Numer 155 - Wyjazd do Prus.

Tego dnia trochę sobie przysnęłam, bo wstałam o równej 7:00. Piotruś już nie spał. Przebrałam go zatem z piżamy.
To samo zrobiłam z Wiktorią. Następnie zeszłam z dzieciakami na dół. Zrobiłam im śniadanie, które zjedliśmy wspólnie. Potem Piotruś pomógł mi pozmywać po śniadaniu.
Gdy dzieciaki się bawiły, ja postanowiłam zabrać się za sprzątanie. Pozamiatałam wszędzie podłogi, a także umyłam okna na parterze.
Po sprzątaniu postanowiłam się przebrać z legginsów i sweterka.
O 11:00 postanowiłam wyjechać z dzieciakami i pojechać do Prus. Gdy byliśmy w drodze, Piotruś się mnie spytał, gdzie jedziemy.
- Do babci Ani -  odpowiedziałam
- A szkoda...
- A co?
- Myślałem, że dziadka Krzysztofa.
W tym momencie gwałtownie zahamowałam. Odwróciłam się , patrząc na Piotrusia, który siedział w foteliku z tyłu.
- A skąd wiesz, jak ma na imię dziadek?
- Powiedział mi.
- Kiedy?
- Był u mnie w nocy.
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Przecież takie zjawisko nie jest normalne. Nie chciałam zatem jechać najpierw do mamy, a potem na cmentarz. Postanowiłam załatwić sprawę cmentarza na samym początku.
Trafiliśmy chyba w złym momencie, bo akurat miał miejsce wtedy pogrzeb, ale najwyraźniej było już po, bo ludzie wychodzili z cmentarza. Kupiłam jeszcze u pewnej kobiety, która stoi przy cmentarzu dwa znicze i przekroczyłam z dzieciakami bramę wejściową.
Nagle spotkałam księdza. Proboszcza mojej rodzinnej parafii.
- Niech będzie Pochwalony! - powiedziałam
- Na Wieki Wieków Amen. - odpowiedział mi kapłan - A co ty Kasiu tutaj robisz i to z dzieciakami. To jest Piotruś - wskazał na mojego syna, który stał blisko mnie - A to Wiktoria?
- Tak, proszę księdza.
- A co cię tutaj sprowadza?
- Mam taką nietypową sprawę.
- O co chodzi?
Nie wiedziałam, czy mam od razu tak opowiedzieć księdzu. Nie chciałam również mówić o tym przy dzieciach.
Wyjęłam z kieszeni kilka drobnych i dałam Piotrkowi, aby kupił jeszcze jednego małego znicza.
- Piotruś opowiada mi, że mój tata, czyli jego dziadek chodzi po naszym domu, przedstawił mu się, jak ma imię, stoi czasami pod drzwiami łazienki.... Ja wiem, że to nienormalne, ale Piotruś nie ma prawa znać mojego taty. Miał niespełna 2 miesiące, jak zmarł mój tata.
- To poważna sprawa... Jeśli chciałabyś o tym porozmawiać, to zapraszam do mnie na plebanię.
- Dobrze dziękuję.
- Nie ma za co.
- Szczęść Boże.
- Szczęść Boże.

Udaliśmy się na grób mojego taty i mojej babci. Zapaliliśmy znicze, pomodliłam się. Rozłożyłam rozkładaną ławeczkę na które posadziłam Wiktorię.
- Piotrusiu.. To nie jest możliwe, aby dziadek Krzysztof do nas przychodził.
- Ale dlaczego??
- Bo dziadek Krzysztof nie żyje i nie może do nas przychodzić. Dziadek Krzysztof leży tutaj  - wskazałam na grób. - Jest napisane  kochanie. - dotknęłam wyrytego napisu -  "Krzysztof Witkowski. Żył 43 lata. Zmarł 05.03.2018". Dziadek zmarł 4 lata temu. On jest tutaj pochowany. On nie może chodzić po naszym domu.
- Ale on chodzi.
Piotruś dotknął nagrobka.
- Ale tutaj nie ma dziadka. - powiedział
- No to gdzie jest twoim zdaniem?
- Tam - wskazał w jakąś oddal, nieopodal drzew.
Przyjrzałam się. Tam była jakaś postać, ale szybko zniknęła za drzewami.
- Coś ci się wydaje - powiedziałam do naszego syna.
- Mamo, ale tam jest dziadek!
Spojrzałam się ponownie w to samo miejsce. Jednak nikogo tam nie było.
Na różne sposoby postanowiłam przetłumaczyć Piotrusiowi, że dziadek nie żyje i leży pochowany w grobie, nad którym stoimy.
Piotruś był bardzo uparty i na żadne sposoby nie dało mu się przetłumaczyć, że dziadek Krzysztof nie żyje.
Po prawie 30 minutach opuściłam cmentarz.
Gdy byliśmy w samochodzie, zadzwoniłam do mamy, z pytaniem, czy jest w domu. Odpowiedziała mi, że nie, ale wróci za jakieś pół godziny. Zależało mi na spotkaniu z mamą, jednak to było trochę czasu, a ja nie wiedziałam, gdzie mam się podziać w dzieciakami. Przypomniałam sobie o propozycji księdza proboszcza. Postanowiłam zatem pojechać na plebanię.
Ksiądz akurat chodził po ogródku i przyglądał się stadu swoich owiec.
- Szczęść Boże ponownie - powiedziałam
- Szczęść Boże. Zapraszam do siebie.
Zostałam zaproszona wraz z dzieciakami na plebanię. Piotruś nie mógł usiedzieć na miejscu i podziwiał to wszystko, co ksiądz miał na półkach. Wiktoria zaś siedziała grzecznie na tapczanie.
- Herbaty?
- Poproszę.
Ksiądz poszedł wstawić wodę i wrócił do mnie.
- Jak tam wam się wiedzie w tym Zakopanem? Dużo słyszałem. Mówią o was a to w telewizji, czytam w internecie...
- Dobrze.
- Ostatnio widziałem cię z Kamilem w święta Wielkanocne, ale to był kwiecień. A teraz widzę, że dzieciaki podrosły.
- No tak. Najbardziej to się widzi po dzieciach, jak czas szybko płynie.
- A gdzie masz Kasiu Kamila?
- Na zgrupowaniu. Wyjechał w poniedziałek na dwa tygodnie.
- Czyli co, jesteś sama?
- Nie, z dzieciakami  - uśmiechnęłam się - Codziennie gdzieś jeżdżę, więc nie mam nawet czasu, aby sobie w domu poleniuchować. A to jeżdżę do naszego klubu, a to do naszego sklepu, ostatnio do drukarni, bo już końcem grudnia będzie można kupić kalendarz z wizerunkiem podopiecznych naszego klubu. W połowie października odbędzie się Puchar Tatr, czyli taki stworzony przez  nas turniej dla młodych skoczków, do tego jeżdżę na spotkania Polskiego Związku Narciarskiego,  od października wracam na studia. Już ostatni rok, muszę zacząć pisać pracę magisterską.
- Ostatni rok?
- Tak.
- Ach... racja... przecież przerwałaś studia. Twoja mama opowiadała.
- No tak. Ciężko  było poradzić sobie z dwójką małych dzieci, będąc na studiach.
- Ale mam nadzieję, że teraz idzie ci świetnie.
- Tak, jest dobrze, ale nadal jest ciężko to wszystko pogodzić.
- Powiem ci Kasiu, że wyrosłaś na bardzo mądrą kobietę, taką dojrzałą. Oglądam co  rok Galę Mistrzów Sportu i powiem Ci, że jestem pod wrażeniem twojej osoby. Przecież co niedawno śpiewałaś psalmy w kościele, jako mała dziewczynka.
- Cóż... Lata lecą. Przecież dopiero co urodziłam Piotrusia w Boże Narodzenie, a już w grudniu skończy 5 lat.
- 5 lat?!
- Tak, 5 lat.
- A Wiktoria? Ile ma lat?
- W czerwcu skończyła 2 lata.
Usłyszałam, jak w kuchni gotuje się woda. Ksiądz po chwili wrócił z kubkiem gorącego napoju.
- Ale nie po to pewnie przyjechałaś.
- Niestety nie...
- A co się dzieje?
- Ostatnio Piotruś zapytał się mnie, kiedy pojedziemy do dziadka. Odpowiedziałam mu, że za dwa dni, no bo miałam spotkanie w PZN i umówiłam się z rodzicami Kamila, że na tą godzinkę dzieci będą pod ich opieką. Piotruś mi jednak powiedział, że mu chodzi  o drugiego dziadka, choć nigdy o niego nie pytał, a i ja o nim nie opowiadałam. Powiedział mi, że dziadek był ostatnio u niego i chodzi po naszym domu. Następnego dnia powiedział mi, że był u niego w pokoju, powiedział mu, że jest jego dziadkiem, podobno stał pod drzwiami łazienki, jak Kamil się kąpał.. Do tego był wysoki, chudy i siwy. Identycznie, jak mój tata przed samą śmiercią. Dzisiaj , gdy tutaj jechałam, odezwał się, mówiąc o dziadku Krzysztofie, a ja nigdy nie mówiłam mu, jak miał na imię jego drugi dziadek. Nigdy też o to nie pytał.  Rodzice Kamila raczej też mu tego nie powiedzieli.. Myślałam, że może wybiję mu to z głowy, pokazując mu grób dziadka i mówiąc mu, że dziadek nie żyje i w tym miejscu leży pochowany, ale to nic nie daje. Pokazał mi w oddali jakąś postać, mówiąc mi, że to dziadek. Nawet nie byłam w stanie stwierdzić, czy to jest mężczyzna czy kobieta... Już sama nie wiem, co mam robić. Naprawdę nie wiem... Może mu się śni, ale on go widział, jak chodzi, że był u niego w pokoju, jak stoi pod wcześniej wspomnianymi drzwiami łazienki.. Ja przez to boję się spać. Kamila nie ma, a ja jestem sama z dzieciakami w tym ogromnym domu, a do tego Piotruś opowiada mi takie historie.. Nie wiem, co mam robić.
- To nie jest opętanie przez żadne siły nieczyste,  więc egzorcyzmy nic tutaj nie dadzą. Musisz się spytać,  kiedy on do niego częściej przychodzi.  Czy gdy jest jasno  czy gdy jest ciemno?
- A co to zmienia?
- Jeśli w nocy to może powinnaś przez kilka nocy spać z nim.  Przytulać go przez sen.  Nie pozwalać,  aby był sam w pokoju. Musi cały czas być z tobą.
- Myśli ksiądz,  że to pomoże?
- Myślę,  że tak.

Po rozmowie z księdzem postanowiłam pojechać z dzieciakami do mojej mamy.  Opowiedziałam jej całą tę sytuację.
- Jeszcze nigdy się z czymś takim nie spotkałam,  ale chyba.... to coś oznacza. Ostatnio Julia powiedziała mi,  że tata jej się śnił.  Kornelia do mnie dzwoniła,  że miała takie zwidy,  że Bartek miał twarz taty..  Może to coś oznacza.
- Ale taki epizod był raz,  a tutaj..   Już 3 dzień o tym słyszę,  a to podobno trwa już jakiś czas.  Mamy już czwartek. Kamil pojechał w poniedziałek,  a podobno stał pod drzwiami łazienki,  jak Kamil się kąpał.
- No to zrób tak,  jak polecił ci ksiądz.
- Będę próbować. Zobaczymy, ale ja nawet boję się spać we własnym domu.  Piotruś opowiada mi takie historie, ale jak mi wskazał tego mężczyznę, że to niby dziadek, to zamarłam. Nie wiedziałam,  co mam zrobić...
- A co mówi Kamil?
- On też jest bezradny.
- Ale to co dzisiaj robiłaś, to nie pomogło?
- Nie.  On nadal nie wierzy,  że dziadek nie żyje,  bo przecież według niego dziadek Krzysztof to chodzi po naszym domu i z nim rozmawia.
- Michał jak się urodził,  to strasznie płakał i każdy mi mówił że to przez twojego dziadka,  ponieważ zaczął płakać albo w rocznicę jego urodzin albo w rocznicę jego śmierci.  I wtedy na wsi mieszkała taka starsza kobieta.  Wiesława.  Po prostu na nią Babka mówili.  Obecnie nie żyje już chyba z 15 lat,  ale ona zajmowała się czarami i innymi rzeczami.  I właśnie twój tata po nią poszedł i ona zdjęła z niego ten jakby "urok".

Po rozmowie z mamą i wypiciu herbaty pożegnałam się z nią i wróciłam z dzieciakami do Zakopanego. Wieczorem porozmawiałam jeszcze raz z Kamilem o tym, co się teraz dzieje.

Gdy Piotruś chciał iść spać, powiedziałam mu, że dzisiaj będzie spać ze mną. Myślałam, że będzie zły, bo przecież on wręcz kocha swój pokój, ale zgodził się z uśmiechem na ustach.  Usnął bardzo szybko.
W nocy czułam jednak, jak ma takie ... nerwowe ruchy. Nagle rączkę podniesie szybko do góry, jakiś nerwowy ruch nogą lub nawet całym ciałem. Wszystko to trwało jakoś 5-10 minut, a potem się to wszystko uspokoiło i spał dalej już normalnie.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                            kiki2000

Komentarze