Numer 180 - Obrona pracy magisterskiej.

Był wtorek 4 lipca.  Tego dnia czekała mnie obrona mojej pracy magisterskiej. Bardzo się bałam. Stresowałam się okropnie. Kamil jednak za wszelką cenę chodził za mną i powtarzał, abym się nie stresowała. Podnosił mnie na duchu mówiąc, że wszystko będzie dobrze
Po zjedzonym wspólnie śniadaniu , udałam się na górę, aby się przebrać.
Do tego rozpuściłam swoje długie włosy i zrobiłam lekki makijaż.
Kamil  i dzieciaki zawieźli mnie pod uczelnię. Nie wrócili jednak do domu. Czekali cały czas na mnie.

Ja zaś czekałam w środku, gdy nagle komisja wywołała moje nazwisko. Serce waliło mi jak młot, ale weszłam na salę.
- Dzień dobry - powiedziałam do komisji - Nazywam się Katarzyna Witkowska- Stoch
Wyjęłam pendrive i podłączyłam go do laptopa. Z ogromnym stresem wyświetlałam te wszystkie slajdy. Opowiadałam swoimi słowami. Chciałam, aby to wszystko wyszło jakoś naturalnie.
Miałam cichą nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Po skończeniu wyszłam z sali i czekałam na oficjalne ogłoszenie wyników.
Przyglądałam się ludziom, którzy wchodzili do sali, aby obronić swoją pracę magisterską. Niektórzy wychodzili  uśmiechnięci. Jedna dziewczyna wyszła jednak z płaczem. W tym momencie sama nie wiedziałam, jak wyglądało moje wyjście z sali. Źle nie było, ale czy było dobrze? Miliony pytań w głowie. W ręku trzymałam jeszcze kwiaty dla każdego z członków komisji.
Ostatnia osoba wyszła już z sali, gdzie została sama komisja. Wszyscy strasznie się stresowaliśmy, a następnie zostaliśmy wezwani na salę
Tam komisja przedstawiła nazwiska szczęśliwych. Długo oczekiwałam na swoje nazwisko. Zostałam wyczytana na samym końcu
- Pani Katarzyna Witkowska-Stoch
Piękna chwila, kiedy otrzymujesz pracę magisterską, obronioną. Jest się wyczytywanym na środek, odbiera się ją od komisji, a w podziękowaniu daje się komisji kwiaty. 
Szczęśliwa opuściłam uczelnię. Wybiegłam Kamilowi i dzieciakom na przywitanie. Rzuciłam się mojemu mężowi w ramiona. On złapał mnie w pasie i zakręcił wokół swojej osi.
- Udało się! - wykrzyknęłam, pokazując swoją pracę
- Nawet nie wiesz jak się cieszę - powiedział
Kamil postawił mnie na ziemi, a ja stanęłam sobie przed wejściem głównym uczelni. Zrobił mi kilka zdjęć, jak stoję, trzymając swoją pracę. Na jednym ze zdjęć podniosłam pracę wysoko do góry, a także podniosłam dwa palce drugiej ręki. Poprosiłam także jedną z innych studentek, aby zrobiła całej naszej czwórce zdjęcie. Zgodziła się bez problemu. Zapozowaliśmy zatem  na tle uczelni. Ja trzymałam moją pracę, Kamil trzymał na ręku Wiktorię, a Piotruś stał przed nami, trzymając nas oboje za ręce.
Po zrobieniu zdjęcia wsiedliśmy do samochodu. Za nim Kamil odpalił. Zadzwonił mi telefon. Był to Bronisław. Zaprosił nas na obiad do nich, do Zębu. Zgodziłam się. Pojechaliśmy zatem do naszego domu, aby się przebrać

- Nawet nie wiesz jakie się cieszę - powiedziałam
- Jeszcze nigdy nie widziałem cię takiej szczęśliwej, no chyba, że w dniu naszego ślubu, ale to była moja zasługa - uśmiechnął się
- Ale ty uwielbiasz się ze mną droczyć
- Ja to wręcz kocham - powiedział

Gdy byliśmy w domu, postanowiłam się przebrać.
Pojechaliśmy zatem do Zębu. Gdy weszliśmy do domu, w drzwiach powitał nas Bronisław. Wyściskał całą naszą trójkę, jakby nas dawno nie widział, choć widzieliśmy się w niedzielę, kiedy nas odwiedził, bo był przejazdem u znajomego. Weszliśmy zatem do jadalni. Moją uwagę zwróciła półka nad telewizorem. Zawsze było na niej pełno zdjęć małego Kamila, Ani i Natalii, ale także przede wszystkim zdjęcie ze ślubu Bronisława i Krystyny i młoda Krystyna z Kamilem podczas jego chrztu. Te dwa zdjęcia stały na środku. Tym razem ich nie było w ogóle. W ich miejsce zaś postawione było zdjęcie moje i Kamila podczas naszego ślubu, a także zdjęcie Wiktorii i Piotrusia, którzy siedzą na kolanach Bronisława podczas urodzin naszego syna w grudniu. Szturchnęłam Kamila łokciem i pokazałam mu to kiwnięciem głowy.
Byliśmy bardzo zdziwieni, że te zdjęcia zostały zamienione, choć pamiętam je od ponad 6 lat. Były niezmiennie te same.
Usiedliśmy zatem przy stole. Po chwili zeszła Ania z Alexem i dzieciakami. Przywitali się z nami i usiedli przy stole.
Po chwili dołączyła do nas Krystyna, która przyniosła na stół wazę zupy jarzynowej.
Po zjedzeniu zupy w totalnym milczeniu, przyszedł czas na drugie danie. Kotlet mielony z ziemniakami i surówką. Również został zjedzony w milczeniu.
Po zjedzonym obiedzie, Krystyna udała się do kuchni  i przyniosła deser. Lody w pucharkach
Gdy każdy z nas zjadł lody, Bronisław powiedział:
- Nie chcieliśmy psuć tej miłej atmosfery podczas obiadu, ale... - zawiesił głos
- Coś się stało? - spytał Kamil
- Tak. Postanowiliśmy,że... rozwiedziemy się.
- Co?! - wykrzyknął Kamil z Anią w jednym momencie.
- Ale jak to? - spytał Kamil
- Normalnie... Uświadomiłeś mnie, że prawdziwa miłość istnieje i przetrzyma ona wszystko. Zakochałeś się w Kasi, bo ty ją pokochałeś, a my cię do tego nie zmusiliśmy. Tak samo z tobą, Aniu - zwrócił się do córki - Tak samo z Natalką... Mogę teraz otwarcie przyznać, że byliśmy zmuszani do ślubu. Nikt nie pytał nas o zdanie, nikt nie pytał mnie o zdanie, czy kocham waszą matkę czy nie. Tak samo nikt nie pytał waszej matki, czy ona mnie kocha.
 - Tato, ale....
Bronisław przerwał , mówiącej Ani
- Dzieci moje kochane.. zrozumcie, że to nie ma sensu
- Ale to była wasza wspólna decyzja? - spytał Kamil
- Synu.. jakie to ma teraz znaczenie? - zapytała go Krystyna
- Dla mnie ogromne - odpowiedział jej
Zamilkli oboje.
- W przyszłym roku w czerwcu będziecie obchodzić 30 rocznicę swojego ślubu. Chcecie to tak zniszczyć? - spytała Ania
- Córeczko, ale... jakie to ma teraz znaczenie? - zapytał ją Bronisław
- Ja naprawdę myślałem, że pomiędzy wami będzie kiedyś dobrze, ale od początku pamiętam was , gdy ciągle się kłóciliście. Ciągle słyszałem imię albo babci albo dziadka w waszym kłamstwach - odezwał się Kamil - Mogliście to zakończyć wcześniej, ale oboje... nie wiem czego chcieliście. Bywały moim zdaniem gorsze momenty w waszym życiu. Tata nigdy nie potrafił ci się przeciwstawić, a ty mamo sprytnie to wykorzystywałaś. Możecie mi na spokojnie wytłumaczyć, dlaczego chcecie rozwodu po 29 latach małżeństwa?
Kamil nie usłyszał jednak odpowiedzi.
- To co robicie w tym momencie.. Jest dla mnie śmieszne. - powiedział Kamil - Już nie raz rozwiązywałem wasze problemy, ale to już jest koniec. Nie mam zamiaru wtrącać się w wasze życie. Mam swoje życie, swoje problemy, a to, że chcecie się rozwieść... Dla mnie żadna nowość. Słyszę to odkąd pamiętam. Nic już mnie nie zdziwi w waszym zachowaniu - powiedział zdenerwowany, po czym zamaszyście wstał z krzesła i powiedział do mnie - Jedziemy do domu
Zabrałam więc bez słowa dzieciaki. Pojechały jednak z płaczem, bo nadal chciały się bawić z Abdulem i Jessicą, ale cóż..
Wróciliśmy do domu.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                            kiki2000

Komentarze