Numer 156 - Powrót Kamila.

Kamil wrócił do domu w nocy w niedzielę 18 września.  Nawet nie czułam, kiedy przyjechał. Bezszelestnie wziął prysznic i położył się obok mnie w sypialni.
Rano, gdy się obudziłam, miałam bardzo miłą niespodziankę, w postaci męża leżącego obok.
Powitałam go pocałunkiem w policzek.
Kamil obudził się i odgarnął moje włosy w czoła
- Ale się roztargałaś - uśmiechnął się
- Wiesz co. - popatrzyłam się na niego.. - Mógłbyś mi chociaż tych włosów nie wypominać. I tak już mam za dużo tych problemów na głowie.
- A jak z Piotrusiem?
- W tamtym tygodniu dwie noce spał ze mną i nie zostawał  sam w pokoju, nic. Wszystko robiliśmy razem. No to powiem ci, że  do kolejnego czwartku było ok. Nic nie mówił, ja też się nie pytałam, a właśnie w czwartek znów zaczął mi mówić, że dziadek stoi na naszym podwórku i "patrz mamo! Dziadek do mnie macha!". Piotruś się patrzy przez okno i macha. Podeszłam do okna, tam nikogo nie ma. No to spytałam, gdzie jest ten dziadek, a on mi powiedział, że już uciekł.
- No to ja już nie wiem, co mamy zrobić
- Zaczęłam czytać o tym, że dzieci widzą duchy zmarłych członków rodziny, ale one najczęściej widzą tych, z którymi przebywali codziennie, jak na przykład matka czy ojciec, albo nawet i dziadkowie, tylko są to członkowie rodziny, którzy ich wychowywali, mieszkali z dzieckiem... Dzieci widzą właśnie duchy. I takie stany trwają czasami aż do 8-9 lat dziecka
- Tylko u nas jest taki problem, że Piotruś, o ile widział, bo miał przecież dwa miesiące, to widział twojego tatę może 3 razy, góra 4... Przecież nawet nie byliśmy z nim na pogrzebie.
- Przez głowę przeszła mi nawet taka myśl, że tata go odwiedza, bo przecież.... nienawidził go, jak byłam w ciąży. Chciał przecież, abym nawet usunęła ciążę. Sam pamiętasz, jaki był temu przeciwny. Gdy się dowiedział o ciąży, nie nawidził mnie, ciebie i Piotrusia.
- Chcesz mi powiedzieć, że jednak wierzysz w te duchy?
- Teraz już sama nie wiem, ale... wszystko się zgadza. Piotruś sam by nie wpadł na imię Krzysztof, nie zmyśliłby , że dziadek był wysoki, chudy i siwy, bo przecież taki był.
-  Kasia, za bardzo się w to wciągnęłaś.
- A ciebie to nie rusza? Te wszystkie informacje są prawdziwe. Mówi, że dziadek chodzi po naszym domu, że stoi pod drzwiami łazienki, jak się kąpiesz, jak byłam z nim na cmentarzu pokazał mi, że tam jest dziadek, a naprawdę ktoś tam stał w tych drzewach, ale zaraz zniknął, w czwartek machał na podwórku jakiejś niewidzialnej postaci.
- A może trzeba się wybrać z nim do lekarza?
- Ale do jakiego lekarza?
- Nie myśl od razu o psychologu. Pójdźmy normalnie do pani doktor, do pediatry, a potem może coś się uda zrobić dalej. Chociaż ten psycholog jest bardzo prawdopodobną wersją, co będzie dalej.

Wstaliśmy z łóżka. Ja zeszłam na dół do kuchni, aby przygotować śniadanie, a Kamil poszedł przywitać się z dzieciakami. Piotruś od razu rzucił się mu na szyję.
Kamil przebrał dzieciaki z piżam i zszedł z nimi na dół do jadalni. Na stole czekało już na nich śniadanie.
- Co będziemy dzisiaj robić? - spytał Piotruś
- Nie wiem - odpowiedziałam
- Pójdziemy do takiej pani - powiedział Kamil
- Do jakiej pani? - spytał Piotruś
- Do pani doktor.
- Ale ja jestem zdrowy!
- Ale musimy się tej pani o coś spytać.
- Ale potem pojedziemy do dziadka i babci.
- Tak, pojedziemy - powiedziałam.

Po zjedzonym śniadaniu zadzwoniłam do przychodni i poprosiłam o wyciągnięcie karty zdrowia Piotrusia. Około 10:00 pojechaliśmy do lekarza.
Ludzi w kolejce było sporo, wszyscy z małymi, chorymi dziećmi. Jednak gdy tylko my weszliśmy do przychodni, każdy stanął w zasłupieniu, jakby nas nigdy nikt nie widział.
Podeszłam do okienka.
- Dzień dobry - powiedziałam
- Dzień dobry
- Ja dzwoniłam rano w sprawie wyciągnięcia karty zdrowia syna.
- Jak nazywa się syn?
- Piotr Stoch.
- Karta już jest w gabinecie.
- Dobrze, dziękuję.

Po jakiś 40 minutach weszliśmy dopiero do gabinetu.
Kamil z Wiktorią również weszli.
- Co się dzieje? - spytała
- My pani doktor z taką bardzo osobistą sprawą - powiedziałam
- To co się stało?

Opowiedziałam pani doktor całą historię.
- I ja już sama nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić.
- Wie pani co... Takie stany utrzymują się nawet do 8 roku życia. Zazwyczaj dzieci mają swoich wymyślonych przyjaciół, ale tutaj sytuacja jest poważniejsza, jednak nie na tyle, żeby od razu wypisywać jakieś skierowania do specjalistów. Muszą po prostu państwo porozmawiać z synem, ale także robić wszystko z nim, żeby on nigdy nie zostawał sam, nawet gdy pani będzie w kuchni, a synek sam bawił się w salonie. Musi być zajęty. Muszą państwo robić wszystko, aby nawet o nim nie myślał. A to minie. Wiem po swoich dzieciach, jak miały tych swoich wymyślonych przyjaciół i ciągle o nich mówili, a jak robiłam wszystko, aby o nich nie myślały, to potem jak się nawet pytałam o tych ich "przyjaciół", to nie odpowiadały, bo nie wiedziały, co mają powiedzieć, zapomniały o nich . Tak po prostu.

Po wyjściu od lekarza na prośbę Piotrusia pojechaliśmy prosto do Zębu. Można powiedzieć, że wprosiliśmy się na obiad do teściów.
Opowiedzieliśmy o całej tej historii i mama Kamila stwierdziła, że ona jak była mała, to też coś takiego miała i jej przybrana mama, bo Krystyna jest adoptowana, wzywała jakąś czarownicę.
Miałam już jednak dość tych opowieści o jakiś wróżbach i czarach.
Wróciliśmy do domu dopiero po 15:00. Chciałam sobie trochę poleniuchować z Kamilem i nacieszyć się sobą, ale Piotruś chciał iść na spacer.
Postanowiłam się przebrać i wyruszyć z dzieciakami i Kamilem na spacer.
 Idąc tak, zrobiliśmy sobie wspólne selfie, które wstawiłam na swojego instagrama.
"Obiad u teściów zjedzony, teraz można sobie pospacerować we czwórkę. :) #spacer #wycieczka #zwiedzamygórskielasy #kamiljakoprzewodnik #mamnadziejężesięniezgubimy #gpswłączonyjakbycoś "

Kamil postanowił zaprowadzić nas do lasu.
- Jak byłem mały i zepsułem skok podczas jakiś zawodów, to zawsze szedłem do lasu i tutaj mogłem odetchnąć i się wyciszyć.
 - To aż taki byłeś nerwowy? - uśmiechnęłam się
- Można tak powiedzieć.
- A ja się dziwię, po kim Piotruś strzela fochy.
- Po tobie - chciał mi dogryźć Kamil z uśmiechem.
- Bo się na ciebie obrażę, a chciałam zrobić na kolację twoje ulubione naleśniki z czekoladą i truskawkami
- No to... - Kamil na chwilę się wstrzymał, a następnie uklęknął przede mną - Już przepraszam, przepraszam
Zaczęłam się śmiać.
- Chyba to robisz wszystko dla tych naleśników.
- A żebyś wiedziała.
Wróciliśmy do domu, gdzie zrobiłam ulubione naleśniki Kamila.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------



              kiki2000

Komentarze