Numer 181 - Ślub Stefana Krafta i Marisy

Ślub Stefana i Marisy, na który zostaliśmy zaproszeni miał odbyć się 29 lipca w jednym z kościołów w Innsbrucku.
Z Zakopanego wyjechaliśmy całą rodziną 27 lipca, aby spokojnie dojechać na miejsce do hotelu, a następnie rozpakować się. Nie chcieliśmy jechać i wracać w pośpiechu. Nie lubię tego.
Wyjechaliśmy zatem 27 lipca rano spod domu. Kamil nadal dusił w sobie to, że przeżywa rozwód rodziców, lecz gdy go o to spytałam, mówił, że to go nie rusza. Kłamał. Widziałam to, ale.... nie mogłam nic zrobić.
Wieczorem byliśmy w hotelu. Zameldowaliśmy się i udaliśmy się do swojego hotelowego pokoju. Zmęczeni poszliśmy spać. Następnego dnia po śniadaniu Kamil zabrał nas na małą wycieczkę po mieście.
Pojechaliśmy najpierw pod skocznię, gdzie zrobiliśmy sobie kilka zdjęć. Wykupiliśmy nawet wejście na samą belkę. Usiadłam na niej, ale... strasznie się bałam tej wysokości. Piotruś również chciał usiąść, ale kategorycznie mu tego zabroniłam. Kamil jednak postanowił posadzić Piotrusia obok siebie na belce. Zrobiłam im zdjęcie, choć wcale to mi się nie podobało, że Piotruś siedzi na tej belce.
Nasz syn uwielbiał jednak takie wysokości.
Następnie pojechaliśmy razem zamku cesarskiego Hofburg, gdzie spędziliśmy całe przedpołudnie. Po zwiedzeniu zamku Kamil zabrał nas na pizzę.
Gdy zjedliśmy pizzę, pojechaliśmy pod łuk Triumfalny, zwany po niemiecku Triuphal Arch. Pod łukiem zrobiliśmy sobie chyba najwięcej zdjęć.
Wieczorem zaś spacerowaliśmy po Starówce w Innsbrucku. Około 21:00 wróciliśmy do hotelu. Tam zmęczeniu poszliśmy spać
Następnego dnia rano zeszliśmy razem na śniadanie. Była jajecznica z bekonem. Po śniadaniu wróciliśmy na górę, do hotelowego pokoju, aby przyszykować się na ślub.
Kami wyjął z walizki swój granatowy garnitur i błękitną koszulę oraz krawat we wzorki. Bardzo podobną stylówkę miał Piotruś.
Ja zaś postawiłam na żółć. Może zbyt odważnie, ale... trzeba odświeżyć swoją garderobę.


Wiktorii zaś założyłam sukieneczkę i kurteczkę jeansową. 
Gdy byliśmy już gotowi, wsiedliśmy w samochód. Zrobiliśmy sobie wspólne selfie w naszym samochodzie, po czym pojechaliśmy prosto pod katedrę św. Jakuba w samym centrum miasta.
 Ślub miał się odbyć o godzinie 14:00. 
Weszliśmy zatem do katedry. Po chwili drzwi wejściowe ponownie otworzyły się, a w nich stanął Stefan ubrany w elegancki garnitur, a u jego boku towarzyszyła mu Marisa. Ubrana w taką o to suknię ślubną:

Cała msza odbywała się w języku niemieckim, więc mało co rozumiałam. Tylko niektóre słowa, których nauczyłam się podczas chodzenia do szkoły.
Gdy wyszliśmy z kościoła, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.
Obok świątyni czekały na gości stoliki z piciem i małymi przekąskami. To taka austriacka tradycja.
Podczas tego "małego przyjęcia" każdy z gości dostał balon helem. W środku balonu było zdjęcie pary młodej, a także ich adres. Jeśli ktoś znajdzie taki balon, ma obowiązek wręcz wysłać do nowożeńców kartkę z życzeniami na podany adres. Bardzo ciekawa tradycja, która przypadła mi do gustu.
Po małym przyjęciu pod kościołem, pojechaliśmy wszyscy do hotelu, gdzie miała odbyć się zabawa weselna. Tam złożono życzenia młodej parze, a tak robiono z nimi zdjęcia. My również mamy takie zdjęcie ze Stefanem i Marisą.
Gdy złożono życzenia młodej parze, przyszedł czas na pierwszy, tradycyjny, austriacki obrzęd. Znajomi Stefana porwali wręcz Marisę i wynieśli z hotelu. Stefan z pomocą koleżanek swojej żony musi ją znaleźć. Wszystko było bardzo dobrze ukazane, ponieważ koleżanki Marisy i koledzy Stefana mieli kamery, którymi wszystko nagrywali, a ich filmy zostały udostępniane na wielkim ekranie na środku sali. Taka transmisja na żywo bardzo nam się spodobała. Nagrałam nawet przez chwilę fragment wyświetlanego filmu, który wstawiłam na swoje instastories z napisem
"@stefankraft szuka żony :)"
Fani od razu podłapali temat i dostałam wiele wiadomości z zapytaniem, czy jesteśmy na ślubie Stefana Krafta. Nie odpowiedziałam na nie, chciałam dalej w spokoju obejrzeć wyświetlaną relację z porwania

Koledzy Krafta pojechali najpierw do baru, gdzie nie zapłacili rachunku, tylko zostawili jakąś karteczkę , potem wybrali się z nią na dyskotekę, gdzie również wypili kilka drinków.
Jak tradycja austriacka nakazuje, jeśli Pan Młody znajdzie swoją małżonkę z bukietem, to za te wszystkie rachunki płacą "porywacze", ale jeśli jego żona nie będzie miała bukietu, za wszystko płaci Pan Młody.
Zauważyłam jednak, że... bukiet  jest na jednym z krzeseł, więc Stefan musi za wszystko zapłacić. No cóż :)
Po jakiś 30 minutach Kraft znalazł Marisę,  koledzy zaś dali mu rachunki z miejsc, w których byli. Pan Młody jest winny około 400 euro za wszystko.
Po chwili państwo młodzi wrócili do hotelu.
Kiedy Stefan poszukiwał Marisy, ich koledzy udali się do ich pokoju hotelowego. Wypełnili go balonami aż po same brzegi. Tak nakazuje kolejna z ich tradycji.

Gdy wszyscy byli już na sal, przyszedł czas na obiad. Wiktoria bardzo wybrzydzała, ale za to Piotrusiowi wszystko smakowało. O dziwo! Bo zazwyczaj Piotruś dużo nie je.
Po zjedzonym obiedzie wszyscy byliśmy zaproszeni na ogromny taras, na którym każdy z gości zrobił sobie zdjęcie z parą młodą. My również zrobiliśmy sobie kolejne takie zdjęcie.
W pewnym momencie Kraft spytał:
- Jak kolano?
- Bardzo dobrze - odpowiedział Kamil
- W tym sezonie wrócisz?
- Nie, dopiero od kolejnego
- Dopiero? - zdziwił się Kraft
- Tak. Od jakiś trzech, czterech miesięcy dopiero mogę normalnie chodzić bez używania kul.
Następnie poprosiliśmy jednego z gości, aby zrobił całe naszej czwórce zdjęcie na tle wspaniałej panoramy miasta. W oddali Kamil ujrzał nawet skocznię.
Wróciliśmy na salę, a dokładnie na parkiet. Stefan z Marisą zatańczyli swój pierwszy taniec do piosenki z filmu "Titanic". Bardzo wzruszające. Nagrałam nawet fragment tego wspaniałego tańca, który wrzuciłam na swoje instastory. 
Po pierwszym tańcu wszyscy goście weszli na parkiet. Rozpoczęła się prawdziwa zabawa do tradycyjnej austriackiej muzyki. Najpierw zatańczyłam raz sama z Kamilem, a potem już razem we czwórkę. 
Austriackie wesele różni się przede wszystkim tym, że nie ma tych pijanych mężczyzn, którzy ledwo stoją na nogach. Najmocniejszym alkoholem na austriackim weselu jest piwo i wino. Wypiłam jeden kieliszek czerwonego wina. Bardzo mi zasmakowało, więc zrobiłam nawet zdjęcie nazwy.
W pewnym momencie światła zgasły. Zrobiło się ciemno. Nikt nie wiedział, co się dzieje, gdy nagle na środku stanął Stefan Kraft, a nad nim światło. Stefan miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, a także prototyp hawajskiego naszyjnika z kwiatów. 
Do każdego gości podchodziły panie z obsługi hotelowej i podawały każdej osobie takie o to hawajski naszyjnik. Nawet dla maluchów były takie przygotowane.
Gdy już każdy otrzymał swój wianek, w naszych uszach rozbrzmiewały rytmy "Gangnam style" Wszyscy zaczęli tańczyć w tych kolorowych naszyjnikach. Kamil z uwagi na swoje kolano nie tańczył, ale za to nagrał taniec mój i naszych dzieciaków.
Po zakończeniu naszego tańca, poprosiliśmy jednego z gości, aby zrobił naszej czwórce zdjęcie w tych przepięknych hawajskich naszyjnikach. 
Goście oddali naszyjniki i wrócili do dalszej zabawy na parkiecie. Nawet nie wiedziałam kiedy Kamil wstawił na swoje instagramowe konto nasz taniec z dopiskiem : "@kasiawitkowskastoch czyżby nowy talent ? 😂😂😂 Sto lat młodej parze @stefankraft @marisaprobst #wedding #gangnamstyle #możnaitak #dopierodzisiajznalazłemukrytytalentmojejżony #nocóż #człowiekcałeżyciesięuczy #austriackieweselewcaleniejestzłe #innsbruck #stefan&marisa #kamil&kasia Pozdrowienia dla wszystkich na wakacjach. Mam nadzieję, że bawicie się tak samo świetnie jak my 😃😃"

Przed 22:00 na salę wjechał ogromny tort, a na nim podobizna pary młodej. Każdy z gości dostał po kawałku tego przepysznego ciasta. Podczas jedzenia podszedł do nas Michael Hayboeck. 
- A teraz czas na mnie - uśmiechnął się w naszą stronę
Nie wiedziałam co to znaczy, przecież...
No właśnie.
Po zjedzeniu tortu na środek sali wszedł Michael Hayboeck
- Przepraszam bardzo, jeśli mogę się wtrącić. Chciałbym powiedzieć, że z całego serca gratuluję mojemu najlepszemu przyjacielowi, że w końcu ma żonę i założy własną rodzinę. Życzę ci tego z całego serca. Wiem jednak , że ty, Stefanie, pragniesz tego samego dla mnie. A więc...
W tym momencie Michael podszedł do swojej dziewczyny i wyjął z kieszeni marynarki malutkie pudełeczko. Otworzył . Był w nim pierścionek.
- Claudio.. - powiedział - Czy wyjdziesz za mnie?
Młoda brunetka zmieszała się lekko. Patrzyło na nich około 250 osób.
- Tak!  - wykrzyknęła
Michael włożył na jej palec pierścionek, a następnie złapał swoją już narzeczoną w pasie i zakręcił wokół własnej osi.
- Już teraz zapraszam wszystkich na nasz ślub! - wykrzyknął Michael do gości
- Czyli szykuje nam się kolejny ślub - powiedziałam do Kamila
- No cóż - szepnął mi do ucha - W przyszłym roku szykuje się nam sezon ślubny
- No oprócz mojego brata i twojej siostry, a także Michela, to kto? - spytałam
- Chodzą pogłoski, że mój kuzyn Mariusz , oświadczył się swojej dziewczynie.
- No to nic tylko się cieszyć - powiedziałam


O północy nie było tak zwanym "oczepin", jak to bywa w Polsce. W Austrii wygląda to trochę inaczej. 
Panna Młoda weszła na środek sali, a wokół niej wszystkie kobiety, które jeszcze nie są mężatkami. U nas zazwyczaj rzuca się welonem. Tam zaś bukietem kwiatów, który zostaje zabierany do domu kobiety, która go złapała.
Pan Młody zaś rzucał nie muszką, ale podwiozką z nogi Panny Młodej.

Wesele zakończyło się o godzinie 7:00 rano. Para Młoda zaprosiła gości na poprawiny, które miały rozpocząć się o 15:00.
My zaś udaliśmy się do swojego hotelu. Byłam w ogromnym szoku, że Piotruś z Wiktorią wytrzymali do tej 7:00. 


O godzinie 14:00 zaczęliśmy się szykować na poprawiny. Piotrusiowi założyłam białą koszulkę polo i jeansy. Kamil założył już tylko koszulę i jeansy.
 Ja zaś założyłam kombinezon.

Wiktorii zaś założyłam taką o to sukieneczkę
 Pojechaliśmy prosto na poprawiny
Stefan był ubrany w białą koszulę i spodnie od garnituru. Marisa zaś postawiła na taką sukienkę:
Poprawiny minęły w spokojnej atmosferze. Zrobiliśmy sobie kolejne wspólne zdjęcie z Młodą Parą
Wszyscy byliśmy wytańczeni. Każdy z gości moim zdaniem bawił się świetnie. Były to cudowne dwa dni dla Pary Młodej, ale także dla Michaela Hayboecka, który zyskał narzeczoną.

Po skończonych poprawinach wróciliśmy do hotelu. Tam wstawiłam dwa zdjęcia. Najpierw zdjęcie podczas wesela, naszej czwórki i pary młodej, a potem zdjęcie naszej czwórki i nowożeńców podczas poprawin
"Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia @stefankraft @marisaprobst Dziękujemy za zaproszenie do Innsbrucka :) #wedding #s&m #stefan&marisa #allesgute" 



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                      kiki2000

Komentarze