, lecz ja postanowiłam się do niego nie odzywać... Przecież mu powiedziałam, że nie mam zamiaru z nim  w ogóle rozmawiać i że mam go dość.... Chyba tego nie zrozumiał...
Cóż....
Ja po uszyciu kilku poszewek i sukienki dla Marceliny postanowiłam znów zrobić kilka zdjęć... Wrzuciłam je na moją stronę internetową jako nową zakładkę - nową sesję zdjęciową "Nauka szycia... Świat kolorowych guziczków, wstążeczek i materiałów"

Chciałam zrobić Marceli niespodziankę... Wpisałam więc w Internet szablon krawiecki dla noworodka..
Nie wiedziałam niestety jakiej płci będzie dziecko Marceliny i Stefana, więc postanowiłam uszyć ciuszki w kolorze neutralnym - białym.


W czwartek postanowiłam pójść do mojego lekarza prowadzącego.... Ostatnio zaczęłam miewać częste, długie, bolące skurcze... Nie wiedziałam, czy to normalne, czy mam się niepokoić...

Czekałam sobie w kolejce, gdy nagle przyszła Marta..
- Hej!
- Hej!
- Ty również tutaj?
- Tak..
- A u ciebie który miesiąc?
- 7....
- Chłopczyk czy dziewczynka?
- Dziewczynka.
- Jak słodko..
- Tak samo jak u Magdy..
- Magdy Zniszczoł?
- Tak...
- A u was? Jak będzie miała na imię?
- Zuzia.... lub Joanna...
- Ładnie... Ciekawe jak u Magdy i Olka.
- U nich ma być Hania...
- A słyszałaś, że Marcelina jest w ciąży? Miała zrobić niespodziankę Stefanowi... To dopiero u niej 3 tydzień....
- A u was jak? Ten wasz maluszek? Jak będzie miał na imię?
- Ja chcę Karolka, a Kamil chce Piotrusia....
- Teraz przed wami duży dylemat...
- Jeszcze tylko trochę i już koniec... I w końcu zobaczę tego małego bobaska...
- Na kiedy masz termin?
- Wszystko wskazuje na to, że Sylwester... Ale już 27 mam przyjść do szpitala...
- To chłopaków nie będzie, bo 30 już jest 1 konkurs w Turnieju Czterech Skoczni...
- Może to i dobrze... Ostatnio się z nim pokłóciłam i kazałam mu zapomnieć o mnie i o dziecku...
- O co poszło...
- Okazało się, że Adrian... - mój były... Jak był ze mną, to miał już wtedy dziecko... I  Kamil widział go z tą Anią i tym synem... I nic mi nie powiedział... A kilka dni później przychodzi do mnie Adrian i chce mi wszystko wytłumaczyć... A ja świecę oczami, bo nic nie wiem.... Wykrzyczałam Kamilowi, że on chce, abyśmy byli razem, zamieszkali razem, stworzyli rodzinę dla naszego dziecka, a on jest ze mną w ogóle nie szczery... Dzwonił jeszcze do mnie z rana, ale nie odbierałam...
- Oni o 20:00 mają samolot z Krakowa do Szwajcarii... Wrócą dopiero w poniedziałek...
- Ile tam się leci?
- Nie wiem. Jakieś 4 godziny , 3 godziny...
- Aha...
Nagle pielęgniarka wyczytała.
- Pani Katarzyna Witkowska.

- Ok... Teraz moja kolej... Do zobaczenia.
- Pa...

Weszłam do gabinetu i opowiedziałam jej mój problem i dolegliwości....
 - Niech pani spokojnie przeczeka te święta.. Ale już w drugi dzień świąt... Proszę być przygotowanym na pójście do szpitala.... Maluszek chyba chce już szybciej przyjść na ten świat... - uśmiechnęła się do mnie.

Wyszłam z przychodni i poszłam do mieszkania.... Nagle jakiś mężczyzna złapał moją torebkę, a wręcz ją wyrwał i uciekł... Nie miałam jak biec... Gdy nagle zauważyłam, że jakiś mężczyzna biegnie za tym złodziejem.. Uderzył go z pięści kilka razy , wziął moją torebkę i przyszedł z nią do mnie.
- Dziękuję panu! - powiedziałam z daleka...
Jednak spojrzałam mu prosto w oczy... Niestety był to Kamil...
- Jak oficjalnie... Dziękuję panu - uśmiechnął się..
- Dzięki jeszcze raz, ale się śpieszę...
- Zostań..
- Po co? Znów mi nie będziesz nic mówił, albo udawał, że wszystko jest ok? Czy znowu mam się o czymś dowiedzieć od osób trzecich?
- Ale Kasiu... Czy tak trudno mi wybaczyć ten błąd, który mało znaczy?
- Wiesz co? Gdybym się dowiedziała od ciebie... Przyjęłabym to inaczej... Mogłabym ci się wyżalić, bo... bo... byłbyś obok... A tak to? Zostałam postawiona przed faktem dokonanym... Nie mogłam się pozbierać... Płakałam.... Załamałam się... Sprawiłeś mi ból, cierpienie...
- Możemy spokojnie porozmawiać....
- Nie.... Idź do siebie.. Odpocznij... Wieczorem przecież lecisz do Szwajcarii...
- Skąd wiesz?
- Od Marty... Widziałam się z nią dzisiaj u ginekologa....
- Byłaś u lekarza?
- Tak...
- I co?
- 26 grudnia mam przyjść do szpitala...
- Od razu po świętach?
- Podobno maluch śpieszy się na ten świat....Chyba aż za bardzo...
- Może ja nie polecę na Turniej Czterech Skoczni....
- Nie.... Musisz obronić tytuł...
- Nie muszę nic bronić... Chcę być z wami w tym czasie...
- Nie.. Nie możesz przeze mnie rezygnować ze skoków...
- Kasiu...
- Oj Kamil... Proszę cię...  Daj mi spokój... Śpieszę cię...
Odeszłam od niego i poszłam prosto do mojego mieszkania...


W sobotę miał odbyć się konkurs indywidualny w Engelbergu w Szwajcarii.
Zrobiłam sobie kanapki, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor... Po pierwszej serii Kamil prowadził, lecz jednak konkurs zakończył na 2 miejscu..
Obejrzałam sobie jeszcze wywiad z Kamilem i postanowiłam zmyć naczynia, gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi...
Poszłam otworzyć, lecz zdziwiłam się, bo w drzwiach stanął Bronisław...
- Dzień dobry..
- Dzień dobry.
- Zapraszam do środka. Kawy, herbaty?
- Ja tylko wyjaśnić....
- Ale co?
- Dopiero dzisiaj Krystyna przyznała mi się, że była u ciebie i wykrzyczała ci, że ty chcesz wrobić naszego syna w tą ciążę... Wiem jaka jest Krystyna i nie ma ona żadnej odwagi, aby cię przeprosić, lecz ja chcę to zrobić za nią... Przypuszczam możliwość, że możesz nie przyjąć tych przeprosin, ale cóż... Chcę abyś wiedziała, że ja tak nie myślę i mam wielką nadzieję, że już nie długo powitam na świecie swojego pierwszego wnuka...

***

W niedzielę odbył się kolejny konkurs indywidualny...
Czekałam z niecierpliwością w moim mieszkaniu na pierwszą serię, nie sama, lecz z panem Bronisławem...
- Powiem panu, że jestem z panem w bliższej relacji niż z moim ojcem...
- A jakie masz z nim stosunki?
- Na początku świetne. Teraz... gdy się dowiedział, że jestem w ciąży z Kamilem... Jest wściekły...  Nie może zrozumieć, że można mieć dziecko bez ślubu... Nie jest w stanie pojąć, że ja nie jestem w stanie być z Kamilem jako zakochana para....  Nie umiem stworzyć z nim pary... Rodziny...
- Wiem... Jesteś jeszcze nie gotowa..  Teraz się stresujesz, bo zostaniesz matką i nie masz zapewne głowy do romansów, jak to się mówi... Ja cię w 100% rozumiem..
- Żeby mój ojciec był taki wyrozumiały.
- Kiedyś to zrozumie...
- Mam nadzieję...

Rozpoczęła się pierwsza seria konkursu...
- Teraz Kamil jest w lepszej formie...  - powiedział Bronisław. - Teraz nie załamuje się po 15 miejscu...  Ktoś musiał nim porządnie wstrząsnąć... Może trener..
- Na pewno... Albo psycholog, który z nimi jeździ.
- Widać, że Kamil się sporo się zmienił....
- Dorósł do tego, że trzeba się cieszyć z każdego skoku.... A nie tylko z wygranej.
- Może jest jeszcze za młody?
- Wątpię... Ja na początku nie mogłam uwierzyć w to, że będę matką i powtarzałam sobie , że nie dorosłam do bycia matką... A teraz? Nie mogę się doczekać do tego momentu... Minęło prawie pół roku... Kamil skacze od...
- 3 roku życia.. Skacze na nartach, a już od 7 lat poszedł do klubu...
- Czyli od 15 lat skakał na skoczni... Jest silny... Trzeba w niego wierzyć...


Kamil w pierwszej serii był 1 i to nas najbardziej ucieszyło.... W drugiej serii pokazał, że jego dyspozycja jest w jak najlepsza i pozostał przy pierwszej lokacie...
Bardzo się ucieszyliśmy...
Już nie mogłam się doczekać powrotu... Zaraz, zaraz.. Przecież byłam na niego obrażona... Jednak jak to się mówi... Kobieta zmienną jest.


W poniedziałek około godziny 12:00 do moich drzwi zapukał Kamil...
Przywitałam go ciepłym uśmiechem.
- Nie jesteś przypadkiem zmęczony?
- Nie, skądże...
- Tak jakoś dziwnie wyglądasz..
- Tata mi mówił, że mama przyznała mu się, że była u ciebie... Muszę z nią poważnie porozmawiać...
- Po co? Nie denerwuj jej... Potem będzie, że ja cię nasłałam i że wypłakałam ci się w przysłowiowy rękaw.
- No i? Boisz się jej?
- Szczerze? Tak.. Nie znam jej i nie wiem jak może zareagować w danych sytuacjach...
- Jeśli chodzi o ciebie i o synka... Nie pozwolę, aby źle was  traktowała.... Nie ma takiej opcji... Ja na to w życiu nie pozwolę...
- Oj Kamil... Przestań... Zachowujesz się, jakbyś chciał uchronić nas przed jakimiś strasznymi wrogami... A to tylko twoja mama... Aż tak jej nie nawidzisz...?
- Szczerze? Tak... Nie nawidzę jej... Nawet nie mam siły opowiedzieć ci jakie wielkie piekło dała przeżyć naszej czwórce..
- Czwórce?
- Ja, Natalia, Anna i tata..
- Mam pytanie... Natalia i Ania mieszkają z nimi?
- Nie... Natalia mieszka w internacie w Zakopanem, blisko swojej szkoły... Nie chciała częstych dojazdów i obecności matki obok niej...
- Czyli też ma jej dość... A Anna?
- Anna... Ma 20 lat... Młoda... piękna... utalentowana kobieta... Chciała się urwać z tego rodzinnego domu, chodź była mocno związana z ojcem, nie chciała go opuszczać, lecz znów mama.... Nie chciała, aby studiowała w Warszawie... Nie chciała do tego dopuścić... W końcu Ania się wkurzyła... I rok temu w nocy spakowała się... Spakowała wszystko i ja... o 3:00 w nocy wsiadłem w samochód i wywiozłem na lotnisko do Krakowa.... O 6:00 byliśmy w Krakowie i ona nie chciała mi powiedzieć gdzie wylatuje.... Jednak ufałem jej... Wierzyłem w nią.... Pożegnaliśmy się na lotnisku... Jakie wielki było zdziwienie Natalii.. Miała 15 lat, a jej starsza siostra, z którą miała bardzo dobry kontakt , uciekła z domu nic jej nie mówiąc... Ja udawałem, że pojechałem do sklepu, bo nie było czegoś w lodówce, a w sklepie też tego nie było... O dziwo mi uwierzyli.... Tata dopiero   dowiedział się 2 miesiące po tej naszej "akcji", Natalia też wie, że ją wywiozłem.. Mama nie wiem... Dalej myśli, że Natalia sama uciekła...
- I gdzie obecnie jest Anna?
- Obecnie? W Afryce.
- Jak to? To ona poleciała do Afryki?
- Nie, poleciała na Cypr... Tam poznała czarnoskórego mężczyznę...No cóż... Zakochała się i wyjechała z nim do Afryki, do jego rodzimego państwa... Dokładnie nie wiem, gdzie ona jest..  Jest w ciąży... A podobno urodziła... Nie wiem... W tamtej części państwa nie ma takiej prawdziwej cywilizacji... Więc jakieś listy wysyła raz na trzy miesiące... Miała nie dawno rodzić, ale nie wiem czy już, czy jeszcze....
- Kiedy ją ostatnio widziałeś?
- Rok temu.... Nawet więcej... Wtedy jak ją odwoziłem... To było.... W maju... czerwcu.. Nawet 1,5 roku temu...
- To długo....
- Bardzo długo...
- Na pewno tęsknisz za nią...
- Nawet bardzo... Teraz są tak zaostrzone przepisy... że nie może przyjechać do Polski... Jak dziecko nie skończy 1,5 roku i nie uzyska tamtego obywatelstwa...
- Strasznie długo....
- Bardzo długo... Makabrycznie długo... Nie widziałem jej 1,5 roku i jeszcze kolejne 1,5 mam czekać, aby ją zobaczyć, ale znając życie tak prędko nie przyleci... Wiesz jacy ci Afrykańczycy są... Może ta ich religia nie pozwoli, aby przylecieli.... Ciekawe jak mama zareaguje, bo ona nic nie wie o niej, tym czarnoskórym mężu i dziecku...
- Bardzo  się zdziwi, jak będzie miała wnuka...
- Najprawdopodobniej czarnoskórego...
- Dopiero będzie dym....
- I co? Wiesz już o mnie wszystko..
- Dosłownie wszystko....


----------------------------------------------------------------------
                                           kiki2000



Komentarze