Numer 53 - Wyjazdy do Krakowa i Warszawy.

Do domu wróciliśmy przed 18:00. Kamil zmęczony położył się spać... Ja jednak musiałam zająć się małym. Przez całą podróż samochodem się wyspał, to teraz nie da mamie się wyspać.
Jeszcze musiałam się wykąpać i takie tam... Położyłam się na łóżku obok Kamila... Jednak po chwili zadzwoniła do mnie mama.
- Hej córeczko
- Hej mamo.
- Wiesz co, bo ja zastanawiałam się nad tym chrztem małego.
- I co?
- Wy to gdzie organizujecie. Jakiś lokal?
- Nie. U nas w mieszkaniu.
- Aha...
- A co?
- A wy sobie poradzicie... Nie wiem.. Ile tam będzie gości?
- Nasza trójka, wasza piątka, u Kamila 3, Stefan, Marcelina i Mila. No to tak 14 osób.
- To jakiś obiad trzeba zrobić. Poradzisz sobie?
- Właśnie tak rozmyślam długo jak to wszystko ogarnąć.
- Bo ja wpadłam na świetny pomysł.
- Jaki?
- Może bym przyjechała do was w piątek , co?
- Nie wiem sama... Może to i świetny pomysł. Ale są święta i nie wiem czy chcesz ich tak samych zostawić tam na wsi?
- Przyjadą w niedzielę.
- I co? Chcesz ich zostawić na cały piątek samych w domu?
- No a co to za jakieś pretensje. Duzi są. Poradzą sobie.
- No nie wiem.. Twój pomysł jest dobry, abyś przyjechała i nam pomogła, ale nie jestem pewna czy można ich tak samych zostawić
- Oj, ale córeczko
- Najpierw mamo, to ty porozmawiaj z nimi. Tylko nie dzwoń jutro po południu, bo jadę z Kamilem do Krakowa.
- A Piotruś?
- Zostanie z tatą Kamila
-  Co nie słyszę, to Piotruś zawsze zostaje z tatą Kamila, a ze mną to go w ogóle nie zostawicie.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? Chcąc gdzieś jechać, to muszę jechać 3 godziny do was, aby go zostawić i 3 godziny wracać, więc to nie ma największego sensu. A do Zębu, to nie ma nawet 10 minut samochodem.
- No wiem, ale tak mało go widuję...
- Wiem mamo, ale cóż....  Zobaczysz go już w piątek, jak przyjedziesz i w poniedziałek
- Wiem kochana... A teraz Kornelia wróciła z zakupów.
- Ooo! Co sobie kupiła?
- Pojechała po sukienkę na ten chrzest.
- Matka chrzestna pełną parą! - zaczęłam się śmiać.
- Aż  za bardzo to przeżywa.
- No co ty mówisz? Kornelia się czymś stresuje? Chyba sobie ze mnie jakieś żarty robisz?
- Nie, naprawdę... Bardzo się cieszyła, jednak jak coś opowiadamy o tobie, o Piotrusiu i tak w ogóle o chrzcie, to powiem ci, że widać po niej, że się denerwuje...
- Przejdzie jej, zobaczysz.
- Mam taką nadzieję.
Rozmawiałam z mamą jeszcze przez kilka minut,  ale jednak byłam już zmęczona całą tą podróżą... Położyłam się więc spać.... Wstałam rano o 7:00. Kamil już czekał na mnie w kuchni przy stole ze śniadaniem.
- Witaj kochanie! - powitał mnie ciepłym uśmiechem
- Witaj! - podeszłam  do niego lekko zaspana i pocałowałam go w policzek.
- Nareszcie sobie odpoczniemy.
- Nie wydaje mi się... Dziś wyjeżdżamy, w czwartek również, w niedzielę chrzest Piotrusia... A właśnie.. Mama przyjedzie w piątek nam pomóc w przygotowaniach... Poza Piotrusiem , to będzie nas tutaj 13 osób... Nawet jakiś obiad ugotować to jednak powiem ci, że samej będzie trudno....
- Ok.... Czyli w piątek przyjedzie?
- Raczej tak.... A tak w ogóle... Gdzie jest Piotruś?
- Już go zawiozłem do mojego taty. Nawet zdążyłem wypić tam herbatę. - uśmiechnął się.
- Kochany jesteś... To o której ty wstałeś?
- O 5:00..
- Boże.... Naprawdę?
- Jakoś nie mogłem spać.
- Nie dziwię się...  Zasnąłeś bardzo wcześnie.
- Wiem... Tylko wszedłem do mieszkania i...
- Padłeś na łóżko...
- Ooo! Właśnie tak...
Zjedliśmy śniadanie, a Kamil... Sam z siebie zabrał naczynia i je pozmywał.
- Powiem ci, że z dnia na dzień coraz bardziej mnie zaskakujesz.
- Nie przesadzaj. - uśmiechnął się do mnie.
- A o której wyjeżdżamy?
- O 11:00.
- Ok. To ja już zacznę się ubierać.
- Bo nie zdążysz... -  Zaczął się śmiać...
- Właśnie się tego obawiam. Bo jak nie zdążę.... To będzie klapa
Poszłam więc do sypialni, aby coś znaleźć, w tej "otchłani" nazywanej inaczej szafą...
Wyjęłam następnie żelazko , aby sobie to uprasować...  Zaczęłam się ubierać....
Włosy rozpuściłam oraz zrobiłam lekki makijaż. Kamil również był już gotowy, a była dopiero 10:30.
- Coś za wcześnie się dzisiaj wyszykowaliśmy - zaśmiałam się.
- Właśnie... Coś dzisiaj...
- Czyżbyśmy za wcześnie wstali? - uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Mam do ciebie pytanie.
- Tak?
- Pasuje mi iść w garniturze, czy nałożyć samą koszulę na ten niedzielny chrzest?
- Wydaje mi się, że sama koszula byłaby lepszym rozwiązaniem. Przecież garnitur to na ślub pasuje.
- Może kiedyś się doczekam i go założę. - powiedział, po czym uśmiechnął się w moją stronę
Jakby coś sugerował.
- Wiesz co? Nawet ci nic nie mówiłam, ale podczas zawodów w Planicy... To... Udzielałam wywiadu.
- Czyżby moja dziewczyna robiła się sławna? - zaczął się śmiać. - A jakiej gazecie udzielałam wywiadu?
- Sama nie wiem, ale to była norweska gazeta.
- Uuu! To powiem ci, że od razu z grubej rury uderzasz w świat show biznesu.
- Tylko ja nie chcę wkraczać do tego show biznesu i obracać się w tym towarzystwie.
- Ja też tego nie oczekuję, a tak w ogóle to tego nie chcę... Jestem Kamil Stoch - skoczek narciarski, a nie jakaś gwiazda, celebryta...
- Są jednak tacy ludzie, którzy aż... pchają się wręcz do tego świata gwiazd i bycia nią.
- Dlatego ja takich ludzi wprost nie znoszę.
- Jednak musisz się przyzwyczaić, że teraz nie jesteś popularny w Polsce, ale też w Europie... Ludzie interesujący się sportem znają cię na pewno...
- Wiem
- Ale też ma to swoje plusy.
- Jakie?
- Jesteś idolem dla wielu młodych ludzi, chodź sam jesteś młody.. bo masz dopiero 23 lata, ale dla tych wszystkich młodych ludzi jesteś idolem. Nastoletnie fanki na pewno wieszają nad łóżkami plakaty  z twoim zdjęciem.. Wiem, przecież sama tak robiłam.
- Oo! Mam być zazdrosny?
- O kogo? O Małysza? - zaczęłam się śmiać...
- Szczerze...
- Chyba już nie musisz być zazdrosny
- O Adama.. Oj nie wiem, nie wiem..
- Weź przestań... Przecież nie uwierzę, że ty nie oglądałeś się za żadnymi dziewczynami.
- Nie.
- Oj Kamil, nie gadaj głupstw. Na takiego, to chyba każda leciała bez wyjątku
- Ja od początku wiedziałem, że 13 stycznia 2017 roku rano spotkam miłość swojego życia.
- Masz pamięć do dat - uśmiechnęłam się
- Taki komplement z ust urodzonej historyczki . To zaszczyt - zaczął się śmiać.
- Oj, przeginasz..
Zaczęliśmy się śmiać.
Była już 11:00 więc wyjechaliśmy do Krakowa.
Udaliśmy się na konferencję w sprawie  tego, że Kamil został ambasadorem marki szwajcarskich zegarków.
Następnie wystąpiliśmy na ściankach... Prosili nas o zapozowanie na ściankach...
Kamil objął mnie prawą ręką w pasie i przyciągnął mnie do siebie...
Po dniu spędzonym na konferencji Kamil zabrał mnie na obiad. Spędziliśmy razem miło czas.
Po 15:00 jednak wróciliśmy do domu, a dokładnie do Zębu, aby odebrać Piotrusia od rodziców Kamila.
- I jak było w Krakowie?  - zapytał nas Bronisław - Widziałem zdjęcia.  Pięknie wyglądacie
- Dziękujemy - odpowiedziałam...
Krystyna zrobiła nam herbatę...  Jednak nie wypiliśmy jej,  bo Piotruś zaczął bardzo płakać i musieliśmy wracać do mieszkania.  Lecz gdy tylko przekroczyliśmy jego próg to momentalnie przestał płakać.
- Ma chłopak wyczucie - powiedział Kamil
- I to bardzo...
Poszłam wykąpać małego i go nakarmić.  Następnie sama wzięłam prysznic i położyłam się na łóżku.  Włączyłam sobie telewizor,  lecz nic ciekawego w nim nie znalazłam.
- A co tam oglądasz?  - zapytał Kamil
- Nic ciekawego
Kamil położył się obok mnie , po czym mnie przytulił.
- Podjęłam decyzję, że jednak nie pojadę z tobą do tej Warszawy...  To będzie długa podróż,  a ja źle znoszę długie podróże...  Teraz tylko gdzieś jeździmy i mały zostaje zawsze z twoim ojcem.  W końcu nie będzie poznawał własnej matki i ojca...
- Rozumiem to..  Lepiej żeby dziecko było przy matce i ojcu...   A ja wykonuję... To co wykonuję... Więc żeby dziecko miało dzieciństwo przy matce...  - Oj Kamil,  nie mów tak..
- Ale taka jest prawda Kasiu...
- Ale nie wolno ci mówić.
- Ale czemu mam zaprzeczać prawdzie?
- Przecież jesteś świetnym ojcem...  Wspaniałym partnerem...  Nie mogłam sobie wyobrazić najpiękniejszej miłości w moim życiu... Ja naprawdę Kamil dzięki tobie stałam się spełnioną kobietą..  I chodź nie jestem mężatką żoną to czuję się szczęśliwa w tym doczesnym życiu...  I to wszystko dzięki tobie...  I jak Piotruś dorośnie to podziękuje ci,  że sprawiłeś że miał takie szczęśliwe dzieciństwo i na pewno zrobiłeś wszystko aby jego życie było bardzo szczęśliwe i radosne...  I ja tak myślę i ja to wiem...  I teraz się ze mną w ogóle nie sprzeczaj.
- Kasiu...  Jednak wiesz sama,  że to jest dopiero początek mojej kariery,  bo mam dopiero 23 lata...  A jak inni kończą karierę po 30-stce, to jeszcze 10 lat mojej kariery...  Kariery podczas której mój syn będzie wychowywał się przy tobie,  a nie będzie pamiętał,  że w jego życiu uczestniczył ktoś taki jak ojciec...
- Ale dalej musimy ciągnąć ten temat?  Na prawdę dalej to musimy ciągnąć? Dalej musimy o tym rozmawiać?  Myślałam, że już ci przemówiłam do rozsądku,  a ty dalej swoje...  Daj przyznać komuś rację...  Bardzo cię proszę...  Będziesz najlepszym ojcem dla naszego syna...  Powtórz.
- Będę najlepszym ojcem dla naszych dzieci..
- Czy ty coś sugerujesz?  - zapytał lekko zdenerwowana..
- Nigdy nie można nic wykluczyć.
Zaczął mnie całować...
- Kocham cię i nigdy nie przestanę. Jesteś dla mnie wszystkim co najważniejsze... Moją gwiazdą.. Kocham Cię...
- Ja ciebie też, Kamil...
Zasnęliśmy... Nie pospałam jednak zbyt długo, bo już o 2:00 obudził mnie płacz Piotrusia.
Musiałam wstać do niego i spędziłam w jego pokoju .... całą noc... Czekałam aż zaśnie.... Więc położyłam się spać dopiero przed 6:00. Kamil jeszcze spał... Lecz gdy tylko się obudziłam przed 9:00, to znów mnie zaskoczył.... Znów zrobił mi śniadanie.
- To w końcu ja muszę wstać wcześnie i zrobić tobie takie śniadanie... Najlepiej jutro
- To się śpiesz, bo o 7:30 to ja mam zamiar jutro wyjechać.
- To powiem ci, że już budzik na 5:00 sobie ustawię...
- I ja tego dopilnuję - zaczął się śmiać.
Zjedliśmy razem śniadanie, poszłam się ubrać , a następnie udałam się do Piotrusia... Ten już nie spał... Wzięłam go więc na ręce i udałam się z nim do salonu... Kamil siedział już tam na kanapie.
- A kto to do mnie przyszedł? - uśmiechnął się Kamil
- Synek przyszedł..
Kamil wziął go na ręce... A mały Piotruś wyciągnął swoją rączkę i położył ją na ustach Kamila... Wyglądali tak pięknie.... Wyjęłam telefon i zrobiłam im zdjęcie. Kamil trzymał tak małego jeszcze przez kilka minut, aż ten w końcu zasnął mu na rękach.
Kamil poszedł więc i położył go do łóżeczka.. Po chwili wrócił do mnie.... A ja położyłam się na kanapie, mając głowę na jego udach.
- Ty też śpiąca?- zaśmiał się Kamil
- Można  tak powiedzieć od 2:00 do 6:00 byłam na nogach.
- Jak to? - zdziwił się
- O 2:00 Piotruś bardzo płakał  i zanim usnął to trochę minęło.
- I ja nic nie słyszałem?
- Spałeś jak zabity... Że tak powiem...
Włączyliśmy sobie telewizor, jednak po chwili usnęłam.... Mając głowę na nogach Kamila... Obudziłam się dopiero po 12:00.... Kamila już na kanapie nie było... Wstałam więc i zaczęłam go szukać. Znalazłam go w pokoju Piotrusia. Bawił się z nim.... To taki słodki widok
- Oo! Wstałaś już.
- Tak.... A wy co robicie?
- Bawimy się - odparł Kamil
- To się bawcie, a ja idę zrobić obiad.
- Nie ma żadnego obiadu.
- Jak to?
- Ubieraj się, idziemy na miasto.. Ja naszykuję wózek i możemy iść na pieszo. Spacer małemu przyda się.
- Ok.
Wyszłam więc z pokoju i poszłam się przebrać... Chodź był koniec marca, to słońce mocno świeciło. Temperatura również była dość wysoka.
Znów udałam się do pokoju Piotrusia... Poszłam go przebrać, a Kamil naszykował wózek... Byliśmy już gotowi do wyjścia... Kamil zniósł wózek przed blok i czekał na nas... Ja zaś wzięłam Piotrusia. Zamknęłam mieszkania i zeszłam na dół.
- A więc zapraszam państwa na spacer - powiedział Kamil po czym się uśmiechnął.
Kamil wziął wózek za stery.. Spacerowaliśmy ulicami Zakopanego, a następnie Kamil zaprosił nas do jednej z zakopiańskich restauracji. Zjedliśmy tam obiad, a następnie wróciliśmy do mieszkania.. Była już godzina 15:00.
Kamil , nudził się... Usiadł więc sobie w salonie i wyjął jedno z trzech pudeł pełne listów, próśb o autograf.  Ja wzięłam Piotrusia na ręce i usiedliśmy obok niego, przyglądając się, jak Kamil podpisuje kartki ze zdjęciami.... Miał ich tylko trochę... Zostały mu jeszcze z poprzedniej "dostawy kartek".
- Teraz to sobie zrobię takie z Kulą. - powiedział - Tylko kiedy ja sobie je zrobię.... Nie mam w ogóle czasu.
- Piątek? - zapytałam. - Żeby nie było, że ci układam plan, ale wiesz.... Moja mama przyjedzie w piątek i będzie mi pomagać, więc nie będę z tymi przygotowaniami sama. A ty spokojnie umówisz się na sesję, zrobisz zdjęcia i wrócisz.
- Ok. To jest świetny pomysł.
W czasie gdy Kamil podpisywał zdjęcia, ja "bawiłam" się z Piotrusiem. Jednak po godzinnej "zabawie" mały zrobił się śpiący i musiałam położyć go spać. Kamilowi skończyły się więc kartki. Schował więc wszystko i położył się na kanapie.
- Nie za dobrze ci tak? - zaśmiałam się.
- Nie. - również szeroko się uśmiechnął.
Położyłam się obok niego, po czym wtuliłam się w jego ramiona. Obejrzeliśmy jakiś film w telewizji. Następnie wzięłam prysznic i położyłam się spać. Kamil również to uczynił. Poszliśmy więc spać.
Wstałam rano około 6:00. Kamil jeszcze spał... Pochyliłam się nad jego twarzą i pocałowałam go w policzek.
Udałam się do kuchni, aby , jak to obiecałam, zrobić mu śniadanie. Naszykowałam wszystko na stole. Talerzyki i takie tam... Nawet zrobiłam mu herbatę w jego ulubionym kubku. Spojrzałam na zegarek była już 6:15. Poszłam więc go obudzić...
Otworzyłam delikatnie drzwi od sypialni, aby go nie obudzić. Położyłam się obok niego na łóżku... Powoli  odkrywałam go z kołdry. Pocałowałam delikatnie w policzek i zaczęłam szeptać do ucha.
- Kochanie.... Wstajemy...
Ten jednak odpowiedział.
- Jeszcze 5 minutek...
- Jest 6:15...
Gdy tylko to usłyszał, poderwał się aż ze snu... Jednak byłam nad nim pochylona tak bliska, że gdy tylko "poderwał" się, to musnął delikatnie moje usta... Niby pocałunek, a jednak nie....
- To ja już muszę zacząć się szykować. - powiedział Kamil
- Najpierw śniadanie. - powiedziałam
- To za nim się śniadanie zrobi... Zjem coś po drodze.
- Śniadanie, kochaniutki to ty masz już od kilku minut na stole.
- Jak to?
- Obiecałam, to zrobiłam.
- Naprawdę? Jesteś niesamowitą kobietą.
Poszliśmy więc do kuchni, aby zjeść śniadanie... Jednak Kamil po chwili musiał się szykować do wyjazdu do Warszawy na sesję zdjęciową jednej z marek odzieżowych.
- Nie powiedziałem ci. Na tej sesji to nie będę tylko ja.
- A kto? - zapytałam
- Dawid, Piotrek no i Maciek
- Czyli nie będziesz sam... A ja już się martwiłam, jak ty tam sobie poradzisz sam, w ten Warszawie - uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Jakoś to będzie.

Kamil już o 7:00 wyjechał z Zakopanego na sesję do Warszawy. Ja udałam się więc do pokoju Piotrusia. Mały już nie spał, a o dziwo nie płakał zaraz po swym przebudzeniu. To był chyba wielki sukces...
Postanowiłam go przebrać i go nakarmić.
Wzięłam go na ręce i powędrowaliśmy prosto do salonu.
Położyłam go na kanapie, a on zaczął robić dość "śmieszne miny". Zaczął dziwnie wykrzywiać wargi, albo robić WIELKIE oczy... Tak sam z siebie.. Zrobiłam mu w tym momencie kilka zdjęć i wysłałam je do Kamila..
Odpisał mi po chwili
"Taty nie ma - dziecko się bawi"
Jednak po 2 godzinach takiej zabawy mały był już bardzo śpiący.  Położyłam go spać do łóżeczka,  a ja sama wzięłam się za sprzątanie całego mieszkania. Przecież już w niedzielę miał odbyć się chrzest Piotrusia.  Musiałam więc "ogarnąć" całe mieszkanie. Trochę czasu mi to zajęło.  Dobrze że wcześniej zrobiłam już wszystkie zakupy.  Więc to miałam już z głowy.  Teraz tylko mieszkanie... Zrobiłam już wszystko około 14:00. Piotruś zdążył się już wyspać porządnie.  Poszłam znów go nakarmić. Wzięłam go na ręce i zaczęłam z nim chodzić na rękach po całym mieszkaniu.
Po jakiś 2 godzinach miałam czas, aby zrobić pranie. Trochę się tego nazbierało, a pralka była w ciągłym ruchu. W końcu skończyłam robić pranie około 19:00. Dobrze, że miałam suszarkę, która jest dość duża....  Wszystko zakończyła już po 20:00. Zdążyłam wykąpać Piotrusia  i położyć go spać.
Sama wzięłam prysznic  i usiadłam sobie na kanapie, oczekując na przyjazd Kamila z Warszawy. Wrócił do domu po 21:00. Zadzwonił do drzwi, a ja poszłam mu otworzyć. Stał w drzwiach z jakąś torbą z zakupami.
- Hej... A co to za zakupy?
- Aa.... Takie małe co nie co.
Położył torbę na podłodze, po czym zdjął kurtkę i buty.
- Jak było na sesji?
- Bardzo dobrze... Już jutro mają wysłać mi na e-maila efekty naszej pracy. I nawet wpadłem na taki pomysł. Bo mieliśmy zdjęcia, że nasza czwórka, ale na koniec zaproponowali zdjęcia pojedyncze, więc może jedno z tych zdjęć wybrać, na te autografy.
- Powiem ci, że to świetny pomysł.
- Nie będę musiał iść jutro na sesję i spędzę ten czas z wami. Na pewno będziesz pomagać swojej mamie, jak przyjedzie, więc ja w tym czasie zajmę się Piotrusiem, żebyś nie musiała się przejmować kto się nim zajmie, jak ty będziesz jej pomagać. A tak to będę ja.
- Jesteś kochany - powiedziałam
Kamil wyjął z tej torby butelkę wina i położył na stoliku w salonie. Ja zaś naszykowałam kieliszki.
- Mały śpi, rodzice się bawią - zaczął się śmiać.
Kamil otworzył wino i nalał je do kieliszków
 - A tak w ogóle to mamy wszystko na ten chrzest? Wiesz ta biała chusta z jego imieniem, świeca... Te klimaty.
- Wszystko mamy. Nie martw się. - zapewniałam Kamila
Wypiliśmy po lampce wina, ale jednak było już po 22:00, a Kamil chciał się wykąpać i takie tam.... A moja mama miała nas odwiedzić już o 8:00. Położyliśmy się więc spać...


----------------------------------------------------------------------------------
                        

                                kiki2000

Komentarze