Numer 164 - Święta Bożego Narodzenia.

Nadszedł czas przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Tegoroczne święta mieliśmy spędzić w Zębie u rodziców Kamila.
Moja babcia tydzień wcześniej wróciła do Strawczyna, do swojego domu.
Ja zaś rozpoczęłam przygotowania do świąt.. Zrobiłam ogromne zakupy i już od 20 grudnia wzięłam się za przygotowania.
Zaczęłam od posprzątania całego domu. Kamil zaś postanowił pomóc mi i jako pierwszy sięgnął za ścierkę, aby posprzątać kuchnię, a następnie wyszedł z dzieciakami na zewnątrz, abym mogła w spokoju zająć się przygotowaniami.
Następnego dnia cały dzień spędziłam w kuchni. Tam gotowałam przeróżne potrawy na święta i wigilię, a Kamil ciągle tylko przychodził i podjadał mi wszystko to, co zrobiłam
- Może Ci w czymś pomóc? - spytał
- A co robią dzieciaki?
- Jeszcze śpią
- To niech śpią.. Od wczoraj boli mnie głowa od tego krzyku.
- No już nie przesadzaj.. Musiały się wyszaleć.
- Kamil, ale . Ja wiem, że muszą się wyszaleć, no ale żeby tak się zmoczyć w śniegu. Jeszcze wczoraj musiałam znowu umyć podłogę w przedpokoju. Wszystko było mokre.. Wszystko. Jak zdjęłam z Piotrusia wszystko , co miał na sobie, to nawet plecy miał mokre. Wiktoria trochę mniej, ale również cała mokra. Co wy tam w ogóle robiliście?
- My ? Budowaliśmy skocznię, a następnie robiliśmy zjeżdżalnię ze śniegu
W tym momencie spojrzałam na niego z niedowierzaniem
- Możesz obrać marchewkę - powiedziałam
Kamil zatem wziął marchewkę, nóż i woreczek na obierki.
- Ciekawe , jak rodzice zareagują na zaręczyny - pytał się Kamil.
- Myślisz  że gorzej czy lżej niż u nas ?
- Po mamie można się wszystkiego spodziewać
- W dodatku nie lubi Michała , tak samo jak i mnie
- No już nie przesadzaj.
- Ja przesadzam? Mam ci przypomnieć , jak przyszła do mnie z pieniędzmi, abym się wyniosła, ponieważ według niej naciągnęłam cię na dziecko.? Kamil . Sami wiemy , jak to było na początku, przecież ona chciała rozerwać mnie wzrokiem
- Ale teraz jest ok
- Ale nie wiadomo, co ona zrobi, jak się dowie, że Michał i Natalia są narzeczeństwem
- Nic im nie zrobi. To ich życie
-  Ale ona zrobi wszystko,, aby do ślubu nie dopuścić. Zobaczysz. Sam widziałeś, jaki humor miała na naszym ślubie i weselu.
- Dobra, skończmy temat mojej matki , bo już mam tego dość.
- Niech ci będzie.

Rano zdążyłam ugotować bigos i strogonow.. Dopiero po 10:00 obudził się Piotruś,, a po jakiś 5 minutach Wiktoria. Zrobiłam więc dzieciakom śniadanie, a następnie je przebrałam z piżamy w normalne ciuchy.. Tego dnia bardzo padał śnieg, więc Kamil nie wyszedł z dzieciakami na zewnątrz, zostali w domu, bawiąc się w chowanego. Jak miałam czas , to dołączyłam do nich, ale i tak byłam skupiona na gotowaniu. Zrobiłam śledzie w occie, do tego przygotowałam już rybę, dwie sałatki. Ugotowanie kompotu zostawiłam na ostatni dzień
Kamil miał jednak zachcianki na ciasto.
Jednego dnia upiekłam sernik , a drugiego makowiec i karpatkę.


Nadeszła Wigilia. Od rana wszyscy biegaliśmy wręcz po domu. Ja już naszykowałam wszystkie potrawy, które miałam zabrać do rodziców Kamila na kolację wigilijną.
Kamil poszedł kupić jeszcze żywą choinkę, którą ubraliśmy wspólnie z dzieciakami. Do tego Piotruś ustroił swój pokój małymi, pluszowymi mikołajami, reniferami i bałwankami.
Rano uprasowałam Kamilowi koszulę, tak samo jak i dla Piotrusia. Do tego jeszcze sukieneczka dla Wiktorii. Ja zaś nie musiałam dla siebie pracować, bo moja sukienka już wisiała w szafie.
Około południa Kamil wyszedł na dwór wraz z Piotrusiem, aby ustroić nasz dom z zewnątrz kolorowymi światełkami. Piotruś wpadł jednak na pomysł, aby ustroić futrynę drzwi wejściowych i żeby pod każdym oknem były świecące, kolorowe lampki. Efekt był naprawdę piękny.

Przed godziną 17:00 zaczęliśmy się wszyscy szykować.
Ja poszłam do sypialni, aby wyjąć z szafy moją sukienkę.
Do tego zrobiłam sobie fryzurę.

Kamil założył białą koszulę i spodnie od garnituru. Piotrusiowi założyłam granatową koszulę, a Wiktorii sukienkę.

Gdy byliśmy już gotowi, wyszliśmy z domu. Pomogłam Kamilowi wsiąść do samochodu  i pojechaliśmy do Zębu.
Natalii z Michałem jeszcze nie było. Anna krzątała się jeszcze po kuchni, a Krystyna rozkładała talerze.
Przywitaliśmy się ze wszystkimi, a następnie udałam się do kuchni.
- Wiedzą? - spytałam Anny
- Nie. Dzisiaj mają im powiedzieć.
- Jak myślisz, jak zareagują?
- Źle. Mama od rana ma jakiś zły humor, a tata... wkurzyła go po prostu i chodzi zmartwiony.
- Może coś się stało?
- Nie wiem sama, ale... kłócili się w nocy, przed ponad 2 godziny.
- No to nie jest ciekawie.
- Ja to tak skrycie uważam, że... coś się psuje pomiędzy nimi, ale nie chcą nam o tym powiedzieć.
- Wiesz.. gdy ja kłócę się z Kamilem, to też nigdy nie opowiadamy nikomu, kiedy się kłóciliśmy i o co się kłóciliśmy.
- Ale wiesz.. Oni nigdy się nie kłócili. Nigdy, no chyba, że wtedy, co byłam w Afryce i Anglii, ale...
- Dobrze, nie rozmawiajmy już o tym. Chodźmy do stołu, zaraz pewnie przyjedzie Michał z Natalią.
Przyszłam więc z Anną do jadalni. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Bronisław poszedł otworzyć.
To byli właśnie Natalia z Michałem. Bronisław zaprosił ich do środka. Zakochani zajęli miejsca blisko nas.
Na początku wszyscy złożyliśmy sobie życzenia, a po nich usiedliśmy na swoich miejscach i przystąpiliśmy do jedzenia kolacji wigilijnej, gdy nagle Michał z Natalią spojrzeli się na siebie.
- Mamo... tato.. - zaczęła Natalia - Chcielibyśmy wam coś powiedzieć...
Krystyna spojrzała się na nich, jakby znów miała usłyszeć, że zostanie babcią, ale nie, to nie było to.
- Michał mi się oświadczył - powiedziała, wskazując na pierścionek.
Bronisław aż wstał i podszedł do Natalii i Michała, aby im pogratulować. Krystyna miała jednak inne zdanie w tej kwestii i rzuciła tylko takie bezwartościowe "Szczęścia życzę".
Nie wiedziałam, kogo ona chciała urazić tymi słowami. Swoją córkę, czy przyszłego zięcia?
- Wiedzieliście? - Bronisław spytał się mnie i Kamila
- Tak - odpowiedział Kamil
- Ale mieliśmy zakaz mówienia, miała być to niespodzianka na święta - powiedziałam
- No to zrobiliście niespodziankę - westchnęła Krystyna
 Bronisław był jednak innego zdania. Bardzo się cieszył.
- Już byłem na ślubie mojego jednego dziecka.. Jeszcze pozostały mi dwa.
Po chwili dodał jednak:
- A kiedy planujecie ślub?
- Na razie nie. - powiedział Michał
- Chcemy się tato nacieszyć narzeczeństwem - powiedziała Natalia - Może za dwa lata... Nie wiemy jeszcze sami
Krystyna w ogóle nie uczestniczyła w rozmowie o ślubie własnej córki.
- I co, i dalej będziecie mieszkać w Krakowie? - spytał Kamil
- Raczej tak, nie planujemy przeprowadzki. Dobrze nam tam jest. Oboje studiujemy. - powiedział Michał
- Rozumiem, że było romantycznie? - spytał się Bronisław
- Tak - uśmiechnęła się Natalia. - Było przecudnie, pełno świec i róż. Jak prawdziwy romantyk.
W tym momencie spojrzałam się na Kamila
- No to mój romantyk oświadczył mi się na ulicy w tym samym miejscu, w którym spotkaliśmy się po raz pierwszy 2 lata wcześniej. - uśmiechnęłam się do Kamila - Nie potrzebowałam świec, róż, bo moje szczęście uklęknęło przede mną.
- Oj.. już nie rób ze mnie takiego romantyka - zaśmiał się Kamil
- Nikogo z ciebie nie robię. Mówię jak jest. Chyba żaden mężczyzna po kłótni nie przychodzi z przeprosinami z kwiatami.
- A kiedy ostatnio przyszedłem?
- Przychodziłeś z bukietem czerwonych róż po kłótni i to trzykrotnie. Pierwszy raz po igrzyskach w Pjongczangu.
- No to już sobie przypominam.
- A wy się w ogóle kłócicie? - zaśmiał się Bronisław
- Prawie nigdy się nie kłócimy, ale jak zaczniemy, to nie ma końca - odpowiedział Kamil

Po zjedzeniu wieczerzy wigilijnej wszyscy zgromadziliśmy się w salonie. Najpierw dzieciaki otwierały swoje prezenty. Były takie szczęśliwe. Piotruś dostał dwa samochody i klocki LEGO, Wiktoria zaś dostała dużą lalkę, kucyka PONY i wielkiego misia (prezent od dziadków).

Gdy dzieciaki odpakowały prezenty, przyszedł czas na śpiewanie wspólnie kolęd. Tutaj najbardziej przewodziłam ja i Bronisław.
Zaczęliśmy najpierw od "Dzisiaj w Betlejem", kończąc na "Cicha noc".
Przez cały ten czas Krystyna nie odezwała się ani słowem. Widać  było, że nie podobało jej się, że mój brat oświadczył  się Natalii. Była cały czas nieszczęśliwa. Najpierw ja pojawiłam się w życiu jej rodzina, potem Ahmed, a następnie Alex - którego nie lubi, a teraz Michał, mój brat.
Na koniec poprosiliśmy o wspólne zdjęcie przy choince. Tylko ja, Kamil, Piotruś i Wiktoria.

Około 22:00 wróciliśmy do domu. Zaprosiliśmy do siebie Natalię i Michała.
- Możecie mi powiedzieć jedną rzecz? - spytał Michał - Dlaczego ona mnie tak nienawidzi?
- Mnie też nienawidziła na początku - powiedziałam - Przyszła do mnie kiedyś z pieniędzmi, abym się wyniosła z jej życia, ale... przyzwyczai się do ciebie i jeszcze będzie lepiej.
- Zobaczymy, chociaż wątpię. - powiedział Michał
- Oj... Michał - westchnęła Natalia - Po prostu moja mama była zaskoczona tą informacją
- Nie pierwszy raz - skomentował to Kamil


Następnego dnia wstałam bardzo wcześnie, bo o 5:00. Nie mogłam spać. Śnił mi się koszmar, że... Kamil umarł.. Cała moja poduszka była w moich łzach. Nie mogłam tego znieść. Chociaż ostatnio tak tego nie pokazujemy... to ja... go strasznie kocham.
Zeszłam na dół, gdzie zrobiłam sobie herbatę, a następnie wróciłam do sypialni.  Wyjęłam z szafy sukienkę i poszłam do łazienki, aby się ubrać.


Po chwili do kuchni przyszedł Kamil. Ja akurat patrzyłam się w okno. Niespodziewanie zaszedł mnie od tyłu i objął w pasie. Wystraszyłam się
- A czego ty się tak boisz? - spytałam
- Miałam dzisiaj straszny sen.
- Jaki?
- ... Umarłeś w nim... Zginąłeś w wypadku samochodowym, a ja jechałam do ciebie, a ci powiedzieć, że jestem z tobą w ciąży.. I nagle taki obrazek jak za mgłą... Potem wynoszą cię z tego samochodu nieżyjącego... - z każdym słowem coraz bardziej płakałam  - A potem był twój pogrzeb.. I tu już się obudziłam - w tym momencie wtuliłam się w Kamila.
- Ci... to tylko zły sen. To nic takiego.
- Kamil, ale ja się strasznie bałam.
- Nie bój się niczego. Jestem przy tobie.
Kamil pocałował mnie delikatnie w czoło.
- A tak w ogóle, to jaki plan na dzisiaj?
- No jaki plan? Urodziny Piotrusia.
- Wiem, wiem... Ale nigdzie nie jedziemy?
- Nie. Jutro pojedziemy do mojej mamy, Kornelia ma też przyjechać, to wręczę prezent małemu Szymonkowi.
- A coś dla Zosi? Zapomniałem zupełnie.
- Nie martw się. Ja już o wszystkim pamiętałam
- Co ja bym bez ciebie zrobił - powiedział, całując mnie w szyję... tak zmysłowo.
- Kamil... - szepnęłam
- Przecież dzieci jeszcze śpią
- Ale je obudzimy.
- Dobrze... Ale wieczorem.. - Kamil uśmiechnął się do mnie
- Do wieczora jest jeszcze dużo czasu.
- A tak po za tym.. Tort już upiekłaś?
- Tak, czekamy na gości.
- A kto będzie?
- Natalia z Michałem, twoi rodzice, Anna z Alexem  i dzieciakami, a także Stefek z Marceliną i dzieciakami. Moja mama nie ma jak przyjechać, więc my ją jutro odwiedzimy. Tak samo z Kornelią.
- Dobrze, dobrze.

Kamil poszedł na górę, a ja przygotowywałam śniadanie. Nagle usłyszałam , jak Piotruś mnie woła na górę. Już wstał. Tak samo jak i Wiktoria. Piotrusia ubrałam zatem w czerwoną koszulę i czarne jeansy, a Wiktorii założyłam sukieneczkę.
Po zjedzonym wspólnie śniadaniu poszliśmy do kościoła na mszę na godzinę 11:00.
Po skończonej mszy świętej wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad, a następnie wręczyliśmy Piotrusiowi prezent z okazji urodzin. Ogromne puzzle z wizerunkiem... skoczka narciarskiego. Widać było, że mu się podobają.
- Kocham Was  - powiedział, całując mnie i Kamila w usta

Piotruś otworzył pudełko  i wspólnie we czwórkę ułożyliśmy puzzle. Następnie Kamil zrobił im zdjęcie. Będzie na pamiątkę.

O 14:00 zjawili się pierwsi goście. Stefan z Marceliną i dzieciakami. Stefek, jako ojciec chrzestny wręczył Piotrusiowi prezent. Kupił mi granatową koszulę z napisem "Bożyszcz kobiet" i białą muchę.
Ja i Kamil jako rodzice chrzestni wręczyliśmy Zosi prezent - lalkę, która mówi. Po jakiś 20 minutach przyjechał Michał z Natalią, a zaraz po nich Anna z Alexem i dzieciakami. Czekaliśmy jeszcze na rodziców Kamila, ale dopiero o 15:00 przyjechał sam Bronisław, mówiąc, że Krystyna źle się czuje.
Wyjęłam zatem tort i zapaliłam świeczki.
Ja i Kamil trzymaliśmy mocno Piotrusia i razem z nim zdmuchnęliśmy świeczki. Wszyscy goście zaczęli bić brawo, a następnie odśpiewaliśmy "sto lat". Piotruś jednak nie chciał z nami siedzieć przy stole, aby zjeść tort. On tylko marzył, aby pójść w końcu się pobawić. Więc zjadł tylko dwa kawałki tortu i wyrwał mi się z rąk, biegnąc do dzieci, aby się z nimi bawić.
- Cały Piotruś - skomentowałam - Tylko ciągnie go do zabawek
- No cóż... To niczym jak nasza Milenka.
- Jak ona wyrosła - powiedziałam
- Biegnący czas najlepiej widać po dzieciach... - powiedziała Anna
- No przecież dopiero co urodził się Piotruś, a już dzisiaj świętujemy jego piąte urodziny. - powiedział Kamil
- Dopiero co się urodził twój pierworodny, a ty już masz dwójkę, Kamilu - trafnie stwierdził Bronisław
- Uprzedzam, że na dwójce się nie skończy - uśmiechnął się
W tym momencie kopnęłam go pod stołem w prawą kostkę.
Urodziny przebiegły w bardzo miłej atmosferze. Dzieciaki się wybawiły, a my -dorośli :), pośmialiśmy się w swoim gronie.
 Na koniec, chyba to już taka nasza mała tradycja, odbyła się sesja zdjęciowa. Tak to nazywam. Każdy chciał zrobić sobie zdjęcie z jubilatem. Ja jeszcze poprosiłam o zdjęcie z Kamilem i Zosią.

Następnego dnia rano udałam się do kuchni, aby przygotować śniadanie. Kamil zaś poszedł do dzieciaków. Po chwili wrócił z nimi na dół.
- Mamusiu... - powiedział Piotruś - Dlaczego nie można mieć urodzin codziennie?
- Urodziny to dzień, w którym przyszedłeś na świat, w którym cię mamusia urodziła - powiedział Kamil
W tym momencie... tak zupełnie niespodziewanie, Wiktoria podeszła do Kamila i pocałowała go w policzek. Kamil odpowiedział jej całusem w czółko, a ona mu w usta.
- Kocham cię , tato - powiedziała
- O! Bo zrobię się zazdrosna - powiedziałam
W tym momencie Piotruś podszedł do mnie, przytulił mnie i pocałował w policzek.
- Ja cię mamo kocham bardziej niż Wiktoria.
- Nie możesz tak mówić - powiedziałam
- Ale Wiktoria kocha bardziej tatę.
- A co, zazdrosny jesteś o tatę? - zaczęłam się śmiać
- Nie, po prostu robi mi się smutno, kiedy nikt cię nie całuje, ani nie przytula.
- Ale jak to? Przecież ty, Wiktoria, tata... okazujecie mi czułość.

Po chwili Kamil spytał:
- A gdzie dzisiaj jedziemy?
- No jak to gdzie, do mojej mamy.
- O której wyjeżdżamy?
- Za chwilę. Zjemy śniadanie i już.

Zjedliśmy zatem śniadanie. Udałam się na górę. Założyłam czerwone spodnie i bluzkę.


Wiktorii założyłam sukieneczkę.
Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Prus. Na początku wstąpiliśmy do kościoła na mszę na godzinę 11:00, a po kościele pojechaliśmy do mojego rodzinnego domu.
Mama już wszystko przyszykowała. Na stoliku w salonie były talerzyki, wyjęte ciasto, sałatka, a do tego mieliśmy już zrobione herbaty.
Przywitaliśmy się z mamą gorącym uściskiem.
- Myślałam, że nie przyjedziecie - powiedziała
- A to co? - zdziwiłam się - Kornelia już jest?
- Tak już jest. Przebierają małego w sypialni.
- A Michał z Natalią przyjadą?
- Tak, mają przyjechać, ale później.
Weszliśmy zatem dalej do pokoju. Piotruś od razu poszedł przywitać się z Julką, która chciała go zaprowadzić do swojego pokoju.
- Julka - odezwała się moja mama - Przecież miałyśmy dać Piotrusiowi prezent.
Mama z Julką podarowały Piotrusiowi prezent - grę planszową.
- O! Będę grał z tatą! - powiedział - A ty, gdzie ty masz tatę?
Wiedziałam, że to strasznie ciężkie dla Julki.
- Piotrusiu, chodź, pokaż nam, co to za gra.
- Nie - wykrzyknął
W tej chwili z sypialni wyszła Kornelia z Bartoszem i małym Szymonkiem na rękach. Przywitaliśmy się z nimi.
- O! A kto to nas odwiedził? - uśmiechnęłam się do Szymonka
Maluszek również odpowiedział mi uśmiechem. Wzięłam go na ręce.
- A wiesz, co? Ciocia ma dla ciebie prezent..
Kamil podał mi torebkę, z której wyjęłam malutkie pudełeczko.
- Jako twoja matka chrzestna... Postanowiłam dać ci wyjątkowy prezent - powiedziałam, całując go w czółko.
W tym małym pudełeczku był srebrny krzyżyk na łańcuszku.
- Taki oto prezencik mam dla ciebie. Taka kochana pamiątka - powiedziałam, tuląc Szymonka
- Chyba tęsknisz za takim małym szkrabem  -uśmiechnęła się Kornelia
- Na razie mi wystarczy, że mam takiego szkraba u ciebie.
Gdy ja bawiłam się z małym, Kornelia wręczyła Piotrusiowi prezent. Wielkie pudełko klocków LEGO.
- Wiesz co...  -powiedziałam do Kornelii - Nie możesz go tak rozpieszczać.
- Wiem, wiem.. Ale to mój jedyny chrześniak
- Oj nie kracz... Bo może u Michała będzie! - zaczęłam się śmiać
- No wiesz... Młody nie jest - również zaczęła się śmiać
- Dziewczynki moje kochane... To, że ja i wy wcześnie wyszłyśmy za mąż i mamy dzieci, to nie znaczy, że Michał musi pójść w wasze ślady. Kobietki moje kochane... Ja mam 46 lat i 3 wnuków. Czy ja aż tak staro wyglądam? - zaczęła się śmiać - Wiem, że to chyba rodzinne. Ja w wieku 21 lat urodziłam moje pierwsze dziecko. Kasia urodziła Piotrusia mając 20 lat, a Kornelia mając 22 lata. Dajcie się Michałkowi wyszaleć.
- Szczerze? To ja już bym chciała sobie potańczyć na jego weselu. - powiedziałam
- Właśnie.. Ale dalej to do mnie nie dociera, że Michał będzie brał ślub. - powiedziała Kornelia
- Ja to się chyba zesikam ze śmiechu, jak będzie przed ołtarzem - powiedziałam
- Ale wy jesteście nie miłe dla nie go - moja mama dalej się śmiała
Tylko Kamil z Bartkiem i dzieciakami się nie śmiali
- To są Witkowskie. Tego nie zrozumiesz - powiedział Kamil do Bartka, również wybuchając śmiechem
- A jak już jesteśmy przy temacie.... Julcia ma w maju komunię świętą i już was uprzedzamy. 27 maja w sobotę.  - oznajmiła nam mama
- 27 maja? - Kamil spojrzał się w moją stronę - Twoje urodziny.
- No to mi Julka zrobiła prezent.
- A właśnie.. A pro po... Kiedy wysyłacie Piotrusia do szkoły? - spytała mama
- Od września już jest obowiązek szkolny. Będzie szedł do zerówki. - powiedziałam
- Ale blisko macie do szkoły?
- Tak - powiedział Kamil - Niespełna 3 kilometry.
- No to blisko macie. - powiedziała
- A właśnie. Ja już niedługo idę znowu na studia - powiedziała Kornelia. Od października przyszłego roku znowu idę na uczelnię i już zamówiłam miejsce w żłobku dla Szymonka.
- To już chcesz go do żłobka wysyłać?
- Mamo, nie mamy innej opcji. Bartek pracuje, ja wrócę jesienią na studia, a teraz o miejsca w żłobku jest ciężko.
- Ale Kasia sobie jakoś poradziła.
- Mamo.. - wtrąciłam się - Poradziłam sobie, bo miałam mnóstwo wspaniałych osób wokół siebie. Jak Piotruś był mały, to też ledwo co wychodziłam z domu, ale rodzice Kamila, Anna, Natalia.. Wszyscy mi bardzo pomagali, kiedy zostawałam sama z dzieciakami, a Kamil był na konkursach. Teraz jest mi łatwiej, bo jadąc na uczelnię, nie muszę się martwić, co spsocą dzieciaki, bo wiem, że Kamil jest w domu, chociaż teraz, zaraz po świętach ma rozpocząć rehabilitację.

W tym momencie do domu weszli Michał z Natalią. Przywitali się z nami.
- No, już jesteśmy - powiedział Michał.
Natalia usiadła obok mnie
-  Trochę korków w Krakowie. Długo czekaliśmy - powiedziała
- No to my , siostra - zwrócił się do Natalii Kamil - Mamy taką trasę, że zgrabnie Kraków omijamy - uśmiechnął się
- My mamy.... - uśmiechnęłam się - Ja dzisiaj kierowałam
- A właśnie.. Rozmawiałam wczoraj z mamą - powiedziałam moja mama - I powiedziała, że dzwoniła do ciebie wczoraj i nie odbierałaś
- Bo byłam w łazience, a potem oddzwaniałam, to dostałam powiadomienie, że jest zajęta - odpowiedziałam jej
- Prosiła mnie, abym przekazała wam, że macie zaproszenie do niej, aby ją odwiedzić.
- No to ja do niej zadzwonię -  powiedziałam - Może byśmy jutro pojechali? - spytałam Kamila
- Możemy, tylko ją uprzedź wcześniej.
- No dobrze.
Siedzieliśmy sobie w swoich gronie, gdy nagle Piotruś podszedł do Kamila i powiedział:
- Tato, dzisiaj są skoki!
Moja mama spojrzała się na Piotrusia
- To już Piotrusiu włączamy telewizor.
Nasz synek usiadł przed telewizorem i oglądał z ogromnym spokojem Mistrzostwa Polski w skokach narciarskich.
- Chyba nie wolno mu przeszkadzać - odezwała się mama
- Cicho... babcia - odezwał się  Piotruś
W tym momencie do domu wszedł Piotrek. Niestety, bez swojej dziewczyny.
- Musiała zostać u rodziców - powiedział Piotrek

Gdy wychodziliśmy, na koniec zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie. Na koniec poprosiłam Kamila, aby zrobił zdjęcie mi, mamie, Kornelii, Michała, Piotrka  i Julki, które wstawiłam na swojego instagrama z dopiskiem:
"A więc to cała rodzinka Witkowskich.... :) #family #święta #witkowscy #tosąwitkowscytegoniezrozumiesz #wwitkowskichsiła #tojesttamoc :* "

Następnego dnia rano zdążyłam tylko ubrać dzieciaki i się przebrać z piżamy. Już o 8:00 mieliśmy wyjechać do Strawczyna.


Babcia bardzo się ucieszyła z naszego przyjazdu.
- Chciałam, żebyście mnie odwiedzili, ale przede wszystkim mam coś dla ciebie, Kasiu - powiedziała, po czym wróciła z sąsiedniego pokoju z ogromnym pudłem.
- A co to jest? - spytałam
- To coś magicznego. - odpowiedziała - Wiem, że bardzo kochasz tę swoją historię i mam dla ciebie coś - dała mi pudło.
- Mogę je otworzyć? - spytałam
- Tak.
Otworzyłam zatem pudło. Było w nim wiele pamiątek. Nawet kilka z czasów wojny
- To jeszcze po moich rodzicach - odpowiedziała
Była tam konstytucja , mundur mojego pradziadka...
- Ale to jest zbyt cenne - powiedziałam
- To już jest twoje... Nie chcę, aby to było w moim domu.
Dotknęłam munduru.
- Wcale nie zniszczony. - powiedziałam
- Dbałam o niego. W końcu to po Władysławie Różańskim
Wyjęłam delikatnie mundur. Było tam pełno zdjęć. Zdjęcia mojego pradziadka i prababci, ale także dziadka Jana.
- Ale jesteś pewna, że chcesz mi to oddać? - spytałam
- Tak.

Po wypiciu kawy, zjedzeniu ciasta i po rozmowach wróciliśmy do domu.
- Nie wiem, co mam zrobić z tym mundurem.  - powiedziałam do Kamila
- Schowasz go do szafy. Później pomyślimy, co z nim zrobić.
Gdy wróciliśmy do domu, zmęczona usiadłam na kanapie.
- Muszę jeszcze pojechać do Maciusia, muszę mu wręczyć prezent na święta - powiedziałam do Kamila
Chyba ktoś musiał podsłuchać mój pomysł, bo nagle zadzwoniła do mnie Justyna, że są przejazdem w Zakopanem i chcieliby wstąpić. Dzięki temu wręczyłam małemu prezent.



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


       kiki2000

Komentarze