Numer 48 - Zapoznanie z Anną. Co się w ogóle dzieje?

Wieczorem Anna położyła się na kanapie, a jej synka położyłam, aby usnął sobie w wózku. Cóż mogliśmy innego zrobić?
Nie mogłam w ogóle usnąć, tak samo jak i Kamil.
Wierciłam się z boku na bok.
- Co takiego musiało się stać, że ona przyjechała... - powiedział Kamil na głos.
- Nie wierzę, że za zdradę można wyrzucić kobietę z dzieckiem bez żadnych rzeczy, przecież to niepojęte!
- Ja nawet nie wierzę w to, że ona mogła go zdradzić.
- Ale  bez powodu by jej nie wyrzucili, a nawet gdyby sama podjęła taką decyzję, to moim  zdaniem miałaby jakiś bagaż. Sama ci mówiła. Ma tylko paszport i nic więcej.
- Właśnie... Czy to nie dziwne?
- Nawet bardzo. Wiesz, jutro z nią porozmawiasz. Niech się wyśpi na spokojnie.
- Jutro to dopiero będę wolny po południu.
- Jak to?
- Już od jutro od 10:00 zaczynam trening. Niestety, ale po 9:00 muszę być na miejscu. Trener zaprosił nas potem na omówienie całego treningu, co do poprawy i takie tam. Jak o 14:00 będę w domu, to będzie super.
- Czyli co? Ja mam sama z nią zostać?
- A co? Przeszkadza ci coś?
- No powiem ci, że.. Nie znam jej, a ty chcesz mnie zostawić z nią sam na sam na pół dnia?
- Cóż...
- No powiem ci, że na samą myśl czuję się nieswojo....
- Oj kochanie nie przesadzaj.
Popatrzyłam na niego i już się nie odzywałam. Przekręciłam się na drugi bok, plecami do Kamila i zasnęłam....
 Wstałam rano o godzinie 7:00. Poszłam najpierw do łazienki, aby się ogarnąć, a następnie zajrzałam do pokoju Piotrusia. Mały jeszcze spał.
Udałam się więc kuchni, żeby zrobić śniadanie. Anna siedziała już na brzegu kanapy.
- Już nie śpisz? - zapytałam
- Nie mogłam spać.... Może ci pomóc?
- Nie, nie trzeba.
- A gdzie mały?
- W wózeczku w pokoju Piotrusia.
- Śpi?
- Tak. I to jak słodko.
Po chwili z sypialni wyszedł Kamil... Cały zaspany. Udał się wprost do łazienki.
- On tak zawsze wygląda? - zapytała Anna.
- Jak?
- Taki zaspany.
- Czasami.
- Bo w domu to zawsze był pełni życia i energii!
Po chwili jednak wyszedł z łazienki już ubrany i usiadł na krześle przy stole.....
- I jak dziewczyny?
- Dobrze, a jak ma być? - zapytałam.
- Nic.
Przygotowałam kanapki, które położyłam na stole.
- Zapraszam na śniadanie! - powiedziałam.
Anna dołączyła do nas.
Jednak po kilku minutach Kamil już zaczął się ubierać i wyszedł z mieszkania na trening.
 Ja zaczęłam sprzątać po śniadaniu. Siedziałyśmy w milczeniu.
- Przepraszam, że pytam, ale długo mieszkasz z Kamilem? - zapytała
- Od urodzenia Piotrusia. Jak wyszłam ze szpitala. To gdzieś 27 grudnia...
- Dobrze wam się mieszka?
- Tak. Nie narzekam, chodź nie powiem, ale trudno było mi pożegnać się z moim starym mieszkaniem. Sama je  urządzałam.
- Można powiedzieć, że wtedy zamieszkałaś na swoim!
- Tak właśnie. To było coś takiego fajnego. Wyprowadziłam się od rodziców, zamieszkałam na swoim. Poczułam się już dorosła. I tak dużo się sprzeczaliśmy z kwestią, czy tutaj zamieszkam. Kamil chciał jeszcze przed porodem, a ja się na początku upierałam, że w ogóle się nie przeprowadzę, a potem już powiedziałam, że jak wyjdę ze szpitala. I tak się stało. Gdy tylko wyszłam ze szpitala, to od razu Kamil zawiózł nas do mieszkania. Byli już tam nasi znajomi i wasza siostra z ojcem. Potem dołączyła moja rodzina.
- Czyli przywitanie małego Stocha w domu było huczne!
- Można tak powiedzieć, lecz ja nie chcę, aby mówiono o Piotrusiu, że jest synem skoczka narciarskiego. Wtedy takie dziecko jest wychowywane w błysku fleszy, a ja tego kategorycznie nie chcę. Jednak co się stało, to się nie odstanie. Czas uszanować to, że Piotruś jest synem Kamila, a nie wybitnego skoczka. Tak samo, jak zapytali mnie, jak to jest mieć dziecko z mistrzem olimpijskim? Dla mnie Kamil jest zwykłym Kamilem, a to, że jest mistrzem olimpijskim to tak "w pakiecie".
- Dobrze to ujęłaś!
- Ostatnio Piotruś chce być cały czas noszony na rękach, a Kamil był wtedy na Igrzyskach. Jednak nie powiem, bo po 2-3 godzinach to ręce mnie strasznie bolały. Wtedy jeszcze was tata był tutaj, bo oglądaliśmy konkurs na Igrzyskach i w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam Piotrusiowi, że tata przyjedzie, to cię będzie nosić i opowiedziałam to potem Kamilowi. Jak tylko przyjechał w nocy i rano wstał, to od razu do Piotrusia i na ręce!
- Wzorowy tatuś!
- Nawet bardzo.
- A mam takie pytanie... Jak jest pomiędzy moimi rodzicami? Wiesz coś? Bo ja tylko tyle, że jak wysyłam tacie listy, to mama w ogóle je nie otwiera, ani nie czyta, ani nie słucha.
- Niestety nie wiem nic. Kamil nic nie mówi. Może sam nie wie....
- Właśnie ja też nic nie wiem.. Urwałam z rodziną kontakt. Chciałam poszukać wrażeń w Afryce a wróciłem z 3- miesięcznym maluchem.
- Jeśli mogę spytać. To tak właściwie co się stało? Dlaczego cię wyrzucili stamtąd? To twój mąż?
- Nie.... To jego rodzina.
- A co się stało?
- Zachowałam się jak młoda 21- latka szukając wrażeń u mężczyzn.
- Czyli to jednak prawda, co mówiłaś?
- Tak. Przyjechał taki młody, umięśniony trochę facet. Przyjechał na wycieczkę. Był to Anglik. Zobaczył, że jako jedyna z miejscowej ludności mam białą karnację. I cóż... Podszedł do mnie. Długo ze sobą rozmawialiśmy. Został ugoszczony przez moją teściową. I przez kilka dni coś między nami zaiskrzyło..  Wiedział, że mam męża i syna. Ja wiedziałam, że na niego w Anglii czeka stęskniona narzeczona, ale cóż.... Uczucie wybuchło. Nagle.... Niespodziewanie... Mąż podejrzewał zdradę, ale nic nie mówił... Potem Ragheb gdzieś wyjechał... Zostaliśmy sami.... Wiadomo do czego doszło.. Nie będę opowiadać ze szczegółami.... Jego matka nas przyłapała... Po chwili przyjechał Ragheb. Wybaczył mi, lecz jego matka nie.... Wraz z rodziną złapała mnie za rękę i tak po prostu rzuciła z kąta w kąt.... Zgodziła się, aby wziąć małego. Ragheb błagał matkę, ale była nieugięta. Wyrzuciła nas z wioski. Po co miałam wędrować gdzieś w dalekie wioski czy gdzieś... Ragheb dał mi jeszcze tylko trochę  pieniędzy. Kupiłam więc bilet i przyleciałam do Polski.... Taki jeden uprzejmy pan mnie podwiózł do Zakopanego i kilkoro ludzi pokierowało mnie jak tutaj dość. Dobrze, że Kamil kiedyś wysłał mi adres...
- Dobrze że przyjechałaś. Kamil się strasznie ucieszył.
- Ale co na to powie matka z ojcem? Przecież jak się dowie, że przespałam się z jakimś Anglikiem to mnie jeszcze wyzwie od jakiś puszczalskich dziwek.
- Ja też to przechodziłam....
- Jak to? Myślałam, że ludzie by się cieszyli, że ojcem ich wnuka będzie Kamil Stoch. Chyba, że po prostu nie trawią skoków narciarskich...
- Tata kocha je wręcz... Uwielbia.
- Więc w czym problem? Mama cię wyzywała?
- Nie...
- A kto?
- Tata...
- A co? Nie mógł znieść, że byłaś w ciąży?
- Ta historia jest bardzo skomplikowana....
- Z chęcią posłucham...
- Ja z Kamilem poznałam się dość nietypowo, bo spowodowałam wypadek samochody. Dokładnie wjechałam Kamilowi pod koła....  I tak się właśnie poznaliśmy. Kamil nadal nie daje za wygraną i sprzecza się, że to on spowodował wypadek, ale to jednak ja.... I tak to właśnie wyglądało. Potem zaproszenia na Puchar Świata do Zakopanego.. Spotkania.. Propozycja bycia fotografką teamu. Wyjazdy do Oberstdorfu, Willingen... Potem Mistrzostwa Świata, konkursy w Azji, Raw Air... Bardzo  się do siebie zbliżyliśmy.... I co? I niestety w Planicy wpadliśmy... I głupio mi się teraz przyznać, gdy mówiłam, że nie chcę tego dziecka, bo sobie nie poradzę.... I ja nic nawet nie przeczuwałam, że jestem w ciąży... Nic a nic. Trochę tylko się źle czułam i w maju robiłam sobie badania. Nie spodziewałam się takich wyników. Gdy tylko dano mi do ręki zdjęcia USG.... Pojechałam do rodziców. Cała zapłakana... Zrobiłam sobie i mamie prezent, bo o wszystkim dowiedziałam się 26 maja, w dzień matki. Jeszcze tylu wyzwisk nie słyszałam od ojca. Jaka to niby nie jestem dziwka, puszczalska laska. Bardzo płakałam, ponieważ sama nie mogłam uwierzyć, że własny ojciec tak mi nagadał.... Jednak po kilku dniach spędzonych w rodzinnej miejscowości zebrałam się na odwagę i wróciłam do Zakopanego. Poszłam do lekarza, na kolejne USG. Kamil pojechał na jakieś zgrupowanie, a ja jeszcze przez kilka dni mogłam sobie spokojnie odetchnąć i przemyśleć to wszystko. Chciałam się oswoić z tą nową sytuacją. I jednak się odważyłam mu powiedzieć o ciąży. Ja bałam się, że sobie nie poradzimy, a Kamil się cieszył.... Mały jednak zrobił nam niespodziankę, bo przyszedł na świat w Boże Narodzenie.
- Czyli prezent dostaliście!
- I jest to najpiękniejszy prezent w moim życiu
- Abdul urodził się zaś w listopadzie. Dokładnie 23 listopada
- A nie chcę jakoś tutaj..... Słyszałam, że masz tyle lat co ja. 21 w tym roku.
- Tak. Dokładnie to 21 lat skończę 4 sierpnia. A ty?
- Ja 27 maja.
- Kamil też z maja, tylko że 25
- Jak się złożyło... - powiedziałam.
Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, lecz jednak Piotruś się obudził i poszłam do niego. Musiałam go nakarmić, a później wzięłam go na ręce i nosiłam po całym domu. Spojrzałam na zegarek. Była 11:30. Po chwili jednak położyłam małego na kanapie. Anna go pilnowała, bo jej synek jeszcze spał, a ja zaczęłam przygotowywać obiad. Przygotowałam ulubioną rybę Kamila. Miałam nadzieję, że się ucieszy. Przyszykowałam wszystko. Nakryłam wszystko do stołu, a sama poszłam do sypialni, aby się przebrać. Po chwili dołączyła do mnie Anna.
- Przepraszam, że pytam, ale ja nie mam żadnych ubrań. Jeśli mogłabym....?
- Tak! No co ty! Trzeba było tak od razu, a nie skrywać się! Przecież nie gryzę!


Dałam jej kilka bluz, a sama postanowiłam się w coś przebrać na ten obiad. Po chwili spojrzałam za okno.... Strasznie padał deszcz ze śniegiem.
Po jakiś 10 minutach do domu wszedł cały mokry Kamil. Woda lała się z niego... Można było normalnie wyciskać z ubrań wodę. Jak ze ścierki.
- O Boże! Co się stało?
- Samochód mi się popsuł...
- Mogłeś zadzwonić, to bym do ciebie przyjechała.
- Oj tam, oj tam.
 - Przecież zmokłeś cały. Idź do łazienki i się przebierz w suche ciuchy...

- Oj... Ale mam z tobą los.... - powiedziałam..
Kamil poszedł do łazienki, a do mnie zaś podeszła Anna
- Udany po mamie. Jaki uparty. Też nie chciała nikogo pomocy, wszystko sama.
- Ale no.... Pada deszcz. Popsuł się samochód. Holuję go do mechanika i dzwonię, czy ktoś mnie zawiezie, przecież ten pub, czy co to było, gdzie się spotkali, to daleko stąd.
- Oj. To tylko cały Kamil, chyba on nigdy się nie zmieni.
- Jak mam mieszkać z takim uparciuchem, to już wolę mieszkać sama.
- Oj tam, przyzwyczaisz się.
- Wątpię.
Po jakiś 15 minutach Kamil wyszedł z łazienki i zaczął kichać.
- Żebyś się tylko nie przeziębił. - powiedziałam
- Oj tam, oj tam.
- Potem będziesz leżał w łóżku schorowany, przeziębiony i nie myśl, że ja będę biegać za tobą jak służąca i cię głaskać po główce, że "Kamilku, wyzdrowiejesz, to tylko przeziębienie".
- Kasiu... - zaczął robić taki zniekształcony dzióbek.
- Na ten dzióbek mnie nie nabierzesz. Nie myśl sobie, że każda dziewczyna poleci na twój dzióbek, który wygląda wręcz komicznie.
- Oj nie przesadzaj.
- No spójrz w lustro. On na takiego pięknego nie wygląda
- No niech ci będzie!
- W końcu przyznałeś mi rację.
- Dobra, dobra.. Nie przyzwyczajaj się.

Zasiedliśmy w końcu do obiadu. Atmosfera przebiegała pomyślnie, gdyby nie.....


Anna nagle wstała. Pobiegła do pokoju. Wzięła swego syna na ręce i  wybiegła z mieszkania. Kamil pobiegł za nią, jednak Ania była szybsza. Uciekła nie wiadomo gdzie, po co i dlaczego. Przyszedł po chwili do mieszkania. Usiadł przy stole i ... załamał się. Nie wydusił żadnego słowa. Nie chciałam o nic pytać. Nie chciałam go bardziej dobijać w tej sytuacji.... Cóż.... Stało się, co się stało.


-------------------------------------------------------------------------
                                                  kiki2000


Komentarze