Numer 60 - Wypadek

18 czerwca,  rano Kamil pojechał na kolejne zgrupowanie , tym razem do Niemiec . Ja, będąc w domu tylko z Piotrusiem, strasznie się nudziliśmy.  Jednego dnia odwiedziliśmy rodziców Kamila,  kolejnego dnia pojechaliśmy do mojej rodziny. Odwiedziliśmy też Martę z malutką Joanną,  Marcelinę,  będącą już  w 7 miesiącu ciąży,  a w sobotę pojechaliśmy nawet do Krakowa, aby odwiedzić Agnieszkę.  Ten tydzień był dla nas tygodniem pełnym wyjazdów.  Jednak musieliśmy te wyjazdy jakoś zakończyć. We wtorek, 29 czerwca Justyna Żyła obchodziła urodziny. Szykowałyśmy jej niespodziankę.  Sama jubilatka nie wiedziała,  że mamy zamiar do niej przyjechać i zrobić jej huczne urodziny . Miała to być niespodzianka i raczej się udała.  Justyna od dawna wspominała Agnieszce o rowerze,  a sprytna Aga powiedziała o tym nam, i zamiast kupować jej oddzielnie jakieś prezenty,  to wszystkie miałyśmy się złożyć i kupić Justynie rower. Ja,  Aga,  Marta,  Marcelina i Agnieszka.  Nasza piątka miała zająć się kupnem roweru dla Justyny . Jednak szczerze,  my na tym się nie znamy, jednak to Aga pomogła wybrać nam ten najodpowiedniejszy dla Justyny.
A więc... 29 czerwca rankiem zaczęłam się szykować, ale również Piotrusia na urodziny do Justyny.  Włosy rozpuściłam i lekko podkręciłam je. Do tego lekki makijaż. Piotrusia również wystroiłam w body z napisem "SŁONECZKO CIOCI". Chciałam, żeby Piotruś również okazał się jej maleńkim prezentem.
Sama się ubrałam i byłam gotowa do wyjścia.

Wzięłam Piotrusia na ręce i wsiedliśmy w samochód. Do Wisły to prawie 3 godziny drogi, a cała impreza urodzinowa miała rozpocząć się już o 13:00. O 10:00 wyjechałam więc z Zakopanego. W Wiśle byłam już o 12:50. Dziewczyny już na mnie czekały przed domem. Agnieszka stała przy wielkim pudle, w którym znajdował się rower.
- Rozumiem, że tutaj jest ten rower? - zapytałam, wskazując na pudło.
- Tak, w całej okazałości.
Marcelina zadzwoniła do drzwi  dzwonkiem. Drzwi otworzyła nam Justyna i była bardzo zaskoczona naszą wizytą.
- Wszystkiego najlepszego! - wykrzyknęłyśmy razem
- O Boże... Dziewczyny!
Agnieszka podsunęła pudło pod same drzwi.
- A tutaj kochana masz prezent od nas!
- A co to? - zapytała
- Zgaduj
W drzwiach już Justyna rozpakowała pudło, a w nim znalazła rower...
- Wow... Dziewczyny.... Dziękuję.... Skąd wiedziałyście, że marzyłam o rowerze?
Wszystkie popatrzyłyśmy się na Agnieszkę, a ta się uśmiechnęła
- No to już wiem skąd wiedziałyście.
Zostałyśmy zaproszone do wielkiego salonu. Usiadłyśmy na kanapie.
- Tylko wiecie co dziewczyny...Bo ja w ogóle taka nieprzygotowana jestem... Ani jakiegoś tortu, ani nic... Wino mam...
- Ja nie piję... Nie mogę - powiedziała Marcelina
- Ja też nie mogę.... - powiedziała Marta
Już wszystkie wiedziałyśmy o jej kolejnej ciąży, ale jeszcze media nie wiedziały o tym, bo Marta chciała zachować to w tajemnicy.
- Ja też nie mogę. Prowadzę. - powiedziałam
- Ale ja jestem przygotowana - wykrzyknęła Marcelina
- A co masz? - zapytała Aga
W tym momencie Marcelina wyciągnęła z torby szampana truskawkowego dla dzieci Piccolo!
- Wow... Marcelina o wszystkim pamięta. - powiedziała Magda
- Wiecie, co... Musimy się kiedyś spotkać wszystkie, tylko że każda będzie piła i niech ci nasi panowanie się o nas martwią i będą po nas przyjeżdżać. - powiedziała Agnieszka
- A u której będziemy świętować następnym razem? - zapytała Justyna
- Dominika Sobczyk ma w lipcu - powiedziała Marcelina
- A następna? - zapytała Agnieszka
- A Marta? - zapytałam - Przecież Marta ma na jesieni urodziny. - powiedziałam.
- Tak.... W październiku....
- No to mamy u której świętować . - powiedziała Justyna i otworzyła szampana.
- Za zdrowie pani domu - powiedziałam
- Za zdrowie - powtórzyły dziewczyny...
- Ciekawe jak tam nasi chłopcy.. - powiedziała Agnieszka
- Na pewno siedzą w hotelu i grają na tych swoich gitarach - odpowiedziała jej Justyna
- Ciekawe....
- Dawajcie, zadzwonimy - powiedziała Justyna
- Która dzwoni?  - zapytałam
- Ty! - odpowiedziały chórem dziewczyny.
- Ale dlaczego ja?
- Nie marudź, tylko dzwoń. - powiedziała Marcelina
Wyciągnęłam więc telefon i miałam dzwonić, gdy nagle Agnieszka spojrzała w telefon i powiedziała:
- Uuu!Jak zapisane... Moje kochanie!
- Ja mam mężuś - uśmiechnęła się Justyna
- Ooo! Jest sygnał. To chyba jakiś cud!  - powiedziałam
W końcu Kamil odebrał
- Hej kochanie.
- Hej... A co ty dzwonisz?
- A wiesz... Zawsze ty do mnie dzwonisz wieczorami, więc tak sobie siedzę i się nudzę z Piotrusiem i  postanowiłam do ciebie zadzwonić.
- Aha
- Stęskniłam się za tobą.... Bardzo długie te wyjazdy i chyba nam szkodzą - powiedziałam
- Ja też za tobą się stęskniłem.
- A co robisz?
- A nic.... Siedzę sobie sam w pokoju.
- Jak to sam? A gdzie reszta ekipy?
- Piotrek , Maciek i trener organizują sobie swoje cowieczorne koncerty i powiem ci, że mam już tego dość, bo gdybyś usłyszała wokal Piotrka.... O Boże.... - akurat to wzięłam na głośnomówiący.
Dziewczyny chciały się zaśmiać, ale powiedziałam Kamilowi, że siedzę sama z Piotrusiem i byłoby to za bardzo podejrzane
- A ty nie chciałbyś tam podłączyć się do nich.... Ty lubisz takie właśnie mocne brzmienia
- Wiesz przecież, że uwielbiam też rock & roll, ale w wykonaniu Piotrka to już wolę zespół Jarzębina
- Oj, nie przesadzaj kochanie... Stworzylibyście świetny zespół
- Tak. Jeszcze Dawid na flecie.
- Jak to na flecie? - zapytałam
Aż Marta była zdziwiona.
- Przecież Dawid to miał same szóstki w szkole z muzyki, bo umiał grać na flecie.
- A ty na nerwach - wybuchnęłam śmiechem
- Zespół doskonały
Chciałam już zakończyć tę rozmowę, więc wymyśliłam, że Piotruś jest głodny i muszę go nakarmić
- Pa kochanie.
- Pa
Odłożyłam telefon
- Nie wiedziałam Marta, że masz tak zdolnego męża - powiedziała Agnieszka
- Ja też nie - odpowiedziała Marta
- Ale słyszałyście Kamila, że wokal Piotrka ..... oj... - zaczęła się śmiać Magda
- Jakbyście słyszały Piotrka wykonanie jakiejkolwiek piosenki, to same byście wolały słuchać godzinami zespołu Jarzębina - powiedziała Justyna
- Ale i tak mało i nich wiemy... Niestety, ale Kamila z nimi nie ma - powiedziałam
- Więc, która dzwoni? - zapytała Aga
- Piotrek, Maciek , Stefan Horngacher. - wszyscy grają na gitarach - powiedziała Magda
- Dawidowi też nie przeszkadzajmy, przecież gra na flecie - zaczęłam się śmiać.
- Stefan nic nie robi,  nie gra tam z nimi,  to dzwoń Marcelina - powiedziała Justyna
Marcelina wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Stefana,  lecz ten nie odbierał...  Po chwili dostała od niego SMS-a, że jest zajęty i zadzwoni później
- Chyba zasłuchany był w tej melodii - powiedziałam
- Albo w wokalu Piotrka - zaczęła śmiać się Justyna
- Piotr Żyła - wokalista....  Fajnie to brzmi - powiedziała Agnieszka.
- Przyszła gwiazda światowego rocka - Piotr Żyła - wybuchnęłam śmiechem
- To brzmi świetnie - uśmiechnęła się Marcelina
 Rozmawiałyśmy jeszcze długo, śmiałyśmy się... Bardzo miło spędziłyśmy ten czas. Jednak co dobre, szybko się kończy... Cóż.... Niestety, ale już  o 17:30. musiałam wracać do domu. Już po 20:00 wróciłam do Zakopanego. Wykąpałam małego i położyłam go do łóżeczka. Sama również wzięłam odprężającą kąpiel i położyłam się spać....
Sobotę spędziłam spokojnie. Posprzątałam mieszkanie i tak w ogóle, to nie miałam nic innego do robienia. Nakarmiłam Piotrusia i posadziłam go na moich kolanach. Mały już reagował na swoje imię, więc gdy tylko mówiłam "Piotruś", to momentalnie odwraca głowę w moją stronę.
Wieczorem zadzwonił do mnie Kamil
- Hej kochanie.
- Hej.
- Co robisz?
- A... Przed chwilą położyłam Piotrusia spać.
- I jak?
- Śpi jak suseł.
- A ty co robisz?
- Odpoczywam
Kamil zaczął się śmiać.
- No co? Należy mi się!
- W zupełności!
- Wiesz,  raz przy sobocie to trzeba sobie zrobić głębszy odpoczynek
- My również dzisiaj tylko regeneracja
- A kiedy wracacie?
- Jutro koło 12-13 powinien być już w domu
- Ok. To czekam

W niedzielę, wstałam koło godziny 8:00. Spojrzałam na zegarek i zerwałam się z łóżka..... Rzuciłam kołdrę w kąt i pobiegłam do Piotrusia. Mały już nie spał... Leżał w łóżeczku , nakarmiłam go i ubrałam. Znów go tam położyłam na chwilę. Poszłam do sypialni i przebrałam się z piżamy w koszulkę z krótkim rękawem i spodenki

Zrobiłam sobie na śniadanie kanapki i usiadłam przed telewizorem. Nagle zadzwonił do mnie Kamil
- Hej kochanie
- Hej
-Chciałbym ci powiedzieć, że już minęliśmy Kraków  i za 2 godziny będę u was
- No nareszcie... Już nie możemy się doczekać z Piotrusiem.
- Ja też.... W końcu się zobaczymy.
- Powiem ci, że takie przerwy są męczące.... Dla mnie i dla Piotrusia są wręcz wyczerpujące.
 - Dla mnie też,  ale teraz cię przepraszam kochanie , bo tutaj Piotrek z Maćkiem mi przeszkadzają.  Pogadamy jak przyjadę. Pa..  Kocham Cię. 
- Ja ciebie też.. 
Odłożyłam telefon na stolik.  Zjadłam śniadanie,  zmyłam po sobie talerzyk udałam się do pokoju Piotrusia. Wzięłam małego na ręce  i powędrowałam z nim do sypialni i tam położyłam go na łóżku,  a sama wzięłam się za poukładanie sobie ubrań w szafie.  Z nudów nawet niektóre bardziej eleganckie sobie uprasowałam. Jednak po 1,5 godzinnej pracy postanowiłam sobie odpocząć położyłam się obok Piotrusia na łóżku i włączyłam telewizor.  Chciałam przełączyć na kanał z bajkami dla dzieci,  lecz nacisnęłam za daleko i włączyłam kanał informacyjny.  Pewnie bym go szybko przełączyła, gdyby nie pewien nagłówek.  Napisy aż na czerwono 
- Coś poważnego - stwierdziłam
Na miejscu była reporterka,  która relacjonowała wypadek.  Były tam również policja,  straż pożarna i kilka samochodów pogotowia ratunkowego. Wypadek wyglądał...  Strasznie...  2 czarne samochody, podobne do małego busa...  Jeden w rowie,  drugi zaś prawą stroną uderzył w drzewo...  A na środku stało czarne BMW, które to najprawdopodobniej było sprawcą całego zajścia. 
- Na razie nie wiadomo, ile jest poszkodowanych,  jednak z ustaleń policji wynika,  że czarne BMW zboczyło z drogi i ustawiło się równolegle do pasa ruchu. Jeden z samochodów nie zdążył wyhamować i wjechał w BMW, następnie odbił się od niego i uderzyło prawą stroną w pobliskie drzewo. Samochód jadący za nim widząc całą sytuację chciał również zahamować, jednak kierownica uległa zablokowaniu i wjechał do pobliskiego rowu. - powiedziała reporterka
- O Boże.... - powiedziałam.
Do kamery telewizyjnej podszedł policjant
- W jednym samochodzie znajdowało się 7 osób, zaś w drugim 2. Kierowca BMW był pod wpływem alkoholu. Obecnie jest akcja ratunkowa, która pomoże wyciągnąć poszkodowane osoby.
Napisałam do Kamila SMS-a, o treści gdzie jest, jednak ten nie odpisywał
Obejrzałam z wielkim przejęciem, jak strażacy swoimi sprzętami hydraulicznymi otwierali zakleszczone drzwi pierwszego z samochodów....  Zdziwiłam się, ponieważ, gdy drzwi się otworzyły... Zamarłam.... Na kolanach, dosłownie, wychodzili z niego ludzie.... Poobdzierane twarze.... Trzymali się za głowy.... Wyszło ich trzech.. Jednak, gdy kamery przybliżyli na ich twarze.... Nie uwierzyłam w to, co widzę.... Wielki, czerwony napis.... Na pasku informacyjnym
WYPADEK Z UDZIAŁEM POLSKICH SKOCZKÓW NARCIARSKICH KADRY A
Złapałam się za serce... Ale jak to? To oni tam są?
Na kolanach.... z tego samochodu to wyszedł Piotrek, Dawid i Maciek.... Zabrano ich do karetek..... Kierowcą był Stefan... On również opuścił samochód.... Gorzej było z osobami, uwięzionymi po prawej stronie samochodu. Po chwili ratownicy wynieśli z samochodu Jakuba Wolnego.... 
Z drugiego samochodu zaś wyszedł trener i jego zastępca, którzy wieźli sprzęt.
Usłyszałam głos reporterki
- Już większość osób wyprowadzono z samochodów, lecz niestety..... W pierwszym samochodzie zostały uwięzione 2 osoby....
Do kamery podszedł lekarz 
- Na razie opatrujemy głowę pana Jakuba Wolnego. Trener i jego zastępca, jadący drugim samochodem nie wymagają hospitalizacji. U nich nic się nie stało. Piotrek Żyła został już odwieziony do zakopiańskiego szpitala... Miał on obdartą całą twarz. Maciej Kot i Stefan Hula już jadą do szpitala. U nich wystąpiły obrażenia neurologiczne. Pan Dawid Kubacki za chwilę również pojedzie do szpitala.... U niego wystąpiło zwichnięcie stawu barkowego.... 
- A jak z innymi? Jeszcze 2 osoby zostały w środku. - zapytała reporterka
- Kamil... - wyszeptałam. - Gdzie jest Kamil? - zaczęłam się denerwować - Gdzie on jest??
Wzięłam telefon i znów do niego zadzwoniłam, jednak ten nie odbierał.
- Ludzie, ratujcie go. Wyciągajcie go stamtąd!
Do głosu doszedł lekarz
- Tak... Niestety, jest ciężka sytuacja... Strażacy nie mają odpowiedniego sprzętu, aby wydostać osoby będące po prawej stronie samochodu... Niestety, ale osoby się tam znajdujące nie miały szans, aby wyjść z tego wypadku tylko z małymi siniakami czy obdarciami. Nie mamy również pewności, że te osoby są przytomne. Liczy się każda minuta, jednak nie jesteśmy wstanie ich wydostać.
- Macie panowie informacje, kto znajduje się jeszcze w środku samochodu?
- Z informacji od innych skoczków wiemy, że w środku powinni znajdować się Adam Małysz i Kamil Stoch.
Nagle usłyszano głos strażaków.
- Chłopaki. Mamy to!
Lekarz już nie zdążył nic kompletnie powiedzieć, ponieważ pobiegł do strażaków.
Kamera również powędrowała za nimi. 
Gdy widziałam, jak wynoszą z samochodu nieprzytomnego Kamila... Zaczęłam płakać...
- Kamil, Boże.... Co oni ci zrobili.... Boże... Kamil... 
Zaczęto go reanimować.... Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi. Pobiegłam otworzyć.... Był to Bronisław... Nic nie powiedział, tylko mocno mnie przytulił....
- Dlaczego akurat on.... - wyszeptałam.
Udałam się do sypialni i zaczęłam oglądać.... Wniesiono go na noszach do karetki.
Adam Małysz wyszedł o własnych siłach.
- Mamy informacje, że Kamil Stoch jest nadal nieprzytomny, ale oddycha. Ze wstępnych oględzin ma uszkodzony staw skokowy i zwichnięty staw barkowy. Karetka zabiera go do zakopiańskiego szpitala.  - powiedziała reporterka
- Jest tylko jeden szpital w Zakopanem - powiedział Bronisław.... 
- Jadę tam. 
Otarłam tylko oczy z łez... Wzięłam kluczyki  i torebkę z szafki
- Nie wiem, czy to dobry pomysł... Popatrz w jakim jesteś stanie...
- Muszę tam do niego jechać.....  Zostanie pan z Piotrusiem? - zapytałam
- Tak, tak
- Dziękuję.
Wyszłam z mieszkania i udałam się do szpitala... Byłam tam jeszcze przed karetką. Pobiegłam do recpecji.
- Czy przywieziono tutaj poszkodowanych z tego wypadku? - zapytałam
- A kim pani jest?
- Dziewczyną jednego z poszkodowanych.
- Przywieziono, ale nie wszystkich. Czekamy jeszcze na dwóch.
- Ok, dziękuję.... 
Usiadłam na korytarzu. 
Nagle na noszach wjechał Kamil.... Jego twarz... Cała zakrwawiona.
- Co z nim jest? - zapytałam lekarza płaczącym głosem
- A kim pani jest? 
- Dziewczyną.
- Wieziemy go na stół operacyjny.
- Jaka operacja?! Coś poważnego?!
- Uszkodzony staw barkowy i skokowy.... Operacja to jedyna deska ratunku, aby mógł dalej skakać.....
Zawieziono go na salę operacyjną.. Udałam się tam również i usiadłam na krześle.... Czekałam.... Po jakiś 3 godzinach.... Na wózku podjechał Dawid
- Ty na wózku? - zapytałam - Tobie też coś poważnego?
- Nie, tylko kazano mi się tam poruszać... Na razie nie mogę chodzić - odpowiedział
- To dobrze
- A co z Kamilem? - zapytał
- Operacja....
- Coś poważnego?
- Uszkodzony staw skokowy i barkowy. Powiedziano, że jeśli nie będzie operacji, to może nigdy nie wrócić do skakania.... Twarz zakrwawiona..... Ręce, nogi... Poobdzierane....  
- Boże....
- Dawid, jak to się stało?
- Jakiś debil zajechał nam drogę... Wjechaliśmy w samochód i odbiliśmy się, uderzając prawą stroną o drzewo... Niestety, bo od prawego okna siedział Kamil z telefonem.... Pisał do ciebie SMS-a.
- Ale go nie dokończył.
- Nie zdążył wysłać....
Korytarzem, przechodziła pielęgniarka, która nakrzyczała na Dawida, że nie może opuszczać swojej sali i zawiozła go na łóżko szpitalne...
Minęły 2, 3, 4 godziny i nic.... Kolejne 2 godziny.... Podeszła do mnie pielęgniarka
- Tutaj mamy rzeczy pana Kamila...., które miał przy sobie. 
- A co tutaj jest? - zapytałam
- Telefon, dokumenty, kurtka....
Wzięłam worek, w którym to wszystko się znajdowało.
- Dziękuję pani bardzo
- Nie ma za co
- Mam do pani prośbę.
- Jaką?
- Mogłaby pani się dowiedzieć, co z Kamilem, przecież mi nie wolno wejść na salę operacyjną, a pani jest pielęgniarką....
- Zwykle tego nie robię, ale dla pani zrobię wyjątek...
- Dziękuję pani bardzo....
- Nie ma za co
Pielęgniarka zniknęła za drzwiami sali operacyjnej, a ja wyjęłam z worka kurtkę Kamila...
Przyłożyłam ją do twarzy i zaczęłam płakać...
- Dlaczego... dlaczego to nas spotyka.... 
Położyłam kurtkę obok siebie, na krześle..... Wyjęłam następnie telefon. Odblokowałam go.
Zobaczyłam, że napisał do mnie SMS-a, lecz go nie wysłał
"Kochanie, już za 20 minut będę w domu. Kocham Cię, Kamil"
Znów się popłakałam...
Już o wszystkim dowiedziały się media.... Pod blok operacyjny przybyły różne kamery i reporterzy, ale ja nie odpowiadałam im na żadne pytania.
Nagle z sali wyszła pielęgniarka, którą poprosiłam o jakiekolwiek informacje.
- Mogę panią prosić na bok?
- Tak
Odeszłam z nią od tych mediów... 
- Operacje już się kończą. Przebiegły pomyślnie, tylko niestety..
- Co?
- Są potłuczone żebra i pani chłopak, będzie przez jakieś 3 tygodnie w gipsie całej klatki piersiowej.
- A czy on już jest przytomny? Przepraszam, źle się wyraziłam.... Kiedy będzie wybudzony?
- Właśnie tutaj jest mały problem, bo pani chłopak będzie wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej.
- Dlaczego?
- To decyzja lekarzy
- A na ile?
- Nie wiem...
- Dziękuję za informacje.
- Nie ma za co.
Usiadłam znów pod salą operacyjną..... Po chwili drzwi otworzyły się.... Na noszach wyjechał Kamil.... Jednak jego twarz była tak zakrwawiona, że zakryto ją jakimś kawałkiem grubego materiału
- Panie doktorze, jak on się czuje? 
- Proszę panią... Jest już po 20:00... Odwiedziny dawno się skończyły, a co do stanu zdrowia, jest wszystko ok. Proszę już iść do domu.
- Dobrze
Nie zrobiłam tak jednak... Udałam się za nim pod salę Kamila i tam usiadłam na korytarzu.....Po 22:00 podeszła do mnie  jedna z pielęgniarek
- Proszę iść do domu..
- Ale tu jest mój chłopak....
- Proszę iść...
- Ja tu jednak zostanę....
Pielęgniarka poszła, a ja jednak usnęłam na korytarzu... Był to bardzo ciężki dzień.

-------------------------------------------------------------------------
                                                               kiki2000

Komentarze