W niedzielę miała być Wigilia.. To chyba dla wszystkich wierzących wspaniały czas... Ja niestety zaczęłam bardzo przeżywać poród... Dostałam zaproszenie na Wigilię od moich rodziców, jednak nie skorzystałam.... Został mi tydzień do porodu i nie chciałam już podróżować samochodem... Postanowiłam ten magiczny spędzić sama w swoim mieszkaniu. Ugotowałam trochę pierogów i zrobiłam rybę..
Nikt się do mnie nie zapowiedział, a ja nie będę do nikogo się wpraszać na siłę... Postanowiłam, że te święta będą spokojne i tylko we dwoje... Ja i mój synek...
Wczesnym rankiem zadzwoniłam do Stefana Huli, czyby nie pojechał ze mną kupić choinkę... Wiem, że za późno się z tym "obudziłam", ale Stefan się zgodził. Nie chciałam żywej choinki, ponieważ po kilku dniach strasznie sypią się z niej igły, a ja będąc w ciąży.... Nie chciałam takiego obowiązku, aby w święta chodzić po mieszkaniu ze zmiotką i czekać pod drzewkiem, aby posprzątać igiełki.
Wybrałam tą.
Bardzo mi się spodobała. Razem ze Stefanem przywiozłam ją do swego mieszkania... Miałam z tamtego roku kilka bombek, lecz choinka się nie utrzymała.... Jak byli u mnie rodzice w zeszłoroczne święta, to Julia pociągnęła choinkę i spadła ze stolika, bo tamta była mała i niestety, ale gałązki się tak powyginały, że jedyne co można było z nią zrobić, to wyrzucić na śmietnik..
Poszłam do piwnicy po bombki... Zostały mi dwa takie same pudełka z bombkami, bo reszta.... Tak jak tamta choinka wylądowało na śmietniku... Miałam jeszcze kolorowe lampki, łańcuch i gwiazdę na sam szczyt.
Wzięłam się za ubieranie choinki... Nie powiem, bo samemu jest to nawet trochę męczące... Około południa choinkę miałam już ubraną... Nagle zadzwonił do mnie telefon... Był to Kamil
- Hej... Wiem, że głupio to brzmi, ale mogę wpaść do ciebie na Wigilię? Bo mama powiedziała, że wpadnie, a ja .... przyznam się... Nie chcę jej na święta... Powiedziałem, że będę u ciebie.... Więc.... Jeśli to nie jest dla ciebie żaden problem?
- Ależ skąd.... Zapraszam z miłą chęcią...
Spojrzałam na to wszystko, co przygotowałam... Otworzyłam lodówkę.... A może by tak ugotować barszcz?
Był to świetny pomysł....
Spojrzałam na zegarek.. Była 15:00... Kamil wysłał mi SMS-a, że będzie o 18:00. Miałam 3 godziny. Nakryłam do stołu i zaczęłam ja się przygotowywać... Niestety... Musiałam się uczesać, umalować, jakoś ładnie ubrać... Przecież miał przyjść do nas Kamil...
Włosy sobie rozpuściłam... Lekki makijaż i do tego ta sukienka...
Niestety po kilku minutach musiałam zrezygnować ze szpilek, które tak bardzo kocham...
Postanowiłam założyć proste, zwykłe buty na płaskim spodzie.... Znalazłam je gdzieś na dnie szafki...
Spojrzałam na stół... Przygotowałam chyba już wszystko... 2 talerze, łyżki, widelce, noże... Świece... Na stole barszcz, ryba, pierogi.... Stał jeszcze kompot i dwie szklanki oraz na malutkim szklanym talerzyku znajdowały się 2 kawałki opłatka...
Spojrzałam na siebie w lustrze.... Zdałam sobie sprawę, że mam dopiero 20 lat, to i tak nie będę już atrakcyjna w oczach wielu mężczyzn.... Zdawałam sobie sprawę... Nie będę miała w ogóle czasu, aby ćwiczyć, by zrzucić pozostałości po ciąży... Dręczyła mnie myśl, że nikt nie będzie w stanie mi pomóc.... Mówiłam Kamilowi, aby nie zostawał w domu i jeździł na konkursy.... Ale teraz zaczynam tego żałować... A może lepiej by było gdyby został? Gdyby jednak pomógł mi w tych pierwszych dniach naszego maleństwa? Marcelina w ciąży w Szczyrku... Justyna w Wiśle.... Rodzice Kamila... Głupio mi prosić pana Bronisława, o pomoc w podstawowych czynnościach z maluszkiem.... Moja mama zapewne nie przyjedzie.... Nie mam kogo prosić... Naprawdę... Zostałam z tym zupełnie sama... A na początku ciąży każdy mnie wspierał.... A teraz? Nic... Tylko trzeba radzić sobie samemu... Naprawdę... Nic innego mi nie zostało....
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć...W drzwiach stanął wystrojony Kamil w garniturze. Nie powiem... Wyglądał bardzo przystojnie....
- Zapraszam.
- Dziękuję...
Zasiedliśmy do stołu...
- Nie czekamy na pierwszą gwiazdkę... - zaśmiał się...
- Z miłą chęcią.
- Naprawdę?
- Chodź..
Popatrzył się na mnie...
-No co tak patrzysz... Chodź.
Złapałam go za rękę i podeszliśmy do szklanych drzwi balkonowych...
Niespodziewanie Kamil objął mnie od tyłu, a brodę oparł na moim ramieniu.
- Wiesz co... Długo czekałem na tę chwilę... Wydawało mi się, że nigdy ona nie nastanie.... Jestem tak blisko ciebie i nie czuję się .... jakiś... zestresowany... Nic z tych rzeczy... Czuję się jak młody chłopak przy piękniej, inteligentnej kobiecie..... i moim małym synku, który na świat przyjdzie już nie długo... Nie jest to moim zdaniem dziwne... Jest to magiczne.... Coś pełne ekscytacji.. Radości i szczęścia.... Ale powiem ci jeszcze jedno... Chciałbym cię bardzo przeprosić za to, że ci nie powiedziałem wtedy o Adrianie... Wiem... Było to głupie i niedorzeczne... Nie powinienem się tak zachować... Byłem strasznie głupi.... Mam nadzieję, że mi wybaczysz... Co?
Odwróciłam się w jego stronę... Spojrzałam w te pełne blasku oczy... Były pełne... Żalu za to, co popełnił... Po tej jego krótkiej mowie... Zrozumiałam, że jest to inny człowiek... To nie ten lekko rozrywkowy człowiek, którego poznałam na początku... To nie ten człowiek, który nie był pewny co do swoich uczuć... To była mowa człowieka... W 100% dorosłego mężczyzny... Który wie, czego chce i nie boi się wyrażać swoich uczuć...
Popatrzyłam na niego i uwierzyłam, że zrozumiał swój błąd... Spojrzałam po chwili w dół na mój ciążowy brzuch... Jeden mały błąd.... Nie może przekreślić naszego życia... Naszego wspólnego życia dla dobra naszego przyszłego maleństwa... Przełknęłam ślinę, a serce biło mi jak szalone.... Może chciałam powiedzieć to mu spokojnie... W takiej aurze, w jakiej to on przemówił tym dorosłym głosem.... A może chciałam mu wykrzyczeć to wszystko co chcę mu powiedzieć.... Moje emocje targane jak burza wybrały to drugie.... Znów spojrzałam na niego i powiedziałam, a raczej wykrzyknęłam...
- Tak! Wybaczam ci! Wybaczam ci wszystko co zrobiłeś.... Może chciałeś dla nas dobrze, a jednak to nie wychodziło... Chciałeś jak najlepiej, a nie zawsze tak było... Wybaczam ci te wszystkie humorki... Wybaczam ci, cokolwiek złego zrobiłeś.... Wybaczam ci wszystkie złe chwile.... Ale pamiętaj jedno.... Nie jestem bardzo cierpliwą osobą i nie daruję tobie, jeśli znów.... Skłamiesz... Tak oszukasz... Oszukasz nas.... Mnie, ciebie i nasze maleństwo, które noszę pod sercem.... które już nie długo przyjdzie na świat i pozna tą ziemską rzeczywistość.... Może to nie jest pora na takie wyznania.... Ale lepiej późno niż wcale.... I chyba każda kobieta uczyniłaby to samo w mojej sytuacji....
Spojrzałam na niego... Miał oczy pełne niewiedzy... Niewiedzy, która ogarniała jego ciało... Nie wiedział, co mam zamiar zrobić.... I chodź zawahałam się na początku... Serce wybrało.. Pocałowałam go.... Nie był to jakiś zwykły pocałunek bez żadnych uczuć...To był pocałunek pełen wielu moich własnych uczuć i emocji... Pełny euforii i miłości...
Odwzajemniał moje pocałunki.... Nie powiem... Czułam się inaczej... Nie tak jak wcześniej... Nie byliśmy gorącymi kochankami, jak to bywało początkiem roku kalendarzowego.... Byliśmy... Jak młodzi ludzie, którzy odkrywają słowo miłość od postaw... Od takie pierwotnego źródła...
Popatrzyliśmy na siebie.... Był w osłupieniu... Jakby nie wiedział co się dzieje... I słusznie... Ja również nie wiedziałam co się dzieje...
Emocje zwyciężyły.... A może właśnie nasze serca zwyciężyły tą bitwę.... A może.... To dopiero początek naszych starań o to wspólne życie.... A może to właśnie ja byłam tym problemem, przez który nie moglibyśmy być razem.... A może to moja wina.... Ale.... Gdyby... Nie chciałam tego związku.... A może dalej nie chcę.... Może czas to przemyśleć..... A może nie? Sama nie wiedziałam czego chce... Czy chce zaznać tej miłości, czy jeszcze na nią poczekać.... Ale ile można czekać?? No właśnie ile? Z drugiej strony byłam jeszcze młoda.... Miałam czas na romanse... Chciałam skupić się na dziecku... Jednego byłam pewna... Kamil da nam w 100% bezpieczeństwo... Lecz co to bezpieczeństwo dla mnie i synka, jak widząc skoki z mamutów... A nawet na tych dużych skoczniach... Wszystko budzi we mnie lęk.... Że go już nigdy nie zobaczę..
Teraz spojrzałam na niego... Widziałam w nim innego człowieka, niż tego "nerwusa" podczas wypadku... Był to zupełnie inny człowiek... Spojrzałam przez okno.... Zobaczyłam pierwszą gwiazdkę... Wskazałam ją Kamilowi i oznajmiłam ją z wielkim zachwytem.... Cieszyłam się jak małe dziecko.....
- Więc co... Święta możemy uważać za rozpoczęte.... - powiedział Kamil.
- Tak.... Pierwsza gwiazdka jest na niebie...Czuję się jak małe dziecko.... I to naprawdę....
Zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy dzielić się opłatkiem...
- Aby te święta.... Nasze pierwsze, wspólne święta.... Nie były ostatnie... Abyśmy wiedli spokojne życie... Razem... We trójkę... Aby nic nigdy nam nie zaszkodziło... Abyśmy ten przyszły rok... przeżyli tak jak ten... Abyśmy się więcej nigdy nie kłócili... Bo to, co jest najgorsze... To nasze kłótnie... A dziecko w tym wszystkim jest najważniejsze... - powiedział Kamil.
- Abyśmy byli zawsze razem... Na dobre i na złe... Aby ta dobra passa nigdy nas nie opuszczała... Abyśmy byli zdrowi... Aby nigdy nic nam się nie stało... Aby nigdy nic złego nie wydarzyło się w naszym życiu... Po prostu wszystkiego dobrego....
Podzieliliśmy się symbolicznie opłatkiem... I przystąpiliśmy do kolacji wigilijnej...
- Powiem ci, że moja Wigilia przez te kilka lat mojej kariery... Nie wyglądała tak znakomicie.. Chodź w tamtym sezonie również wszystko zaczynało się 30 grudnia , to nie wyjeżdżaliśmy tak jak teraz, że 28 grudnia.... Wcześniej zabrano nas na zgrupowanie podczas świąt i wróciłem 26 grudnia wieczorem, a już 28 grudnia rankiem mieliśmy samolot.... Jeszcze we wcześniejszym sezonie rozpoczynało się to wszystko jeszcze wcześniej, więc rankiem w Wigilię musiałem lecieć do Niemiec... No niestety... Ale powiem ci, że jak rozmawiam z innymi, nawet bardzo doświadczonymi skoczkami, to powiem ci, że mają żony, rodziny i nigdy nie spędzili z nimi Sylwestra, bo wtedy akurat jest Turniej Czterech Skoczni...
- Wasze życie naprawdę jest ciężkie... Mało jest was w domu... I te ich żony, partnerki... dzieci.... Nie tęsknią za nimi?
- Na pewno tęsknią.... Wiesz... Nie rozmawiamy tak sobie otwarcie o takich sprawach.... Nigdy nie rozmawiamy, że mamy ciężko i tak dalej... Ponieważ po kilku dniach, tygodniach takiego gadania... Może każdy dałby sobie przysłowiowego siana i poszedłby do normalnej pracy..
- Każda praca wymaga poświęceń... Lecz jak widzę was na tych mamucich skoczniach... To robi mi się słabo... Jestem bardzo lękliwą osobą i bardzo się boję o was wszystkich, przecież pracowałam razem z wami, przez te nie całe 3 miesiące...
- To jednak trzeba wiedzieć, że coś takiego może się wydawać, dlatego nieliczni są w stanie to wszystko wytrzymać psychicznie...
Spojrzał się na mnie..
- Przepraszam cię, że o to pytam, ale... Ty masz zamiar urodzić naturalnie, a nie jakimś cesarskim cięciem?
- Normalnie... - uśmiechnęłam się... - A właśnie... Pro po porodu.... To już we wtorek mam zamiar pójść do lekarza... Termin się lekko skrócił... Mam wyznaczony na 28 grudnia...
- To już nie długo... Czyli... mnie nie będzie przy tobie... A gdyby tak.... Zostać tutaj z tobą.. Pojechałbym na drugi konkurs Turnieju Czterech Skoczni...
- Nie możesz przeze mnie rezygnować ze swoim wielkich marzeń i planów..
- Ale ja chcę... Ja naprawdę chcę być przy tobie... przy was...
- Te zawody są naprawdę ważne...
- Ale to będzie mój syn... Moje pierwsze dziecko... Zrozum to, że naprawdę chcę być w tym magicznym czasie przy was..
Bardzo długo rozmawiałam z Kamilem.... Złapaliśmy naprawdę wspólny język.. Około 22:00 Kamil dopiero poszedł do swojego mieszkania... Chciał mi pomóc jeszcze w sprzątaniu, ale nie chciałam jego pomocy... Nie chcę, żeby ludzie traktowali mnie jak niedołężną, tylko przez to, że już nie długo urodzę...
Nie miałam ochoty spać.... Wzięłam prysznic i usiadłam na kanapie.... Zgasiłam światła, a zapaliłam sobie świeczkę... Za oknami tylko uliczne lampy dawały blask... Wszędzie dookoła było ciemno...
Spoglądałam na czarny ekran telewizora, gdy moim oczom ujrzał się album leżący na komodzie... Podniosłem się z wielkim bólem i przyniosłam go sobie na kanapę.
Przy blasku świec otworzyłam go i pierwsze zdjęcia z Oberstdorfu dały mi powody do refleksji.
Poznałam go 13 stycznia i tak zawojował moim życiem, że końcem stycznia podczas balu w Oberstdorfie tańczyliśmy razem i zostałam przedstawiona jako jego najlepsza przyjaciółka... Jakbym znała go latami... A znałam raptem 2 tygodnie.. Czyż to nie za szybko na nowe znajomości?
Poszłam do sypialni, aby spakować się do szpitala... Ja zawsze muszę mieć wszystko wcześniej przygotowane niż na ostatnią chwilę...
Około 23:00 położyłam się spać.... Nie wiedziałam, że kolejny dzień będzie w 100% inny... Na prawdę inny...
Wstałam około 7:00 i postanowiłam zrobić sobie śniadanie... Nie czułam magii świąt... Nawet ta choinka, która stała sobie w salonie... Była taka bez życia i bez tej corocznej magii..
Po skończonym śniadaniu postanowiłam umyć się, ubrać i uczesać.... Położyłam się na kanapie..
Włączyłam telewizor na wiadomości, a tam pokazywano, że spaliła się jakaś fabryka niedaleko mnie i droga jest odcięta... Pokazywano mnóstwo straży pożarnych i karetek.... Dziennikarka mówiła, że na terenie całego Zakopanego przez kilka następnych godzin może zabraknąć karetek i tego obawiają się władze, ponieważ gdyby doszło do jakiegoś zasłabnięcia, czy czegoś innego, to służby medyczne mogą nie dotrzeć na czas....
Wyłączyłam telewizor...
Nie miałam na nic siły... Byłam strasznie zmęczona.. Ostatnie dni ciąży są najgorsze..
Spojrzałam na zegarek... Wybiła 9:30.... Nagle ktoś zapukał do moich drzwi... Z wielkim bólem wstałam z kanapy i poszłam otworzyć... W drzwiach stanął Kamil.
- Hej... - powiedział.
- Hej... Zapraszam... Wejdź....
Kamil usiadł sobie na kanapie...
- Stwierdziłem, że o tak wczesnej porze nie masz jeszcze żadnych gości w święta.... Więc przyszedłem cię odwiedzić...
- Miło, że wpadłeś...
Również usiadłam na kanapie..
- Kawy, herbaty? - zaproponowałam...
- Nie... Nie rób sobie żadnego kłopotu.... Musisz teraz odpoczywać, a nie mi herbatę czy kawę robić...
- Ale chyba to jest lepsze niż siedzenie w mieszkaniu bo nic nie wolno mi robić....
- Niedługo będziesz miała się kim zajmować...
- Powiem ci, że może teraz narzekam na brak zajęcia, lecz jak niedługo ono przyjdzie... To może być tragicznie... Te nieprzespane noce.. Zmiany pieluszek... Wszystko przed nami....
- Wiem.... Dopiero się zacznie.... A słyszałaś o tym wypadku, a dokładnie tej fabryki... Droga odcięta...Ciekawe jak to wygląda..
- To idź i sprawdź... - powiedziałam sarkastycznie...
Wstałam z kanapy i podeszłam do komody... Wzięłam z niej ramkę , gdzie znajdowało się nasze zdjęcie z Oberstdorfu.... Podeszłam z nim do Kamila i powiedziałam...
- Wiesz co.... Byliśmy tacy szczęśliwi.... A teraz.....
Nagle upuściłam ramkę na podłogę.... Szkło rozprysnęło się na miliony malutkich kawałeczków... Złapałam się za brzuch...
- Kasia co ci jest?!?! - zapytał zdenerwowany Kamil .
- Patrz w dół.... - powiedziałam.....
Pode mną była wielka plama wody....
- WODY MI ODESZŁY! - wykrzyknęłam... - Kamil! Ja rodzę!!
Kamil zbladł.... Ja położyłam się na kanapie.... Wyciągnął telefon i zadzwonił na pogotowie..
- Halo!! Pogotowie?? Moja dziewczyna rodzi!!!
- Gdzie pan jest?
- U niej w mieszkaniu... Pomóżcie ona rodzi....
- Niestety musi pan przyjąć poród... Nie mamy wolnych karetek....
- Jak to mam przyjąć poród?!!
- Proszę wziąć na głośnomówiący... Ja będę pana i pana partnerkę instruować .
- Ok.....
Widziałam, że był cały blady i nie wiedział co się z nim dzieje... Ja krzyczałam z bólu....
- Niech pana partnerka się rozkraczy....
- Co?
- Niech zrobi rozkrok... Przecież jakoś dziecko musi przyjść na świat....
Kamil spojrzał na mnie i powiedział...
- Kasiu... Musisz się rozkraczyć....
Wykonałam posłusznie, ale bóle były tak nie do zniesienia.....
- Niech pana partnerka nie prze za mocno, bo może udusić dziecko...
Nagle rozłączyło się...
- Co się stało..? - zapytałam.... Znów zaczęłam krzyczeć z bólu..
- Cholera jasna.... Padł mi telefon....
- O Boże Kamil zrób coś.... O Boże.... Kamil ja rodzę... Zrób coś... Błagam cię....
- Robię co w mojej mocy....
Po kilkudziesięciu minutach usłyszałam głos Kamila...
- Kochanie widać główkę... Nasz synek...
- Kamil boli mnie brzuch!! Błagam.....
Po nie całych dwóch godzinach na świat przyszedł nas synek.... Kamil jako ojciec przeciął pępowinę... Okrył go ręcznikami i dał mi go na ręce.... Tą małą kruszynkę.... Ja cała w bólach.... Trzymałam cały mój świat na rękach.... Nagle do drzwi ktoś zapukał.... Kamil poszedł otworzyć.
- Może to sąsiedzi, bo słyszeli twoje krzyki - zaśmiał się..
W drzwiach stanęło pogotowie... Zdziwiliśmy się bardzo, ponieważ skąd znali mój adres... Okazało się, że namierzyli adres IP telefonu i tak znaleźli.. Przynieśli nosze i mnie na nich położyli.... Ratowniczka wzięła małego na ręce.....
- Kamil... Weź moją torbę... Jest w sypialni obok łóżka...
- Ok....
Jechałam karetką do szpitala....
- Pani partner był bardzo dzielny. Duża grupa facetów omal by nie zemdlała...
- Wiem.. Jest bardzo dzielny.. Że w ogóle podołał zadaniu...
- Ma już ogromny plus....
Przewieźli mnie na noszach na moją salę, a synka wzięli na badania.... Po kilku minutach pod salą zobaczyłam Kamila, lecz pielęgniarka nie pozwoliła mu do mnie wejść, ponieważ podobno mam odpoczywać....
Następnie zrobiono "wywiad z Kamilem" na temat porodu... A dokładnie o której był poród... Najprawdopodobniej nasz syn przyszedł na świat o 12:05....
Po jakiś 2 godzinach wszedł do mnie Kamil, a zaraz za nim pielęgniarka z naszym synkiem.... Położyła go na takim specjalnym łóżeczku...
- Muszą się państwo zdecydować nad imieniem... Wiemy, że to bardzo trudna decyzja, bo tutaj chodzi o wasze pierwsze dziecko, ale my musimy zrobić wszystkie badania... Potrzebujemy danych... I jeszcze jedno.... Państwo nie jesteście małżeństwem?
- Nie - odpowiedziałam.
- Dziecko przyjmie pani nazwisko, czy nazwisko ojca...
- Ojca - odpowiedziałam...
- Więc jeśli państwo by mogli tak do dzisiaj wieczora zdecydować się nad tym imieniem...
- Ale my już jesteśmy zdecydowani...
Kamil popatrzył się na mnie, jakby nie wiedział co mówię...Spojrzałam na niego i chciałam mu podziękować za to, że odebrał poród...
- Piotr Stoch... Proszę tak zapisać... Nasz synek będzie miał na imię Piotruś....
Razem z Kamilem rozmawialiśmy przez długi czas i patrzyliśmy na nasz malutki skarb....
- Chyba już pora na pana... Jest już 19:00.... - powiedziała pielęgniarka... - I tak siedzi pan już godzinę za długo.... Odwiedziny są do 18:00..
- Jeszcze chwileczkę... Proszę...
- Dobrze... Ma pan jeszcze 10 minut
- Wiesz co... To stało się tak nagle... Nawet nikt nie wie, że już urodziłam....
Kamil bez słowa wyjął telefon i powiedział...
- Weź małego na ręce zrobię zdjęcie i wyślę wszystkim....
- Ok...
Wzięłam małego na ręce i za-pozowałam Kamilowi do zdjęcia.. Pocałowałam małego Piotrusia w główkę....
Kamil zrobił nam w tym momencie zdjęcie.... A ja położyłam ostrożnie Piotrusia do łóżeczka obok.... Piotruś był bardzo śpiący i momentalnie usnął....
Kamil pokazał mi zdjęcie i wysłał je ze swojego telefonu do Justyny, do Piotrka, do Agnieszki, do Maćka, do Stefana, do Marceliny, do Dawida, do Marty, do Olka Zniszczoła..
- Do każdego z osobna będziesz wysyłał?
- Tak. Tylko podaj mi numer do twojej mamy...
- Ok.
Wzięłam z szafki telefon i podałam Kamilowi numer do mojej mamy.
Kamil wysłał zdjęcie z dopiskiem.
"Dziś o godzinie 12:05 na świat przyszedł wasz wnuczek - Piotruś...
Kamil"
- A do swoich rodziców nie wyślesz?
- Do taty wyślę...
- I może do Natalii...
- Trenerowi....
- Trochę tym osób wymieniłeś... I jeszcze się nazbiera....
Kamil wysłał zdjęcie do swojego taty również z dopiskiem.
"Dziś o 12:05 na świat przyszedł twój wnuk - Piotruś... Piotruś Stoch.... Mam nadzieję, że już nie długo nas odwiedzisz...
Kamil"
Kamil wysłał również zdjęcia do trenera i do swojej siostry Natalii.
- Wiesz co.... Mam dla ciebie jeszcze niespodziankę.... Kilka dni temu skończono robić dach na naszym domu w Zębie i zostało już tylko całe wykończenie w środku... Jeśli ci się śpieszy z przeprowadzką do domu, to już jutro zadzwonię do ekipy... A jeśli nie...
- Zadzwoń do nich jak wrócisz z Turnieju Czterech Skoczni... Daj mi odpocząć... Oni też chcą przeżyć święta w spokoju nie myśląc o pracy..
- I jeszcze jedno... 6 stycznia jest odbiór nagród Plebiscytu Sportowego i zostałem nominowany... I jeśli zająłbym miejsce w pierwszej trójce, to ktoś musi odebrać za mnie trofeum.... Nie wiem kogo by tu zlecić....
- Ja mogę...
- Ale ty dopiero co urodziłaś....
- Nie przesadzaj... Pojadę na przykład z twoim tatą... Będzie sobie siedział z małym i po rozdaniu od razu do samochodu i powrót do Zakopanego.
- Nie jestem przekonany.
- Ale ja jestem.. Już muszę myśleć nad sukienką..
- Chyba, że sobie uszyjesz. - zaśmiał się.
- Niezły pomysł... Ty to masz łeb.
Nagle zaczęły przychodzić SMS-y z gratulacjami...
Niestety przyszła pani pielęgniarka i Kamil musiał jechać do mieszkania...
W tym momencie zadzwoniła do mnie Justyna.
- Witaj kochana... Widziałam zdjęcie... Dzisiaj urodziłaś?
- Tak...
- O której?
- O 12:05... Kamil był przy porodzie na porodówce?
- To trochę dziwna historia..
- Jak to?
- Bo ja urodziłam w swoim mieszkaniu...
- Co?
- Kamil odebrał poród..
- A karetka?
- Słyszałaś, że był pożar i żadna karetka nie była dostępna.. Jeszcze Kamilowi padł telefon... Byliśmy zdatni na siebie... Jednak po tych kilku godzinach namierzyli telefon Kamila i przyjechała karetka jak było już po wszystkim.
- I co? Kiedy wychodzisz?
- Nie wiem... Jest już po 19:00... Na pewno żadna pielęgniarka jeszcze nie przyjdzie...
- Jutro się dowiesz... A jak mały...
- Mały Piotruś Stoch.
- Czyli przystanęłaś na Piotrku?
- Tak.. Chciałam w ten sposób podziękować Kamilowi za to, że odebrał poród...
Rozmawiałam z Justyną jeszcze przez pół godziny...
Następnego dnia rano przyszedł do mnie lekarz z pielęgniarką... Uczyłam się karmić takie malutkie dziecko i zapytałam się kiedy mnie wypuszczą.
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to nawet jutro koło południa...
Do sali wszedł Kamil z jakąś torebką prezentową..
- Słyszałeś Kamil? Może już jutro wyjdę z tego szpitala.
Pielęgniarka wyszła z sali.
- A co ty tutaj masz?
- Prezent dla synka.
- A co to?
Kamil wyjął z torby miniaturowy strój Mikołaja....
- Są święta.... Ubierzemy go.... Będziemy mieli świetną pamiątkę...
Ok....
Delikatnie ubrałam Piotrusia z strój Mikołaja... Na głowę założyłam mu czapeczkę.... Kamil zrobił mu kilka zdjęć, a następnie wzięłam go na ręce i w takiej pozie Kamil zrobił nam zdjęcia....
- Mam lepszy pomysł. - powiedział
Kamil wyjął z kieszeni dużą czapkę Mikołaja.
- Będzie Pan i maluszek Mikołaj... Zrób nam takie zdjęcie...
- Ok...
Kamil wziął malucha na ręce i zrobiłam im zdjęcia... Obydwaj w czapkach Mikołaja... Jak to wszystko fajnie wyglądało....
Położyliśmy Piotrusia do łóżeczka...
- Takim małym to dobrze.... Wyśpią się za wszystkie czasy..
- Za to nas czekają nieprzespane noce - powiedziałam.
Około godziny 11:00 do mojej sali zapukało kilkoro osób.. Był to Maciek z Agnieszką i Piotrek z Justyną... Wszyscy zobaczyli Piotrusia śpiącego w stroju Mikołaja...
- Nie myśleliście, aby nadać mu imię Mikołaj? - zapytała Agnieszka..
- Piotruś ładniejsze... Co nie Piotruś? - zwróciła się Justyna do Piotrka...
- Stoch Junior - zaśmiał się Maciek.
Każdy z nich przyniósł małemu jakiś prezent..
- Ależ nie trzeba było...
- I co? Zamieszkasz w końcu u Kamila? - zapytała Justyna
- Raczej tak.
- A kiedy wychodzisz? - zapytała Agnieszka.
- Jak wszystko będzie dobrze, to nawet i jutro.
- To szybko - skwitował Maciek... - Myślałem, że w tym szpitalu to trzymają młode mamy... tydzień... dwa...
- Nawet doba nie minęła i mam dość - powiedziałam...
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Po jakieś godzinie Maciek., Agnieszka, Justyna i Piotrek wyszli ze szpitala.
Ja siedziałam z Kamilem i nic nie mówiliśmy...
- Bolało? - przemówił nagle.
- Co?
- Poród...
- Bardzo...
Spojrzałam na śpiącego Piotrusia...
- Ale powiem ci... Było warto...
Nagle ktoś zapukał do drzwi mojej sali. Była to Marcelina ze Stefanem i ich córeczką Milą.
- Witaj kochana! Jak się czujesz? - zapytała z wejścia Marcelina.
Mała Mila wręczyła mi prezent..... Były to śpioszki z napisem.
"Jak będę duży, to będę skakać jak mój tata"
- Jakie śliczne - powiedziałam - Kamil zobacz. - pokazałam mu śpioszki.
- Będziesz go ubierać jak będą konkursy. - powiedział do mnie
Mila podeszła do Piotrusia.... Wyciągnęła swoją rękę i położyła na jego rączce... Dała mu paluszek, a on złapał jej palec...
- Mamo.... Patrz.... Trzyma mnie za rączkę... Ja też chcę takiego braciszka! - powiedziała Mila.
Marcelina się uśmiechnęła wraz ze Stefanem. Popatrzyłam na nich.
- Wie? - zapytałam, myśląc, że Mila wie, że będzie miała nie długo rodzeństwo.
- Nie. - odpowiedziała.
Kamil postanowił pójść do bufetu po kawę, Stefan poszedł razem z nim, a mała Mila również chciała iść z tatą... Ja zostałam z Marceliną i Piotrusiem...
- I co? W szpitalu urodziłaś?
- Nie... W mieszkaniu.
- Jak to?
- Wszystko zaczęło się tak nagle, a przez ten pożar drogi były nie przejezdne i jeszcze tylu rannych... Karetki same nie nadążały.... I przez to urodziłam w swoim mieszkaniu, a dumny tatuś odebrał poród i przeciął pępowinę...
- Czyli Kamil odebrał poród??
- Tak.... Podołał temu zadaniu.
Rozmawiałam jeszcze z Marceliną przez długi czas, lecz potem pojechali do domu....
W tym momencie na salę weszła pielęgniarka.
- Pani Kasia musi teraz odpoczywać, a pan siedzi tutaj od samego rana... Jest już 13:30...
- Niech da mu pani spokój... Potem pojedzie na Turniej Czterech Skoczni, więc nie będzie widział syna... Niech się nacieszy. - powiedziałam
Po kilku minutach do mojej sali znów ktoś zapukał.. Byli to rodzice Kamila... Pani Krystyna stanęła sobie w drzwiach i nie odzywała się przez cały czas.. Pan Bronisław to bardzo miły człowiek . Przywitałam się z nim pocałunkiem w policzek.
- Synu gratuluję - powiedział do Kamila.
- Gratulacje podwójne, ponieważ zaczęłam rodzić u siebie w mieszkaniu... Kamil odebrał poród i przeciął pępowinę.. - powiedziałam.
- Naprawdę? - aż zdziwił się Bronisław.
- Tak... Wykrakał pan. - powiedziałam.
Bronisław uśmiechnął się w moją stronę. Podszedł do Piotrusia.
- Jak słodko ubrany - powiedział, gdy zobaczył go w stroju Mikołaja. - Chodź Krystyna i zobacz. - powiedział do swej żony.
Jednak ta nie podeszła....
- Podobny do Kamila. - powiedział... - Ma jego oczy i rysy twarzy... Ale uśmiech to ma po tobie - powiedział do mnie Bronisław....
- Przecież to w końcu młody Stoch.. - powiedziałam
- No ale nie pierwszy. - odpowiedział Bronisław.
Kamil popatrzył na niego.
- Czyli co? Anna? - zapytał
- Tak... Dzisiaj rano przyszedł list.... Urodziła chłopczyka.... Niestety nie ma nazwiska Stoch, ale jest naszym wnukiem.... Nazywa się Abdul Bari co w ich języku znaczy sługa Stwarzającego....
- A kiedy urodziła? - zapytałam.
- Jakiś miesiąc temu, ale wiadomo jak z tamtą pocztą..... Gdzieś 22 czy 23 listopada...
Po jakiejś godzinie Bronisław wraz z Krystyną pojechali do Zębu, a ja zostałam z Kamilem...
- Zgłaszałem trenerowi i pojadę do Niemiec na Turniej Czterech Skoczni, ale dopiero 1 stycznia rankiem.... Po południu jest konkurs... Powinienem zdążyć... Nie będzie mnie na pierwszym konkursie, ale to już bym za 2 dni musiałbym wyjechać, a tak to.... Chcę z wami jeszcze pobyć - powiedział Kamil..
- To miłe z twojej strony.
Około 19:00 Kamil pojechał do swego mieszkania, a ja zostałam sama w szpitalu.... Nagle dostałam SMS-a od taty.
"Jutro po południu przyjedziemy do ciebie - do twojego mieszkania, zobaczyć naszego wnuka, więc nasz wyczekuj.
Tata"
Odpisałam mu
"Niestety, ale ja będę mieszkać u Kamila.... Możecie nas odwiedzić... Michał zna przecież adres. Zapraszamy więc po południu na herbatę... Zapraszam wraz z Kamilem i Piotrusiem. Do zobaczenia
Kasia"
Chciałam zrobić tacie na złość, ponieważ on nie znosi Kamila... Chyba plan się powiódł, ponieważ w ogóle nie odpowiedział.... Miałam już go z głowy.
-------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podobało.... Jak wam się podobało, że Kamil odebrał poród?
kiki2000
Nikt się do mnie nie zapowiedział, a ja nie będę do nikogo się wpraszać na siłę... Postanowiłam, że te święta będą spokojne i tylko we dwoje... Ja i mój synek...
Wczesnym rankiem zadzwoniłam do Stefana Huli, czyby nie pojechał ze mną kupić choinkę... Wiem, że za późno się z tym "obudziłam", ale Stefan się zgodził. Nie chciałam żywej choinki, ponieważ po kilku dniach strasznie sypią się z niej igły, a ja będąc w ciąży.... Nie chciałam takiego obowiązku, aby w święta chodzić po mieszkaniu ze zmiotką i czekać pod drzewkiem, aby posprzątać igiełki.
Wybrałam tą.
Bardzo mi się spodobała. Razem ze Stefanem przywiozłam ją do swego mieszkania... Miałam z tamtego roku kilka bombek, lecz choinka się nie utrzymała.... Jak byli u mnie rodzice w zeszłoroczne święta, to Julia pociągnęła choinkę i spadła ze stolika, bo tamta była mała i niestety, ale gałązki się tak powyginały, że jedyne co można było z nią zrobić, to wyrzucić na śmietnik..
Poszłam do piwnicy po bombki... Zostały mi dwa takie same pudełka z bombkami, bo reszta.... Tak jak tamta choinka wylądowało na śmietniku... Miałam jeszcze kolorowe lampki, łańcuch i gwiazdę na sam szczyt.
Wzięłam się za ubieranie choinki... Nie powiem, bo samemu jest to nawet trochę męczące... Około południa choinkę miałam już ubraną... Nagle zadzwonił do mnie telefon... Był to Kamil
- Hej... Wiem, że głupio to brzmi, ale mogę wpaść do ciebie na Wigilię? Bo mama powiedziała, że wpadnie, a ja .... przyznam się... Nie chcę jej na święta... Powiedziałem, że będę u ciebie.... Więc.... Jeśli to nie jest dla ciebie żaden problem?
- Ależ skąd.... Zapraszam z miłą chęcią...
Spojrzałam na to wszystko, co przygotowałam... Otworzyłam lodówkę.... A może by tak ugotować barszcz?
Był to świetny pomysł....
Spojrzałam na zegarek.. Była 15:00... Kamil wysłał mi SMS-a, że będzie o 18:00. Miałam 3 godziny. Nakryłam do stołu i zaczęłam ja się przygotowywać... Niestety... Musiałam się uczesać, umalować, jakoś ładnie ubrać... Przecież miał przyjść do nas Kamil...
Włosy sobie rozpuściłam... Lekki makijaż i do tego ta sukienka...
Niestety po kilku minutach musiałam zrezygnować ze szpilek, które tak bardzo kocham...
Postanowiłam założyć proste, zwykłe buty na płaskim spodzie.... Znalazłam je gdzieś na dnie szafki...
Spojrzałam na stół... Przygotowałam chyba już wszystko... 2 talerze, łyżki, widelce, noże... Świece... Na stole barszcz, ryba, pierogi.... Stał jeszcze kompot i dwie szklanki oraz na malutkim szklanym talerzyku znajdowały się 2 kawałki opłatka...
Spojrzałam na siebie w lustrze.... Zdałam sobie sprawę, że mam dopiero 20 lat, to i tak nie będę już atrakcyjna w oczach wielu mężczyzn.... Zdawałam sobie sprawę... Nie będę miała w ogóle czasu, aby ćwiczyć, by zrzucić pozostałości po ciąży... Dręczyła mnie myśl, że nikt nie będzie w stanie mi pomóc.... Mówiłam Kamilowi, aby nie zostawał w domu i jeździł na konkursy.... Ale teraz zaczynam tego żałować... A może lepiej by było gdyby został? Gdyby jednak pomógł mi w tych pierwszych dniach naszego maleństwa? Marcelina w ciąży w Szczyrku... Justyna w Wiśle.... Rodzice Kamila... Głupio mi prosić pana Bronisława, o pomoc w podstawowych czynnościach z maluszkiem.... Moja mama zapewne nie przyjedzie.... Nie mam kogo prosić... Naprawdę... Zostałam z tym zupełnie sama... A na początku ciąży każdy mnie wspierał.... A teraz? Nic... Tylko trzeba radzić sobie samemu... Naprawdę... Nic innego mi nie zostało....
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć...W drzwiach stanął wystrojony Kamil w garniturze. Nie powiem... Wyglądał bardzo przystojnie....
- Zapraszam.
- Dziękuję...
Zasiedliśmy do stołu...
- Nie czekamy na pierwszą gwiazdkę... - zaśmiał się...
- Z miłą chęcią.
- Naprawdę?
- Chodź..
Popatrzył się na mnie...
-No co tak patrzysz... Chodź.
Złapałam go za rękę i podeszliśmy do szklanych drzwi balkonowych...
Niespodziewanie Kamil objął mnie od tyłu, a brodę oparł na moim ramieniu.
- Wiesz co... Długo czekałem na tę chwilę... Wydawało mi się, że nigdy ona nie nastanie.... Jestem tak blisko ciebie i nie czuję się .... jakiś... zestresowany... Nic z tych rzeczy... Czuję się jak młody chłopak przy piękniej, inteligentnej kobiecie..... i moim małym synku, który na świat przyjdzie już nie długo... Nie jest to moim zdaniem dziwne... Jest to magiczne.... Coś pełne ekscytacji.. Radości i szczęścia.... Ale powiem ci jeszcze jedno... Chciałbym cię bardzo przeprosić za to, że ci nie powiedziałem wtedy o Adrianie... Wiem... Było to głupie i niedorzeczne... Nie powinienem się tak zachować... Byłem strasznie głupi.... Mam nadzieję, że mi wybaczysz... Co?
Odwróciłam się w jego stronę... Spojrzałam w te pełne blasku oczy... Były pełne... Żalu za to, co popełnił... Po tej jego krótkiej mowie... Zrozumiałam, że jest to inny człowiek... To nie ten lekko rozrywkowy człowiek, którego poznałam na początku... To nie ten człowiek, który nie był pewny co do swoich uczuć... To była mowa człowieka... W 100% dorosłego mężczyzny... Który wie, czego chce i nie boi się wyrażać swoich uczuć...
Popatrzyłam na niego i uwierzyłam, że zrozumiał swój błąd... Spojrzałam po chwili w dół na mój ciążowy brzuch... Jeden mały błąd.... Nie może przekreślić naszego życia... Naszego wspólnego życia dla dobra naszego przyszłego maleństwa... Przełknęłam ślinę, a serce biło mi jak szalone.... Może chciałam powiedzieć to mu spokojnie... W takiej aurze, w jakiej to on przemówił tym dorosłym głosem.... A może chciałam mu wykrzyczeć to wszystko co chcę mu powiedzieć.... Moje emocje targane jak burza wybrały to drugie.... Znów spojrzałam na niego i powiedziałam, a raczej wykrzyknęłam...
- Tak! Wybaczam ci! Wybaczam ci wszystko co zrobiłeś.... Może chciałeś dla nas dobrze, a jednak to nie wychodziło... Chciałeś jak najlepiej, a nie zawsze tak było... Wybaczam ci te wszystkie humorki... Wybaczam ci, cokolwiek złego zrobiłeś.... Wybaczam ci wszystkie złe chwile.... Ale pamiętaj jedno.... Nie jestem bardzo cierpliwą osobą i nie daruję tobie, jeśli znów.... Skłamiesz... Tak oszukasz... Oszukasz nas.... Mnie, ciebie i nasze maleństwo, które noszę pod sercem.... które już nie długo przyjdzie na świat i pozna tą ziemską rzeczywistość.... Może to nie jest pora na takie wyznania.... Ale lepiej późno niż wcale.... I chyba każda kobieta uczyniłaby to samo w mojej sytuacji....
Spojrzałam na niego... Miał oczy pełne niewiedzy... Niewiedzy, która ogarniała jego ciało... Nie wiedział, co mam zamiar zrobić.... I chodź zawahałam się na początku... Serce wybrało.. Pocałowałam go.... Nie był to jakiś zwykły pocałunek bez żadnych uczuć...To był pocałunek pełen wielu moich własnych uczuć i emocji... Pełny euforii i miłości...
Odwzajemniał moje pocałunki.... Nie powiem... Czułam się inaczej... Nie tak jak wcześniej... Nie byliśmy gorącymi kochankami, jak to bywało początkiem roku kalendarzowego.... Byliśmy... Jak młodzi ludzie, którzy odkrywają słowo miłość od postaw... Od takie pierwotnego źródła...
Popatrzyliśmy na siebie.... Był w osłupieniu... Jakby nie wiedział co się dzieje... I słusznie... Ja również nie wiedziałam co się dzieje...
Emocje zwyciężyły.... A może właśnie nasze serca zwyciężyły tą bitwę.... A może.... To dopiero początek naszych starań o to wspólne życie.... A może to właśnie ja byłam tym problemem, przez który nie moglibyśmy być razem.... A może to moja wina.... Ale.... Gdyby... Nie chciałam tego związku.... A może dalej nie chcę.... Może czas to przemyśleć..... A może nie? Sama nie wiedziałam czego chce... Czy chce zaznać tej miłości, czy jeszcze na nią poczekać.... Ale ile można czekać?? No właśnie ile? Z drugiej strony byłam jeszcze młoda.... Miałam czas na romanse... Chciałam skupić się na dziecku... Jednego byłam pewna... Kamil da nam w 100% bezpieczeństwo... Lecz co to bezpieczeństwo dla mnie i synka, jak widząc skoki z mamutów... A nawet na tych dużych skoczniach... Wszystko budzi we mnie lęk.... Że go już nigdy nie zobaczę..
Teraz spojrzałam na niego... Widziałam w nim innego człowieka, niż tego "nerwusa" podczas wypadku... Był to zupełnie inny człowiek... Spojrzałam przez okno.... Zobaczyłam pierwszą gwiazdkę... Wskazałam ją Kamilowi i oznajmiłam ją z wielkim zachwytem.... Cieszyłam się jak małe dziecko.....
- Więc co... Święta możemy uważać za rozpoczęte.... - powiedział Kamil.
- Tak.... Pierwsza gwiazdka jest na niebie...Czuję się jak małe dziecko.... I to naprawdę....
Zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy dzielić się opłatkiem...
- Aby te święta.... Nasze pierwsze, wspólne święta.... Nie były ostatnie... Abyśmy wiedli spokojne życie... Razem... We trójkę... Aby nic nigdy nam nie zaszkodziło... Abyśmy ten przyszły rok... przeżyli tak jak ten... Abyśmy się więcej nigdy nie kłócili... Bo to, co jest najgorsze... To nasze kłótnie... A dziecko w tym wszystkim jest najważniejsze... - powiedział Kamil.
- Abyśmy byli zawsze razem... Na dobre i na złe... Aby ta dobra passa nigdy nas nie opuszczała... Abyśmy byli zdrowi... Aby nigdy nic nam się nie stało... Aby nigdy nic złego nie wydarzyło się w naszym życiu... Po prostu wszystkiego dobrego....
Podzieliliśmy się symbolicznie opłatkiem... I przystąpiliśmy do kolacji wigilijnej...
- Powiem ci, że moja Wigilia przez te kilka lat mojej kariery... Nie wyglądała tak znakomicie.. Chodź w tamtym sezonie również wszystko zaczynało się 30 grudnia , to nie wyjeżdżaliśmy tak jak teraz, że 28 grudnia.... Wcześniej zabrano nas na zgrupowanie podczas świąt i wróciłem 26 grudnia wieczorem, a już 28 grudnia rankiem mieliśmy samolot.... Jeszcze we wcześniejszym sezonie rozpoczynało się to wszystko jeszcze wcześniej, więc rankiem w Wigilię musiałem lecieć do Niemiec... No niestety... Ale powiem ci, że jak rozmawiam z innymi, nawet bardzo doświadczonymi skoczkami, to powiem ci, że mają żony, rodziny i nigdy nie spędzili z nimi Sylwestra, bo wtedy akurat jest Turniej Czterech Skoczni...
- Wasze życie naprawdę jest ciężkie... Mało jest was w domu... I te ich żony, partnerki... dzieci.... Nie tęsknią za nimi?
- Na pewno tęsknią.... Wiesz... Nie rozmawiamy tak sobie otwarcie o takich sprawach.... Nigdy nie rozmawiamy, że mamy ciężko i tak dalej... Ponieważ po kilku dniach, tygodniach takiego gadania... Może każdy dałby sobie przysłowiowego siana i poszedłby do normalnej pracy..
- Każda praca wymaga poświęceń... Lecz jak widzę was na tych mamucich skoczniach... To robi mi się słabo... Jestem bardzo lękliwą osobą i bardzo się boję o was wszystkich, przecież pracowałam razem z wami, przez te nie całe 3 miesiące...
- To jednak trzeba wiedzieć, że coś takiego może się wydawać, dlatego nieliczni są w stanie to wszystko wytrzymać psychicznie...
Spojrzał się na mnie..
- Przepraszam cię, że o to pytam, ale... Ty masz zamiar urodzić naturalnie, a nie jakimś cesarskim cięciem?
- Normalnie... - uśmiechnęłam się... - A właśnie... Pro po porodu.... To już we wtorek mam zamiar pójść do lekarza... Termin się lekko skrócił... Mam wyznaczony na 28 grudnia...
- To już nie długo... Czyli... mnie nie będzie przy tobie... A gdyby tak.... Zostać tutaj z tobą.. Pojechałbym na drugi konkurs Turnieju Czterech Skoczni...
- Nie możesz przeze mnie rezygnować ze swoim wielkich marzeń i planów..
- Ale ja chcę... Ja naprawdę chcę być przy tobie... przy was...
- Te zawody są naprawdę ważne...
- Ale to będzie mój syn... Moje pierwsze dziecko... Zrozum to, że naprawdę chcę być w tym magicznym czasie przy was..
Bardzo długo rozmawiałam z Kamilem.... Złapaliśmy naprawdę wspólny język.. Około 22:00 Kamil dopiero poszedł do swojego mieszkania... Chciał mi pomóc jeszcze w sprzątaniu, ale nie chciałam jego pomocy... Nie chcę, żeby ludzie traktowali mnie jak niedołężną, tylko przez to, że już nie długo urodzę...
Nie miałam ochoty spać.... Wzięłam prysznic i usiadłam na kanapie.... Zgasiłam światła, a zapaliłam sobie świeczkę... Za oknami tylko uliczne lampy dawały blask... Wszędzie dookoła było ciemno...
Spoglądałam na czarny ekran telewizora, gdy moim oczom ujrzał się album leżący na komodzie... Podniosłem się z wielkim bólem i przyniosłam go sobie na kanapę.
Przy blasku świec otworzyłam go i pierwsze zdjęcia z Oberstdorfu dały mi powody do refleksji.
Poznałam go 13 stycznia i tak zawojował moim życiem, że końcem stycznia podczas balu w Oberstdorfie tańczyliśmy razem i zostałam przedstawiona jako jego najlepsza przyjaciółka... Jakbym znała go latami... A znałam raptem 2 tygodnie.. Czyż to nie za szybko na nowe znajomości?
Poszłam do sypialni, aby spakować się do szpitala... Ja zawsze muszę mieć wszystko wcześniej przygotowane niż na ostatnią chwilę...
Około 23:00 położyłam się spać.... Nie wiedziałam, że kolejny dzień będzie w 100% inny... Na prawdę inny...
Wstałam około 7:00 i postanowiłam zrobić sobie śniadanie... Nie czułam magii świąt... Nawet ta choinka, która stała sobie w salonie... Była taka bez życia i bez tej corocznej magii..
Po skończonym śniadaniu postanowiłam umyć się, ubrać i uczesać.... Położyłam się na kanapie..
Włączyłam telewizor na wiadomości, a tam pokazywano, że spaliła się jakaś fabryka niedaleko mnie i droga jest odcięta... Pokazywano mnóstwo straży pożarnych i karetek.... Dziennikarka mówiła, że na terenie całego Zakopanego przez kilka następnych godzin może zabraknąć karetek i tego obawiają się władze, ponieważ gdyby doszło do jakiegoś zasłabnięcia, czy czegoś innego, to służby medyczne mogą nie dotrzeć na czas....
Wyłączyłam telewizor...
Nie miałam na nic siły... Byłam strasznie zmęczona.. Ostatnie dni ciąży są najgorsze..
Spojrzałam na zegarek... Wybiła 9:30.... Nagle ktoś zapukał do moich drzwi... Z wielkim bólem wstałam z kanapy i poszłam otworzyć... W drzwiach stanął Kamil.
- Hej... - powiedział.
- Hej... Zapraszam... Wejdź....
Kamil usiadł sobie na kanapie...
- Stwierdziłem, że o tak wczesnej porze nie masz jeszcze żadnych gości w święta.... Więc przyszedłem cię odwiedzić...
- Miło, że wpadłeś...
Również usiadłam na kanapie..
- Kawy, herbaty? - zaproponowałam...
- Nie... Nie rób sobie żadnego kłopotu.... Musisz teraz odpoczywać, a nie mi herbatę czy kawę robić...
- Ale chyba to jest lepsze niż siedzenie w mieszkaniu bo nic nie wolno mi robić....
- Niedługo będziesz miała się kim zajmować...
- Powiem ci, że może teraz narzekam na brak zajęcia, lecz jak niedługo ono przyjdzie... To może być tragicznie... Te nieprzespane noce.. Zmiany pieluszek... Wszystko przed nami....
- Wiem.... Dopiero się zacznie.... A słyszałaś o tym wypadku, a dokładnie tej fabryki... Droga odcięta...Ciekawe jak to wygląda..
- To idź i sprawdź... - powiedziałam sarkastycznie...
Wstałam z kanapy i podeszłam do komody... Wzięłam z niej ramkę , gdzie znajdowało się nasze zdjęcie z Oberstdorfu.... Podeszłam z nim do Kamila i powiedziałam...
- Wiesz co.... Byliśmy tacy szczęśliwi.... A teraz.....
Nagle upuściłam ramkę na podłogę.... Szkło rozprysnęło się na miliony malutkich kawałeczków... Złapałam się za brzuch...
- Kasia co ci jest?!?! - zapytał zdenerwowany Kamil .
- Patrz w dół.... - powiedziałam.....
Pode mną była wielka plama wody....
- WODY MI ODESZŁY! - wykrzyknęłam... - Kamil! Ja rodzę!!
Kamil zbladł.... Ja położyłam się na kanapie.... Wyciągnął telefon i zadzwonił na pogotowie..
- Halo!! Pogotowie?? Moja dziewczyna rodzi!!!
- Gdzie pan jest?
- U niej w mieszkaniu... Pomóżcie ona rodzi....
- Niestety musi pan przyjąć poród... Nie mamy wolnych karetek....
- Jak to mam przyjąć poród?!!
- Proszę wziąć na głośnomówiący... Ja będę pana i pana partnerkę instruować .
- Ok.....
Widziałam, że był cały blady i nie wiedział co się z nim dzieje... Ja krzyczałam z bólu....
- Niech pana partnerka się rozkraczy....
- Co?
- Niech zrobi rozkrok... Przecież jakoś dziecko musi przyjść na świat....
Kamil spojrzał na mnie i powiedział...
- Kasiu... Musisz się rozkraczyć....
Wykonałam posłusznie, ale bóle były tak nie do zniesienia.....
- Niech pana partnerka nie prze za mocno, bo może udusić dziecko...
Nagle rozłączyło się...
- Co się stało..? - zapytałam.... Znów zaczęłam krzyczeć z bólu..
- Cholera jasna.... Padł mi telefon....
- O Boże Kamil zrób coś.... O Boże.... Kamil ja rodzę... Zrób coś... Błagam cię....
- Robię co w mojej mocy....
Po kilkudziesięciu minutach usłyszałam głos Kamila...
- Kochanie widać główkę... Nasz synek...
- Kamil boli mnie brzuch!! Błagam.....
Po nie całych dwóch godzinach na świat przyszedł nas synek.... Kamil jako ojciec przeciął pępowinę... Okrył go ręcznikami i dał mi go na ręce.... Tą małą kruszynkę.... Ja cała w bólach.... Trzymałam cały mój świat na rękach.... Nagle do drzwi ktoś zapukał.... Kamil poszedł otworzyć.
- Może to sąsiedzi, bo słyszeli twoje krzyki - zaśmiał się..
W drzwiach stanęło pogotowie... Zdziwiliśmy się bardzo, ponieważ skąd znali mój adres... Okazało się, że namierzyli adres IP telefonu i tak znaleźli.. Przynieśli nosze i mnie na nich położyli.... Ratowniczka wzięła małego na ręce.....
- Kamil... Weź moją torbę... Jest w sypialni obok łóżka...
- Ok....
Jechałam karetką do szpitala....
- Pani partner był bardzo dzielny. Duża grupa facetów omal by nie zemdlała...
- Wiem.. Jest bardzo dzielny.. Że w ogóle podołał zadaniu...
- Ma już ogromny plus....
Przewieźli mnie na noszach na moją salę, a synka wzięli na badania.... Po kilku minutach pod salą zobaczyłam Kamila, lecz pielęgniarka nie pozwoliła mu do mnie wejść, ponieważ podobno mam odpoczywać....
Następnie zrobiono "wywiad z Kamilem" na temat porodu... A dokładnie o której był poród... Najprawdopodobniej nasz syn przyszedł na świat o 12:05....
Po jakiś 2 godzinach wszedł do mnie Kamil, a zaraz za nim pielęgniarka z naszym synkiem.... Położyła go na takim specjalnym łóżeczku...
- Muszą się państwo zdecydować nad imieniem... Wiemy, że to bardzo trudna decyzja, bo tutaj chodzi o wasze pierwsze dziecko, ale my musimy zrobić wszystkie badania... Potrzebujemy danych... I jeszcze jedno.... Państwo nie jesteście małżeństwem?
- Nie - odpowiedziałam.
- Dziecko przyjmie pani nazwisko, czy nazwisko ojca...
- Ojca - odpowiedziałam...
- Więc jeśli państwo by mogli tak do dzisiaj wieczora zdecydować się nad tym imieniem...
- Ale my już jesteśmy zdecydowani...
Kamil popatrzył się na mnie, jakby nie wiedział co mówię...Spojrzałam na niego i chciałam mu podziękować za to, że odebrał poród...
- Piotr Stoch... Proszę tak zapisać... Nasz synek będzie miał na imię Piotruś....
Razem z Kamilem rozmawialiśmy przez długi czas i patrzyliśmy na nasz malutki skarb....
- Chyba już pora na pana... Jest już 19:00.... - powiedziała pielęgniarka... - I tak siedzi pan już godzinę za długo.... Odwiedziny są do 18:00..
- Jeszcze chwileczkę... Proszę...
- Dobrze... Ma pan jeszcze 10 minut
- Wiesz co... To stało się tak nagle... Nawet nikt nie wie, że już urodziłam....
Kamil bez słowa wyjął telefon i powiedział...
- Weź małego na ręce zrobię zdjęcie i wyślę wszystkim....
- Ok...
Wzięłam małego na ręce i za-pozowałam Kamilowi do zdjęcia.. Pocałowałam małego Piotrusia w główkę....
Kamil zrobił nam w tym momencie zdjęcie.... A ja położyłam ostrożnie Piotrusia do łóżeczka obok.... Piotruś był bardzo śpiący i momentalnie usnął....
Kamil pokazał mi zdjęcie i wysłał je ze swojego telefonu do Justyny, do Piotrka, do Agnieszki, do Maćka, do Stefana, do Marceliny, do Dawida, do Marty, do Olka Zniszczoła..
- Do każdego z osobna będziesz wysyłał?
- Tak. Tylko podaj mi numer do twojej mamy...
- Ok.
Wzięłam z szafki telefon i podałam Kamilowi numer do mojej mamy.
Kamil wysłał zdjęcie z dopiskiem.
"Dziś o godzinie 12:05 na świat przyszedł wasz wnuczek - Piotruś...
Kamil"
- A do swoich rodziców nie wyślesz?
- Do taty wyślę...
- I może do Natalii...
- Trenerowi....
- Trochę tym osób wymieniłeś... I jeszcze się nazbiera....
Kamil wysłał zdjęcie do swojego taty również z dopiskiem.
"Dziś o 12:05 na świat przyszedł twój wnuk - Piotruś... Piotruś Stoch.... Mam nadzieję, że już nie długo nas odwiedzisz...
Kamil"
Kamil wysłał również zdjęcia do trenera i do swojej siostry Natalii.
- Wiesz co.... Mam dla ciebie jeszcze niespodziankę.... Kilka dni temu skończono robić dach na naszym domu w Zębie i zostało już tylko całe wykończenie w środku... Jeśli ci się śpieszy z przeprowadzką do domu, to już jutro zadzwonię do ekipy... A jeśli nie...
- Zadzwoń do nich jak wrócisz z Turnieju Czterech Skoczni... Daj mi odpocząć... Oni też chcą przeżyć święta w spokoju nie myśląc o pracy..
- I jeszcze jedno... 6 stycznia jest odbiór nagród Plebiscytu Sportowego i zostałem nominowany... I jeśli zająłbym miejsce w pierwszej trójce, to ktoś musi odebrać za mnie trofeum.... Nie wiem kogo by tu zlecić....
- Ja mogę...
- Ale ty dopiero co urodziłaś....
- Nie przesadzaj... Pojadę na przykład z twoim tatą... Będzie sobie siedział z małym i po rozdaniu od razu do samochodu i powrót do Zakopanego.
- Nie jestem przekonany.
- Ale ja jestem.. Już muszę myśleć nad sukienką..
- Chyba, że sobie uszyjesz. - zaśmiał się.
- Niezły pomysł... Ty to masz łeb.
Nagle zaczęły przychodzić SMS-y z gratulacjami...
Niestety przyszła pani pielęgniarka i Kamil musiał jechać do mieszkania...
W tym momencie zadzwoniła do mnie Justyna.
- Witaj kochana... Widziałam zdjęcie... Dzisiaj urodziłaś?
- Tak...
- O której?
- O 12:05... Kamil był przy porodzie na porodówce?
- To trochę dziwna historia..
- Jak to?
- Bo ja urodziłam w swoim mieszkaniu...
- Co?
- Kamil odebrał poród..
- A karetka?
- Słyszałaś, że był pożar i żadna karetka nie była dostępna.. Jeszcze Kamilowi padł telefon... Byliśmy zdatni na siebie... Jednak po tych kilku godzinach namierzyli telefon Kamila i przyjechała karetka jak było już po wszystkim.
- I co? Kiedy wychodzisz?
- Nie wiem... Jest już po 19:00... Na pewno żadna pielęgniarka jeszcze nie przyjdzie...
- Jutro się dowiesz... A jak mały...
- Mały Piotruś Stoch.
- Czyli przystanęłaś na Piotrku?
- Tak.. Chciałam w ten sposób podziękować Kamilowi za to, że odebrał poród...
Rozmawiałam z Justyną jeszcze przez pół godziny...
Następnego dnia rano przyszedł do mnie lekarz z pielęgniarką... Uczyłam się karmić takie malutkie dziecko i zapytałam się kiedy mnie wypuszczą.
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to nawet jutro koło południa...
Do sali wszedł Kamil z jakąś torebką prezentową..
- Słyszałeś Kamil? Może już jutro wyjdę z tego szpitala.
Pielęgniarka wyszła z sali.
- A co ty tutaj masz?
- Prezent dla synka.
- A co to?
Kamil wyjął z torby miniaturowy strój Mikołaja....
- Są święta.... Ubierzemy go.... Będziemy mieli świetną pamiątkę...
Ok....
Delikatnie ubrałam Piotrusia z strój Mikołaja... Na głowę założyłam mu czapeczkę.... Kamil zrobił mu kilka zdjęć, a następnie wzięłam go na ręce i w takiej pozie Kamil zrobił nam zdjęcia....
- Mam lepszy pomysł. - powiedział
Kamil wyjął z kieszeni dużą czapkę Mikołaja.
- Będzie Pan i maluszek Mikołaj... Zrób nam takie zdjęcie...
- Ok...
Kamil wziął malucha na ręce i zrobiłam im zdjęcia... Obydwaj w czapkach Mikołaja... Jak to wszystko fajnie wyglądało....
Położyliśmy Piotrusia do łóżeczka...
- Takim małym to dobrze.... Wyśpią się za wszystkie czasy..
- Za to nas czekają nieprzespane noce - powiedziałam.
Około godziny 11:00 do mojej sali zapukało kilkoro osób.. Był to Maciek z Agnieszką i Piotrek z Justyną... Wszyscy zobaczyli Piotrusia śpiącego w stroju Mikołaja...
- Nie myśleliście, aby nadać mu imię Mikołaj? - zapytała Agnieszka..
- Piotruś ładniejsze... Co nie Piotruś? - zwróciła się Justyna do Piotrka...
- Stoch Junior - zaśmiał się Maciek.
Każdy z nich przyniósł małemu jakiś prezent..
- Ależ nie trzeba było...
- I co? Zamieszkasz w końcu u Kamila? - zapytała Justyna
- Raczej tak.
- A kiedy wychodzisz? - zapytała Agnieszka.
- Jak wszystko będzie dobrze, to nawet i jutro.
- To szybko - skwitował Maciek... - Myślałem, że w tym szpitalu to trzymają młode mamy... tydzień... dwa...
- Nawet doba nie minęła i mam dość - powiedziałam...
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Po jakieś godzinie Maciek., Agnieszka, Justyna i Piotrek wyszli ze szpitala.
Ja siedziałam z Kamilem i nic nie mówiliśmy...
- Bolało? - przemówił nagle.
- Co?
- Poród...
- Bardzo...
Spojrzałam na śpiącego Piotrusia...
- Ale powiem ci... Było warto...
Nagle ktoś zapukał do drzwi mojej sali. Była to Marcelina ze Stefanem i ich córeczką Milą.
- Witaj kochana! Jak się czujesz? - zapytała z wejścia Marcelina.
Mała Mila wręczyła mi prezent..... Były to śpioszki z napisem.
"Jak będę duży, to będę skakać jak mój tata"
- Jakie śliczne - powiedziałam - Kamil zobacz. - pokazałam mu śpioszki.
- Będziesz go ubierać jak będą konkursy. - powiedział do mnie
Mila podeszła do Piotrusia.... Wyciągnęła swoją rękę i położyła na jego rączce... Dała mu paluszek, a on złapał jej palec...
- Mamo.... Patrz.... Trzyma mnie za rączkę... Ja też chcę takiego braciszka! - powiedziała Mila.
Marcelina się uśmiechnęła wraz ze Stefanem. Popatrzyłam na nich.
- Wie? - zapytałam, myśląc, że Mila wie, że będzie miała nie długo rodzeństwo.
- Nie. - odpowiedziała.
Kamil postanowił pójść do bufetu po kawę, Stefan poszedł razem z nim, a mała Mila również chciała iść z tatą... Ja zostałam z Marceliną i Piotrusiem...
- I co? W szpitalu urodziłaś?
- Nie... W mieszkaniu.
- Jak to?
- Wszystko zaczęło się tak nagle, a przez ten pożar drogi były nie przejezdne i jeszcze tylu rannych... Karetki same nie nadążały.... I przez to urodziłam w swoim mieszkaniu, a dumny tatuś odebrał poród i przeciął pępowinę...
- Czyli Kamil odebrał poród??
- Tak.... Podołał temu zadaniu.
Rozmawiałam jeszcze z Marceliną przez długi czas, lecz potem pojechali do domu....
W tym momencie na salę weszła pielęgniarka.
- Pani Kasia musi teraz odpoczywać, a pan siedzi tutaj od samego rana... Jest już 13:30...
- Niech da mu pani spokój... Potem pojedzie na Turniej Czterech Skoczni, więc nie będzie widział syna... Niech się nacieszy. - powiedziałam
Po kilku minutach do mojej sali znów ktoś zapukał.. Byli to rodzice Kamila... Pani Krystyna stanęła sobie w drzwiach i nie odzywała się przez cały czas.. Pan Bronisław to bardzo miły człowiek . Przywitałam się z nim pocałunkiem w policzek.
- Synu gratuluję - powiedział do Kamila.
- Gratulacje podwójne, ponieważ zaczęłam rodzić u siebie w mieszkaniu... Kamil odebrał poród i przeciął pępowinę.. - powiedziałam.
- Naprawdę? - aż zdziwił się Bronisław.
- Tak... Wykrakał pan. - powiedziałam.
Bronisław uśmiechnął się w moją stronę. Podszedł do Piotrusia.
- Jak słodko ubrany - powiedział, gdy zobaczył go w stroju Mikołaja. - Chodź Krystyna i zobacz. - powiedział do swej żony.
Jednak ta nie podeszła....
- Podobny do Kamila. - powiedział... - Ma jego oczy i rysy twarzy... Ale uśmiech to ma po tobie - powiedział do mnie Bronisław....
- Przecież to w końcu młody Stoch.. - powiedziałam
- No ale nie pierwszy. - odpowiedział Bronisław.
Kamil popatrzył na niego.
- Czyli co? Anna? - zapytał
- Tak... Dzisiaj rano przyszedł list.... Urodziła chłopczyka.... Niestety nie ma nazwiska Stoch, ale jest naszym wnukiem.... Nazywa się Abdul Bari co w ich języku znaczy sługa Stwarzającego....
- A kiedy urodziła? - zapytałam.
- Jakiś miesiąc temu, ale wiadomo jak z tamtą pocztą..... Gdzieś 22 czy 23 listopada...
Po jakiejś godzinie Bronisław wraz z Krystyną pojechali do Zębu, a ja zostałam z Kamilem...
- Zgłaszałem trenerowi i pojadę do Niemiec na Turniej Czterech Skoczni, ale dopiero 1 stycznia rankiem.... Po południu jest konkurs... Powinienem zdążyć... Nie będzie mnie na pierwszym konkursie, ale to już bym za 2 dni musiałbym wyjechać, a tak to.... Chcę z wami jeszcze pobyć - powiedział Kamil..
- To miłe z twojej strony.
Około 19:00 Kamil pojechał do swego mieszkania, a ja zostałam sama w szpitalu.... Nagle dostałam SMS-a od taty.
"Jutro po południu przyjedziemy do ciebie - do twojego mieszkania, zobaczyć naszego wnuka, więc nasz wyczekuj.
Tata"
Odpisałam mu
"Niestety, ale ja będę mieszkać u Kamila.... Możecie nas odwiedzić... Michał zna przecież adres. Zapraszamy więc po południu na herbatę... Zapraszam wraz z Kamilem i Piotrusiem. Do zobaczenia
Kasia"
Chciałam zrobić tacie na złość, ponieważ on nie znosi Kamila... Chyba plan się powiódł, ponieważ w ogóle nie odpowiedział.... Miałam już go z głowy.
-------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podobało.... Jak wam się podobało, że Kamil odebrał poród?
kiki2000




Komentarze
Prześlij komentarz