Numer 72 - 1,5 miesiąca później.... Nowy sezon w skokach narciarskich!

16 listopada miały odbyć się kwalifikacje do inauguracyjnego konkursu w Wiśle.. Kamil już wrócił do skakania. Został powołany do kadry A. Nie opowiadał mi, jak mu idzie na treningach, lecz rozmawiałam nawet z trenerem i powiedział mi, że wszystko idzie na dobrej drodze.
14 listopada musieliśmy już wyjechać z Zakopanego, aby pojechać do Wisły. Oficjalne treningi miały rozpocząć się już następnego dnia. Tym razem nie mieszkałam u Justyny, ale w hotelu. Ciężko by było, abym na ten czas mieszkała u niej z Piotrusiem.
Kamil nie był jednak zachwycony pomysłem, aby zabrać na zawody Piotrusia.
- No co ty opowiadasz! Dzieci innych skoczków właśnie w tym świecie żyją... Piotruś miał 3 miesiące, jak pojechałam z nim do Planicy. Był malutki, a teraz? Niedługo skończy 11 miesięcy, więc nie mogę jeździć z nim na konkursy w Polsce? Przecież to jakiś obłęd... Już niedługo skończy rok!
- Wiem, ale czy nie jest za zimno?
- Co ty! Rozmawiałam z Justyną. Jest nawet problem, bo przez cały czas świeci słońce i organizatorzy się boją o śnieg, żeby nie stopniał. Więc pogodą ty się nie przejmuj. - powiedziałam do niego.
Kamil musiał jednak pojechać do hotelu dla zawodników, ja zaś do swojego. Mój hotel znajdował się bardzo blisko domu Żyłów, więc gdy tylko się rozpakowałam w hotelu, to wzięłam małego w wózek i poszliśmy w odwiedziny do Justyny.
- Hej kochana! Jak się dawno nie widziałyśmy - przywitała mnie w drzwiach.
- Hej - powiedziałam
- Już tak szybko u nas w Wiśle? - zapytała
- Tak, w tym roku dość szybko - powiedziałam
- Pamiętam, jak w tamtym roku przyjechałaś tutaj jeszcze z brzuchem, a teraz? Wasz mały Piotruś kończy już 11 miesięcy.
- Jak ten czas szybko leci - powiedziałam...
Usiadłam w salonie, Justyna zaparzyła mi kawę.
- Umie chodzić? - spytała Justyna
- Nie do końca... Jakieś próby już tak. Oczywiście za rękę to już śmigamy, ale żeby samemu, to tylko na chwilę i już siada.
- To dobrze, że już teraz sam próbuje, bo Karolinka, to rok skończyła  i nic... Dopiero , mając tak gdzieś 14 miesięcy to sama świetnie chodziła, bo niczyjej pomocy. Jak skończyła roczek, to dopiero próbowała chodzić samodzielnie, a tak to nie.
Po chwili milczenia spytała.
- Mówi coś?
- Nie...  - odpowiedziałam i spuściłam głos. - Nic, a nic... Miałam zamiar pójść z tym do lekarza, ale już nie wiem, co mam robić. Nawet "mama" czy "tata". Słyszałam, że często mówią "daj", a on nic.
- Oj, jeszcze zacznie mówić, zobaczysz. Ile razy tak jest, że jak dziecko długo nie mówi, to potem gada jak najęte - powiedziała do mnie Justyna.
- A gdzie masz dzieci? - spytałam się, rozglądając się po całym domu Żyłów - A męża?
- Dzieci u mojej mamy, a Piotrek już w hotelu dla sportowców, dawno się nie widział z chłopakami.
- Czyli co, sama jesteś?
- No, teraz mam ciebie, a wieczorem Aga przyjedzie!
- Aga też dzisiaj?
- Tak, pisała do mnie SMS-a, że będzie wieczorem.
- To fajnie.
- A wy? Co się nie pochwaliliście, że do Grecji lecicie na prawie 2 tygodnie? Ja się chyba ostatnia dowiedziałam ze zdjęcia Kamila na Instagramie, jak sobie rodzinnie w morzu stoicie we trójkę i kilka dni później twoje zdjęcie, że "wakacje dobiegły końca"
- Bo to był dość spontaniczny wyjazd.
- Czyli co? Kamil zrobił ci niespodziankę?
- Nie do końca...
- A jak?
- Kupiliśmy ten bilet rodzicom Kamila na 25 rocznicę ich ślubu, jednak ten zawał przed kościołem, cała ta sytuacja.... Pan Bronisław oddał nam te bilety w poniedziałek, bo i tak by nie polecieli, a to już było w środę i nie chciał, aby się zmarnowały, więc po prostu dał je nam, a w środę wylot.... Cóż.... Ja na początku nie chciałam lecieć, bo to już w środę rano wylot do Grecji i tam prawie 2 tygodnie... Jednak Kamil mnie przekonał i było cudownie..
- Ja tak się zdziwiłam tym zdjęciem na Instastory Kamila, patrzę kieliszki, przy winku, ale widzę, że tło takie bardzo eleganckie i myślę, że to raczej nie u was w mieszkaniu, a tu wyszło, co.
- Niespodzianka! - uśmiechnęłam się.
- A jak mama Kamila się czuje?
- Już dobrze, zaczyna powoli mówić, ale pojedyncze , sporadyczne wyrazy.
- To dobre i tyle...
- A wy? Nie byliście na żadnych wakacjach? - spytałam
- Nie - odpowiedziała szybko - Raz tylko Piotrek zabrał dzieci do ZOO.
- Nasze takie wyjście, to były te wakacje - powiedziałam
- Prawie 2 tygodnie w przepięknym miejscu, bez tego tłoku... - zaczęła marzyć Justyna
- Oj, nie przesadzaj.
- A jeszcze coś romantycznego planujecie?
- Kamil obiecał mi, że jak wrócimy w niedzielę wieczorem z Wisły, to w poniedziałek pojedziemy do Warszawy na ten musical "Piloci"
- Wow... Kamil to cię rozpieszcza.... A ja? Ja mam wychowywać dwójkę dzieci.
- Nie zapominaj, że ja również mam syna.
- A na dodatek myślimy o trzecim.... - wyrwało się Justynie.
- Naprawdę? - spytałam.
- Tak.... Sam mi kiedyś powiedział
- A ty co? Gotowa na trzeciego malucha?
- Raczej tak.... Chodź... W sumie? Sama nie wiem... Obawiam się, że mnie zostawi... Po trzech ciążach, to nie będę miała ciała jak nastolatka...
- Nie przesadzaj.
- Jesteś po jednej - powiedziała do mnie - A wyglądasz lepiej niż przed ciążą.
- Co ty gadasz?!
- Przyznaj się, trenowałaś coś?
- Codziennie....
Zdziwiła się Justyna
- Codziennie w nocy od 1:00 do 4:00 wstawałam i nosiłam na rękach po całym domu. - dokończyłam myśl.
- A słyszałaś nowinę? - wyskoczyła z pytaniem Justyna
- Jaką? - byłam zdziwiona
- Nasz Krzysiu Miętus spotyka się z jakąś panną!
- Na prawdę?! - zaskoczyła mnie tą informacją
- Tak.. Jakaś Magdalena...
- A skąd ona jest?
- Podobno z Krakowa, ale Krzysiu nie przyznaje się przed chłopakami z drużyny... Kompletnie nic. Jak się go zapytają o Magdę, to momentalnie zmienia temat. Czyli coś jest na rzeczy.
- Albo to już "przeszłość" i nie chce o niej rozmawiać.
- Nie sądzę.
- To patrz, nic się nie przyznał. Przecież on się przyjaźni z moim Kamilem i nic.... Kompletnie Kamil nic nie powiedział.
- Może nawet i Kamil nie wie.
- Dziwne to trochę.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- A kto to? - zdziwiła się Justyna - Nic mi nie wiadomo , aby ktoś miał przyjść.
Justyna poszła do przedpokoju, aby otworzyć drzwi. A to była Agnieszka!
- Hej! - powiedziała
- Hej! Ale niespodzianka! Miałaś być wieczorem!
- Ale tak wyszło, że jestem trochę wcześniej....
- Wejdź.... Kasia też już jest
Agnieszka weszła do salonu.
- Ooo! Co za spotkanie! - powiedziała do mnie
Przywitałyśmy się przytulasem.
- Jak dawno cię nie widziałam - powiedziałam
- Ja ciebie też dawno nie widziałam.
Agnieszka usiadła obok mnie z walizką...
- A wy też dostałyście zaproszenie SMS-em na konferencję w sobotę w południe? - spytała Aga
- Jaką konferencję? - zdziwiła się Justyna
- Szczerze, to nie wiem, bo nie sprawdzałam telefonu - powiedziałam.
Wyjęłam z torebki swój telefon
- Racja! Dostałam!
- Czytaj - powiedziała Justyna , która krążyła po całym domu, szukając telefonu.
"Serdecznie zapraszamy panią Katarzynę Witkowską na konferencję prasową w sprawie rozpoczęcia sezonu skoków narciarskich. Konferencja ma miejsce w filii budynku Polskiego Związku Narciarskiego , w sobotę 17 listopada o godzinie 12:00 (przed zawodami Pucharu Świata).
                                               Serdecznie zapraszamy
                                                    PZN"
Nagle Justyna krzyknęła z łazienki:
- Mam go!
- Gdzie był? - spytała Agnieszka
- Na wannie.
Justyna wróciła do nas, gdy Aga zaczęła o sprawie Krzysia Miętusa.
- Gdy tutaj przyjechałam, to widziałam pod hotelem dla zawodników Krzysia Miętusa z tą jego dziewczyną.
- I co? Jaka ona jest? - zapytała Justyna
- Wysoka, brunetka, miała okulary przeciwsłoneczne, bardzo szczupła, rozmiar to chyba XXS nosi...
- Taka szczuplutka? - zdziwiła się Justyna.
- A Krzysiu co? Zadowolony! - uśmiechnęłam się.
- Tak, szli sobie za rękę, uśmiechnięci...
- Czyli teraz to nie nasz Krzysiu, tylko pan Krzysztof Miętus! - zaczęłam się śmiać.
- Dzwoniła do mnie wczoraj Marcelina - przerwała temat Justyna - i powiedziała, że jej nie będzie.
- Zrozumiałe, przecież co w sierpniu urodziła. - powiedziałam
- Mała Zosia jest w szpitalu...
- Jak to? - zdziwiłam się.... - Co jej jest?
- Nie mówiła mi nic przez telefon, ale powiedziała, że nie jest za dobrze.
- O Boże.... - wyszeptałam....
- Oby nic poważnego - powiedziała Agnieszka
- Miejmy taką nadzieję - dokończyła Justyna
Nastała chwila milczenia...
- Oby wszystko było dobrze - powiedziałam... - A Stefan przyjechał?
- Nic nie wiem - powiedziała Justyna
- Ja też nic nie wiem - odpowiedziała Aga.
- Będę rozmawiała jeszcze dzisiaj z Kamilem, to się dowiem.... Szkoda tego dzieciątka... Taka mała ta Zosia, a taka słodka...
- Nie wiem, nie byłam u nich - powiedziała Justyna
Wyjęłam telefon, włączyłam galerię i pokazałam dziewczynom zdjęcia, jak trzymam małą Zosię na rękach i to pamiątkowe zdjęcie, na którym widać tylko nasze ręce, a dokładnie jak Zosia trzyma mnie za mój palec.
- Jaka ona słodka - powiedziała Agnieszka...
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- No kto tam już przyszedł!
Justyna poszła otworzyć drzwi. Była to jej siostra Magda z córeczką w wózeczku.
Magdy chyba nikt się nie spodziewał
- Hej dziewczyny! - powiedziała
- Hej - odpowiedziałyśmy
Jej córeczka - Hania, już słodko siedziała sobie na kanapie.
- Jaka śliczna, chyba po mamusi - powiedziałam.
Wzięłam małą i posadziłam na kolana. Nie bała się mnie, wręcz  przeciwnie... Z uśmiechem siadała mi na kolanach... A na koniec się do mnie przytuliła...
- Jak słodko.... - powiedziała Aga  - Zrobię wam zdjęcie - wyciągnęła telefon i zrobiła mi i małej Hani zdjęcie...
Jednak nasze spotkanie minęło dość szybko.. Była już 17:00, gdy zadzwonił do mnie Kamil
- Szykuj się, przyjadę po ciebie do Justyny.
- Nie wygłupiaj się, przecież spacerkiem od domu Justyny do mojego hotelu to nawet nie  ma 10 minut...
- Ale my jedziemy gdzieś indziej...
- Chyba, że tak - uśmiechnęłam się do telefonu.
Pożegnałam się z dziewczynami i wyszłam z domu Justyny. Pod domem, w bramie czekał już na nas Kamil.
Wsiadłam z Piotrusiem do samochodu.
- A co ty taki dobroduszny, że chciałeś po mnie i przyjechać i gdzie mnie zabierasz?
- Na kolację.
- A ja taka nieubrana - spojrzałam na swój strój.
- Dla mnie zawsze ładnie wyglądasz.
Uśmiechnęłam się i pojechaliśmy na kolację.
Podjechaliśmy pod jedną z restauracji. Kamil pomógł zdjąć mi kurtkę  - jak na dżentelmena przystało. Usiedliśmy przy stoliku.
- Mam do ciebie pytanie.... Czy Stefan Hula jest z wami tutaj w Wiśle?
- Tak, a co?
- Bo Zosia jest w szpitalu.
- Ale jak to? Skąd wiesz?
- Marcelina dzwoniła do Justyny
- Coś poważnego?
- Marcelina nie mówiła nic....
- Takie małe, a tak się nacierpi.
- 26 grudnia mają być chrzciny, oczywiście to są wstępne plany.
- Nic Stefan nie mówił..
- Może nie chciał..
- A może potrzebują pomocy?
- Nie wiem, czy jest sens się im narzucać.... Jeśli nam nawet nie powiedzieli...
- Racja..
- A słyszałeś, że Krzysiu Miętus ma dziewczynę?
- Na prawdę?? Nasz Krzysiu??
- Teraz to chyba tej dziewczyny Krzysiu.
- Widziałaś ją?
- Agnieszka ją widziała, jak jechała do Justyny.
- Jak wygląda?
- Miała okulary przeciwsłoneczne, brunetka i bardzo, bardzo szczupła...
- Może ładna?
- Nie widziałam jej na żywo.
- A jak ma na imię?
- Magda
- Ładnie.
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam..
- Ale Kasia jest najładniejsze.... - powiedział do mnie....

Po zjedzonej kolacji udaliśmy się do samochodu. Kamil odwiózł nas pod mój hotel.
- Wejdziesz do środka? - spytałam.
Weszliśmy do mojego pokoju. Piotrusia położyłam spać. A z Kamilem położyliśmy się na łóżku...
- Kochasz mnie? - spytałam tak ni stąd ni zowąd
- Tak.
- A za rok będziesz mnie kochał?
- Tak.
- A za 3 lata będziesz mnie kochał?
-Tak.
- A za 5 lat będziesz mnie kochał?
- Nie..
Aż podniosłam się z łóżka i czułam się zdenerwowana.
- A kogo będziesz kochać?
- Naszą córkę...
Spojrzałam na niego i uśmiechnął się w moją stronę... Również odwzajemniłam jego uśmiech.
- A co ty myślałaś? - spytał
- Nic, nic... - spuściłam głos.
- No nie mów, że myślałaś...
Potwierdziłam głową jego myśl...
Wtem złapał mnie w pasie i przybliżył do siebie tak, że wylądowałam na nim....Nasze usta dzieliły milimetry...
- Ja bym cię nigdy nie zdradził - wyszeptał
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
- Trzymam cię za słowo....
Nagle mnie pocałował... Tak delikatnie, spokojnie...
- Kocham cię - wyszeptał
- Ja ciebie też - odpowiedziałam mu
I takim właśnie akcentem, Kamil spędził noc ze mną u mnie w hotelu. Gdy tylko rano wstał, od razu pojechał do hotelu dla zawodników, bo nie chciał mieć jakiś nieprzyjemności ze strony trenera czy sztabu szkoleniowego.
15 listopada, wybrałam się z Piotrusiem pod skocznię, aby oglądać treningi polskich skoczków. Po chwili dołączyła do nas Agnieszka.
- Hej!
- Hej!
- A gdzie Justyna?
- Boli ją głowa, raczej nie przyjdzie dzisiaj na treningi.
- A dzieci co? Nadal u rodziców?
- Tak, powiedziała, że ma obecnie chwilę spokoju.
- Ale  ból głowy, to już chyba nie jest spokój.
- Leży na łóżku, ma na głowie jakieś okłady.
Po skończonym treningu wróciłam do hotelu.
Następnego dnia, w piątek 16 listopada miały odbyć się kwalifikacje do niedzielnego, pierwszego konkursu indywidualnego w tym sezonie. Kwalifikacje miały odbyć się o 15:00, więc po zjedzonym obiedzie wyszłam z małym na spacer pod skocznię. Trwały już przygotowania do kwalifikacji. Pod skocznią stała już Agnieszka, Magda Zniszczoł, Justyna.
- Hej dziewczyny!
- Hej!
- A co to ? Piotruś usnął? - spytała Agnieszka
- Nawet nie zauważyłam - powiedziałam  i spojrzałam do wózeczka.
- I to jak słodko - powiedziała Magda
- A wasze pociechy?  - spytałam
- Ja z Kubą i Karoliną idę na główne konkursy, a obecnie moja mama się nimi zajmuje - powiedziała Justyna
- Nie tylko Kubą i Karoliną,  ale także moją Hanią - dodała Magda
Justyna spojrzała się na Agę
- A twoja pociecha? - uśmiechnęła się Justyna
- A moja pociecha wjechała windą na górę i będzie skakać
- To chyba bardzo wyrośnięta pociecha - zaczęłam się śmiać.
Nagle Agnieszka spojrzała w swoją lewą stronę i aż ją zamurowało
- Co tak stoisz?  - spytała Justyna
- To ta Magda - dziewczyna Krzysia Miętusa - odpowiedziała po chwili milczenia
- To na prawdę ona?  - zapytałam
- Tak,  to ona,  przecież ją widziałam
- Jaka ona szczupła - skomentowała Magda Zniszczoł
- No przecież mówiłam - odezwała się Agnieszka
- To chyba nie XXS,  tylko XXXS - skomentowała Justyna
- Oj, nie zwracajmy na nią uwagi - powiedziałam do dziewczyn
Jednak nie dało się nie zauważyć,  że po dobrym skoku Krzyśka Miętusa była normalnie wniebowzięta i od razu wybiegła mu na powitanie,  po czym wręcz rzuciła się mu na szyję
- Patrzcie,  jak się kochają - powiedziałam
- Żeby go nie rozkochała i rzuciła jak Marta Dawida - powiedziała Justyna
- Właśnie, a jak on się trzyma? - zapytała Magda
- Nie wiem nic - odpowiedziałam  i zakończyłam temat Dawida
Po ostatniej sytuacji z Dawidem miałam już go dość i nie chciałam o nim w ogóle rozmawiać.
Kwalifikacje wygrał Johann Andre Forfang. Najwyżej z Polaków był Maciek Kot - bo 5, zaś Kamil 11.
Po skończonych kwalifikacjach podeszłam do niego...
- Nie wierzyłem, że mogę być tak wysoko, po wypadku i tak długiej przerwie od treningów z kadrą. - powiedział
- Zawsze w ciebie wierzyłam.... - odpowiedziałam mu.
Kamil musiał jednak iść na różne kontrole, a ja wróciłam z Piotrusiem do hotelu.
W sobotę, przed południem szykowałam się na konferencję. Nie za bardzo wiedziałam, po co ja mam być tam obecna, ale zgodziłam się. Piotrusia ubrałam w koszulę w kratę i spodnie, a ja stanęłam przed odsuniętą walizką i szukałam czegoś odpowiedniego.
Wybrałam się o 12:00 do budynku filii Polskiego Związku Narciarskiego. Zostałam zaproszona, aby usiąść sobie obok Kamila, a po mojej drugiej stronie usiadła Agnieszka Lewkowicz.
Przed nami byli dziennikarze i zadawali różne pytania. Wszystkie były skierowane do chłopaków.
- A ja mam pytanie do pani Katarzyny Witkowskiej - odezwał się jeden z dziennikarzy - Jak ocenia pani formę pana Kamila po tym dość nieprzyjemnym wypadku?
Wzięłam mikrofon od Maćka Kota i odpowiedziałam.
- O formę to trzeba zapytać trenerów, ja tutaj nie mam nic do gadania. Nie uczestniczę w treningach Kamila, nie jeździłam z nim na zgrupowania, więc to pytanie raczej nie do mnie.
- A jak ocenia pani wczorajsze kwalifikacje i treningi?
- Nie mogę nikogo oceniać, typu "Mogłeś skoczyć 2 metry dalej", czy "Trzeba było zrobić telemark, to miałbyś lepsze noty". Nie wiem, jak wyglądała sytuacja na górze, czy miał wiatr, czy nie... To zawodnicy skaczą, nie ja. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. Ale cieszę się, że chłopcy z kadry osiągnęli tak imponujące wyniki w kwalifikacjach, co zwiastuje dość dobry początek sezonu.
Kolejne pytania były już do chłopców, a cała konferencja zakończyła się przed 13:00.
Wróciłam na chwilę do hotelu, ale o 15:00 wyruszyłam na skocznię, bo o 16:00 pierwszy konkurs drużynowy w tym sezonie.
- Tak jak co roku, zapraszam was wszystkich, z partnerami do nas na kolację jutro o 19:00 po konkursie indywidualnym.  - zaprosiła nas Justyna.
- Dziękujemy - odpowiedziałyśmy.
- Dzwoniłam wczoraj do Marceliny - powiedziała Justyna
- I co? Jak Zosia?
- Ma zapalenie płuc i jest skazana na jeszcze 2 tygodnie w szpitalu, ale już robi się lepiej.
- To dobre i tyle - powiedziała Agnieszka.
Piotrek Żyła skakał jako pierwszy z Polaków.
132, 5 metra!! Wszyscy zaczęli się cieszyć! Polska na prowadzeniu po pierwszej grupie. W drugiej grupie na belce , jako kolejny z chłopaków usiadł Stefan Hula. Kolejny fantastyczny skok 131,5 metra! Jako kolejny na belce, usiadł trzeci Polak - Maciej Kot. Agnieszka wyjęła z torebki szalik do góry z napisem POLSKA na biało-czerwonym tle. Skoczył.... Agnieszka krzyczała "LEĆ"  i doleciał na 137,5 metra! Polska znów była na pierwszy miejscu po trzeciej grupie, zaś w ostatniej grupie skacze się w odwrotnej kolejności , niż po trzeciej grupie, więc Kamil miał skakać ostatni. Wyjęłam małego z wózka, aby zobaczył skok Kamila. Dałam mu w rękę, taką małą flagę, którą sobie delikatnie kręcił. Agnieszka, która stała z tyłu, zrobiła nam zdjęcie, a my kibicowaliśmy Kamilowi.... Usiadł już na belce. W górze pełno flag, ludzie trzymali w ręku szaliki. Odbił się z progu i leci..... I wylądował... 137 metrów! Wszyscy zaczęli się cieszyć, bo potrzebowaliśmy tylko 134 metry, aby wygrać pierwszą serię...
Przyszedł czas na drugą serię. Piotrek skoczył 133 metry, Stefan 135 m, Maciek 138,5 m , aż wreszcie znów na belce usiadł Kamil.. Potrzebował niewiele, bo tylko 125 metrów, aby Polska wygrała dzisiejszy konkurs drużynowy.  I skoczył..... 134 metry..... Wszyscy zaczęli skakać z radości.... Polska wygrała pierwszy konkurs drużynowy w tym sezonie.... Chłopcy przeszli pewne kontrole i odbyła się dekoracja pod skocznią. Wszyscy usłyszeliśmy Mazurka Dąbrowskiego, a po skończonym konkursie podeszłam wraz z Piotrusiem do Kamila i wtedy stała się rzecz, Piotruś, chodź ma problemy, aby cokolwiek powiedzieć, bo jeszcze nie mówi, wyciągnął ręce w stronę Kamila i aż krzyknął głośno: "Tata". Ja i Kamil spojrzeliśmy na niego , będąc zaskoczeni tym, co powiedział.
- Słyszałaś? - spytał z drżącym głosem Kamil
- Przecież on nie mówił ani słowa.... - odpowiedziałam.
- Właśnie - potwierdził Kamil.
- Ale jak to możliwe?
- Może skoki ojca się mu spodobały? - uśmiechnął się Kamil.
- Jaka radość zapanowała....
Jednak Piotruś zrobił się bardzo śpiący i musiałam wrócić z nim do hotelu....
Następnego dnia konkurs indywidualny rozpoczynał się wyjątkowo o 15:00. Zakwalifikowali się do niego wszyscy Polacy, którzy startowali w kwalifikacjach: Kamil, Maciek, Dawid, Piotrek, Stefan, Jakub, Krzysiu i Olek Zniszczoł.
Już po 14:00 zjawiłam się pod skocznią . Dziewczyny już tam były. My zawsze mamy takie swoje stałe miejsce.
Konkurs ostatecznie zakończył się tak:
1. Peter Prevc
2. Stefan Kraft
3. Daniel Andre Tande
----------------------
5. Maciej Kot
7. Kamil Stoch.
8. Dawid Kubacki
10. Piotrek Żyła
13. Stefan Hula.
18. Krzysiu Miętus.
28. Aleksander Zniszczoł
29. Jakub Wolny.

Chłopcy udali się na różne kontrole, a ja poszłam się przebrać, bo jak co roku, u Żyłów jest organizowana taka kolacja.
Aga z Justyną już czekały na wszystkich, ale na razie pierwszymi gośćmi byłam ja z Piotrusiem. Po chwili dołączyła Magda Zniszczoł z małą Hanią, a zaraz za nią Krzysiu Miętus. Ku naszemu zdziwieniu przyszedł sam, a nie z dziewczyną.
Po jakiś 20 minutach zjawili się również i chłopcy. Bawiliśmy się świetnie, chłopcy wspominali początek sezonu i ich pierwsze skoki. Ja siedziałam tak lekko z boku, bo obok siebie miałam wózek, a w nim Piotruś, którego próbowałam uśpić, więc nie uczestniczyłam za bardzo w rozmowach. Kamil oczywiście pomagał mi nad uśpieniem Piotrusia, jednak cały ten czas był zagadywany przez chłopaków z kadry i nie miał za bardzo jak rozdzielić się, aby jednocześnie pomagać mi, jak i rozmawiać z nimi.
Jednak Piotruś szybko usnął, wiec mogłam wrócić do normalnych rozmów z całą naszą paczką znajomych. Nie bawiłam się jakoś świetnie. Chciałam już jak najszybciej wrócić do Zakopanego. I tak się stało, bo po niespełna godzinie , Kamil wyszeptał mi na ucho, że też chciałby już wrócić, bo przecież w poniedziałek mieliśmy jechać do Warszawy na musical, na który Kamil rezerwował bilety od miesiąca. Pożegnaliśmy się więc ze znajomymi,podjechaliśmy jeszcze pod mój hotel, gdzie zabrałam swoje rzeczy i wróciłam do samochodu. O 20:00 wyjechaliśmy z Wisły, więc około 23:00 byliśmy w Zakopanem. Położyłam małego spać, wzięłam prysznic i sama położyłam się na łóżku w sypialni. Byłam strasznie zmęczona....

 Następnego dnia, musieliśmy wstać trochę wcześniej, więc... szczerze? Nie odespaliśmy tej podróży.
Już o 9:00 musieliśmy wyjechać z Zakopanego, bo musical zaczynał się o 15:00. Pan Bronisław przyjechał, aby zabrać Piotrusia do siebie, do Zębu. Ja musiałam znaleźć jakąś kreację na to wspaniałe popołudnie, bo przecież do teatru nie wypada przyjść w zwykłej miniówce.
Zrobiłam sobie na koniec z Kamilem pamiątkowe zdjęcie w lustrze, które dodałam na swoje instagramowe konto
"A dzisiaj jedziemy do Warszawy i na spektakl "Piloci". Już nie mogę się doczekać #warszawa #nadjeżdżam #lovehim #mojamiłość #kochamgo #jedziemydostolicy #musicalpiloci #jedziemynapilotów #kiedyśtrzebasięrozerwać #synekzdziadkiem #rodziceszaleją "

Przed 15:00 byliśmy już w Warszawie. Weszliśmy do budynku teatru, w szatni zdjęłam kurtkę i zostaliśmy zaproszeni do jednej z sal. Tam zajęliśmy swoje miejsca... Nagle wszystkie światła zgasły i zaczął się prawdziwy musical.Cóż to był za występ... Było cudownie.. Warto było jechać tutaj około 6 godzin i spędzić 3 godziny, a na koniec pozwoliłam sobie na zdjęcie z aktorami, odgrywającymi główną rolę. Kamil również zrobił sobie z nimi zdjęcie.... Jednak było już po 18:00 i musieliśmy wracać do domu, a to prawie kolejne 6 godzin, chodź w drugą stronę jechaliśmy szybciej... Więc po 23:00 byliśmy w Zębie po Piotrusia i przyjechaliśmy do naszego mieszkania... Jednak nie miałam dużo czasu, aby nacieszyć się Kamilem, bo w środę wieczorem miał już samolot do Finlandii, bo tam w sobotę i niedzielę miały odbyć się kolejne 2 konkursy indywidualne w Kussamo.


------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                         kiki2000

Komentarze