Numer 45 - Powrót Kamila. Wywiad z Prezydentem.

Następnego dnia rano, spakowałam rzeczy Piotrusia do torby... Ja sama zaczęłam się szykować.. Przez tą sytuację z moim ojcem mało co jem, przez co, w ogóle nie jadam śniadań, ani kolacji.... Wiem, że jestem matką i karmię dziecko , więc powinnam się zdrowo odżywiać, ale cała ta  sytuacja mnie dobija....
Ubrałam się w zwykłe jeansy i bluzkę z długim rękawem... Ubrałam małego ciepło i zawiozłam go do Zębu... W drzwiach przywitała mnie Krystyna
- Kochana! Już jesteś!
- Tak....
Dałam jej małego w nosidełku... Zaniosła go do domu... Weszłam za nią.
Podałam jej torbę.
- Tutaj jest torba. Tam są rzeczy małego... Jest dopiero 8:00, więc po 11:00 powinnam tam być.... Posiedzę może 2 godziny, więc przed 17:00 powinnam być. Gdyby coś się działo, to proszę dzwonić... Pan Bronisław ma numer
- Dobrze kochana, nie bój się.
- A tak w ogóle, to gdzie pan Bronisław?
Nagle po schodach schodzi pan Bronisław w piżamie.
- Oj. Krysia... Coś zaspałem... Zrobiłaś mi kawę?
- Tak na stole w kuchni jest.
Nagle zobaczył mnie..
- O, Kasiu. Jesteś już.
- Tak, jestem już...
- A mały gdzie?
- Już w salonie jest - powiedziała  Krysia.
- Ok.
- To ja już jadę, żeby szybciej wrócić...
- Ok. To leć...

Pożegnałam się i wsiadłam w samochód. Pojechałam do rodzinnej miejscowości. Bardzo się bałam.... Nawet nie wiem czego... Sama wizyta budziła we mnie wewnętrzny lęk.
Z Zębu to nie całe 3 godziny do mojego starego domu.
Gdy dojechałam na miejsce... Dziwnie się poczułam... Nawet nie wiem dlaczego.... Ten dom wydawał się jakiś pusty.... Dziwny... Smętny.. Budził we mnie wewnętrzną odrazę i nie miałam przez to nawet najmniejszej ochoty, aby tam wejść...
Jednak Kornelia wybiegła przed dom.
- Co ty nie wchodzisz?
- A co ty nie w szkole? Przecież 11:00?
- Zostałam, aby małej pilnować.
- Ale ty masz w tym roku maturę kochana! Jeszcze niecałe 3 miesiące.
- No wiem, ale...
- Musimy się wszyscy wziąć w garść... Nie możesz tak teraz bagatelizować swojej nauki...Bo jak się nie zda, to się na pewno nie podejdzie w kolejnym roku, bo tak zawsze było, jest i będzie.
- Wiem... ale...
- Kochana.... Jeśli to takie uciążliwe, to ja mogę wziąć nawet Julcię na 2 dni max.
- Nie będziemy cię obciążać.... Przecież dopiero co urodziłaś...
- No co ty! Już nie długo Piotruś będzie miał 2 miesiące.
- No wiem, ale na pewno będziesz miała teraz ręce pełne roboty, coraz starszy, coraz więcej uwagi będziesz mu poświęcać.
- Oj, nie przesadzaj

Weszłam do domu... Piotrek z Michałem byli w szkole... Mała siedziała w fotelu i bawiła się lalką, a mama siedziała na przeciwko i ocierała oczy z łez...
- A tata gdzie?  - zapytałam.
- Leży na łóżku w pokoju..
- A dlaczego nie jesteście przy nim? Nie czekacie?? On ma tam sam leżeć?
- No ale... - zaczęła mama
- Wy już chyba chcecie wygnać go na tamten świat?
Jednak nic mi nie odpowiedziało... Nawet  cisza..
Poszłam więc sama do pokoju, a ten widok mnie bardzo przeraził.... Tata leżał na łóżku.... Biała pościel i białe prześcieradło, oddawało efekt, jakby naprawdę był w jakiejś umieralni... Rolety zasunięte do samego końca... Pokój strasznie wyglądał.... Aż bałam się wejść... Naprawdę.. Tata leżał na tym strasznym łóżku. Patrzył się na mnie, tak jakby widział mnie ostatni raz.... Był cały blady. Jego czarne oczy zrobiły się jakby szare... Traciły w ułamku sekundy swoją barwę. Ręce położone wzdłuż ciała... Nawet to nie były ręce... Tylko same kości przykryte cieniutką warstwą skóry. Chodź miał dopiero 43 lata, to włosy pokryły się cienką warstwą siwizny. Podeszłam do niego.... Stanęłam przed łóżkiem, po czym położyłam ręce na jego oparciu.
- Kasiu... To ty?
- Tak tato..
- Siadaj....
Z wielką trudnością wskazał ręką na krzesło, które znajdowało się obok.
- Dobrze tato..
Usiadłam na krześle przez niego wskazanym i położyłam rękę na jego łóżku. Popatrzyliśmy na siebie. Jednak szybko spuściłam wzrok.
- A Piotruś gdzie? - zapytał
- U rodziców Kamila.. Powiedzieli, że się nim zajmą. Bardzo mi pomagają... Chyba lepszych dziadków mojego syna, nie mogłam sobie wymarzyć..  Są blisko. Jak czegoś potrzebuje, to wykonuję telefon. Po chwili pan Bronisław już dzwoni dzwonkiem do drzwi mieszkania.
- A jak ci się żyje z Krystyną? Podobno wcześniej nie było kolorowo.
- Wczoraj byłam u nich na obiedzie. Przy okazji obejrzeliśmy konkurs drużynowy w Korei na Igrzyskach.
- Podobno Kamil wygrał 3 złote medale.
- Tak
- Jesteś z niego dumna?
- I to bardzo
- A jak się pomiędzy wami układa? Wszystko ok?
- Tak.... Ta rozłąka jest chyba najgorsza... Ma wrócić jutro... To prawie dwa tygodnie.. Ale powiem ci, że jak z nim rozmawiam, nawet wideo.... Gdy słyszę jego głos, gdy go widzę.... To tak mi go brakuje... Mogłabym rzucić wszystkie swoje marzenia... Zapłacić wszystkie pieniądze, aby chodź był z nami... Nie musimy się do siebie w ogóle odzywać... Jego obecność sprawia, że czuję się lepiej.
- To jest córeczko miłość
- Wiem, że chcemy, aby nasz syn czuł się dobrze, chcemy sprawić mu prawdziwy dom, prawdziwą rodzinę...
- Dla dziecka każdy rodzic jest w stanie poświęcić życie
- Więc może warto walczyć? Masz 5 dzieci...
- Kasiu.
- Wiem, że w tym stadium ta choroba jest nieuleczalna, że lekarza dają ci miesiąc życia, lecz jeśli się poddasz... Jaki przykład dajesz nam, twoim dzieciom? Że gdy tylko przyjdzie ciężki okres w życiu, to co? Mamy się poddać? Nie tak łatwo! Od dziecka uczyłeś mnie, że chodź jestem dziewczyną, to mam być silna. Pamiętasz, jak zabrakło mi jeden punkt, aby przejść na etap wojewódzki konkursu historycznego? Kto podbiegł do mnie pierwszy i powiedział, że mam być silna i żeby się nie poddawać? Sam powiedziałeś, że w następnym roku musi się udać.. Kim była ta  osoba, która również jak ja kochała historię i była ze mnie  dumna, że poszłam w ślady tej osoby. Kto to był? Przypominasz sobie?
- To ja...
- Ja też chcę tak wspierać mojego syna, że musi zawsze być silny i nigdy się nie poddawać... Ile razy tak mówiłeś nie tylko mi? Michałowi, Kornelii, Piotrkowi... A teraz? Sam się poddajesz? Chcesz poddać się bez żadnej walki?
- Kasiu.
- Czas coś zmienić. Nie możesz tak tutaj leżeć cały dzień bez światła i obecności ludzi.
Wstałam z krzesła i podeszłam do okna. Podniosłam rolety do samej góry.
- Co ty robisz?
-  Potrzebujesz trochę światła
- Wcale nie
- W takiej ciemni będziesz siedział?
- A co mi zostało? Trzeba się przyzwyczajać.
- Tato... Proszę...
 - A ja cię proszę, żebyś zasunęła rolety do samego końca i opuściła mój dom!
- Tato..
- Nie rozumiesz? Wyjdź!
Zasunęłam szybko rolety i wyszłam z pokoju. Szybko przeszłam do przedpokoju, po czym zaczęłam zakładać kurtkę i buty
- A ty gdzie? - zapytała mama
- Tata mnie wygonił. Kazał mi opuszczać jego dom
- Dziecko kochane, co ty żeś mu naopowiadała?
- Nic.
Zarzuciłam torbę na ramię. Była 11:30. Wsiadłam w samochód i pojechałam. Ruszyłam prosto do Zębu. Pod domem rodziców Kamila byłam już o 14:30. Zapukałam do domu. Otworzył mi Bronisław
- Witaj kochana! A co ty tak wcześnie? Coś nie wypaliło?
- Można tak powiedzieć...
- Wejdź...
Weszłam do domu. Krystyna nosiła małego na rękach... Po całym domu
- Hej Kasiu! I jak tam?
- Źle.
- A co się stało?
Opowiedziałam im całą historię.. Byli nią bardzo zaciekawieni i wsłuchani.
- I co? I kazał ci tak normalnie opuścić dom?
- Tak
- Tak własną córkę wyrzucić?
- Myślałam, że się zmienił...

Wzięłam małego na ręce...
- To ja już będę się zbierać....
- Może posiedzisz z nami ? Zjesz obiad..
- Z miłą chęcią... Nic nie jadłam od rana, a za nim coś ugotuję w domu, to trochę czasu minie.
- To siadaj. Upiekłam rybę.
-  Ok....
Krystyna przyniosła mi obiad.
- Mam pytanie kochana... Wy to tak na serio spotkaliście się... Ten wypadek? - zapytała lekko speszona Krystyna
- Tak... Zaspałam tego dnia. I chciałam jak najszybciej pojechać na uczelnię, chodź wiedziałam, że jestem bardzo spóźniona. I co? Pierwsze skrzyżowanie. Nie obejrzałam się i ... prosto pod koła białego mercedesa. Zderzenie czołowe... Maska cała poszła. I wiedziałam, jak mężczyźni reagują, gdy kobiety stwarzają wypadek... Tak się bałam, że mężczyzna z tego drugiego samochodu na mnie na krzyczy. Na początku tak było, nie powiem. Ale jednak go poznałam. Zapytałam wtedy. "Czy pan jest tył słynnym skoczkiem narciarskim?" I wtedy zrobił się taki pogodny. "Aż tak to widać?" zaśmiał się. Powiem państwu, że taka sytuacja była pierwsza w moim życiu... I myślałam, że nasze drogi się rozeszły, a tu nagle dzwoni do mnie moja kuzynka - Marcelina, żona Stefana Huli z zaproszeniem na kolację. No i poszłam! I byłam tam pierwsza, po czym Stefan powiedział, że zaprosił kolegów z kadry i po chwili do drzwi zapukał Kamil. Spędziłam trochę smętnie ten czas, bo oprócz Stefana i Marceliny nikogo nie znałam i po chwili jednak opuściłam imprezę, a Kamil zaprowadził mnie do domu. Pod moim blokiem zaprosił mnie na Puchar Świata w Zakopanem, a Piotrek Żyła załatwił mi pracę jako fotograf, bo rozmawiałam z nim na imprezie o moich pasjach.  I tak jakoś wyszło.
- I co? Uczucie wybuchło? - zapytała Krystyna
- Nie...
- Jak to? A Piotruś?
- Nie ważne.

Rozmawiałam tak jeszcze z nimi. Po czym przed godziną 16:00 zaczęłam się zbierać i ubierać Piotrusia i pojechałam do mieszkania do Zakopanego... Piotruś był bardzo śpiący, więc położyłam go spać, a sama zaczęłam sprzątać w całym mieszkaniu. Już jutro Kamil miał przylecieć i nawet nie wiedziałam o której. Po chwili dostałam SMS-a od Marty
"Może wpadniesz do nas z małym, jak będziesz miała czas?"
"Z miłą chęcią, ale nie dzisiaj. Zobaczymy. Chłopaki nie długo wracają, może jak pojadą dalej? Posiedzimy same, pogadamy i poplotkujemy i zobaczę tą małą Joasię!"
"Właśnie mała już czeka na odwiedzimy cioci Kasi i Piotrusia."
Po chwili wysłała mi zdjęcia małej w takim słodkim szarym ubranku króliczka.
"Jaka śliczna. Chyba po mamusi!"

Za nim ogarnęłam całe mieszkanie, to mi trochę zeszło.... Wzięłam prysznic i położyłam się na kanapie oglądając telewizor. Mały sobie smacznie spał, więc miałam czas dla siebie.
Zegar wybił 0:00, a ja niestety nie byłam śpiąca. Przerzucałam kanał za kanałem. Nagle przypomniałam sobie, że mam płytę z wesela i ślubu Olka i Magdy, na którym byłam jako osoba towarzysząca Kamila.. Podeszłam więc do telewizora i włączyłam płytę. Zaczęłam oglądać...
- Jak ona pięknie wyglądała... I ta suknia. - powiedziałam
Zaczęłam oglądać zabawy z oczepin. I ta zabawa, w której Kamil miał puszkę w spodniach, a ja musiałam wlewać wodę. Sama zaczęłam się śmiać z tego, jak to wszystko wyglądało. Potem zabawa taniec jako dyscyplina sportu. Pamiętam. Miałam wtedy z Kamilem skoki narciarskie. Na sam koniec wykonał przede mną piękny telemark. Dałabym mu same "20"
Spojrzałam na zegar... Była 2:30. Położyłam się  spać na kanapie... Niestety.. Ciężko było mi usnąć tej nocy. Przekręcałam  się z boku na bok.  A to było mi nie wygodnie, bo to poduszka za wysoko, raz za nisko, a to nagle zrobiło mi się duszno... Kołdra jakoś dziwnie ułożona... Wszystko mnie bardzo denerwowało. Jednak po prawie 20 minutach znalazłam idealną pozycję, aby usnąć... Jednak z tego transu coś mnie obudziło.. Jakieś dziwne odgłosy, jakby ktoś kombinował coś przy klamce do mieszkania... Wstałam z kanapy, po  czym na niej usiadłam...  Do mieszkania ktoś wszedł. Nie zapalił nawet światła... Tak po prostu, po cichu. Była to męska sylwetka. Zostawiła jakieś walizki w przedpokoju, a sama zdejmowała z siebie kurtkę, czapkę i buty. Dopiero po chwili spostrzegłam się, że to Kamil. Poprawiłam ręką włosy. A sukienkę do spania lekko poprawiłam, po czym przygładziłam rękoma... Po cichu podeszłam do niego od tyłu i zakryłam rękoma jego oczy. On położył swoje ręce na moich, a następnie obrócił się twarzą w moją stronę... Puścił mi oczko, a ja odwzajemniłam to uśmiechem.
- A co ty? Nie możesz spać w nocy? - uśmiechnął się głęboko
- Tak. Chyba przeczuwałam, że przyjedziesz
- Chciałem zrobić ci niespodziankę. W postaci śniadania do łóżka, albo że budzisz się obok mnie.
- Cóż plan nie wypalił
- Ale zawsze jest plan B!
Popatrzyłam na niego. Uśmiechnął się zawadiacko.
- Jaki plan?
Nie dostałam jednak od niego odpowiedzi.. Jednak przybliżył się nieco do mnie. Położył rękę na moim lewym policzku...
- W świetle księżyca pięknie wyglądasz - wyszeptał do mojego ucha.
Ja jednak dałam się porwać jego słowom. Wplotłam rękę w jego włosy.Przybliżył do mnie twarz... Dzieliły nas jedynie centymetry.  Położył ręce na moich biodrach. Coraz bardziej mnie one oplatały.  Przyparł mnie do ściany.. Od jego ust nie było żadnego ratunku.... Nasze pocałunki z czasem robiły się coraz to bardziej śmielsze i oddawały w sobie dużo namiętności. Przysunął się do mnie tak bliżej, że nie mogłam wykonać nawet najdrobniejszego ruchu. Po chwili zdjął z siebie koszulkę, po czym wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Nie przerwaliśmy naszych pocałunków w ogóle. Położył mnie na łóżku, a sam zaczął zdejmować z siebie spodnie, ja uczyniłam to samo z moją sukienką do spania... Cali w objęciach pragnęliśmy siebie coraz bardziej i bardziej. Nawet nie uwierzyłabym, że przed igrzyskami olimpijskimi nie chciałam w ogóle z nim rozmawiać i niedobrze mi się  robiło, gdy słyszałam wyrazy "skoki narciarskie". Jednak teraz czuliśmy się tak inaczej. Jakby coś pomiędzy nami wybuchło. Chyba to uczucie wzięło górę nad słowami przed Igrzyskami, bo w ułamku kilku sekund byliśmy już zupełnie nadzy.  Kamil uśmiechnął się do mnie, po czym przystąpił do miłosnego ataku. I tak właśnie spędziliśmy naszą upojną noc. Przytuliłam się do niego i w takiej oto pozycji zasnęliśmy... Jednak rano tego żałowałam.
    Gdy tylko się obudziłam to od razu chciałam zapomnieć o tej feralnej nocy.. Może to za wcześnie? Po chwili obudził się jednak Kamil. Pełen uśmiechu i optymizmu na twarzy.
- Jeszcze nikt nigdy nie pogratulował mi moim świetnych skoków.
Ja jednak nic nie odpowiedziałam.
- Kasiu? Jesteś smutna? - popatrzył na mnie pełen troski - Coś się stało?
- Czy to nie za szybko? Nie za szybko to wszystko trwa? Nie za szybko to wszystko pomiędzy nami się dzieje?
- Kasiu..
- Moim zdaniem tak. Wszystko poszło o wiele za szybko. Chyba nie tak wyobrażałam sobie powitanie 3-krotnego mistrza olimpijskiego 2018 roku z Korei.
- Czyli jestem kim dla ciebie?
Przybliżyłam się do niego. Spojrzałam prosto w oczy.
- Jesteś dla mnie osobą, którą kocham, najwspanialszą osobą na świecie, którą pokochałam i to właśnie ty jesteś moją jedyną, prawdziwą miłością. I wiesz co? A to, że jesteś 3- krotnym mistrzem olimpijskim, to tak w pakiecie.
Kamil bez wahania mnie pocałował, lecz z tego pięknego transu obudził nas płacz Piotrusia. Spojrzałam na zegarek.
- Cholera! 9:00! - wykrzyknęłam.
Zebrałam ciuchy z podłogi i udałam się do łazienki, aby wziąć szybki prysznic i się przebrać. Potem pobiegłam do Piotrusia.. Przebrałam go i nakarmiłam, po czym wzięłam maluszka na ręce.
Kamil akurat poszedł do łazienki również wziąć prysznic i się przebrać.
- Może się położysz spać? Na pewno nie jesteś w 100% wypoczęty po podróży. - powiedziałam.
- Po takiej nocy to jestem wypoczęty w 200% - uśmiechnął się.
Mi jednak nie było do śmiechu. Kamil wziął ode mnie małego na ręce.
- Widzisz kochanie? Tata już jest i teraz cię będzie nosić na rękach. - powiedziałam do Piotrusia, a ja zaczęłam przygotowywać spóźnione śniadanie.
Kamil po chwili podszedł do mnie.
- Nawet mało co rozmawialiśmy. Jak spotkanie z moją matką?
- Bardzo dobrze. To miła i sympatyczna kobieta.
- Moja mama??
- Tak, bardzo mi pomagała z Piotrusiem, kiedy jeździłam do mojego taty.
- A właśnie... Ja on się czuje?
- Chyba świetnie, skoro kazał mi opuszczać jego dom - powiedziałam zgryźliwie.
- Jak to?
- Normalnie. Nawet sama nie wiem, czym go wkurzyłam, może tym, że powiedziałam mu, że trzeba walczyć?
- O to tak się zdenerwował?
- Raczej tak. Bo o co by innego?

Przygotowałam śniadanie i położyłam je na stole.
- A mały?
- Już go karmiłam.
Usiadłam przy stole wraz z Kamilem
- Nie mówiłam ci, ale dzisiaj twoich rodziców odwiedza prezydent z kamerami, a jutro ma zamiar przyjechać i porozmawiać z tobą.
- Wiem. Rozmawiałem z nim
- Aha...
Siedzieliśmy w milczeniu. Po skończonym śniadaniu wzięłam się za zmywanie.
- To gdzie się spotykasz z tym prezydentem?
- No jak to gdzie? No tutaj, w mieszkaniu.
- Czyli co? Muszę się ulotnić chyba stąd. Po co będę ci przeszkadzać.
- Właśnie bardzo chciałbym, abyś była z nami.
- Ale po co? I jak mnie przedstawią? Matka syna Kamila Stocha?
- Ukochana Kamila Stocha.
Nie odpowiedziałam na jego słowa. Przerwał nam dzwonek do drzwi. To listonosz. Poszłam otworzyć
- Dzień dobry. - powiedziałam
- Dzień dobry.
- A co dzisiaj?
Listonosz podniósł z podłogi wielkie pudło zaklejone taśmą.
- To dla pana Kamila. W samochodzie mam jeszcze drugie.
- A co tam jest?
- Listy. A jak znam pana Kamila to prośby o autografy. Teraz jak jest mistrzem olimpijskim, to takim listów przyjdzie dużo, dużo więcej.
Listonosz poszedł więc do samochodu po kolejne pudło, a ja, to które trzymałam w rękach zaniosłam do salonu, centralnie przed Kamilem.
- A co to? - zapytał
- Listy do ciebie, na pewno prośby o autograf. Poczekaj jeszcze, bo listonosz poszedł do samochodu, po drugie pudło.
- Aż tyle?
- No a czego się spodziewałeś? Przecież takie osiągnięcie, to światowy sukces!

Listonosz przyniósł drugie pudło, które również położyłam w salonie.
- Gdzie mam je zanieść? - zapytałam. - Przecież nie będą tutaj tak stały.
- No nie. Może do sypialni obok szafy?
- Ok.
Wzięłam więc jedno pudło. Nie powiem, było nawet ciężkie. Zaniosłam je obok szafy, po czym wróciłam po drugie.
Po chwili wróciłam do salonu i usiadłam obok Kamila na kanapie.
Kamil przybliżył się do mnie, po czym wyjął z kieszeni spodni telefon.
- A po co ci on?
- Zrobimy sobie selfie?
No już głupszej gadki nie słyszałam.
- Ok. - odpowiedziałam.
Zrobiliśmy sobie selfie, po czym Kamil wrzucił to zdjęcie na swoje konto na instagramie.
"Jak dużo było wrócić do mieszkania i do tej pani , tu obok. 😍😍
#powrótdodomu #jakdobrzebyćznówwdomu #poigrzyskach #zkasią  #nareszciezukochaną #kochamtakiczas #gdymałyśpirodzicerobiązdjęcia "
Jednak nie minęło nawet pół godziny, to od razu pojawiły się komentarze
"Nareszcie z ukochaną? Czyżbyście byli razem?"
Takich komentarzy pojawiało się sporo, jednak nie miałam ochoty w ogóle na nie patrzeć, ani ich czytać.
- Wysłałam zdjęcia małego e-mailem do fotografa, Powinien je niedługo przysłać. Tak jak chciałeś. Sam mówiłeś, że chcesz wysłać je Ani.
- A no właśnie.... Ania... A jakieś nasze zdjęcia? Wysłałaś?
- Właśnie nie wiem które. Ty sam zdecydujesz.
- Ok... Ja mam taki pomysł, że może jedno z tych, ze ślubu na przykład Magdy i Olka.
- Jak chcesz. Mamy przecież dużo zdjęć z ich wesela i ślubu. Możesz coś wybrać.
- A ty mi nie pomożesz?
- Sam sobie dobrze poradzisz. Wierzę w ciebie.
Poszłam do pokoju do małego.
Kamil jednak zmęczony całą tą wielką imprezą usnął na kanapie. Podeszłam do niego i przykryłam go kocem.
Spojrzałam na zegarek. Była już 13:00. Strasznie się nudziłam.... Poszłam do sypialni, gdzie na komodzie leżała jakaś karteczka.. Podeszłam i ją przeczytałam.
"Data urodzenia Kasi?, Nazwisko Kasi? Ile Kasia ma rodzeństwa? Wasz pierwszy pocałunek? Gdzie to po raz pierwszy robiliście?"
Wzięłam tą kartkę i podeszłam do niego. Złapałam go za ramię i zaczęłam go budzić.
- Co to ma znaczyć?
- Ale co? - pytał zaspany.
- To! - pokazałam mu tą kartkę.
- To tak się.... A po co mam ci się w ogóle spowiadać?
- Bo jest tam mowa o mnie!
- Robiliśmy sobie quiz. To jest przecież pismo Piotrka! Dał mi na pamiątkę. Ja robiłem pytania Maćkowi.
Rzuciłam mu tą kartką prosto w twarz i udałam się do pokoju małego.. Leżał sobie spokojnie w łóżeczku. Nawet nie płakał. Patrzył się na mnie i uśmiechał się.
Usiadłam sobie w fotelu obok łóżeczka i patrzyłam na mojego ukochanego synka.
Nagle do pokoju wszedł Kamil.
- Przepraszam...
- Ale za co? Przecież nic złego nie zrobiłeś.
- Ale..
- Nie ma żadnego ale. Chciałam tylko się dowiedzieć, bo na tej kartce były informacje o mnie. I tyle. Nic więcej.
- Kasiu...
- Możemy to skończyć? Trochę źle się czuję. Boli mnie głowa. Daj mi odpocząć. Tobie też się przyda po takiej wyczerpującej imprezie.
- Ok.
Wyszedł z pokoju, a ja cały czas przyglądałam się Piotrusiowi...
Po jakiś 2 godzinach wyszłam z pokoju i zaczęłam się brać za sprzątanie. Niestety. Jakoś trzeba było ogarnąć cały salon, przecież jutro odwiedziny najważniejszej osoby w państwie wraz z kamerami. Kamil siedział sobie w kuchni przy stole i coś pisał. Podeszłam do niego zaciekawiona i zapytałam.
- Co tak tam piszesz?
- List miłosny.
- Uuu! Ciekawe która tak sobie zasłużyła. Ta, co zamiast odpoczywać, to lata po całym mieszkaniu z mopem w ręce.
 Za nim się spostrzegłam, że to właśnie ja trzymam tego mopa w ręku, to Kamil zdążył zgiąć kartkę na pół i powiedział
- Piszę list do Ani. Czekam tylko na to zdjęcie Piotrusia.
- Może jutro już będzie do odbioru.
- Oby.
Przerwałam jednak tą rozmowę i wzięłam się za mycie podłóg
- Tylko teraz nie kręć mi się po mieszkaniu. - powiedziałam
- Zobaczę - zaczął się śmiać.

Umyłam na spokojnie podłogi, bez żadnych ścieżek wydeptanych przez Kamila i czekałam jak spokojnie sobie wyschnie.
Po chwili zmęczona położyłam się na kanapie...
- Wiesz co? Nie mam już siły, ale jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. - powiedziałam do Kamila
- Ciekawe co? - zapytał ironicznie
- Muszę uprasować ci na jutro koszulę, sobie jaką sukienkę, przecież sam chciałeś, abym też była na tym wywiadzie.
- No tak..
- No to czas się brać do roboty!
Energicznym ruchem wstałam z kanapy i udałam się do szafy w sypialni.  Wyjęłam Kamilowi spodnie i koszule na jutrzejsze spotkanie.  Sobie zaś wyjęłam czarną sukienkę.  Po chwili położyłam to wszystko na łóżku,  a sama wyjęłam deskę do prasowania i żelazko.  Udałam się z nim do kuchni,  aby nalać wody i mogłam już spokojnie prasować.  Od zawsze to uwielbiałam.  Albo wieszać pranie...  To mi wychodziło najlepiej.
Uprasowałam wszystko i powiesiłam na wieszakach.  Już jutro mieliśmy się w to ubrać...  Gdy wyszłam z sypialni,  to zauważyłam,  że Kamila nie ma w całym domu.
- No świetnie! Wyszedł i nic nie powiedział!  - powiedziałam zdenerwowana na głos.
Udałam się do kuchni,  aby zrobić kolację.  Położyłam wszystko na stole i czekałam,  aż tylko wróci.
Nagle drzwi do mieszkania otworzyły się.  Wyszłam zobaczyć. A tu....  W drzwiach stał Kamil z bukietem czerwonych róż.  Stanął z nimi w ręku przede mną.
- A co to jest? - zapytałam.
- Podczas mojego pobytu na Igrzyskach,  walentynki obchodziłaś jedynie z naszym synem....  W tamtym roku kartka od wielbiciela i ten mój nieszczęsny pocałunek przed kamerami. Więc....  - wręczył mi kwiaty
- To dla mnie? Dziękuję bardzo. - po czym pocałowałam go w policzek.
Wstawiłam kwiaty do wazonu,  a Kamila zaprosiłam do kuchni na kolację.
- Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać.  - zaczął
- Tak?
- Zdaję sobie sprawę,  że jestem już znany z tego wyczynu i chciałbym stworzyć coś takiego...  Nie przewidywalnego....  Coś wspaniałego.
- Na przykład co?
- Teraz będzie duży popyt na moją osobę..  A gdyby tak... Założyć klub sportowy?  Maleńki.  Max 20 osób.  Zajmowalibyśmy się tym oboje. Znaleźć 2 trenerów...  Sponsorów.  Zapytałbym się jeszcze mojej menadżerki o tego sponsora...  Taki klub to lepszy start w życie...  Pomyśl też o przyszłości naszego syna...  Przecież czy nie będzie mu miło,  jeśli jego rodzice będą mieli taki klub,  a gdy nas zabraknie na tym świecie to dostanie po rodzicach coś pięknego...  Klub sportowy dla młodych skoczków.  A nawet gdybym ja za kilka lat zakończył karierę to będę mógł cały czas być blisko tych skoków. Może wychowany przyszłego medalistę Igrzysk Olimpijskich?
- Jeśli chodzi ci o moje zdanie,  to jest to bardzo dobra decyzja.  Wprost jedna z najlepszych.  Tylko co ja miałabym tam robić w tym klubie? Przecież ja się na niczym nie znam.
- Nie bój się. Poradzimy sobie. Przecież nie będziemy pierwszym takim klubem w Zakopanem. Będziemy prosić o jakieś porady, jak? co? gdzie? Przecież nie ma jednego tylko klubu w Polsce.
- Pomysł jest świetny, a nawet bardzo świetny! Tylko nie chcę odgrywać z nim pierwszoplanowej roli.
- Dlaczego?
- Po prostu nie chcę.
I takim właśnie akcentem skończyliśmy rozmowę... Ja udałam się do łazienki, aby wziąć prysznic... Potem pozmywałam naczynia po kolacji. Kamil siedział w salonie i trzymał w ręku telefon.  Na pewno przeglądałam portale społecznościowe.
- W piątek mamy tą sesję w Krakowie. Pamiętasz? - zapytał
- Tak... Może być.
- Weźmiemy na nią Piotrusia. Zrobimy sobie również rodzinne zdjęcia.
- Niech będzie.
- Jutro zapraszam cię na kolację do restauracji. Tata zaopiekuje się małym. - nagle powiedział
- A jaka to okazja?
- Żebyś się mną nacieszyła, tyle mnie nie było...
- Masz na pewno bardzo napięty grafik? - chciałam zmienić temat.
- Tak. Już jutro o 10:00 prezydent, a następnie o 12:30 jestem umówiony na długi wywiad z dziennikarzami TVP SPORT. O 15:00 spotykam się z moją menadżerką, w sprawie reklam, bo mam dużo zgłoszeń... I o 19:00 idziemy na kolację... Niestety piątek tak samo.. Najpierw sesja o 9:00 w Krakowie z wami, jednak już o 14:00 w Krakowie mam spotkanie z dziennikarzami i komentatorami w jakiejś sali, czy coś.. Niby konferencja. Coś w tym stylu.. Do 3 godzin max.... I potem wracamy do Zakopanego... W sobotę ..... Lepiej nie mówić... Już od poniedziałku zaczynam treningi.. A zapomniałbym.... W sobotę jedziemy do Pałacu Prezydenckiego.
- Po co?
- Jest spotkanie pary prezydenckiej ze wszystkimi olimpijczykami. Pojedziesz ze mną. Justyna Żyła też jedzie... Marta nie  bo urodziła, ale Agnieszka również będzie.
- Ok. Tylko to będzie takie zwykłe spotkanie, czy co...?
- Ale co masz na myśli?
- No bo nie wiem, jak się mam ubrać!
- Teraz pięknie wyglądasz - uśmiechnął się.
- Co ty! Przecież w tej koszuli nocnej nie wystąpiłabym, aby nawet przed blok wyjść!
- Oj, nie przesadzaj....

Położyłam się spać.... W końcu jutro musiałam wstać wcześnie...
Wstałam już o 6:00  i zaczęłam od razu się przygotowywać.. O 10:00 miał rozpocząć się wywiad, jednak ci wszyscy goście z kamerami, mieli przyjść już o 9:00.
Ja już od samego wstania z łóżka zaczęłam się denerwować... Musiałam ogarnąć cały salon... Wymieniłam wodę w kwiatach od Kamila. I pierwsze co, to poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę.
Kamil też już wstał... On jednak nie denerwował się tak jak ja... Usiadł sobie spokojnie na łóżku i oznajmił mi, że musi iść odebrać cały karton zdjęć na autografy.
- Ale jakie zdjęcia?
- Moje zdjęcie z medalem olimpijskim. Wiesz już wcześniej je wysłałem do wywołania i wczoraj przed 23:00 dostałem wiadomość, że już są do odebrania.
- Dobra idź... Tylko wróć zaraz. Już o 9:00 to musimy być już być naszykowani.
- Ok. Będę..
Ja poszłam do Piotrusia... Ubrałam go w białą koszulę i czarne spodnie. Chciałam go jakoś elegancko ubrać.  Ja sama również chciałam jakoś ładnie wyglądać. Wzięłam z szafy sukienkę, którą sobie uprasowałam i zaczęłam się w nią ubierać. Następnie poszłam do łazienki i zrobiłam sobie lekki makijaż. Zostały mi tylko włosy... Związałam je na razie w niechlujnego koka. Była dopiero 8:00. Kamil już przyszedł z całym kartonem zdjęć...
- Już jesteś? - zapytałam
- Tak
Nagle popatrzył się na mnie...
-Wow! Cudnie wyglądasz!

- Dzięki. - uśmiechnęłam się...  - Ale teraz ty się szykuj, bo mi  zostały tylko włosy, a ty to musisz się ubrać... W ogóle wszystko. Idź sobie medale naszykuj. Położysz je na stoliku w salonie.
- Dobra, nie jestem małym dzieckiem - uśmiechnął się.
- Ale żebyś nie zapomniał.
 - Ok. Będę pamiętał.
Ja zaś wzięłam swoje lusterko i szczotkę, po czym powędrowałam do sypialni, aby zrobić sobie fryzurę. Włosy rozpuściłam, ale z tyłu lekko upięłam. Na noc miałam zrobionego warkoczyka, więc włosy miały naturalne fale. Bardzo fajnie mi to wyszło i strasznie podobało.
Gdy wyszłam z sypialni, to Kamil ubrany już w koszulę układał swoje medale na szklanym stoliku w salonie.
- Żeby tylko było równo! - zaśmiałam się.
Kamil wstał jednak od medali i patrzył się na mnie nieruchomo przez kilka minut.
- Co? Jestem gdzieś brudna? - zaczęłam się oglądać.
- Nie... Po prostu wyglądasz bosko!
Powiedział. Po czym bez wahania podszedł do mnie  bliżej i mnie pocałował... Nawet nie odpychałam jego pocałunków.... Po prostu czułam się jakoś dziwnie. Jakbym była w jakiś transie...
Jednak tą romantyczną wprawdzie chwilę przerwał nam dzwonek  do drzwi.
- To ja otworzę. - powiedziałam
W drzwiach stali już ci wszyscy operatorzy kamer. Zaprosiłam ich do domu.. Zaczęli ustawiać kamery. Gdy po chwili w drzwiach stanął sam prezydent Rzeczpospolitej Polskiej - pan Andrzej Duda.
Zaprosiliśmy go do salonu, gdzie ukradkiem zerkał na medale.
- A teraz prosimy o pamiątkowe zdjęcie. - powiedział jeden z operatorów, który sięgnął po aparat.
Stanęłam sobie obok Kamila. Mieliśmy swoje zdjęcie, tylko we dwójkę. Następnie dołączył do nas pan prezydent.
Fotografowie sięgali za aparat i robili zdjęcia medalom oraz medalom na szyi Kamila.
Ja zaś stanęłam sobie z boku, po chwili podszedł do mnie pan Prezydent.
- Pan Kamil, jest przykładem, jak diametralnie można zmienić polskie skoki narciarskie.
- Sama jestem zachwycona jego wyczynem.
- Wczoraj spotkałem się z jego rodzicami i pani Krystyna opowiadała mi, jak Kamil odznaczał się w dzieciństwie wysokimi zdolnościami.
- Jak rozmawiałam z jego rodzicami, to był na prawdę utalentowanym dzieckiem... Sama się dziwiłam z jego sukcesów, w tak młodym wieku.
- To taki wirtuoz polskich skoków!
- Jak patrzę na te wspaniałe medale, to po prostu... Serce się samo raduje.
- Wiem.... Te wszystkie sukcesy...
- To jednym słowem coś wspaniałego!

Po małej sesji zdjęciowej z Kamilem usiadłam z Kamilem na kanapie, a na przeciwko nas w fotelu pan Prezydent.
- Nagrywamy za 3...2...1! Start! - powiedział jeden z operatorów.

- Mam wielki zaszczyt gościć w mieszkaniu naszego mistrza olimpijskiego Kamila Stocha. - zaczął prezydent. - Chciałbym zacząć od tego, że twoja kolekcja znacznie się powiększa. Coraz więcej medali, wygranych, jakiś przepis na sukces?
- Wybić się dobrze z progu i niech wiatr dobrze poniesie. - zaczął śmiać się Kamil.
- Chciałbym ci jeszcze raz pogratulować tak wspaniałego występu, panie Kamilu, jest pan wielki.
- Nic takiego...
- Przed nagraniem rozmawiałem..... z pana partnerką, panią Kasią, która sama się wypowiadała, że jest zachwycona twoim wyczynem!
- Naprawdę? - spojrzał w moją stronę. - Bardzo  się cieszę.
- Nazwałem cię z tego wszystkiego wirtuozem polskich skoków!
- Jednak chyba dla wielu Polaków wirtuozem był Adam Małysz i choćbym zwyciężał w każdym konkursie i wygrywał każde imprezy, to jednak Adam będzie w sercach Polaków.
- Pięknie wypowiadałeś się o swoim synu, gdy dzwoniłem do ciebie, po tym drugim medalu. Jest on na pierwszym miejscu w twoim życiu?
- Tak.. Stoi na tym najwyższym stopniu podium z Kasią.
- A pani, pani Kasiu, jak przeżywała pani te Igrzyska?
- Konkursy indywidualne oglądałam, siedząc tak jak teraz na tej kanapie z tatą Kamila i z małym Piotrusiem na rękach. Bardzo to przeżywałam, lecz tata Kamila, jest psychologiem i podchodził do tego w taki bardzo opanowany sposób, ale też nie krył swojej wielkiej radości z syna. Zaś konkurs drużynowy oglądałam u rodziców Kamila wraz z synkiem i rodzicami Kamila... Jednak te igrzyska zapamiętam chyba najbardziej ze wszystkich imprez... Chyba tak nie cieszyłam się nawet ze zdobycia Kryształowej Kuli. - powiedziałam.
Rozmawialiśmy tak przez prawie pół godziny, gdy nagle usłyszałam płacz małego..
- Przepraszam bardzo. - powiedziałam, po czym poszłam do pokoju małego.
Poszłam do małego, był głodny... Nakarmiłam go, po czym wróciłam d salonu.
- Bardzo chciałbym poznać syna naszego wspaniałego, utytułowanego skoczka! - powiedział prezydent.
Bez słowa poszłam więc do pokoju i wzięłam małego na ręce. Przyszłam z nim do salonu.
- Mogę go wziąć na ręce? - zapytał Prezydent
- Tak, proszę. - powiedziałam
Delikatnie przejął ode mnie małego.
- Ile ma miesięcy? - zapytał
- Za 3 dni skończy 2 miesiące - odpowiedziałam.
- Czyli urodził się w Boże Narodzenie! - powiedział pan Prezydent
- Tak - przytaknęłam.

Wzięłam po chwili do siebie na ręce.
- I na zakończenie chciałbym panu, panie Kamilu jeszcze raz serdecznie podziękować i życzę dalszych sukcesów.
I tak zakończył się wywiad. Następnie pan Prezydent zrobił sobie zdjęcie z małym Piotrusiem na rękach. A na koniec. Nasza mała rodzinka, czyli ja, Kamil i Piotrek stanęliśmy przed obiektywem i zrobiliśmy sobie kilka zdjęć.
Wszyscy operatorzy kamer wyszli już z mieszkania wraz z Prezydentem, a ja miałam iść zamiar się przebrać, gdy nagle Kamil złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Gdzie idziesz?
- Przebrać się.
- Po co?
- W tej sukience będę chodzić cały dzień?
- Tak. Ładnie w niej wyglądasz.
W tym momencie zaczęliśmy się całować. Były to coraz namiętniejsze pocałunki, lecz po chwili oderwałam się od Kamila..
- Przepraszam...
Wyrwałam się wprost z jego ramion i udałam się do sypialni. Usiadłam na brzegu łóżka, gdy nagle do mnie podszedł Kamil.
- Pojedziesz ze mną?
- Gdzie?
- Na ten wywiad.
- Ale po co?
- Skoro zostałaś nazwana jako moja partnerka... - zaczął
- To tylko nic nie znaczące słowa pana Prezydenta. Co miał powiedzieć?
- Pojedziesz? Małego zawieziemy do moich rodziców..
- Niech ci będzie. - powiedziałam.- Tylko się przebiorę.
 - Ale mam los... z tymi twoimi ciuchami! - zaczął się śmiać.
Ja odwróciłam się w jego stronę i posłałam mu gorący uśmiech. Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej sukienkę.
- Przecież one się prawie niczym nie różnią. - zaczął Kamil.
- Prawie. Dobrze to ująłeś. - zażartowałam.
Wzięłam ją i poszłam do łazienki. aby się ubrać.
Kamil zaś spakował swoje medale w futerał.
Wyszłam z łazienki i zaczęłam pakować rzeczy Piotrusia w torbę..
- Ok. Możemy jechać. - powiedziałam
 Pojechaliśmy najpierw do Zębu, aby  podwieźć małego Piotrusia do rodziców Kamila. Mieli się nim zaopiekować, kiedy nas nie będzie. Wyjęłam go z auta,  a Kamil wziął rzeczy i powędrowaliśmy pod drzwi.. Otworzył nam je Bronisław. Wziął małego, a my powędrowaliśmy do samochodu i pojechaliśmy w dalszą drogę.
Niestety, już przed samym wjazdem do Zakopanego były straszne korki. Po chwili dostałam wiadomość na e-maila.
- Przysłali mi te zdjęcia z dzisiaj. - powiedziałam na głos do Kamila
- I co? Może być? - zapytał. - Ładnie wyszedłem?
- Tak źle się oceniasz? Wyszedłeś najlepiej z nas wszystkich! Takiego przystojniaka to ja jeszcze nigdy w życiu nie widziałam!
Kamil popatrzył się w moją stronę i się uśmiechnął.
 Wybrałam jedno z nich, a dokładnie te, na którym jesteśmy we czwórkę. Ja, Kamil, Piotruś i pan Prezydent i wstawiłam na mojego Instagrama
"A dzisiaj spotkanie z prezydentem. #happy #szczęśliwa #nareszciewrócił #cozaspotkanie #spotkaniezprezydentem"
Przed 12:00 dojechaliśmy na miejsce... Nie uniknęłam spotkania z fotografami, lecz jakoś dziwnie się czułam podczas tego spotkania.... Kamil dziwnie się do mnie przymilał, szliśmy bardzo blisko siebie, jakby chciał zwrócić na siebie uwagę tych wszystkich reporterów.
Zostaliśmy zaproszeni do jakby takiej sali. Nie siedziałam obok Kamila, tylko na miejscu przeznaczonym dla widowni... Do oficjalnego wywiadu na żywo zostało jedynie 15 minut, ale fotoreporterzy już wcześniej tam byli i zostałam przez nich zauważony, przez co skupiali się na mnie, robiąc mi zdjęcia.. Ja jednak chciałam sobie tego oszczędzić. lecz cóż... Taka ich praca. Nic na to nie mogłam poradzić. Wywiad trwał prawie pół godziny. Po skończonym wywiadzie spokojnie wstałam ze swojego miejsca i wyszłam z Kamilem z budynku.
- Jest  dopiero 13:00 - powiedział
- Zawieziesz mnie do Zębu, wezmę Piotrusia i zawieziesz mnie do mieszkania, a ty na spokojnie pojedziesz na spotkanie z menadżerką.
- A może by tak...
- Co?
- Zapraszam panią na obiad!
- Obiad, kolacja.. Wykosztuje się pan na mnie. - zaczęłam
Zaczęliśmy się śmiać.
 - Więc co? Jedziemy?
- Z miłą chęcią.
Pojechaliśmy do jednej z restauracji, niestety nie umknęliśmy fotoreporterom, którzy jeździli za nami krok w krok.
Weszliśmy do restauracji, Kamil pomógł zdjąć mi kurtkę.
- Ale z ciebie dżentelmen.
Usiedliśmy przy stoliku.
- Taki z ciebie dżentelmen, jak podczas kolacji  u Stefana i Marceliny. - zaczęłam
- A co takie się stało?
- Nie pamiętasz? Gdy stanąłeś w drzwiach i podszedłeś się przywitać, to pocałowałeś mnie w rękę. Wtedy też pomyślałam, że ale z ciebie dżentelmen.
- Nie pamiętam... Chyba byłem tak zaślepiony twoją urodą.
Spuściłam szybko wzrok...
- A co masz obgadać z tą menadżerką?
- Mam dużo propozycji reklam oraz żebym został ambasadorem jakiś marek. Ma mi pomóc wybrać coś odpowiedniego.
- Może to być świetny pomysł.
- Wiem, podobno jest propozycja od marki ubrań, garnitury, takie tam.
- Możesz w tym świetnie wypaść.
- Dlatego chcę to obgadać.
- Zostanie twarzą jakiejś marki to fajna sprawa, nowe doświadczenie  i nie jest się kojarzony, tak jak w twoim przypadku tylko ze skokami narciarskimi.
- A może chciałabyś pojechać ze mną na to spotkanie?
- Nie, to są twoje sprawy, gdzie będziesz występował, twoje propozycje, które musisz uzgodnić z menadżerką. Ja nie jestem ci tutaj do niczego potrzebna.
- Nie chcesz poznać Wioli?
- Tej menadżerki?
- Tak.
- Starsza? Młodsza?
- Starsza... Wiesz, ma już dwoje dzieci..
- Kamil, nie chcę nic mówić, ale ja urodziłam Piotrusia mając 20 lat.


Po skończonym obiedzie Kamil zawiózł mnie do mieszkania.
- Po małego pojedziemy wieczorem... Po naszej kolacji - oznajmił Kamil
- Ok. Rozumiem, że już wszystko uzgodniłeś?
- Tak.
 Ja zostałam w mieszkaniu. Nie mając co robić usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Niestety... Nic ciekawego tam nie było.  Wzięłam więc telefon i zaczęłam przeglądać różne portale społecznościowe. Natknęłam się na pewien artykuł.
"Czyżby Kamil Stoch i Katarzyna Witkowska byli parą? "
Aż z zaciekawienia weszłam w ten  artykuł.
"Dzisiaj w mieszkaniu Kamila Stocha pojawił się sam prezydent Andrzej Duda i towarzysząca mu obstawa z kamerami.  Wideo już ogarnęło media, a najbardziej słowa samego prezydenta skierowane do Kamila Stocha
 - "Przed nagraniem rozmawiałem..... z pana partnerką, panią Kasią, która sama się wypowiadała, że jest zachwycona twoim wyczynem!"
Media od razu zaczęły robić spekulacje co to ma w ogóle oznaczać. Może to zwykłe przejęzyczenie, albo prawda.
Jednak po tym spotkaniu Kasia Witkowska opublikowała zdjęcie, na którym jest wraz z Kamilem Stochem, ich synem i prezydentem. Komentarze spekulują, że bardzo ładna z nich para. My również z tym się zgadzamy, jednak to chyba mało dowodów, lecz co więcej o 12:30 miało odbyć się w Zakopanem spotkanie Kamila Stocha z dziennikarzami TVP SPORT, na którym Kamilowi towarzyszyła właśnie Kasia. Jak czytamy  na jednej ze stron
"Szli bardzo blisko siebie, co mogło dać nam do odczucia, że jednak są razem, Kamil Stoch, szeroko się uśmiechał w stronę kamer. Po skończonym wywiadzie wspólnie udali się do jednej z zakopiańskich restauracji aby zjeść obiad."
Czy to coś poważnego? My trzymamy za nich kciuki, aby byli razem!"

Aż sama nie mogłam uwierzyć jakie bzdury piszą te brukowce. Ciekawiło mnie, ile im płacą za takie kłamstwa.

Po 16:00 do mieszkania wrócił Kamil
- I co tam obgadaliście? - zapytałam
- Wiesz... Zgodziłem się na to, aby być ambasadorem tej marki z garniturami i modą męską oraz aby być ambasadorem zegarków. I zapytałem się Wioli, czy byś  i ty nie mogła być ambasadorką tych zegarków. Zgodziła się i prezes tej firmy również.
- Ok. Mi się podoba, tylko nie uzgodniłeś tego ze mną wcześniej.
- Przepraszam, ale w ostatniej chwili pomyślałem, że to może być świetny pomysł.
- No bo pomysł wydaje się świetny, ale cóż.. Nie uzgodniłeś tego ze mną, nic nie mówiłeś. Nawet nie zadzwoniłeś.
- Przepraszam cię jeszcze raz Kasiu... Nawet o tym nie pomyślałem.. To była taka spontaniczna decyzja.
- Dobra już, nie tłumacz się.
Wstałam z kanapy i poszłam po telefon. Zadzwoniłam do Bronisława, zapytać się, jak miewa się Piotruś. Odpowiedział mi, że dobrze.
Rozłączyłam się.
- I co? - zapytał Kamil
- Wszystko z małym dobrze.
- Aha.

Kamil włączył sobie telewizor, a ja poszłam do sypialni położyć się.. Głowa zaczęła mnie boleć, a myśl, że te wszystkie gazety plotkarskie piszą o rzekomym związku moim i Kamila coraz bardziej mnie dobijała... Przez chwilę był spokój bez żadnych spekulacji. Jednak teraz wszystko wróciło.
Po jakiś 10 minutach do sypialni wszedł Kamil.
- Coś cię boli? - zapytał
- Głowa
- Może przynieść ci jakąś tabletkę?
- Nie, nie trzeba. Zaraz powinno przejść.
Położył się obok mnie na łóżku
Spojrzał na zegarek.
- Już po 17:00. Więc co? Idziemy na tą kolację?
- Zobaczymy, czy mnie głowa będzie bolała.
- To może przynieść ci tą tabletkę?
Jednak nic nie odpowiedziałam.
Wyszedł i po chwili wrócił z białą tabletką na dłoni,  a w drugiej ręce trzymał szklankę wody.
- Proszę - powiedział i podał mi szklankę wraz z tabletką.
- Dziękuję.
Wzięłam tabletkę, a resztę wody położyłam na stoliku nocnym.
Leżałam sobie z Kamilem na łóżku.
- Brakowało mi tego leniuchowania. - zaczął Kamil
- A mi brakowało ciebie. - powiedziałam - Taka rozłąka jest chyba za długa.... Strasznie za tobą tęskniłam... Dobrze, że igrzyska są co 4 lata, bo za rok chyba bym tego nie przeżyła.
- Cóż... takie są igrzyska, ale chyba warto było jechać, aby zdobyć te 3 medale.
- Myślisz, że jestem taka, jak te wymalowane laski, że lecę na kasę? Mnie na medale nie zdobędziesz. Nigdy w życiu nie wyrwiesz mnie na 3 złote medale olimpijskie.
- Jak na medale to na co? - uśmiechnął się zawadiacko Kamil.
- Musisz być romantyczny.
- Ok.... To co muszę zrobić?
- Musisz pomyśleć.... Ludzie albo są romantyczni, albo nie są..
- Ale chyba jestem.
- Po czym to sądzisz?
- Na początku naszej znajomości jakoś zdobyłem twoje serce.
Moje serce zaczęło bić coraz mocniej.
Kamil przybliżył się do mnie, ja do niego również... Położyłam rękę na jego barku. Delikatnie zaczęłam poprawiać mu kołnierzyk u koszuli.
On zaczął odgarnywać włosy z mojej twarzy. Popatrzył na mnie i powiedział.
- Kasiu... Dlaczego nam nie wyszło?
- Sama nie wiem...
- Jest szansa, aby to naprawić?
- Zawsze jest.
Przybliżył się do mnie jeszcze bliżej i mnie delikatnie pocałował. Nie opierałam się w ogóle.
- A teraz zapraszam panią na kolację. -powiedział
- Ok. Tylko się przebiorę.
- Czyżby 3 sukienka dzisiaj? - uśmiechnął się.
- Mogą być nawet i co pół godziny. - odwzajemniłam to również uśmiechem.
Wyjęłam z szafy sukienkę i poszłam z nią do łazienki, aby się przebrać.

- Wow! - powiedział Kamil, gdy mnie zobaczył wychodzącą z łazienki
- Nie przesadzaj. - powiedziałam.
- Mam niespodziankę. Pójdziemy na pieszo. - powiedział Kamil
- Ok.
Ubrałam się w kurtkę, a na nogi wysokie kozaczki.
- Możemy wychodzić. - powiedziałam
- Ok
Wyszliśmy z mieszkania i na pieszo wyruszyliśmy do restauracji. Sceneria była przepiękna, góralski klimacik, prószący śnieg, a my idziemy ulicami Zakopanego pod rączkę.
Weszliśmy do jednej z zakopiańskich restauracji. Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy. Zaczęliśmy wspominać początki naszej znajomości.
- Pamiętam ten wypadek, jak tak zaczęłaś mi się przyglądać i zapytałaś, czy to ja jestem tym znanym skoczkiem.
- I ty wtedy "aż tak to widać?"
- Chyba to był mój najszczęśliwszy wypadek, bo poznałem ciebie.
- A ślub Olka i Magdy? Te zabawy na oczepinach?
- Butelka w spodniach ,a ty wodę wlewałaś! Pamiętam!
- Ja się tylko martwiłam, aby na ciebie nie wylać, bo byś śmiesznie wyglądał mając spodnie mokre w kroku! By się śmiali, że się zesikałeś na weselu!
- A taniec jako dyscyplina sportu? Mieliśmy wtedy skoki narciarskie.
- Pamiętam, jak na koniec zrobiłeś telemark.
- Zadedykowałem go dla ciebie.
- Ale powiem ci, że tego wesela nigdy nie zapomnę, choćby z powodu tych zabaw na oczepinach.
- Albo ślub Marty i Dawida. Byliśmy wtedy świadkami
- Pamiętam. Wtedy mieliśmy takie ciche dni. I jak się strasznie denerwowałam. Bo zataili przede mną, że ty będziesz świadkiem. Wtedy nawet nie chciałam odzywać się do Marty w ogóle, ani do Dawida... Nawet w ogóle nie chciałam się zgodzić, bo przed oczami miałam ten nieszczęsny pocałunek podczas Raw Air z Dawidem.... I tak nie chciałam się zgodzić, aby być tą świadkową na ślubie jego i Marty... Ale niestety, zostawili mnie pod faktem dokonanym.
- Ale świetnie wypadłaś... Gapili się bardziej na ciebie, niż na Martę.
- I właśnie to miała mi za złe. Przecież sama zaprosiła tyle fotoreporterów, a oni jednak zamiast robić zdjęcia pannie młodej , to robili mnie...
- Zrobiłaś jej na złość.
- To nie moja wina, że ja byłam obiektem fotoreporterów. - uśmiechnęłam się.
- Ale wyglądałaś wtedy przepięknie.
- Plotkarskie gazety też tak pisały.

Po skończonej kolacji wyszliśmy z restauracji i udaliśmy się na spacer po ulicach Zakopanego. Poszłam jeszcze z Kamilem do sklepu, gdzie kupiliśmy wino.
Wróciliśmy do mieszkania. Położyliśmy wino na szafce. Zaczęłam zdejmować buty i kurtkę.. Miałam iść do kuchni, gdy nagle Kamil złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Ja nie chcę więcej czekać. Mam dość tego wielkiego czekania.
-  Na co?
Objął mnie w pasie.
Zaczęliśmy się całować... Nie wiem nawet kto zaczął tą romantyczną chwilę, lecz nasze usta nawet nie chciały się od siebie oderwać.
-  Kocham cię. - wyszeptał mi na ucho.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam.
Po chwili nasze usta się oderwały.
- Wiesz co? Tak długo na to czekałem, aby ci to tak na prawdę powiedzieć. Tak od serca.
- Ja też... - odpowiedziałam.
Po chwili wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu.
- Kamil, co ty robisz?
- Biorę moją dziewczynę do salonu. - uśmiechnął się.
Usiadłam na kanapie, a Kamil wyjął kieliszki i otworzył wino.
- Jakoś trzeba to uczcić.
Poszłam jeszcze do łazienki, gdy Kamil wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie butelce wina i kieliszków.
"Z dziewczyną przy winku @kasiawitkowska."
Opublikował zdjęcie na swoich profilach w mediach społecznościowych.
Usiadłam Kamilowi na kolanach i wzięłam do ręki kieliszek.
- Ale Kamil... A Piotruś? Przecież nie możemy się napić.
- Zadzwonię do taty, aby go przywiózł.
- Ok.
Wzięliśmy kieliszki z winem do rąk i przybiliśmy się kieliszkami.
- Za nas. - powiedział Kamil
- Za nas... - powtórzyłam.
Po tak mile spędzonym wieczorze zadzwoniłam do Bronisława z prośbą, czy by nie przywiózł nam Piotrusia. Zgodził się.
Po jakiś 30 minutach przywiózł nam Piotrusia. Był bardzo śpiący. Położyłam go do łóżeczka, a ja poszłam wziąć prysznic, a następnie sama zmęczona położyłam się spać. Nawet nie pamiętałam, o której zasnęłam...


-----------------------------------------------------------------------------
                                                                 kiki2000

Komentarze