Numer 83 - Ślub przyjaciela Kamila

Już 6 kwietnia miał odbyć się ślub przyjaciela Kamila z jego ukochaną, którą zna od czasów gimnazjum. Wraz z Kamilem i Piotrusiem zostaliśmy zaproszeni na tę uroczystość.
Kilka dni wcześniej pojechałam na zakupy. Musiałam sobie kupić aż dwie sukienki. Jedną na ślub i wesele, a drugą na poprawiny.
Umówiłam się także z fryzjerką, bo makijaż postanowiłam sobie sama zrobić.
W piątek 5 kwietnia pojechałam jeszcze raz na zakupy, aby kupić Piotrusiowi koszulę.
Kamil miał koszulę, spodnie i krawat, więc o niego się nie martwiłam.
W sobotę koło południa zaczęliśmy się zbierać. Cóż, ślub dopiero o 16:00, ale zawsze trzeba być gotowym. Spakowałam także torbę z rzeczami Piotrusia. Kamil dostał informację, że podczas wesela będzie "w pogotowiu" niania, gdyby w razie potrzeby, możemy z niej skorzystać. Ułatwiło nam to sprawę, bo byśmy o 20:00 musieli wracać.
A więc o 11:00 zaczęłam się ubierać. Założyłam prześliczną sukienkę, którą kupiłam na tę specjalną okazję.

Następnie zrobiłam sobie perfekcyjny makijaż i pojechałam do fryzjerki,  która zrobiła mi przepiękną fryzurę.


O 14:30 byłam już w mieszkaniu. Nakarmiłam więc w spokoju Piotrusia, ubrałam go elegancko, a następnie wzięłam go na ręce i poprosiłam Kamila, aby zrobił nam zdjęcie. Następnie Kamil zrobił sobie zdjęcie z  Piotrusiem. Wyglądali tak przesłodko.

O  15:00 wyszliśmy z mieszkania, nawet dziwiłam się Kamilowi co tak wcześnie, ale już odkryłam jego tajemnicę. Na mieście są straszne korki, przez co byliśmy pod świątynią dopiero o 15:45, a normalnie jedzie się maksymalnie 15 minut.
Wysiedliśmy z samochodu  i udaliśmy się pod kościół. Był to przepiękne sanktuarium na Krzeptówkach. Nawet sami rozważaliśmy, aby właśnie tutaj odbył się nasz ślub, ale postawiliśmy na Kościół Cudownego Medalika.

Piotruś już sobie chodził wokół nas, przez co zrobił furorę w całym towarzystwie gości weselnych.
0 15:55 pod kościół białym mercedesem podjechali państwo młodzi. Nie znałam ich z widzenia, ale wyglądali na bardzo pozytywną parę.
Pomachali wszystkim zgromadzonym i stanęli przed kościołem, a za nimi świadkowie. Po chwili weszli do kościoła, a wszyscy goście zaraz za nimi. Zajęliśmy sobie miejsce. Wnętrze sanktuarium było przepiękne, nawet mały Piotruś nie mógł się nadziwić tymi rzeźbieniami i kolorowymi witrażami w środku sanktuarium.
Widać było, że tutaj tętni życie kultury zakopiańskiej.

Kamil opowiedział mi, że jego przyjaciel i  już obecna żona znają się z czasów gimnazjum i od tamtej pory są nierozłączni.
Przyjaciel Kamila był średniego wzrostu, krótkie, ciemne  włosy, czarne oczy i czarne gęste brwi. Panna Młoda-  Agata była bardzo niską blondynką o zielonych oczach, a suknię miała bez ramiączek, taką prostą, dopasowaną  wzdłuż ciała, włosy rozpuszczone, a w nich biała róża i do tego strasznie długi welon.
- Ty też taki będziesz miała? - uśmiechnął się Kamil
- Nie, aż taki nie.

Gdy wyszliśmy po zakończonej ceremonii zaślubin z kościoła, państwo młodzi wypuścili w górę dwa białe gołębie... Było to takie romantyczne. Następnie pojechaliśmy do restauracji, gdzie miało odbyć się wesele. Tam właśnie zostały wręczone prezenty, bo niestety, ale przed kościołem złapał nas deszcz.
Wręczyliśmy młodym wino i czekoladki, a następnie wyszliśmy na taras, bo już przestał padać deszcz i poprosiliśmy jednego z gości, aby zrobił nam wspólne, pamiątkowe, rodzinne zdjęcie we trójkę.
Na początku wszyscy zajęliśmy swoje miejsca. Piotruś nie był jednak w stanie usiedzieć. Ciągle za nim biegałam, przez co byłam na prawie każdym zdjęciu z fotografii ślubnej, tak samo Piotruś, ale cóż.
Całą imprezę rozpoczęto pierwszym tańcem państwa młodych. Piotruś również chciał zobaczyć, bo niestety, ale staliśmy trochę z tyłu. Wzięłam go na ręce i podziwialiśmy razem romantyczny taniec weselny.
Kolejnym etapem był obiad, którym Piotruś był średnio zainteresowany. Jednak przyszedł czas na tańce. Wszyscy bawili się świetnie, a najbardziej Piotruś, który biegał pomiędzy gośćmi, a my z Kamilem mogliśmy się w końcu unieść w tańcu.
Piotruś biegał tylko, a gdy się zmęczył, to usiadł sobie obok orkiestry i klaskał, jak oni grali i śpiewali.

Nie było takich typowych oczepin jak na ślubie Magdy i Olka czy Dawida i Marty. Tutaj nie było nic z tych rzeczy, więc po 3:00 wróciliśmy z mieszkania. Nie bawiłam się zbyt dobrze, może dlatego, że nikogo tam nie znałam.
- Dlaczego chciałaś tak szybko wracać do domu? - spytał Kamil - Przecież świetnie się bawiliśmy
- Chyba ty. Ja tam nikogo nie znałam. Kompletnie. Nawet ich w życiu na oczy nie widziałam, dopiero co dzisiaj 5 minut przed rozpoczęciem zaślubin.
- Wiem, ale...
- Nie tłumacz się. To ślub twojego przyjaciela z podstawówki. Nie dziwię ci się, że chciałeś być na tej uroczystości, ale mi osobiście po prostu nie podobało się całe to wesele i tyle Kamilku w temacie.

Przed pójściem spać wstawiłam na swój instagramowy profil zdjęcie z Kamilem, które zrobił nam jeden z gości na tarasie.
"Z moim ukochanym narzeczonym. @kamilstochofficial #wedding Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia @michałgalicki @agatastefaniak#wedding2019 #zakopane #uznajomych #bawimysię #podeszczunatarasie #czemunie"

W niedzielę o 11:00 zaczęliśmy ubierać się na poprawiny. Nie chcieliśmy brać Piotrusia na siłę, bo odsypiał noc, więc został z nim pan Bronisław, który do nas przyjechał, a my mogliśmy spokojnie zbierać się na poprawiny. Nie zamierzaliśmy spędzić tam dużo czasu, bo w poniedziałek o 8:00 Kamil miał trening.

 Za oknem padał deszcz, więc nie chciałam zakładać sukienki, ale znalazłam w szafie kombinezon, który kupiłam dość dawno. Nawet z metką był!!

O 14:00 wyjechaliśmy z mieszkania i pojechaliśmy, ale nadal atmosfera była jakaś dziwna. Ze 120 gości, którzy byli na weselu, tylko 36 było na poprawinach i plus państwo młodzi, to 38.
Dziwnie czuliśmy się w tym towarzystwie, więc po 18:00 wróciliśmy do domu.

To było strasznie nieudane wesele w moim życiu, na którym byłam.



------------------------------------------------------------------------------------------------

Przepraszam was, że takie krótkie, ale ostatnio mam jakiś brak weny, który będę starała się poprawić już przy kolejnych częściach mojego opowiadania. Jednak już zapowiadam, że numer 90 zbliża się wielkimi krokami :)

                                               kiki2000

Komentarze