Numer 162 - Spotkanie

We wtorek byłam z Kamilem w szpitalu na badaniach kontrolnych. Okazało się, że Kamil naruszył kość w swoim kolanie i rehabilitacja będzie musiała jeszcze trochę poczekać.
W czwartek zaś zadzwoniła do mnie Kornelia. Powiedziała, że bardzo chciałaby nas odwiedzić z Bartkiem i małym Szymonkiem. Zgodziłam się. Umówiłyśmy się na sobotę. Powiedziała jeszcze, że zorganizujemy sobie takie rodzinne spotkanie. Zaprosiłam jeszcze Michała z Natalią i Piotrka ze swoją dziewczyną, do tego Anię z Alexem i dzieciakami.
W piątek wieczorem zadzwoniła zaś do mnie Agnieszka. Rozmawiałyśmy dość długo i ją również postanowiłam zaprosić na sobotnie spotkanie.
- Może coś trzeba kupić na to spotkanie? - spytał Kamil
- Nie wiem sama. Zrobię jakąś sałatkę, zrobię ciasto - powiedziałam
- Kupcie ze 3 butelki wódki - powiedziała moja babcia - przecież obecnie ludzie spotykają się tylko po to, aby się napić.

Pojechałam zatem na zakupy. Kupiłam nawet 4 butelki alkoholu, do tego jakieś śledzie i produkty do zrobienia sałatki i ciasta. Nagle zadzwoniła do mnie babcia
- Kup jeszcze ten serek w wiaderku - powiedziała - Zrobimy sernik na zimno.
- Dobrze

Przez ten czas, kiedy babcia była w naszym domu... zrobiło się tak... żywiej.

Wróciłam do domu z siatkami pełnymi zakupów i od razu udałam się z nimi do kuchni.
Babcia sama chciała zrobić sernik na zimno, a ja postanowiłam upiec karpatkę.
Po przygotowaniu ciast wraz z babcią wzięłyśmy się za robienie sałatek. Jedna to gyros, a druga to sałatka z uszkami.
O 19:00 mieli zjawić się goście. Już przed 17:00 zaczęłam więc wszystko szykować.
- Naprawdę.. Wielka impreza się tu szykuję.. A mówiłaś kochanie, że jeszcze jakaś dziewczyna ma przyjść.
- Tak, Agnieszka Kot. Żona Maćka Kota, a niedługo nasza sąsiadka.
- To ten dom co się buduje naprzeciwko was, to Maciek Kot go buduje?
- Tak, babciu.
- No to będziecie mieli sąsiadów.. A tutaj obok?
- Młode małżeństwo. Mają dwoje dzieci, a trzecie w drodze, albo już przyszło na świat.
- Jak Kamil postawił dom, to teraz wszyscy zaczną budować się w tej okolicy.
- Na szczęście nie wszyscy znają nas adres.

Udałam się na górę, aby się przebrać.

Kamil również się przebrał, zakładając granatową koszulę. Usiadł już przy stole, a ja poszłam do kuchni, aby wstawić wodę na herbatę.
W tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi  To Michał i Natalia, a zaraz za nimi przyszedł Piotrek że swoją dziewczyną.. Po jakiś 10 minutach przyszła Agnieszka, a po chwili przyjechała Kornelia z Bartoszem i malutkim Szymonkiem. Na sam koniec zjawiła się Anna z Alexem i dzieciakami
-  Kawę, herbatę?
Wszyscy byli zgodni  Wszyscy chcieli herbatę. Czyli 12 herbat.
- No to za to, żeśmy się wszyscy spotkali  - powiedziała babcia, otwierając butelkę i polewając każdemu do kieliszka
Po chwili krzyknęła do mnie
- Kasiu.. pijesz?
- No mogę jednego.

Następnie wróciłam do kuchni z 12 szklankami herbaty.
My siedzieliśmy przy stole w jadalni, a dzieciaki bawiły się w salonie
- A pani to skąd pochodzi? -  Agnieszka spytała moją babcię
- Ze Strawczyna. Województwo świętokrzyskie.
- Wiem, wiem. Mój tata pochodzi ze Strawczyna.
-  Naprawdę ? A jak się nazywa?
- Adam Lewkowicz.
- Adam... Adam... A twoi dziadkowie od strony taty?
- Władysław i Aniela Lewkowicz.
- Oj... Aniela! Twoja babcia była szwaczką, pracowała w zakładzie krawieckim... Pamiętam ją. Twoja babcia szyła Kasi sukienkę na chrzest, bo wiedziałam, że bardzo dobrze szyje.
- Naprawdę? - zdziwiłam się - Ale ten świat jest mały.
-  Tak - powiedziała moja babcia - Wraz z twoją mamą szukałyśmy odpowiedniej sukieneczki do chrztu. Nie mogłyśmy jednak znaleźć tej idealnej.. A ja znałam twoją babcię Agnieszko.. I postanowiłam spytać się jej, czy uszyłaby sukieneczkę dla mojej wnusi. Zgodziła się. I w taki to sposób, miałaś prześliczną sukieneczkę.
- A gdzie ona teraz jest? - spytałam
- Nie wiem, może u mnie... A właśnie.. Jakbyś znalazła kiedyś trochę czasu, to zrobiłyśmy porządki u mnie w domu. Mam tam kilka skarbów dla ciebie.
- No to już nie mogę się doczekać.
W tym momencie podbiegł do mnie Piotruś.
- Mamo... patrz, śnieg! - krzyczał, wskazując palcem na okno.
Uradowany, już skakał z radości.
- Mamo, czyli mogę już iść na dwór, budować skocznię?
- Jeszcze nie. Nie ma jeszcze dużo śniegu.
- A kiedy będzie?
- Może jutro, albo pojutrze.
- Ale ja nie chcę czekać.
- Ale musisz poczekać na więcej śniegu.
- Ale mamo..
- Piotrusiu... idź się pobaw z Wiktorią, Abdulem, Jessicą, Szymonkiem.
- Oj dobrze... mamo.. - westchnął i poszedł bawić się dalej.
- Widzę, że mój chrześniak jest uparty - powiedziała Kornelia - Ciekawe po kim?
- Po mamusi - odpowiedział Kamil
- Ta, chyba po tatusiu - odpowiedziałam
- Oboje jesteście uparci jak nie wiem co... - powiedziała moja babcia, po czym polała następną kolejkę.
- A tak w ogóle kochanie... - zwróciła się do dziewczyny Piotrka - Czym się zajmujesz?
- Chodzę do szkoły, ostatnia klasa liceum.
- A jaki profil?
- Matematyczno-geograficzny
- A potem co, jakieś studia?
- Tak, myślę , aby studiować geografię, ale... to jeszcze zobaczymy.
- A co ty Piotrek, nic się nie chwalisz? - powiedziałam - Wygrałeś Mistrzostwa Polski w skoku o tyczce i nic nie powiedziałeś.
- Nie ma się czym chwalić.
- Jak to nie ma czym? Nic nie powiedziałeś, że w ogóle jedziesz. Ja dopiero o wszystkim dowiaduję się z internetu.
- Nawet mama nie wie.
- To pojechałeś do Warszawy nic jej nie mówiąc?
- Powiedziałem, że mam zawody sportowe. Nie pytała o nic więcej, jest zajęta pracą, ostatnio jedna koleżanka odeszła i teraz ma więcej pracy.
- No to mamy całą rodzinę sportowców - skomentowała babcia - Jeden wnuczek trenuje na AWF, drugi mistrz Polski w skoku o tyczce, a mój zięć - powiedziała, uśmiechając się do Kamila - tutaj to mam mistrza... Aż nie wymienię wszystkiego co zdobył, bo się pomylę - uśmiechnęła się ponownie
Kamil również się na nią spojrzał, ale nic nie odpowiedział.
- A teraz... my mamy dla was wiadomość - powiedział Michał, patrząc się na Natalię.
- Pobieramy się - powiedziała Natalia.
- Naprawdę?! - wykrzyknęłam pierwsza - Gratulacje
Wstałam z krzesła i uścisnęłam Michała i Natalię.  Zaraz za mną zaczął gratulować im Kamil, a następnie inne osoby.
- Kiedy się oświadczyłeś? - spytałam
- Dwa tygodnie temu.
- I nic nie powiedziałeś?
- Tak jakoś wyszło..
- Nawet nie wiecie jaki jestem dumny - powiedział Kamil
W tym momencie złapałam go za rękę.
- Nie rób z siebie staruszka - uśmiechnęłam się
- ?
- Kamil... zachowujesz się jak staruszek, który z utęsknieniem od wielu, wielu lat czekał na ślub Natalii.
- Wiesz... Ma się już swoje lata.
- Naprawdę? A mi zawsze mówiono, że wyglądasz tak młodo i wyglądasz młodziej ode mnie.
- A co, chciałabyś mieć młodszego męża?
- Jakby był tobą? Zawsze i wszędzie - po czym pocałowałam go w policzek.
- Jakie romantyczne - westchnęła Natalia
- A ja pamiętam, jak przyjechała z płaczem i mówiła, że nic z Kamilem ją nie łączy, że są z dwóch różnych światów, że się tylko przyjaźnicie, ale nic z tej przyjaźni nie będzie i najlepiej będzie, jak o sobie zapomnicie - powiedziała Kornelia
- To ja nie zapomnę, jak Kasia przyjechała do nas, będąc w ciąży. Poszliśmy do kościoła. Następnie mieliśmy pojechać gdzieś w odwiedziny, a Kasia wróciła do domu pieszo. Wróciliśmy do domu, a na podwórku stoi samochód Kamila. Gdy tata dowiedział się, że Kamil jest w domu, to zaraz wleciał do domu i pobiegł na górę do pokoju Kasi, ale spryciara się zamknęła od środka
- To nie ja, tylko Kamil nas zamknął  - powiedziałam
- Czyli widzisz... 5 lat w błędzie - zaczął się śmiać Kamil
W tym momencie spojrzałam się na Kamila.
- Czyli... już znamy się ponad 5 lat.
- 13 stycznia minie 6 - powiedział Kamil
- Naprawdę pamiętacie datę pierwszego spotkania?  - zdziwiła się Agnieszka.
- Tak - odpowiedzieliśmy jednocześnie
- Spowodowałam wypadek, wjeżdżając prosto pod koła samochodu Kamila. Takiego momentu nie da się zapomnieć.
- To było rano.. Koło 8:00? - spytał Kamil
- Nie... Przed samą 9:00 albo tuż zaraz po.
 - No to.. Ja Maćka... chyba spotkaliśmy się... bodajże jak ja chodziłam do liceum, spotkaliśmy się albo przed moją szkołą albo przed uczelnią. Nie pamiętam.
Moja babcia postanowiła zapytać się Piotrka:
- A wy, gdzie się poznaliście?
- Ja i Karolina poznaliśmy się w kawiarni. Karolina akurat wchodziła, ja wychodziłem i tak jakoś wpadliśmy na siebie.
- No to ja i Natalia... - powiedział Michał - Poznaliśmy się dzięki Kasi i Kamilowi. Gdyby nie oni, nie byłoby nas - zwrócił się do Natalii.
- A ty babciu? - spytałam - Jak poznałaś dziadka?
- Ja?... Długa historia.
- Ale mamy czas, pani Mario - powiedziała Agnieszka
- A więc... Miałam 16 lat, jak chodziłam do szkoły średniej... Czasy powojenne... Różnie to bywało... Udałam się w pewne letnie popołudnie na łąkę za domem. Potem poszłam do lasu i nagle w lesie usłyszałam jakieś krzyki. Pobiegłam. Okazało się, że na leśnej drodze leżał mężczyzna. Młody, wysoki, przystojny z zakrwawioną nogą. Przedstawił się. Powiedział mi, że skaleczył się o potłuczone szkło. Zawiązałam mu ranę moją chustą, którą miałam na szyi... Był taki.. szarmancki.. Jeszcze to przepiękne imię Jan.. Zakochał się od pierwszego wejrzenia, ale... on był o 6 lat starszy. Miał narzeczoną. Po opatrzeniu ran podziękował mi i poszedł kulejąc. Nie znałam go. Dopiero potem się okazało, że miał dziadków kilometr od mojego domu. Cały czas o nim myślałam, ale nie znałam nic prócz jego imienia. Rok później przyjechał ponownie na wakacje.  Spotkałam go, idąc nad rzekę. Postanowił się do mnie dołączyć. Tam powiedział mi, że... ciągle o mnie myślał.. Zaraz po tym mnie pocałował..  I jakby to wam powiedzieć... Teraz wy na to mówicie seks... Dla nas to była miłość... Coś wyjątkowego.. Wiem, że powiecie, że jaka ja byłam. Miałam zaledwie 17 lat, a on 23, ale.. to było coś wyjątkowego. Przez całe wakacje przychodził pod moje okno, wręczając mi kwiaty. Potem dopiero powiedział mi, że zerwał zaręczyny. Oświadczył mi się w sierpniu - pokazała nam wszystkim pierścionek, który nosiła na palcu - Chcieliśmy jak najszybciej wziąć ślub, ale... byłam niepełnoletnia. Poczekaliśmy zatem rok i wzięliśmy ślub kościelny po kryjomu w innej parafii, żeby moi rodzice nie wiedzieli. Dowiedzieli się dopiero po jakiś 4-5 miesiącach po ślubie... Uciekłam z domu, wyprowadziłam się, zamieszkałam z Janem w Prusach - jego rodzinnej miejscowości, ale... potem przenieśliśmy się do Strawczyna, daleko od rodziny... Chcieliśmy jak najszybciej zostać rodzicami. W dniu swoich 19 urodzin dowiedziałam się o ciąży, ale... poroniłam. Za rok znowu.. kolejne poronienie. Mając 22 lata podczas porodu ...  miał być chłopiec... Miał być Kamil -  w tym momencie zamarłam - Ale nie było mi dane zostać matką. Kamilek umarł 3 dni po porodzie...  Nikomu nie powiedziałam, nawet żadne z moich dzieci nie wie. Wiedziałam tylko ja i Jan.. A teraz i wy... Potem znów zaszłam w kolejną ciążę i kolejną. Oby dwie poroniłam... Byłam załamana... I w końcu znowu zaszłam w ciążę. W wieku 26 lat urodziłam Bronisława, rok później Wiktora, a za kolejny rok Annę. Potem znów zaszłam w ciążę i znowu poroniłam... Mam tylko trójkę wspaniałych dzieci, a mogłabym zostać szczęśliwą matką dziewięciorga dzieci... Taki los nie był mi jednak dany.. Ale i tak byłam szczęśliwa. Nawet w dniu śmierci mój kochany Janek przyniósł mi kwiaty... Piękne herbaciane róże... Wieczorem okazało się, że... zaginął... Wyszedł do sklepu... Chciał kupić mi czekoladki z okazji imienin i nie wrócił... Znaleziono go po 3 dniach... Leżał na łące, w ręku mając różyczkę i czekoladki... Przyczyna śmierci? Udar mózgu... Nikt go nie znalazł wcześniej. Nikt do tej pory nie wie, co on robił na tej cholernej łące, ale... i tak go kocham. czasami z nim rozmawiam.. Mój Janek... - westchnęła
Ten przykry moment przerwał Piotruś.
- Mamo, skoki! -wykrzyknął, łapiąc za pilota od telewizora. Tego dnia miał mieć miejsce konkurs indywidualny w Kuusamo. Obejrzeliśmy zatem wspólnie konkurs.
Maciek zajął 9 miejsce, Piotrek 12, Stefek 18, Jakub 19, Olek 22, Paweł Wąsek dopiero 38.

Po obejrzeniu konkursu i wypiciu kilku kieliszków, goście rozeszli się do domów. Gdy położyłam dzieci spać, usiadłam obok babci na kanapie.
- Czemu nic nie mówiłaś? Tyle razy poroniłaś... twój pierwszy syn zmarł 3 dni po porodzie...
- A co miałam mówić? Miałam wszystkim dookoła opowiadać o tym, że poroniłam 5 razy, a raz straciłam dziecko 3 dni po narodzinach? Dlatego widzisz, jak bardzo jestem za Kamilem... Kamil.. tak nazywał się mój pierwszy syn....



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                        kiki2000

Komentarze