Następnego dnia Kasia wstała bardzo wcześnie. Zeszła na dół, aby przygotować śniadanie. Tym razem dla całej czwórki. Gdy Kamil jednak wszedł do kuchni, szybko z niej wyszła, udając się na górę do pokoju dzieciaków. Po 20 minutach zeszła już z nimi do kuchni.
- Jedziesz dzisiaj? - spytała Kasia
- Tak, dzisiaj jadę. A ty?
- Też. Dzisiaj mam wyjątkowo na 9:45.
- Dlaczego?
- Klasa 5 ma jakąś wycieczkę, czy coś takiego i nie ma ich cały dzień. Dyrektor i moja opiekunka stwierdzili, że nie ma potrzeby, abym przyjeżdżała godzinę wcześniej, aby tylko posiedzieć w szkole.
- Ile godzin dzisiaj masz?
- Tylko z siódmą klasą.
- Czyli co, na godzinkę?
- Tak, tak.. Lekcja zaczyna się 9:45, więc do 10:30. Przed 11:00 będę już w domu.
- Kto dzisiaj zostaje z dziećmi?
- Dzisiaj Agnieszka. Sama mi nawet to zaproponowała. Muszę odciążyć twoich rodziców. Ciągle ich wykorzystujemy, aby pilnowali naszych dzieci. Nie można tak.
- Ale tata cały czas powtarza, że lubi z nimi spędzać czas.
- Wiem, ale... nie codziennie. Mają też swoje życie. Muszą od nich odpocząć.
- Nie chcę cię urazić, ale moim zdaniem nie ma potrzeby, abyś chodziła do pracy. Skacząc na nartach wyskakałem wręcz fortunę, z tytułu wielokrotnego mistrza olimpijskiego, choć jestem po wypadku dostaję pieniądze. Moim zdaniem żyje nam się bardzo dobrze, nie ma potrzeby, abyś ty pracowała.
- Ale ja nie chcę siedzieć bezczynnie w domu. Zrozum to.
- Dobrze, dobrze... Cofam moje słowa. - uśmiechnął się do żony
Po zjedzonym śniadaniu Kasia udała się na górę. Ubrała się już do pracy.
Włosy związała w koka, a do tego lekki makijaż. Wzięła torebkę, a do niej schowała podręcznik do klasy siódmej i atlas historyczny, który miała w domu.
Kamil pojechał przed 9:00, a zaraz po jego wyjeździe, przyjechała Agnieszka.
- Cześć
- Cześć
Przywitały się.
- Co tam słychać? - spytała Agnieszka
- Wiesz co... opowiem ci za godzinę jak wrócę, bo... jest o czym opowiadać.
- Dobra, dobra.
Agnieszka spojrzała się na Wiktorię, która bawiła się lalkami w salonie.
- A gdzie Piotruś?
- W łazience, dzisiaj znowu sam myje zęby, a "mama i tata nie mają wstępu do jego królestwa łazienkowego"
Agnieszka i Kasia zaczęły się śmiać.
- Dobra, to jedź, bo się spóźnisz.
- Ok, ok
Kasia pożegnała się z Wiktorią pocałunkiem w policzek
- Cześć synku! - powiedziała wychodząc z domu
Wsiadła zatem w samochód i pojechała do Zębu. W szkole była jeszcze przed przerwą. Wyjęła więc z torebki swój atlas i udała się do sekretariatu. Odpowiednio zbajerowała panią Wiesię, która skserowała jej odpowiednie strony dla każdego z uczniów, a także dla nauczycielki historii.
- Jedziesz dzisiaj? - spytała Kasia
- Tak, dzisiaj jadę. A ty?
- Też. Dzisiaj mam wyjątkowo na 9:45.
- Dlaczego?
- Klasa 5 ma jakąś wycieczkę, czy coś takiego i nie ma ich cały dzień. Dyrektor i moja opiekunka stwierdzili, że nie ma potrzeby, abym przyjeżdżała godzinę wcześniej, aby tylko posiedzieć w szkole.
- Ile godzin dzisiaj masz?
- Tylko z siódmą klasą.
- Czyli co, na godzinkę?
- Tak, tak.. Lekcja zaczyna się 9:45, więc do 10:30. Przed 11:00 będę już w domu.
- Kto dzisiaj zostaje z dziećmi?
- Dzisiaj Agnieszka. Sama mi nawet to zaproponowała. Muszę odciążyć twoich rodziców. Ciągle ich wykorzystujemy, aby pilnowali naszych dzieci. Nie można tak.
- Ale tata cały czas powtarza, że lubi z nimi spędzać czas.
- Wiem, ale... nie codziennie. Mają też swoje życie. Muszą od nich odpocząć.
- Nie chcę cię urazić, ale moim zdaniem nie ma potrzeby, abyś chodziła do pracy. Skacząc na nartach wyskakałem wręcz fortunę, z tytułu wielokrotnego mistrza olimpijskiego, choć jestem po wypadku dostaję pieniądze. Moim zdaniem żyje nam się bardzo dobrze, nie ma potrzeby, abyś ty pracowała.
- Ale ja nie chcę siedzieć bezczynnie w domu. Zrozum to.
- Dobrze, dobrze... Cofam moje słowa. - uśmiechnął się do żony
Po zjedzonym śniadaniu Kasia udała się na górę. Ubrała się już do pracy.
Włosy związała w koka, a do tego lekki makijaż. Wzięła torebkę, a do niej schowała podręcznik do klasy siódmej i atlas historyczny, który miała w domu.
Kamil pojechał przed 9:00, a zaraz po jego wyjeździe, przyjechała Agnieszka.
- Cześć
- Cześć
Przywitały się.
- Co tam słychać? - spytała Agnieszka
- Wiesz co... opowiem ci za godzinę jak wrócę, bo... jest o czym opowiadać.
- Dobra, dobra.
Agnieszka spojrzała się na Wiktorię, która bawiła się lalkami w salonie.
- A gdzie Piotruś?
- W łazience, dzisiaj znowu sam myje zęby, a "mama i tata nie mają wstępu do jego królestwa łazienkowego"
Agnieszka i Kasia zaczęły się śmiać.
- Dobra, to jedź, bo się spóźnisz.
- Ok, ok
Kasia pożegnała się z Wiktorią pocałunkiem w policzek
- Cześć synku! - powiedziała wychodząc z domu
Wsiadła zatem w samochód i pojechała do Zębu. W szkole była jeszcze przed przerwą. Wyjęła więc z torebki swój atlas i udała się do sekretariatu. Odpowiednio zbajerowała panią Wiesię, która skserowała jej odpowiednie strony dla każdego z uczniów, a także dla nauczycielki historii.
Uczniowie byli bardzo zadowoleni. Wiedziałam, że szkoła.. Nie jest dobrze wyposażona, a Pani nauczycielka jest już kobietą starszą i nie zna się na drukowaniu i udogadnianiu życia uczniów w postaci kserówek, tylko zdaje się na podręcznik
Po skończonych zajęciach, wyszła ze szkoły. Wcześniej jednak zauważyła ogłoszenie
"Nabór do klasy O dzieci urodzonych w 2017 r. będzie miał miejsce przez cały maj w naszej szkole"
Kasia od razu pomyślała o Piotrusiu, który w grudniu skończy 6 lat i będzie musiał już iść do szkoły.
- Nasz Piotruś... pójdzie już do szkoły. - pomyślała głośno.
Wsiadła jednak do samochodu i wróciła do domu. Agnieszka bawiła się z dzieciakami na dworzu.
- Już jesteś? - spytała
Kasia nie zdążyła jej jednak odpowiedzieć, ponieważ podbiegł do niej Piotruś, a zaraz za nim Wiktoria, aby przytulić swoją mamę na przywitanie.
- Tak, już jestem - odpowiedziała na pytanie Agnieszki
Dzieciaki dalej bawiły się, a Kasia z Agnieszką usiadły w altanie
- Jak w pracy?
- Bardzo dobrze. Dzisiaj tylko godzinka, ale... dotarło do mnie, że... muszę zapisać Piotrusia do szkoły. On od września ma obowiązek iść do klasy 0.
- Jak on już szybko wyrósł, a dopiero co cię pocieszałam, że jesteś już w ciąży.
- Już minęło 6 lat... - powiedziałam
- Kiedy to minęło...
- Myśleliście już wcześniej o szkole?
- Tak.
- I co?
- Raczej ta tutaj w Zakopanem, niedaleko nas.
- A kiedy kończysz staż w Zębie?
- Do końca roku szkolnego, a zaraz na początku lipca mam obronę pracy magisterskiej.
- Pracowity czas przed tobą
- Tak.. na szczęście Kamil już chodzi bez kul.
- Rehabilitacja pomaga?
- Nawet bardzo.
Po chwili Kasia opowiedziała Agnieszce o tym, co się działo ostatniej nocy.
- Już zgoda?
- Niekoniecznie
- Kasia... Ja wiem, że to jest okropne co ci zrobił, ale ty nie odzywałaś się do niego od stycznia, a jest kwiecień, a dokładnie do druga połowa kwietnia. Rozumiem, że możesz się do niego nie odzywać przez 3 miesiące, jakby cię zdradził, bił... Ale przecież nie możesz chodzić wiecznie nadąsana. Przecież on cię przeprasza, ty też powinnaś wyciągnąć do niego dłoń, bo święta nie jesteś
Po skończonych zajęciach, wyszła ze szkoły. Wcześniej jednak zauważyła ogłoszenie
"Nabór do klasy O dzieci urodzonych w 2017 r. będzie miał miejsce przez cały maj w naszej szkole"
Kasia od razu pomyślała o Piotrusiu, który w grudniu skończy 6 lat i będzie musiał już iść do szkoły.
- Nasz Piotruś... pójdzie już do szkoły. - pomyślała głośno.
Wsiadła jednak do samochodu i wróciła do domu. Agnieszka bawiła się z dzieciakami na dworzu.
- Już jesteś? - spytała
Kasia nie zdążyła jej jednak odpowiedzieć, ponieważ podbiegł do niej Piotruś, a zaraz za nim Wiktoria, aby przytulić swoją mamę na przywitanie.
- Tak, już jestem - odpowiedziała na pytanie Agnieszki
Dzieciaki dalej bawiły się, a Kasia z Agnieszką usiadły w altanie
- Jak w pracy?
- Bardzo dobrze. Dzisiaj tylko godzinka, ale... dotarło do mnie, że... muszę zapisać Piotrusia do szkoły. On od września ma obowiązek iść do klasy 0.
- Jak on już szybko wyrósł, a dopiero co cię pocieszałam, że jesteś już w ciąży.
- Już minęło 6 lat... - powiedziałam
- Kiedy to minęło...
- Myśleliście już wcześniej o szkole?
- Tak.
- I co?
- Raczej ta tutaj w Zakopanem, niedaleko nas.
- A kiedy kończysz staż w Zębie?
- Do końca roku szkolnego, a zaraz na początku lipca mam obronę pracy magisterskiej.
- Pracowity czas przed tobą
- Tak.. na szczęście Kamil już chodzi bez kul.
- Rehabilitacja pomaga?
- Nawet bardzo.
Po chwili Kasia opowiedziała Agnieszce o tym, co się działo ostatniej nocy.
- Już zgoda?
- Niekoniecznie
- Kasia... Ja wiem, że to jest okropne co ci zrobił, ale ty nie odzywałaś się do niego od stycznia, a jest kwiecień, a dokładnie do druga połowa kwietnia. Rozumiem, że możesz się do niego nie odzywać przez 3 miesiące, jakby cię zdradził, bił... Ale przecież nie możesz chodzić wiecznie nadąsana. Przecież on cię przeprasza, ty też powinnaś wyciągnąć do niego dłoń, bo święta nie jesteś
- Wiem, ale... ja nie mogę znieść czegoś takiego... To jest dla mnie koszmar. Kochasz człowieka, z którym masz dwójkę dzieci, on również ciebie kocha... Powtarza ci to prawie codziennie, a gdy nagle spotkasz się z chłopakiem, do którego wzdychałaś ponad 6 lat temu... on się tak denerwuje, że wyrzuca cię z domu, przez co idziesz samotnie po ulicach i zostajesz dźgnięta dwukrotnie nożem... Agnieszka... takie coś trudno jest wybaczyć.
- Spróbuj chociaż trochę. Wiem, że Gregor to skończony rozdział, a ty się w nim kochałaś, jak byłaś głupią nastolatką, a teraz jesteś matką i mężatką. Mam nadzieję, że chociaż się do siebie odzywacie.
- Tak... odzywamy się... od wczorajszego wieczora.
- Kasia... może... zorganizuj coś.
- Ale co? O co ci chodzi?
- Jakiś romantyczny wieczór.
- Dzisiaj?
- A kiedy? Czemu by nie? Zadzwoń do niego i powiedz, że masz dla niego niespodziankę na popołudnie. Przecież dla takiego cudownego męża trzeba coś zorganizować. On naprawdę robi wszystko dla ciebie... Aż za dużo
- A dzieciaki?
- Zabiorę je do siebie. Mama Maćka się ucieszy. Bardzo kocha Piotrusia i Wiktorię.
- A co na to Maciek i jego tata?
- Moim zdaniem nie będą mieli nic przeciwko
- Żebyś miała rację.
- Będzie dobrze.
- Dobrze, dziękuję.
***Kasia***
Agnieszka zabrała zatem dzieci do siebie, a ja poinformowałam Kamila, że szykuję dla niego niespodziankę na wieczór i poprosiłam go, aby w domu zjawił się dopiero o 19:00. Zgodził się bez niczego.
Zaczęłam przygotować kolację dla nas obojga. Nakryłam do stołu, szykując świecę i elegancki obrus.
Gdy wszystko na stole było już prawie gotowe, udałam się na górę do sypialni, aby jakoś ładnie się ubrać na ten wieczór.
Włosy zaś rozpuściłam, a do tego zrobiłam delikatny makijaż.
Po chwili Kamil wszedł do domu. Musiał się gdzieś przebrać, bo z domu wyszedł z koszulce i dresach a wrócił w jeansach i błękitnej koszuli.
- Przebrałeś się? - przywitałam męża
- A co to za niespodzianka?
- Zobaczysz - złapałam go za rękę i zaprowadziłam do jadalni
- Mówiłem ci, że pięknie wyglądasz?
Uśmiechnęłam się.
Kamil spojrzał się na zastawiony stół.
- A z jakiej to okazji, coś się stało?
- Nie wiem.... czy to takie ważne dla ciebie, ale dla mnie tak....
- A dzieciaki gdzie?
- U Agnieszki na noc.
Zasiedliśmy razem przy stole.
- Mam nadzieję, że ci będzie smakowała.
- Przecież i tak najlepiej gotujesz.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się - Myślałam, że moja mama
- Twoja mama robi najlepszy sernik i mam nadzieję, że jak pojedziemy na komunię do Julki, to go skosztuję.
- Właśnie myślałam, co jej ładnego kupić na tę komunię. Przecież nie kupię roweru, czy laptopa. Takie prezenty to raczej od rodziców chrzestnych, ja jako siostra....
- Może jakiś złoty łańcuszek z krzyżykiem?
- Nie wiem czy krzyżyk będzie dobry.. Może po prostu złoty medalik, czy coś takiego. Krzyżyk to bardziej dla chłopca
- Pojedziemy na zakupy to kupimy
Po chwili spytał:
- A którego maja ta komunia?
- 14 maja niedziela....
- Myślisz, że Natalia i Michał dobrze zrobili nie mówiąc nic o ciąży?
- Teraz to i tak nic im to nie da.
- Przecież poroniła.
- A już się cieszyłam, że zostanę znowu ciocią. Taką prawdziwą ciocią, to jestem u Kornelii i twojej Ani.
- Dobrze, że mama nie wiedziała, dopiero by się zdenerwowała.
- No cóż... Co ja jej zrobię? Już mnie się chciała pozbyć z rodziny, Michała znieść nie mogła. Jak ja byłam w ciąży, to sam wiesz.. chciała dać mi pieniądze, abym wyjechała. Nawet nie chcę myśleć, do czego by się posunęła, gdyby dowiedziała się o ciąży Natalii.
- Dobra, nie myślmy teraz o tym.
Zjedliśmy kolację w miłej atmosferze. Opowiadaliśmy różne historie, śmialiśmy się.
- Pamiętasz nasz Lany Poniedziałek? - spytał Kamil
- Wąż ogrodowy nawet nie wystarczył - wybuchnęłam śmiechem
- Jesteś taka piękna jak się śmiejesz - skomentował
- Kamil... musimy porozmawiać - zaczęłam poważnie rozmowę
- Coś się stało?
- Chciałabym, abyś zrozumiał, że... ja już ci wybaczyłam - powiedziałam - Nie chowam do ciebie urazy i choć wiem, że będzie ciężko, to bardzo bym chciała, żeby pomiędzy nami było tak jak dawniej. Mam nadzieję, że ty tego też chcesz. To ja schrzaniłam wszystko i sprawiłam, że małżeństwo wisiało na włosku.
Na twarzy Kamila pojawił się uśmiech. Nie wiedział, co miał powiedzieć. Wstał z krzesła , podszedł do mnie.i mocno mnie przytulił. Ja również go objęłam.
- Nie wiesz... - szepnął do mnie -Jak to jest.. Mieszkać z tobą pod jednym dachem, a nie odzywając się... Czuć twój zapach, a nie mogąc cię objąć.
- Kamil.. Mi też tego brakowało - rozpłakałam się - Twojego dotyku, głosu, śmiechu.. Twojej obecności, bliskości... Kamil
Kamil dotknął moich policzków.
- Nie martw się. Już zawsze będę przy tobie. Wszystko będzie dobrze.
- Obiecujesz?
- Tak, obiecuję - po czym jeszcze raz mnie przytulił i pocałował w policzek
Staliśmy tak w swoich objęciach przez kilka minut.
- Wreszcie dotarło do mnie, że... nie ma takiej siły, która by nas rozdzieliła - powiedział Kamil - Nikt i nic nas nie rozdzieli.
Kamil pocałował mnie delikatnie w usta.
- Wiesz co... za każdym razem jak mnie całujesz, tak delikatnie... to... mam dreszcze, takie jak wtedy w Oberstdorfie, gdzie po raz pierwszy mnie pocałowałeś.
W tym momencie Kamil wziął mnie na ręce.
- Kamil.. twoje kolano..
- Nie jest ważne... Teraz cały mój świat mam w ręku.
I tak będąc na jego rękach, zaniósł mnie do sypialni, gdzie spędziliśmy namiętną noc.
- Spróbuj chociaż trochę. Wiem, że Gregor to skończony rozdział, a ty się w nim kochałaś, jak byłaś głupią nastolatką, a teraz jesteś matką i mężatką. Mam nadzieję, że chociaż się do siebie odzywacie.
- Tak... odzywamy się... od wczorajszego wieczora.
- Kasia... może... zorganizuj coś.
- Ale co? O co ci chodzi?
- Jakiś romantyczny wieczór.
- Dzisiaj?
- A kiedy? Czemu by nie? Zadzwoń do niego i powiedz, że masz dla niego niespodziankę na popołudnie. Przecież dla takiego cudownego męża trzeba coś zorganizować. On naprawdę robi wszystko dla ciebie... Aż za dużo
- A dzieciaki?
- Zabiorę je do siebie. Mama Maćka się ucieszy. Bardzo kocha Piotrusia i Wiktorię.
- A co na to Maciek i jego tata?
- Moim zdaniem nie będą mieli nic przeciwko
- Żebyś miała rację.
- Będzie dobrze.
- Dobrze, dziękuję.
***Kasia***
Agnieszka zabrała zatem dzieci do siebie, a ja poinformowałam Kamila, że szykuję dla niego niespodziankę na wieczór i poprosiłam go, aby w domu zjawił się dopiero o 19:00. Zgodził się bez niczego.
Zaczęłam przygotować kolację dla nas obojga. Nakryłam do stołu, szykując świecę i elegancki obrus.
Gdy wszystko na stole było już prawie gotowe, udałam się na górę do sypialni, aby jakoś ładnie się ubrać na ten wieczór.
Włosy zaś rozpuściłam, a do tego zrobiłam delikatny makijaż.
Po chwili Kamil wszedł do domu. Musiał się gdzieś przebrać, bo z domu wyszedł z koszulce i dresach a wrócił w jeansach i błękitnej koszuli.
- Przebrałeś się? - przywitałam męża
- A co to za niespodzianka?
- Zobaczysz - złapałam go za rękę i zaprowadziłam do jadalni
- Mówiłem ci, że pięknie wyglądasz?
Uśmiechnęłam się.
Kamil spojrzał się na zastawiony stół.
- A z jakiej to okazji, coś się stało?
- Nie wiem.... czy to takie ważne dla ciebie, ale dla mnie tak....
- A dzieciaki gdzie?
- U Agnieszki na noc.
Zasiedliśmy razem przy stole.
- Mam nadzieję, że ci będzie smakowała.
- Przecież i tak najlepiej gotujesz.
- Naprawdę? - uśmiechnęłam się - Myślałam, że moja mama
- Twoja mama robi najlepszy sernik i mam nadzieję, że jak pojedziemy na komunię do Julki, to go skosztuję.
- Właśnie myślałam, co jej ładnego kupić na tę komunię. Przecież nie kupię roweru, czy laptopa. Takie prezenty to raczej od rodziców chrzestnych, ja jako siostra....
- Może jakiś złoty łańcuszek z krzyżykiem?
- Nie wiem czy krzyżyk będzie dobry.. Może po prostu złoty medalik, czy coś takiego. Krzyżyk to bardziej dla chłopca
- Pojedziemy na zakupy to kupimy
Po chwili spytał:
- A którego maja ta komunia?
- 14 maja niedziela....
- Myślisz, że Natalia i Michał dobrze zrobili nie mówiąc nic o ciąży?
- Teraz to i tak nic im to nie da.
- Przecież poroniła.
- A już się cieszyłam, że zostanę znowu ciocią. Taką prawdziwą ciocią, to jestem u Kornelii i twojej Ani.
- Dobrze, że mama nie wiedziała, dopiero by się zdenerwowała.
- No cóż... Co ja jej zrobię? Już mnie się chciała pozbyć z rodziny, Michała znieść nie mogła. Jak ja byłam w ciąży, to sam wiesz.. chciała dać mi pieniądze, abym wyjechała. Nawet nie chcę myśleć, do czego by się posunęła, gdyby dowiedziała się o ciąży Natalii.
- Dobra, nie myślmy teraz o tym.
Zjedliśmy kolację w miłej atmosferze. Opowiadaliśmy różne historie, śmialiśmy się.
- Pamiętasz nasz Lany Poniedziałek? - spytał Kamil
- Wąż ogrodowy nawet nie wystarczył - wybuchnęłam śmiechem
- Jesteś taka piękna jak się śmiejesz - skomentował
- Kamil... musimy porozmawiać - zaczęłam poważnie rozmowę
- Coś się stało?
- Chciałabym, abyś zrozumiał, że... ja już ci wybaczyłam - powiedziałam - Nie chowam do ciebie urazy i choć wiem, że będzie ciężko, to bardzo bym chciała, żeby pomiędzy nami było tak jak dawniej. Mam nadzieję, że ty tego też chcesz. To ja schrzaniłam wszystko i sprawiłam, że małżeństwo wisiało na włosku.
Na twarzy Kamila pojawił się uśmiech. Nie wiedział, co miał powiedzieć. Wstał z krzesła , podszedł do mnie.i mocno mnie przytulił. Ja również go objęłam.
- Nie wiesz... - szepnął do mnie -Jak to jest.. Mieszkać z tobą pod jednym dachem, a nie odzywając się... Czuć twój zapach, a nie mogąc cię objąć.
- Kamil.. Mi też tego brakowało - rozpłakałam się - Twojego dotyku, głosu, śmiechu.. Twojej obecności, bliskości... Kamil
Kamil dotknął moich policzków.
- Nie martw się. Już zawsze będę przy tobie. Wszystko będzie dobrze.
- Obiecujesz?
- Tak, obiecuję - po czym jeszcze raz mnie przytulił i pocałował w policzek
Staliśmy tak w swoich objęciach przez kilka minut.
- Wreszcie dotarło do mnie, że... nie ma takiej siły, która by nas rozdzieliła - powiedział Kamil - Nikt i nic nas nie rozdzieli.
Kamil pocałował mnie delikatnie w usta.
- Wiesz co... za każdym razem jak mnie całujesz, tak delikatnie... to... mam dreszcze, takie jak wtedy w Oberstdorfie, gdzie po raz pierwszy mnie pocałowałeś.
W tym momencie Kamil wziął mnie na ręce.
- Kamil.. twoje kolano..
- Nie jest ważne... Teraz cały mój świat mam w ręku.
I tak będąc na jego rękach, zaniósł mnie do sypialni, gdzie spędziliśmy namiętną noc.
A ja w końcu zrozumiałam, że spotkanie z Gregorem było największym błędem mojego życia i wcale się nie dziwię, że Kamil tak się zachował. Nigdy nie chciałabym zauważyć go w ramionach innej kobiety.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj mając trochę wolnego czasu napisałam aż 3 opowiadania. Nie chciałam was trzymać w niepewności i właśnie teraz je opublikowałam. Do następnego wpisu. Pozdrawiam!
kiki2000
kiki2000


Komentarze
Prześlij komentarz