22 grudnia był moim dniem wolnym od pracy. Akurat szkoła w Zakopanem miała wolne. Ucieszyłam się, ponieważ mogłam coś przygotować na Wigilię w tym dniu wolnym, jednak to nie tylko to. Piotruś miał brać udział w szkolnych jasełkach. Miał być gwiazdą i mówić krótki tekst. Jasełka miały odbyć się właśnie 22 grudnia o 10:40.
Rano więc ubrałam Piotrusia w białą koszulę i spodnie. Zawiozłam go do szkoły.
Następnie wróciłam do szkoły. Zdążyłam zrobić dwa prania, a następnie przebrałam się z legginsów i sweterka.
Pojechałam prosto do szkoły. Chciałam obejrzeć przedstawienie jasełkowe, w których Piotruś miał wziąć udział. Miał grać gwiazdę, która prowadziła trzech królów do Betlejem.
O 10;30 byłam w szkole. Zdążyłam na przerwę. Wszyscy młodzi aktorzy w swoich przebraniach już czekali na występ. Zauważyłam Piotrusia ubranego w albę , a na głowie miał złotą opaskę i gwiazdę.
Zauważyłam coś jeszcze. Około 10 fotoreporterów czekali na występ. Podeszłam do pani katechetki.
- Dzień dobry, Katarzyna Witkowska-Stoch, mama Piotrusia... Czy zawsze jest tylu fotoreporterów podczas jakichkolwiek szkolnych wydarzeń?
- Nie, zazwyczaj jest jeden - odpowiedziała
Zdenerwowało mnie to. Od razu zorientowałam się, że przyszło ich tylu ze względu na Piotrusia. Gdy tylko mnie zobaczyli, od razu zrobili mi masę zdjęć. Wiedziałam, że.... nie uda mi się uchronić Piotrusia. Nie chcę posyłać go do prywatnej szkoły, bo pragnę, aby uczył się jak jego rówieśnicy, ale zważając na to, że jest synem Kamila i jesteśmy rozpoznawalni... Nie uda mi się go w pełni uchronić.
Pocałowałam synka w czółko i powiedziałam do niego:
- Wszystko będzie dobrze. Mamusia trzyma mocno kciuki - pokazałam mu zaciśnięte kciuki. Oparłam się o ścianę w holu i czekałam na początek występu.
Gdy wszystko się zaczęło, wyciągnęłam telefon. Zrobiłam kilka zdjęć Piotrusiowi. Nagrałam nawet fragment występu, w którym występuje Piotruś, aby pokazać go Kamilowi.
Po występie podeszłam do syna i go uścisnęłam
- I jak? - spytał
- Było cudownie - odpowiedziałam.
Piotruś poszedł do pani katechetki. Zdjął swój strój i poszłam z nim na górę do jego sali. Zwolniłam go już z zajęć. Wróciliśmy zatem do domu.
Rano więc ubrałam Piotrusia w białą koszulę i spodnie. Zawiozłam go do szkoły.
Następnie wróciłam do szkoły. Zdążyłam zrobić dwa prania, a następnie przebrałam się z legginsów i sweterka.
Pojechałam prosto do szkoły. Chciałam obejrzeć przedstawienie jasełkowe, w których Piotruś miał wziąć udział. Miał grać gwiazdę, która prowadziła trzech królów do Betlejem.
O 10;30 byłam w szkole. Zdążyłam na przerwę. Wszyscy młodzi aktorzy w swoich przebraniach już czekali na występ. Zauważyłam Piotrusia ubranego w albę , a na głowie miał złotą opaskę i gwiazdę.
Zauważyłam coś jeszcze. Około 10 fotoreporterów czekali na występ. Podeszłam do pani katechetki.
- Dzień dobry, Katarzyna Witkowska-Stoch, mama Piotrusia... Czy zawsze jest tylu fotoreporterów podczas jakichkolwiek szkolnych wydarzeń?
- Nie, zazwyczaj jest jeden - odpowiedziała
Zdenerwowało mnie to. Od razu zorientowałam się, że przyszło ich tylu ze względu na Piotrusia. Gdy tylko mnie zobaczyli, od razu zrobili mi masę zdjęć. Wiedziałam, że.... nie uda mi się uchronić Piotrusia. Nie chcę posyłać go do prywatnej szkoły, bo pragnę, aby uczył się jak jego rówieśnicy, ale zważając na to, że jest synem Kamila i jesteśmy rozpoznawalni... Nie uda mi się go w pełni uchronić.
Pocałowałam synka w czółko i powiedziałam do niego:
- Wszystko będzie dobrze. Mamusia trzyma mocno kciuki - pokazałam mu zaciśnięte kciuki. Oparłam się o ścianę w holu i czekałam na początek występu.
Gdy wszystko się zaczęło, wyciągnęłam telefon. Zrobiłam kilka zdjęć Piotrusiowi. Nagrałam nawet fragment występu, w którym występuje Piotruś, aby pokazać go Kamilowi.
Po występie podeszłam do syna i go uścisnęłam
- I jak? - spytał
- Było cudownie - odpowiedziałam.
Piotruś poszedł do pani katechetki. Zdjął swój strój i poszłam z nim na górę do jego sali. Zwolniłam go już z zajęć. Wróciliśmy zatem do domu.
A w domu czekał na nas... Bałagan. Kamil postanowił ugotować zupę. Niestety, ale nie wyszło mu to.
Gdy weszłam z Piotrusiem do domu poczułam zapach spalenizny.
- Co tu się dzieje? - spytałam
Zdjęłam Piotrusiowi kurtkę, czapkę, szalik i buty. Ja nawet butów nie zdjęłam, tylko poszłam do kuchni. Zobaczyłam Kamila ubranego w biały fartuszek, stał przed kuchenką i przed spalonym garczkiem
Pierwsze co zrobiłam, jak weszłam , to otworzyłam okno w kuchni i w salonie na oścież.
- Kamil... co ty robiłeś?
- Miałem zupę ugotować, ale nie wyszło
- A gdzie Wiktoria?
- W salonie, nie widziałaś?
- Nie.
Weszłam do salonu. Wiktoria siedziała na kanapie i oglądała bajkę w telewizji.
Wróciłam do kuchni.
- I co ja mam zrobić z tym garczkiem? - spytał
- Jeśli masz zamiar go wyszorować, to proszę bardzo. Ja nie mam zamiaru.
- Ale co mam z nim zrobić?
- Albo go wyszorujesz, albo go wyrzucisz
- To ja go lepiej wyrzucę
- Też tak uważam.
Dzień ten spędziliśmy spokojnie. Kamil zajmował się dzieciakami, a ja....A ja musiałam sprzątać. Wieczorem, gdy dzieci poszły już spać, Kamil pomógł mi, ale tylko trochę. Nie wiedzieliśmy jednak, jakie "mocne uderzenie" czeka nas w te święta Bożego Narodzenia.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
- Co tu się dzieje? - spytałam
Zdjęłam Piotrusiowi kurtkę, czapkę, szalik i buty. Ja nawet butów nie zdjęłam, tylko poszłam do kuchni. Zobaczyłam Kamila ubranego w biały fartuszek, stał przed kuchenką i przed spalonym garczkiem
Pierwsze co zrobiłam, jak weszłam , to otworzyłam okno w kuchni i w salonie na oścież.
- Kamil... co ty robiłeś?
- Miałem zupę ugotować, ale nie wyszło
- A gdzie Wiktoria?
- W salonie, nie widziałaś?
- Nie.
Weszłam do salonu. Wiktoria siedziała na kanapie i oglądała bajkę w telewizji.
Wróciłam do kuchni.
- I co ja mam zrobić z tym garczkiem? - spytał
- Jeśli masz zamiar go wyszorować, to proszę bardzo. Ja nie mam zamiaru.
- Ale co mam z nim zrobić?
- Albo go wyszorujesz, albo go wyrzucisz
- To ja go lepiej wyrzucę
- Też tak uważam.
Dzień ten spędziliśmy spokojnie. Kamil zajmował się dzieciakami, a ja....A ja musiałam sprzątać. Wieczorem, gdy dzieci poszły już spać, Kamil pomógł mi, ale tylko trochę. Nie wiedzieliśmy jednak, jakie "mocne uderzenie" czeka nas w te święta Bożego Narodzenia.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz