15 i 16 grudnia miały odbyć się 2 konkursy w Engelbergu, zaś dzień wcześniej kwalifikacje..... Kwalifikacje wygrał Stefan Kraft, Maciek Kot znów był najwyżej z Polaków, bo na drugim miejscu, a za nim uplasował się Kamil.
Podczas pierwszego konkursu indywidualnego - w sobotę 15 grudnia, Maciek Kot był drugi, Kamil zaś trzeci. Wygrał Anders Fannemel.
A tak uplasowali się pozostali Polscy zawodnicy:
6. Piotr Żyła
10. Dawid Kubacki
15. Stefan Hula
22. Krzysiu Miętus.
29. Jakub Wolny
30. Aleksander Zniszczoł.
W niedzielę 16 grudnia odbył się kolejny konkurs indywidualny.
Podczas niego Polacy znów zaprezentowali się bardzo dobrze, a nawet świetnie. Wygrał Maciek Kot, drugi Kamil, a trzeci Stefan Kraft. Pozostali Polacy również pokazali się z bardzo dobrej strony:
8. Piotr Żyła
12. Stefan Hula
15. Krzysztof Miętus
18. Aleksander Zniszczoł
20. Dawid Kubacki
30. Jakub Wolny.
Kolejny tydzień chłopcy mieli wolny od zawodów, bo zbliżały się święta i taka była decyzja FIS'u.
Mnie to ucieszyło, bo miałam w końcu całego Kamila tylko dla siebie w weekend podczas Pucharu Świata...
Kamil wrócił do domu 17 grudnia, jednak rozpoczął ten dzień od treningu na siłowni.
Ja musiałam już biegać po sklepach, aby robić zakupy na święta. Przecież obchodziliśmy jeszcze jedną, ważną uroczystość. Roczek naszego Piotrusia. Chcieliśmy zaprosić na te urodziny moją mamę i rodzeństwo, a także rodziców Kamila i jego siostrę Natalię, bo Anna jeszcze nie wróciła z podróży do Anglii za swoim ukochanym z Afryki... Do tego Stefan z Marceliną wraz z Milą i Zosią.
Jednak 18 grudnia spotkała nas dość miła niespodzianka. Odwiedził nas Stefan z Marceliną i córkami. Przyszli, aby nas zaprosić 26 grudnia do Szczyrku na chrzest święty małej Zosi, a także chcieli poprosić nas oboje, abyśmy zostali jej rodzicami chrzestnymi. Zgodziliśmy się nawet bez przemyśleń oraz zapewniliśmy ich, że na pewno będziemy. Usiedliśmy więc wszyscy w salonie, a ja zrobiłam nam herbatę.
- I co? Jak przygotowywania do świąt? - zapytała Marcelina
- Teraz to jest Piotruś i nie ukrywam, że jest ciężko, bo chcąc iść na jakieś zakupy, albo muszę wykombinować z kim go zostawię, albo muszę wziąć go ze sobą, bo Kamil jest na treningu, a potem jest zmęczony, więc nie chcę go też przeciążać opieką nad Piotrusiem, bo teraz jest jeszcze gorzej niż wcześniej.... Zrobił się taki ruchliwy, że.... Tylko by chodził i chodził .
- I w kółko powtarza naprzemiennie "Mama" i "Tata" - wtrącił się Kamil.
- Czyli co? Rozgadał się już? - spytał Stefan
- I to jak! - odpowiedziałam. - Gada jak najęty.
- Mówiłam, że tak będzie. - powiedziała Marcelina
- A ja ci nie wierzyłam - uśmiechnęłam się
- Właśnie - odpowiedziała Marcelina
Rodzina Hulów spędziła z nami jeszcze prawie 2 godziny, jednak musieli jechać dalej, prosić rodzinę i znajomych na chrzest święty ich córeczki Zosi.
Przed świętami zajęliśmy się organizacją przyjęcia urodzinowego dla Piotrusia. Chcieliśmy spędzić ten czas w gronie najbliższych. Myśleliśmy długo o prezencie i Kamil wpadł na pomysł, aby kupić mu taki samochodzik, na który sam będzie siadać i jeździć po podłodze. Był to świetny pomysł. Bardzo mi się spodobał, więc pojechaliśmy we trójkę do sklepu i chcieliśmy, aby Piotruś sam sobie wybrał prezent. Jednak jak zobaczył te półki w sklepie przepełnione różnymi zabawkami, to chciał je wszystkie złapać i zabrać do domu. Po chwili naradzenia się i dotknięcia wszystkich zabawek wybrał ten niebieski samochód z ogromnym logo Mercedesa na przodzie. Kupiliśmy mu ten samochód i wróciliśmy do naszego mieszkania. Teraz musiałam zająć się organizacją świąt. Kamil pojechał kupić żywą choinkę, a ja stałam w kuchni i przygotowywałam już jedzenie na święta Bożego Narodzenia.
Powoli odczuwaliśmy ten świąteczny nastrój. Ja, zawiesiłam na barierce naszego balkonu lampki, Kamil wniósł choinkę, ubraliśmy ją. Ja już przygotowałam wszystkie potrawy na wigilijny stół.
Nadeszła Wigilia. Wszystko miałam już przygotowane, więc nie stałam od samego ranka przy "garach". Piotruś pierwszy raz w życiu widział choinkę i był wprost oczarowany..... Usiadł sobie pod nią i patrzył się w górę z pełnym zaciekawieniem.... Jedak nie na długo, bo po chwili, gdy ja z Kamilem akurat nie patrzyliśmy na niego, pociągnął za lampki, przez co zerwał je z choinki i przestały świecić... Nagle wykrzyknął głośne "Ojej". Ja i Kamil odwróciliśmy się momentalnie w jego stronę, a on dalej siedział sobie pod choinką ze wszystkimi lampkami w ręce....
Podbiegłam do niego i zabrałam mu lampki...
- Oj.... Coś czuję, że te święta będą dość wyjątkowe...
- W wypadki chyba - dopowiedział Kamil.
- Racja.
Późnym popołudnie zaczęłam przygotowywać stół do wieczerzy wigilijnej. Nakryłam stół białym obrusem, pod nim trochę sianka. Do tego 2 talerzyki i jeden specjalny dla Piotrusia. Przygotowałam rybę, grzybki, barszcz z uszkami i wiele innych potraw.
Piotrusia ubrałam w białą koszulę i czarne spodnie. Kamil również ubrał się w elegancką koszulę i spodnie od garnituru.
Ja zaś się ubrałam:
- No wow kochanie! - powiedział Kamil, gdy tylko wyszłam z łazienki.
Na początku podzieliliśmy się opłatkiem, złożyliśmy sobie życzenia i przystąpiliśmy do jedzenia kolacji wigilijnej. Piotruś wyciągał ręce do każdej z potraw, aby jej spróbować, jednak nie chciałam mu dawać wszystkie do spróbowania, ponieważ w jego wieku to jeszcze nie może jeść wszystkich "dorosłych" potraw.
Gdy zjedliśmy kolację, posprzątałam ze stołu i włączyliśmy sobie telewizor. Posadziłam Piotrusia pomiędzy nas i słuchaliśmy koncertu kolęd.Piotruś patrzył się na mnie przez cały czas, bo śpiewałam sobie kolędy "pod nosem".
Zegar wybił 23:00 i Piotruś zaczął ziewać. Musiałam położyć go spać do łóżeczka. Po chwili znów wróciłam do salonu do Kamila.Jednak zrobiłam się śpiąca, wzięłam więc prysznic i położyłam się spać.
Następnego dnia wstałam dopiero po 8:00. Nie musiałam wstawać wcześnie, bo tort miałam już upieczony na dzisiejsze urodziny.
Poszłam nakarmić Piotrusia i przebrać go w elegancką koszulę.
Kamil również ubrał się w niebieską, elegancką koszulę i do tego spodnie od garnituru. Ja również założyłam sukienkę.
Pojechaliśmy we trójkę do kościoła na godzinę 10:00. Ludzie tak dziwnie się na nas patrzyli, jakby widzieli nas po raz pierwszy w swoim życiu. Przecierali aż oczy ze zdumienia... Cóż... Próbowałam nie zwracać na nich uwagi. Wyszliśmy po 11:00 z kościoła. Wróciliśmy do mieszkania. Zjedliśmy obiad i zaczęłam przygotowania do urodzin Piotrusia. Wyjęliśmy już z szafy samochód, który kupiliśmy naszemu synkowi i położyliśmy go w salonie obok choinki.
Przykryłam stół białym obrusem, przygotowałam talerzyki, na środku położyłam tort, obok jakieś sałatki i inne potrawy, które przygotowałam na święta.
Piotruś bawił się już na podłodze swoim nowym samochodem.
Impreza urodzinowa miała rozpocząć się o 12:00, jednak już przed 12:00 zjawili się u nas Stefan Hula z Marceliną, Milą i Zosią.... Mała Zosia była pilnowana przez Marcelinę, zaś Mila bawiła się z naszym Piotrusiem na dywaniku w salonie..... O równej 12:00 zjawili się rodzice Kamila - Krystyna i Bronisław wraz z Natalią... Bronisławowi łezka w oku się zakręciła, bo pamiętał, jak w tamtym roku dowiedział się, że ma swoje drugie już wnuka..... Krystyna czuła się już lepiej... Chodziła na rehabilitację i spotkania z logopedą... Mówi coraz więcej słów, jednak dalej powoli, spokojnie.... Kilka minut po 12:00 zjawiła się moja rodzina. Moja mama, Kornelia, Michał, Piotrek i mała Julcia, która dołączyła się do bawiących Mili i Piotrusia.
Piotruś od każdego dostał jakieś zabawki. Bawił się świetnie z dziewczynkami. My świetnie bawiliśmy się przy stole. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, opowiadaliśmy sobie żarty.
- Jaki już przystojny chłopak wyrósł - powiedział pan Bronisław
- Po tatusiu - odpowiedziałam, spoglądając na Kamila.
- To widać - odezwał się Stefan
- A po mamusi? - zapytała Marcelina
- Po mamusi to takie piękne, niebieskie oczy - odpowiedział Kamil.
- Tak, zdecydowanie to Kasi oczy - potwierdził pan Bronisław
Stefan z Marceliną pojechali do domu już przed 18:00, bo następnego dnia mieli chrzest święty swojej córeczki Zosi.
Moja rodzina również pojechała kilka minut po nich, a pani Krystyna wróciła z Natalią do domu. Zostaliśmy już tylko we czwórkę - bo nasza trójka i pan Bronisław.
- Pomogę wam w sprzątaniu - powiedział
- Nie, nie trzeba - odpowiedziałam - Po co ma pan się przemęczać.
- A wy jutro jedziecie do Szczyrku na chrzest małej Zosi? - zapytał
- Tak - odpowiedział mu Kamil - Jesteśmy nawet jej rodzicami chrzestnymi
- Oboje? - zdziwił się Bronisław
- Tak, oboje -odpowiedział Kamil
Bronisław zaczął rozglądać się po salonie, po czym bacznie przyglądał się w jeden punkt. Była to choinka.
- A co ta wasza choinka jakoś tak bez lampek, jakiś świecidełek? - zapytał po chwili namysłu
- Wiesz tato - zaczął Kamil - Piotruś lubi się pod nią bawić i już je zerwał..
- Jak to?
- Siedział sobie grzecznie pod choinką i je pociągnął. Zerwał je wszystkie z choinki. Trzymał je w rączce i wykrzyknął głośno "Ojej" - opowiedział Kamil Bronisławowi całą historię.
- No to rośnie wam mały urwis - uśmiechnął się Bronisław
Gdy posprzątałam wszystko ze stołu, poprosiliśmy Bronisława, aby zrobił nam rodzinne zdjęcie na tle choinki. Wzięliśmy małego na ręce, stanęliśmy obok siebie, pan Bronisław zrobił nam kilka zdjęć.
- Dziękuję - odpowiedziałam
Piotruś zrobił się śpiący, więc położyłam go do łóżeczka. Po chwili Bronisław pojechał do domu, a Kamil pomógł mi w sprzątaniu. Zrobił się wieczór, więc udałam się do łazienki, aby zrobić sobie relaksującą kąpiel, a gdy tylko wróciłam, to musiałam naszykować ubrania, w których mieliśmy pojechać do Szczyrku na chrzest Zosi.
Następnego dnia musieliśmy wstać dość wcześnie, bo chodź chrzest o 11:00, to jednak do Szczyrku jedziemy co najmniej 2 godziny, a był okres świąt, więc korki były nieuniknione.
Ubrałam Piotrusia w białą koszulę, Kamil również się "wystroił" - biała koszula, czarny garnitur, czarny krawat. Prawdziwy z niego elegant.
Ja zaś założyłam sukienkę:
Wyjechaliśmy z Zakopanego już o 8:00. Pojechaliśmy najpierw pod dom Hulów. Mała Zosia była jeszcze śpiąca.
- Nie chciała dzisiaj w ogóle wstać - powiedziała Marcelina - A codziennie już od 8:00 krzyczy, gaworzy sama do siebie, kręci się na łóżeczku - powiedziała
- To dzisiaj zrobiła sobie wyjątek - powiedział Kamil
- Racja - odpowiedział Stefan
- Wow Kasia! Jaka ładna sukienka! - powiedziała do mnie Marcelina
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
- A będziecie jutro w Zakopanem? - spytał Kamil Marcelinę.
- Nie wiem, a co?
- A to co? Stefan nie mówił? - zdziwił się Kamil
- Ale niby co miał mi powiedzieć? - niecierpliwiła się Marcelina
- Jutro przecież mistrzostwa Polski zimowe w Zakopanem - odpowiedział Kamil
- To już jutro! - zdziwiłam się - Myślałam, że 28 grudnia, a nie 27.
- Cóż... Jednak 27.
- Oj, nie dadzą wam odpocząć - odpowiedziałam.
- Mieliśmy zeszły weekend wolny, a nie teraz od razu po świętach zrobić wam mistrzostwa polski. Założę się, że w innym krajach na pewno były w ten weekend - odpowiedziałam.
- Oj, nie złość się. Przecież i tak wiem, że będziecie mi kibicować - uśmiechnął się Kamil
- Tobie? Zawsze i wszędzie - odpowiedziałam.
Po chwili musieliśmy jednak wyjść z domu Hulów i udać się do kościoła na chrzest Zosi. Mała spała przez całą mszę, przez co było dość spokojnie. Do pewnego momentu. Przecież jak na każdym chrzcie ksiądz podchodzi do dziecka i chrzci go wodą , wykonuje znak krzyża itd. W tym właśnie momencie Zosia się obudziła. Zaczęła strasznie krzyczeć i płakać. Ksiądz chcąc jakoś "załagodzić" sytuację powiedział do mikrofonu. "Chyba zostanie śpiewaczką z takim głosem"
Po chrzcie wyszliśmy z kościoła i pojechaliśmy do domu Hulów. Przyjęcie było już gotowe w jadalni. Usiedliśmy przy stole... Było nas tylko nasza trójka, Stefan, Marcelina z dziećmi, rodzice Stefana i rodzice Marceliny. Łącznie 11 osób.
Zapytałam Kamila "na ucho":
- Stefan nie ma rodzeństwa?
- Nie ma. Jest jedynakiem - odpowiedział
- Tak samo jak Marcelina.
Piotruś bawił się z Milą, a mała Zosia spała słodko w łóżeczku.
Atmosfera przyjęcia była fajna. Wszyscy rozmawialiśmy, poznałam rodziców Stefana, bo widziałam ich tylko raz w życiu na ślubie Marceliny i nawet z nimi nie rozmawiałam.... Byli to bardzo spokojni ludzie. Chodź tata Stefana ma bardzo specyficzne poczucie humoru i chodź widział nas raczej po raz pierwszy, to nie bał się do nas podejść, z nami porozmawiać, pośmiać się. To taki zwykły, normalny facet. Widać, że to góral, tylko że ze Szczyrku :).
Późnym popołudniem Piotruś zrobił się bardzo śpiący i musieliśmy wracać do Zakopanego.
Około 21:00 byliśmy już w naszym mieszkaniu.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Podczas pierwszego konkursu indywidualnego - w sobotę 15 grudnia, Maciek Kot był drugi, Kamil zaś trzeci. Wygrał Anders Fannemel.
A tak uplasowali się pozostali Polscy zawodnicy:
6. Piotr Żyła
10. Dawid Kubacki
15. Stefan Hula
22. Krzysiu Miętus.
29. Jakub Wolny
30. Aleksander Zniszczoł.
W niedzielę 16 grudnia odbył się kolejny konkurs indywidualny.
Podczas niego Polacy znów zaprezentowali się bardzo dobrze, a nawet świetnie. Wygrał Maciek Kot, drugi Kamil, a trzeci Stefan Kraft. Pozostali Polacy również pokazali się z bardzo dobrej strony:
8. Piotr Żyła
12. Stefan Hula
15. Krzysztof Miętus
18. Aleksander Zniszczoł
20. Dawid Kubacki
30. Jakub Wolny.
Kolejny tydzień chłopcy mieli wolny od zawodów, bo zbliżały się święta i taka była decyzja FIS'u.
Mnie to ucieszyło, bo miałam w końcu całego Kamila tylko dla siebie w weekend podczas Pucharu Świata...
Kamil wrócił do domu 17 grudnia, jednak rozpoczął ten dzień od treningu na siłowni.
Ja musiałam już biegać po sklepach, aby robić zakupy na święta. Przecież obchodziliśmy jeszcze jedną, ważną uroczystość. Roczek naszego Piotrusia. Chcieliśmy zaprosić na te urodziny moją mamę i rodzeństwo, a także rodziców Kamila i jego siostrę Natalię, bo Anna jeszcze nie wróciła z podróży do Anglii za swoim ukochanym z Afryki... Do tego Stefan z Marceliną wraz z Milą i Zosią.
Jednak 18 grudnia spotkała nas dość miła niespodzianka. Odwiedził nas Stefan z Marceliną i córkami. Przyszli, aby nas zaprosić 26 grudnia do Szczyrku na chrzest święty małej Zosi, a także chcieli poprosić nas oboje, abyśmy zostali jej rodzicami chrzestnymi. Zgodziliśmy się nawet bez przemyśleń oraz zapewniliśmy ich, że na pewno będziemy. Usiedliśmy więc wszyscy w salonie, a ja zrobiłam nam herbatę.
- I co? Jak przygotowywania do świąt? - zapytała Marcelina
- Teraz to jest Piotruś i nie ukrywam, że jest ciężko, bo chcąc iść na jakieś zakupy, albo muszę wykombinować z kim go zostawię, albo muszę wziąć go ze sobą, bo Kamil jest na treningu, a potem jest zmęczony, więc nie chcę go też przeciążać opieką nad Piotrusiem, bo teraz jest jeszcze gorzej niż wcześniej.... Zrobił się taki ruchliwy, że.... Tylko by chodził i chodził .
- I w kółko powtarza naprzemiennie "Mama" i "Tata" - wtrącił się Kamil.
- Czyli co? Rozgadał się już? - spytał Stefan
- I to jak! - odpowiedziałam. - Gada jak najęty.
- Mówiłam, że tak będzie. - powiedziała Marcelina
- A ja ci nie wierzyłam - uśmiechnęłam się
- Właśnie - odpowiedziała Marcelina
Rodzina Hulów spędziła z nami jeszcze prawie 2 godziny, jednak musieli jechać dalej, prosić rodzinę i znajomych na chrzest święty ich córeczki Zosi.
Przed świętami zajęliśmy się organizacją przyjęcia urodzinowego dla Piotrusia. Chcieliśmy spędzić ten czas w gronie najbliższych. Myśleliśmy długo o prezencie i Kamil wpadł na pomysł, aby kupić mu taki samochodzik, na który sam będzie siadać i jeździć po podłodze. Był to świetny pomysł. Bardzo mi się spodobał, więc pojechaliśmy we trójkę do sklepu i chcieliśmy, aby Piotruś sam sobie wybrał prezent. Jednak jak zobaczył te półki w sklepie przepełnione różnymi zabawkami, to chciał je wszystkie złapać i zabrać do domu. Po chwili naradzenia się i dotknięcia wszystkich zabawek wybrał ten niebieski samochód z ogromnym logo Mercedesa na przodzie. Kupiliśmy mu ten samochód i wróciliśmy do naszego mieszkania. Teraz musiałam zająć się organizacją świąt. Kamil pojechał kupić żywą choinkę, a ja stałam w kuchni i przygotowywałam już jedzenie na święta Bożego Narodzenia.
Powoli odczuwaliśmy ten świąteczny nastrój. Ja, zawiesiłam na barierce naszego balkonu lampki, Kamil wniósł choinkę, ubraliśmy ją. Ja już przygotowałam wszystkie potrawy na wigilijny stół.
Nadeszła Wigilia. Wszystko miałam już przygotowane, więc nie stałam od samego ranka przy "garach". Piotruś pierwszy raz w życiu widział choinkę i był wprost oczarowany..... Usiadł sobie pod nią i patrzył się w górę z pełnym zaciekawieniem.... Jedak nie na długo, bo po chwili, gdy ja z Kamilem akurat nie patrzyliśmy na niego, pociągnął za lampki, przez co zerwał je z choinki i przestały świecić... Nagle wykrzyknął głośne "Ojej". Ja i Kamil odwróciliśmy się momentalnie w jego stronę, a on dalej siedział sobie pod choinką ze wszystkimi lampkami w ręce....
Podbiegłam do niego i zabrałam mu lampki...
- Oj.... Coś czuję, że te święta będą dość wyjątkowe...
- W wypadki chyba - dopowiedział Kamil.
- Racja.
Późnym popołudnie zaczęłam przygotowywać stół do wieczerzy wigilijnej. Nakryłam stół białym obrusem, pod nim trochę sianka. Do tego 2 talerzyki i jeden specjalny dla Piotrusia. Przygotowałam rybę, grzybki, barszcz z uszkami i wiele innych potraw.
Piotrusia ubrałam w białą koszulę i czarne spodnie. Kamil również ubrał się w elegancką koszulę i spodnie od garnituru.
Ja zaś się ubrałam:
- No wow kochanie! - powiedział Kamil, gdy tylko wyszłam z łazienki.
Na początku podzieliliśmy się opłatkiem, złożyliśmy sobie życzenia i przystąpiliśmy do jedzenia kolacji wigilijnej. Piotruś wyciągał ręce do każdej z potraw, aby jej spróbować, jednak nie chciałam mu dawać wszystkie do spróbowania, ponieważ w jego wieku to jeszcze nie może jeść wszystkich "dorosłych" potraw.
Gdy zjedliśmy kolację, posprzątałam ze stołu i włączyliśmy sobie telewizor. Posadziłam Piotrusia pomiędzy nas i słuchaliśmy koncertu kolęd.Piotruś patrzył się na mnie przez cały czas, bo śpiewałam sobie kolędy "pod nosem".
Zegar wybił 23:00 i Piotruś zaczął ziewać. Musiałam położyć go spać do łóżeczka. Po chwili znów wróciłam do salonu do Kamila.Jednak zrobiłam się śpiąca, wzięłam więc prysznic i położyłam się spać.
Następnego dnia wstałam dopiero po 8:00. Nie musiałam wstawać wcześnie, bo tort miałam już upieczony na dzisiejsze urodziny.
Poszłam nakarmić Piotrusia i przebrać go w elegancką koszulę.
Kamil również ubrał się w niebieską, elegancką koszulę i do tego spodnie od garnituru. Ja również założyłam sukienkę.
Pojechaliśmy we trójkę do kościoła na godzinę 10:00. Ludzie tak dziwnie się na nas patrzyli, jakby widzieli nas po raz pierwszy w swoim życiu. Przecierali aż oczy ze zdumienia... Cóż... Próbowałam nie zwracać na nich uwagi. Wyszliśmy po 11:00 z kościoła. Wróciliśmy do mieszkania. Zjedliśmy obiad i zaczęłam przygotowania do urodzin Piotrusia. Wyjęliśmy już z szafy samochód, który kupiliśmy naszemu synkowi i położyliśmy go w salonie obok choinki.
Przykryłam stół białym obrusem, przygotowałam talerzyki, na środku położyłam tort, obok jakieś sałatki i inne potrawy, które przygotowałam na święta.
Piotruś bawił się już na podłodze swoim nowym samochodem.
Impreza urodzinowa miała rozpocząć się o 12:00, jednak już przed 12:00 zjawili się u nas Stefan Hula z Marceliną, Milą i Zosią.... Mała Zosia była pilnowana przez Marcelinę, zaś Mila bawiła się z naszym Piotrusiem na dywaniku w salonie..... O równej 12:00 zjawili się rodzice Kamila - Krystyna i Bronisław wraz z Natalią... Bronisławowi łezka w oku się zakręciła, bo pamiętał, jak w tamtym roku dowiedział się, że ma swoje drugie już wnuka..... Krystyna czuła się już lepiej... Chodziła na rehabilitację i spotkania z logopedą... Mówi coraz więcej słów, jednak dalej powoli, spokojnie.... Kilka minut po 12:00 zjawiła się moja rodzina. Moja mama, Kornelia, Michał, Piotrek i mała Julcia, która dołączyła się do bawiących Mili i Piotrusia.
Piotruś od każdego dostał jakieś zabawki. Bawił się świetnie z dziewczynkami. My świetnie bawiliśmy się przy stole. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, opowiadaliśmy sobie żarty.
- Jaki już przystojny chłopak wyrósł - powiedział pan Bronisław
- Po tatusiu - odpowiedziałam, spoglądając na Kamila.
- To widać - odezwał się Stefan
- A po mamusi? - zapytała Marcelina
- Po mamusi to takie piękne, niebieskie oczy - odpowiedział Kamil.
- Tak, zdecydowanie to Kasi oczy - potwierdził pan Bronisław
Stefan z Marceliną pojechali do domu już przed 18:00, bo następnego dnia mieli chrzest święty swojej córeczki Zosi.
Moja rodzina również pojechała kilka minut po nich, a pani Krystyna wróciła z Natalią do domu. Zostaliśmy już tylko we czwórkę - bo nasza trójka i pan Bronisław.
- Pomogę wam w sprzątaniu - powiedział
- Nie, nie trzeba - odpowiedziałam - Po co ma pan się przemęczać.
- A wy jutro jedziecie do Szczyrku na chrzest małej Zosi? - zapytał
- Tak - odpowiedział mu Kamil - Jesteśmy nawet jej rodzicami chrzestnymi
- Oboje? - zdziwił się Bronisław
- Tak, oboje -odpowiedział Kamil
Bronisław zaczął rozglądać się po salonie, po czym bacznie przyglądał się w jeden punkt. Była to choinka.
- A co ta wasza choinka jakoś tak bez lampek, jakiś świecidełek? - zapytał po chwili namysłu
- Wiesz tato - zaczął Kamil - Piotruś lubi się pod nią bawić i już je zerwał..
- Jak to?
- Siedział sobie grzecznie pod choinką i je pociągnął. Zerwał je wszystkie z choinki. Trzymał je w rączce i wykrzyknął głośno "Ojej" - opowiedział Kamil Bronisławowi całą historię.
- No to rośnie wam mały urwis - uśmiechnął się Bronisław
Gdy posprzątałam wszystko ze stołu, poprosiliśmy Bronisława, aby zrobił nam rodzinne zdjęcie na tle choinki. Wzięliśmy małego na ręce, stanęliśmy obok siebie, pan Bronisław zrobił nam kilka zdjęć.
- Dziękuję - odpowiedziałam
Piotruś zrobił się śpiący, więc położyłam go do łóżeczka. Po chwili Bronisław pojechał do domu, a Kamil pomógł mi w sprzątaniu. Zrobił się wieczór, więc udałam się do łazienki, aby zrobić sobie relaksującą kąpiel, a gdy tylko wróciłam, to musiałam naszykować ubrania, w których mieliśmy pojechać do Szczyrku na chrzest Zosi.
Następnego dnia musieliśmy wstać dość wcześnie, bo chodź chrzest o 11:00, to jednak do Szczyrku jedziemy co najmniej 2 godziny, a był okres świąt, więc korki były nieuniknione.
Ubrałam Piotrusia w białą koszulę, Kamil również się "wystroił" - biała koszula, czarny garnitur, czarny krawat. Prawdziwy z niego elegant.
Ja zaś założyłam sukienkę:
Wyjechaliśmy z Zakopanego już o 8:00. Pojechaliśmy najpierw pod dom Hulów. Mała Zosia była jeszcze śpiąca.
- Nie chciała dzisiaj w ogóle wstać - powiedziała Marcelina - A codziennie już od 8:00 krzyczy, gaworzy sama do siebie, kręci się na łóżeczku - powiedziała
- To dzisiaj zrobiła sobie wyjątek - powiedział Kamil
- Racja - odpowiedział Stefan
- Wow Kasia! Jaka ładna sukienka! - powiedziała do mnie Marcelina
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
- A będziecie jutro w Zakopanem? - spytał Kamil Marcelinę.
- Nie wiem, a co?
- A to co? Stefan nie mówił? - zdziwił się Kamil
- Ale niby co miał mi powiedzieć? - niecierpliwiła się Marcelina
- Jutro przecież mistrzostwa Polski zimowe w Zakopanem - odpowiedział Kamil
- To już jutro! - zdziwiłam się - Myślałam, że 28 grudnia, a nie 27.
- Cóż... Jednak 27.
- Oj, nie dadzą wam odpocząć - odpowiedziałam.
- Mieliśmy zeszły weekend wolny, a nie teraz od razu po świętach zrobić wam mistrzostwa polski. Założę się, że w innym krajach na pewno były w ten weekend - odpowiedziałam.
- Oj, nie złość się. Przecież i tak wiem, że będziecie mi kibicować - uśmiechnął się Kamil
- Tobie? Zawsze i wszędzie - odpowiedziałam.
Po chwili musieliśmy jednak wyjść z domu Hulów i udać się do kościoła na chrzest Zosi. Mała spała przez całą mszę, przez co było dość spokojnie. Do pewnego momentu. Przecież jak na każdym chrzcie ksiądz podchodzi do dziecka i chrzci go wodą , wykonuje znak krzyża itd. W tym właśnie momencie Zosia się obudziła. Zaczęła strasznie krzyczeć i płakać. Ksiądz chcąc jakoś "załagodzić" sytuację powiedział do mikrofonu. "Chyba zostanie śpiewaczką z takim głosem"
Po chrzcie wyszliśmy z kościoła i pojechaliśmy do domu Hulów. Przyjęcie było już gotowe w jadalni. Usiedliśmy przy stole... Było nas tylko nasza trójka, Stefan, Marcelina z dziećmi, rodzice Stefana i rodzice Marceliny. Łącznie 11 osób.
Zapytałam Kamila "na ucho":
- Stefan nie ma rodzeństwa?
- Nie ma. Jest jedynakiem - odpowiedział
- Tak samo jak Marcelina.
Piotruś bawił się z Milą, a mała Zosia spała słodko w łóżeczku.
Atmosfera przyjęcia była fajna. Wszyscy rozmawialiśmy, poznałam rodziców Stefana, bo widziałam ich tylko raz w życiu na ślubie Marceliny i nawet z nimi nie rozmawiałam.... Byli to bardzo spokojni ludzie. Chodź tata Stefana ma bardzo specyficzne poczucie humoru i chodź widział nas raczej po raz pierwszy, to nie bał się do nas podejść, z nami porozmawiać, pośmiać się. To taki zwykły, normalny facet. Widać, że to góral, tylko że ze Szczyrku :).
Późnym popołudniem Piotruś zrobił się bardzo śpiący i musieliśmy wracać do Zakopanego.
Około 21:00 byliśmy już w naszym mieszkaniu.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000




Świetne next
OdpowiedzUsuń