Numer 159 - Trzeba czekać...

Następnego dnia nie pojechałam na uczelnie, tylko wyruszyłam prosto do szpitala.
Kamil zły leżał w swojej sali. Przywitałam się z nim uściskiem.
- A gdzie dzieciaki?
- U twoich rodziców.
- A kiedy je do mnie przywieziesz?
- Jutro.
Spojrzałam się na Kamila.
- Jak się czujesz?
- Źle... Boli mnie i to bardzo... Lekarze myślą o operacji, ale dopiero wieczorem dostanę potwierdzenie.
- Operację czego?
- Kolana.
Po chwili dodał jednak
- Lekarze powiedzieli mi, że mogę na co najmniej 8 miesięcy pożegnać się ze skakaniem.
Widziałam, że Kamil jest strasznie dobity tą informacją. Chciałam go jakoś pocieszyć, wiedziałam, że to dla niego bardzo ciężkie. Przytuliłam więc go.
- A czy ty nie powinnaś być na uczelni? - spytał
- Powinnam, ale.... nie poszłam
- Nie powinnaś rezygnować ze studiów tylko przeze mnie.
- Oj Kamil... Nie mów tak. Ja przecież z niczego nie rezygnuję.
- Ale nie chodzisz na zajęcia przez moją kontuzję
- Raz nie poszłam. Nie wypominaj mi więc, a przede wszystkim jesteś moim mężem, więc  przysięgałam ci przed ołtarzem, że zawsze z tobą będę.
- Kasiu...
- Co?
- Kocham cię - szepnął do mnie, trzymając mnie za rękę.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam, całując go w policzek.
Kamil był naprawdę w ciężkim stanie psychicznym. Ukrywał to przede mną, ale i tak to zauważyłam. Nie mógł pogodzić się z myślą, że przez 8-9 miesięcy nie wróci na skocznię, a przecież on tym żyje. Kamil 4 -5 dni w roku nie jest na treningu. Przede wszystkim Wigilia, Wielkanoc, dzień po powrocie z TCS, po powrocie z Raw Air i po PŚ, czasami po Igrzyskach, ale to raz na 4 lata. Podczas pozostałych dni zawsze idzie na siłownię. Nawet wtedy, gdy jesteśmy na wakacjach. To jest całe jego życie. A teraz miałby to stracić na tak długi okres czasu... Przecież ... aż mi się serce kraje, gdy o tym myślę, a co dopiero Kamilowi. Do tego teraz leży w szpitalu, w miejscu, którego tak bardzo nie lubi, tak samo jak i ja.
Tylko z pozoru się uśmiechał i udawał, że to go nie rusza. Robił wszystko, abym nie widziała jego smutku i wewnętrznej rozpaczy. Nie chciałam go jednak dobijać.
Nagle do sali wszedł lekarz prowadzący.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale po głębszej analizie i konsultacji  uraz pana kolana jest jeszcze bardziej poważniejszy niż nam się wydaje... Musimy przeprowadzić operację.
- Kiedy? - spytał Kamil
- Teraz, zaraz...
- Ale jak to? - spytałam
- Tutaj chodzi przede wszystkim o zdrowie pani męża - odpowiedział mi lekarz.
- A jak będzie przebiegała operacja?
- Musimy przeciąć skórę i dostać się do kolana pacjenta. Nie chcę zdradzać kolejnych drastycznych szczegółów, ale w 6-7 godzinach powinniśmy się zmieścić.
- Kiedy zacznie pan operację?
- Około 12:00 - powiedział lekarz.
Spojrzałam na zegarek. Była 10:00.
- Muszą państwo jednak na chwilę się rozstać. Musimy przygotować pacjenta, zrobić z nim wywiad. Za chwilę będzie pani mogła wrócić do męża.
Wyszłam więc z sali i czekałam na korytarzu
Po jakiś 20 minutach mogłam wejść znowu. Porozmawiałam jeszcze przez chwilę z Kamilem, a następnie przyszły pielęgniarki, które zabrały go na operację.
Niestety, ale przed salą operacyjną czekali na niego fotoreporterzy. Chociaż lekarze, pielęgniarki  i ja prosiliśmy o nierobienie zdjęć, to oni i tak nie schowali swoich aparatów, ale cóż... taka ich praca.
Pożegnałam się z Kamilem i czekałam pod salą operacyjną. Fotoreporterzy ciągle się na mnie gapili, ale cóż... taki los.
Wyciągnęłam z torby telefon i zadzwoniłam do taty Kamila, aby ich poinformować.
- Nic takiego, ale... porozmawiamy później. Obecnie nie mam jak - powiedziałam, spoglądając na fotoreporterów.

Po prawie godzinie w szpitalu zjawił się Bronisław. Przywitałam się z nim.
- A gdzie dzieciaki? - spytałam
- W domu z Krystyną i Anną.. A jak z Kamilem?
- Uraz okazał się poważniejszy i operacja w tej chwili była  konieczna
- Ile będzie trwać?
- 6... może i nawet 7 godzin.
- Wiesz co będą robić?
- Nie. Lekarz powiedział, że nie chce zdradzać mi drastycznych szczegółów, ale pewnie Kamilowi powiedział.
- A jak on się trzyma?
- Nie dobrze. Boi się, nie może poradzić sobie z tym, że pożegna się ze skakaniem na tyle miesięcy.. Ukrywa to przede mną, ale ja i tak to widzę..
- Kamil zawsze nie mówił to, co go boli, musisz się domyślić.

Patrzyłam się z utęsknieniem  i  nadzieję na drzwi bloku operacyjnego. Jeszcze godzina... Godzina i znów zobaczę Kamila.


Po półtorej godziny z sali operacyjnej wyszedł najpierw lekarz.
- Operacja się udała, wszystko już dobrze.
Po chwili z bloku operacyjnego na łóżku szpitalnym wyjechał Kamil.
- Obecnie jest w stanie śpiączki farmakologicznej.
- Kiedy się wybudzi?
- Za jakieś 2-3 godziny.
- Mogę pójść do niego?
- Tak.
Udałam się więc do sali Kamila i spędziłam z nim te 3 godziny. Następnie przyszedł lekarz i  wyprosił mnie z sali, wybudzono Kamila, a ja mogłam ponownie do niego wejść.
- Byłaś tu przez cały czas? - spytał
- Tak, kochanie..
- A która jest godzina?
- 22:00. - odpowiedziałam
- A gdzie dzieciaki?
- Z twoją mamą i Anną.
- Dzwoniłaś do nich?
- Tak, dzwoniłam. Dzieciaki już śpią. Zostaną na noc u twoich rodziców.
- Przywieziesz je jutro do mnie?
- Tak.
Spędziłam jeszcze z Kamilem ponad godzinę, a następnie wróciłam do domu. Następnego dnia pojechałam do Zębu. Zabrałam dzieciaki i ich rzeczy i pojechałam z nimi do szpitala.
Kamil akurat jadł szpitalne śniadanie. Gdy tylko dzieciaki go zobaczyły, od razu rzuciły się mu na szyję.
- Ostrożnie - powiedziałam - Mówiłam, że tatuś ma chorą nogę.
Piotruś jako pierwszy rzucił się na szyję Kamilowi. Wiktoria zaś położyła się obok niego i przytuliła się do niego.
- Nawet nie wiecie kochani, jak za wami tęskniłem - powiedział Kamil
- Ja za tobą tęskniłam - powiedziała Wiktoria.
- Ja za tobą bardziej - odezwał się Piotruś.
Dzieciaki przekomarzały się, które z nich bardziej tęskniło za Kamilem. Po chwili zabawy Kamil dał mi swój telefon, abym zrobiła mu zdjęcie, jak leży na szpitalnym łóżku w piżamie i z zabandażowanym prawym kolanem.  Po zrobieniu zdjęcia Kamil wstawił je na swoje konto na instagramie:
"Wiem, że powinienem zrobić to wcześniej, ale różne sytuacje mi na to nie pozwoliły. Jestem już po operacji prawego kolana. Wszystko jest już w porządku. Niestety, ale... zerwane więzadła nie wróżą niczego dobrego i nie zobaczycie mnie w sezonie 2022/2023. Trzymam kciuki za chłopaków w nadchodzącym sezonie. Maciek, Piotrek, Kuba, Stefek, jestem z wami! Powodzenia na zawodach Pucharu Świata w Wiśle! "



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                            kiki2000

Komentarze