Numer 68 - Jedziemy do małej Zosi. Przyjazd do Zakopanego Ani Mularz

W czwartek, 16 sierpnia Kamil skończył o godzinę wcześniej rehabilitację. Mieliśmy więc czas, aby pojechać do Szczyrku i odwiedzić Stefana i Marceliną, a przede wszystkim małą Zosię.
Poszłam do łazienki się przebrać.
Nałożyłam na siebie krótkie spodenki, lecz jak to mówią pogoda w górach jest zmienna. Tak było i  tym razem. Zaczął padać deszcz, zrobiła się ulewa, a po kilku minutach jako dodatek do tej kapryśnej pogody, zaczął padać grad. Musiałam się przebrać w długie spodnie i bluzkę z dłuższym rękawem niż zamierzałam.
Założyłam więc to:
Przebrałam Piotrusia i mogliśmy razem, we trójkę pojechać do Szczyrku. Przed nami niespełna 3 godziny drogi.
Po 13:00 byliśmy już pod domem Stefana i Marceliny. Tam zaś świeciło mocno słońce, pogoda była naprawdę piękna.
Wyjęłam Piotrusia z samochodu, a Kamil duże misie, które kupiliśmy dziewczynką. Biały był dla Mili, a brązowy z czerwoną kokardką pod szyją dla Zosi.
W oknie stała już Mila,  która na nas czekała i do nas machała.  Odmachałam jej , ale gdy tylko zobaczyła duże,  pluszowe misie w rękach Kamila,  to wybiegła przed dom w samych skarpetkach.
- Wejdź do domu,  bo masz same skarpetki na nogach - powiedziałam do Mili
Weszliśmy do domu. Daliśmy Mili pluszaka,  a następnie podeszliśmy do małej Zosi.  Leżała na kanapie, a obok pilnował jej Stefan
Pozwolono mi usiąść obok małej. Była taka malutka, taka drobniutka.
- Zobacz jaka ona jest śliczna - powiedziałam do Kamila.
Dotknęłam delikatnie jej rączki,  a ona złapała mnie za palec.  Nie chciała mnie puścić. Kamil zrobił nam zdjęcie,  a następnie zdjęcie samych naszych rąk. Jednak mała po chwili zasnęła,  a Marcelina zaniosła ją do łóżeczka i wróciła do nas.
- Mówię,  że Piotruś jest mały,  ale chciałabym wrócić się do czasów,  w których był taką kruszynką, co dopiero wróciliśmy ze szpitala...  - powiedziałam
- Wasz Piotruś to już duży kawaler - uśmiechnął się Stefan.
- Nie przesadzaj - powiedział Kamil - Ma 7,5 miesiąca
- A ty?  Jak się czujesz?  - spytałam Marceliny
- Wszystko ok
- Zszokowałaś nas wszystkich,   bo siedzimy tam na tym 40-leciu , jakieś występy różnych gwiazd,  a tu ktoś cały czas do Stefana się "dobija" cały czas dzwoniąc. Wyszedł w końcu i przychodzi i mówi, że ma córkę.  To taka niespodzianka. - powiedziałam
- Ale bardzo miła niespodzianka - dopowiedział Kamil
- No to co, Kamil?  Czas na was i na wasze drugie dziecko. - powiedział Stefan
- Nie przesadzaj - odpowiedziałam mu - Co wy tak wszyscy macie u nas z tym drugim dzieckiem? Najpierw Justyna Żyła,  teraz wy. - lekko oburzyli mnie tym pytaniem.
- Bo jesteście świetnymi rodzicami - powiedziała Marcelina - Sami popatrzcie jak się kochacie, jaką miłością darzycie Piotrusia.
- Nie naciskajcie tak.  Wszystko w swoim czasie - powiedział Kamil
Popatrzyłam na niego, jakby coś sugerował. Nie spodobało mi się,  aby tylko sam Kamil decydował o naszej wspólnej przyszłości.
- Czyli co?  Nie zaprzeczasz? - uśmiechnął się Stefek
- Dobra,  skończmy ten temat.  - powiedziałam lekko poddenerwowana całą sytuacją.
Nie miałam już ochoty na żadne odwiedziny. Wzięłam Piotrusia na ręce,  Milę i zaproponowałam wyjście na spacer.  Wyjęłam z samochodu wózek.  Włożyłam do niego Piotrusia.  Mila pomagała mi pchać.
- Wiesz ciociu,  ja też będę tak pchała wózek , w którym będzie Zosia. - powiedziała Mila
- Będziesz świetną siostrą dla Zosi - powiedziałam
- Wiem,  tata i mama mi już mówili.
- Masz wspaniałych rodziców.
Poszłyśmy na jedną z leśnych dróżek
- Tata mi obiecał,  że jak będę grzeczna dla Zosi, to kupi mi lalkę, taką ze skrzydełkami. Będziemy latać!
- To super!
- A ty ciociu masz rodzeństwo? - spytała Mila
- Tak,  czwórkę.
- Wow! To dużo!
- Bardzo dużo.
- Ile mają lat?
- Mam 2 braci i 2 siostry. Kornelia ma  19 lat, Michał ma 16 lat, Piotrek ma 14 lat, a Julia ma 4 latka.
Nagle zadzwonił do mnie Kamil
- Halo.
- Kasiu, wracamy do domu, do Zakopanego.
- Ok. To my już wracamy.
Rozłączyłam się.
- Musimy Mila już wracać, bo ja wracam do swojego domu.
- Dobrze ciociu.
Wróciłyśmy do domu. Kamil już czekał na mnie w samochodzie. Ja włożyłam wózek, zapięłam Piotrusia i weszłam do samochodu.
- Mogę się spytać, dlaczego tak zareagowałaś? - zapytał Kamil
- A jakbyś ty zareagował, gdyby ktoś pytałby cię o to, że kiedy  drugie dziecko, a teraz czas na was... Jakbyś ty się poczuł?
- Przyjąłbym to ze śmiechem, tak normalnie, po ludzku.
- Myślisz, że dla ciebie mieć dziecko, to po prostu przespać się z kobietą i mówić wszystkim dookoła, że będziesz ojcem i wszyscy ci gratulują.  Ale u mnie to wygląda inaczej? Pierwsze kilka tygodni mdłości, ciągłe wizyty w toalecie, boli brzuch, złe samopoczucie, potem po kilku miesiącach brzuch staje się większy, boli kręgosłup, nie mogę się ruszyć, na koniec do tego opuchnięte stopy, nawet nie możesz delikatnie się pochylić, a  na koniec ten kilkugodzinny poród i te straszliwe bóle i wiesz, że jeśli zrobisz jakiś mały błąd, to nawet twoje dziecko może się udusić. A potem i tak wszyscy gratulują ojcu dziecka.
Kamil popatrzył się przez chwilę na mnie, jednak.. nic nie odpowiedział. Wróciliśmy w tej ciszy do domu.
Była już 18:00. Nakarmiłam więc Piotrusia, później go wykąpałam. Usiadłam sobie na kanapie z założonymi rękami. Po chwili dołączył do mnie Kamil. Jednak odsunęłam się bardziej od niego.
- I co? Znów nie będziemy się do siebie odzywać? - spytał
Nie odpowiedziałam mu na jego pytanie
- Przepraszam cię, za to, co powiedziałem w samochodzie, doskonale cię rozumiem. Przecież dziecko to nie jest od tak. To po prostu jest ciężka praca, wysiłek, ciągłe zmęczenie. Podczas ciąży to kobieta ma najwięcej na głowie i to kobieta może tylko powiedzieć, że sobie nie poradzi, mężczyzna nie ma tutaj nic do gadania, bo to on nie nosi tych kilku kilogramów pod sercem, to jego nie boli kręgosłup, to nie on ma opuchnięte stopy, to nie on wymiotuje na samym początku, to nie on na koniec nie może się podnieść nawet z łóżka i to nie on przechodzi tych tragicznych bólów podczas rodzenia.
Spojrzałam się na niego. Znów nic nie odpowiedziałam.
- Mogę wiedzieć, dlaczego dalej jesteś na mnie obrażona?
- A czy ja mogę wiedzieć, dlaczego ty decydujesz  o moim życiu mówiąc o dzieciach, że kiedyś na pewno?
- I tylko o to jesteś zła? A co nie mogę powiedzieć?
- A może ja nie chcę mieć już dzieci, albo na przykład już nie  mogę mieć dzieci i co? Nadal będziesz decydować?
Spojrzał się na mnie, jakby nie dowierzał w to, co usłyszał.
- Jesteś chora? - spytał z troską w głosie.
- Nie, ale skąd mogę to w ogóle wiedzieć. Po prostu na tym etapie nie chcę dzieci i koniec.
- Ok.
Wstał z kanapy i poszedł wziąć prysznic.
Wrócił znów do mnie po jakiś 20 minutach. Usiadł obok mnie.
- Przepraszam cię.
- A teraz za co? - spytałam ironicznie
- Za wszystko. Nie chcę znów, aby były pomiędzy nami chwile kompletniej ciszy. Już takie przeżywaliśmy kilka razy. I co? I na dobre nam to nie wyszło.
- Mi chodzi tylko o to, aby nikt nie naciskał nas na drugie dziecko. Widzisz sam, Mila ma 4 lata, dopiero urodziła się Zosia, u Żyłów również 4 lata różnicy, a u nas Piotruś nawet roku nie skończył, a już kładą na nas nacisk, aby mieć drugie dziecko. Tego właśnie w ludziach nie lubię. I tylko to mnie najbardziej denerwuje spośród tego wszystkiego. Nic więcej.
W tym momencie, tak całkowicie niespodziewanie Kamil mnie pocałował.
Również oddawałam jego pocałunki. Wziął mnie na ręce i powędrowaliśmy do sypialni, a tam.... Wiecie, co się wydarzyło.....

Następnego dnia wstałam o 8:00. Spojrzałam na miejsce obok mnie na łóżku. Nie było tam Kamila. Zadzwoniłam do niego. Przecież powinnam 30 minut temu zawieźć go na rehabilitację. Dostałam od niego SMS-a.
"Zawiózł mnie Maciek Kot, później mnie przywiezie. O nic się nie martw. Buziaki 😘
                                                                Kamil"
Uff... Dobrze, że wiem, gdzie jest, bo zaczęłam się martwić. Poszłam nakarmić i ubrać Piotrusia, a następnie sama zrobiłam sobie śniadanie. Usiadłam sobie na kanapie, a obok mnie siedział już Piotruś , który wymachiwał rękami. Zrobiłam mu nawet zdjęcie i wysłałam do Korneli
"Łapiąc radość 😁"
A także do Kamila
"Nie może się doczekać taty. 😍😘"
Nagle dostałam SMS-a od mamy.
"Jesteś w mieszkaniu?"
Odpowiedziałam
"Tak, a co?"
Po chwili dostałam odpowiedź
"Będę za 10 minut."
Trochę mnie zdziwiła jej odpowiedź, ale postanowiłam jej krótko odpisać.
"Ok, czekam."

Około 15 później do drzwi zadzwoniła mama. Poszłam jej otworzyć.
- Hej córcia! - wyściskała mnie za wszystkie czasy.
- Hej mamuś.
Weszła do środka
- Napijesz się czegoś?
- Nie.
Rozejrzała się dookoła, chciała wziąć Piotrusia na ręce, ale ten się rozpłakał. Wyciągnął ręce w moją stroną i to ja go wzięłam na swoje ręce.
- A Kamil gdzie?
- Na rehabilitacji.
- Aha. A kiedy po niego jedziesz?
- Dzisiaj wyjątkowo nie, ma go odwieźć Maciek Kot.
- Aha.
- A mogę wiedzieć, dlaczego przyjechałaś?
- Po prostu chciałam córkę odwiedzić.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Spodziewasz się kogoś? - zapytała mama.
- Nie.
Poszłam otworzyć.Był to Bronisław
- Witaj Kasiu.
- Dzień dobry.
Poszedł do salonu.
- Ooo! Widzę, że masz gościa. To może przyjdę później.
- Nie, proszę siadać.
Gdy tylko Piotruś go zobaczył, zaczął wyciągać ręce w jego kierunku. Bronisław wziął go i posadził na swoich kolanach. Mały zrobił się bardzo radosny, uśmiech nie schodził mu z ust. Gdy moja mama to zobaczyła, to zrobiło się jej bardzo smutno. Cóż... Bardzo rzadko widuje się z Piotrusiem, za to pan Bronisław jest u nas nawet 2 razy w tygodniu.
Jednak po godzinie do Bronisława zadzwoniła żona - Krystyna i musiał jechać do domu. Minął się w drzwiach z Kamilem, który wrócił wcześniej z rehabilitacji.
- Hej kochanie - powiedział do mnie
- Hej
- A co to tata już wyszedł z domu?
- Twoja mama do niego zadzwoniła i musiał jechać.
- Aha. To ja idę wziąć prysznic i wracam do was.
- Ok.
Kamil poszedł do łazienki.
- Słyszałaś mamo, że Marcelina urodziła w tamtą sobotę?
- Naprawdę? Chłopiec?
- Nie, dziewczynka. Zosia.
- Ładne imię.. Masz zdjęcia?
- Tak.
Wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon
- Byliśmy u nich we trójkę wczoraj.
Mama przeglądała zdjęcie w moim telefonie
- Pasuje ci taka dziewczynka na rączkach.
- Oj mamo, znowu..
- Ale co?
- No bo każdy nam mówi, abyśmy się starali o kolejne dziecko.
- Ale jesteście jeszcze młodzi, całe życie przed sobą.... Ty masz 21 lat, a Kamil?
- 23.
- No! To całe życie przed sobą, macie czas, aby mieć dzieci i to całą gromadkę, a nie tylko dwójkę.
- Naprawdę tak uważasz?
- Tak.
- Dzięki mamo.
Przytuliłam ją.

Nagle do pokoju wszedł Kamil.
- Mam dla ciebie Kasiu niespodziankę.
- Jaką? - spytałam.
- Bo ja pojechałem z Maćkiem o 6:00 - zaczął trochę tajemniczo
- Po co?
- I.... Już możemy myśleć o naszym klubie sportowym!
- Wow! Już teraz? Myślałam, że jeszcze trochę... Później mieliśmy się tym zająć.
- Wiem, ale tata Maćka ma kilka znajomości i właśnie pojechaliśmy i powiem ci, że już papiery wszystkie mam w torbie, tylko teraz musimy na spokojnie usiąść i je powypełniać, przez co będziemy mieli już coś w zrobione.
- Przepraszam, że się wtrącam. - przerwała naszą rozmowę mama. - Ale macie jakąś nazwę? - spytała
- Nie... - odpowiedział Kamil - Właśnie mamy problem.
- Stoch team? - zapytała speszona mama
- Świetny pomysł, tylko nie za krótkie? - spojrzał się na mnie Kamil
- Stoch team Zakopane? - zapytałam się Kamila
- Kochanie, jak ty coś dopowiesz, to....
Rzucił się na mnie, po czym wziął mnie na ręce i zawirował wokoło...
- Możemy już od poniedziałku działać...
- Ale ty chyba nie wiesz na co się piszesz...
- Jak to? - zdziwił się Kamil
- Zatrudnisz trenera dla młodych skoczków i co? A jak pojedziesz na zawody, to kto się będzie zajmować klubem?
- Wiesz przecież, że tylko w tobie mam oparcie.... Kocham cię...
- O nie, nie, nie... Nie nabierzesz mnie na to... Nie jestem sama w domu, tylko opiekuję się naszym synem, który potrzebuje teraz większej opieki i uwagi.
- Ale będę ci pomagać....
- Mam nadzieję.. - uśmiechnęłam się w jego stronę i go pocałowałam w usta...
- Ale to nie jedyna niespodzianka dzisiaj - uśmiechnął się zawadiacko Kamil
- A co jest oprócz tego? - byłam bardzo ciekawa...
- Już prace w środku domu są na wykończeniu. Teraz tylko kolor ścian i podłoga..... No i meble.... Jak wszystko dobrze pójdzie, to już na początku nowego roku powinniśmy się wprowadzić....
- Wow! Naprawdę? Tak szybko? Nie spodziewałam się!
- A widzisz....
- Pamiętasz, że jutro przyjeżdża do nas Ania..
- Wiem. O której będzie?
- Koło 10:00 rano...
- Wow! To wcześnie.
- Tak i dlatego mam do ciebie prośbę, bo nie będziemy cały czas siedzieć w domu, tylko jakbyśmy wyszły, to zostaniesz z Piotrusiem?
- Oczywiście...

Po chwili Kamil powiedział
- Dobra, głodny jestem, idę sobie zrobić coś zjeść..
- A ty zawsze swoje - uśmiechnęłam się.
Kamil poszedł do kuchni, a ja spytałam mamy.
- A co tam u was słychać?
- Nic takiego... Kornelia już się rozstała ze swoim chłopakiem.
- Naprawdę? A który to już z kolei?
- 4.... Cóż... Nie wiem co mam już jej mówić...
- A oni się nie dogadują, kłócą, czy może na przykład okłamał ją, zdradził...
- Po prostu jak to ona mówi... "niedopasowanie charakterów"
- Ona jak coś powie to po prostu...
- Cóż.... Za to Michał jest szczęśliwy z Natalią... W poniedziałek lecą do Francji na wakacje..
- Naprawdę?? Nic się nie przyznał, Natalia również..
- Ja się dowiedziałam w środę, że w poniedziałek mają z Krakowa wylot.
- A Piotrek? Co u niego?
- Piotrek również przechodzi swoje miłości, oczywiście wszystko wiem od wychowawczyni, no bo przecież sam się nie przyzna
W tym momencie do salonu wszedł Kamil z kanapkami
- To jakiś spryciarz - skomentował Kamil
- I to porządny - potwierdziła moja mama - Już raz byłam w jego sprawie w szkole dyrektorki
- A co się stało? - zaniepokoiłam się.
- Przed końcem roku wystawiono mu zachowanie na koniec roku szkolnego poprawne... Cóż... Pogodziłam się z tym, ale dzień przed końcem roku przyszedł wcześniej do szkoły z jakimś kolegą i napisali markerem na drzwiach od sali matematycznej, że .... kobieta - matematyczka miała na nazwisko Banasik i gdzieś znaleźli w Internecie artykuł o tym włoskim polityku Aldo Moro, który został porwany, a jego ciało znaleziono w bagażniku i był taki mądry z tym kolegą, że napisali "Banasik tym zmoro, zginiesz jak Aldo Moro"
Wybuchnęłam śmiechem, Kamil również
- Naprawdę? - spytałam, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
- Tak. Po 2 godzinach zostałam wezwana do dyrektorki, wchodzę do gabinetu, a tam Piotrek siedzi i się go pytam, co zrobił, a ten do mnie , cytuję "ta jędza od matmy postawiła mnie i Kubie 2 na koniec roku". Dacie wiarę, że się tak odpłacił? Ja teraz się w ogóle boję, co to będzie od września, bo on przecież będzie w 8 klasie, jakoś egzaminy musi zdać... Jeszcze musiałam za te drzwi szkole zapłacić.... Teraz będzie problem, bo tak zawsze rozmawiał z Michałem i mógł się wygadać, a teraz? Michał wraca w niedzielę, 2 września, oni lecą na prawie 2 tygodnie... Co ja mam zrobić? - zaczęła żalić się moja mama.
- Mam pomysł - wykrzyknęłam.
- Jaki? - zapytała moja mama...
- Może by tak Piotrek przyjechał do nas na te 2 tygodnie? Co?
- A nie będzie wam przeszkadzał? - opierała się mama.
- Porozmawiaj z nim, na tydzień, może na dwa... Dajcie znać.... Mogę po niego pojechać i  go odwieźć...
- Ty sobie z nim nie poradzisz... Nawet nie będę pytać. - powiedziała stanowczo mama.
- Zadzwonię wieczorem do niego. Niech sam zdecyduje.
- Niech ci będzie... Ty zawsze taka uparta byłaś i jesteś... Po ojcu zapewne....
Nagle zadzwonił do mamy telefon. Była to Kornelia prosiła ją, aby już wracała do domu..
- Cóż kochani.... Muszę już lecieć. Już za mną dzwonią - uśmiechnęła się mama.
Wyszła z domu.
- Mogę wiedzieć, dlaczego przyjechała? - spytał Kamil od razu po jej wyjściu.
- Sama nie wiem, powiedziała, że chce mnie odwiedzić...
- Nie wydaje ci się to dziwne?
- Nawet bardzo, ale....
- Ale... co?
- Bo jak ona przyszła, to od razu wyciągnęła ręce w stronę Piotrusia i on zaczął płakać i w tym momencie do drzwi zadzwonił twój ojciec i gdy on wziął go na ręce, to mały zaczął się uśmiechać... I jej się zrobiło smutno i .... nie odzywała się przez jakiś czas... Bardzo nerwowo rozglądała się po mieszkaniu, jakby.... nigdy nie była, albo czegoś szukała... Aj.... sama nie wiem.
- Dobra, nie zamartwiaj się.. A z twoim bratem to tak na serio?
- Że chcę, aby tutaj przyjechał?
- Nie... Z tymi drzwiami.
- On jest zdolny do wszystkiego.
- Po tej opowieści, to nie znałem go od tej strony.... A pro po jego przyjazdu, to jestem za, zgadzam się.
- Dziękuję - powiedziałam i rzuciłam się mu na szyję.

W sobotę miała przyjechać do nas Ania... Rano zawiozłam Kamila na spotkanie w sprawie stworzenia naszego klubu sportowego. Ja zaś zrobiłam śniadanie, nakarmiłam Piotrusia i czekałam na przyjazd Ani. Poszłam do łazienki, aby się przebrać.


Po 10:00 zadzwoniła do mnie Ania, że czeka pod blokiem, zapukała do drzwi.
- Hej kochana - powiedziała na przywitanie
- Hej - odpowiedziałam. - Zapraszam
Weszłyśmy do salonu.
- Wow. Jak macie tutaj pięknie.
- Dziękuję.
Nagle usłyszałam głos Piotrusia, nie był to płacz, ale zwykłe gaworzenie.
- Przepraszam na chwilę.
Poszłam do pokoju i wzięłam małego na ręce. Wróciłam z nim do salonu.
- Ooo! Jaki słodziak! - powiedziała Ania - Jak ma na imię?
- Piotruś.
- Piotruś Stoch - uśmiechnęła się
Zrobiłam nam kawę.
- Jakie ładne mieszkanie - powtórzyła
- Dziękuję.
- Macie zamiar się przeprowadzić? Jakiś dom wybudować?
- Dom? Buduje się i już w przyszłym roku mamy zamiar się już wprowadzić.
- To fajnie. Gratulacje.
- A wy? Tak w ogóle to gdzie mieszkacie? Musimy was kiedyś odwiedzić.
- My? Kupiliśmy apartament, 4 pokojowy, wiesz, Paweł myśli o dzieciach. Ja też i nawet ostatnio , pochwalę się, kupiliśmy sobie taką willę na Mazurach, cała drewniana, 3 kondygnacje. Piwnica, parter i piętro..
- Wow!
- A ty od zawsze mieszkałaś w Zakopanem?
- Nie. W wieku 19 lat przyjechał tutaj, aby studiować i.... cóż... zakochałam się, no i mam teraz wspaniałego chłopaka, syna.
- A gdzie mieszkałaś?
- W Prusach, pod Krakowem.
- O! To niedaleko
- 2 godzinki samochodem.
- To blisko masz. Ja jestem z Poznania, a dokładnie okolic Poznania.
- I co? Nie było ci szkoda do Warszawy?
- Nie, mając 18 lat przyjechałam do Warszawy, aby poznać stolicę i tam miałam zacząć studiować dietetykę i jestem dyplomowanym dietetykiem.
- Ile jesteście lat po ślubie?
- 4. W lipcu skończyłam studia , a w sierpniu brałam ślub.
- Paweł starszy jest od ciebie?
- 0 4 dni.
-Wow! To mało.
- A wy?
- Kamil ode mnie o 2 lata.
- To też nie dużo.
- A ile lat znasz się z Pawłem?
- Poznałam go, mając jeszcze 18 lat, więc będzie już 10 lat.... Minie we wrześniu.
- 10 lat... - powtórzyłam
- A wy z Kamilem?
- My? W styczniu minął rok...
- Ooo! To jeszcze młodzi jesteście!
- A wy? Jak się poznaliście?
- Na obozie treningowym. Ja byłam tam z moimi koleżankami. Poszłyśmy pooglądać sobie przystojnych piłkarzy - uśmiechnęłam się
- I co? Tak się naoglądałaś, że znalazłaś przyszłego męża?
- Sam do mnie podszedł i ... pocałował mnie.. Naprawdę! Koleżanki zaczęły już mi zazdrościć, bo kilka minut wcześniej sama na niego spoglądałam i pokazywałam, że on jest najprzystojniejszy ze wszystkich piłkarzy na boisku.....
- Rozumiem, że on też..
- On z chłopakami przyglądali się nam i każdy wybrał dla siebie tą jedyną. Byłyśmy we 4 i teraz każda z nas jest żoną piłkarza, tych piłkarzy, których oglądałyśmy na boisku, chodź u nich nastąpiło to później, a u nas? Byłam tam tylko przez 40 minut i co? I taka niespodzianka!
- Historia wzięta żywcem z komedii romantycznej.
- A u was? Jak to było?
- Śpieszyłam się rano na uczelnię, bo zaspałam. Wjechałam na skrzyżowanie i się nie rozejrzałam.. Kolizja, zderzenie czołowe, a za kółkiem drugiego samochodu właśnie Kamil.
- Połączył was... wypadek?
- Można tak to ująć.

Po prawie godzinie rozmowy do mieszkania wszedł Kamil. Pocałował mnie na przywitanie w policzek
- Hej kochanie
- Hej - odpowiedziałam
- Hej Aniu.
- Hej - odpowiedziała Ania do Kamila
- Mógłbyś zająć się Piotrusiem? Ja oprowadziłabym Anię po Zakopanem
- Ok

Ania popatrzyła się na mnie
- Widzę, że przygotowałaś dla mnie jakieś atrakcje.
- Tak

Podeszłam do szafki i wyjęłam z niej torbę, a w niej aparat.
- Pro po zdjęć - zaczęła Ania - Widziałam twoją stronę internetową i powiem ci, że masz ogromny talent
- Chcesz być moją modelką? - spytałam
- Ja? Nie wiem czy się nadaję...
- Każdy może być, tylko musisz ze mną współpracować.
- Ok. Może być.

Wyszłyśmy z bloku.
- Przejdziemy się piechotą. Ok? - spytałam
- Ok. A gdzie najpierw?
- Masz lęk wysokości?
- Nie.
- To na skocznię.
- Ok.

Dzięki moim znajomościom, mogłyśmy wejść na plac skoczni.
- Kiedy zaczynamy współpracę? - spytała Ania
- Teraz
Wyjęłam z mojej wielkiej torby google narciarskie
Ania założyła te drugie i zaczęła mi pozować.
- A może ty chcesz być modelką? - zapytała Ania
- A skąd takie pytanie?
- Mogę zrobić ci zdjęcia.
- Ok.

Podałam jej aparat. Założyłam sobie te pierwsze google. Stanęłam tyłem do obiektywu i odwróciłam się przez lewe ramie.
- Wow! Jak prawdziwa modelka!
- Nie przesadzaj.

Zrobiłyśmy sobie jeszcze kilka zdjęć pod skocznią i na sam koniec pamiątkowe selfie, oczywiście mając na oczach google
- A tak w ogóle skąd je masz?
- To są moje.

Spacerowałyśmy  ulicą, gdy Ania zapytała:
- A teraz gdzie?
- Następnym razem pójdziemy do Aqua Parku.
- Świetny pomysł
- Tylko weź ze sobą strój kąpielowy.
- Ok

Wsiadłyśmy do autobusu miejskiego i pojechałyśmy do pewnego domu do góry nogami. Dosłownie!
- Naprawdę jest taki domek?
- Tak. Bardzo fajnie tam jest. Byłam tak, jak przyjechałam tutaj, mając 19 lat.


Weszłyśmy do środka.
- Wow! To dosłownie wszystko jest do góry nogami - powiedziała Ania
- Przecież bym cię nie okłamała.
Zrobiłyśmy kilka zdjęć, Ania również polubiła aparat, bo sama robiła mi zdjęcia.
Po 30 minutach wyszłyśmy z domku.
Wsiadłyśmy w kolejny miejski autobus i wybrałyśmy się do Doliny Kościeliskiej.
- Uprzedzam, nie zwiedzimy całej, bo nie mamy aż tyle czasu.
Po prawie 2 godzinach doszłyśmy do miejsca, w którym płynęła woda, a po jej brzegach były kamienie. Szum wody dał nam do zrozumienia, że jesteśmy w prawdziwych polskich górach.
Ania usiadła sobie na kamieniach i kręciła ręką w wodzie.
Wyjęłam aparat i zrobiłam jej kilka zdjęć. Następnie Ania wzięła do ręki aparat. Miałam pełen pomysł w głowie. Również usiadłam sobie na kamieniach, wzięłam do rąk wody i "podrzuciłam" ją do góry, przez co zrobił się ciekawy efekt.
- Wow! Ty to masz pomysły!
Na koniec, Ania stanęła tyłem do obiektywu  i podniosła swe ręce do góry i w tym momencie zrobiłam jej zdjęcie.

Była już 16:00.
- A na koniec zabieram cię na Krupówki.
- Tyle o nich słyszałam, ale jeszcze nigdy tam nie byłam.
- No to będziesz miała okazję.

Poszłyśmy na Krupówki. Zrobiłam Ani zdjęcie z misiem,  zjadłyśmy lody, wypiłyśmy kawę i wróciłyśmy pod blok. Pożegnałyśmy się uściskiem.
- Dziękuję ci, że mogłam pozwiedzać tak wspaniałe miasto. Nigdy tutaj nie byłam, ale po tej wizycie będę tutaj częściej. Jesteś wspaniałym przewodnikiem i znakomitą panią fotograf.
- Oj, nie przesadzaj.
- Mogłabyś wysłać na e-maila te zdjęcia z dzisiaj?
- Tak, ale mam jeszcze jedną prośbę
- Jaką?
- Mogłabym część zdjęć wstawić na swoją stronę internetową?
- Tak! Ty się jeszcze pytasz? Takie zdjęcia to cudo!
- Oj, nie przesadzaj Ania.
- A teraz ja, w moim i Pawła imieniu zapraszamy waszą trójkę do nas, do Warszawy.
- Oczywiście, jak tylko znajdziemy czas.
- No, to my czekamy
Pożegnałyśmy się jeszcze raz, po czym Ania wsiadła do samochodu i odjechała. Ja weszłam do mieszkania, włączyłam laptopa, zgrałam zdjęcia i te na których jest Ania, jej wysłałam.
Wieczorem wzięłam kąpiel oraz sama wykąpałam Piotrusia. Zmęczona "padłam na łóżko" już o 20:00.


-------------------------------------------------------------------------------------

                                               kiki2000

Komentarze