Znów spędziłam noc w szpitalu, czuwając przy łóżku Kamila.... Przez całą noc śnił mi się dziwny sen.....
Byłam... w domu... Takim góralskim drewnianym. Nie mogłam się na początku zorientować, co to jest za dom, ale okazało się, że to dom, który Kamil buduje. Budowę zaczął przecież półtora roku temu. Piotruś już chodził po całym domu.... Ja byłam ubrana w białą sukienkę.... Piotruś tak biegał, że aż złapał mnie za rękę i wybiegliśmy z domu. Ciągnął mnie tak przez cały czas... Dobiegliśmy tak aż do kościoła. Bardzo ten sen był dziwny, bo w kościele czekał na mnie Kamil. Ubrany był w piękny garnitur. Czekał na mnie przed samym ołtarzem.
- Witaj kochanie - wyszeptał
Piotruś usiadł sobie na jednym z krzeseł.
Nagle wyszedł ksiądz. Stanęliśmy naprzeciwko siebie.
- Kamilu - powiedział ksiądz - Czy bierzesz tę oto Katarzynę Witkowską za żonę?
Wtedy się obudziłam... Zobaczyłam, że spałam, mając głowę na oparciu szpitalnego łóżka Kamila
Przetarłam oczy. Popatrzyłam się na Kamila....
- Wiesz co kochanie, ja już to czuję, że już niedługo stąd wyjdziesz i pojedziemy do naszego mieszkania....
Nagle do sali wszedł lekarz
- A co? Pai nadal tutaj?
- Tak... Usnęłam jakoś...
- Niech pani pojedzie do domu, jakby coś to będziemy do pani dzwonić.
- Dobrze
- Niech się pani wyśpi porządnie
- Ok. Ja tutaj przyjadę przed południem
- Niech pani wypocznie dobrze, bo od niedzieli to pani w ogóle w domu nie była, a mamy już wtorek rano
- Dobrze, dobrze
Wyszłam więc ze szpitala, wsiadłam do samochodu i pojechałam do mieszkania.... Bronisław siedział w salonie.
- Jak jak panu dziękuję, że został pan tyle z Piotrusiem... Nie wiem, jak się panu odwdzięczę...
- Nie musisz..... Przecież ty nie chodziłaś po jakiś zakupach, że zostawiłaś syna 2 dni w domu pod moją opieką, tylko martwiłaś się o swojego partnera...... Robiłaś to z miłości, aby z miłości nie można nikogo rozliczać.
- Ale i tak się chyba panu nie wypłacę, za to, co pan dla mnie zrobił
- To nic takiego
- Jak to nie? Od niedzieli opiekuje się pan Piotrusiem.
- Zajmowanie się moim wnukiem, to dla mnie czysta przyjemność.
- Dziękuję.... Za wszystko...
Udałam się do łazienki, aby wziąć prysznic, wróciłam do pana Bronisława
- Piotruś śpi? - zapytałam
- Tak
- To dobrze... Teraz to chyba muszę sobie odespać
- To ja jeszcze zostanę, gdyby Piotruś wstał, to żebyś sobie dalej mogła spać... Przecież ty od niedzieli byłaś cały czas w szpitalu.
- Dziękuję panu jeszcze raz
- Idź spać
- Dobrze - uśmiechnęłam się
Przebrałam się w piżamę i położyłam się spać.
Byłam strasznie zmęczona. Chyba spanie na oparciu szpitalnego łóżka, to nie był dobry pomysł.
Wstałam dopiero po 17:00. W salonie nadal siedział Bronisław, a w ręku trzymał album. Gdy tylko mnie zobaczył, momentalnie go zamknął.
- Przepraszam, że sobie go wziąłem, ale...
- Nic nie szkodzi.
Usiadłam obok niego.
- Wpadłam na może niegenialny pomysł, ale na pewno coś w nim jest..... Nie wiem, jak długo potrwa to, że Kamil będzie w śpiączce, lecz chciałabym czuwać przy nim raz w dzień, raz w nocy...
- Tak...
- Tylko potrzebuję do tego pana..
- Mnie?
- Tak
- A do czego?
- Może byłoby tak, że na przykład dzisiaj wieczorem pan by przy nim czuwał, a ja bym pojechała po południu i wróciła rano i tak byśmy się wymieniali codziennie..
- Świetny pomysł.
- Tylko, czy mógłby pan dzisiaj zacząć, bo ja niestety nie czuję się już na siłach.
- Ok... Piotruś jakoś dzisiaj coś śpiący jest, ledwo co ty usnęłaś i wstał, a położyłem go około 20 minut temu.
- Dobrze... Dziękuję, że pan się nim zajął.
- Oj Kasiu, już mówiłem, że nie ma za co, a teraz pojadę do domu się odświeżyć i pojadę do szpitala
- Dobrze.
Pan Bronisław wyszedł z mieszkania, a ja mając chwilę spokoju, bo Piotruś spał, usiadłam na kanapie w salonie i wzięłam do ręki album, który oglądał Bronisław.
Wszystkie wspomnienia wróciły..... Chyba na dobre. Już się zaczęłam przyzwyczajać do nowej dla mnie sytuacji, lecz gdy zobaczyłam nasze zdjęcia.... Niby tacy szczęśliwi, a teraz.... Zamknęłam album i położyłam się na kanapie... Nie miałam siły ani ochoty, aby wstać z niej i podejść do telefonu, który dzwonił. Jednak chyba był to ktoś bardzo namolny, bo dzwonił i dzwonił...
Cóż... Musiałam wstać i podejść do niego. Na wyświetlaczu pojawił się napis : "JUSTYNA"
Odebrałam więc telefon.
- Słyszałaś nowinę? - zapytała
- Jaką?
- Marta złożyła papiery rozwodowe.
- Ale jak to? - byłam zszokowana.
- Gdzie jesteś?
- W mieszkaniu, a co?
- Bo ja wychodzę od Piotrka ze szpitala, to podjadę do ciebie
- Ok, czekam.
Rozłączyłam się. Nie mogłam jednak w to uwierzyć, co mi powiedziała Justyna. Jednak musiałam jakoś dojść do porządku ze sobą. Uczesałam włosy i się przebrałam. Nie miałam dużo czasu, bo Piotruś się obudził, więc wzięłam go na ręce i w tym momencie zadzwoniła do drzwi Justyna. Poszłam jej otworzyć.
Usiadłyśmy sobie na kanapie, zrobiłam nam herbatę. Justyna posadziła Piotrusia na kolanach.
- Ale skąd ty to wiesz? - zapytałam.
- Piotrek mi powiedział
- Mi coś mówił Maciek, że nie układa się pomiędzy nimi zbyt dobrze, ale żeby aż tak? Przecież w maju obchodzili rocznicę ślubu.
- W lutym urodziła się Joasia, a teraz jest w drugiej ciąży.
- No właśnie... Ale opowiedz, co wiesz na ten temat.
- Piotrek mi to wszystko mówił, bo mu się Dawid wygadał, że ona już w noc poślubną nalegała na dziecko.... Bo ona bardzo chciała mieć dzieci..
- Ale przecież ona młoda jest...
- No właśnie, ale no cóż... Znasz Dawida. No co, żona chce mieć dzieci, on zapewne też, więc... sama wiesz jak to jest... Marta już zaczęła robić się nieznośna, miała swoje humorki, jakby nie wiadomo kim ona była.
- Przecież sama widziałaś tych fotoreporterów na ślubie.
- Właśnie. Marta zaczęła się rządzić, bo to jej się wystrój nie podobał, chciała jakieś remonty... Wyczuła, że Dawid jest w świetnej formie, a jak wiadomo, jest forma są pieniądze. Przecież wiedziała, ile zarabia Dawid i wyciągała od niego pieniądze. Wiadomo już było, że jest w ciąży i chciała takiego medialnego "szumu", ale jej to nie wyszło. Dawid jej kategorycznie tego zabronił i ta chciała się zemścić.... Szukała punktu zaczepienia. Była w ciąży, więc liczyła się z tym, że gdyby doszło do rozwodu, to w Polsce najczęściej dziecko zostaje przy matce..
- I chcesz mi powiedzieć, że to drugie dziecko, co przyjdzie na świat....
- Tak, to wszystko jako zemsta. Żaliła się, że Dawid nie ma dla niej czasu, że wyjechał na Igrzyska do Korei, a ona zaczęła rodzić.
- Ale przecież to nie ma nic ze sobą wspólnego, ja urodziłam w święta i Kamil nie pojechał na pierwszy konkurs Turnieju Czterech Skoczni.
- I ona stwierdziła również, że jeśli coś się stanie Dawidowi, że ona jest jego żoną, a dom jest jego, więc ona jest podobno współwłaścicielem, a jeśli Dawid by umarł, to cały majątek przejdzie na nią.
- Sprytna jest.
- A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze?
- Co?
- Bo tym samochodem, który spowodował wypadek naszych chłopaków, tym czarnym samochodem, kierował jej przyjaciel
- Co??!! - aż zerwałam się z miejsca - Chcesz mi powiedzieć, że to przez nią i przez jej chore pomysły mój Kamil leży w szpitalu, przeszedł ciężką operację, leży w gipsie i walczy o życie przez Martę?!?
- Taka jest prawda Kasiu, policja już do tego doszła. Powiedzieli mi o tym na korytarzu, jak wyszłam z sali Piotrka... Nie wiem, czy Dawid i inni chłopcy o tym wiedzą, ale szkoda mi Dawidka
- A mi tych biednych dzieci...
- Ale jakim to trzeba być złośliwym... Przecież co ona chciała tym osiągnąć? Sławę? Popularność? To jej się to chyba kuźwa udało.. Może naszym chłopakom nic się nie stało...
- Ale mój Kamil walczy o życie... Operacja, bo miał dwa krwiaki, klatka piersiowa w gipsie, twarz zabandażowana, on jest teraz w śpiączce. - rozkleiłam się i zaczęłam płakać
- Oj Kasiu, nie przejmuj się - przytuliła mnie Justyna - Wszystko będzie dobrze...
- Mam taką nadzieję.
Po jakiś 30 minutach Justyna już poszła, ja zajęłam się Piotrusiem. Wieczorem go nakarmiłam i wykąpałam. Położyłam do łóżeczka, a sama położyłam się spać.
W piątek przedpołudniem wybrałam się do szpitala. Piotruś został z Bronisławem, a ja wsiadłam w samochód i pojechałam do szpitala. Rozmawiałam z wieloma lekarzami i zapewniali mnie o dobrym stanie zdrowia Kamila i powiedzieli mi również, że w niedzielę rozpoczną wybudzanie Kamila. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam. Już w niedzielę będę mogła usłyszeć jego głos, poczuć bardziej jego obecność... Już nie mogłam się doczekać.
Gdy wyszłam z sali, to "dorwali" mnie wręcz dziennikarze i poprosili o krótki wywiad. Na początku nie chciałam go, jednak przypomniałam sobie słowa trenera Stefana Horngachera i przystąpiłam do wywiadu z dziennikarzami, trochę ich było.
- Jaki jest stan zdrowia pana Kamila?
- Obecnie znajduje się w śpiączce farmakologicznej, ale jestem po rozmowach z lekarzami i już w tym tygodniu będą go wybudzać.
- Widzieliśmy panią pod blokiem operacyjnym, czy Kamil przeszedł jakieś operacje?
- Tak. Jedną ale poważną. Miał dwa krwiaki, jeden w stanie skokowy, drugi zaś w barkowym.
- Czy pan Kamil ma jakieś inne obrażenia?
- Przepraszam, ale..... Nie jestem w stanie, aby o tym teraz mówić - rozpłakałam się.
Odeszłam od dziennikarzy i wróciłam do mieszkania... Nie miałam ochoty, aby rozmawiać z dziennikarzami.
Gdy tylko wróciłam do mieszkania, to musiałam zająć się Piotrusiem. Przez ten czas zapomniałam o nim. I to dosłownie. Moje myśli były skupione tylko wokół Kamila. Zapomniałam nawet o własnym synu.
-------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Byłam... w domu... Takim góralskim drewnianym. Nie mogłam się na początku zorientować, co to jest za dom, ale okazało się, że to dom, który Kamil buduje. Budowę zaczął przecież półtora roku temu. Piotruś już chodził po całym domu.... Ja byłam ubrana w białą sukienkę.... Piotruś tak biegał, że aż złapał mnie za rękę i wybiegliśmy z domu. Ciągnął mnie tak przez cały czas... Dobiegliśmy tak aż do kościoła. Bardzo ten sen był dziwny, bo w kościele czekał na mnie Kamil. Ubrany był w piękny garnitur. Czekał na mnie przed samym ołtarzem.
- Witaj kochanie - wyszeptał
Piotruś usiadł sobie na jednym z krzeseł.
Nagle wyszedł ksiądz. Stanęliśmy naprzeciwko siebie.
- Kamilu - powiedział ksiądz - Czy bierzesz tę oto Katarzynę Witkowską za żonę?
Wtedy się obudziłam... Zobaczyłam, że spałam, mając głowę na oparciu szpitalnego łóżka Kamila
Przetarłam oczy. Popatrzyłam się na Kamila....
- Wiesz co kochanie, ja już to czuję, że już niedługo stąd wyjdziesz i pojedziemy do naszego mieszkania....
Nagle do sali wszedł lekarz
- A co? Pai nadal tutaj?
- Tak... Usnęłam jakoś...
- Niech pani pojedzie do domu, jakby coś to będziemy do pani dzwonić.
- Dobrze
- Niech się pani wyśpi porządnie
- Ok. Ja tutaj przyjadę przed południem
- Niech pani wypocznie dobrze, bo od niedzieli to pani w ogóle w domu nie była, a mamy już wtorek rano
- Dobrze, dobrze
Wyszłam więc ze szpitala, wsiadłam do samochodu i pojechałam do mieszkania.... Bronisław siedział w salonie.
- Jak jak panu dziękuję, że został pan tyle z Piotrusiem... Nie wiem, jak się panu odwdzięczę...
- Nie musisz..... Przecież ty nie chodziłaś po jakiś zakupach, że zostawiłaś syna 2 dni w domu pod moją opieką, tylko martwiłaś się o swojego partnera...... Robiłaś to z miłości, aby z miłości nie można nikogo rozliczać.
- Ale i tak się chyba panu nie wypłacę, za to, co pan dla mnie zrobił
- To nic takiego
- Jak to nie? Od niedzieli opiekuje się pan Piotrusiem.
- Zajmowanie się moim wnukiem, to dla mnie czysta przyjemność.
- Dziękuję.... Za wszystko...
Udałam się do łazienki, aby wziąć prysznic, wróciłam do pana Bronisława
- Piotruś śpi? - zapytałam
- Tak
- To dobrze... Teraz to chyba muszę sobie odespać
- To ja jeszcze zostanę, gdyby Piotruś wstał, to żebyś sobie dalej mogła spać... Przecież ty od niedzieli byłaś cały czas w szpitalu.
- Dziękuję panu jeszcze raz
- Idź spać
- Dobrze - uśmiechnęłam się
Przebrałam się w piżamę i położyłam się spać.
Byłam strasznie zmęczona. Chyba spanie na oparciu szpitalnego łóżka, to nie był dobry pomysł.
Wstałam dopiero po 17:00. W salonie nadal siedział Bronisław, a w ręku trzymał album. Gdy tylko mnie zobaczył, momentalnie go zamknął.
- Przepraszam, że sobie go wziąłem, ale...
- Nic nie szkodzi.
Usiadłam obok niego.
- Wpadłam na może niegenialny pomysł, ale na pewno coś w nim jest..... Nie wiem, jak długo potrwa to, że Kamil będzie w śpiączce, lecz chciałabym czuwać przy nim raz w dzień, raz w nocy...
- Tak...
- Tylko potrzebuję do tego pana..
- Mnie?
- Tak
- A do czego?
- Może byłoby tak, że na przykład dzisiaj wieczorem pan by przy nim czuwał, a ja bym pojechała po południu i wróciła rano i tak byśmy się wymieniali codziennie..
- Świetny pomysł.
- Tylko, czy mógłby pan dzisiaj zacząć, bo ja niestety nie czuję się już na siłach.
- Ok... Piotruś jakoś dzisiaj coś śpiący jest, ledwo co ty usnęłaś i wstał, a położyłem go około 20 minut temu.
- Dobrze... Dziękuję, że pan się nim zajął.
- Oj Kasiu, już mówiłem, że nie ma za co, a teraz pojadę do domu się odświeżyć i pojadę do szpitala
- Dobrze.
Pan Bronisław wyszedł z mieszkania, a ja mając chwilę spokoju, bo Piotruś spał, usiadłam na kanapie w salonie i wzięłam do ręki album, który oglądał Bronisław.
Wszystkie wspomnienia wróciły..... Chyba na dobre. Już się zaczęłam przyzwyczajać do nowej dla mnie sytuacji, lecz gdy zobaczyłam nasze zdjęcia.... Niby tacy szczęśliwi, a teraz.... Zamknęłam album i położyłam się na kanapie... Nie miałam siły ani ochoty, aby wstać z niej i podejść do telefonu, który dzwonił. Jednak chyba był to ktoś bardzo namolny, bo dzwonił i dzwonił...
Cóż... Musiałam wstać i podejść do niego. Na wyświetlaczu pojawił się napis : "JUSTYNA"
Odebrałam więc telefon.
- Słyszałaś nowinę? - zapytała
- Jaką?
- Marta złożyła papiery rozwodowe.
- Ale jak to? - byłam zszokowana.
- Gdzie jesteś?
- W mieszkaniu, a co?
- Bo ja wychodzę od Piotrka ze szpitala, to podjadę do ciebie
- Ok, czekam.
Rozłączyłam się. Nie mogłam jednak w to uwierzyć, co mi powiedziała Justyna. Jednak musiałam jakoś dojść do porządku ze sobą. Uczesałam włosy i się przebrałam. Nie miałam dużo czasu, bo Piotruś się obudził, więc wzięłam go na ręce i w tym momencie zadzwoniła do drzwi Justyna. Poszłam jej otworzyć.
Usiadłyśmy sobie na kanapie, zrobiłam nam herbatę. Justyna posadziła Piotrusia na kolanach.
- Ale skąd ty to wiesz? - zapytałam.
- Piotrek mi powiedział
- Mi coś mówił Maciek, że nie układa się pomiędzy nimi zbyt dobrze, ale żeby aż tak? Przecież w maju obchodzili rocznicę ślubu.
- W lutym urodziła się Joasia, a teraz jest w drugiej ciąży.
- No właśnie... Ale opowiedz, co wiesz na ten temat.
- Piotrek mi to wszystko mówił, bo mu się Dawid wygadał, że ona już w noc poślubną nalegała na dziecko.... Bo ona bardzo chciała mieć dzieci..
- Ale przecież ona młoda jest...
- No właśnie, ale no cóż... Znasz Dawida. No co, żona chce mieć dzieci, on zapewne też, więc... sama wiesz jak to jest... Marta już zaczęła robić się nieznośna, miała swoje humorki, jakby nie wiadomo kim ona była.
- Przecież sama widziałaś tych fotoreporterów na ślubie.
- Właśnie. Marta zaczęła się rządzić, bo to jej się wystrój nie podobał, chciała jakieś remonty... Wyczuła, że Dawid jest w świetnej formie, a jak wiadomo, jest forma są pieniądze. Przecież wiedziała, ile zarabia Dawid i wyciągała od niego pieniądze. Wiadomo już było, że jest w ciąży i chciała takiego medialnego "szumu", ale jej to nie wyszło. Dawid jej kategorycznie tego zabronił i ta chciała się zemścić.... Szukała punktu zaczepienia. Była w ciąży, więc liczyła się z tym, że gdyby doszło do rozwodu, to w Polsce najczęściej dziecko zostaje przy matce..
- I chcesz mi powiedzieć, że to drugie dziecko, co przyjdzie na świat....
- Tak, to wszystko jako zemsta. Żaliła się, że Dawid nie ma dla niej czasu, że wyjechał na Igrzyska do Korei, a ona zaczęła rodzić.
- Ale przecież to nie ma nic ze sobą wspólnego, ja urodziłam w święta i Kamil nie pojechał na pierwszy konkurs Turnieju Czterech Skoczni.
- I ona stwierdziła również, że jeśli coś się stanie Dawidowi, że ona jest jego żoną, a dom jest jego, więc ona jest podobno współwłaścicielem, a jeśli Dawid by umarł, to cały majątek przejdzie na nią.
- Sprytna jest.
- A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze?
- Co?
- Bo tym samochodem, który spowodował wypadek naszych chłopaków, tym czarnym samochodem, kierował jej przyjaciel
- Co??!! - aż zerwałam się z miejsca - Chcesz mi powiedzieć, że to przez nią i przez jej chore pomysły mój Kamil leży w szpitalu, przeszedł ciężką operację, leży w gipsie i walczy o życie przez Martę?!?
- Taka jest prawda Kasiu, policja już do tego doszła. Powiedzieli mi o tym na korytarzu, jak wyszłam z sali Piotrka... Nie wiem, czy Dawid i inni chłopcy o tym wiedzą, ale szkoda mi Dawidka
- A mi tych biednych dzieci...
- Ale jakim to trzeba być złośliwym... Przecież co ona chciała tym osiągnąć? Sławę? Popularność? To jej się to chyba kuźwa udało.. Może naszym chłopakom nic się nie stało...
- Ale mój Kamil walczy o życie... Operacja, bo miał dwa krwiaki, klatka piersiowa w gipsie, twarz zabandażowana, on jest teraz w śpiączce. - rozkleiłam się i zaczęłam płakać
- Oj Kasiu, nie przejmuj się - przytuliła mnie Justyna - Wszystko będzie dobrze...
- Mam taką nadzieję.
Po jakiś 30 minutach Justyna już poszła, ja zajęłam się Piotrusiem. Wieczorem go nakarmiłam i wykąpałam. Położyłam do łóżeczka, a sama położyłam się spać.
W piątek przedpołudniem wybrałam się do szpitala. Piotruś został z Bronisławem, a ja wsiadłam w samochód i pojechałam do szpitala. Rozmawiałam z wieloma lekarzami i zapewniali mnie o dobrym stanie zdrowia Kamila i powiedzieli mi również, że w niedzielę rozpoczną wybudzanie Kamila. Bardzo się z tego powodu ucieszyłam. Już w niedzielę będę mogła usłyszeć jego głos, poczuć bardziej jego obecność... Już nie mogłam się doczekać.
Gdy wyszłam z sali, to "dorwali" mnie wręcz dziennikarze i poprosili o krótki wywiad. Na początku nie chciałam go, jednak przypomniałam sobie słowa trenera Stefana Horngachera i przystąpiłam do wywiadu z dziennikarzami, trochę ich było.
- Jaki jest stan zdrowia pana Kamila?
- Obecnie znajduje się w śpiączce farmakologicznej, ale jestem po rozmowach z lekarzami i już w tym tygodniu będą go wybudzać.
- Widzieliśmy panią pod blokiem operacyjnym, czy Kamil przeszedł jakieś operacje?
- Tak. Jedną ale poważną. Miał dwa krwiaki, jeden w stanie skokowy, drugi zaś w barkowym.
- Czy pan Kamil ma jakieś inne obrażenia?
- Przepraszam, ale..... Nie jestem w stanie, aby o tym teraz mówić - rozpłakałam się.
Odeszłam od dziennikarzy i wróciłam do mieszkania... Nie miałam ochoty, aby rozmawiać z dziennikarzami.
Gdy tylko wróciłam do mieszkania, to musiałam zająć się Piotrusiem. Przez ten czas zapomniałam o nim. I to dosłownie. Moje myśli były skupione tylko wokół Kamila. Zapomniałam nawet o własnym synu.
-------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz