W sobotę z samego rana zadzwonił do mnie telefon. Był to numer nieznany. Wahałam się trochę, lecz odebrałam. Chyba był to mój największy błąd
- Dzień dobry
- Dzień dobry
- Ja nazywam się Amelia Kolska i jestem redaktorem gazety krakowskiej. Chciałabym zadać pani kilka pytań
- Dobrze, a na jaki temat?
- O medalach pańskiego chłopaka zdobytych na tegorocznych mistrzostw świata
- Ok.
- Uprzedzam, że rozmowa jest nagrywana.
- Dobrze
- A więc, jak ocenia pani występ polskich skoczków na tegorocznych mistrzostwach świata?
- Chłopakom poszło wspaniale! Z Piotrusiem trzymaliśmy mocno kciuki i mały również cieszył się nie tylko z sukcesu taty, lecz także wujków, jak zdobywali medale indywidualnie czy drużynowo.
- Na instagramie furorę zrobił filmik, jak pański syn stoi przed telewizorem, klaszcze i krzyczy "tata", podczas gdy pański chłopak ma wejść zaraz na podium. Czy to była spontaniczna akcja ze strony syna?
- Tak. Siedziałam sobie z nim na kanapie i powiedziałam mu, że tata zdobył medal. Spojrzał się wtedy na mnie, tymi swoimi oczkami i zaczął klaskać. Zaczął krzyczeć "tata". Dla mnie było to zrozumiałe, że gratuluje sukcesów swojemu tacie, ale nagle wstał z kanapy i myślałam, że pobiegnie gdzieś, bo jest on dzieckiem żywiołowym, a on podszedł do telewizora i jeszcze głośniej klaskał i wołał "tata". Cóż, takie są dzieci.
- Czy Kamil jest dobrym ojcem?
- Najlepszym.
- I nic więcej?
- Kamil to kochający, czuły mężczyzna.Obdarza naszego syna szczególną, ojcowską miłością. Każdy może powiedzieć, że jak to, przecież Kamila nie ma czasami nawet 4 dni w tygodniu, a podczas mistrzostw, igrzysk , czy innych imprez nawet półtora tygodnia, ale gdy tylko wróci do domu, to nigdy nie ma, że jest zmęczony, idzie spać, on po prostu w domu nie zachowuje się jak skoczek, on jest normalnym człowiekiem. Nawet gdy wróci wieczorem to pobawi się z synem, jak ja muszę coś zrobić, to go wykąpię, przebierze, nakarmi. Jak Kamil wróci to nie mamy przydzielonych obowiązków, przy dziecku, że np. ja go karmę i ubieram, a ty się z nim bawisz cały dzień i na koniec dnia wykąpiesz i włożysz do łóżeczka. Nic podobnego. Staramy się, abyśmy wszystkie takie czynności robili razem. Nie zawsze się nam to udaje, bo Kamil jeździ wtedy na treningi od rana do południa, najczęściej, jak Piotruś śpi.
- A jak pani przeżywa rozłąkę z chłopakiem?
- Jest trudno, bo prawie nigdy nie mamy czasu dla siebie. Nie ma go 4 dni w tygodniu, przez pozostałe 3, ciągłe treningi. A poza sezonem, dwu tygodniowe zgrupowania, a następnie Letnie Grand Prix. I jeszcze 1 wolnego i dalej kółeczko się powtarza. Puchar Świata i tak w kółko.
- W tamtym roku pojechali państwo na wakacje do Grecji. Czy teraz również zrobicie niespodziankę fanom i pojedziecie gdzieś na wakacje, nie mówiąc o tym nikomu?
- Na razie nie wiem , co Kamil ma w planach na tegoroczne lato.
- Rozumiem, że zaskoczą nas państwo w te wakacje?
- To musicie się Kamila spytać, bo ja na razie mam zamiar spędzić wakacje w Zakopanem.
- Dobrze, mam jeszcze jedno pytanie..
W tym momencie Piotruś zaczął płakać.
- Przepraszam panią bardzo, ale synek wstał i muszę go nakarmić
- Dobrze, dziękuję zatem za wspaniały wywiad
- Ja też dziękuję - rozłączyłam się
Poszłam do Piotrusia go nakarmić i przebrać. Ubrałam go , a następnie wzięłam z szafy moją suknię, buty i welon i pojechałam do Zębu, do rodziców Kamila. Już kilka dni wcześniej umówiłam się z panem Bronisławem, że to właśnie u nich będzie moja suknia ślubna.
Pojechałam więc do Zębu, na szczęście trafiłam na brak pani Krystyny. Za to była Natalia z panem Bronisławem.
- Suknię i dodatki możesz zostawić u mnie w szafie - powiedziała Natalia. - Mama tutaj w ogóle nie wchodzi, więc.... Nawet nie będzie wiedziała
- Dziękuję wam bardzo. Nawet nie wiecie co to dla mnie znaczy. Kamil wróci za kilka godzin, a nie chciałabym, aby zobaczył suknię tak długo przed ślubem.
- Dobrze, o nic się nie martw.
- Dziękuję wam jeszcze raz.
- Może zostaniesz na kawę? - zaproponowała Natalia
- Zostaniemy u cioci i u dziadka? - zapytałam Piotrusia
- Tak! - wykrzyknął
Nagle do pana Bronisława ktoś zadzwonił
- Przepraszam, ale muszę pilnie pojechać. Zostaniecie same?
- Tak, tato, pewnie - powiedziała Natalia
Pan Bronisław wyszedł i pojechał gdzieś swoim samochodem
Po chwili zapytałam Natalii
- Słyszałam, że pomiędzy tobą a Michałem nie jest za dobrze
- Tak - westchnęła Natalia - Ale co ja mogę z tym zrobić? Nic!
- Ale przecież już nie długo będziecie dorośli, więc będziesz mogła spokojnie być z Michałem i nikt nie będzie wam przeszkadzał. Bo będziesz dorosła
- To nie takie proste.
- Dlaczego?
- Wyobrażasz sobie, że wy jesteście parą i żeby wasze rodzeństwo było parą
- Różne rzeczy się zdarzają, a przecież takie zachowanie nie jest w ogóle zabronione.
- Ale...
- Kochasz go?
- Tak
- Więc koniec kropka i nawet najgorsza rzecz nie jest w stanie rozerwać największej miłości.
- Tak sądzisz?
- Ja to po prostu wiem.
- Ale mama....
- A myślisz, że mój ojciec pozwalał na związek z Kamilem. Ja również przechodziłam przez piekło. On dopiero na łożu śmierci mnie przeprosił. A jak leżał w szpitalu, czy w domu to mnie wyganiał, wyrzucił mnie z rodzinnego domu. Ile ja razy się nasłuchałam, jaka to jestem dziwka i puszczalska laska. Ale po każdym takim upokorzeniu ze strony ojca podnosiłam się. Stawałam się silniejsza. Jego wyzwiska, które wcześniej mnie raniły, były dla mnie tak na prawdę wiarą w to, że mam być silna. Dawały mi wiary w siebie. Brakuje mi teraz jego rad... Na prawdę mi ich brakuje - powiedziałam
Nagle ktoś wszedł do domu.
- Hej! Co tam u was słychać? - ktoś głośno nawoływał już od samych drzwi
Natalia wyszła na spotkanie. Był to Kamil
- Kamil? - zdziwiłam się - A co ty tu robisz?
- No po prostu przyjechałem do rodziców po mistrzostwach, bo mieszkanie zamknięte.
- No to takiej niespodzianki nigdy w życiu mi nie zrobiłeś!
Rzuciłam się mu w ramiona.
Nagle Piotruś krzyknął
- Tata!
Kamil podszedł do niego i wziął go na ręce.
- Tatuś już wrócił - wyszeptał - A to co, nie ma taty? - zapytał Natalię po chwili
- Nie - odpowiedziała mu - Pojechał gdzieś.
- No to jak go nie ma, to się zbieramy, co? - zapytał mnie Kamil
- Z tobą zawsze i o każdej porze - powiedziałam do niego
Pojechaliśmy więc do Zakopanego, do naszego mieszkania
- A co ty tak pojechałaś do nich?
- A co, nie mogę. Chciałam odwiedzić przyszłego teścia i przyszłą szwagierkę - uśmiechnęłam się
- A teściowa? - zażartował sobie Kamil
- Jak przyjechałam, to jej już nie było.
Kamil położył walizki w sypialni i wrócił do nas do salonu.
- Gdzie jest ten list od Anny? - zapytał
- W szufladzie w sypialni. A co? Przynieść ci?
- Jakbyś mogła
Wstałam więc i przyniosłam Kamilowi lis od Ani.
- Popatrz.... W Anglii jest. - powiedział do mnie lekko zniesmaczony.
Otworzył go. Na początku zobaczył zdjęcia. Jedno zdjęcie było jej. Taka uśmiechnięta, radosna. Drugie zaś było jej syna. Abdula. Bawił się w piaskownicy. A trzecie zdjęcie było takie niby rodzinne, bo tylko Ania i jej nowy partner.
- Nigdy nie popierałem jej wyborów. Patrz , jak się uśmiecha ten jej...
- Już nie kończ - powiedziałam, bo widziałam w oczach Kamila gniew
Zaczął więc czytać
" Drogi Kamilu
Witaj braciszku! Wiem, że ostatnio nasz kontakt się urwał, ale jak to zazwyczaj bywa, musiałam sobie pewne sprawy przemyśleć. Cóż, wiem, że postąpiłam źle, ale chciałam przede wszystkim ciebie, ale i Kasię serdecznie przeprosić za moje zachowanie. Wiem, było ono nie odpowiednie i dziecinne wręcz, ale cóż.... Różnie ze mną bywało, jak wiesz. Obecnie mieszkam w Wielkiej Brytanii, w samym centrum Londynu z moim najukochańszym Alexem i Abdulem. Tworzymy szczęśliwą kochającą rodzinę. Obecnie nie pracuję i zajmuję się domem, ale Alex pracuje w jednej z wielkich korporacji i żyje się nam tutaj dobrze. Alex pochodzi z dobrego domu, z tradycjami. Jego przodkowie to wysoko obsadzeni ludzie w społeczeństwie brytyjskim, więc nie mogę narzekać na jakieś niewychowane, wiejskie towarzystwo. Nie chciałam na początku tego mówić, ale jestem w ciąży. Już niedługo rozwiązanie. W połowie marca mam termin. Będzie to córka. Mamy zamiar w sierpniu przyjechać do Polski na jakieś dłuższe wakacje. Tylko mam jedną prośbę, nie mów mamie i tacie oraz Natalii, że jestem w ciąży. Wiesz, jak oni mogą zareagować. Wiesz, że wychowali nas w duchu rodziny katolickiej, a jak się zaraz okaże, będę miała kolejne nieślubne dziecko...A jak tam u was? Jak twoje skoki, mój mistrzu? Niestety, ale u nas nie ma skoków narciarskich w telewizji, więc nie mogę cię podziwiać, ale czasami w Internecie, jak tylko znajdę chwileczkę czasu, to...... zawsze wraz z Alexem ci kibicujemy. Alex jest dumny, że mam tak wspaniałego brata i serdecznie gratuluje ci twoich wielkich sukcesów. A jak się żyje tobie, Kasi i Piotrusiowi? Zapewne już jest duży, więc już na pewno skacze ze wszystkiego, z kanap, foteli, schodów czy stołu, bo chce być taki, jak tata.
Pozdrowienia
Anna, Alex i Abdul-Bari."
- Nie wierzę.... Po prostu nie wierzę - wyszeptał Kamil - Oczko w głowie rodziców.... A ona... Jest w ciąży i to jeszcze z jakimś Alexem, którego zna.... dość krótko, aby zachodzić w ciąże.... - powiedział Kamil
- Przepraszam bardzo, ale nie powinieneś wtrącać się do jej życia - powiedziałam
- Ciekawe czemu?
- A co? Ile ja cię znałam? 3 miesiące? I w ciążę zaszłam? Nawet nie całe 3 miesiące, maksymalnie 2,5.
- Wiem, ale...
- Może to właśnie z nim jest szczęśliwa? Skąd to wiesz? Ja dopiero przejrzałam na oczy i wyrwałam się z toksycznego związku, kiedy ty wkroczyłeś w moje życie....Ty byłeś taką gwiazdą na mnie, która..... rozjaśniła mi oczy na Adriana... Ja nie wiem, co bym teraz robiła, gdyby nie ty... Dalej bym wierzyła, że mnie kocha, a on tak na prawdę ukrywałby dziecko na boku i dalej umawiałam się z kobietami na seks, aby zarobić na syna... A ja głupia dalej byłabym w nim zaślepiona.
W tym momencie , tak po prostu, spontanicznie pocałował mnie...
- To ja dziękuję, że odmieniłaś moje życie.... - wyszeptał mi do ucha.
Po chwili wstał, udał się do sypialni i przyniósł pięknie opakowane medale. 2 srebrne, 1 złoty z mistrzostw świata.
- Te medale dedykuję wam, za to, że ciągle nie ma mnie w domu, że jesteś tutaj sama z Piotrusiem, a ja strasznie daleko.... Te medale są dla ciebie...
- Ale Kamil....
- Zachowaj je, są twoje.
- Ale... Ja na prawdę
- Są twoje.... Kocham Cię...
- Na prawdę, ale weź te medale , są twoje.... Twoja ciężka praca została nimi doceniona.....
Odłożyłam te medale na stolik
- Przepraszam, ale są twoje - powiedziałam i poszłam do łazienki
Gdy wróciłam, to zobaczyłam, że Kamil siedzi w salonie i ogląda album ze zdjęciami.
Usiadłam obok niego
- Chciałabym przeprosić - powiedziałam
- Nic się nie stało.
- Ale, przecież wiem, że....
- Po prostu ich nie chcesz, dla mnie to zrozumiałe - odpowiedział
- A co tam robisz?
- Przeglądam zdjęcia.... Nasze zdjęcia....
Wtuliłam się w ramiona Kamila i przeglądaliśmy razem nasze zdjęcia.
- Patrz tutaj, nasz bal, wspólny bal - powiedział Kamil
- Oberstdorf - wyszeptałam..... - Ten pamiętny Oberstdorf
- Nasz pierwszy pocałunek - powiedział Kamil - Pamiętasz?
- A jak mogłabym nie pamiętać?
- No nie wiem, nie wiem - uśmiechnął się do mnie
Po czym przybliżył się bardziej i chciał mnie pocałować. Jednak położyłam rękę na jego ustach
- Oj nie, nie , nie kochany...... Piotruś tutaj jest - wskazałam na synka, bawiącego się na dywanie - Kochanie nie przy dziecku.
- Ok, ale wieczorem będziesz moja - uśmiechnął się
- Oj nie kochanie, przed ślubem nie - również się uśmiechnęłam i poszłam do kuchni przygotować obiad.
- A co tam dzisiaj mi ugotujesz? - zapytał
- A co tylko będziesz chciał. - odpowiedziałam
- A dziś na obiad chcę ciebie..... - odpowiedział
- Oj, to się chyba nie doczekasz takiego obiadu.
Weekend spędziliśmy spokojnie. Wybraliśmy nawet orkiestrę na nasze wesele, a także fotografów i kamerzystów.
W poniedziałek 4 marca wspólnie wybraliśmy się, aby wybrać wzór naszych zaproszeń. Były białe z dodatkiem beżu i różu.
- A więc co nam jeszcze zostało? - zapytał Kamil
- Piękny samochód i świadkowie - powiedziałam
- Właśnie...
Kamil zaprosił mnie do jednej z restauracji i usiedliśmy sobie przy stoliku. Zamówiliśmy sobie obiad i zaczęliśmy rozmawiać.
- Ale zapomnieliśmy przecież jeszcze jednej rzeczy. Musimy przecież jeszcze kupić alkohol, napoje, owoce. Przecież to wszystko jest w naszym zakresie. Sama ta menadżerka naszej sali mówiła.
- No tak.... Racja.... - odpowiedział Kamil - A propo tych świadków to myślałem o Maćku - powiedział Kamil
- Maciek? - zdziwiłam się - Nie spodziewałam się - powiedziałam do Kamila.
- A to... coś nie tak?
- Nie, wszystko ok.
- Miałem w głowie także Stefana, ale.. nie chciałbym, aby powierzyć mu jakieś dodatkowe role. I tak jest chrzestnym naszego syna. A z Maćkiem mam dość świetny kontakt.
- No ok. To jest twój wybór, bo u mnie to ja myślałam nad Justyną Żyłą - odpowiedziałam.
- Justyna i Maciek? Mieszanka wybuchowa. - powiedział Kamil
5 marca, we wtorek rano pojechałam z Piotrusiem do Prus. Kamil niestety miał od 8:00 trening do 12:00, a następnie był umówiony w biurze naszego klubu na spotkanie z kandydatami do bycia trenerem w naszym klubie.
5 marca była pierwsza rocznica śmierci mojego ojca, a dzień wcześniej, bo 4 marca była 2 rocznica śmierci mojej babci. Chciałam więc pojechać do rodziny.
Jednak gdy weszłam, nie było nikogo. Wiedziałam, że trochę nie w porę, bo była godzina 13:00, ale żeby tak zupełnie nikogo nie było? Cóż. Pojechałam więc na cmentarz, zapaliłam znicz na grobie ojca i chciałam wrócić do Zakopanego. Jednak coś mnie podkusiło, aby pojechać i sprawdzić, może ktoś jednak jest w domu. Drzwi były zamknięte, ale zaczęłam pukać. Zadzwoniłam do mamy. Nie odbierała, ale usłyszałam, że jej telefon jest w domu, bo okno w kuchni było otwarte. Dzwoniłam i dzwoniłam do niej, ale nic, kompletna cisza..
Postanowiłam wejść tym oknem do domu. Zaczęłam się strasznie bać, że może coś się jej stało. Piotruś akurat spał w samochodzie, więc ja weszłam do kuchni. W powietrzu unosił się gaz. Był tak drażniący, że nie mogłam oddychać. Pozakrecalam wszystkie korki od gazu. Poszłam szukać jej dalej. Znalazłam ją. Leżała nieprzytomna na podłodze w sypialni, a obok niej Julcia. Również nieprzytomna. Wzięłam najpierw Julcie, a potem mamę na ręce i wyniosłam na dwór. Zadzwoniłam po pogotowie. Obie były nieprzytomne, a jak mogłam udzielać pierwszej pomocy obu z nich
Zaczęłam więc wołać pomocy. Usłyszał mnie jakiś młody chłopak, a następnie nasz 50- letni sąsiad. Byli wstrząśnięci tym, co zobaczyli. Jednak ruszyli mi na pomoc i dokonywali resuscytacji.
Ja pobiegłam sprawdzić, czy w domu nie ma jeszcze nikogo. Pobiegłam na górę, gdy zobaczyłam półprzytomnego Michała. Leżał na łóżku, był w połowie świadomy. Mógł sam dojść przed dom. Pomogłam mu tylko w zejściu po schodach. Usiadł sobie na ławce przed domem.
- A Piotrek? - zapytałam
- Wyszedł wcześnie bardzo do szkoły. Ma lekcje - odpowiedział mi Michał.
W tym momencie przyjechała straż pożarna , a za nią 3 karetki pogotowia. Zabrali ich do szpitala do Krakowa. Następnie podszedł do mnie lekarz i poprosił, abym ja też pojechała do szpitala i się zbadała, bo niestety, ale przebywałam w tym otoczeniu i również mogłam się nawdychać tego gazu, jednak w o wiele mniejszej ilości, niż rodzina.
Wsiadłam więc w samochód i pojechałam do szpitala.
Piotruś przez cały ten czas spał.
W szpitalu zrobiłam sobie wszystkie specjalne badania.
- Wyniki będą za 2 godziny - powiedział lekarz
- Dobrze, dziękuję - odpowiedziałam
Nagle zadzwonił do mnie Kamil. Miał wyczucie
- Halo, gdzie ty jesteś?
- Na badaniach
- Jakich badaniach?
- Za 2 godziny odbieram wyniki.
- Ale co się stało?
- Straszne.....
- Ale co? - niecierpliwił się
- Bo najpierw pojechałam do domu, ale nikogo nie było. No więc pojechałam na cmentarz i w drodze powrotnej wstąpiłam do domu.
- No i ?
- Okno było otwarte... Dzwoniłam do mamy. Nie odbierała, ale telefon słyszałam.... No i weszłam przez to okno... Gaz włączony, kuchenka włączona, a mama z Julcią nieprzytomne od tego gazu.... Wyniosłam je na zewnątrz - zaczęłam płakać.... - Pomógł mi taki młody chłopak i nasz sąsiad. Zadzwoniłam po karetkę... Weszłam jeszcze raz do domu i weszłam na piętro, bo mama z Julcią na parterze leżały. ... A tam półprzytomny Michał.... Trochę kontaktował, więc pomogłam mu wyjść z domu..... Powiedział, że Piotrek wyszedł dość wcześnie z domu i poszedł do szkoły.... Pogotowie zabrało ich do szpitala, a mi kazano zrobić badania, bo ja przebywałam w tym domu z tym gazem.
- O Boże... kochanie.... Może przyjechać po ciebie?
- Nie, nie trzeba.... Ja muszę jeszcze wziąć Piotrka ze szkoły... Ja nie wiem, gdzie on się podzieje... Michał już za tydzień może opuścić szpital, ale mama z Julcią..... Dalej są nieprzytomne....
- To może weź Piotrka do nas..... Przecież co stoi na przeszkodzie?
- Na prawdę?
- Tak.... Ja już w czwartek rano mam samolot, przecież lecę do Norwegii na Raw Air....
- Ja mogę tego nie udźwignąć.
- Ale czego?
- Mama z Julką w szpitalu nieprzytomne, Michał również.... Opieka nad niesfornym Piotrusiem i jeszcze mój brat.... A do tego ty za dwa dni wyjeżdżasz.
- Poradzisz sobie, wierzę w ciebie.....
- Ale Kamil.... Ja już mam wszystkiego dość... Przyjechałam tylko na grób ojca, aby zaświecić mu znicz na pierwszą rocznicę śmierci.... A tu..... - zaczęłam gorzej płakać.
- Nie płacz kochanie.... Nie płacz.... Bo i ja będę płakać....
- Kamil... Powiedz mi.... Dlaczego tak nasze życie musi się sypać.? Było przecież tak wspaniale......
- Aż za nudno.
- Nawet tak nie mów.....
- Kasia, to nie od nas zależy..... Tak chciał los...
- Dobra.... Kochanie..... Muszę już kończyć.
- Ok... Trzymaj się jakoś.
- Dzięki.
Odłożyłam telefon
Po 2 godzinach otrzymałam wyniki.
- Pani Kasiu, brak oznak zatrucia, więc wszystko jest dobrze. Wszystkie wyniki są w normie - powiedział lekarz....
- Dziękuję panie doktorze....
- Nie ma za co. A teraz proszę zając się matką i rodzeństwem.
- Dobrze, ale najpierw... Pojadę do szkoły.... Po mojego brata.
- Dobrze....
Wzięłam więc Piotrusia i wsiadłam w samochód.
Podjechałam pod szkołę. Czekałam, aż Piotrek skończy zajęcia.
Gdy tylko wyszedł z budynku, od razu podbiegł do mojego samochodu.
- A co to za podwózka? - uśmiechnął się
- Wsiadaj. - powiedziałam, lecz nie było mi do śmiechu.
- A co ty siostra taka poważna?
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Co się dzieje?
- Wiesz... Mama, Michał i Julcia.... są w szpitalu
- Jak to?? Po prostu.... Gaz z kuchenki się ulotnił i..... mama z Julcią są nieprzytomne, a Michał kontaktuje, ale... musi spędzić tydzień w szpitalu.
- A ja?? Co ze mną ??
- Spakujemy twoje rzeczy z domu...... Straż tam jest, ale wejść do domu możemy. Spakujesz się i pojedziesz do mnie do Zakopanego.
- A Kamil?
- Co Kamil?
- A Kamil gdzieś....
- W czwartek ma wylot na Raw Air...
- A czemu go tutaj nie było dzisiaj?
- Miał trening od rana do południa, a ja o 9:00 wyjechałam... Nie chciałam po południu, bo bym wróciła wieczorem...
- A czy on wie?
- Tak, wie...
Widziałam, że Piotrek w środku się rozpłakał, ale na zewnątrz chciał pokazać, że jest twardzielem.
Podjechaliśmy do domu i spakował swoje rzeczy. Pojechaliśmy jeszcze do szpitala... Mama i Julka były dalej nieprzytomne. Po wizycie u Michała pojechaliśmy do Zakopanego.
Zajechaliśmy dopiero wieczorem.
Najpierw wykąpałam Piotrusia i położyłam go do łóżeczka, a następnie wróciłam do salonu.
- Będziesz spać tutaj, jeśli ci to nie przeszkadza - powiedziałam
- Nie, wszystko ok - powiedział....
Widziałam, że był bardzo przejęty tą sytuacją. Nie patrzył mi w oczu i ze spuszczoną głową usiadł sobie na kanapie
- Może jesteś głodny? - zapytałam.
- Nie....
Nagle do mieszkania wszedł Kamil
- Hej kochanie - pocałował mnie na przywitanie
- Hej - odpowiedziałam
- Hej młody - podszedł do Piotrka.
Niestety, ale mu nie odpowiedział.
- Wybrałem już trenera. - powiedział do mnie
- I jak?
- Wysoki, młody....
- Przystojny? - uśmiechnęłam się
- Oj, bo będę zazdrosny
- Już nie przesadzaj.
- A więc pan Mateusz jest bardzo wyszkolony w tym temacie. Sam przechodził kursy instruktora , a także trenera, a jak był dzieckiem, to sam trenował skoki narciarskie, ale kontuzja przekreśliła jego karierę.
- I co? Jest trenerem?
- Można tak powiedzieć, bo tylko dwa razy był zastępcą trenera i raz był trenerem przez okres próbny. Ja na razie też chcę go wypróbować.
Piotrek nagle wstał i poszedł się wykąpać. Gdy tylko wrócił, to od razu poszedł spać.
Ja wzięłam zaraz za nim kąpiel, a po mnie Kamil i położyliśmy się na łóżku.
- I co z nim teraz? - zapytał Kamil
- Nie wiem... Niech przeczeka ten okres czasu, jak mama wyjdzie ze szpitala i dopiero niech wróci do Prus... Ja wiem, że nie powinien opuszczać szkoły, ale.....
- A Michał?
- Czuje się dobrze, ale.... Jeszcze tydzień musi siedzieć w szpitalu.
- Aha...
- A pro po Piotrka, to on sobie wziął książki i zeszyty, więc.... ma się kontaktować z kolegami i ma sobie zadawać lekcje, aby nie mieć zaległości.
- Dobre i tyle...
- Ale on się nacierpi... Najgorzej... Julcia nie rozumie pewnych spraw, ale on? Najbardziej poszkodowany.... Śmierć babci, za rok śmierć ojca, potem matka, z bratem i siostrą otruci gazem, dwoje z nich leży .....
Położyliśmy się spać, chodź nie ukrywam, że jednak było mi ciężko zasnąć po tych traumatycznych przeżyciach.
:
W czwartek z samego rana Kamil pojechał do Krakowa . bo już o 10:00 miał wylot do Norwegii do Oslo na turniej Raw Air.
Ja, korzystając z okazji, zawiozłam rano Piotrusia do Zębu do dziadków i wraz z moim bratem pojechaliśmy do Krakowa, do szpitala, aby odwiedzić mamę, Julkę i Michała.
W drodze do Krakowa zadzwonił do mnie telefon, że Julcia wybudziła się ze śpiączki , ale mama jeszcze nie...
Z jednej strony cieszyliśmy się, że w końcu Julcia się wybudziła, ale mama... Ona była najważniejsza w tym momencie... Nasza kochana mama....
Gdy tylko weszliśmy do szpitala, to udaliśmy się na salę, gdzie była Julcia. Panie pielęgniarki obdarzały ją szczególną troską, jednak ona nie chciała się z nimi bawić. Gdy nagle zobaczyła, że ja wraz z Piotrkiem weszliśmy do jej sali, to ucieszyła się bardzo. Zaczęła nawet wołać "Kasia"
Usiadłam sobie obok niej na łóżku szpitalnym i mocno przytuliłam.
- Jestem już siostrzyczko.... Jestem..... - wyszeptałam
- Ja chcę lalkę!
- Ale skąd ja ci teraz wezmę lalkę.
- Ja chcę lalkę!
- Po południu ci przywiozę.
- Ja chcę lalkę! - Julcia nie dawała za wygraną.
Popatrzyłam na Piotrka.
- Zostań z nią na 5 minut.
- Ok, ale po co? - zdziwił się
- Tylko 5 minut.
- Ok
Wyszłam z sali i zjechałam windą na parter, gdzie był sklep.... Dla pacjentów, ale zauważyłam tam kilka zabawek dla dzieci. Zobaczyłam pewną lalkę. Blondynkę w różowej sukni balowej i koronie.
- Poproszę tę lalkę - powiedziałam
- Proszę - podała mi ją ekspedientka - 20 zł
Podałam kasjerce banknot i wróciłam windą na 2 piętro i do sali, w której była Julcia z Piotrkiem
- A kto tutaj przyszedł? - pokazałam jej lalkę.
- LALKA! - wykrzyknęła
- Tak, lalka - powiedziałam
Wyjęłam ją z pudełka i podarował Julci... Przytuliła się do niej i głaskała po głowie.
- Moja laleczka.... Moja.... - powiedziała
Kilka sal obok leżał Michał. Postanowiłam znów na chwilę zostawić Piotrka z Julcią i poszłam do Michała.
- Hej siostrzyczka!
- Hej Michałku.
- A co ty tutaj dzisiaj?
- Przyjechałam cię odwiedzić
- Sama?
- Nie, z Piotrkiem
- To gdzie on jest.
- Bawi się z Julcią.
- To ona....
- Tak, wybudziła się - dokończyłam za niego myśl - Możesz wsiąść na wózek? - zaproponowałam, bo wiedziałam, że Michał ma zabronione chodzić na własnych nogach
- Tak, bo na razie to mój jedyny pojazd... Moje zastępcze nogi.
Pomogłam Michałowi wsiąść na wózek i pojechałam z nim do sali, w której była Julcia z Piotrkiem.
Spędziliśmy tak prawie 3 godziny, ale jednak zostaliśmy wyproszeni, bo siedzieliśmy zbyt długo....
Cóż, była już godzina 15:00, więc wróciliśmy do Zakopanego
- Gdzie kupiłaś tę lalkę? - zapytał mnie w samochodzie Piotrek
- W tym sklepie na parterze przy wejściu
Pojechaliśmy prosto do Zębu po Piotrusia i wróciliśmy do Zakopanego.. Było już po 17:00, więc przygotowałam kolację. Nakarmiłam Piotrusia, wykąpałam go i położyłam do łóżeczka, a sama usnęłam po 22:00
W piątek, 8 marca z samego rano ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to kurier z kwiatami.
- Pani Kasia Witkowska? - zapytał
- Tak, to ja.
- To dla pani.
- A od kogo?
- Tajemnica.
- Dziękuję panu bardzo.
Zamknęłam drzwi i wstawiłam kwiaty do wazonu. Był to piękny bukiet czerwonych tulipanów.
- A od kogo masz takie piękne kwiaty? - zapytał Piotrek.
- Sama nie wiem. Zaraz sprawdzę.
Poszukałam w kwiatach bileciku. Znalazłam go.
"Dla mojej ukochanej narzeczonej a okazji Dnia Kobiet.
Twój Kamil "
- Jak się postarał - powiedziałam
Wyjęłam ten bukiet z wazonu i poprosiłam Piotrka, aby zrobił mi zdjęcie z tym pięknym bukietem.
Wstawiłam je na swój profil na Instagramie.
" Dziękuję kochanie za taki piękny prezent z samego rana. Chociaż dzielą nas kilometry, to teraz one się dla nas nie liczą, Kocham @kamilstochofficial #dzieńkobiet #prezent #tulipany #dziękujękochanie #pojechałeśwczorajajajużtęsknie "
Jednak myślałam, że to przepiękny dzień w moim życiu, którego nikt nie może zepsuć.
Przed południem dostałam SMS-a od.... Adriana...
Złapałam się aż za głowę. Przeczytałam go.
"Wszystkiego najlepszego kotku z okazji dnia kobiet... Całuję cię mocno Kasiu.
Twój Adrian"
Rzuciłam aż telefonem o podłogę.
- Co się stało? - zapytał Piotrek
- Nic takiego.
- Przecież bez powodu nie rzuciłabyś telefonem o podłogę.
- Ale obiecaj, że nikomu mów powiesz
- Przyrzekam.
- Dostałam SMS-a na Dzień Kobiet.... Od Adriana.
- Od tego Adriana?
- Tak, od tego..
- A to świnia.
- Ale proszę nie mów Kamilowi.
- Obiecuję siostrzyczko.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Był to pan Bronisław. Przyniósł kwiaty i wino.
- Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet Kasiu.
- Dziękuję panie Bronisławie
- Oj, już przestań mówić mi na "pan" . Bronisław jestem - wyciągnął do mnie rękę
- Dobrze, pa.. Bronisławie
Usiedliśmy w salonie. Wyjęłam kieliszki i otworzyliśmy wino.
- A ty młodzieńcze się nie napijesz? - zapytał Bronisław Piotrka.
- Nie, ja jeszcze za młody.
- To ile ty masz lat?
- Pełnoletni nie jestem - odpowiedział stanowczo Piotrek.
Wypiłam z panem Bronisławem pół butelki wina, bo jednak obowiązki domowe dawały o sobie znać.
W sobotę miał odbyć się konkurs indywidualny w Oslo. Pierwszy konkurs tegorocznej edycji Raw Air. Dzień wcześniej odbyły się kwalifikacje, które wygrał Kamil, więc wszyscy mieli wobec niego wielkie nadzieje. I po raz kolejny nie zawiódł kibiców. Bo wygrał pierwszy konkurs, przez co utrzymał się na pozycji lidera i powiększył swoją przewagę nad drugim Michaelem Hayboeckiem
1. Kamil Stoch
2. Maciej Kot
3. Michael Hayboeck
----------------------------------------------------------
6. Piotrek Żyła
9. Stefan Hula
10. Krzysiu Miętus
15. Jakub Wolny
28. Aleksander Zniszczoł
36. Dawid Kubacki.
W niedziele również odbył się konkurs indywidualny na skoczni w Oslo. Tutaj również Polacy nie zawiedli, bo całe podium było biało - czerwone
1. Kamil Stoch
2. Maciej Kot
3. Krzysiu Miętus
------------------------------------------
5. Piotrek Żyła
8. Jakub Wolny.
11. Stefan Hula
15. Aleksander Zniszczoł
32. Dawid Kubacki.
Bardzo się cieszyłam z tego podwójnego triumfu Kamila w obu konkursach.
Wieczorem zadzwoniłam do niego, ale niestety nie rozmawialiśmy długo, bo Kamil był zmęczony, a w tym momencie był już w autokarze, bo jechali do Lillehammer.
We wtorek odbył się kolejny konkurs indywidualny. Tym razem w Lillehammer.
Obejrzałam go z Piotrkiem w szpitalu, bo byliśmy w odwiedzinach u Michała i Julci. Cóż, mama do tej pory się nie obudziła.
Czuwałam przy niej, ale lekarze przyznali się, że nie dają jej żadnych szans
Trzymali ją sztucznie przy życiu. Powiedzieli nam, że jeszcze przez tydzień będzie podłączona do respiratora, a później mogą ją po prostu odłączyć. Nie chciałam stracić matki.... Nie tylko ja byłam za młoda na tak bolesną stratę... Julcia.... Nasza kochana Julcia, która w październiku skończy 5 lat.....
Dla mnie w tym momencie nic nie było ważniejsze od mamy. Cały ten ślub, czy konkurs z udziałem Kamila. Po śmierci ojca zbliżyłam się bardziej z mamą i nie wyobrażam sobie, abym teraz mogła ją stracić.
Jednak po godzinnej wizycie u mamy, musiałam opuścić salę, więc przeszłam do sali Julci i tam obejrzeliśmy drugą serię konkursu.
Ostatecznie konkurs zakończył się z takim wynikiem.
1. Kamil Stoch
2. Krzysiu Miętus.
3. Michael Hayboeck
--------------------------
4. Maciej Kot
7. Piotrek Żyła
11. Stefan Hula
20. Jakub Wolny
23. Aleksander Zniszczoł
30. Dawid Kubacki
Wieczorem wróciłam z Piotrkiem do Zakopanego.
ZAWODY W TRONDHEIM:
1. Kamil Stoch
2. Stefan Kraft
3. Maciej Kot
----------------
8. Krzysiu Miętus
11. Piotrek Żyła
18. Jakub Wolny
20. Stefan Hula
28. Aleksander Zniszczoł
32. Dawid Kubacki.
ZAWODY DRUŻYNOWE W VIKERSUND:
1. Norwegia.
2. Polska
3 Słowenia
4. Austria.
5. Japonia
6. Czechy
7. Niemcy
ZAWODY INDYWIDUALNE W VIKERSUND
1. Kamil Stoch
2. Maciej Kot
3. Jakub Wolny
------------------------
8. Krzysiu Miętus
11. Piotrek Żyła
14. Stefan Hula
27. Aleksander Zniszczoł
39. Dawid Kubacki
I tak o to Kamil wygrał cały cykl Raw Air. Byłam strasznie z niego dumna. Założyłam nawet tę koszulkę, którą dostałam specjalnie z nazwiskiem Kamila,a Piotrkowi dałam szalik z napisem "Leć Kamil , leć"
Zrobiliśmy sobie pamiątkowe selfie, które każde z nas wstawiło na swoje profile instagramowe
Ja wrzuciłam poniższy opis
"Aaaa! Kamil znów wygrał! Gratulacje z całego serca kochanie! @kamilstochofficial Jestem z ciebie dumna! A dzisiaj kibicujemy tak! Z moim ukochanym braciszkiem @piotrekwitkowski #gratulacjekochanie #kibicujemy #dwojekibiców #dwojewitkowskich #dzisiajzzakopanego "
Piotrek zaś wstawił poniższy opis
"A dzisiaj kibicujemy @kamilstochofficial z moją starszą siostrą @kasiawitkowska #skokiskokiwvikersundzie #kamilznówwygrałtenturniej "
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
- Dzień dobry
- Dzień dobry
- Ja nazywam się Amelia Kolska i jestem redaktorem gazety krakowskiej. Chciałabym zadać pani kilka pytań
- Dobrze, a na jaki temat?
- O medalach pańskiego chłopaka zdobytych na tegorocznych mistrzostw świata
- Ok.
- Uprzedzam, że rozmowa jest nagrywana.
- Dobrze
- A więc, jak ocenia pani występ polskich skoczków na tegorocznych mistrzostwach świata?
- Chłopakom poszło wspaniale! Z Piotrusiem trzymaliśmy mocno kciuki i mały również cieszył się nie tylko z sukcesu taty, lecz także wujków, jak zdobywali medale indywidualnie czy drużynowo.
- Na instagramie furorę zrobił filmik, jak pański syn stoi przed telewizorem, klaszcze i krzyczy "tata", podczas gdy pański chłopak ma wejść zaraz na podium. Czy to była spontaniczna akcja ze strony syna?
- Tak. Siedziałam sobie z nim na kanapie i powiedziałam mu, że tata zdobył medal. Spojrzał się wtedy na mnie, tymi swoimi oczkami i zaczął klaskać. Zaczął krzyczeć "tata". Dla mnie było to zrozumiałe, że gratuluje sukcesów swojemu tacie, ale nagle wstał z kanapy i myślałam, że pobiegnie gdzieś, bo jest on dzieckiem żywiołowym, a on podszedł do telewizora i jeszcze głośniej klaskał i wołał "tata". Cóż, takie są dzieci.
- Czy Kamil jest dobrym ojcem?
- Najlepszym.
- I nic więcej?
- Kamil to kochający, czuły mężczyzna.Obdarza naszego syna szczególną, ojcowską miłością. Każdy może powiedzieć, że jak to, przecież Kamila nie ma czasami nawet 4 dni w tygodniu, a podczas mistrzostw, igrzysk , czy innych imprez nawet półtora tygodnia, ale gdy tylko wróci do domu, to nigdy nie ma, że jest zmęczony, idzie spać, on po prostu w domu nie zachowuje się jak skoczek, on jest normalnym człowiekiem. Nawet gdy wróci wieczorem to pobawi się z synem, jak ja muszę coś zrobić, to go wykąpię, przebierze, nakarmi. Jak Kamil wróci to nie mamy przydzielonych obowiązków, przy dziecku, że np. ja go karmę i ubieram, a ty się z nim bawisz cały dzień i na koniec dnia wykąpiesz i włożysz do łóżeczka. Nic podobnego. Staramy się, abyśmy wszystkie takie czynności robili razem. Nie zawsze się nam to udaje, bo Kamil jeździ wtedy na treningi od rana do południa, najczęściej, jak Piotruś śpi.
- A jak pani przeżywa rozłąkę z chłopakiem?
- Jest trudno, bo prawie nigdy nie mamy czasu dla siebie. Nie ma go 4 dni w tygodniu, przez pozostałe 3, ciągłe treningi. A poza sezonem, dwu tygodniowe zgrupowania, a następnie Letnie Grand Prix. I jeszcze 1 wolnego i dalej kółeczko się powtarza. Puchar Świata i tak w kółko.
- W tamtym roku pojechali państwo na wakacje do Grecji. Czy teraz również zrobicie niespodziankę fanom i pojedziecie gdzieś na wakacje, nie mówiąc o tym nikomu?
- Na razie nie wiem , co Kamil ma w planach na tegoroczne lato.
- Rozumiem, że zaskoczą nas państwo w te wakacje?
- To musicie się Kamila spytać, bo ja na razie mam zamiar spędzić wakacje w Zakopanem.
- Dobrze, mam jeszcze jedno pytanie..
W tym momencie Piotruś zaczął płakać.
- Przepraszam panią bardzo, ale synek wstał i muszę go nakarmić
- Dobrze, dziękuję zatem za wspaniały wywiad
- Ja też dziękuję - rozłączyłam się
Poszłam do Piotrusia go nakarmić i przebrać. Ubrałam go , a następnie wzięłam z szafy moją suknię, buty i welon i pojechałam do Zębu, do rodziców Kamila. Już kilka dni wcześniej umówiłam się z panem Bronisławem, że to właśnie u nich będzie moja suknia ślubna.
Pojechałam więc do Zębu, na szczęście trafiłam na brak pani Krystyny. Za to była Natalia z panem Bronisławem.
- Suknię i dodatki możesz zostawić u mnie w szafie - powiedziała Natalia. - Mama tutaj w ogóle nie wchodzi, więc.... Nawet nie będzie wiedziała
- Dziękuję wam bardzo. Nawet nie wiecie co to dla mnie znaczy. Kamil wróci za kilka godzin, a nie chciałabym, aby zobaczył suknię tak długo przed ślubem.
- Dobrze, o nic się nie martw.
- Dziękuję wam jeszcze raz.
- Może zostaniesz na kawę? - zaproponowała Natalia
- Zostaniemy u cioci i u dziadka? - zapytałam Piotrusia
- Tak! - wykrzyknął
Nagle do pana Bronisława ktoś zadzwonił
- Przepraszam, ale muszę pilnie pojechać. Zostaniecie same?
- Tak, tato, pewnie - powiedziała Natalia
Pan Bronisław wyszedł i pojechał gdzieś swoim samochodem
Po chwili zapytałam Natalii
- Słyszałam, że pomiędzy tobą a Michałem nie jest za dobrze
- Tak - westchnęła Natalia - Ale co ja mogę z tym zrobić? Nic!
- Ale przecież już nie długo będziecie dorośli, więc będziesz mogła spokojnie być z Michałem i nikt nie będzie wam przeszkadzał. Bo będziesz dorosła
- To nie takie proste.
- Dlaczego?
- Wyobrażasz sobie, że wy jesteście parą i żeby wasze rodzeństwo było parą
- Różne rzeczy się zdarzają, a przecież takie zachowanie nie jest w ogóle zabronione.
- Ale...
- Kochasz go?
- Tak
- Więc koniec kropka i nawet najgorsza rzecz nie jest w stanie rozerwać największej miłości.
- Tak sądzisz?
- Ja to po prostu wiem.
- Ale mama....
- A myślisz, że mój ojciec pozwalał na związek z Kamilem. Ja również przechodziłam przez piekło. On dopiero na łożu śmierci mnie przeprosił. A jak leżał w szpitalu, czy w domu to mnie wyganiał, wyrzucił mnie z rodzinnego domu. Ile ja razy się nasłuchałam, jaka to jestem dziwka i puszczalska laska. Ale po każdym takim upokorzeniu ze strony ojca podnosiłam się. Stawałam się silniejsza. Jego wyzwiska, które wcześniej mnie raniły, były dla mnie tak na prawdę wiarą w to, że mam być silna. Dawały mi wiary w siebie. Brakuje mi teraz jego rad... Na prawdę mi ich brakuje - powiedziałam
Nagle ktoś wszedł do domu.
- Hej! Co tam u was słychać? - ktoś głośno nawoływał już od samych drzwi
Natalia wyszła na spotkanie. Był to Kamil
- Kamil? - zdziwiłam się - A co ty tu robisz?
- No po prostu przyjechałem do rodziców po mistrzostwach, bo mieszkanie zamknięte.
- No to takiej niespodzianki nigdy w życiu mi nie zrobiłeś!
Rzuciłam się mu w ramiona.
Nagle Piotruś krzyknął
- Tata!
Kamil podszedł do niego i wziął go na ręce.
- Tatuś już wrócił - wyszeptał - A to co, nie ma taty? - zapytał Natalię po chwili
- Nie - odpowiedziała mu - Pojechał gdzieś.
- No to jak go nie ma, to się zbieramy, co? - zapytał mnie Kamil
- Z tobą zawsze i o każdej porze - powiedziałam do niego
Pojechaliśmy więc do Zakopanego, do naszego mieszkania
- A co ty tak pojechałaś do nich?
- A co, nie mogę. Chciałam odwiedzić przyszłego teścia i przyszłą szwagierkę - uśmiechnęłam się
- A teściowa? - zażartował sobie Kamil
- Jak przyjechałam, to jej już nie było.
Kamil położył walizki w sypialni i wrócił do nas do salonu.
- Gdzie jest ten list od Anny? - zapytał
- W szufladzie w sypialni. A co? Przynieść ci?
- Jakbyś mogła
Wstałam więc i przyniosłam Kamilowi lis od Ani.
- Popatrz.... W Anglii jest. - powiedział do mnie lekko zniesmaczony.
Otworzył go. Na początku zobaczył zdjęcia. Jedno zdjęcie było jej. Taka uśmiechnięta, radosna. Drugie zaś było jej syna. Abdula. Bawił się w piaskownicy. A trzecie zdjęcie było takie niby rodzinne, bo tylko Ania i jej nowy partner.
- Nigdy nie popierałem jej wyborów. Patrz , jak się uśmiecha ten jej...
- Już nie kończ - powiedziałam, bo widziałam w oczach Kamila gniew
Zaczął więc czytać
" Drogi Kamilu
Witaj braciszku! Wiem, że ostatnio nasz kontakt się urwał, ale jak to zazwyczaj bywa, musiałam sobie pewne sprawy przemyśleć. Cóż, wiem, że postąpiłam źle, ale chciałam przede wszystkim ciebie, ale i Kasię serdecznie przeprosić za moje zachowanie. Wiem, było ono nie odpowiednie i dziecinne wręcz, ale cóż.... Różnie ze mną bywało, jak wiesz. Obecnie mieszkam w Wielkiej Brytanii, w samym centrum Londynu z moim najukochańszym Alexem i Abdulem. Tworzymy szczęśliwą kochającą rodzinę. Obecnie nie pracuję i zajmuję się domem, ale Alex pracuje w jednej z wielkich korporacji i żyje się nam tutaj dobrze. Alex pochodzi z dobrego domu, z tradycjami. Jego przodkowie to wysoko obsadzeni ludzie w społeczeństwie brytyjskim, więc nie mogę narzekać na jakieś niewychowane, wiejskie towarzystwo. Nie chciałam na początku tego mówić, ale jestem w ciąży. Już niedługo rozwiązanie. W połowie marca mam termin. Będzie to córka. Mamy zamiar w sierpniu przyjechać do Polski na jakieś dłuższe wakacje. Tylko mam jedną prośbę, nie mów mamie i tacie oraz Natalii, że jestem w ciąży. Wiesz, jak oni mogą zareagować. Wiesz, że wychowali nas w duchu rodziny katolickiej, a jak się zaraz okaże, będę miała kolejne nieślubne dziecko...A jak tam u was? Jak twoje skoki, mój mistrzu? Niestety, ale u nas nie ma skoków narciarskich w telewizji, więc nie mogę cię podziwiać, ale czasami w Internecie, jak tylko znajdę chwileczkę czasu, to...... zawsze wraz z Alexem ci kibicujemy. Alex jest dumny, że mam tak wspaniałego brata i serdecznie gratuluje ci twoich wielkich sukcesów. A jak się żyje tobie, Kasi i Piotrusiowi? Zapewne już jest duży, więc już na pewno skacze ze wszystkiego, z kanap, foteli, schodów czy stołu, bo chce być taki, jak tata.
Pozdrowienia
Anna, Alex i Abdul-Bari."
- Nie wierzę.... Po prostu nie wierzę - wyszeptał Kamil - Oczko w głowie rodziców.... A ona... Jest w ciąży i to jeszcze z jakimś Alexem, którego zna.... dość krótko, aby zachodzić w ciąże.... - powiedział Kamil
- Przepraszam bardzo, ale nie powinieneś wtrącać się do jej życia - powiedziałam
- Ciekawe czemu?
- A co? Ile ja cię znałam? 3 miesiące? I w ciążę zaszłam? Nawet nie całe 3 miesiące, maksymalnie 2,5.
- Wiem, ale...
- Może to właśnie z nim jest szczęśliwa? Skąd to wiesz? Ja dopiero przejrzałam na oczy i wyrwałam się z toksycznego związku, kiedy ty wkroczyłeś w moje życie....Ty byłeś taką gwiazdą na mnie, która..... rozjaśniła mi oczy na Adriana... Ja nie wiem, co bym teraz robiła, gdyby nie ty... Dalej bym wierzyła, że mnie kocha, a on tak na prawdę ukrywałby dziecko na boku i dalej umawiałam się z kobietami na seks, aby zarobić na syna... A ja głupia dalej byłabym w nim zaślepiona.
W tym momencie , tak po prostu, spontanicznie pocałował mnie...
- To ja dziękuję, że odmieniłaś moje życie.... - wyszeptał mi do ucha.
Po chwili wstał, udał się do sypialni i przyniósł pięknie opakowane medale. 2 srebrne, 1 złoty z mistrzostw świata.
- Te medale dedykuję wam, za to, że ciągle nie ma mnie w domu, że jesteś tutaj sama z Piotrusiem, a ja strasznie daleko.... Te medale są dla ciebie...
- Ale Kamil....
- Zachowaj je, są twoje.
- Ale... Ja na prawdę
- Są twoje.... Kocham Cię...
- Na prawdę, ale weź te medale , są twoje.... Twoja ciężka praca została nimi doceniona.....
Odłożyłam te medale na stolik
- Przepraszam, ale są twoje - powiedziałam i poszłam do łazienki
Gdy wróciłam, to zobaczyłam, że Kamil siedzi w salonie i ogląda album ze zdjęciami.
Usiadłam obok niego
- Chciałabym przeprosić - powiedziałam
- Nic się nie stało.
- Ale, przecież wiem, że....
- Po prostu ich nie chcesz, dla mnie to zrozumiałe - odpowiedział
- A co tam robisz?
- Przeglądam zdjęcia.... Nasze zdjęcia....
Wtuliłam się w ramiona Kamila i przeglądaliśmy razem nasze zdjęcia.
- Patrz tutaj, nasz bal, wspólny bal - powiedział Kamil
- Oberstdorf - wyszeptałam..... - Ten pamiętny Oberstdorf
- Nasz pierwszy pocałunek - powiedział Kamil - Pamiętasz?
- A jak mogłabym nie pamiętać?
- No nie wiem, nie wiem - uśmiechnął się do mnie
Po czym przybliżył się bardziej i chciał mnie pocałować. Jednak położyłam rękę na jego ustach
- Oj nie, nie , nie kochany...... Piotruś tutaj jest - wskazałam na synka, bawiącego się na dywanie - Kochanie nie przy dziecku.
- Ok, ale wieczorem będziesz moja - uśmiechnął się
- Oj nie kochanie, przed ślubem nie - również się uśmiechnęłam i poszłam do kuchni przygotować obiad.
- A co tam dzisiaj mi ugotujesz? - zapytał
- A co tylko będziesz chciał. - odpowiedziałam
- A dziś na obiad chcę ciebie..... - odpowiedział
- Oj, to się chyba nie doczekasz takiego obiadu.
Weekend spędziliśmy spokojnie. Wybraliśmy nawet orkiestrę na nasze wesele, a także fotografów i kamerzystów.
W poniedziałek 4 marca wspólnie wybraliśmy się, aby wybrać wzór naszych zaproszeń. Były białe z dodatkiem beżu i różu.
- A więc co nam jeszcze zostało? - zapytał Kamil
- Piękny samochód i świadkowie - powiedziałam
- Właśnie...
Kamil zaprosił mnie do jednej z restauracji i usiedliśmy sobie przy stoliku. Zamówiliśmy sobie obiad i zaczęliśmy rozmawiać.
- Ale zapomnieliśmy przecież jeszcze jednej rzeczy. Musimy przecież jeszcze kupić alkohol, napoje, owoce. Przecież to wszystko jest w naszym zakresie. Sama ta menadżerka naszej sali mówiła.
- No tak.... Racja.... - odpowiedział Kamil - A propo tych świadków to myślałem o Maćku - powiedział Kamil
- Maciek? - zdziwiłam się - Nie spodziewałam się - powiedziałam do Kamila.
- A to... coś nie tak?
- Nie, wszystko ok.
- Miałem w głowie także Stefana, ale.. nie chciałbym, aby powierzyć mu jakieś dodatkowe role. I tak jest chrzestnym naszego syna. A z Maćkiem mam dość świetny kontakt.
- No ok. To jest twój wybór, bo u mnie to ja myślałam nad Justyną Żyłą - odpowiedziałam.
- Justyna i Maciek? Mieszanka wybuchowa. - powiedział Kamil
5 marca, we wtorek rano pojechałam z Piotrusiem do Prus. Kamil niestety miał od 8:00 trening do 12:00, a następnie był umówiony w biurze naszego klubu na spotkanie z kandydatami do bycia trenerem w naszym klubie.
5 marca była pierwsza rocznica śmierci mojego ojca, a dzień wcześniej, bo 4 marca była 2 rocznica śmierci mojej babci. Chciałam więc pojechać do rodziny.
Jednak gdy weszłam, nie było nikogo. Wiedziałam, że trochę nie w porę, bo była godzina 13:00, ale żeby tak zupełnie nikogo nie było? Cóż. Pojechałam więc na cmentarz, zapaliłam znicz na grobie ojca i chciałam wrócić do Zakopanego. Jednak coś mnie podkusiło, aby pojechać i sprawdzić, może ktoś jednak jest w domu. Drzwi były zamknięte, ale zaczęłam pukać. Zadzwoniłam do mamy. Nie odbierała, ale usłyszałam, że jej telefon jest w domu, bo okno w kuchni było otwarte. Dzwoniłam i dzwoniłam do niej, ale nic, kompletna cisza..
Postanowiłam wejść tym oknem do domu. Zaczęłam się strasznie bać, że może coś się jej stało. Piotruś akurat spał w samochodzie, więc ja weszłam do kuchni. W powietrzu unosił się gaz. Był tak drażniący, że nie mogłam oddychać. Pozakrecalam wszystkie korki od gazu. Poszłam szukać jej dalej. Znalazłam ją. Leżała nieprzytomna na podłodze w sypialni, a obok niej Julcia. Również nieprzytomna. Wzięłam najpierw Julcie, a potem mamę na ręce i wyniosłam na dwór. Zadzwoniłam po pogotowie. Obie były nieprzytomne, a jak mogłam udzielać pierwszej pomocy obu z nich
Zaczęłam więc wołać pomocy. Usłyszał mnie jakiś młody chłopak, a następnie nasz 50- letni sąsiad. Byli wstrząśnięci tym, co zobaczyli. Jednak ruszyli mi na pomoc i dokonywali resuscytacji.
Ja pobiegłam sprawdzić, czy w domu nie ma jeszcze nikogo. Pobiegłam na górę, gdy zobaczyłam półprzytomnego Michała. Leżał na łóżku, był w połowie świadomy. Mógł sam dojść przed dom. Pomogłam mu tylko w zejściu po schodach. Usiadł sobie na ławce przed domem.
- A Piotrek? - zapytałam
- Wyszedł wcześnie bardzo do szkoły. Ma lekcje - odpowiedział mi Michał.
W tym momencie przyjechała straż pożarna , a za nią 3 karetki pogotowia. Zabrali ich do szpitala do Krakowa. Następnie podszedł do mnie lekarz i poprosił, abym ja też pojechała do szpitala i się zbadała, bo niestety, ale przebywałam w tym otoczeniu i również mogłam się nawdychać tego gazu, jednak w o wiele mniejszej ilości, niż rodzina.
Wsiadłam więc w samochód i pojechałam do szpitala.
Piotruś przez cały ten czas spał.
W szpitalu zrobiłam sobie wszystkie specjalne badania.
- Wyniki będą za 2 godziny - powiedział lekarz
- Dobrze, dziękuję - odpowiedziałam
Nagle zadzwonił do mnie Kamil. Miał wyczucie
- Halo, gdzie ty jesteś?
- Na badaniach
- Jakich badaniach?
- Za 2 godziny odbieram wyniki.
- Ale co się stało?
- Straszne.....
- Ale co? - niecierpliwił się
- Bo najpierw pojechałam do domu, ale nikogo nie było. No więc pojechałam na cmentarz i w drodze powrotnej wstąpiłam do domu.
- No i ?
- Okno było otwarte... Dzwoniłam do mamy. Nie odbierała, ale telefon słyszałam.... No i weszłam przez to okno... Gaz włączony, kuchenka włączona, a mama z Julcią nieprzytomne od tego gazu.... Wyniosłam je na zewnątrz - zaczęłam płakać.... - Pomógł mi taki młody chłopak i nasz sąsiad. Zadzwoniłam po karetkę... Weszłam jeszcze raz do domu i weszłam na piętro, bo mama z Julcią na parterze leżały. ... A tam półprzytomny Michał.... Trochę kontaktował, więc pomogłam mu wyjść z domu..... Powiedział, że Piotrek wyszedł dość wcześnie z domu i poszedł do szkoły.... Pogotowie zabrało ich do szpitala, a mi kazano zrobić badania, bo ja przebywałam w tym domu z tym gazem.
- O Boże... kochanie.... Może przyjechać po ciebie?
- Nie, nie trzeba.... Ja muszę jeszcze wziąć Piotrka ze szkoły... Ja nie wiem, gdzie on się podzieje... Michał już za tydzień może opuścić szpital, ale mama z Julcią..... Dalej są nieprzytomne....
- To może weź Piotrka do nas..... Przecież co stoi na przeszkodzie?
- Na prawdę?
- Tak.... Ja już w czwartek rano mam samolot, przecież lecę do Norwegii na Raw Air....
- Ja mogę tego nie udźwignąć.
- Ale czego?
- Mama z Julką w szpitalu nieprzytomne, Michał również.... Opieka nad niesfornym Piotrusiem i jeszcze mój brat.... A do tego ty za dwa dni wyjeżdżasz.
- Poradzisz sobie, wierzę w ciebie.....
- Ale Kamil.... Ja już mam wszystkiego dość... Przyjechałam tylko na grób ojca, aby zaświecić mu znicz na pierwszą rocznicę śmierci.... A tu..... - zaczęłam gorzej płakać.
- Nie płacz kochanie.... Nie płacz.... Bo i ja będę płakać....
- Kamil... Powiedz mi.... Dlaczego tak nasze życie musi się sypać.? Było przecież tak wspaniale......
- Aż za nudno.
- Nawet tak nie mów.....
- Kasia, to nie od nas zależy..... Tak chciał los...
- Dobra.... Kochanie..... Muszę już kończyć.
- Ok... Trzymaj się jakoś.
- Dzięki.
Odłożyłam telefon
Po 2 godzinach otrzymałam wyniki.
- Pani Kasiu, brak oznak zatrucia, więc wszystko jest dobrze. Wszystkie wyniki są w normie - powiedział lekarz....
- Dziękuję panie doktorze....
- Nie ma za co. A teraz proszę zając się matką i rodzeństwem.
- Dobrze, ale najpierw... Pojadę do szkoły.... Po mojego brata.
- Dobrze....
Wzięłam więc Piotrusia i wsiadłam w samochód.
Podjechałam pod szkołę. Czekałam, aż Piotrek skończy zajęcia.
Gdy tylko wyszedł z budynku, od razu podbiegł do mojego samochodu.
- A co to za podwózka? - uśmiechnął się
- Wsiadaj. - powiedziałam, lecz nie było mi do śmiechu.
- A co ty siostra taka poważna?
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Co się dzieje?
- Wiesz... Mama, Michał i Julcia.... są w szpitalu
- Jak to?? Po prostu.... Gaz z kuchenki się ulotnił i..... mama z Julcią są nieprzytomne, a Michał kontaktuje, ale... musi spędzić tydzień w szpitalu.
- A ja?? Co ze mną ??
- Spakujemy twoje rzeczy z domu...... Straż tam jest, ale wejść do domu możemy. Spakujesz się i pojedziesz do mnie do Zakopanego.
- A Kamil?
- Co Kamil?
- A Kamil gdzieś....
- W czwartek ma wylot na Raw Air...
- A czemu go tutaj nie było dzisiaj?
- Miał trening od rana do południa, a ja o 9:00 wyjechałam... Nie chciałam po południu, bo bym wróciła wieczorem...
- A czy on wie?
- Tak, wie...
Widziałam, że Piotrek w środku się rozpłakał, ale na zewnątrz chciał pokazać, że jest twardzielem.
Podjechaliśmy do domu i spakował swoje rzeczy. Pojechaliśmy jeszcze do szpitala... Mama i Julka były dalej nieprzytomne. Po wizycie u Michała pojechaliśmy do Zakopanego.
Zajechaliśmy dopiero wieczorem.
Najpierw wykąpałam Piotrusia i położyłam go do łóżeczka, a następnie wróciłam do salonu.
- Będziesz spać tutaj, jeśli ci to nie przeszkadza - powiedziałam
- Nie, wszystko ok - powiedział....
Widziałam, że był bardzo przejęty tą sytuacją. Nie patrzył mi w oczu i ze spuszczoną głową usiadł sobie na kanapie
- Może jesteś głodny? - zapytałam.
- Nie....
Nagle do mieszkania wszedł Kamil
- Hej kochanie - pocałował mnie na przywitanie
- Hej - odpowiedziałam
- Hej młody - podszedł do Piotrka.
Niestety, ale mu nie odpowiedział.
- Wybrałem już trenera. - powiedział do mnie
- I jak?
- Wysoki, młody....
- Przystojny? - uśmiechnęłam się
- Oj, bo będę zazdrosny
- Już nie przesadzaj.
- A więc pan Mateusz jest bardzo wyszkolony w tym temacie. Sam przechodził kursy instruktora , a także trenera, a jak był dzieckiem, to sam trenował skoki narciarskie, ale kontuzja przekreśliła jego karierę.
- I co? Jest trenerem?
- Można tak powiedzieć, bo tylko dwa razy był zastępcą trenera i raz był trenerem przez okres próbny. Ja na razie też chcę go wypróbować.
Piotrek nagle wstał i poszedł się wykąpać. Gdy tylko wrócił, to od razu poszedł spać.
Ja wzięłam zaraz za nim kąpiel, a po mnie Kamil i położyliśmy się na łóżku.
- I co z nim teraz? - zapytał Kamil
- Nie wiem... Niech przeczeka ten okres czasu, jak mama wyjdzie ze szpitala i dopiero niech wróci do Prus... Ja wiem, że nie powinien opuszczać szkoły, ale.....
- A Michał?
- Czuje się dobrze, ale.... Jeszcze tydzień musi siedzieć w szpitalu.
- Aha...
- A pro po Piotrka, to on sobie wziął książki i zeszyty, więc.... ma się kontaktować z kolegami i ma sobie zadawać lekcje, aby nie mieć zaległości.
- Dobre i tyle...
- Ale on się nacierpi... Najgorzej... Julcia nie rozumie pewnych spraw, ale on? Najbardziej poszkodowany.... Śmierć babci, za rok śmierć ojca, potem matka, z bratem i siostrą otruci gazem, dwoje z nich leży .....
Położyliśmy się spać, chodź nie ukrywam, że jednak było mi ciężko zasnąć po tych traumatycznych przeżyciach.
:
W czwartek z samego rana Kamil pojechał do Krakowa . bo już o 10:00 miał wylot do Norwegii do Oslo na turniej Raw Air.
Ja, korzystając z okazji, zawiozłam rano Piotrusia do Zębu do dziadków i wraz z moim bratem pojechaliśmy do Krakowa, do szpitala, aby odwiedzić mamę, Julkę i Michała.
W drodze do Krakowa zadzwonił do mnie telefon, że Julcia wybudziła się ze śpiączki , ale mama jeszcze nie...
Z jednej strony cieszyliśmy się, że w końcu Julcia się wybudziła, ale mama... Ona była najważniejsza w tym momencie... Nasza kochana mama....
Gdy tylko weszliśmy do szpitala, to udaliśmy się na salę, gdzie była Julcia. Panie pielęgniarki obdarzały ją szczególną troską, jednak ona nie chciała się z nimi bawić. Gdy nagle zobaczyła, że ja wraz z Piotrkiem weszliśmy do jej sali, to ucieszyła się bardzo. Zaczęła nawet wołać "Kasia"
Usiadłam sobie obok niej na łóżku szpitalnym i mocno przytuliłam.
- Jestem już siostrzyczko.... Jestem..... - wyszeptałam
- Ja chcę lalkę!
- Ale skąd ja ci teraz wezmę lalkę.
- Ja chcę lalkę!
- Po południu ci przywiozę.
- Ja chcę lalkę! - Julcia nie dawała za wygraną.
Popatrzyłam na Piotrka.
- Zostań z nią na 5 minut.
- Ok, ale po co? - zdziwił się
- Tylko 5 minut.
- Ok
Wyszłam z sali i zjechałam windą na parter, gdzie był sklep.... Dla pacjentów, ale zauważyłam tam kilka zabawek dla dzieci. Zobaczyłam pewną lalkę. Blondynkę w różowej sukni balowej i koronie.
- Poproszę tę lalkę - powiedziałam
- Proszę - podała mi ją ekspedientka - 20 zł
Podałam kasjerce banknot i wróciłam windą na 2 piętro i do sali, w której była Julcia z Piotrkiem
- A kto tutaj przyszedł? - pokazałam jej lalkę.
- LALKA! - wykrzyknęła
- Tak, lalka - powiedziałam
Wyjęłam ją z pudełka i podarował Julci... Przytuliła się do niej i głaskała po głowie.
- Moja laleczka.... Moja.... - powiedziała
Kilka sal obok leżał Michał. Postanowiłam znów na chwilę zostawić Piotrka z Julcią i poszłam do Michała.
- Hej siostrzyczka!
- Hej Michałku.
- A co ty tutaj dzisiaj?
- Przyjechałam cię odwiedzić
- Sama?
- Nie, z Piotrkiem
- To gdzie on jest.
- Bawi się z Julcią.
- To ona....
- Tak, wybudziła się - dokończyłam za niego myśl - Możesz wsiąść na wózek? - zaproponowałam, bo wiedziałam, że Michał ma zabronione chodzić na własnych nogach
- Tak, bo na razie to mój jedyny pojazd... Moje zastępcze nogi.
Pomogłam Michałowi wsiąść na wózek i pojechałam z nim do sali, w której była Julcia z Piotrkiem.
Spędziliśmy tak prawie 3 godziny, ale jednak zostaliśmy wyproszeni, bo siedzieliśmy zbyt długo....
Cóż, była już godzina 15:00, więc wróciliśmy do Zakopanego
- Gdzie kupiłaś tę lalkę? - zapytał mnie w samochodzie Piotrek
- W tym sklepie na parterze przy wejściu
Pojechaliśmy prosto do Zębu po Piotrusia i wróciliśmy do Zakopanego.. Było już po 17:00, więc przygotowałam kolację. Nakarmiłam Piotrusia, wykąpałam go i położyłam do łóżeczka, a sama usnęłam po 22:00
W piątek, 8 marca z samego rano ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Był to kurier z kwiatami.
- Pani Kasia Witkowska? - zapytał
- Tak, to ja.
- To dla pani.
- A od kogo?
- Tajemnica.
- Dziękuję panu bardzo.
Zamknęłam drzwi i wstawiłam kwiaty do wazonu. Był to piękny bukiet czerwonych tulipanów.
- A od kogo masz takie piękne kwiaty? - zapytał Piotrek.
- Sama nie wiem. Zaraz sprawdzę.
Poszukałam w kwiatach bileciku. Znalazłam go.
"Dla mojej ukochanej narzeczonej a okazji Dnia Kobiet.
Twój Kamil "
- Jak się postarał - powiedziałam
Wyjęłam ten bukiet z wazonu i poprosiłam Piotrka, aby zrobił mi zdjęcie z tym pięknym bukietem.
Wstawiłam je na swój profil na Instagramie.
" Dziękuję kochanie za taki piękny prezent z samego rana. Chociaż dzielą nas kilometry, to teraz one się dla nas nie liczą, Kocham @kamilstochofficial #dzieńkobiet #prezent #tulipany #dziękujękochanie #pojechałeśwczorajajajużtęsknie "
Jednak myślałam, że to przepiękny dzień w moim życiu, którego nikt nie może zepsuć.
Przed południem dostałam SMS-a od.... Adriana...
Złapałam się aż za głowę. Przeczytałam go.
"Wszystkiego najlepszego kotku z okazji dnia kobiet... Całuję cię mocno Kasiu.
Twój Adrian"
Rzuciłam aż telefonem o podłogę.
- Co się stało? - zapytał Piotrek
- Nic takiego.
- Przecież bez powodu nie rzuciłabyś telefonem o podłogę.
- Ale obiecaj, że nikomu mów powiesz
- Przyrzekam.
- Dostałam SMS-a na Dzień Kobiet.... Od Adriana.
- Od tego Adriana?
- Tak, od tego..
- A to świnia.
- Ale proszę nie mów Kamilowi.
- Obiecuję siostrzyczko.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Był to pan Bronisław. Przyniósł kwiaty i wino.
- Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet Kasiu.
- Dziękuję panie Bronisławie
- Oj, już przestań mówić mi na "pan" . Bronisław jestem - wyciągnął do mnie rękę
- Dobrze, pa.. Bronisławie
Usiedliśmy w salonie. Wyjęłam kieliszki i otworzyliśmy wino.
- A ty młodzieńcze się nie napijesz? - zapytał Bronisław Piotrka.
- Nie, ja jeszcze za młody.
- To ile ty masz lat?
- Pełnoletni nie jestem - odpowiedział stanowczo Piotrek.
Wypiłam z panem Bronisławem pół butelki wina, bo jednak obowiązki domowe dawały o sobie znać.
W sobotę miał odbyć się konkurs indywidualny w Oslo. Pierwszy konkurs tegorocznej edycji Raw Air. Dzień wcześniej odbyły się kwalifikacje, które wygrał Kamil, więc wszyscy mieli wobec niego wielkie nadzieje. I po raz kolejny nie zawiódł kibiców. Bo wygrał pierwszy konkurs, przez co utrzymał się na pozycji lidera i powiększył swoją przewagę nad drugim Michaelem Hayboeckiem
1. Kamil Stoch
2. Maciej Kot
3. Michael Hayboeck
----------------------------------------------------------
6. Piotrek Żyła
9. Stefan Hula
10. Krzysiu Miętus
15. Jakub Wolny
28. Aleksander Zniszczoł
36. Dawid Kubacki.
W niedziele również odbył się konkurs indywidualny na skoczni w Oslo. Tutaj również Polacy nie zawiedli, bo całe podium było biało - czerwone
1. Kamil Stoch
2. Maciej Kot
3. Krzysiu Miętus
------------------------------------------
5. Piotrek Żyła
8. Jakub Wolny.
11. Stefan Hula
15. Aleksander Zniszczoł
32. Dawid Kubacki.
Bardzo się cieszyłam z tego podwójnego triumfu Kamila w obu konkursach.
Wieczorem zadzwoniłam do niego, ale niestety nie rozmawialiśmy długo, bo Kamil był zmęczony, a w tym momencie był już w autokarze, bo jechali do Lillehammer.
We wtorek odbył się kolejny konkurs indywidualny. Tym razem w Lillehammer.
Obejrzałam go z Piotrkiem w szpitalu, bo byliśmy w odwiedzinach u Michała i Julci. Cóż, mama do tej pory się nie obudziła.
Czuwałam przy niej, ale lekarze przyznali się, że nie dają jej żadnych szans
Trzymali ją sztucznie przy życiu. Powiedzieli nam, że jeszcze przez tydzień będzie podłączona do respiratora, a później mogą ją po prostu odłączyć. Nie chciałam stracić matki.... Nie tylko ja byłam za młoda na tak bolesną stratę... Julcia.... Nasza kochana Julcia, która w październiku skończy 5 lat.....
Dla mnie w tym momencie nic nie było ważniejsze od mamy. Cały ten ślub, czy konkurs z udziałem Kamila. Po śmierci ojca zbliżyłam się bardziej z mamą i nie wyobrażam sobie, abym teraz mogła ją stracić.
Jednak po godzinnej wizycie u mamy, musiałam opuścić salę, więc przeszłam do sali Julci i tam obejrzeliśmy drugą serię konkursu.
Ostatecznie konkurs zakończył się z takim wynikiem.
1. Kamil Stoch
2. Krzysiu Miętus.
3. Michael Hayboeck
--------------------------
4. Maciej Kot
7. Piotrek Żyła
11. Stefan Hula
20. Jakub Wolny
23. Aleksander Zniszczoł
30. Dawid Kubacki
Wieczorem wróciłam z Piotrkiem do Zakopanego.
ZAWODY W TRONDHEIM:
1. Kamil Stoch
2. Stefan Kraft
3. Maciej Kot
----------------
8. Krzysiu Miętus
11. Piotrek Żyła
18. Jakub Wolny
20. Stefan Hula
28. Aleksander Zniszczoł
32. Dawid Kubacki.
ZAWODY DRUŻYNOWE W VIKERSUND:
1. Norwegia.
2. Polska
3 Słowenia
4. Austria.
5. Japonia
6. Czechy
7. Niemcy
ZAWODY INDYWIDUALNE W VIKERSUND
1. Kamil Stoch
2. Maciej Kot
3. Jakub Wolny
------------------------
8. Krzysiu Miętus
11. Piotrek Żyła
14. Stefan Hula
27. Aleksander Zniszczoł
39. Dawid Kubacki
I tak o to Kamil wygrał cały cykl Raw Air. Byłam strasznie z niego dumna. Założyłam nawet tę koszulkę, którą dostałam specjalnie z nazwiskiem Kamila,a Piotrkowi dałam szalik z napisem "Leć Kamil , leć"
Zrobiliśmy sobie pamiątkowe selfie, które każde z nas wstawiło na swoje profile instagramowe
Ja wrzuciłam poniższy opis
"Aaaa! Kamil znów wygrał! Gratulacje z całego serca kochanie! @kamilstochofficial Jestem z ciebie dumna! A dzisiaj kibicujemy tak! Z moim ukochanym braciszkiem @piotrekwitkowski #gratulacjekochanie #kibicujemy #dwojekibiców #dwojewitkowskich #dzisiajzzakopanego "
Piotrek zaś wstawił poniższy opis
"A dzisiaj kibicujemy @kamilstochofficial z moją starszą siostrą @kasiawitkowska #skokiskokiwvikersundzie #kamilznówwygrałtenturniej "
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Jak zwykle fajny rozdział. Nie mogę się doczekać kolejnego. Mam nadzieję, że będzie dobrze z rodziną Kasi. Nie mogę już doczekać się ślubu Kamila i Kasi. Zasługują na szczęście po tym co oboje już przeszli. Mam nadzieję, że nie szykujesz im znowu jakiś zawirowań , bo ile można w końcu znieść, oni już dostali w kość i powinni się teraz nacieszyć sobą .
OdpowiedzUsuńP.S . Nie obraź się, ale denerwuje mnie ,że bardzo często zaczynasz zdanie od "ja". Trochę dziwnie to się potem czyta i tak niestylistycznie to jest. Pozdrawiam
Ślub już niedługo. Około numeru 90.
UsuńNie denerwuję się, gdy ktoś wytyka mi błędy w moim pisaniu. Jestem jeszcze młoda. Mam 15 lat, ale i tak dziękuję, że podobają się Tobie moje opowiadania. :)