Numer 61 - Oczekiwanie na.... cud?

Obudziłam się w szpitalu... Była chyba 6:00... Nie spoglądałam nawet na zegarek. Przetarłam tylko oczy, poprawiłam włosy. Obejrzałam się, na korytarzu żadnej żywej duszy. Spojrzałam na drzwi sali, w której leżał Kamil.... Złapałam za klamkę...Bałam się tylko jednego.... Czy on się kiedyś wybudzi. Miałam taką nadzieję, ale on w porównaniu z chłopakami, to miał najgorsze obrażenia.
Weszłam do sali.. On tam leżał. Podpięty do różnych urządzeń, które wydawały przedziwne dźwięki.... Gdy spojrzałam na jego ręce.... Jakby pokaleczone ostrym narzędziem, a to tylko odłamki szyby samochodowej wbiły się w ręce... Lewe kolano i prawy bark były unieruchomione... Twarz... Jakby został pobity przez jakiś gangsterów... Tylko otwór na oczy, nos i usta... Cały zabandażowany.
Usiadłam obok niego. Złapałam go za rękę.
- Kamil... - wyszeptałam - Kamil... Czy ty mnie słyszysz?
Odpowiedziało mi tylko jedno z urządzeń...
- Kto to był? Kto wystawił naszą miłość? Kto? Dlaczego ktoś tak zrobił? Kto chciał wam zaszkodzić...... Naprawdę... Ja tego nie wiem, ale jak znajdę i dorwę tego drania.... Popamięta mnie na zawsze. Nauczy się, że ze mną się nie zadziera.
Do sali weszła pielęgniarka
- A co pani tutaj robi?  To za wcześnie na jakiekolwiek odwiedziny . Proszę stąd wyjść
- Dobrze
Wyszłam więc na korytarz. Po chwili, gdy kobieta wyszła z sali rzuciła chamsko w moją stronę
- Odwiedziny są od 9:00, a jest 6:30. Mam panią na oku
Jakoś nie przejęłam się tym za bardzo. Nie mając co robić i zważając na to,  że ta niemiła pielęgniarka stała pod salą Kamila,  wstałam z krzesła i przechadzałam się po szpitalu.  Nagle zaczepił mnie lekarz,  prosząc o krótką rozmowę
- Przepraszam,  że byłem dla pani taki niemiły wczoraj,  ale to była bardzo ciężka operacja.
- Ale rozumiem,  że wszystko się udało.
- Tak.
- A co w ogóle państwo zrobiliście?
- W nodze i w barku pojawiły się krwiaki. Musieliśmy je usunąć..  Jednak gorzej jest z żebrami.  Za chwilę zabieramy pani partnera na założenie gipsu na całą klatkę piersiową
- Ile on w tym będzie?
- Te obrażenia są niewielkie,  więc do 4 miesięcy.  Przez ten czas żadnych treningów, a potem rehabilitacja. Więc o starcie w Letnim Grand Prix może sobie tylko pomarzyć
- Kamil został wprowadzony w stan śpiączki?
- Tak.  Jego organizm nie jest przygotowany do tego, aby mógł normalnie funkcjonować.
- Ile on będzie w tej śpiączce?
- Zależy od jego organizmu. Jeśli wszystko przebiegnie pomyślnie,  to już końcem tego tygodnia,  a jeśli nie,  to może nawet koniec przyszłego tygodnia.  Jednak pani Kasiu,  trzeba być dobrej myśli. Pani chłopak to prawdziwy twardziel,  nie tylko na skoczni.
- Dziękuję.
Wyszłam z gabinetu , jednak nie miałam chwili jakiegoś odpoczynku , ponieważ przede mną zawitała policja
- Pani Kasia Witkowska?
- Tak,  a o co chodzi?
- Chcieliśmy porozmawiać w sprawie wczorajszego wypadku,  w którym to został poszkodowany pani chłopak, czyli pan Kamil Stoch.
- Ok.
- To może tutaj - wskazał jeden z nich ręką na bufet
- Może być.
Poszłam więc z nimi do bufetu. Usiedliśmy przy jednym ze stolików.
- Chce coś pani?
- Jeśli mogłabym prosić to o kawę, bo tutaj spędziłam całą noc.
- Trzy kawy poproszę! - powiedział jeden z policjantów do kobiety stojącej za ladą w szpitalnym bufecie.
 - Na początku to chcielibyśmy się pani zapytać, jak czują się skoczkowie po wypadku?
- Powiem krótko, nie wiem.... Wczoraj gdy czekałam przed blokiem operacyjnym, bo Kamil miał operację , to na wózku przyjechał Dawid Kubacki. Nie myślcie  państwo, że nie może chodzić, bo ma jakieś problemy z nogami. Nic z tych rzeczy! Po prostu miał uraz neurologiczny i zabroniono mu chodzić, bo ma jeszcze zawroty głowy i może się to skończyć upadkiem.
- A inni skoczkowie?
- Nie wiem... Właśnie mam zamiar ich odwiedzić.
- A pan Kamil?
W tym momencie moje oczy zalały się łzami.
- Coś strasznego?
- Może....
- W jakim on jest stanie?
- Przeszedł operację... Miał krwiaka w prawym stawie barkowym i lewym stawie skokowym. Ręce.... Szyby samochodowe wbiły mu się w ręce... Te rany....A twarz? Widzę tylko oczy, usta i kawałek nosa....  Nie wiem, czy to aż tak źle wygląda? Jeszcze będzie w gipsie, a dokładnie jego klatka piersiowa.
- A dlaczego?
- Coś z żebrami, ale nawet nie miałam siły, aby wysłuchać lekarza...
- Rozumiem, że jest jeszcze w tej śpiączce pooperacyjnej..
- Nie... W farmakologicznej.... Jeśli wszystko będzie dobrze, to go pod koniec tego tygodnia będą wybudzać, a jeśli nie, to będę czekać kolejny tydzień.
- Bardzo nam przykro....
- Doktor kazał mi wierzyć i ja cały czas wierzę, że będzie dobrze, że go wybudzą jak najszybciej i że wróci do domu i będzie tak jak dawniej... Ale nigdy nie będzie tak jak dawniej.... Zagipsowana klatka piersiowa, 4 tygodnie w gipsie, a potem co? Długa rehabilitacja..... O Letnim Grand Prix, może sobie tylko pomarzyć, a ono już w przyszłą sobotę.... Wiecie panowie, jak teraz będę się bała, gdy Kamil będzie gdzieś jechał? Wcześniej się bałam, ale po takich doświadczeniach strach jest coraz głębszy... Ja wiem, że on jest jednym z najlepszych skoczków..... Przecież jest mistrzem. Ja wierzę w jego talent i już mnie boję się o jego skoki, bo chodź jest skoczkiem młodego pokolenia, to ma bardzo bogate doświadczenie.... Tylko ja już się boję, już odczuwam lęk, że znów gdzieś pojedzie i nie wróci.... Przecież był 20 minut od Zakopanego, przecież to tak niewiele...
- Proszę się nie przejmować..
- A wiadomo kto to zrobił?
- BMW było na niemieckich tablicach.... W samochodzie tym znajdowały się 4 osoby, ale uciekły one z miejsca wypadku. Niewykluczone, że osoba prowadząca pojazdem była pod wpływem alkoholu....
- A to drań....
- My się wszystkim zajmiemy... Znajdziemy sprawcę.
- Mam taką nadzieję.
- Proszę się już nie martwić....
Wstałam jednak z krzesła i wyszłam z bufetu... Cóż.... Udałam się pod salę, gdzie byli inni skoczkowie. Spoglądałam przez szybę, jak Agnieszka śmieje się z Maćkiem... Maćkiem, który normalnie chodzi, uśmiecha się, robi to wszystko, co zdrowy człowiek, tylko ma małe zadrapania na twarzy. Popłakałam się.... Chciałabym, że Kamil również tak robił, żeby się śmiał, chodził, albo żeby otworzył oczy, mógł mi coś powiedzieć.... Będąc tak na korytarzu zobaczyłam jak Kamil jest przewożony do swojej sali, miał już na całej klatce piersiowej gips, a wokół szyi kołnierz ortopedyczny...Nie umknął uwadze fotoreporterów, którzy robili mu zdjęcia.
- Proszę nie robić zdjęć! - wykrzyknęłam do tych wszystkich reporterów. - Nie macie innej sensacji? Nie widzicie w jakim on jest stanie?
Udałam się do sali w której leżał. Podszedł do mnie lekarz
- Wystąpił mały uraz w okolicach karku, musieliśmy założyć panu Kamilowi kołnierz ortopedyczny.
- A jak z tymi żebrami?
- Są w o wiele lepszym stanie niż sądziliśmy, więc maksymalnie, powtarzam, maksymalnie 4 tygodnie w gipsie pan Kamil będzie musiał spędzić...
- A minimum?
- 3.....
- A czy mogę z nim tutaj posiedzieć?
- Tylko nie zbyt długo, pacjent musi odpoczywać
- Dobrze, dziękuję panie doktorze...
Usiadłam obok niego.... Złapałam go za rękę..
- Wszystko będzie dobrze kochanie... Słyszysz mnie?
Nagle zadzwonił do mnie pan Bronisław
- Halo
- Hej Kasiu.... Chcę przyjechać tam do was, do szpitala....
- A co z małym?
- Pojechałby ze mną.
- Ok... To ja wyjdę przed szpital i na pana poczekam... Żeby pan wiedział gdzie trafić.
- Dobrze, to my już jesteśmy gotowi. Już wyjeżdżamy.
- Ok, to ja już czekam.
Odłożyłam telefon i znów złapałam Kamila za rękę.
- Zgadnij kto przyjedzie. Twój tata i nasz Piotruś... Przyjadą cię odwiedzić.
Po chwili wyszłam przed szpital. Zobaczyłam, jak Bronisław idzie z Piotrusiem w stronę wejścia.
- Tutaj jestem! - powiedziałam.
Weszliśmy razem do szpitala
- Gdzie on jest? - zapytał Bronisław
- Ja nie wiem, czy pan jest w stanie zobaczyć go, jak on wygląda...
- Ja chcę go zobaczyć.
- Ok.
Wzięłam Piotrusia na ręce i zaprowadziłam Bronisława do sali, w której leży Kamil. Pierwszy raz zobaczyłam, że pan Bronisław płacze... Usiadł obok Kamila i złapał go za rękę...
- Synu..... co oni ci zrobili....
Nie miałam siły, aby na to patrzeć. Wyszłam na korytarz.... Zobaczyłam, że po korytarzu chodzi sobie Macie Kot. Podszedł do mnie
- Hej.... - powiedział bardzo zmęczonym głosem
- Hej Maciuś...
- Jak Kamil? - zapytał
- Sam zobacz...
Podszedł do drzwi i widział przez szybę Kamila i jego ojca...
- Co on ma na twarzy?
- Widać tylko oczy, nos i usta... Reszta twarzy po zdjęcie bandaży wygląda jak z horroru...
- A klatka piersiowa?
- Ma założony gips....
- Na ile?
- Maksymalnie 4 tygodnie
- Jak to strasznie wygląda...
- Dlaczego on akurat musiał usiąść po prawej stronie....
- Od kilku lat jak jeździmy, to zawsze Kamil po prawej stronie, bo jak ktoś zajmie mu miejsce, to się wścieka....
- Chyba przeklęta jest ta prawa strona...
- Chyba...
- A  jak ty się czujesz?
- Wszystko ok... Już w czwartek wychodzę stąd do domu...
- Czyli co? Startujecie w LGP?
- Raczej tak, a co?
- Kamil może sobie tylko pomarzyć... Po zdjęciu gipsu czeka go długa rehabilitacja...
- Jak długa?
- Sama nie wiem.... Jeśli mu zdejmą ten gips końcem lipca...  A, tak szczerze to nie wiem... Naprawdę nie wiem...
- Wszystko będzie dobrze... Musisz być dzielna.... Patrz, jakiego masz wspaniałego syna.
- Ale Kamil
- Kamil jest tak twardym zawodnikiem, że sobie poradzi w każdej sytuacji.
- Ale ja jestem pierwszy raz w takiej sytuacji. Nigdy nie przeżywałam takiej tragedii.
- Wiem, że jest to dla ciebie nowa sytuacja, ale musisz sobie z nią poradzić.
- A jak inni? Szczerze, to widziałam się tylko wczoraj z Dawidem, przyjechał na wózku pod blok operacyjny, podczas operacji Kamila
- Leżę na sali z Piotrkiem i Stefanem. Dawid jest na sali z Jakubem i Adamem.
- A trener?
- Go nie wzięto do szpitala. On i Grzesiu Sobczyk są cali.
- To chyba jedna dobra wiadomość z całego tego wypadku.
- Właśnie...
- A gdzie masz Agę?
- Pojechała mi po kilka rzeczy jakieś 15 minut temu.
- A inne dziewczyny były?
- Marcelina..... Jest na obserwacji, bo po takiej wiadomości, że Stefan miał wypadek dostała jakiegoś ataku, a przecież ona jest w ciąży.
- Przecież ona już w sierpniu miała rodzić.
- Właśnie....
- A Justyna?
- Była, całą noc czuwała przy Piotrku, ma popołudniu przyjechać.
- Wiesz, czy Marta była? Ja nawet nie mam głowy, żeby chodzić i pytać, przecież jak przyjechałam tutaj wczoraj przedpołudniem to do tej pory nie wyszłam ze szpitala
- To gdzie ty spałaś?
- Na korytarzu na krześle.
- A pro po twojego pytania, to Marta w ogóle nie przyjechała, aby odwiedzić Dawida.
- Jak to?
- Normalnie. Dawid to bardzo przeżywa, ale cóż... Nie może się do Marty w ogóle dodzwonić. Kompletnie nie odbiera od niego telefonów.
- Ciekawe dlaczego...
- Dawid nam opowiadał, że od momentu, w którym zaszła w kolejną ciążę, Marta zrobiła się nie do zniesienia. Podobno nie układa się pomiędzy nimi za dobrze.
- Ciekawe dlaczego,  przecież wyglądali na bardzo fajną parę.
- Nam też się tak wydawało
Maciek musiał jednak iść do swojej sali.  Z sali Kamila wyszedł Bronisław...  Przetarł łzawiące oczy.
- To ja wezmę Piotrusia i pojadę do waszego mieszkania.
- A nie chciałby pan do domu?  Przecież i tak dużo pan dla nas zrobił.
- Nie mam zamiaru siedzieć z Krystyną sam w domu.
- Dobrze.
Dałam mu na ręce Piotrusia i pojechali do mieszkania.
Ja zaś weszłam do sali, na której leżał Kamil. Złapałam go za rękę
- Wszystko będzie dobrze kochanie..  Już nie długo mi odpowiesz.. Już nie długo....
Nagle do sali wszedł trener - Stefan Horngacher
- Dzień dobry
- Dzień dobry - odpowiedziałam
- Jak się Kamil czuje?
- Jak pan widzi.. Zabandażowana twarz,  kołnierz ortopedyczny,  klatka piersiowa w gipsie,  przeszedł operację,  bo miał krwiaka w lewym stawie skokowym i prawym stawie barokowym
- Boże ... Ale on wyjdzie z tego?
- Tak...  Ale na razie trzeba wybudzić go ze śpiączki i czeka go długa rehabilitacja...
- Wiadomo jak długa?
- Sama nie wiem.... O starcie w LGP to może sobie tylko pomarzyć.
- Wiem.... Chłopakom też daję wolne.... Ten pierwszy start na pewno.... Drugi.... Zależy od nich i od lekarzy. Ja tutaj nie mam prawa ingerować.
- Oby wszystko u chłopaków było dobrze...
- Chyba Kamil jest w najgorszym stanie....
Położyłam rękę na jego zabandażowanym policzku...
- Kochanie... Wyjdziesz z tego.... Zobaczysz...
- Zainteresowanie Kamilem przez media jest ogromne
- Ja się boję wracać do mieszkania, bo mam w głowie myśl, że oni tam czekają pod drzwiami mieszkania i chcą jakiś informacji.
 - Ale droga Kasiu, nie możesz tylko się przed nimi chować...  Pamiętam, jak ja przechodziłem kryzys mojej formy... I co? 2 sezony w kompletnym dołku, bez punktów Pucharu Świata, zdarzało się, że nie przechodziłem nawet przez kwalifikacje... Miałem tak mądrego psychologa, który powiedział mi, że nie powinienem się aż tak tym przejmować... Przyjąć to na klatę.... Kazał, aby nie chował się przed reporterami, którzy zaczepiali mnie nawet na ulicach i pytali, dlaczego tak słabo skaczę, dlaczego mam taką a nie inną formę.... Rozmawiałem z trenerami, z psychologami i wiedziałem, jak mam im odpowiedzieć... Nie chcę ci tutaj mówić, że ty też masz sięgnąć po pomoc specjalisty, tylko żebyś podeszła do tych mediów spokojnie, jeśli cię o coś zapytają, odpowiedz, mów to, co chcesz powiedzieć. Musisz sobie z tym jakoś poradzić... Czy poproś kogoś, aby odpowiedział mediom, nawet rodzinę Kamila.... Przecież jesteście parą, a nie rodziną, więc masz lepszą sytuację, bo mogą mniej wymagać media od ciebie, a więcej od rodziny, od rodziców....
- Może i tak, jednak nie lubię tego medialnego szumu. Nigdy go nie lubiłam, a teraz.... Muszę z tym żyć... I co? Czasami mam już dość.... Bo jak jest jakaś uroczystość, czy idę na urodziny, czy nawet wyjazd do Proszowic... Zrobię sobie zdjęcie, czy selfie, czy w lustrze, czy ktoś zrobi mi zdjęcie, jak tak normalnie stoję, czy coś śmiesznego i wrzucę na konta na portalach społecznościowych, to już następnego dnia dostaję linki. Nawet od znajomych, typu "Patrz, znów coś o tobie piszą"
- Słyszałem, że jesteś uważana za ikonę stylu i mody
- Wolałabym jakoś normalnie żyć, chodź nie ukrywam, że pomiędzy prośbami o autograf od Kamila, to znajdują się prośby do mnie. To miłe, bo ludzie piszą tyle ciepłych słów
- Czyli co? Ta sława nie jest taka zła....
- Jednak czuję się dziwnie, ponieważ jestem tylko dziewczyną Kamila, a ludzie proszą mnie o autograf... Szczerze? Nigdy tego nie robiłam, więc wcześniej ćwiczyłam na kartce "na brudno" pismo, aby to jakoś ładnie wyszło...
Nagle zadzwonił telefon
- Przepraszam, ale żona dzwoni.... Muszę już jechać.
- Dobrze.... Dziękuję panu, że pan przyszedł
- Przecież to mój "uczeń"... To osoba, której przekazałem wszystko....
- Dziękuję jeszcze raz.....
- Nie ma za co
Trener wyszedł...
Cały dzień spędziłam przy Kamilu, jednak odwiedziny są do 18:00, więc już po godzinie 18:00 musiałam opuścić szpital. Zadzwoniłam do Bronisława z prośbą, czyby nie został z Piotrusiem jeszcze przez godzinę... Wiem, że go strasznie wykorzystuję, ale cóż.... Nie mam innego wyjścia.. Chcę być przy Kamilu, ale z kim zostawię Piotrusia? Nie mam kogo... Na prawdę nie znam nikogo....
Wyszłam ze szpitala i udałam się do samochodu. Wracając do mieszkania stanęłam przy kościele...Zaparkowałam samochód.
Weszłam do świątyni i usiadłam w kościelnej ławie. Uklęknęłam, schowałam twarz zakrywając ją rękami i zaczęłam płakać....
Nie wiedziałam nawet kiedy dosiadł się do mnie znajomy ksiądz, który udzielał chrztu naszemu Piotrusiowi
- Słyszałem o całej tej tragedii... Jak się czuje?
- Jest w śpiączce farmakologicznej.
Jednak ksiądz nie zdążył zadać kolejnego pytania, bo zadzwonił mój telefon
- Przepraszam księdza, ale ze szpitala
- Proszę odebrać.
- Halo....
- Halo.... Pani Kasia Witkowska?
- Tak
- Gdzie pani jest?
- Niedaleko szpitala
- Proszę przyjechać.
- Ale coś się stało?
- Umiera...
- Ale kto? - zaczęłam się denerwować.
- Pan Kamil umiera....
Telefon wypadł mi z ręki..... Upadł na podłogę. Szybko go podniosłam, nawet nie sprawdziłam czy jest cały, czy działa.... Wybiegłam z kościoła, wsiadłam do samochodu i pojechałam do szpitala.
Wbiegłam do budynku szpitala i pobiegłam do sali, w której leżał Kamil. Zaczęłam płakać.
- Co się dzieje? - zapytała pielęgniarka
- Tam mój chłopak umiera. - wybuchnęłam płaczem
- Pan Kamil?
- Tak
- Proszę wpuście mnie tam.
- Nie możemy
- Ale dajcie mi spokój
Popchnęłam pielęgniarkę i wbiegłam do sali... Lekarze go reanimowali. Było ich tak kilku. Nagle jeden powiedział
- Zatrzymanie akcji serca od 10 minut. Co robimy?
- Nie wiem... Uciskaj dalej.
Gdy tylko zobaczyłam monitor, a na nim ciągła, podłużna kreska....
- Boże.... Ratujcie go....  - wyszeptałam.
- Proszę ją wyprowadzić. - powiedział jeden z lekarzy
- Ale to mój chłopak.
Wyprowadzono mnie z sali. Usiadłam na krześle... Zaczęłam znów płakać..
- Bardzo panią przepraszam - powiedziałam do pielęgniarki
- Nic się nie stało. Ludzie gorzej reagują w takich sytuacjach
- Ja nie jestem taka nerwowa, ale jeśli chodzi o życie Kamila...
 Po jakiś 20 minutach lekarze wyszli z sali. Jeden z nich podszedł do mnie
- Wrócił rytm zatokowy, wszystko jest dobrze.
- A czy mogę do niego wejść?
- Tak, ale na krótko..
- Dobrze. Dziękuję.
Weszłam do sali, gdzie leżał Kamil. Złapałam go za rękę... I pocałowałam go w nią...
- Kochanie, nie rób mi tak nigdy więcej.... Proszę cię, nie rób...
Położyłam swą głowę o oparcie łóżka i trzymając rękę Kamila, usnęłam...


----------------------------------------------------------------------------
                                            kiki2000

Komentarze