Była niedziela, 22 lipca. Już od samego ranka krążyłam nerwowo po mieszkaniu. Dzisiaj miałam jechać do szpitala po Kamila, bo już o 11:00 miał dostać wypis i wrócić do domu.
Bronisław przyjechał do mnie już przed 9:00.
Ja, nie mając co robić, usiadłam sobie na fotelu w pokoju Piotrusia i nerwowo patrzyłam w telefon. Nagle zadzwonił do mnie trener
- Halo
- Halo. Witaj Kasiu, to ja - trener
- Dzień dobry
- Wiem, że dzisiaj Kamil dostaje wypis i na pewno to ty pojedziesz do niego do szpitala i go przywieziesz. W zupełności to rozumiem, tylko czy.... tak nieładnie zapytam... Czy mógłbym wpaść do was na jakąś kolację?
- Tak. Zapraszamy. Miałam w planach zaprosić kiedyś wszystkich kolegów z kadry.
- Ale chyba cię wyprzedziłem.
- Ale to bardzo miłe wyprzedzenie z pana strony.
- Ale nie jesteś zła?
- Nie jestem.
- To będę około 17:00
- Dobrze, czekamy.
Trener rozłączył się.
Spojrzałam nagle za okno. Słońce schowało się za czarne chmury.... Niebo straciło swój jasny blask.. Zrobiło się strasznie ponuro.
Spojrzałam na zegarek. Była już 9:50. Wstałam więc z fotela i udałam się do sypialni, aby się przebrać, bo prezentowałam się w leginsach, zwykłej koszulce, a na głowie niestaranny koczek.
Stanęłam przed szafą i miałam wyjąć z niej zwykł, zwiewną, letnią sukienkę, lecz zaczął padać deszcz..
- O nie! - powiedziałam na głos.
Moje szanse na założenie sukienki były znikome.
Zrobiłam sobie lekki makijaż, a włosy zaplotłam w warkocz.
Wyszłam z mieszkania, po czym wsiadłam w samochód i udałam się do szpitala. Gdy tylko przekroczyłam jego drzwi, to w oczy rzucił mi się widok tych wszystkich dziennikarzy, reporterów, pełno kamer. Gorzej jak na jakimś pokazie mody. Przemknęłam obok nich, jednak i tak byłam na ich celowniku, gdzie zostałam nagrana, jak przechodzę po korytarzu. To jakiś obłęd.
Na początku udałam się do gabinetu lekarza.
- Dzień dobry
- Dzień dobry. Proszę usiąść
- Dziękuję.
- Co panią do mnie sprowadza?
- Ja chciałam się zapytać, czy Kamil już dostał wypis?
- Dostanie, za jakieś 20 minut
- A kiedy mamy rozpocząć rehabilitację?
- Najlepiej. Zaraz.... Połowa przyszłego tygodnia to maksymalnie.
- Dobrze...
- To wie pani, to będzie taki na razie prototyp rehabilitacji. Do dopiero w przyszłą sobotę mają państwo przyjechać na zdjęcie gipsu, ale najpierw to takie ćwiczenia umożliwiające prawidłową pracę nóg, bo przecież Kamil przeszedł operację wycięcia krwiaka w lewym stanie skokowym.
- Wiem....
- Ale wszystko jest na dobrej drodze. Widzimy u Pana Kamila postępy. Na początku miał problemy, aby poruszyć operowanym barkiem, a teraz? Wszystko jest na najlepszej drodze... Teraz rusza tą ręką, jak zdrowy człowiek, który nigdy nie miał problemów z barkiem.
- To chyba jedna z dobrych informacji
- Jedna z najlepszych.
Po rozmowie z lekarzem wyszłam z jego gabinetu w jego towarzystwie. Udałam się z nim do sali, w której leżał Kamil.
Siedział sobie na brzegu łóżka i czekał na wypis. Obok była jego torba, już spakowana. Czekał już tylko na wypis.
- Hej kochanie! - powiedziałam na powitanie
- Hej - powiedział do mnie.
- Już niedługo dostanie pan wypis - oznajmił mu lekarz.
- Dobrze - odpowiedział niechętnie
- A co ty taki jakiś przymulony? - zapytałam
- Są tam? - zapytał
- Ale kto? - zapytałam.
- Dziennikarze - westchnął.
- Może pan wyjść tylnym wyjściem szpitalnym - powiedział do niego lekarz
- Ale co mi da tylne wyjście, skoro oni czekają na holu? - zirytował się Kamil
- Szybko przejdziemy, nie musisz przecież odpowiadać na ich pytania - powiedziałam do Kamila
- To nie o to chodzi - westchnął.
- A o co? - zapytałam.
- Nie chcę, żeby zobaczyli mnie w takim stanie.
Wtedy zapadła cisza. Nikt nie był w stanie mu odpowiedzieć. Po chwili do sali weszła pielęgniarka. Miała ona wypis w ręce.Podała go Kamilowi i pośpiesznie opuściła pomieszczenie.
- Ok.. Możemy iść - powiedział Kamil
Pomogłam mu wstać z łóżka. Zarzuciłam na ramię jego torbę z rzeczami i wyszłam wraz z nim z sali.
Reporterzy, "rzucili" się na nas, jednak lekarz sprytnie ich od nas odganiał. Zdążyli zrobić tylko kilka zdjęć i nic poza tym. Pomogłam Kamilowi wsiąść do samochodu, a za pomoc podziękowałam panu doktorowi. Po chwili wsiadłam za kółko mojego samochodu i wyruszyliśmy do naszego mieszkania.
- Mam już dość tego mieszkania - powiedział po chwili milczenia Kamil
- Ale dlaczego? - spytałam.
- Budowa domu stoi w miejscu. Przecież tylko zostały prace w środku domu.
- Chcesz się tym teraz zająć? - zapytałam.
- Sam nie wiem.
- Teraz skup się na jakimś odpoczynku, bo chyba sam wiesz, jak wyglądają warunki szpitalne. Tylko niecały tydzień w gipsie i ci go zdejmują. Już tylko rehabilitacja i nic więcej.
- Właśnie... Prawie 3 miesiące... Co ja będę w tym czasie robił?
- Zajmiesz się sobą i tylko sobą. Swoim powrotem do zdrowia. Nic inne nie będzie dla ciebie ważne.
- Wy... Ty i Piotruś.
- Nie skupiaj się na mnie...
- Ale to ty jesteś dla mnie ważna.. Nikt inny. Przecież gdyby nie ty.. Ja nie miałbym dla kogo żyć. A gdy tylko widziałem cię codziennie w szpitalu, to dodawałaś mi radości, dzięki tobie mogłem się uśmiechnąć... Przecież matka nie odwiedziła mnie w ogóle, ojciec 2 razy, a Natalia raz...
- Nie mów tak, że tata odwiedził cię tylko dwa razy, bo na przykład ma cię gdzieś czy że go nie obchodzisz. Prawda jest inna. To ja nie chciałam brać Piotrusia do szpitala... Zwykle siedziałam u ciebie do jakiś 4-5 godzin. W tym czasie nie mam nikogo, kto by mógł zająć się Piotrusiem. Jedyną taką osobą był twój ojciec. Jestem mu za to wdzięczna, że opiekował się Piotrusiem i że mi nie odmawiał.
- Czyli to o to chodzi....
- Tak.... Tutaj chcę usprawiedliwić twojego ojca, podczas gdy byłeś w śpiączce, był u ciebie... Bo przyjechał tutaj. Ty zapewne o tym nie wiesz, ale tak jest... Chłopaki z kadry też cię odwiedzali, kiedy leżałeś w śpiączce. Więc nie mów, że w tym czasie leżałeś sam i nikt nie był przy tobie.
- Wiem..... że przyjechałaś do szpitala jeszcze przed przyjazdem karetki, a do domu wróciłaś dopiero we wtorek, bo zadzwonili do ciebie, że mnie reanimują.... Ja to wszystko wiem....
W mojej głowie pojawiła się myśl, że skąd on to wie....
- Kocham Cię - powiedział do mnie
- Ja ciebie też - odpowiedziałam
Pojechaliśmy pod nasz blok. Kamil wyszedł z samochodu niechętnie. Spojrzałam w górę i ujrzałam w jednym z okien naszego mieszkania Piotrusia, którego trzymał Bronisław na rękach. Pomachałam mu.
- Patrz, Piotruś już na nas czeka. - powiedziałam do Kamila
- Gdzie? - zapytał
- Stoi w oknie...
Kamil jednak nie był w stanie mu pomachać, bo nie może jeszcze dobrze poruszać rękoma.
Pomogłam wejść mu na nasze 3 piętro. Bronisław otworzył nam drzwi i od razu przytulił najostrożniej jak się da swojego syna.
- Boże... Synku... Jak ty wyglądasz....
- Tato.... Proszę... To tylko tydzień w tym cholernym gipsie i wszystko będzie ok...
- Miejmy taką nadzieję..
Piotruś już siedział sobie na kanapie i gdy tylko zobaczył Kamila, wyciągnął ręce w jego stronę... Kamil.. Cóż.. popłakał się, przecież nie mógł nawet wziąć swojego syna na ręce... Usiadł tylko obok niego...
- Kocham Cię synku, wiesz? - powiedział i pocałował go w główkę.
Jednak Kamil nie mógł długo usiedzieć na miejscu. Wraz z Bronisławem pomogliśmy mu wstać z kanapy i zaprowadziliśmy go na łóżko do sypialni.
- Dziękuję - powiedział
Po chwili pan Bronisław poszedł , a ja wzięłam małego Piotrusia na ręce i położyłam się z nim obok Kamila
- Trener dziś dzwonił, chciał przyjść... Zgodziłam się, ale teraz nie wiem, czy mu nie odmówić - powiedziałam do Kamila
- Jeśli mogłabyś....
- Odmówić? - spytałam
- Tak, nie czuję się dziś na siłach.
- Ok.
Wstałam więc z łóżka, wzięłam telefon i zadzwoniłam do trenera. Powiedziałam mu, że dopiero co wróciliśmy i Kamil jest bardzo zmęczony, więc wolelibyśmy przełożyć to odwiedzinowe spotkanie na inny termin. Trener się zgodził, a ja znów położyłam się obok nich.
- Jakich dżentelmenów mam obok się - uśmiechnęłam się.
Jednak Kamil nie był pełen entuzjazmu. Cóż, był po prostu smutny.
- A co ty taki smutny jesteś? - zapytałam.
- Nie, wydaje ci się.
- Co ty mówisz, przecież widzę.
- Oj Kasia, nie przesadzaj.
- Ok, niech ci będzie. Już się nie wtrącam.
Wzięłam więc Piotrusia i poszłam go nakarmić. Niestety, ale jedzenie Piotrusia to jedna wielka tragedia, bo mały nie ubrudzi tylko siebie, ale też wszystko wokół. Ubrudził siebie, cały obrus i stół, a przy okazji podłogę i mnie. Musiałam przebrać Piotrusia i siebie, przy okazji wytrzeć dokładnie stół, umyć podłogę i wyprać obrus.
Sama zrobiłam kolację dla siebie i dla Kamila. Przełożyłam ją na specjalną tackę i zaniosłam Kamilowi.
Niestety, ale Kamil nie jest w stanie sam zjeść. Musiałam więc go nakarmić.
- Nie wysilaj się.. - powiedział
- Ale co ty mówisz?
- Nie musisz tego robić.
- Ale o co ci chodzi?
- Nie musisz mnie karmić.
- Ale dlaczego? Przecież sam nie możesz zjeść, więc co? Teraz w ogóle nie będziesz jadł?
- Nie staraj się, przecież i tak jestem dla ciebie tylko problemem.
- Ale o czym ty mówisz?
- Jestem kilka godzin w domu i już masz mnie dość
- Ale co ty w ogóle mówisz? Jak mam cię dość? Ja się wprost cieszę, że nareszcie mam cię blisko siebie.
- Nie kłam, przecież widzę.
- Co widzisz? Że dbam o ciebie, że się tobą opiekuję? To jest źle? Że cię kocham i to co robię nie jest dla mnie uciążliwe tylko są dla rzeczą wprost wiadomą. Przecież cię kocham i robię to dla ciebie z miłości, a nie z nie wiadomo czego.
- Wiesz co? Wyjdź stąd. Chcę zostać sam...
Zdziwiły mnie jego słowa, ale cóż... Wstałam i wyszłam z pokoju. Poszłam do pokoju Piotrusia. Usiadłam obok niego.
Nagle zadzwoniła do mnie Justyna. Ona ma wyczucie czasu
- Halo
- Hej Kasia! Słyszałam, że Kamil już wrócił do domu. Jak się on czuje?
- Wiesz co... Jakoś źle się dzisiaj czuję, pogadamy jutro?
- Ok. - jakby zesmutniała
- Dokładnie, to wszystko ok, ale jakoś dzisiaj nie mam ochoty do jakiejkolwiek rozmowy.
- Ok. Pogadamy kiedy indziej.
- Pa
- Pa
Nie miałam nawet siły rozmawiać. Jak on śmiał powiedzieć, że mam go dość. Co on chciał mi przez to powiedzieć? Że niby co on widzi? Bardzo mnie tym zdenerwował, ale też głęboko zasmucić.
Nie miałam nawet ochoty, aby pójść tam do niego. Wzięłam małego na ręce i go wykąpałam, a następnie sama wzięłam prysznic... Była już godzina 20:00. Serce jednak wzięło górę nad rozsądkiem i wyszłam z pokoju Piotrusia. Stanęłam przed drzwiami sypialni. Złapałam za klamkę, jednak się speszyłam. Znów złapałam za klamkę. Otworzyłam drzwi.. Kamil oglądał telewizor. Popatrzył się na mnie swym wzrokiem, jakby chciał po chamsku zapytać "Po co tu przyszłaś?"
- Ja tylko się spytać czy ci czegoś nie potrzeba - powiedziałam.
Pokręcił przecząco głową.
- Ok, to ja już wychodzę.
Wyszłam więc z sypialni. Udałam się do salonu, tam rozłożyłam koc i tą noc spędziłam właśnie na kanapie.
Przez cały następny tydzień mijaliśmy się jak nieznajomi we własnym mieszkaniu. Kamil robił wszystko samodzielnie. Z wielkim trudem wstawał, nie chcąc mojej pomocy. Gdy robiłam śniadanie i naszykowałam mu na talerzyku, nie zjadł. Sam sobie robił, ale wychodziło mu to dość kiepsko.
Jednak w sobotę, po raz pierwszy od niedzieli się do mnie odezwał
- Mogłabyś mnie zawieźć do szpitala na zdjęcie gipsu? - spytał
- Ok. Tylko się ubiorę.
Poszłam do sypialni, aby wyjąć z szafy ciuchy i przebrać się z piżamy, w której to chodziłam po mieszkaniu.
Ubrałam również Piotrusia. Pomogłam Kamilowi wejść do samochodu, a pod szpitalem z niego wyjść. Gdy tylko przekroczyliśmy drzwi szpitala, już widziałam te twarze reporterów.
- Skąd oni wiedzą, że dzisiaj ci gips zdejmują? - zapytałam Kamila szepcząc mu na ucho
- Nie wiem.
Usiedliśmy na korytarzu.
Po chwili drzwi otworzyły się
- Pan Kamil Stoch na zdjęcie gipsu, poproszę.
Kamil wstał z miejsca i udał się na zdjęcie gipsu. Już po kilkudziesięciu minutach z gabinetu wyszła blond włosa pani pielęgniarka.
- Czy mogę panią poprosić na chwilę? - spytała mnie
- Tak
Zostałam zaproszona do gabinetu
Tam na łóżku leżał Kamil. Jego żebra... było widać, że nabrały fioletowego koloru od siniaków.
- Wie pani co, bo pani partner mówi, że go bolą żebra, a przecież musimy ubrać go w koszulkę, którą przywiózł ze sobą, więc...
- Rozumiem, że mam to niby ja zrobić? - spytałam
- Tak - odpowiedziała pielęgniarka
Ostatnio nie układa się pomiędzy mną a Kamilem i gdy tylko spojrzałam na niego... Od razu odwrócił głowę w przeciwnym kierunku.
- Ok, niech będzie - odpowiedziałam, bo.... co miałam odpowiedzieć?
Pielęgniarka wyszła z gabinetu, a ja zostałam sama z Kamilem.... i Piotruś.
- Jeśli nie chcesz, nie musisz tego robić - powiedział Kamil
Jednak bez słowa wzięłam jego koszulkę, która była obok na stoliku.
- Jakbyś był trochę posłuszny, to byłaby ci wdzięczna.
Kamil jednak nic nie odpowiedział
Włożyłam mu koszulkę najpierw przez głowę, potem ręce i resztę. Usiadłam obok niego
- Boli? - spytałam
- Co? - odpowiedział mi pytaniem
- Żebra.
- Bywało lepiej.
- Już w poniedziałek jedziesz na pierwszą rehabilitację.
- Wiem.
- Będzie dobrze - powiedziałam i złapałam go za rękę.
- Mam taką nadzieję.
Pomogłam mu wstać z łóżka szpitalnego i wyszliśmy z gabinetu. Niestety, ale dalej przed gabinetem stali dziennikarze i zdążyli nas "dorwać"
- Panie Kamilu, jak się pan czuje?
- Dzisiaj miałem zdjęcie gipsu. Wszystko już jest dobrze
- Czy czeka na pana dalsze leczenie?
- Tak, prawie 3 miesięczna rehabilitacja.
- Życzymy powrotu do zdrowia.
- Nie dziękuję, bo zapeszę - powiedział Kamil.
Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy do mieszkania.
Weszliśmy do naszego mieszkania. Ja zajęłam się przygotowaniem obiadu. Kamil usiadł sobie na kanapie i wziął na ręce Piotrusia... Kamil wyjął z kieszeni swych spodni telefon i zrobił sobie z małym selfie.
Po godzinie podałam obiad do stołu i usiadłam wraz z Kamilem.
- Coś mnie za bardzo rozpieszczasz.
- A kogo mam rozpieszczać? Nareszcie mam ciebie blisko, od wielu, wielu miesięcy mam cię na dłużej, a nie na 2-3 dni na tydzień, a w weekendy widziałam cię tylko w telewizji, jak siadasz na belce i skaczesz , a następnie krótki wywiad , który trwała niecałą minutę.
Kamil jednak nic nie odpowiedział. Posprzątałam po obiedzie i zmęczona położyłam się na łóżku obok Kamila. Leżał on na łóżku, mając na kolanach laptopa.
- Dostałem aż dwa zaproszenia - powiedział
- Na co? - spytałam.
- Jedno do Warszawy, Prezydent odznacza osoby, które osiągnęły coś znaczącego w sporcie , to będzie już 5 sierpnia, a kolejna uroczystość to 40 lat jakiejś gazety sportowej i wręczenie nagród dla największych sportowców 40-lecia.
- A to 40-lecie to kiedy? - zapytałam
- 11 sierpnia
- Wybierasz się? - zapytałam.
- Chyba chciałaś spytać "wybieramy się"
Spojrzałam na niego
- Przecież pojedziemy tam razem.
Nic jednak nie odpowiedziałam, po chwili jednak mnie olśniło.
- Przecież to już za tydzień.
- Właśnie.
- Czujesz się na siłach? - spytałam
- Jak najbardziej. Ubierzesz mnie w garnitur, żeby wyglądał pięknie.
- A ja? - uśmiechnęłam się
- A ty nawet jak jesteś zaspana, to wyglądasz pięknie
Zarumieniłam się. Odłożył laptopa na stolik. Przybliżył się do mnie. Chciał mnie pocałować, jednak te chwile przerwał nam dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć - powiedziałam
Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Przez malutką szybkę umieszczoną w drzwiach, zauważyłam, że dzwonkiem dzwonił Dawid Kubacki. Otworzyłam więc.
- Hej Dawid! - powiedziałam radośnie na przywitanie.
Jednak te z opuszczoną miną powiedział coś, co zmieniło moje życie do góry nogami.
- Joanna nie jest moja... To nie moja córka.... Zdradziła mnie....
----------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Bronisław przyjechał do mnie już przed 9:00.
Ja, nie mając co robić, usiadłam sobie na fotelu w pokoju Piotrusia i nerwowo patrzyłam w telefon. Nagle zadzwonił do mnie trener
- Halo
- Halo. Witaj Kasiu, to ja - trener
- Dzień dobry
- Wiem, że dzisiaj Kamil dostaje wypis i na pewno to ty pojedziesz do niego do szpitala i go przywieziesz. W zupełności to rozumiem, tylko czy.... tak nieładnie zapytam... Czy mógłbym wpaść do was na jakąś kolację?
- Tak. Zapraszamy. Miałam w planach zaprosić kiedyś wszystkich kolegów z kadry.
- Ale chyba cię wyprzedziłem.
- Ale to bardzo miłe wyprzedzenie z pana strony.
- Ale nie jesteś zła?
- Nie jestem.
- To będę około 17:00
- Dobrze, czekamy.
Trener rozłączył się.
Spojrzałam nagle za okno. Słońce schowało się za czarne chmury.... Niebo straciło swój jasny blask.. Zrobiło się strasznie ponuro.
Spojrzałam na zegarek. Była już 9:50. Wstałam więc z fotela i udałam się do sypialni, aby się przebrać, bo prezentowałam się w leginsach, zwykłej koszulce, a na głowie niestaranny koczek.
Stanęłam przed szafą i miałam wyjąć z niej zwykł, zwiewną, letnią sukienkę, lecz zaczął padać deszcz..
- O nie! - powiedziałam na głos.
Moje szanse na założenie sukienki były znikome.
Zrobiłam sobie lekki makijaż, a włosy zaplotłam w warkocz.
Wyszłam z mieszkania, po czym wsiadłam w samochód i udałam się do szpitala. Gdy tylko przekroczyłam jego drzwi, to w oczy rzucił mi się widok tych wszystkich dziennikarzy, reporterów, pełno kamer. Gorzej jak na jakimś pokazie mody. Przemknęłam obok nich, jednak i tak byłam na ich celowniku, gdzie zostałam nagrana, jak przechodzę po korytarzu. To jakiś obłęd.
Na początku udałam się do gabinetu lekarza.
- Dzień dobry
- Dzień dobry. Proszę usiąść
- Dziękuję.
- Co panią do mnie sprowadza?
- Ja chciałam się zapytać, czy Kamil już dostał wypis?
- Dostanie, za jakieś 20 minut
- A kiedy mamy rozpocząć rehabilitację?
- Najlepiej. Zaraz.... Połowa przyszłego tygodnia to maksymalnie.
- Dobrze...
- To wie pani, to będzie taki na razie prototyp rehabilitacji. Do dopiero w przyszłą sobotę mają państwo przyjechać na zdjęcie gipsu, ale najpierw to takie ćwiczenia umożliwiające prawidłową pracę nóg, bo przecież Kamil przeszedł operację wycięcia krwiaka w lewym stanie skokowym.
- Wiem....
- Ale wszystko jest na dobrej drodze. Widzimy u Pana Kamila postępy. Na początku miał problemy, aby poruszyć operowanym barkiem, a teraz? Wszystko jest na najlepszej drodze... Teraz rusza tą ręką, jak zdrowy człowiek, który nigdy nie miał problemów z barkiem.
- To chyba jedna z dobrych informacji
- Jedna z najlepszych.
Po rozmowie z lekarzem wyszłam z jego gabinetu w jego towarzystwie. Udałam się z nim do sali, w której leżał Kamil.
Siedział sobie na brzegu łóżka i czekał na wypis. Obok była jego torba, już spakowana. Czekał już tylko na wypis.
- Hej kochanie! - powiedziałam na powitanie
- Hej - powiedział do mnie.
- Już niedługo dostanie pan wypis - oznajmił mu lekarz.
- Dobrze - odpowiedział niechętnie
- A co ty taki jakiś przymulony? - zapytałam
- Są tam? - zapytał
- Ale kto? - zapytałam.
- Dziennikarze - westchnął.
- Może pan wyjść tylnym wyjściem szpitalnym - powiedział do niego lekarz
- Ale co mi da tylne wyjście, skoro oni czekają na holu? - zirytował się Kamil
- Szybko przejdziemy, nie musisz przecież odpowiadać na ich pytania - powiedziałam do Kamila
- To nie o to chodzi - westchnął.
- A o co? - zapytałam.
- Nie chcę, żeby zobaczyli mnie w takim stanie.
Wtedy zapadła cisza. Nikt nie był w stanie mu odpowiedzieć. Po chwili do sali weszła pielęgniarka. Miała ona wypis w ręce.Podała go Kamilowi i pośpiesznie opuściła pomieszczenie.
- Ok.. Możemy iść - powiedział Kamil
Pomogłam mu wstać z łóżka. Zarzuciłam na ramię jego torbę z rzeczami i wyszłam wraz z nim z sali.
Reporterzy, "rzucili" się na nas, jednak lekarz sprytnie ich od nas odganiał. Zdążyli zrobić tylko kilka zdjęć i nic poza tym. Pomogłam Kamilowi wsiąść do samochodu, a za pomoc podziękowałam panu doktorowi. Po chwili wsiadłam za kółko mojego samochodu i wyruszyliśmy do naszego mieszkania.
- Mam już dość tego mieszkania - powiedział po chwili milczenia Kamil
- Ale dlaczego? - spytałam.
- Budowa domu stoi w miejscu. Przecież tylko zostały prace w środku domu.
- Chcesz się tym teraz zająć? - zapytałam.
- Sam nie wiem.
- Teraz skup się na jakimś odpoczynku, bo chyba sam wiesz, jak wyglądają warunki szpitalne. Tylko niecały tydzień w gipsie i ci go zdejmują. Już tylko rehabilitacja i nic więcej.
- Właśnie... Prawie 3 miesiące... Co ja będę w tym czasie robił?
- Zajmiesz się sobą i tylko sobą. Swoim powrotem do zdrowia. Nic inne nie będzie dla ciebie ważne.
- Wy... Ty i Piotruś.
- Nie skupiaj się na mnie...
- Ale to ty jesteś dla mnie ważna.. Nikt inny. Przecież gdyby nie ty.. Ja nie miałbym dla kogo żyć. A gdy tylko widziałem cię codziennie w szpitalu, to dodawałaś mi radości, dzięki tobie mogłem się uśmiechnąć... Przecież matka nie odwiedziła mnie w ogóle, ojciec 2 razy, a Natalia raz...
- Nie mów tak, że tata odwiedził cię tylko dwa razy, bo na przykład ma cię gdzieś czy że go nie obchodzisz. Prawda jest inna. To ja nie chciałam brać Piotrusia do szpitala... Zwykle siedziałam u ciebie do jakiś 4-5 godzin. W tym czasie nie mam nikogo, kto by mógł zająć się Piotrusiem. Jedyną taką osobą był twój ojciec. Jestem mu za to wdzięczna, że opiekował się Piotrusiem i że mi nie odmawiał.
- Czyli to o to chodzi....
- Tak.... Tutaj chcę usprawiedliwić twojego ojca, podczas gdy byłeś w śpiączce, był u ciebie... Bo przyjechał tutaj. Ty zapewne o tym nie wiesz, ale tak jest... Chłopaki z kadry też cię odwiedzali, kiedy leżałeś w śpiączce. Więc nie mów, że w tym czasie leżałeś sam i nikt nie był przy tobie.
- Wiem..... że przyjechałaś do szpitala jeszcze przed przyjazdem karetki, a do domu wróciłaś dopiero we wtorek, bo zadzwonili do ciebie, że mnie reanimują.... Ja to wszystko wiem....
W mojej głowie pojawiła się myśl, że skąd on to wie....
- Kocham Cię - powiedział do mnie
- Ja ciebie też - odpowiedziałam
Pojechaliśmy pod nasz blok. Kamil wyszedł z samochodu niechętnie. Spojrzałam w górę i ujrzałam w jednym z okien naszego mieszkania Piotrusia, którego trzymał Bronisław na rękach. Pomachałam mu.
- Patrz, Piotruś już na nas czeka. - powiedziałam do Kamila
- Gdzie? - zapytał
- Stoi w oknie...
Kamil jednak nie był w stanie mu pomachać, bo nie może jeszcze dobrze poruszać rękoma.
Pomogłam wejść mu na nasze 3 piętro. Bronisław otworzył nam drzwi i od razu przytulił najostrożniej jak się da swojego syna.
- Boże... Synku... Jak ty wyglądasz....
- Tato.... Proszę... To tylko tydzień w tym cholernym gipsie i wszystko będzie ok...
- Miejmy taką nadzieję..
Piotruś już siedział sobie na kanapie i gdy tylko zobaczył Kamila, wyciągnął ręce w jego stronę... Kamil.. Cóż.. popłakał się, przecież nie mógł nawet wziąć swojego syna na ręce... Usiadł tylko obok niego...
- Kocham Cię synku, wiesz? - powiedział i pocałował go w główkę.
Jednak Kamil nie mógł długo usiedzieć na miejscu. Wraz z Bronisławem pomogliśmy mu wstać z kanapy i zaprowadziliśmy go na łóżko do sypialni.
- Dziękuję - powiedział
Po chwili pan Bronisław poszedł , a ja wzięłam małego Piotrusia na ręce i położyłam się z nim obok Kamila
- Trener dziś dzwonił, chciał przyjść... Zgodziłam się, ale teraz nie wiem, czy mu nie odmówić - powiedziałam do Kamila
- Jeśli mogłabyś....
- Odmówić? - spytałam
- Tak, nie czuję się dziś na siłach.
- Ok.
Wstałam więc z łóżka, wzięłam telefon i zadzwoniłam do trenera. Powiedziałam mu, że dopiero co wróciliśmy i Kamil jest bardzo zmęczony, więc wolelibyśmy przełożyć to odwiedzinowe spotkanie na inny termin. Trener się zgodził, a ja znów położyłam się obok nich.
- Jakich dżentelmenów mam obok się - uśmiechnęłam się.
Jednak Kamil nie był pełen entuzjazmu. Cóż, był po prostu smutny.
- A co ty taki smutny jesteś? - zapytałam.
- Nie, wydaje ci się.
- Co ty mówisz, przecież widzę.
- Oj Kasia, nie przesadzaj.
- Ok, niech ci będzie. Już się nie wtrącam.
Wzięłam więc Piotrusia i poszłam go nakarmić. Niestety, ale jedzenie Piotrusia to jedna wielka tragedia, bo mały nie ubrudzi tylko siebie, ale też wszystko wokół. Ubrudził siebie, cały obrus i stół, a przy okazji podłogę i mnie. Musiałam przebrać Piotrusia i siebie, przy okazji wytrzeć dokładnie stół, umyć podłogę i wyprać obrus.
Sama zrobiłam kolację dla siebie i dla Kamila. Przełożyłam ją na specjalną tackę i zaniosłam Kamilowi.
Niestety, ale Kamil nie jest w stanie sam zjeść. Musiałam więc go nakarmić.
- Nie wysilaj się.. - powiedział
- Ale co ty mówisz?
- Nie musisz tego robić.
- Ale o co ci chodzi?
- Nie musisz mnie karmić.
- Ale dlaczego? Przecież sam nie możesz zjeść, więc co? Teraz w ogóle nie będziesz jadł?
- Nie staraj się, przecież i tak jestem dla ciebie tylko problemem.
- Ale o czym ty mówisz?
- Jestem kilka godzin w domu i już masz mnie dość
- Ale co ty w ogóle mówisz? Jak mam cię dość? Ja się wprost cieszę, że nareszcie mam cię blisko siebie.
- Nie kłam, przecież widzę.
- Co widzisz? Że dbam o ciebie, że się tobą opiekuję? To jest źle? Że cię kocham i to co robię nie jest dla mnie uciążliwe tylko są dla rzeczą wprost wiadomą. Przecież cię kocham i robię to dla ciebie z miłości, a nie z nie wiadomo czego.
- Wiesz co? Wyjdź stąd. Chcę zostać sam...
Zdziwiły mnie jego słowa, ale cóż... Wstałam i wyszłam z pokoju. Poszłam do pokoju Piotrusia. Usiadłam obok niego.
Nagle zadzwoniła do mnie Justyna. Ona ma wyczucie czasu
- Halo
- Hej Kasia! Słyszałam, że Kamil już wrócił do domu. Jak się on czuje?
- Wiesz co... Jakoś źle się dzisiaj czuję, pogadamy jutro?
- Ok. - jakby zesmutniała
- Dokładnie, to wszystko ok, ale jakoś dzisiaj nie mam ochoty do jakiejkolwiek rozmowy.
- Ok. Pogadamy kiedy indziej.
- Pa
- Pa
Nie miałam nawet siły rozmawiać. Jak on śmiał powiedzieć, że mam go dość. Co on chciał mi przez to powiedzieć? Że niby co on widzi? Bardzo mnie tym zdenerwował, ale też głęboko zasmucić.
Nie miałam nawet ochoty, aby pójść tam do niego. Wzięłam małego na ręce i go wykąpałam, a następnie sama wzięłam prysznic... Była już godzina 20:00. Serce jednak wzięło górę nad rozsądkiem i wyszłam z pokoju Piotrusia. Stanęłam przed drzwiami sypialni. Złapałam za klamkę, jednak się speszyłam. Znów złapałam za klamkę. Otworzyłam drzwi.. Kamil oglądał telewizor. Popatrzył się na mnie swym wzrokiem, jakby chciał po chamsku zapytać "Po co tu przyszłaś?"
- Ja tylko się spytać czy ci czegoś nie potrzeba - powiedziałam.
Pokręcił przecząco głową.
- Ok, to ja już wychodzę.
Wyszłam więc z sypialni. Udałam się do salonu, tam rozłożyłam koc i tą noc spędziłam właśnie na kanapie.
Przez cały następny tydzień mijaliśmy się jak nieznajomi we własnym mieszkaniu. Kamil robił wszystko samodzielnie. Z wielkim trudem wstawał, nie chcąc mojej pomocy. Gdy robiłam śniadanie i naszykowałam mu na talerzyku, nie zjadł. Sam sobie robił, ale wychodziło mu to dość kiepsko.
Jednak w sobotę, po raz pierwszy od niedzieli się do mnie odezwał
- Mogłabyś mnie zawieźć do szpitala na zdjęcie gipsu? - spytał
- Ok. Tylko się ubiorę.
Poszłam do sypialni, aby wyjąć z szafy ciuchy i przebrać się z piżamy, w której to chodziłam po mieszkaniu.
Ubrałam również Piotrusia. Pomogłam Kamilowi wejść do samochodu, a pod szpitalem z niego wyjść. Gdy tylko przekroczyliśmy drzwi szpitala, już widziałam te twarze reporterów.
- Skąd oni wiedzą, że dzisiaj ci gips zdejmują? - zapytałam Kamila szepcząc mu na ucho
- Nie wiem.
Usiedliśmy na korytarzu.
Po chwili drzwi otworzyły się
- Pan Kamil Stoch na zdjęcie gipsu, poproszę.
Kamil wstał z miejsca i udał się na zdjęcie gipsu. Już po kilkudziesięciu minutach z gabinetu wyszła blond włosa pani pielęgniarka.
- Czy mogę panią poprosić na chwilę? - spytała mnie
- Tak
Zostałam zaproszona do gabinetu
Tam na łóżku leżał Kamil. Jego żebra... było widać, że nabrały fioletowego koloru od siniaków.
- Wie pani co, bo pani partner mówi, że go bolą żebra, a przecież musimy ubrać go w koszulkę, którą przywiózł ze sobą, więc...
- Rozumiem, że mam to niby ja zrobić? - spytałam
- Tak - odpowiedziała pielęgniarka
Ostatnio nie układa się pomiędzy mną a Kamilem i gdy tylko spojrzałam na niego... Od razu odwrócił głowę w przeciwnym kierunku.
- Ok, niech będzie - odpowiedziałam, bo.... co miałam odpowiedzieć?
Pielęgniarka wyszła z gabinetu, a ja zostałam sama z Kamilem.... i Piotruś.
- Jeśli nie chcesz, nie musisz tego robić - powiedział Kamil
Jednak bez słowa wzięłam jego koszulkę, która była obok na stoliku.
- Jakbyś był trochę posłuszny, to byłaby ci wdzięczna.
Kamil jednak nic nie odpowiedział
Włożyłam mu koszulkę najpierw przez głowę, potem ręce i resztę. Usiadłam obok niego
- Boli? - spytałam
- Co? - odpowiedział mi pytaniem
- Żebra.
- Bywało lepiej.
- Już w poniedziałek jedziesz na pierwszą rehabilitację.
- Wiem.
- Będzie dobrze - powiedziałam i złapałam go za rękę.
- Mam taką nadzieję.
Pomogłam mu wstać z łóżka szpitalnego i wyszliśmy z gabinetu. Niestety, ale dalej przed gabinetem stali dziennikarze i zdążyli nas "dorwać"
- Panie Kamilu, jak się pan czuje?
- Dzisiaj miałem zdjęcie gipsu. Wszystko już jest dobrze
- Czy czeka na pana dalsze leczenie?
- Tak, prawie 3 miesięczna rehabilitacja.
- Życzymy powrotu do zdrowia.
- Nie dziękuję, bo zapeszę - powiedział Kamil.
Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy do mieszkania.
Weszliśmy do naszego mieszkania. Ja zajęłam się przygotowaniem obiadu. Kamil usiadł sobie na kanapie i wziął na ręce Piotrusia... Kamil wyjął z kieszeni swych spodni telefon i zrobił sobie z małym selfie.
Po godzinie podałam obiad do stołu i usiadłam wraz z Kamilem.
- Coś mnie za bardzo rozpieszczasz.
- A kogo mam rozpieszczać? Nareszcie mam ciebie blisko, od wielu, wielu miesięcy mam cię na dłużej, a nie na 2-3 dni na tydzień, a w weekendy widziałam cię tylko w telewizji, jak siadasz na belce i skaczesz , a następnie krótki wywiad , który trwała niecałą minutę.
Kamil jednak nic nie odpowiedział. Posprzątałam po obiedzie i zmęczona położyłam się na łóżku obok Kamila. Leżał on na łóżku, mając na kolanach laptopa.
- Dostałem aż dwa zaproszenia - powiedział
- Na co? - spytałam.
- Jedno do Warszawy, Prezydent odznacza osoby, które osiągnęły coś znaczącego w sporcie , to będzie już 5 sierpnia, a kolejna uroczystość to 40 lat jakiejś gazety sportowej i wręczenie nagród dla największych sportowców 40-lecia.
- A to 40-lecie to kiedy? - zapytałam
- 11 sierpnia
- Wybierasz się? - zapytałam.
- Chyba chciałaś spytać "wybieramy się"
Spojrzałam na niego
- Przecież pojedziemy tam razem.
Nic jednak nie odpowiedziałam, po chwili jednak mnie olśniło.
- Przecież to już za tydzień.
- Właśnie.
- Czujesz się na siłach? - spytałam
- Jak najbardziej. Ubierzesz mnie w garnitur, żeby wyglądał pięknie.
- A ja? - uśmiechnęłam się
- A ty nawet jak jesteś zaspana, to wyglądasz pięknie
Zarumieniłam się. Odłożył laptopa na stolik. Przybliżył się do mnie. Chciał mnie pocałować, jednak te chwile przerwał nam dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć - powiedziałam
Wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Przez malutką szybkę umieszczoną w drzwiach, zauważyłam, że dzwonkiem dzwonił Dawid Kubacki. Otworzyłam więc.
- Hej Dawid! - powiedziałam radośnie na przywitanie.
Jednak te z opuszczoną miną powiedział coś, co zmieniło moje życie do góry nogami.
- Joanna nie jest moja... To nie moja córka.... Zdradziła mnie....
----------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000


Fajnie że pojawił się nowy rozdział bo brakowało mi tego opowiadania. Mam nadzieję że nie wpisujesz Kamila w to dziecko bo sorry ale to będzie głupie i dziecinne. Kamil ma i tą już przerąbane. Kasi też nie jest łatwo. Nie potrzebują teraz dodatkowych kłopotów tylko siebie by wspólnie to jakoś przetrwać i ogarnąć.
OdpowiedzUsuńNareszcie nowy rozdział! Czekałam i czekałam i w końcu jest ! Mam nadzieję, że na kolejny nie przyjdzie mi tyle czekać! Pozdrawiam i życzę pomyślności przy pisaniu!
OdpowiedzUsuńFajne póki. Czekam na nowy rozdział. Oczko
OdpowiedzUsuń