Numer 50 - Miała być zwykła wizyta, a tu...... pogrzeb?

Kamil już przed 0:00 był w mieszkaniu. Ucieszyłam się na jego widok. Rzuciłam mu się  na szyję.
- No nie mów, że tak się stęskniłaś. - powiedział i się głęboko uśmiechnął
- Nawet bardzo - powiedziałam, po czym go pocałował
- Dla takich chwil warto wracać do mieszkania, nie to co kiedyś..
- Czyli, to chyba dobrze, że mnie spotkałeś?
- To była najlepsza decyzja w moim życiu.
Kamil położył walizki w przedpokoju i zmęczony położył się spać... Rankiem. Przed 8:00 Kamil zapukał do drzwi sypialni, gdzie ja jeszcze spałam
- Która jest godzina? - zapytałam nerwowo
- 7:55.
- A co ty tak stoisz w tych drzwiach?
- Porywam cię na śniadanie.
- Jakie śniadanie?
- Zaraz się dowiesz.
Kamil podszedł do mnie i energicznym ruchem wziął na ręce  prosto z łóżka i zaniósł do jadalni, gdzie usadowił mnie na jednym z krzeseł
- Kawę czy herbatę?
- Kawę poproszę
- Ależ proszę bardzo - uśmiechnął się szeroko.
Po chwili podszedł do mnie z kubkiem gorącego napoju.
- A Piotruś gdzie?
- Wstałem wcześniej i go już nakarmiłem, tym mlekiem, co było w lodówce, nawet go przebrałem. Było ciężko, ale się udało! Teraz znów spokojnie śpi!
- Wzorowy tatuś z ciebie!
- Zawsze i wszędzie!
- Właśnie widzę. Spisałeś się lepiej niż nie jeden tatuś!... A pro po ojca.... Pojedziemy dzisiaj do niego? Rozmawiałam wczoraj z Kornelią i powiedziała mi, że jest z nim coraz gorzej... Ja nie wiem, co mam już robić...
- Ok. Pojedziemy.. Tylko....
- Tylko co?
- Nie wiem, jak on może na mnie zareagować. Nigdy nie był do mnie przyjaźnie nastawiony.
- Wiem, jak cała ta sytuacja wygląda, ale może mógłbyś zrobić to dla mnie?
- Dla ciebie wszystko.
- Dziękuję. Kochany jesteś.
Przystąpiłam do zjedzenia śniadania, przygotowanego przez Kamila.
- Nie wiedziałam, że mam takiego kucharza w domu.
- Widzisz, właśnie się przekonałaś.
Po zjedzonym śniadaniu wybrałam się do łazienki, aby wziąć poranną toaletę. Musiałam się też umyć i ubrać. Włosy związałam w kucyka. Zrobiłam bardzo lekki makijaż, po czym wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju Piotrusia, aby również go ubrać. Kamil w tym czasie sprzątał po śniadaniu.
- My już jesteśmy gotowi! - powiedziałam
- Ja też! Zwarty i gotowy! - powiedział Kamil - A więc jedziemy!
- Jedziemy! - powtórzyłam.
 Wyszliśmy z mieszkania, po czym wsiedliśmy do samochodu.
Pojechaliśmy do moich rodziców.
- Wiesz co, bo chciałabym ci coś zaproponować.
- Co?
- Sytuacja z moim ojcem jest jaka jest... Nie muszę chyba ci o tym jeszcze raz opowiadać i mam taki plan, żeby na przykład zabrać kiedyś Piotrka do nas na weekend. On jest tak przytłoczony całą tą sytuacją z ojcem...
- Ok. Tylko kiedy?
- Myślałam o tym weekendzie.
- Świetnie, tylko myślałem, że go poznam, ale teraz... W tym czasie jadę do Norwegii na Raw Air.
- Oj tam, na pewno jeszcze kiedyś do nas przyjedzie.
- Ok. Niech ci będzie.
- Myślałam też o chrzcie.... Tylko nie wiem kiedy. Najlepiej w jakiś weekend..
- Może dopiero po sezonie...
- Przecież 1 kwietnia są święta, przecież to niedziela! Czyżby nie fajnie tak połączyć?
- Zobaczymy. Jak wrócimy, to musimy pójść do księdza. Wiesz.. Jednak jesteśmy bez ślubu i to nam wszystko utrudnia.
- Właśnie wiem... Jednak musi się udać, przecież oboje wyznajemy tą wiarę, a to że mamy syna... Cóż... Stało się.
- Jakoś trzeba ten problem rozwiązać.
- Dobra jakoś sobie poradzimy.

Po niespełna 3 godzinach dojechaliśmy na miejsce. W oknie tego smutnego domu był już Piotrek. Mama nie chce ich wypuszczać do szkoły, ale Michał z Kornelią się uparli i chodzą, a Piotrek nie ma w tej kwestii nic do gadania. Mama nie chce, aby dzieci w klasie czy szkole coraz bardziej go dobijały całą tą sytuacją. Z tego, że w końcu widzi kogoś innego, a nie tylko najbliższą rodzinę, mieszkającą w domu, aż wybiegł nam na powitanie. Nawet nie założył porządnych butów, a kurtką - stara kurtka taty, która była o wiele na niego za dużo. Buty to stare zielone klapki mamy, w których chodziła każdego lata.
Podbiegł do mnie i mnie mocno przytulił.
- Co się dzieje? - zapytałam po czym zaczęłam go głaskać po głowie.
- Wiesz co? Ja już czuję, że tata umiera... Że dzisiaj to nastąpi.
-  Nie mów tak. Nie wolno tak mówić, musimy trzymać kciuki, że wszystko z tatą będzie dobrze
- Ja już straciłem nadzieję.
To sobą chyba najgorsze słowa, jakie można usłyszeć od 13-letniego chłopca... Ja okłamując samą siebie, że będzie dobrze, a on już przeczuwa, kiedy będzie koniec życia własnego ojca.
Kamil wyjął małego z samochodu i poszliśmy do domu. Panowała tam smutna atmosfera. Nie poznawałam nawet własnego domu, który był pełen życia. Przytuliłam się z mamą na przywitanie. Nawet Julcia była smutna. Nie bawiła się lalkami, tak jak kiedyś. Była bardzo smutna. Przekładała tylko lalki z miejsca na miejsce. Żadnego wesołego, radosnego, dziecięcego odruchu... Nic kompletnie. Mama zrobiła nam herbatę i zaprosiła nas do salonu.
- A mogę wiedzieć, po co przyjechaliście? - zapytała
- Do taty - odpowiedziałam
- Po co? Przecież jest tylko gorzej. Nic się nie poprawia
To mnie strasznie zabolało..
- Właśnie po to tu przyjechałam, bo może to ostatnie chwile, gdy widzę tatę i mogę usłyszeć jego głos....
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Ale ja wiem, że dobry.
Wypiliśmy z Kamilem herbatę.
- A jak mały?
- Dobrze.
- Widzę, że rośnie jak na drożdżach.
- Po tatusiu. - uśmiechnęłam się.
- Właśnie widzę.
- Przystojny również po tatusiu.
- Oj, nie przesadzaj. - powiedział Kamil
Po 12:00 do domu wróciła Kornelia.
- Witaj kochana! - przytuliła mnie bardzo mocno...
Porozmawiałyśmy przez chwilę.
- Chciałabym pójść do taty...
- Ja pójdę z tobą. - powiedział Kamil
- Ty go chyba nie widziałeś. To straszny widok.
- Ale ja chcę.
- Ok. Niech ci będzie.
Weszliśmy do pokoju. To był po prostu.... Szkielet... Kości pokryte skórą. Włosów nawet nie miał. Był po prostu łysy.... Wyglądał strasznie... Po prostu jak te wszystkie widma i zjawy pokazywane w różnych horrorach.
- Strasznie wygląda... - powiedział Kamil
Nagle tata otworzył oczy i strasznie zachrypniętym głosem powiedział.
- To ty? - zapytał
- To ja tato.... - usiadłam obok niego i złapałam go za rękę.
- Co ty tutaj robisz?
- Przyjechałam do ciebie wraz z Kamilem....
- Tak długo na ciebie czekałem...
- Widzisz? Wreszcie przyjechałam.
- Kochanie.... Chciałbym cię przeprosić za to moje ostatnie zachowanie...
- Nic się tatuś nie stało. Naprawdę, nic.
- Na pewno kochanie?
- Tak, na pewno..
- A co u was słychać?
- Mały rośnie, już skończył 2 miesiące...
- Przystojny?
- I to bardzo.
- Więc co? Wszystko u was dobrze?
- Tak
- Mieszkacie razem?
- Tak, tato....
Po chwili wyciągnął rękę w stronę Kamila i ją złapał.
Złączył nasze dłonie...
- Wierzę w was. Cały czas w was wierzę... Wierzę, że jeszcze stworzycie szczęśliwy związek, będzie świetną rodziną dla waszego syna.
- Tato...
- Nie przerywaj mi... Gdyby coś się w waszym życiu przełomowego zdarzyło.... Przepiękny dzień, które zapamiętacie na wieki. I wiecie co? Już teraz otrzymujecie moje błogosławieństwo. Może jest ono trochę inne niż te, które znacie, ale pamiętajcie.... Ja wam kibicuję w tym związku.. Może za rok, dwa... Będę patrzył na was z góry, gdy przed ołtarzem powiecie sobie "tak". Pamiętaj, że to ja będę pierwszy bił wam brawo.....
Po chwili wskazał palcem, aby Kamil podszedł do niego bliżej...
- Cokolwiek by się działo, to obiecaj mi, że zawsze będziesz ją chronił... Zawsze. Bo to mój największy skarb... Moje pierwsze dziecko, za którym skoczyłbym nawet teraz w ogień. Pamiętaj, że pierwsze dziecko jest dla każdego rodzica najważniejsze.... Jakie by ono nie było, zawsze jest najważniejsze... I teraz mi obiecaj, że będziesz chronił moją Kasię, zawsze i wszędzie, aż do końca życia. Obiecujesz?
- Obiecuję... - odpowiedział Kamil - Zawsze może pan na mnie liczyć.
- Wiem, że wcześniej cię nie lubiłem, bo przyczyniłeś się to zajścia w ciążę mojej córki. Widziałam już tylu "ojców", którzy porzucali kobiety z dziećmi... Nie chciałem nic komentować i widzę, że stałeś się odpowiedzialnym mężczyzną... Jestem z ciebie dumny...
Po chwili stan taty się pogorszył..... Ciężko było mu złapać oddech.. Kamil pobiegł po moją mamę. Zadzwoniłam po pogotowie, lecz.... Było już za późno... Nawet strasznie za późno.... Jedynie co zrobił, to zamknął oczy i nie puścił mojej ręki... Poczułam wtedy, że umarł. Czułam to, jak Piotrek, kiedy do mnie podbiegł... Gdy lekarz pogotowia wszedł do domu... Było już po wszystkim.... Rozpoczął się rodzinny lament, którego nie jestem w stanie opisać.... Usta zrobiły się sine.. Po kilku minutach puścił moją rękę, lecz.... ja nie chciałam go puścić. Zaczęłam strasznie płakać, aż chciałam się rzucić na mojego ojca... Nie mogłam się pogodzić z jego śmiercią... Kamil jednak złapał mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.
- Uspokój się kochanie... Musisz się uspokoić..
- Jak? Powiedz mi jak? Tam właśnie umiera mój ojciec, a ty każesz mi być spokojny?? Chcę być teraz sama! - wyszarpałam się wręcz z jego ramion, po czym złapałam swoją kurtkę z wieszaka i wyszłam na dwór... Oparłam się o maskę samochodu Kamila i znów zaczęłam płakać.....
Po chwili pod dom podjechał samochód z zakładu pogrzebowego, który kilka minut temat został zawiadomiony przez Kornelię... Jednak po 5 minutach na podwórko wszedł Michał.
- Hej siostra! Co się dzieje?? Dlaczego ty płaczesz?? - podbiegł szybko do mnie...
- Michał... Ja nie wiem, jak mi ci to powiedzieć.... - nie mogłam powstrzymać się od płaczu.... - Ojciec umarł....
- Jak to??
- Normalnie.....
- Nie płacz, proszę.... Nie możesz płakać...- jakby chciał zmienić temat rozmowy, chodź widziałam, że w kącikach jego oczu zaczęły pojawiać się łzy....
- Jak mam nie płakać.... Właśnie chciałam ochłonąć po tym wszystkim...
- Musisz nie płakać..... Twój synek zaraz to wyczuję.
- Jest w domu z Kamilem..
- Ale matka też powinna być przy dziecku.
- Sądzisz tak?
- Ja to wiem.
Za radą Michała  wytarłam oczy chusteczką i wróciłam do domu... Nie miałam siły, aby wejść do pokoju, gdzie spoczywa ciała ojca.... Podeszłam do Kamila, który trzymał małego na rękach.
- Ochłonęłaś już?
- Można tak powiedzieć.
- Zobaczysz... Wszystko będzie w dobrze.
- Tak tylko mówisz. Sami wiemy jaka jest prawda.
- Nie możesz się kochanie załamywać...
- Ale jak??
Kamil nie pozwolił, abym udała się do pokoju, gdzie spoczywa ciało taty...  Po chwili z pokoju wyszła mama... Cała zapłakana.... Pobiegła prosto do łazienki.. Następnie wyniesiono tatę z domu..
Znów się rozpłakałam, a do mnie podszedł przedstawiciel firmy pogrzebowej.
- Musi pani teraz pozałatwiać wszystkie sprawy związane ze śmiercią ojca. Widzę, że pani matka i rodzeństwo są w gorszym stanie.
- Ok...
- Niech się pani jakoś trzyma... Musi ktoś jeden z rodziny myśleć trzeźwo i rozumnie.
- Ok....Dziękuję panu bardzo
- Nie ma za co.. Proszę przyjąć moje kondolencje.
- Dziękuję.

Po jakiś 30 minutach każdy z nas usiadł w salonie... Siedzieliśmy bez słowa.
- Trzeba wszystkim powiedzieć. - oznajmiłam im.
- Ja.... Ja nie mam siły... - powiedziała mama... - Ja naprawdę nie mam siły...
- Ja odpadam.... Nie wiem.. Nawet jak..... - powiedział załamany wręcz Michał.
- Chodź Kornelia. - powiedziałam do siostry...
Wzięłyśmy również telefon mamy, bo dalsza rodzina... Może nie mieć nas zapisanych w kontaktach i może nie odebrać telefonu.
Zadzwoniłyśmy do naszej babci (matki naszej mamy), wujków i ciociów i bliskich znajomych ojca. Nie miałyśmy już siły dzwonić do ludzi i mówić o śmierci ojca.... Przecież to takie dobijające wręcz....
Zadzwoniłam jeszcze do Marceliny, bo to przecież siostrzenica ojca... Również się rozpłakała, bo lubiła do nas zawsze przyjeżdżać.
Po wszystkich telefonach wykonanych do rodziny pojechałam z Kamilem do wszystkich urzędów pozałatwiać wszystkie sprawy. Nie miałam siły, aby pojechać tam sama. W tym czasie mały Piotruś został w domu z babcią.
Jednak byłam załamana całą tą sytuacją i przez to Kamil rozmawiał z wieloma urzędnikami, bo ja nie byłam w stanie. Wróciliśmy do domu o 15:00...
- Wszystko pozałatwiane - powiedziałam.
- To dobrze.. - powiedziała mama.
- Kamil.... Ja chcę już jechać do Zakopanego. Mam już dość tej sytuacji... Proszę... - zwróciłam się do Kamila...
- Ok. - odpowiedział.
Zaczął nawet pakować rzeczy małego i go ubierać.
- Nie zostaniesz jeszcze córeczko? - zapytała mama
- Nie, mamo... To dla mnie zbyt wiele, jak na jeden dzień... Muszę sobie odpocząć... Zawiadomcie mnie, kiedy będzie pogrzeb, a teraz... Muszę jechać.
 Ubrałam się w kurtkę i buty, po czym wyszłam z domu. Kamil czekał już z małym w samochodzie..
- To jakiś horror - powiedział Kamil
- Chyba najgorszy, jaki widziałam w moim życiu.
Nie odzywałam się do niego żadnym słowem. Miałam po prostu już dość tego wszystkiego. Cała ta sytuacja.... Cały ten dzisiejszy dzień... Można było gdybać, że na przykład lepiej by było, gdybym została w domy, może bym to inaczej przyjęła, że ojciec nie żyje, przecież ja to widziałam. Byłam tam na miejscu... Trzymałam go za rękę...Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania od razu położyłam się na łóżku.Po chwili jednak usnęłam. Czułam tylko, jak Kamil przykrył mnie kołdrą.
Wstałam, gdy za oknem było już strasznie ciemno. Kamil spał obok mnie... Postanowiłam delikatnie wstać, aby go nie obudzić. Wzięłam do ręki telefon. Była 23:00. Miałam jednak 2 nieodebrane wiadomości i jednego SMS-a. Wszystkie te powiadomienia były od Kornelii.
SMS miał następującą treść.
"W środę o 12:00 w naszym kościele jest pogrzeb ojca... Mama nie miała nawet siły, żeby zadzwonić. Napisz do Marceliny"
Odpisałam jej krótkie
"Ok"
Chodź wspomnienia wróciły o całej tej sytuacji ze śmiercią, to jednak uświadomiłam sobie, że muszę być silna i dzielna...
Udałam się do kuchni i zrobiłam sobie kawę.... Usiadłam przy stole i piłam łyk za łykiem ciepłego napoju. Około 2:00 do kuchni przyszedł Kamil.
- Wystraszyłem się, bo nie było ciebie na łóżku.
- Myślałeś, że uciekłam? - uśmiechnęłam się.
- No trochę...
Usiadł obok mnie...
- Zrobiłaś sobie kawę. Potem nie uśniesz.
- Eee tam.
- Musisz się wyspać później.
- Wiem. Już w środę o 12:00 jest pogrzeb ojca.
- W czwartek o 15:00 mam wylot.... Może jednak nie polecę.
- Leć.... Co cię trzyma? Poradzę sobie.. Może pojadę do kogoś na weekend...
- Z dzieckiem? To chyba nie jest dobry pomysł.
- Dlaczego?
- A do kogo?
- Jednego dnia do Marceliny, drugiego do Justyny. Jakoś sobie poradzę....
- Niech ci będzie...
- Nie bój się. Wszystko będzie ok. Zawsze będę pod telefonem.
Rozmawiałam jeszcze przez chwilę z Kamilem, jednak poszłam potem wziąć prysznic i wróciłam do niego.
- Zostałbyś w domu z Piotrusiem na chwilę?
- A po co?
- Nie mam w ogóle czarnych ubrań... Kompletnie. Co mi dadzą 2 sukienki , bluzka z krótkim rękawkiem i jedne jeansy koloru czarnego.  Muszę coś sobie kupić....
- Na jutro mówią bardzo ciepło w okolicach Krakowa.
- A ty pojedziesz jutro tam ze mną? - zapytałam trochę nieśmiało
- No tak! A co ty myślałaś?
- Nic... Tylko tak.... A masz jakąś ciemną koszulę, bo w białej chyba  nie wypada.
- Mam 2 czarne, więc wszystko jest ok. Nie martw się już o mnie.
- Ok.....
Poszłam do sypialni, aby wziąć sobie jakieś ciuchy i powędrowałam do łazienki, aby się przebrać.
Wyszłam z łazienki, po czym przechodząc obok Kamila wzięłam jego kubek i wypiłam trochę herbaty.
- Gdzieś mi w gardle zaschło. - uśmiechnęłam się lekko , jednak po chwili nałożyłam kurtkę i buty
- Ja już lecę. - powiedziałam
- Uważaj na siebie.
- Dobrze.
Wyszłam z mieszkania, po czym pieszo udałam się do centrum handlowego.
Chciałam jak najszybciej przejść przez te zakupy
Kupiłam kilka czarnych ciuchów i ciemno szarych. Po prawie 1,5 godzinnych zakupach wróciłam do domu... Również małemu kupiłam granatowy sweterek. i mini-jeansy. Wróciłam w końcu do mieszkania, po czym włożyłam rzeczy do szafy. Chciałam powrócić już do normalności. Kamil wysłał Marcelinie w moim imieniu powiadomienie o pogrzebie mego ojca. Wiedziałam, że Marcela jest w 3 miesiącu ciąży i nie chciałam jej tak bardzo stresować, ale cóż...
Chciałam odciąć się od tej smutnej wręcz rzeczywistości. Gdy tylko włożyłam do szafy nowe ubrania postanowiłam ostro wziąć się za pracę w mieszkaniu. Kamil odpoczywał sobie na kanapie, a ja założyłam legginsy, stary T-shirt, do tego włosy związane w niechlujnego koka.... Wzięłam szczotkę  i zaczęłam zamiatać, a następnie umyłam podłogę.
Po chwili wzięłam się za zrobienie prania i umycia całej łazienki, aż przyszła pora na przyrządzenie obiadu. Zasiedliśmy do stołu, lecz Kamil szybko "zawinął się" z mieszkania. Dziś miał mieć popołudniowy trening.
Kamil wrócił dopiero o 16:00 do domu.
Ja w tym czasie "bawiłam się" z małym... Jednak już nie miałam siły, ponieważ cały czas myślałam o moim ojcu i całym jutrzejszym dniu.
Kamil po chwili przyszedł do pokoju. Usiadł obok mnie, po czym mnie objął swoim ramieniem...
- Stefan z Marceliną jutro będą na pogrzebie... Mama Stefana  ma zostać  z Milą.... Może podrzucimy jej naszego Piotrusia? Chyba nie warto brać małego na pogrzeb.
- Też nad tym myślałam.... To raczej świetny pomysł.
- To ja już dzwonię do Stefana, że podrzucimy jego mamie Piotrusia na jutrzejszy dzień.
- Ok. To dzwoń.
Kamil wstał i zadzwonił do Stefana. Zgodził się na taki pomysł, aby podrzucić jego matce naszego Piotrusia.
Ja wieczorem wzięłam  prysznic, po czym poszłam do sypialni i wzięłam się za prasowanie ubrań na jutrzejszy dzień.
Kamil po chwili przyszedł do mnie i usiadł na brzegu łóżka...
- O której wyjeżdżamy? - zapytał
- Nie wiem... Pogrzeb o 12:00..... - z moich oczu popłynęła łza - Jakoś o 8:00 maksymalnie.... Nie chcę być równo w czas....
- Ok..
Uprasowane rzeczy położyłam na wieszaku, a sama położyłam się na łóżku. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem.
Wstałam rano już o 5:00... Jakoś nie mogłam usnąć.... Przekręcałam się w nocy z boku na bok... Nie mogąc się dogodnie położyć.
Szybko udałam się do łazienki, aby zrobić poranną toaletę. Następnie zrobiłam sobie herbatę i usiadłam przy stole w kuchni. Moja głowa była pełna wspomnień z ojcem. Z tego wszystkie podeszłam do jednej z szafek i wyjęłam mój pierwszy album z dzieciństwa.
Znów się popłakałam, oglądając zdjęcia , na którym byłam ja z moim ojcem... Ciężko jest uświadomić sobie, że tej osoby już nie ma.... Naprawdę ciężko...
Po kilkuminutowym przeglądaniu albumów w moich oczach zakręciły się łzy... Nie miałam nawet siły, aby odnieść album na swoje miejsce. Energicznym ruchem go tylko zamknęłam.
Położyłam się na kanapie, po czym usnęłam. Obudził mnie dopiero Kamil około 6:00
- A co ty tutaj śpisz? - zapytał
- Tak jakoś.... Która godzina?
- 5:55.
- To zaraz trzeba się szykować.
Wstałam z kanapy i udałam się do sypialni, gdzie już miałam uprasowane rzeczy... Wyjęłam je tylko z szafy i położyłam na łóżku.
Poszłam zrobić nam śniadanie, lecz nie miałam ochoty na nie.. Nie miałam siły, aby je przełknąć.
Z tego wszystkiego spakowałam już torbę dla Piotrusia... Zegar wskazywał już 6:30.  Ja również zaczęłam się ubierać. Słońce mocno już świeciło, jak na tą porę.
Ubrałam również Piotrusia.
- Możemy jechać i go zawieźć. - powiedziałam o 7:30 do Kamila
- Ok. Wzięłaś wszystko?
- Tak.
- Wieniec już kupiłem, jest w samochodzie.
- Właśnie... Kochany jesteś, bo o nim zapomniałam.
- Już jest kupiony, więc niczym się nie przejmuj.

Pojechaliśmy do Stefana i Marceliny , aby podrzucić im małego Piotrusia.
Następnie pojechaliśmy już prosto na pogrzeb mojego ojca... Nie odzywałam się nawet słowem do Kamila. Siedzieliśmy w samochodzie z ciszą.... Kompletna pustka, cisza.... Nie chciałam jechać do domu, tylko od razu pod kościół.
Przed świątynią byliśmy już o 11:30... Weszłam do kaplicy, gdzie w trumnie był tata.... Najgorsze było to, że jeszcze nikogo z rodziny tam nie było... Kamil stanął tylko w wejściu kaplicy... Nie podszedł bliżej. Było to dla mnie zrozumiałe. Jednak po chwili do kaplicy przyszedł znajomy mi ksiądz proboszcz, gdy chodziłam do szkoły podstawowej, to co niedzielę śpiewałam psalmy na Mszy Świętej. To on "odkrył" mój rzekomy talent do śpiewania.
- Witaj Kasiu - powiedział
- Szczęść Boże.
- Co to za tragedia się przydarzyła.... Przecież jesteście młodą rodziną. Może i rodzice wyszli wcześnie za mąż i młodo urodzili dzieci, ale gdyby nie patrzeć, to 43- letni mężczyzna "porzucił" piątkę dzieci, a najmłodsze ma....
- Skończy 4 lata...
- Właśnie.... Przed tobą też życie. Na pewno ślub, dzieci, potem ich uroczystości: chrzest, komunia, urodziny...... Spędzicie je teraz bez niego.
- Właśnie... Chrzest..
- A co? Maluszek już taki duży?
- Czyli wieści szybko się roznoszą.
- Wiesz Kasiu, jakie są te starsze osoby, że nieślubne, że nie po Bożemu....
- A ksiądz tak nie myśli?
- Tak mi karzą myśleć, lecz jeśli widzę, że rodzice się kochają, tworzą piękną rodzinę dla dziecka, to i tak wezmą ślub, a Bóg da im rozgrzeszenie.... A ten mężczyzna w wejściu, to ten... Kamil.... Stoch?
- Tak. To on.
- Pasujecie do siebie. A Piotruś?
- Został ze znajomymi.... Nie chcieliśmy go tutaj tak ciągnąć.... W ogóle  bez chrztu, a na pogrzebie będzie i na cmentarzu..
- Mądra decyzja... A kiedy się urodził? Bo każdy, że w styczniu, ale ja nie wiem.... Głupio mi się spytać twojej mamy..
- W Boże Narodzenie.... 25 grudnia...
- Jaka cudowna data...
- Zrobił nam prezent...
- A jak z twoim głosem? Nadal gdzieś śpiewasz?
- Nie. Już przestałam... W ogóle... Nawet małemu do snu w ogóle... Jakoś zapomniałam o tym... Zajęłam się na pozór normalnym życiem, które płata mi coraz to większe figle.
- A gdyby tak....
- Co?
- Zaśpiewasz nam.... Po raz ostatni? Ojcu... Żeby cię usłyszał....
- Nie wiem, czy to dobry pomysł
- Ale ja wiem...
 Po chwili do kaplicy zaczęli zbierać się rodzina i znajomi.... Do nich dołączyła również mama, mająca Julkę na rękach. Podeszłam do mnie, po czym mnie przytuliła i szepnęła na ucho.
- Przyjedziecie potem do nas na jakąś herbatę?
- Nie wiem... Zobaczę jak będę się czuła....
- Ok.
- To też zależy od Kamila. Jestem też zdana na niego. Na pewno ma jakieś plany.
- Nie może zrozumieć, że jest pogrzeb twego ojca?
- Powiem ci, że nie jesteśmy parą, więc mógł zrobić tak, że siedziałby w domu z Piotrusiem, a ja przyjechałabym tutaj sama.
Wyszłam z kaplicy, po czym udałam się do kościoła.. Ksiądz 'kiwnął" mnie palcem do zakrystii.  Udałam się tam. Podszedł do mnie z lekcjonarzem i zapytał
- Pamiętasz melodię?
- Pamiętam
- To zaśpiewaj. Poćwiczysz sobie. Zobaczymy jak ci pójdzie.
- Ok.
Gdy zaczęłam śpiewać psalm, ksiądz wsłuchiwał się uważnie, a gdy zaczęłam "Alleluja" Popatrzył się na mnie ze wzruszeniem i wyszeptał
- Anioł.... Anielski głos.
- Niech ksiądz nie przesadza...
Zostałam w zakrystii , a ksiądz wyszedł na ołtarz... Rozpoczęła się msza święta...
Przyszedł czas na mój psalm.... Zestresowałam  się bardzo. Ugięły się pode mną nogi. Jednak wyszłam na ołtarz z księgą. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia, bo Kamil nawet nie wiedział o tym, że ja będę śpiewać.
Ludzie byli.... cicho, że tak powiem... Nie zajmowali się tym, że ojciec nie żyje, że jest jego pogrzeb. Byli zapatrzeni we mnie.... Jak w święty obrazek.
Po zaśpiewaniu Alleluja, ludziom... sama nie wiem.... Spodobało im się to? Raczej tak. Po wszystkim usiadłam sobie na miejscu obok Kamila
- Nie wiedziałem, że mam taką zdolną dziewczynę - wyszeptał mi na ucho
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz
- Masz piękny, anielski głos.
- Dziękuję....
Kazanie ksiądz rozpoczął słowami
"To nie tak miało się skończyć..... Krzysztof Witkowski urodził się 2 lutego 1975 roku, jako jeden z trojga dzieci Władysława i Stanisławy Witkowskich. Miał starszą siostrę Joannę Witkowską, obecnie Michalczewską oraz młodszego brata Zdzisława.
Krzysztof Witkowski  w lipcu 1996 roku wziął ślub z Anną Ujejską. W dni ślubu miał 21 lat. A jego żona 20 lat. Rok później 27 maja 1997 roku na świat przyszła ich pierwsza córeczka - Katarzyna. Ma ona piękny głos, który zaprezentowała nam w naszym psalmie.
Nie jest to jedyne dziecko Krzysztofa i Anny. Mają oni jeszcze Kornelię, Michała, Piotra i małą Julcię. Jednak los tak chciał, że Krzysztofa nie ma już na tym świecie. Był świetnym mechanikiem... Wspaniałym mężem, ojcem, a od grudnia nawet i dziadkiem. Rok temu.... A dokładnie 6 lutego dzień wcześniej niż teraz... Również tu stałem... W tym miejscu, jednak w tej trumnie znajdowała się matka zmarłego... Pani Stanisława......"
Ksiądz głosił jeszcze przez chwilę kazanie, a po kilkudziesięciu minutach wyszliśmy wszyscy z kościoła i udaliśmy się na cmentarz....
Wysiadłam z samochodu i wzięłam do ręki wieniec znajdujący się w bagażniku....
- Nie mam ochoty tam iść - powiedziałam do Kamila
- Chodź.... Będę przy tobie.
- Obiecujesz?
- Obiecuję

Gdy tylko widziałam jak trumna zamyka się na cmentarzu  i jest wpakowywana do ziemi... Zaczęłam znów płakać.. Bardzo gorzko.
Przytuliłam się mocno do Kamila
Nie chciałam być teraz sama. Oczywiście zobaczyły tą scenę wszystkie "mohery" , które były na tej uroczystości. Już zaczęły między sobą plotkować. Już czułam, że na pewno będą miały tematy do plotek. Ale cóż... Nie można temu zaradzić, a "moherom" w szczególności.
Ludzie już wszyscy wyszli ze cmentarza, a ja jeszcze chwilę tam zostałam.... Kamil również był tam przy mnie....
- Wiesz co? Jak go nie ma, to dopiero teraz zaczynam go doceniać.... - powiedziałam do Kamila
- Zawsze tak jest... Doceniamy ludzi dopiero po śmierci.
- Jednak nie chcę jechać do domu ..... Mama proponowała mi herbatę, ale jednak nie..... Pojedźmy już do mamy Stefana i odbierzmy Piotrusia.
- Ok....
Wyszliśmy z cmentarza i udaliśmy się do samochodu. Przed 17:00 byliśmy już w domu Stefana.Marcelina zrobiła nam herbatę.
Usiedliśmy przy stole.... Piotruś już usnął, więc się nie spieszyliśmy do domu.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy tak trochę smętnie, lecz Stefan chciał zainicjować jakoś weselszą rozmowę.
- Będziemy mieli córkę! Kolejną! - powiedział
- Gratulacje! - aż wykrzyknęłam z radości.
- Który to już miesiąc? - zapytał  Kamil
- 15 tydzień. - odpowiedziała Marcelina
- Ale teraz to wszystkie w ciąży, albo rodzimy. - powiedziałam
- Jak to? - zapytał Stefan
- Ja, Marta, Magda, teraz ty.
- Od ciebie się zaczęło. - powiedziała Marcelina
- A Magda to już urodziła? - zapytałam
- Tak. 23- 24 lutego... Jakoś tak.
- A co? Córeczka czy synek?
- Córeczka... Hania..
- Hania... Ładne imię.... - powiedziałam
- A co? Chciałabyś taką córeczkę? - uśmiechnął się Kamil
- Ja Piotrusia, a Marta - Joannę, Magda - Hannę, ty Marcelina - również córeczka...
- Ale są tego plusy - zaczął Kamil - Piotruś już będzie miał 3 kandydatki na żonę.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem
 - Ale to nie jest taki głupi pomysł. - powiedział Stefan
- Nie chciałbyś Stefan, żeby tak spotkać się za kilka lat... Ale w trochę innych okolicznościach? - zapytał lekko śmiejąc się Kamil
- No.... Nie zdziwiłbym się, że wasz Piotruś przychodzi już jako dorosły mężczyzna i "pani Stefanie, chciałbym prosić pańską córkę o rękę"
- Zobaczymy. - powiedziała Marcelina - Na pewno byś się Stefanek ucieszył.
- Ja? Bardzo

Posiedzieliśmy u nic jeszcze trochę, ale jednak po 18:00 wyjechaliśmy od nich i pojechaliśmy do mieszkania... Położyłam Piotrusia spać, a sama wzięłam prysznic i położyłam się na łóżku. Kamil po chwili dołączył się do mnie.
- Już jutro o 16:00 mam wylot i chciałbym abyśmy poszli do księdza tutaj w naszej parafii i omówili datę chrztu, bo później może być za późno.
- Ok.... Niech ci będzie... - powiedziałam.
- A co ty taki masz smutny głos?
- Jakoś źle się czuję po dzisiejszym dniu.... Chyba już położę się spać....
- Ok.

------------------------------------------------------------------------------------
 To już 50 opowiadanie na moim blogu i chciałabym w tym momencie Wam, drodzy czytelniczy gorąco podziękować, że jesteście ze mną i że czytacie moje opowiadania. Mam nadzieję, że już nie długo kolejny jubileusz 60 opowiadanie 😍😘

                                                         kiki2000

Komentarze